Expanse – różnice między książką, a serialem (część 1)

Kilka dni temu skończyłem czytać „Przebudzenie lewiatana”, pierwszy tom książkowego cyklu „Expanse”, stanowiącego pierwowzór wiadomego serialu telewizyjnego. Jako, że miałem już kilka razy okazję dyskutować na Facebooku o różnicach między obydwoma dziełami postanowiłem podzielić się swoimi spostrzeżeniami na temat różnic między jedną, a drugą pozycją:

W książce nie ma Avasarali:

To chyba najbardziej istotna różnica. W serialu mamy do czynienia z trzema punktami widzenia: Holdena, Millera i naszej podstarzałej już pani polityk. W pierwowzorze książkowym nie została natomiast nawet wspomniana.

Z tego, co widzę wertując „Wojnę Kalibana” pojawia się dopiero w drugim tomie, ale nie wiem jeszcze, czy jej rola jest tak samo istotna.

Książka ma inny klimat:

Wynika to właśnie w dużej mierze z nieobecności Avasarali oraz świadomych decyzji producentów serialu. Ten ostatni w wielu momentach stanowi mieszankę scen i motywów z różnych, klasycznych dzieł filmowych. Mamy więc zapożyczenia z Blade Runnera, Firefly, Pamięci Absolutnej, Obcego, czy też Polowania Na Czerwony Październik. Bardzo istotnym elementem jest gra polityczna, przez co całość staje się taką zimną wojną w kosmosie…

Książka ma trochę bardziej złożony klimat. Pod wieloma względami jest on bliższy Diunie, w obydwu pozycjach bohaterom przychodzi bowiem egzystować w warunkach skrajnie trudnych do życia, gdzie każdą, najbardziej bazową zdawałoby się rzecz: wodę, (a w Expanse też) powietrze, żywność, przestrzeń, a nawet ciążenie trzeba siłą i z wielkim trudem wydzierać otoczeniu.

Największym, codziennym problemem, z jakim boryka się załoga Rosynanta (tłumaczenie nawiasem mówiąc jest lepsze od „Rocinante”, Rosynant to bowiem był koń Don Kichota) jest właśnie odpowiednie ciążenie: takie, żeby z jednej strony dało się w nim normalnie funkcjonować, a z drugiej: nie zabiło załogi.

Po drugie: w książce wyczuwa się taką jakby pokorę przed majestatem zarówno kosmosu, jak i techniki. Jest na przykład scena, w której dwa statki strzelają do siebie torpedami, a załogi obydwu wiedzą, że od tego momentu wszystko leży w rękach automatyki, a jeśli ta zawiedzie, to oni nawet się o tym nie dowiedzą, bo wyparują zanim komputery zdążą ich o tym poinformować…

Co więcej: zarówno Mars, Ziemia jak i Pas posiadają ogromne możliwości dokonania zniszczeń, zarówno celowych, jak i przypadkowych. Problemem nie jest znalezienie siły ognia. Problemem jest wzajemne powstrzymanie się od jej użycia i takie funkcjonowanie, by nie spowodować katastrofy. Ważny element konfliktu stanowi wojna psychologiczna. Przykładowo SPZ próbuje zastraszyć Mars fotografiami kobiet opalających się pod kopułami (z domysłem „skoro możemy je fotografować z takiej odległości, to możemy też do nich celować…).

Trzecia różnica polega na tym, że książka jest bardziej techniczna. Więcej w niej zagrywek typu wzajemne oślepianie się laserami, zagłuszanie przekazu etc. Są to rzeczy o których fajnie się czyta, jednak jak podejrzewam nie sprawdziłyby się w widowisku filmowym.

Tłumaczenie jest chwilami dziwne:

Ponoć jest dużo lepsze niż to od Fabryki Słów. Nie zmienia to faktu, że i tak zdarzają się w nim babole. Pozwolę sobie zacytować:

Żywność z farm na Gamimedesie i w Europie.

Co w tym złego? A no z kontekstu jasno wynika, że nie chodzi tu o Europę na Ziemi, a Europę w okolicy Jowisza. To trochę niezręczne, by tłumacz ksiązki science fiction nie wiedział, że w kosmosie jest inna Europa. Tym bardziej, jeśli kilka stron wcześniej wyjaśniał czytelnikowi w przypisie znaczenie słowa „krypa”.

Serial dużo dopowiada:

Przykładowo:

  • wątek pana, który na Countenberry dostał paranoi w książce w ogóle nie istniał.

  • związek Holdena z Adele był bardzo płytki, a jedyne, co pani miała mu do powiedzenia w sprawach sercowych to „spotykam się z tobą tylko dla seksu”.

  • Kapitan „Kanta” nawet nie próbował się wykręcać od lotu ratunkowego, tylko słysząc sygnał S.O.S od razu, zgodnie z przepisami, wysłał Holdena i resztę na zwiad.

  • Diogo nie był zamieszany w żaden handel wodą na Ceres (wątek ten nie jest w ogóle poruszany), a Miller go tam nie aresztował. Jego wujek nie staranował żadnego marsjańskiego statku.

  • To nie Havelock jest ofiarą napadu i próby morderstwa na Ceres.

  • Eros nie był jakąś kosmiczną menelnią, gdzie krążyli wysmarowani węglem pasiarze poubierani w szmaty, tylko Bangkokiem, gdzie latało się na ćpanie i ruchanie.

  • Naomi na Erosie nie próbowała ratować żadnych sierotek. Przeciwnie: zachowywała się skrajnie pragmatycznie.

  • Holden na orbicie Erosa nie poprztykał się z samozwańczymi lekarzami bez granic, tylko z w pełni uzbrojoną, wojskową fregatą ONZ.

Miller:

Miller w książce i serialu jest zupełnie inny. Po pierwsze: w książce nie przeżywa on żadnego konfliktu tożsamości. Miller jest stu procentowym pasiarzem, najbardziej pasiarskim ze wszystkich. Nie jest też niechętny polityce SPZ. Wręcz przeciwnie: to jego w SPZ nie chcą.

W odróżnieniu od serialu nie jest on tez chandlerowskim detektywem, jedynym sprawiedliwym przemierzającym zepsuty świat. Jest skorumpowanym narcyzem i alkoholikiem o którym wprost jest powiedziane, że „uważa się za geniusza, ale wyniki ma nie lepsze, niż inni” oraz „kiedyś był dobry, ale już nie jest”.

Nie jest też postacią zabawnie niekompetentną, jak w serialu. Wręcz przeciwnie: jest bardzo kompetentny. Widzi rzeczy, których inni ludzie nie dostrzegają, w kilka chwil rozgryza Holdena, w trakcie wiadomego ataku na stację badawczą w zasadzie przejmuje dowodzenie…

Problem z nim polega na tym, że, jak wspomniałem jest narcystyczny i nieprzewidywalny, uważa się za geniusza, przez co jest niesubordynowany i nie wiadomo, co mu odwali.

Znaczna część słów aktywistów SPZ pochodzi od Millera:

Większość sloganów politycznych wygłaszanych w serialu przez Pasiarzy, włącznie z tym, jakże efektownym wyliczeniem, że każda kropla wody na Ceres była kiedyś czyjąś łzą, krwią, moczem i tak dalej i tak dalej pochodzi z wewnętrznych monologów Millera, którym ten z lubością się oddaje.

Konflikcie SPZ – Reszta Kosmosu nie ma wątków ekonomicznych:

W serialu długo licytują się o to ile lodu zabrano z Ceres, jakie skarby przechodzą przez jej doki i kto na tym zarabia. W książce Pasiarze nie podnoszą tematów ekonomicznych jako powodów buntu i niezadowolenia. Te są czysto społeczno-psychologiczno-polityczne. W skrócie: pasiarze czują się nierozumiani przez mieszkańców planet wewnętrznych, między jednymi, a drugimi są różnice mentalnościowe, a ponadto chcą decydować za siebie, a tymczasem najważniejsze decyzje podejmowane są poza Pasem. Co więcej nie mają oni nawet możliwości wyboru władz lokalnych, podlegają narzucanym z góry (dołu?) gubernatorom oraz pilnującym porządku firmom, które negocjują kontrakty na Ziemi lub Marsie.

SPZ jest w stanie zniszczyć zarówno Ziemię, jak i Mars…

…nie jest jednak w stanie walczyć z ich flotą.

SPZ byłoby w stanie skierować asteroidę na którąś z wymienionych planet, przed czym żadna nie mogłaby się obronić. W szczególności narażony jest Mars, który nie posiada atmosfery. Fred Johnson twierdzi nawet, że mógłby zmienić powierzchnię tej ostatniej planety w magmę, za pomocą skał wielkości łóżek wyposażonych w silniki rakietowe.

Jednocześnie SPZ nie ma ani jednego statku porównywalnego z Donnagerem, ani dowolna inną jednostką floty MCR lub ONZ. Nie posiada też jednostek bojowych porównywalnych z marines obydwu potęg, a jedynie grupy kowbojów i nastoletnich bojowników.

Mars i Pas nie mogą istnieć bez Ziemi:

Z Ziemi pochodzi bowiem zbyt wiele niezbędnych do życia produktów.

Teoretycznie Mars i Pas posiadają rozwiązania techniczne, które mogłyby pozwolić odciąć tą pępowinę, lecz, z bliżej nieokreślonych przyczyn (choć domyślać się można, że było to po prostu ekonomicznie nieuzasadnione) nigdy ich w pełni nie wdrożyły.

Należy zauważyć, że kolonizacja Pasa jest bardzo świeża. Pasiarze w najlepszym razie stanowią drugie lub trzecie pokolenie urodzone w kosmosie.

Ziemia i Mars są sojusznikami:

W odróżnieniu od serialu, gdzie już od początku między Ziemią i Marsem trwa wrogość powstrzymywana jedynie przez pewność obopólnej zagłady, tak w książce obie potęgi są, przynajmniej na początku, ścisłymi sojusznikami.

Dopiero ciąg wydarzeń, który zaczyna się od zniszczenia Canta popycha je do walki przeciwko sobie.

Wyjaśnia się, dlaczego „protomolekuła” ma tak głupią nazwę:

Nazwa „protomolekuła” w serialu, który jest chyba najbardziej „science” z całego, telewizyjnego science fiction mi skrajnie nie pasowała. Nazwa ta nie znaczy niczego „przed-cząsteczka”, albo „początkowa cząsteczka” ale przed czym ma być ta cząsteczka? Lub czemu dała początek?

Po prostu technobełkot.

Książka wyjaśnia ten dysonans. Otóż: „protomolekuła” nie jest terminem technicznym, a marką produktu, którego nazwę wymyślił dział marketingu firmy Protogen.

Książka nieco się zestarzała:

Mimo, że „Przebudzenie lewiatana” napisano zaledwie siedem lat temu już widać, że ugryzł je lekko ząb czasu i rzeczywistość jednak wyprzedziła w niektórych aspektach fikcję.

Przede wszystkim człowiek czytając pyta się: gdzie są wideorejestratory? Przecież, jak mają statki kosmiczne, to powinni mieć wideorejestratory! Jeśli pchają się w jakieś podejrzane miejsce, to powinni być nimi obwieszeni, jak choinka światełkami!

No, ale w 2011 moda na nie się dopiero zaczynała. Dziś noszą je wszyscy, od policjantów po rowerzystów.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Książki, science fiction, Seriale i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

3 odpowiedzi na „Expanse – różnice między książką, a serialem (część 1)

  1. Grisznak pisze:

    O, brzmi nawet dobrze, czyli będę wiedział, aby najpierw czytać.

  2. m. pisze:

    Teraz wiadomo co przebijało spod plastikowego serialu, książka, która zapewne jest od niego sto razy lepsza. Te autorskie seriale platform streamingowych to jednak samo zło i pojedyncze perełki to tylko wyjątki potwierdzające regułę.

  3. Szhival pisze:

    Jestem na piatym tomie (w engliszu) i serial pozycza niektore watki z pozniejszych tomow.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s