Ebooki: no to gdzie ta przyszłość?

W maju 2015 napisałem tekst Ebook vs. Książka: porównanie, po czym poprzysiągłem sobie śledzić dalszy rozwój sytuacji, po czym oczywiście o wszystkim zapomniałem. Minęły jednak trzy lata od tamtego wydarzenia i coś mi o mojej obietnicy przypomniało… Postanowiłem więc sprawdzić, jak rozwija się sytuacja.

Ta okazała się kształtować w sposób bardzo ciekawy.

Choć niekoniecznie taki, jak ludzie spodziewali się jeszcze kilka lat temu.

Ebooki w szerokim świecie:

W trakcie obecnego dziesięciolecia sytuacja na rynku ebooków w USA i Wielkiej Brytanii kształtowała się następująco:

  • 2011: wzrost sprzedaży o 58 procent

  • 2012: wzrost o 41 procent

  • 2013: wzrost o 4,8 procent

  • 2014: spadek o 6 procent

  • 2015: spadek o 13 procent

  • 2016: spadek o 17 procent

  • 2017: spadek o 16,4 procent

Nie powiem, sytuacja taka mnie zaskoczyła. Owszem, nic nie może rosnąć wiecznie i osobiście przewidywałem, że rynek ebooków kiedyś osiągnie szczyt wzrostów. Raczej nie spodziewałem się też, że pokonają one tradycyjne książki. Jednak aż takich spadków się nie spodziewałem. Więcej: podejrzewam, że każdy, kto by je wróżył te kilka lat temu zostałby wyśmiany.

Ba! W trakcie poszukiwań informacji trafiłem na „poważny” prognostyk opublikowany przez Strategy Analytics w roku 2014, wedle której do roku 2020 światowy rynek ebooków miał co najmniej podwoić swą wartość.

Jak łatwo policzyć obecna sprzedaż ebooków na świecie kształtuje się bardzo blisko poziomu z roku 2011. Pytanie brzmi: jak wyglądać będą wyniki sprzedaży w roku 2018? Czy trend się utrzyma? Czy też może zostanie przełamany? Na to pytanie odpowiedzieć może tylko czas.

Co ciekawe w tym samym okresie sprzedaż tradycyjnych książek delikatnie rosła (aczkolwiek sam rynek wydawniczy, jako całość, się skurczył).

Dlaczego tak jest?

To bardzo ciekawe pytanie, na które jednak w anglojęzycznym, internecie nie znalazłem odpowiedzi.

The Guardian za zaistniałą sytuację wini zjawisko, które nazywa „Screen fatique” i które ma być trendem odwrotu z powrotem ku prostszym, analogowym sposobom spędzania czasu. Osobiście wątpię, by tak było. Zapragnąłem bowiem dowiedzieć się czegoś więcej o zjawisku, jednak zarówno w Google jak i na Wikipedii pod tą nazwą pojawiały się jedynie terminy medyczne i informacje o zmianach zachodzących w budowie oka wskutek spędzania zbyt dużych ilości czasu patrząc w ekran…

A jakoś wątpię, by zmęczenie oczu było dżumą XXI wieku, dziesiątkującą szeregi komputerowców.

Bardziej konkretny pod tym względem jest Forbes, który, przytaczając zwykłe dane demograficzne zauważa, że zmiany napędzają młodzi. To właśnie nastolatki i dwudziestolatki kupują znacznie więcej książek analogowych niż cyfrowych. Forbes jednak ponownie sam nie potrafi wskazać dlaczego tak się dzieje.

Osobiście byłbym skłonny przypuszczać, że mamy tu do czynienia z dwoma zjawiskami. Są to: wygaśnięcie ciekawości oraz nasycenie się rynku.

Po pierwsze: gdy sprzedaż ebooków zaczęła rosnąć media i reklamy zwyczajnie nakręciły hype. W jego wyniku wiele osób zainteresowało się ebookami ze zwykłej ciekawości, żeby zobaczyć czym jest ten ogień przyniesiony przez nowego Prometeusza. Teraz zabawka im się już znudziła i sprzedaż spadła.

Po drugie: wśród wydań ebookowych pełno było książek o tematyce dość hermetycznej, jak np. klasyczni, ale już nie modni pisarze fantastyki. Kolekcjonerzy uzupełnili już swoje zbiory i (czasowo) sprzedaż spadła.

Co dalej z tymi ebookami?

W zasadzie to nie wiadomo…

Moim zdaniem dramat, który w tej chwili obserwujemy jest typowym przykładem Cyklu Garneta, który przedstawia poniższy wykres:

Tak więc ebooki minęły Szczyt Napuchniętych Oczekiwań i teraz powoli zmierzają w stronę Niecki Rozczarowania. Gdy osiągną jej dno nastąpi odbicie i zacznie wspinać się na Zbocze Oświecenia, by w końcu osiągnąć Płaskowyż Produktywności…

Pytanie jakie nasuwa się samo brzmi: gdzie leży dno Niecki Rozczarowania?

Istnieją metody, by prognozować przyszłe zachowanie się wykresów sprzedaży, kursów akcji etc. Jedną z tych, które można byłoby zastosować jest oparcie się na tak zwanych punktach oporu i wsparciach, czyli miejscach, których kurs rosnąć długo nie mógł sforsować.

Problem polega na tym, że w wypadku tak długich trendów (bo mamy do czynienia ze zjawiskiem, które weszło w swój piąty rok trwania) jakiekolwiek metody prognozowania biorą w łeb. Po prostu: wszystko może się zdarzyć.

Myślę jednak, że ebooki nie umrą, tylko znajdą sobie jakąś, spokojną, lecz ważną niszę, w której pozostaną. Nigdy już jednak raczej nie zagrożą tradycyjnej książce.

Polska:

Pytanie brzmi jak wygląda sytuacja ebooków w Polsce?

Otóż: jest zupełnie odwrotnie niż na zachodzie. U nas rynek książek elektronicznych od roku 2011 do 2017 rósł ze średnim tempem 20-30 procent rocznie. Przykładowo w roku 2016 warty był 80 milionów złotych, a w roku 2017: około 100 milionów złotych. Nadal stanowi on tylko ułamek rynku książki papierowej: ten ma wartość około 3 miliardów złotych.

Przyczyny tej odmienności w zachowaniu rynku są moim zdaniem trzy.

Po pierwsze: w Polsce rynek książki elektronicznej nie ma za sobą tak gwałtownych zmian i nie urósł o kilkaset procent w ciągu kilku lat (tzn. urósł o kilkaset procent, ale nie tak gwałtownie, jak na zachodzie, gdzie w latach 2008-2010 co roku podwajał swoją wielkość). Tak więc nawet, jeśli załamanie nastąpi, to nie będzie ono tak duże i tak gwałtowne. Należy zauważyć też, że udział ich w całym rynku księgarskim jest nadal bardzo, bardzo nieduży, tak więc jest jeszcze o co walczyć.

Po drugie: tym, co pomaga ebookom w Polsce jest (mam wrażenie) proces postępującej legalizacji naszego internetu. Rynek ebooków od zawsze był u nas dość duży, ale zapełniały go warezy, a potem serwisy wymiany plików, które były głównymi dostawcami książek. Obecnie tracą one rynek na rzecz legalnych sprzedawców. Tak więc sprzedaż rośnie. I dobrze.

Po trzecie – paradoksalnie – na korzyść książek elektronicznych działa też to, że jesteśmy biedni. Sam znam kilka osób, które musiały zaprzestać kupowania nowych pozycji, bo im się w (niezbyt zresztą dużych) mieszkaniach nie mieściły.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Komputery, Książki i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

7 odpowiedzi na „Ebooki: no to gdzie ta przyszłość?

  1. Velahrn pisze:

    Czasem wynalazki reklamowane jako „rewolucja” albo „mega hype” po prostu nie wypalają. Tak było z segwayem, tabletami, tak będzie chyba z ebookami. Książki nie zabiło radio, kino, telewizja i internet, nie zabiją jej też i ebooki.

  2. Ranger pisze:

    Tak, to rzeczywiście ciekawy temat. Osobiście przerzucam strony zarówno papierowe, jak i te elektroniczne, zwyczajnie korzystając z zalet jednych i drugich. Co do cen, to akurat w Polsce ebooki objęte są wysokim opodatkowaniem co powoduje, że klient w obliczu zakupowego dylematu i różnicy 5 złotych między dwoma różnymi formami ostatecznie sięgnie raczej po pozycję wydaną tradycyjnie. Tylko że patrząc na dane i przyrost (mowa o Polsce) możemy mieć zgoła odmienne wrażenie 🙂 Pytanie, ile z tych książek w wersji elektronicznej jest kupowanych w regularnej cenie, a ile w promocji.

    A jakie są według mnie główne atuty wersji elektronicznej? Są wygodniejsze w podróży oraz można zmieścić ich sporo więcej niż na półkach. Darmowa wysyłka? Brzmi rozsądnie 😉 Poza tym wykazując odrobinę zainteresowania tematem można znaleźć interesujące nas pozycje za stosunkowo niską cenę (różne promocje) i wtedy też zyskują mocny argument.

    Jednak wszystko to blednie w obliczu chwili, w której bierzemy w dłonie kolejny tytuł z długiej listy do przeczytania i zaczynamy przerzucać pierwsze strony, czując pod palcami papier i zapach pierwszy raz otwartej książki. Choćby tylko dlatego nie grozi nam wyginięcie tych tradycyjnych egzemplarzy 🙂

    Pozdrawiam!

  3. Ostatnio kupuję książki tylko na czytnik – za małe mam mieszkanie na trzymanie książek. W papierze kupuję komiksy, albumy i książki, które nie będą wydane elektronicznie [np. podręcznik o tynkowaniu :)]. Czytnik mam od wielu lat i trzyma się świetnie. W podróży jest niezastąpiony, ze względu na małe gabaryty.

  4. Grisznak pisze:

    Dla mnie ebooki są drogie – jeśli książka kosztuje 35 zł, a ebook – 30, no to w zasadzie nie mam powodów, aby kupować ebooka zamiast książki. Wahałem sie ostatnio nad przerzuceniem na nie, ale raz, że cena, dwa, że interesujących mnie pozycji i tak na tym rynku znowu wiele nie ma. Dlatego ostatecznie podziękowałem i jak chcę jakiegoś ebooka do podróży do ściągam z netu ze stron z legalnymi starociami.

  5. wiron pisze:

    Dane do statatystyk są zbierane od tradycyjnych wydawców i nie uwzględniają self-publishingu. Najprawdopodobniej błędnie pokazują zmianę struktury rynku jako spadek sprzedaży.

  6. DoktorNo pisze:

    Ja znam informatyka co różne książki techniczne itp. kupuję tylko jako e-booki bo jak mówił „to się wkrótce zestarzeje, więc szkoda miejsca w mieszkaniu”… 😉

  7. „Po trzecie – paradoksalnie – na korzyść książek elektronicznych działa też to, że jesteśmy biedni. Sam znam kilka osób, które musiały zaprzestać kupowania nowych pozycji, bo im się w (niezbyt zresztą dużych) mieszkaniach nie mieściły” – strasznie duży skrót myślowy 😉

    Dodajmy do niego, że nie stać nas na przestrzeń i mieszkania oraz to, że e-booki są zwyczajnie tańsze od papieru.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s