Przeczytane w marcu 2018: Rowling, Rowling i Tchaikovsky

Marzec, mimo, że bym się tego nie spodziewał był dosyć owocny w lekturę. W miesiącu tym udało mi się bowiem pokonać aż pięć książek. Walka ze straszliwą Kupką Wstydu w prawdzie została przerwana: nabyłem dokładnie tyle samo książek, co przeczytałem, jednak wydarzyło się to wyłącznie wskutek spisku pracowników sieci Carrefour, gdzie wypatrzyłem dwa tomy Mrocznej Wieży.

Prócz tych pięciu ofiar udało mi się rozpocząć lekturę dwóch kolejnych pozycji. Pierwszą z nich jest „Harry Potter i Czara Ognia”, z którą walka idzie mi dość dobrze, jestem bowiem już na 350 stronie (z 750), drugą jest „Brugia: kolebka kapitalizmu”, z którą zmagania idą mi natomiast dość opornie. W wypadku tej ostatniej książki liczyłem, że uda mi się ją przeczytać przed świętami. Niestety na przeszkodzie stanęła mi zmiana czasu, wahania pogodowe oraz sabotażyści z mBanku: najpierw się nie wyspałem i nie mogłem się skoncentrować na pracy. Potem, na skutek zmian pogodowych i skaczącego ciśnienia znów nie mogłem się wyspać.

Kiedy wreszcie wydawało się, że sobie odpocznę okazało się, że na karcie, z której mam ustawione płatności z Internet i Netflixa skończyły się pieniądze. W efekcie mBank zaczął mnie nękać o 3 w nocy SMS-ami o treści „Zapłać! Zapłać złodzieju!”. Po trzecim zwlokłem się z łóżka o wpół do piątej w nocy i zapłaciłem. Jednak znów byłem tego dnia zbyt zmęczony na ciężką lekturę.

Zostało mi jej jeszcze jakieś 150 stron, więc myślę, że do czwartku skończę.

Harry Potter i komnata tajemnic:

Ocena: 8/10

Fabułę wszyscy i tak chyba znają, więc nie będę jej streszczał. Harry uczy się na drugim roku szkoły dla czarodziejów Hogwart i przeżywa tam masę przygód. Tym razem problemem jest komnata tajemnic.

W tym tomie wchodzimy powoli głębiej w świat czarodziejów. Ten powoli okazuje się mniej doskonały, niż początkowo się wydawało: istnieją w nim bowiem nie tylko nierówności majątkowe, ale też statusowe. Powieść ta wprowadza ważne dla dalszej fabuły kategorie „czystokrwistych”, „szlam” i „charłaków” (btw. ciekawi mnie jak półobrzymy mają się do tego podziału?).

Tak poza tym, to co można powiedzieć? No, jest to niezła książka fantasy, napisana prostym, przystępnym językiem, ładnie łącząca życie szkolne, komedię i akcję. Niemniej jednak naprawdę nie rozumiem jej fenomenu: na rynku są tysiące lepszych. Mi osobiście na przykład dużo bardziej podobał się Hobbit, albo twórczość Terrego Pratchetta.

Być może za późno się do niej zabrałem. Ja po raz pierwszy Harrego Pottera czytałem bowiem w ostatniej klasie liceum…

Imperium czerni i złota:

Ocena: 8/10

Mam mieszane uczucia wobec tej książki. Początkowo lektura nie była lekka: prawdę mówiąc pierwsze akapity powieści były tak drewniane, że poważnie zastanawiałem się nad rzuceniem jej w kąt. Potem jednak zrobiło się nawet ciekawie…

Przenosimy się do dziwnego świata przypominającego nieco realia z anime Visions of Escaflowne. Jest to kraina fantasy, zamieszkana przez liczne plemiona ludzi. Każde z tych plemion czuje się związane z jakimś rodzajem owada, czerpiąc od niego mistyczne moce. Dzielą się one z grubsza na Pojętnych (Żuki, Mrówki, Osy), które mają dar do korzystania z technologii i niepojętnych (Ważki, Pająki, Modliszki, Ćmy), którzy mają dary mistyczne.

Jednym z tych „plemion” są Osy, które powoli, lecz sukcesywnie podbijają świat. Podbojowi przeciwstawia się pan o nazwisku Maker, który próbuje ostrzec swą ojczyznę: państwa-miasta Równin o zagrożeniu, jednak nikt mu nie wierzy. Celem skuteczniejszego przeciwdziałania niebezpieczeństwu Maker organizuje siatkę szpiegowską…

Zaletą książki jest fakt, że moim zdaniem jest ona bardzo mało amerykańska, a po autorze widać, że coś tam jednak przeczytał. Tytułowe Imperium Czerni i Złota, czyli Os nie jest więc jakimś państwem wszechogarniającego zła, rządzonym przez wszechmocnego, nieśmiertelnego Władcę Ciemności, tylko relatywnie młodym tworem. Zasiadający na jego tronie cesarz jest trzecim władcom z kolei i ma niewiele więcej, niż 30 lat. Podbój prowadzony jest w sposób metodyczny i okrutny, ale jest to bardzo ludzkie okrucieństwo. Państwem natomiast trzęsie tak naprawdę bezpieka, a wyższe szarże coraz bardziej wykorzystują stanowiska dla własnego interesu.

Centralną postacią książki jest natomiast kapitan Thalrick, urzędnik imperialnej bezpieki właśnie. Sukinsyn jakich mało, ale metodyczny i oddany swej ojczyźnie.

Narodziny Europy: Korzenie gospodarki europejskiej 300-900

Ocena: 8/10

Chciałbym powiedzieć, że to „ciekawa książka”, ale jakoś nie chce mi to przejść przez gardło.

Publikacja ta w swoich czasach wzbudziła bardzo duże kontrowersje, wywracając do góry nogami sposób myślenia o Europie w okresie tak zwanych wieków ciemnych. Skupia się ona na nowej metodzie interpretacji i wydobywania danych ze źródeł. Problem z epoką polega na tym, że dane są bardzo rozproszone, aczkolwiek materiału jest dość dużo, co tylko pogłębia problem. Przykładowo: samych żywotów świętych jest blisko 100.000 stron. W momencie, gdy McCornick pisał książkę czyli pod koniec lat 90-tych dostępne były już jednak wyszukiwarki i katalogi internetowe, dzięki czemu mógł on z dużą łatwością wydobywać dane.

Cała książka jest ich analizą. Tak więc autor np. zbiera wszelkie znaleziska monet bizantyjskich i arabskich, na tej podstawie starając się odtworzyć możliwe szlaki handlowe, na bazie wzmianek o niewolnikach stara się wskazać miejsca ich pochodzenia, na bazie znalezisk wraków statków: przebieg szlaków morskich, a zawartości ich ładowni: to czym w tym okresie handlowano, oraz przez jakie porty przebiegał handel.

W sumie to dowiedziałem się wielu, bardzo ciekawych rzeczy: od tego, ile kiedyś kosztował niewolnik, po dokładny przebieg tras morskich i lądowych Wikingów. Jednak sposób rozumowania, za pomocą którego autor uzyskał te dane był wyjątkowo nudny. Chętnie przeczytałbym jakiś wyciąg lub streszczenie z tej pozycji.

Imperium:

Ocena: 10/10

O Kapuścińskim napisano wiele rzeczy. Osobiście średnio interesuje mnie to, czy szpiegował, czy nie. Nie za to go cenię.

„Imperium” czytałem już na studiach i od wielu lat chciałem mieć własne. Wpisałem je na listę zakupów już dawno temu, ale jakoś nigdy nie przyszło mi go kupić. Teraz nadarzyła się taka okazja. Można to nawet potraktować symbolicznie, jako cezurę zamykającą pewien etap w moim życiu.

Jak wiadomo „Imperium” jest reportażem z podróży po walącym się podówczas Związku Radzieckim. Książka jak zawsze w wypadku Kapuścińskiego napisana charyzmatycznie, pełna barwnych obserwacji i przejmujących, ostrych obserwacji.

Wizją i rozmachem przewyższa to moim zdaniem większość powieści fantasy.

Najbardziej uderzył mnie chyba fragment o Timurze:

Timur sam stawał na czele wypraw, sam wszystko nadzorował. Tych, których pobił kazał ścinać głowy, a z czaszek budować wieże. Kazał pruć kupcom brzuchy i szukać w nich złota, sam to szukanie nadzorował. Niósł śmierć i ta misja pochłaniała go przez pół dnia. Drugie pół pochłaniała go sztuka (…). Timur ściągał talenty do Samarkandy, zabiegał o każdego twórcę. Nie dał ruszyć nikogo, kto nosił w sobie iskrę bożą.

Twórcy kwitli i kwitła Samarkanda. Miasto było jego dumą. Nad jedną z bram kazał wyryć napis: „Jeśli wątpisz w naszą potęgę spójrz na nasze budowle”.

Jego dzieło dało się jednak streścić innym zdaniem: „To, czego dokonałem nie uczyniłoby żadne zwierzę!”

Harry Potter i więzień Azbakanu:

Ocena: 8/10

Trzeci tom wiadomej powieści. Wszyscy i tak go czytali, a kto nie czytał na pewno oglądał film.

Na święta brat przyniósł mi film pod tytułem „Charlie i fabryka czekolady”. Jest to adaptacja powstałej na ostrych kwasach, moralizatorskiej powieści dla dzieci, co do którego tylko jakiś przećpany fan Elvisa Presleya w latach 60-tych mógł mieć złudzenia, że będzie podobało się dzieciom (mi w trakcie seansu włączyła się paranoja, a podejrzewam, że dzieci zareagowałyby ostrzej). Jeśli tak wyglądały książki dla dzieci, to przyczyny sukcesu tej pozycji przestają mnie dziwić.

Drugą, niebagatelną zaletą twórczości Rowling jest jej wyobraźnia. Autorka bardzo łatwo łączy elementy klasyczne i łatwo rozpoznawalne (czarodzieje, smoki, wilkołaki) z nowymi, będącymi w całości jej autorstwa (dementorzy, system społeczny jej czarodziejów, cała ta magiczna terminologia) uzyskując z tego zupełnie nową jakość.

Ten wpis został opublikowany w kategorii fantastyka, Książki, Przeczytane i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

3 odpowiedzi na „Przeczytane w marcu 2018: Rowling, Rowling i Tchaikovsky

  1. Karoluch pisze:

    Więzień Azkabanu to moja ulubiona część Harry’ego. Zaskakująca fabuła, dobrze budowany nastrój i ten tajemniczy Syriusz Black. No i nie ma w niej Wmordęwolta, ale inni przeciwnicy.

  2. minnie pisze:

    Gratulacje, ja przeczytałam sześć książek i znalazłam a wśród nich najlepsza była „Dziewczyny chcą się zabawić” 🙂

  3. buszasp pisze:

    Imperium czerni i złota prawdopodobnie jest jedną z lepszych powieści inspirowaną grami komputerowymi. Świat przedstawiony praktycznie kopiuje założenia gry crpg Arcanum, tylko klasyczne rasy fantasy podmienione są na owady. Słowo Arcanum też się w powieści pojawia i po przeczytaniu mam prawie pewność, że autor kiedyś w to grał.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s