Jak wyglądałby świat bez humanistów?

Do napisania tego tekstu zachęcił mnie widoczny z boku, idiotyczny mem oraz awantura, jaka swego czasu wybuchła na kanale To Tylko Teoria w komentarzach pod nim. Awantura była oczywiście zatytułowana „na kierunki humanistyczne idą tylko ludzie, którzy nie potrafią liczyć” (tak, w szczególności na ekonomię lub socjologię) i panowie inżynierowie o(d)lewnictwa i tym podobnych, prestiżowych kierunków dali tam upust swoim kompleksom i lukom wiedzowym.

Humaniści mają pecha: stali się symbolem problemów ze znalezieniem pracy, jakie dotykają obecnie wykształconych ludzi w Polsce oraz nadprodukcji studentów. Problem ten dotyka nie tylko nas, ale też studentów wielu innych kierunków: chemików, biologów, matematyków, fizyków, (pseudo)informatyków czy studentów wielu kierunków technicznych, jak to cholerne odlewnictwo…

Drugie oblicze problemu z humanistami polega na tym, że faktycznie w ciągu ostatnich 20 lat powstało wiele uczelni kształcących zupełnie zbędnych socjologów i kulturoznawców. Powód jest prosty: taniej zorganizować pracownie dla humanistów, niż biologów molekularnych.

Jednak zajmijmy się tematem: jak wyglądałby świat, gdyby nie było nań humanistów?

Słowem wstępu:

Na początku ustalmy, kto to jest humanista. Otóż, tradycyjnie, w ludowej interpretacji humanistami nazywa się adeptów takich dziedzin, jak:

  • Kierunki artystyczne

  • Nauki społeczne

  • Nauki historyczne

  • Ekonomie i kierunki pokrewne

  • Prawo i administracja

  • Nauki o języku

  • Teologia i takie tam.

Wyobraźmy sobie świat, w którym ich nie ma i nigdy się nie pojawili.

Wyobraźmy sobie…

Świat, gdzie nikt nie potrafiłby zrozumieć waszych odkryć…

Zacznijmy od jednego: czy wiecie po co powstały państwowe szkoły i system obowiązkowej edukacji w XVIII wieku? Oraz po co tłucze się w nich polski, historię oraz infantylne czytanki o plastusiach, zwierzątkach i murzynku Bambo? Otóż: podstawowym zadaniem szkoły było stworzenie ludzi, którzy byliby w stanie wypełnić formularz podatkowy, wykonać pisemny rozkaz w wojsku carskim lub pruskim (zauważcie, że pierwsze, publiczne sieci szkół nie powstawały w państwach nawet częściowo liberalnych, ale w zamordystycznych „oświeconych” monarchiach absolutnych) oraz wykwalifikowanych pracowników, którzy byliby zdolni zrozumieć instrukcje pisemne. Cały program edukacyjny był pod tym kontem układany i po dziś dzień to się nie zmieniło. Szkoła nadal zajmuje się kształceniem niebieskich kołnierzyków…

W zasadzie cały program jest temu podporządkowany, a przedmioty takie jak język polski, matematyka, historia, fizyka, chemia, plastyka etc. służą tylko temu, by przy okazji rozpracowywania palców nauczyć rozumienia tekstu o wysokim stopniu abstrakcji i zróżnicowanej tematyce.

Kto uczy czytać i pisać? No głównie humaniści.

Owszem, pewnie dałoby się to zrobić przy okazji nauki biologii, geografii czy nawet chemii, ale rezultaty byłyby mniejsze.

…bo byłyby one niezrozumiale:

Podobnie jak większość wynalazków humanistów, polegających głównie na nowych sposobach organizacji pracy, dzisiejszy układ tekstu, ze zdaniami zaczynanymi z dużej litery i kończącymi się kropką, znakami przestankowymi, ustalonymi zasadami gramatyki i ortografii oraz odstępami pomiędzy wyrazami traktujemy jako oczywisty. Niewiele osób wie, że nie istniał on od początku świata. Wlecz przeciwnie: stanowi on efekt trwającej trzy tysiące lat pracy gramatyków i filologów, którzy stopniowo, w drodze codziennej praktyki ustalali nie tylko zasady pisowni, ale też ortografii i gramatyki.

Początkowo alfabet łaciński składał się bowiem tylko z 21 znaków, które ustawiano jednym ciągiem, bez przerw między wyrazami, znaków przestankowych i diakretycznych albo dużych liter.

Gdyby nie ich wysiłek powyższy akapit wyglądałby tak:

podobnievacfiecsoscfvnalascofhvmanistvfpolegavoncvhnanofvhsposobahorganizacyipracvdcisievszvcldtecstzezdaniamizaczvnanvmizduzevliterviconczoncvmisiecropcomznacamiprzestacofimiustalonvmizasadamigramatyciortografiorazodstepamipomiexvfvrazamitractvemvdzisvacooczvfistvniefieleosubfiesenieisnialonodposatkvfrecpsecifniestanofionefecttfavoncevtsvtvsiomcelatpracvgramatykvfilologoctosvstopniofofdrocecociennevpractvcivstalilinietvlkosasadvpisofinialetesortografigramatvkicestofsposcbstvcnviaritralnv

Że przesadzam? Ludzie, przeczytajcie sobie, co to była „średniowieczna dowolność”! Sposób zapisu oraz liczba błędów i ich rodzaj jest jedną z metod datowania tekstów. Dodatkowym utrudnieniem były też modne w niektórych okresach ligatury, czyli połączenia dwóch znaków, stworzone tak, by dało się pisać szybciej.

Oczywiście, gdybyśmy się uczyli od dziecka czytać tego typu teksty, to koniec końców byśmy opanowali tą zdolność. Jednak byłoby to znacznie mniej wygodne, bardziej czasochłonne i dużo mniej jednoznaczne.

Świat bezprawia:

Nauki prawne to kolejny ciekawy temat. Jest to dziedzina zajmująca się tworem będącym w stu procentach ludzkim wymysłem. Prawo ma wiele źródeł, ale najważniejsze są dwa fundamentu Pierwszym z nim jest prawo rzymskie, drugim natomiast reformy stworzone w osiemnastym wieku na gruncie oświeceniowym.

Prawo w obecnie nam znanym kształcie, bez humanistów, prawdopodobnie by nie istniało.

Po pierwsze: prawo rzymskie jest wynikiem działań filozofów, czyli bądź, co bądź humanistów. Zostało ono wymyślone na skutek konkurencji dwóch grup obywateli Rzymu: bogatych Patrycjuszy dysponujących rozległymi majątkami ziemskimi i ubogimi Plebejuszami, którzy posiadali je znacznie mniejsze. Patrycjusze usiłowali zabezpieczyć swoje majątki przed ewentualną konfiskatą, podczas, gdy plebejusze chcieli nie tylko chronić swój stan posiadania przed dysponującymi znaczącą siłą (także w całkiem fizycznym sensie, życie społeczne Rzymu znało na przykład instytucje spathiatores czyli uzbrojonych niewolników) konkurentami, ale też przejąć ich własność.

Z niego pochodzą takie instytucje, jak oskarżyciel, sad, procedura dowodowa, domniemanie niewinności…

Gdyby humanistów nie było, to prawo rzymskie nie byłoby znane. Raz, że najpewniej nigdy by nie powstało. Dwa, że nawet, gdyby powstało, to bez pokoleń prawników, filologów, językoznawców i etyków najpewniej zaginęłoby gdzieś we wczesnych wiekach średnich.

Co by więc było?

Znajomość Kodeksu Hammurabiego bez wysiłku archeologów i lingwistów raczej nie wchodzi w grę. Pozostają więc dwie opcje.

Pierwszą jest coś w rodzaju greckiego prawa zwyczajowego, które działało tak: zbiera się wymaganą grupę osób, bez przygotowania prawnego, która nazywa się „sędziami”. Przed nią występuje oskarżyciel i mówi: „nie ma żadnych dowodów na to, żeby oskarżony zrobił coś złego, ale spójrzcie na jego strój menela i kaprawe, złe oczka. Niemożliwe, żeby ktoś z taką twarzą degenerata nie miał ciężkich zbrodni na sumieniu! Zabijmy go więc na wszelki wypadek!”

Druga możliwość to prawo wywodzące się z germańskiego prawa zwyczajowego, typu prawa salickiego. To działało tak: przychodzi siedmiu gości i stwierdza „nie widzieliśmy od dawna pana Jana Kowalskiego i nie wiemy, czy czasem ktoś go nie zamordował”. Wiec sędzia wydaje nakaz aresztowania jego najbliższego (w sensie fizycznym) sąsiada, który ma obowiązek wiedzieć, co się u Kowalskiego dzieje i oznajmia: „gadaj, co się tam wyprawia i czyś czasem go nie zamordował>”. Na co pada odpowiedź: „Nie wiem! On mieszka sam, w lesie, pięc kilometrów od innych ludzi”. „Lżesz!” odpowiada sędzia „A prawo w takim przypadku nakazuje torturować!” po czym wleką gościa na tortury i trzy dni łamią kołem i przypiekają. Ale jeśli ktoś przez trzy dni nie da się złamać mękami, to znak to wielki, że niewinny. Więc sędzia woła oskarżycieli „On niewinny był! Czeka was kara za fałszywe oskarżenie! Każę uciąć wam języki!” na co oskarżyciele odpowiadają „Języki są nam do życia potrzebne! Chcemy wykupić je zlotem”, na co sędzia odpowiada „Hola! Sprawdziłem rejestry sądowe i okazało się, że to trzecie wykroczenie każdego z was! A trzy wykroczenia to łotrostwo, czyli przestępczość zawodowa!! A to znaczy, że bezwarunkowo muszę was powiesić!”

Na szczęście jednak mamy humanistów i nauki prawne…

Gdzie połowy dziedzin naukowych nie ma:

Współczesny podział nauk ma swe korzenie w XIX wieku. Jego idea narodziła się jednak dużo wcześniej, a wywodzi się z dzieła Insauratio Magna (Wielkie Ustanowienie Nauk) stworzonego w wieku XVII przez wielkiego, angielskiego filozofa Francisa Bacona. Bacon podzielił naukę na trzy kategorie:

  • Dziedzinę pamięci: która stanowiła po prostu spis nie ułożonych w spójny system faktów. Dzieliła się na dwa działy: historię człowieka (czyli po prostu historię) oraz historię naturalną (która była pierwocinami biologii, chemii, materiałoznawstwa, geologii i tym podobnych nauk). Nauką pomocniczą historii naturalnej była medycyna.

  • Dziedzinę wyobraźni: czyli poezję i sztukę. Jako poezję Bacon rozumiał po prostu literaturę, w jej skład wchodziły tez takie dziedziny, jak retoryka, gramatyka, językoznawstwo i filologia. Jako sztukę rozumiał umiejętności praktyczne, w tym oczywiście malarstwo i rześbę. Naukami pomocniczymi sztuki była architektura (pojmowana jako dział rzeźby) i estetyka.

  • Dziedzinę rozumu: czyli filozofia, którą uważał za systematyczny zbiór całej wiedzy. W skład tej dziedziny wchodziły: teologia, moralność, a także matematyka i logika. Jako nauki moralne postrzegał to, co dziś uważamy za nauki polityczne. Jej zadaniem było pomóc władcom mądrze rządzić, gdyż moralne utożsamiano z rządami skutecznymi. Dziedziną moralności było też prawo, które wtedy postrzegano jako zbiór abstrakcyjnych deklaracji, a nie żelaznych zasad.

Dziedzina rozumu była oczywiście najważniejsza, pozostałe natomiast tylko stanowiły dla nich wsparcie. Współcześni zwolennicy nauk matematyczno-praktycznych uznając swój prymat i głosząc nieudolność humanistów okazują więc wsteczną mentalność. Choć oczywiście nie porównuję ich do tytana jakim był Bacon.

Gdyby nie on, to nauki przetrwałyby w jakiejś, wcześniejszej formie. Na przykład takiej, jaka ukształtowała się w krańcowej starożytności, pod kierunkiem praktycznie nastawionych filozofów należących do nurtu sceptyków. Czyli byłyby podzielone na siedem sztuk wyzwolonych na wzór Świętego Izydora (Izydor był w prawdzie chrześcijaninem, ale jego nastawienie było czysto praktyczne: chciał zmienić intelektualną rozrywkę elit w przydatne dla kleru narzędzie). Jego podział nauk wyglądał tak:

  • Trivium: gramatyka, retoryka i dialektyka

  • Quadrivium: arytmetyka, geometria, muzyka i astronomia.

Przy czym jego arytmetyka była tak naprawdę rytmiką i stanowiła naukę pomocniczą muzyki. Jej głównym celem było zaś tworzenie zapisów melodii. Geometria natomiast stanowiła naukę pomocnicza astronomii. Celem astronomii zaś nie było badanie gwiazd, ale obliczanie kalendarzy. Wszystko to służyło pomocniczym zadaniom administracyjnym, takim jak wyznaczanie dat świąt czy reprezentowanie ludzi w sądach. Jak działał sąd za jego czasów pisałem w punkcie powyższym.

Moglibyśmy korzystać też z systematy Hugo od świętego Wiktora, który nauki podzielił na:

  • Mechaniczne, czyli niegodne uczonego. Były to: tkactwo, armatura, żeglarstwo, rolnictwo, medycyna i teatrologia.

  • Praktyczne czyli polityka z naukami pomocniczymi: etyką i ekonomią (rozumianą jako sztuka wyznaczania sprawiedliwych cen)

  • Logicznych: w skład których wchodziła gramatyka, retoryka i dialektyka

  • oraz Teoretycznych których królową była teologia z dziedzinami pomocniczymi: matematyką i fizyką.

Istnienie nauk mechanicznych może wydawać się tu atutem. Szkoda tylko, ze Hugo od świętego Wiktora uznawał za takie dziedziny zbyt skomplikowane, by zajmowały się nimi zwierzęta, będące wyłączną domeną człowieka, ale jednocześnie niegodne rozważań uczonych.

Po trzecie nasi przodkowie mogliby wpaść też na trop Arystotelesa, który podzielił nauki na:

  • Filozofię z naukami pomocniczymi: matematyką, fizyką i logiką.

  • Nauki praktyczne: etykę, ekonomikę i politykę.

  • Nauki twórcze: poetykę, retorykę i sztukę.

No niestety, rozdział nauk na humanistyczne i praktyczne, jaki dziś widzimy pochodzi z przełomu XVIII i XIX wieku. Do rewolucji myślowej, jaka nastąpiła pod koniec XVII wieku za nauki uznawano w zasadzie wyłącznie dziedziny humanistyczne. Dziedziny praktyczne natomiast uważano za ich nauki pomocnicze. To dzięki humanistom i ich zapotrzebowaniu były one rozwijane. Przykładowo: architektura była nauką pomocniczą rzeźbiarstwa, chemia wywodzi się po części z alchemii, która była jakimś siódmym pokłosiem odpadów od teologii, a po części z historii (naturalnej), rozwój wyższej matematyki był wynikiem licznych prób opisania Boga…

Gdyby nie było humanistów nie byłoby więc też nauk praktycznych. Bez nauk praktycznych rozwój byłby do pewnego stopnia możliwy: proces rozwoju technicznego zapotrzebowanie na fizyków, chemików i materiałoznawców zgłaszać zaczął bowiem dopiero w pod koniec XVIII wieku. Wcześniejsze wynalazki opierały się bardziej na prostej obserwacji niż pracy badawczej, często były dziełem kowali, majsterkowiczów, zegarmistrzów i innych ludzi bez żadnej wiedzy naukowej. Dopiero odkrycie zasad dynamiki przez Izaaka Newtona (nomen omen teologa i etyka, przekonanego o tym, że właśnie opracowuje dowód na istnienie Boga), które okazały się przydatne przy budowaniu maszyn parowych, także technika zaczęła zgłaszać zapotrzebowanie na naukowców, tak, jak robiła to wcześniej polityka.

Gdyby jednak tych nie było wcześniej (a w świecie bez humanistów by ich nie było, bowiem po prostu nie byłoby uczonych), to nauka nie byłaby w stanie ich dostarczyć. Nigdy więc nie doszłoby do rewolucji przemysłowe.

W rezultacie żylibyśmy nadal w agrarnym świecie, a każdy z nas byłby małorolnym chłopem pańszczyźnianym lub kimś w tym rodzaju.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Wredni ludzie i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

9 odpowiedzi na „Jak wyglądałby świat bez humanistów?

  1. Shockwave pisze:

    Zaraz się dowiesz, że może i tak, ale to znaczy, że dziedziny humanistyczne spełniły swoją rolę i mogą iść się parzyć razem z religią, której oświecony człowiek nauki już też nie potrzebuje. BTW. niemal każdy kierunek na polibudzie wali teraz nadprodukcją absolwentów. To jest taka bajeczka, że skończysz polibudę i masz na 100% robotę. Mamy totalną nadprodukcję inżynierów budownictwa, informatyków, elektryków, hutników, mechaników, automatyków, robotyków i całej masy innych, mniej lub bardziej ezoterycznych, kierunków technicznych. Zazwyczaj ktoś mi wtedy mówi, że dobry robotyk czy automatyk zawsze znajdzie pracę, ale to jest takie puste pitolenie. Dobry filozof, socjolog czy kulturoznawca też się zakręci i stworzy na siebie zapotrzebowanie, więc gunwo prawda.

    • A tak… To jest prawda. Od jakiegoś czasu nasza miejska „uczelnia wyższa”, pieszczotliwie zwana „pacanówką” rekrutuje na kierunek Informatyka, reklamy studiów informatycznych widziałem też w siedmiotysięcznym Brzozowie, a podczas wizyty w Kielcach kuriozum: studia informatyczno-wojskowe.

      Pewnie za kilka lat zobaczymy memy „To istnieje życie po informatyce” albo „Inżynier: ceramik, odlewnik, materiałoznawca: tyle nazw, a praca taka sama: KFC”.

      Wtedy nadejdzie moda na kierunki medyczne, a po niej żarty o bezrobotnych studentach pielęgniarstwa, a następnie moda na AWF, ASP, szkoły techniczne i zawodowe… Kiedy okaże się, że po nich nie ma pracy ktoś zauważy, że prawnicy nieźle zarabiają i zacznie się owczy pęd na kierunki humanistyczne. I wówczas koło się zatoczy…

      • Shockwave pisze:

        Już próbowano robić szturm na stanowiska prawnicze. Pewnie pamiętasz jak ze trzy, cztery lata temu PO proponowało otworzyć zawody prawnicze i ułatwić aplikację (w tym wprowadzić ogólnopaństwowy cennik usług notarialnych itp). Rozpętał się wtedy niezły jazgot radców prawnych, mecenasów, notariuszy i reszty specjalistów o pewny upadek jakości usług prawniczych i tego typu duperszwance. Zupełnie jakby rynek nie mógł zweryfikować szybko dyletantów i słabych prawników.

        Sposób w jaki stara kadra medyczna trzyma całe środowisko i kontroluje wytwórstwo nowych specjalistów jest tak dobry, że jeszcze przez długi czas nie uda się otworzyć tego zawodu. Poruszenia rezydentów robią się już cykliczne. Trudności zrobienia specjalizacji i absurdalnie mała ilość miejsc dla nowych lekarzy sprawia, że leśne dziadki nie mają się czego bać, bo kontrolują zawód w sposób niemal absolutny.

  2. Tablis pisze:

    Chwila, chwila – Newton i zasady termodynamiki? Uznałbym, że to literówka, i chodziło o zasady mechaniki, ale dalsza część zdania jest o maszynach parowych, do których opisu isotnie potrzebna jest termodynamika, a mechanika w dużo mniejszym stopniu. Za początki termodynamiki odpowiedzialni są w pierwszej kolejności Boyle oraz Carnot, Newton się tym nie zajmował.

    Poza tym temat wpisu niezbyt do mnie trafia. Główną ideą jest jak rozumiem wskazanie, że tzw. „humaniści” mają ogromne historyczne zasługi w rozwoju cywlizacyjnym. Z tym, czy aktualnie są potrzebni, od czego post się zaczyna, nie ma to związku (a przynajmniej trzeba by go wcześniej wskazać), ale uznajmy, że to jedynie inspiracja. Duża część tekstu jest jednak poświęcona na (zasadne) uzasadnianie, że podział na nauki ścisłe i humanistyczne jest stricte współczesny. Jeśli jednak jest stricte współczesny, to trudno mówić o wcześniejszych zasługach jednych bądź drugich i post sam unieważnia swoją główną tezę.

  3. Velahrn pisze:

    Dwie uwagi.

    1. Mówienie o kimś przed XIX . wiekiem, że był filozofem, teologiem czy astronomem, często nie ma sensu. Przed epoką nowożytną wiedza naukowa była na tyle mała, że wybitne jednostki były w stanie ogarnąć wiele jej działów. Na przykład, Kopernik prócz astronomii zajmował się medycyną, prawem kanonicznym, matematyką, historią, ekonomia itd. Da Vinci zaś był wynalazcą, anatomem, malarzem, inżynierem, rzeźbiarzem itd. itp.

    2. Kolega wyżej słusznie zauważył, że nie piszesz, do czego przydatni są humaniści DZISIAJ. Bo problem z tymi dziedzinami nauki jest taki, że naprawdę coś ważnego robi, naprawdę rozwija naukę może 1 % absolwentów. Oczywiście, jest tak że powiedzmy tylko 1 % lekarzy pcha medycynę do przodu, ale 99 % robi inne użyteczne rzeczy, leczy infekcje, operuję, odbiera porody itd. Natomiast nie można powiedzieć tego o np. historykach – śmiem twierdzić, że 99 % magistrów historii tego kierunku nie robi niczego, z punktu widzenia historii jako nauki, istotnego.

    • 1) Kopernik był sensu stricte teologiem. Za jego czasów nauka miała zupełnie inny paradygmat niż dzisiaj i jej celem było zgłębianie Boga i jego zamysłów. Oraz służba ludziom dzięki ich rozumieniu. Astronomia służyła głównie dokładnemu pomiarowi czasu, rola prawa kanonicznego w systemie jest absolutnie zrozumiała, rolę historyka traktowano jako osobnika zbierającego ciekawostki o świecie i przyrodzie, celem nauki moralnej dla przyszłych pokoleń. Ekonomia w tym okresie była gałęzią etyki i jej rola polegała na wyznaczaniu sprawiedliwych cen.

      Da Vinci był natomiast rzeźbiarzem. W tamtych czasach od rzeźbiarza wymagano, by stawiał monumenty: mogły to być albo rzeźby, albo budynki. Specjalizacja architekta wyłoniła się dopiero pod koniec XVIII wieku. Stąd też rozstrzał: dzieła sztuki, pałace i fortyfikacje. Jeśli ktoś stawiał budynek, to wymagano od niego, że będzie w stanie wykonać projekt, a także zaprojektować i wykonać zdobienia, w tym freski. Stąd też malarstwo. Anatomia była natomiast istotna, gdyż chciał malować realistycznie.

      2) Ale historycy TEŻ robią masę pożytecznych rzeczy. Pomijając rozwijanie wiedzy, czym faktycznie zajmuje się 1% ludzi możesz:
      – zrobić specjalizację nauczycielską i iść pracować w szkole.
      – zrobić specjalizację archiwistyczną i iść pracować do archiwum lub biblioteki.
      – zrobić masę certyfikatów i iść pracować jako rzeczoznawca lub kustosz do muzeum, galerii etc.
      – zrobić certyfikat i zostać przewodnikiem górskim lub pilotem wycieczek.
      – iść w języki obce i zostać pilotem wycieczek zagranicznych, rezydentem biura podróży albo podjąć pracę w konsulacie lub ambasadzie.
      – zostać analitykiem i iść pracować do banku, towarzystwa ubezpieczeniowego, towarzystwa inwestycyjnego, gazety lub wywiadu.
      – zająć się oceną wiarygodności klientów.

    • W komiksie jest jedna nieścisłość: połowa filozofów greckich i rzymskich albo była żołnierzami, albo najemnikami, albo walczyło w wojnach domowych, albo byli wyższej szarży dowódcami. Np. Sokrates był hoplitą, Epikur i Pitagoras: najemnikami, Cyceron: służył jako ochotnik podczas Wojny Ze Sprzymierzeńcami i kilkakrotnie sprawował stanowiska dowódcy, Tacyt: między innymi również wojskowym…

      Tak więc dokuczanie im mogłoby się źle skończyć…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s