Odp(…) się od Tolkiena

Od bardzo dawna, chyba wręcz od momentu, w którym modny zrobił się Sapkowski (czyli pewnie już ze 30 lat) trwa w Polsce moda na krytykowanie twórczości J. R. R. Tolkiena. Zarzuca mu się wiele wad, co poniekąd nie jest dziwne. Tolkien bowiem, jak każdy pisarz popełniał sporo błędów, a jego twórczość jest dość specyficzna. Jednak większość prób krytyki tego autora mnie w najlepszym razie irytuje, a w najgorszym śmieszy. Także nie jest to niczym dziwnym, człowiek inteligentny bowiem czuje irytacje, gdy natyka się na jawną głupotę, a gdy głupota jest nie tylko jawna, ale wręcz szczególnie okazała śmieje się i puka w czoło. A niestety większość tego typu krytyki tonie w głupotach.

Przykładem szczególnie okazałej głupoty, która sprawiła, że wygrzebałem ten post (poczatkowo był on publikowany na moim starym blogu na Poltergeiście) był pan, który w filmiku na Youtube zestawić „moralnie jednoznaczny świat Tolkiena”, z „wieloznacznym uniwersum Marvela”.

Problem w porównywaniu Tolkiena do Sapkowskiego, Kressa, Martina czy Ericksonna (bo takie porównania są najmodniejsze), w niektórych wypadkach też do Salvatore, (ale o tym ostatnim nie będziemy rozmawiać, bo istnieje poziom, który jednak należy przemilczeć) polega na tym, że te zwykle nie są zbyt przenikliwe i niestety wyglądają jak czynione przez osoby, które nie za bardzo rozumieją o czym są obydwa dzieła, które zestawiają, zwyczajnie się czepiają, często też nie znają twórczości Tolkiena z jednej strony, z drugiej idealizują jego „oponenta”.

Jak łatwo zgadnąć moja notka ma być ma stanowić odpowiedź na najczęstsze (i w mojej opinii najgłupsze) zarzuty. Tak więc:

1) Postacie Tolkiena, w odróżnieniu od postaci X są czarno – białe i cukierkowe

Powód jest taki, że bohaterom innych powieści zdarza się mordować, rabować, gwałcić, zdradzać i zarzynać lub miotać się neurotycznie. Postacie Tolkiena są natomiast czyste jak łza i nikt przez całego Władcę Pierścieni (Sirmarilion i Hobbit są już zwykle olewane) nawet nie pomyślał o gwałcie.

Ja odniosłem przede wszystkim wrażenie, że postacie Tolkiena, w odróżnieniu od postaci twórców, którzy mają go rzekomo deklasować są dość normalne. Tzn. są to relatywnie dojrzali emocjonalnie, zdrowi na umyśle i wychowani w zwykłych warunkach ludzie, elfy i krasnoludy w wieku od młodego, przez średni po starczy, przed swoją wyprawą wiodący mniej lub bardziej poukładany tryb życia. Po prostu: cztery normalne hobbity, dwóch normalnych ludzi, jeden zdrowy na umyśle elf, takiż krasnolud i Gandalf.

Po drugiej stronie mamy natomiast całą mieszankę dzieci i członków rodzin patologicznych, dysfunkcyjnych i rozbitych, bandytów, kryminalistów – recydywistów, wielokrotnych morderców, faceta, który sypia z własną siostrą i książkowego wiedźmina Geralta, który, ze swoją buntowniczą postawą typową dla młodocianych bandytów z problemami szkolnymi jest zwyczajnie człowiekiem emocjonalnie niedojrzałym.

Oczywiście nie zrozumcie mnie źle. Wiedźmin jest fajny między innymi dlatego, że jest emo. „Pieśń Lodu i Ognia”: dlatego, że tam każdy morduje się z każdym. Musimy jednak zwrócić uwagę na fakt, że te postacie nie są barwne. Są przejaskrawione.

Widzicie: w prawdziwym, dorosłym życiu (często krytycy Tolkiena nazywają książki przeciwstawianych mu osób właśnie „dorosłymi”) tak naprawdę mało kto popełnia ciężkie przestępstwa kryminalne (jak np. gwałt czy morderstwo), dokonuje zuchwałej zdrady, w wyniku którejś ginie inna osoba, albo sypia z własną siostrą. Owszem, takie rzeczy się zdarzają, jednak nie są zbyt częste. Zajrzyjcie choćby na Policja.pl. To portal, na którym Policja chwali się swoimi sukcesami. Ile tam jest doniesień o schwytanych lub wykrytych morderstwach, a ile informacji o tym, że złapano nietrzeźwego kierowce, dilera lub złodzieja – półdebila? Dobre 90% newsów z tego serwisu to drobnica typu „policjant udzielił pierwszej pomocy poszkodowanemu”. Tacy naprawdę groźni i popisowi przestępcy to rzadkości.

Postacie wymienionych autorów to bardzo często właśnie tacy, popisowi przestępcy, ludzie dość wyraźnie odstający od typowych zachowań społecznych. Bohaterowie Tolkiena: postępują podobnie, jak zwykli ludzie z ulicy. Tacy, którzy raczej nie kradną, raczej nie mordują, raczej dotrzymują słowa, raczej też nie sypiają z własnymi siostrami.

To właśnie dlatego hobbity nie ufały Aragornowi i z początku się go bały. Gdyby do was w barze podszedł uzbrojony w kałasza rusek (bo mniej – więcej tak w ich oczach musiał się prezentować Aragorn) i zaczął recytować poezję, to zaprosilibyście go do towarzystwa? To właśnie też dlatego zdrada Boromira jest tak przejmująca. Bo to normalny człowiek, który prawdopodobnie nic do tej pory nie ukradł, ale teraz wpadł na nowy pomysł… Podobnie ma się sprawa z Denethorem, Gollumem, Feanorem, Sarumanem i resztą towarzystwa.

Zresztą, jeśli wgłębić się dalej w Tolkiena i zabrać np. za Sirmarilion, to wychodzi na to, że Sauron i Morgoth też są osobami dość normalnymi. Obaj stanowią drani z krwi i kości, ale są to zwykłe osoby, które na początku były dobre, ale z czasem zstąpiły na złą ścieżkę. To nie są psychopaci i szaleńcy (co nie znaczy, że takich w świecie Tolkiena nie ma, np. Feanor ma typową osobowość psychopatyczną), tylko dwaj faceci, których chciwość sprowadziła na złą drogę. Zauważcie: Sauron nawet żałował (choć najpewniej ze strachu przed karą) i próbował odkupić swoje winy.

Zauważyć należy jeszcze jedną rzecz. W drużynie pierścienia nie wszyscy są normalni i kryształowo czyści. Z całą pewnością nienormalnym i wrednym knujem był Gandalf.

Gdybym był Bilbem Baginnsem, to zaraz po powrocie z wiadomej wyprawy zakupiłbym rottweilera, albo dwa właśnie na ewentualną okazję ponownej wizyty Gandalfa. Nie wiem, czy próbowaliście rozpatrywać działania Gandalfa w aspekcie moralno-etycznym. Frodo we Władcy jest nim wyraźnie zafascynowany i go wybiela. Jednak już Bilbo ma zdrowsze podejście. Gandalf w pierwszej kolejności to krętacz, oszust i kombinator stosujący psychomanipulacje oraz szereg brudnych sztuczek. Zwróćcie uwagę na jego zachowanie w Hobbicie (zwłaszcza w kontekście wiadomości z dodatków do Władcy Pierścieni). Przecież on podstępem wmanewrował naiwnego Bilbo w całą tą wyprawę. Grał też na resentymencie krasnoludów do Smauga i wysyłając je niemal na pewną śmierć, bo Gandalfowi było akurat na rękę, żeby smok był zajęty, kiedy Biała Rada będzie robić rozwałkę w Dol Guldur.

Zauważcie, jak Gandalfa traktowano w Rohanie i Gondorze. Przecież tam wszyscy świetnie wiedzieli, co to za jeden i nie byli tak naiwni, jak Frodo. Biały Czarodziej się znalazł, mać jego gamratka…

Nawiasem mówiąc bardzo podobne wrażenie, jak Gandalf próbuje robić książkowy Dumbledore z Harrego Pottera. Przy czym jednak Dumbledore ostatecznie okazuje się nawet nie ekscentrycznym mędrcem, a ciężkim świrem oraz osobą totalnie nieodpowiedzialną i wręcz podżegającą innych do podobnego braku odpowiedzialności, a przy tym nepotom i intrygantem. Gandalf w odróżnieniu od niego jest przynajmniej wie, co robi.

2) …i nie uprawiają seksu

Nie piją też na umór i nie zażywają narkotyków. Jednak skoncentrujmy się na tym seksie. Pytanie brzmi: a z kim mają to robić? Z Golumem?

Zauważcie: Drużynę Pierścienia tworzą cztery normalne hobbity, krasnolud, dwóch ludzi (z których jeden dość szybko ginie) i Gandalf. Słowo „normalny” w tym wypadku oznacza „pozbawiony dewiacji”. Tak więc: Gandalf pewnie z racji zaawansowanego wieku i tak jest już impotentem, każda napotkana (nie, żeby ich dużo spotkali, o czym będzie w punkcie trzecim) przez drużynę baba jest prawdopodobnie dwa razy za duża jak na gust pięciu jej członków, a w oczach Legolasa wygląda jak Homo Sapiens Neandertalus lub jak własna babcia (Galandriela). Boromir umiera, nim ma okazję spotkać z babą inną, niż Galandriela (w której oczach sam wygląda, jak neandertalczyk). Zostaje tylko Aragorn, który od kilku dziesięcioleci żyje w związku na odległość…

Wódy też popić za bardzo nie mogą, bo Gandalf to trochę inny czarodziej, niż Jakub Wędrowycz i nie potrafi pędzić bimbru ze sznurka. W odróżnieniu też od tego, co chcieliby hipisi fajkowe ziele to też nie maryśka.

Jednak nie jest prawdą, że bohaterowie Tolkiena są czyści jak łza i prowadzą zdrowy tryb życia jak Smerfy. Przeciwnie: jeden w jeden to uzależniony od tytoniu nikotynista. Chyba nawet kucyk kurzył po kontach.

3) Świat Tolkiena jest nierealistyczny bo…

…drużyna podróżując po Śródziemiu nie napotyka banków, karczm, zamtuzów, gildii, cechów, ani nawet wędrownych kupców i karawan kupieckich. Światy jego konkurentów żyją, a bohaterowie spotykają na swojej drodze wiele miejsc i osób z tego gatunku.

Pomińmy fakt, że Władca Pierścieni jest powieścią o wyprawie grupy ludzi celem wrzucenia pierścienia do wulkanu, a nie seksturystów do Bangkoku. Pomińmy fakt, że znaczna część akcji dzieje się na terenach Gondoru i Rohanu, które wzorowane są na państwach wczesnośredniowiecznych. Czyli stojących na stopniu rozwoju, w którym kupiectwo, bankierstwo, miasta i w ogóle gospodarka pieniężna były bardzo słabo rozwinięte (więc banków i zakładów usługowych spotyka się niewiele). Ba! W tym okresie nie było nawet zbyt wiele świątyń i kościołów (co u Tolkiena też widać). Jednak ten fakt też pomińmy.

Skupmy się na tym, którędy wędruje Drużyna Pierścienia. Otóż:

Drużyna pierścienia startuje z Hobbitonu i wędruje do Bree. W 1/10 drogi skręca w dziki las, którego normalne hobbity się boją z powodu żyjących tam potworów i przez jednego z tych potworów (wredną wierzbę) mało nie zostaje zeżarta. Potem trafia pod opanowane przez nieumarłych kurhany. Następnie trafia do Bree, zapomnianej przez ludzi i Bogów wioski pośrodku niczego. W towarzystwie Aragorna wyrusza w stronę Rivendell, kolejnej dziury pośrodku niczego. Wlecze się tam nie głównym traktem, tylko bezdrożami, przez bagna i ruiny, docierając na miejsce cudem.

Z Rivendel rusza do Rohanu. Czyli państwa, które wedle wszelkich pogłosek stało się nagle krajem bandyckim i zaczęło wojować ze wszystkimi wokół. Droga wiedzie przez pustkowie, dwie niemożliwe do sforsowania przełęcze, które faktycznie okazują się niemożliwe do sforsowania, a następnie, gdy wszystko już zawodzi: przez opanowane przez wilki pustkowia, siedzibę wodnego potwora i zamieszkane przez orków i demony, podziemne ruiny dawno opuszczonego, krasnoludzkiego miasta (szkoda, że tam jeszcze nieumarłych nie było). Z stamtąd trafia do Lorien.

Lorien jak pamiętamy z książki ma parszywą opinię. Żaden człowiek, który tam się udał w ciągu kilku ostatnich stuleci nie powrócił. Sprawiać ma to czar wiedźmy Galandrielli. Cudem nie doznawszy krzywdy trafiają w końcu do Rohanu i Gondoru. Oba państwa są właśnie w stanie wojny i postępującego rozpadu. Tu drużyna się rozdziela. Jedna jej część trafia najpierw do Fangoru, lasu, którego Rohinirowie boją się, bo znów żyją tam potwory. Drugi kawałek najpierw trafia do miasta, które przygotowuje się do bycia napadniętym i spalonym, a następnie wędruje w sam środek wojennej zawieruchy i jest oblegany w starożytnej twierdzy. Potem wybiera się inną twierdzę oblegać. Ostatecznie trafia do kolejnej twierdzy, też oblężonej.

Kawałek trzeci wędruje przez ogarnięty wojną i bezludny kraj, przekrada się bezdrożami i ponownie przez bagna. Cały czas się ukrywa i jest zaszczuty.

Przepraszam, że spoileruje, jednak: bagna, ogarnięte wojnami kraje, bezdroża, siedziby potworów, kurhany nieumarłych etc. nie są naturalnym środowiskiem występowania kupców. Kupcy wędrują traktami, przez bezpieczne obszary, unikając miejsc, w których coś mogłoby im zagrozić. Tak samo nikt nie buduje na bagnach, w ruinach opanowanych przez nieumarłych, orków lub demony, lasach opanowanych czy to przez wredną elfkę, czy inne enty (ani w ogóle w jakichkolwiek lasach) zamtuzów, banków, targów, sklepów, budynków gildii czy innego draństwa.

Fangorn to nie przelotówka na Warszawę przez Las Sękociński, żeby tam za każdym drzewem stała tirówka i sprzedawca grzybów.

Nie wątpię, że gdy Drużyna Pierścienia podróżowała uczęszczanym gościńcem w czasach pokoju, to napotykałaby karczmy, zamtuzy, kupców i innych wędrowców. Jednak goście szli szlakiem, który był zwyczajnie skrajnie niebezpieczny.

4) Tolkien nierealistycznie opisuje też wojnę w odróżnieniu od…

Powiem szczerze: nigdy nie byłem na wojnie i mam zamiar zrobić wszystko, by na taką nie trafić. Nie mam więc porównania, jak wygląda prawdziwa, a jak udawana. Większość krytyków Tolkiena zresztą także na żadnej nie była, więc dyskusja jest jałowa.

Jednakże jeśli chodzi o wiarygodność opisu konfliktu zbrojnego, to jestem gotów bardziej zawierzyć Tolkienowi, niż Martinowi lub Sapkowskiemu. Powód jest prosty: Tolkien w odróżnieniu od większości pisarzy fantastyki (może poza wyjątkiem Glena Cooka, który był komandosem, Roberta A. Heinlein’a który służył w marynarce, Joe Haldemana, weterana Wietnamu oraz Elizabeth Moon, która była zdaje się w marines, którym też zarzuca się nierealistyczne opisy walki) widział na własne oczy wojnę. I to dwa razy!

Po pierwsze: Tolkien walczył podczas I Wojny Światowej we Francji. Po drugie: już jako cywil obserwował drugą wojnę światową. Wiele ze swoich doświadczeń zawarł w swojej powieści. Tak więc loty Nazguli to naloty na Wielką Brytanię, ostrzał Minast Thirith: bombardowanie Londynu, Mordor: zniszczone tereny nad Sommą. Wyliczać by można było długo. Zwróćcie uwagę należy też, że u Tolkiena wszyscy wrogowie są anonimowi. Sauron jest daleki, Nazguli prawie nie znamy z imienia. Widzimy tylko szeregowych żołnierzy przeciwnika, pchanych przez nieznaną siłę. Tak samo Niemców i Austryjaków widział zapewne Tolkien. Widział tylko ich żołnierzy, pchanych do boju właśnie przez niewidzialną i nieodgadnioną siłę ich rozkazów…

Owszem, wojna Tolkiena nie jest tak brutalna, krwawa i groteskowa jak u kilku innych pisaży. Jednak nie jest prawdą, że nie obfituje w okrucieństwa (latające głowy anyone?). Dla Tolkiena wyraźnie wystarczającym złem jest już to, że giną ludzie. Nie muszą zostać do tego wcześniej piętnaście razy zgwałceni, torturowani, a następnie zamęczeni w bardzo wymyślny sposób i obdarci z wszelkiej godności. To, że ktoś został zabity jest już wystarczającą tragedią.

Ciekawe, że w podobny sposób konflikt zbrojny opisany jest w „Na Zachodzie Bez Zmian”, pisanym przez kolejnego weterana I Wojny Światowej. Znów bez zbytniej brutalności, ale i tak w sposób niezwykle przejmujący.

Dlaczego jednak u Tolkiena jest tak mało flaków? Nie wiem, nigdy nie byłem na wojnie. Nie wiem, jak ona wygląda. Tolkien był. Być może prawdziwa wojna nie przypomina Mortal Kombat?

5) Bo Śródziemie to bajka, a (tu wpisz nazwiska) poważna fantasy

Bujda, choć jest w tym trochę racji. Jeśli przeczytamy dużą ilość fantasy, zauważymy, że ogromna część książek wykorzystuje ten sam manewr. Budowane są na odarciu z baśniowości baśni. Pierwszy wykorzystał go Tolkien. Tolkien stworzył świat, który zamieszkuje X gatunków i bytów, o których od dawna wiadomo było, że istnieją tylko w bajkach właśnie. Tak więc: w Śródziemiu obecne są elfy, kransoludki, trolle, smoki i czarodzieje. Wszystkie one zostały jednak potraktowane i opisane nie jak istoty bajkowe, nadające się tylko do tego, żeby opowiadać o nich dzieciom, ale jak prawdziwi ludzie z krwi i kości. Także narracja we Władcy Pierścieni jest typowo powieściowa, a nie baśniowa. W aspekcie symbolicznym widać też przeprowadzenie postaci bajkowych z krainy opowieści dla dzieci (z Shire, opisywanego jeszcze w sposób typowy dla Hobbita, czyli powieści dziecięcej, do Śródziemia Władcy, już świata dorosłego). Właśnie takie myślenie świadczyło o rewolucyjności Władcy. W chwili obecnej już tego tak mocno nie widać, bo TVN co pół roku karmi nas adaptacją i wszyscy się do tego chwytu przyzwyczaili. Jednak jeszcze w moich czasach licealnych każdy, kto słyszał słowo „elf” wyobrażał sobie małego człowieczka ze skrzydełkami, a nie Legolasa.

Identyczny efekt wykorzystują też Sapkowski i Brzezińska, przynajmniej w pierwszych opowiadaniach (zauważcie: ten pierwszy wykorzystuje motywy z klasycznych baśni, ta druga: z baśni ludowych), Kress, Martin (tylko, że w tym wypadku nie mamy przypadku z klasyczną baśnią, a z opowieścią bohaterską, której bohaterowie zostają brutalnie zdemitologizowani i obdarci z bohaterstwa), czy, na znacznie bardziej tolkienowski już sposób: Szostak. Oraz dziesiątki tysięcy innych. W jeszcze inny sposób, poprzez zanurzenie się człowieka dorosłego w baśniowy świat konwencję wykorzystuje też „Odmieniec” i „Amber” Zelaznego, „Na tropach jednorożca” Resnicka, „Smok i jeży” Dicksona, „Szlak Chwały” tego gościa od „Żołnierzy kosmosu”, „Trzy serca i trzy lwy” Andersona i dziesiątki innych. Chyba cała fantasy (a na pewno znaczna większość), opiera się na tym manewrze.

Po drugie: duża część przeciwstawianych Tolkienowi książek wykorzystuje manewr, który można by nazwać anty-baśniowością. Tzn. jeśli w baśni wyeksponowana jest cudowność, działa magia, zwierzęta mówią, dobro jest nagradzane, a zło karane, to w anty-baśni jest na odwrót.

Wyeksponowane jest okropieństwo, wszelkie patologie i zboczenia. Cuda również się zdarzają, ale zawsze są one okropne, jeśli pojawi się elf lub jednorożec, to na na pewno jest to zły elf lub jednorożec, który koniecznie chce światu i bohaterom dokopać. Dobro i dobre czyny są karane w sposób okrutny i natychmiastowy, a zło nagradzane po tysiąckroć, na końcu wygrywa najgorszy sukinsyn prostą metodą eliminacji słabszych.

Odnoszę wrażenie, że ma to źródło w celu, w jakim baśnie są opowiadane dzieciom. Otóż spora część współczesnych baśni jest opowiadana po to, by chronić je jak najdłużej przed światem i zapewnić im bezstresowe dzieciństwo. „Nie bój się, świat jest wspaniałym miejscem, kiedy dorośniesz i wyjdziesz spod naszych skrzydeł spotkasz wiele mówiących zwierząt i dobrych czarodziejów” zdają się mówić opowiadający je rodzice. Zauważcie, że dziś cenzuruje się nawet Kubusia Puchatka, o Czerwonym Kapturku nie wspominając.

Oczywiście dzieci głupie nie są, a już na pewno głupie nie są nastolatki. Widzą, że świat nie jest piękny, zwierzęta nie gadają, a czarów nie ma. Szukają więc prawdy o nim i odtrutki od bzdur. Tą podsuwają im anty-baśnie. „Pokażemy wam prawdziwy świat” – mówią. – „Przemoc, seks, narkotyki, kłamstwa, zdrady! Tylko u nas!”.

Tak naprawdę anty-baśnie to jednak nadal baśnie. Każda z nich ma nawet morał. Przy czym zwykle brzmi on „Zostać może tylko najgorszy sukinkot”.

6) Bo te książki poruszają problemy dorosłych ludzi, a Tolkien nie!

Kazirodztwo, morderstwa polityczne i rabunkowe, udział w przestępstwach, rasizm, wielopokoleniowa nienawiść, mordy, gwałty, śmierć rodziny, zemsta, nałogi, dziwki etc. nie są typowymi problemami ludzi dorosłych. Wrzucenie pierścienia do wulkanu też zresztą nie jest. Pierwsze należą do kategorii patologii. Drugie: do kategorii niezwykłych przygód. Jedne i drugie wykraczają poza normę.

Prawdziwe problemy dorosłych ludzi to: „Mam 1200 złotych pensji, 800 złotych czynszu i 400 złotych opłat. Co zjem dziś na obiad?” albo „Wylali mnie z pracy. Czynsz i opłaty nadal są, jakie były” ewentualnie „Za co kupie dzieciakowi buty” czy też „Ten mały debil ma sześć zagrożeń na semestr, ale zamiast się uczyć czyta bajki o elfach i krasnoludkach”. O tego typu kwestiach jednak fantasy rzadko wspomina.

7) Bo w Tolkienie orki są złe, a elfy jaśniejąco dobre

Jeśli poczyta się starszą fantasy (w tym i u Tolkiena) zauważyć można, że bardzo rzadko ucieka się ona do dychotomii Dobro – Zło. Ta pojawia się tak naprawdę stosunkowo późno, bo wraz z Dungeons and Dragons (i to sądząc z tego, co piszą Oldshoolowcy dopiero na którymś etapie rozwoju tego systemu). Także we Władcy Pierścieni konflikt nie toczy się na zasadzie siły dobra (a przynajmniej: nie siły dobra rozumiane jako siły moralnej czystości), a raczej Wolne Ludy vs. Sauron.

Sauron oczywiście jest siłą zła, a fakt przeciwstawiania mu się jest czynem dobrym, jednak nie dlatego, że Sauron jest złem wcielonym, tylko dlatego, że Sauron jest zły… Nie wiem, czy łapiecie subtelność. Złem wcielonym jest np. demon Khorne’a w Warhammerze (ok, spłycam, nie palcie mnie na stosie). Zły natomiast był Hitler czy Stalin. Hitler czy Stalin nie byli źli dlatego, że tacy się urodzili, tylko dlatego, że mieli kilka chorych pomysłów i postanowili je wcielić w życie.

Podobnie jest z Sauronem i wcześniej Morgothem. Obydwaj mieli chore pomysły (choć na mój gust Hitler i Stalin cały czas ich przebijali) i też postanowili je zrealizować. W wypadku obydwu zaczynało się zresztą niewinnie, jednak skończyło, jak się skończyło. Warto zauważyć, że Morgoth i Sauron to bardzo nieliczne w fantastyce, stabilne psychicznie łotry. Oni nie są niedobrzy, bo są demonami czy seryjnymi mordercami. Oni po prostu w pewnym momencie postanowili spłatać draństwo, a potem w to draństwo brnęli.

Uczciwie mówiąc trochę tęsknię za normalnymi łotrami. W dzisiejszych czasach niestety co jeden schwartzcharakter, to gorszy świr. Koniecznie musi to być seryjny albo seksualny morderca, wyrywający muszkom skrzydełka sadysta lub inna żałosna karykatura. Tak, jakby fakt, że wywołali wojnę zaborczą, w trakcie której zginęła kupa ludzi po obydwu stronach nie był wystarczająco zły.

Ale wróćmy do Śródziemia. Czy ich słudzy są źli?

Po części. Orkowie, trolle i inne istoty ciemności zostały przez nich ukształtowane i wypaczone. Nie ma dla nich ratunku. Jednak ich częściowe usprawiedliwienie polega na tym, że istoty te nie miały wielkiego wyboru. Kształtowały się pod złym przykładem (lub wręcz przymusem) Morgotha i Saurona. Zostały przez nich splugawione, zwiedzione kłamstwami, zmuszone siłą do służby. Ich zło w zasadzie nie jest ich grzechem, a obciąża sumienia ich panów. Tolkien pisze wielokrotnie, że są „nieszczęsne”. Istoty te są tym, czym są, lecz nie z własnej winy. To tak naprawdę tylko narzędzia. Prawdziwymi winowajcami są Sauron i Morgoth.

Obydwu tym potęgom służyli także i ludzie. Czy byli źli? Tolkien też to wyjaśnia. Odpowiedź na to pytanie pada w drugim tomie Władcy Pierścieni, w scenie z poległym Haradrinem.

Jakie imię nosił ten człowiek, skąd pochodził? Czy naprawdę miał serce do gruntu złe, czy też może kłamstwa lub groźby wywabiły go z domu w ten daleki marsz? Kto wie, czy nie wolałby – gdyby miał wybór – zostać spokojnie wśród swoich?”

W zasadzie to tylko trzy zdania uzupełnione jeszcze o 4 czy 5 lini dodatkowego opisu, jednak imho to jedna z najważniejszych i najlepszych scen we Władcy Pierścieni. We Władcy jest też kilka scen z orkami ukazujących ich życie. Prawdę mówiąc nie wywołali we mniej jakiegoś szczególnie negatywnego wrażenia. Ot, zwykła banda ni to prymitywnego żołdactwa, tacy typowi homo sovieticus.

Co do elfów: czy elfy są dobre? Walczą z Morgothem i Sauronem, parą drani, których należy zatrzymać każdym, dostępnym sposobem. Jak już mówiłem: walka z nimi, to jak walka z Hitlerem, czyli coś niewątpliwie dobrego. Jednak same elfy nie są moralnie czyste, ani też nie mają szczególnie dobrych charakterów. Owszem: Elrond i Galandriela robią dobre wrażenie. Władca leśnych elfów z Mrocznej Puszczy to już natomiast w najlepszym wypadku zdziwaczały ekscentryk, w najgorszym zwykły świr, choć stawiam raczej na to pierwsze. Jednak we Władcy i Hobbicie elfy odgrywają bardzo drugorzędną rolę. Tak naprawdę pokazują, co potrafią jedynie w Pierwszej Erze.

Feanor, jak już mówiłem to typowy przykład osobowości psychopatycznej, jak z podręcznika do medycyny, do tego zbrodniarz i morderca. Jego synowie: to samo, choć tu dochodzą jeszcze socjopatie i efekty wychowania w rodzinie dysfunkcyjnej w rezultacie są bardziej popaprani, niż tatuś.

Zresztą, reszta Norldorów jest naprawdę niewiele lepsza. Młoda Galandriela? Jedyna jej zaleta charakteru polegała na tym, że nie lubiła Feanora.

Inne elfy, dajmy na to taki Thingol? Boże drogi! Toż to zwykły idiota z ego jak stodoła i do tego obrażalski. Najpierw strzelił focha na Noldorów, swoich bądź co bądź strategicznych sojuszników, a potem obraził Krasnoludy, doprowadził do wojny z nimi i trwającej tysiąclecia niechęci (a przy okazji także do własnej śmierci, upadku swojego królestwa i zgonu wielu elfów, ludzi i krasnoludów) bo nie miał odrobiny mózgu.

To mają być idealnie dobre, jaśniejące postacie?

Toż to zgraja czubków jest.

8) Gdyby Tolkien napisał swą powieść dziś, Władca Pierścieni nie odniósłby takiego sukcesu

Zwróćmy uwagę na to, kim był Tolkien w chwili, gdy wydał Władcę Pierścieni. Kiedy Tolkien pisał swoją powieść był już: wziętym pisarzem książek dla dzieci, co zawdzięczał sukcesowi Hobbita, profesorem uznanej, angielskiej uczelni (Oxfordu), posiadał sławę jednego z najwybitniejszych na świecie językoznawców oraz przyjaźnił się blisko z całą masą innych profesorów i pisarzy, między innymi z kolejny, wybitnym autorem literatury dziecięcej: Lewisem (tym od Narni).

Nie jestem pewien, czy w polskim światku fantastyki istnieje lub istniała druga postać porównywalnej miary. A, nie przepraszam, był ktoś taki, ale umarł: Stanisław Lem pod koniec swej kariery. Nikt inny nie jest porównywalny wagowo. To trochę tak, jakby (dajmy na to) Ziemkiewicz, Dukaj i profesor Miodek zlali się w jedną osobę i napisali książkę.

Gdyby Tolkien urodził się nie w XIX wieku, tylko w połowie XX, rozwijał identyczną karierę i dzisiaj wydał swoją powieść, to odniosłaby ona znacznie większy sukces niż kilkadziesiąt lat temu. Nie tylko dlatego, że Tolkien w momencie jej wydania już miałby renomę świetnego pisarza (a taką przecież miał!), doskonałe plecy (bo miał!), pozytywne recenzje kilkunastu innych, literackich autorytetów, ale dostałby też znacznie szersze wsparcie wydawcy (dziś techniki marketingu są znacznie bardziej rozwinięte), który kreowałby go na książkę roku już ze dwa lata przed premierą. I faktycznie by go wykreował.

Owszem, na forach ludzie pewnie by się by się zżymali i pisali bzdury, że książka wsteczna, że nie na czasie , że to kalka Martina czy Sapkowskiego. Jednak nic by nie uzyskali. Zauważcie, że np. fantaści zżymali się też na wiele innych książek: na faktycznie złe, jak „Zmierzch” czy „Kod Leonarda” i na całkiem niezłe, jak Harry Potter. Jednak ludzie nadal je kupują w zawrotnych ilościach, a ze zdaniem forumowiczów nikt się nie liczy.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Fantasy, Filmy, Książki i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

32 odpowiedzi na „Odp(…) się od Tolkiena

  1. Karoluch pisze:

    Świetny tekst. Popieram.

    Oczywiście coś dorzucę od siebie. Tolkien opisał bardzo przekonująco okrucieństwa wojny w czasie oblężenia Minas Tirith. Nie są to długie, naturalistyczne, wzbudzające obrzydzenie opisy robactwa rojącego się w gnijących zwłokach, ale krótkie, acz prawdziwe. Tolkien sam doświadczył okrucieństw wojny, walczył nad Sommą, a wielu jego przyjaciół z uniwersytetu zginęło w IWŚ. On po prostu wiedział co pisać o wojnie, nie wiem jak to ująć.

    Tak samo myślałem o porównaniu Gandalfa do Dumbledore’a w aspekcie manipulacji. Jednak o ile Gandalf mimo manipulacji jest dobrym bohaterem. W końcu jakby nie patrzeć był istari, wysłanym z wiadomą misją (a jego wskrzeszenie to z woli samego Eru), ale także przeżywał wątpliwości, porażki, czasem nie wiedział co robić (u łoża boleści Faramira i Eowiny był zagubiony), wiedział kiedy usunąć się w cień. Dla mnie to jest właśnie fascynujące, że w Gandalfie za fasadą starego czarodzieja widać tego nieśmiertelnego istari, ale ma właśnie też ten ludzki aspekt. A co do niechęci względem Gandalfa w Gondorze i Rohanie to wynikała częściowo z jego skromnego image, bo Sarumana, który bardziej po królewsku się zachowywał to szanowano. W sumie to wolę Gandalfa Szarego od Gandalfa Białego.

    Natomiast Dumbledore to postać po prostu źle napisana. W książkach bardziej dla dzieci czyli 1-4 jest po prostu dobrym dziadkiem o gandalfowatym wyglądzie, który po prostu jest, spełnia tą rolę takiej postaci dobrego dziadka z literatury dziecięcej. (nic dziwnego, bo realistycznie patrząc, to on sam by mógł prawie wszystkie problemy wtedy z łatwością rozwiązać). Natomiast w książkach bardziej young adult 5-7, jest takim skrzanionym, dziwnym, nieskutecznym niewiadomo kim. Niby jest, ale nic nie robi, nie przygotowywuje Harry’ego, a daje się zabić w kretyńskich okolicznościach.

    U Saurona też lubię, że jest postacią wykraczającą poza ludzką miarę, nieśmiertelnym duchem sprzed początków czasu, którego umysł ciężko zgłębić człowiekowi. Dlatego bardzo lubię ten akapit z Powrotu Króla gdy na Oroduinie, Frodo zakłada Pierścień i wtedy mamy krótki opis myśli Saurona.

    • Dzięcioł pisze:

      „Natomiast Dumbledore to postać po prostu źle napisana. W książkach bardziej dla dzieci czyli 1-4 jest po prostu dobrym dziadkiem o gandalfowatym wyglądzie, który po prostu jest, spełnia tą rolę takiej postaci dobrego dziadka z literatury dziecięcej. (nic dziwnego, bo realistycznie patrząc, to on sam by mógł prawie wszystkie problemy wtedy z łatwością rozwiązać). Natomiast w książkach bardziej young adult 5-7, jest takim skrzanionym, dziwnym, nieskutecznym niewiadomo kim. Niby jest, ale nic nie robi, nie przygotowywuje Harry’ego, a daje się zabić w kretyńskich okolicznościach.”

      To jest generalnie problem wszelkiej literatury z kręgu Young Adult – dorośli są niekompetentni, bo muszą być by zostawić pole do działania młodzieży

  2. DoktorNo pisze:

    Uzupełnienie: w czasie II w. ś. Tolkien był ochotnikiem w obronie cywilnej Londynu. Więc widział wpływ wojny na ludność cywilną bezpośrednio.

  3. slanngada pisze:

    Taki sobie tekst, spóźniony o dobre 10 lat. Teraz potrzebujemy raczej odwrotnego podejścia.

    Co do Saurona i Morgotha, to cóż, byli oni uosobieniem zła i trudno widzieć u nich inne motywacje, niż zło dla samego zła. Zniszczenie drzew, doprowadzenie do zagłady Numenoru czy sam kształt Mordoru na to wskazują. Chyba nawet gdzieś było powiedziane, że brzydota tego co tworzą odzwierciedla ich dusze. A, że nie byli głupi, przynajmniej Sauron, to inna sprawa.

    • Lurker pisze:

      Bo jest sprzed dziesięciu lat. Albo jakoś tak. Bo go pamiętam.

      Odwrotnego podejścia – to znaczy jakiego? Bo nie zrozumiałem.

    • Shockwave pisze:

      Heh, Sauron i Morgoth nie byli personifikacją zła. Morgotha zeżarła duma i zazdrość, bo nie mógł ścierpieć, że Ardę współtworzyli inni Valarowie, podczas gdy przecież to on miał najlepsze, najdoskonalsze pomysły i perfekcyjne kwalifikacje do tego stanowiska – więc powinien to robić sam, a inni muszą podporządkować się jego wytycznym. Skoro nikt nie chce go słuchać i oddać mu tego, co do niego naturalnie należy, to on pokaże tym gówniarzom jak się robi robotę.

      Sauron chciał porządku, ładu, harmonii i prawidłowości, które zatryumfują nad chaosem i bezładem dzikiej natury. Był mądrzejszy od Morgotha, bo rozumiał, że należy skupić się na umysłach istot żywych, a nie na martwych elementach i żywiołach. Kiedy został spaczony przez Melkora (przecież był wiernym sługą Aulego na początku), jego umiłowanie porządku zamieniło się w tyranię i totalitarną chęć kontroli myśli wolnych ludów. To były duchy światła, które same spaczyły się ciemnością i w niej trwały, choć obaj mieli szansę nawrócenia i przebaczenia, z której nie skorzystali przez pychę (identycznie z Sarumanem).

  4. E pisze:

    OK, na tym etapie już muszę zapytać, bo problem pojawia się w niemal każdej Twojej notce – czy jest jakiś powód, dla którego unikasz używania modułu sprawdzania pisowni? Jestem w stanie przełknąć błędy interpunkcyjne, bo poprawne wstawianie przecinków to w dzisiejszych czasach dla niektórych niemal sztuka tajemna, ale spodziewam się nieco więcej po literacie, niż „nepotom” i „kontach” – udających kolejno narzędnik i miejscownik, „pisaż” – udającym istniejące słowo, oraz archaizmu „Austryjak”, którego nie użyłby chyba nawet mój dziadek.

  5. hurwitz pisze:

    Warto dodać, że teksty z Legendarium Tolkiena, są z racji swojego mitopoetycznego charakteru, gatunkowo odmienne od typowych powieści (nawet tych inspirowanych utworami baśniowymi). Równie bezsensowna byłaby analogiczna krytyka Sagi rodu Wölsungów. Zresztą skrajnie małostkowym jest rozpatrywanie twórczości JRR w kategoriach wyłącznie fabularnych. Tolkien z sukcesem zaprojektował i stworzył coś co w zasadzie jest bardziej zjawiskiem kulturowym niż li tylko zbiorem historii, zjawiskiem, które poniekąd spowodowało współczesną fantastykę Sapkowskich, Martinów i bądź kogo jeszcze. Nieumiejętność dostrzeżenia tego wkładu, nawet i bez szczególnego uznania dla samych utworów, jasno i dobitnie świadczy, że mamy do czynienia z czytelnikiem albo niedojrzałym albo zwykłym ignorantem.

  6. szanujmy się i szanujmy hobbitów pisze:

    *czterej hobbici
    Nie „cztery hobbity”.

  7. buszasp pisze:

    Dobry tekst.
    Ciekawe przyrównanie Lema do Tolkiena. Obaj panowie uprawiali różne gatunki, ale w ich twórczości można znaleźć kilka cech wspólnych. U Lema bohaterowie z tego co pamiętam to też najczęściej normalni ludzie, nie ma przyciągania czytelnika seksem i przemocą, za to są dobrze przemyślane pomysły wsparte odpowiednim wykształceniem.

    A tak na marginesie to właśnie czytam Pana Lodowego Ogrodu i dzięki Twojemu tekstowi moja ocena cyklu trochę wzrasta. To jest jedyny znany mi przypadek książki fantasy, gdzie główny bohater sam przyznaje, że jest osobowością niedojrzałą emocjonalnie.

  8. Skate pisze:

    Władca Pierścieni to przede wszystkim bardzo dobra, literacka proza z elementami liryki – jest to jakość sama w sobie i dla mnie stanowi kanon, którego nie ma nadmiernej potrzeby porównywania z innymi, późniejszymi dziełami tak jak nie ma sensu porównywać muzykę klasyczną z np. zeniem martyniukiem.

  9. L_P pisze:

    Co to jest „Sirmalilion”?

  10. VAT23 pisze:

    Tolkiena się w Polsce nie lubi, bo wszystkie tłumaczenia były o kant dupy roztrzaś. Ot, zagadka rozwiązana. Dorabianie do tego jakiejkolwiek ideologii jest szukanie dziury w całym, jeśli książki mają dobre wypracowaną opinię siermiężnej grafomanii, w dużej mierze wynikające z koszmarnych tłumaczeń. Nie to, że miał lekki styl, bo sam z siebie jest momentami ciężkostrawny, ale zarówno Frącowie, jak i Łoziński skutecznie przyczynili się do traktowania czegokolwiek sygnowanego nazwiskiem Tolkiena jako tworów wywołujących zgrzytanie zębami i oczopląs.

    • Ciekawa teza. Prawdę mówiąc pierwszy raz spotykam się z taką opinią.

      • VAT23 pisze:

        Taki był konsensus – przynajmniej w zamierzchłej epoce sprzed filmowych adaptacji – w zielonogórskiej Ad Astrze. Jak jest teraz, to nie wiem, bo bywam tam na gościnnych występach już tylko. Ale ogólnie opinia wtedy była taka, że nie to, co jest w książkach, ani nawet jak one same z siebie są napisane, tylko sposób, w jaki są przetłumaczone. Nie pomagał przy tym brak dostępu do oryginałów, bo to też były te szalone czasy, kiedy Tolkien był „jakimś tam angielskim autorem”, a internet dopiero raczkował. Więc kto się mierzył z „mistrzem fantasy”, ten momentalnie trafiał na betonową ścianę koszmarnych wydań i tłumaczeń.
        Z tego samego powodu Conany cieszyły się wtedy szaloną popularnością, bo były naprawdę przystępnie przetłumaczone i bez żadnych grafomańskich udziwnień. Kto dziś w ogóle w Polsce kojarzy Conana, tak całkiem poważnie? I to poza kontekstem filmów z Arniem.

      • Ja kojarzę Conana. Zresztą po 2010 były chyba trzy wznowienia oryginalnych, howardowskich opowiadań, teraz w kioskach jest komiks o nim, więc pamięć raczej nie umarła.

        Tłumaczenie Prawdziwie Łozińskie faktycznie było koszmarem, ale coraz mniej osób je pamięta. Obecne jest zjadliwe. Czasy przed adaptacjami też już coraz mniej osób pamięta. U nas w liceum ludzie zasadniczo lubili Władcę Pierścieni. Ale pewnie dlatego, że zarówno w bibliotece szkolnej jak i miejskiej była tylko wersja StaroSkibniewska (ta z Gryfami i Włóczykijami).

    • Shockwave pisze:

      Nigdy nie spotkałem się z opinią, że ktoś nie lubił Tolkiena przez tłumaczenie (pomijając Bagoszów i Tajary). Zawsze powodem było jego potworne nudziarstwo, któremu czasami lubił się w swoich książkach oddawać. A Conana się do dzisiaj pamięta – trzy tomy howardowskich opowiadań i szkiców, następny zbiór w wielkiej księdze wydawnictwa Rea, komiks. Nie znam nikogo, kto by nie wiedział o Conanie z Cymmerii. Nie, nie sądzę, że tłumaczenie było powodem złego posmaku po Tolkienie lub sukcesu Conana.

      • VAT23 pisze:

        Ja to chyba źle sformułowałem. Tu nie chodziło o to, że Conan wyparował, tylko że gdzieś na dalszy plan zeszły opowiadania z nim. Została franczyza. Z kolei doświadczenie mówi, że dobre tłumaczenie potrafi największego gniota uratować i odwrotnie – najlepszą książkę pogrąży słabe tłumaczenie. Tolkien to z jednej strony rozwlekłe opisy nie wiadomo czego i po co plus obligatoryjnie chociaż jedna piosenka albo wiersz na rozdział, a z drugiej strony te drętwe tłumaczenia. W efekcie czego potęguje się wrażenie, że czyta się jakąś tanią grafomanię. Mówię, może się coś zmieniło, filmy zresztą sporo pomogły, a i nie brakuje ludzi, którzy nigdy książek nie tknęli, a chwalą je pod niebiosa, bo widzieli ekranizację. Tak natomiast wyglądał konsensus w ramach Ad Astry lat temu sto – beznadziejne tłumaczenie, którego czytać się nie da.

    • Karoluch pisze:

      Ja nie wiem skąd to wziąłeś, ale to nie jest prawda. Tolkien był bardzo popularny w Polsce już w epoce przed ekranizacjami. Pamiętam pierwszą połowę zeszłej dekady, czyli czasy gdy internet nie był „web 2.0”, czyli ruch nie był skanalizowany na social mediach, ale ludzie sami tworzyli własne strony internetowe. Wtedy szukało się stron internetowych choćby w katalogu WP czy Onetu (były takie rzeczy!), albo na jakiś toplistach (też takie coś było!) i o twórczości Tolkiena było w Polsce kilkadziesiąt stron, z pewnością więcej niż dwadzieścia. Tak wiem, że to czas wejścia do kin ekranizacji, ale moje najwcześniejsze wspomnienia pod tym względem są z 2001 roku, a niektóre z tych stron, zwłaszcza te, które były najlepsze i największe powstały wcześniej niż ekranizacja. Do dziś pamiętam nazwy np. Angmar, Tolkien by Barahir, Pod Rozbrykanym Balrogiem, czy istniejące do dziś fora Elendili i Hobbitonu. Dla porównania o twórczości Sapkowskiego to były trzy strony w tym czasie, sapkowski.pl , a oprócz tego dwie mniejsze.
      http://home.agh.edu.pl/~evermind/katalogwww.htm
      Tutaj wspomnienie tych czasów, ale stron było więcej, Sama Niezapominajka istniała wtedy, niestety ta strona to też odległe wspomnienie, ostatnia aktualizacja w 2009. A co do for Elendili i Hobbiton, to jak ostatnio je odwiedziłem trzy lata temu, nie znalazłem nic ciekawego. Dyskusje w stylu jak odmienić jakieś elfie słowo, albo czy wersja jakiegoś szczegółu z Silmarillionu jest bardziej właściwa z IX czy XII tomu HoME.

      Wracając do tłumaczeń. Pisano wtedy o tłumaczeniach, ale w 99% że Skibniewskiej jest dobre i klasyczne, a Łozińskiego to dno z krzatami. Pozostały 1% to był trolling.

      • VAT23 pisze:

        Z Zielonej Góry to wziąłem. Dla mnie to zawsze był punkt wyjściowy, bo stamtąd jestem.

  11. Czy mi się wydaje, czy na serio na jednym z obrazków jest Zygmunt Bauman? :O

  12. Ewelinka pisze:

    >Drużyna pierścienia startuje z Hobbitonu i wędruje do Bree.

    To jest Arnor. Aragorn jest potomkiem królów Arnoru. Arnor to upadnięte królestwo, zniszczył je ten upiór którego zabija Eowyna. O tym właśnie jest Hobbit, to typowa post-apokaliptyczna historia w wyniszczonym przez wojnę pustkowiu, spośród którego przebijają elementy cywilizacji. Bree w ogóle może funkcjonować tylko dlatego, że Dunedaini pod wodzą Aragorna zapierdalają się z orkami i trollami na pograniczu. Dlatego właśnie Frodo jest tylko protagonistą a Aragorn jest bohaterem – bo jego królestwo upadło, Gondor też upada i czekamy na człowieka wychowanego w dziczy o nadludzkim pochodzeniu który przywróci cywilizację do dawnej chwały.

  13. Anna pisze:

    Hmm, może dałoby się poprawić „Galandrielę” na Galadrielę? Bo robienie błędu w imieniu jednej z najważniejszych postaci książek autora, ktrórego się broni nie wygląda najlepiej.

  14. P.S. W tekście zabrakło jednego „argumentu”{ (z którym rzecz jasna się w 100% nie zgadzam…)

    „Gdyby nie filmy Petera Jacksona, to nikt by nie czytał Tolkien.”

  15. Tolkienista z Poznania pisze:

    Sporo błędów w nazwach własnych: Galandriela zamiast Galadriela, Sirmarillion zamiast SIlmarillion, Rohinirowie zamiast Rohirrimowie. Tekst jakby pisany na odwal się. No i poważny błąd merytoryczny w rozdziale o wojnie i inspiracjach nią. Tolkien odcinał się od tego, że jego przeżycia z frontu I WŚ zainspirowały go do takiego, a nie innego przedstawienia sił ciemności. I nie, Galadriela nie była babcią Legolasa, tylko Arweny 🙂

    • Tak, bo można się z łatwością odciąć od bitwy, w której poległa większość twoich przyjaciół, a samemu mało nie straciło się życia. Oraz od dwóch konfliktów, w cieniu których spędziło się całe swoje życie.

      Zresztą, pisał coś zupełnie innego:

      Co do myśli przewodniej czy „przesłania” zawartego w tej opowieści, to stwierdzam, że autor nie miał żadnych intencji tego rodzaju. Moja opowieść nie jest sugestią ani aluzją do aktualnych zdarzeń i sytuacji. Rozwijając się wypuściła korzenie (w przeszłości) i nieoczekiwane gałęzie, lecz zasadnicza fabuła była od początku nieuchronnie wyznaczona przez wybór Pierścienia jako motywu łączącego całą trylogię z „Hobbitem”. Najbardziej istotny rozdział :Cień przeszłości”, napisałem wcześniej niż inne, gdy jeszcze na horyzoncie nie gromadziły się groźne chmury zapowiadające kataklizm 1939, wątek mojej historii rozwinąłby się w zasadzie tak samo, gdyby świat zdołał uniknąć wojennej katastrofy. Książka zrodziła się z myśli od dawna mnie nurtujących, a częściowo też wyrażonych w innych utworach; wojna rozpoczęta w 1939 oraz jej konsekwencje nie wywarły żadnego wpływu na treść tej książki, a jeśli ją zmodyfikowały, to jedynie w znikomym stopniu.

      (…)

      Można by wymyślać rozmaite inne warianty zależnie od gustu i poglądów osób lubujących się w alegoriach i aktualnych aluzjach. Ale ja z całego serca nie cierpię alegorii we wszelkich formach i zawsze jej unikałem, odkąd osiągnąłem z wiekiem przezorność, która mi umożliwia wykrywanie jej obecności. Wolę historię, prawdziwą lub fikcyjną, dającą czytelnikowi możliwość różnych skojarzeń na miarę jego umysłowości i doświadczeń. Zachowuje on w takich wypadkach pewną swobodę wyboru, podczas, gdy w alegorii autor świadomie narzuca swoją koncepcję.

      Fragment ten ma związek z przedstawianiem Władcy Pierścieni jako książki antywojennej, sprowadzonej do pozycji ubaśniowionej historii II wojny światowej albo też (fragment, który pominąłem) krytyki bomby atomowej. Tolkien odżegnuje się tu od inspiracji przebiegiem wydarzeń podczas II Wojny Światowej.

      Jeśli chodzi o pierwszą to:

      Oczywiście, autor nie może się wyzwolić od wpływu własnych doświadczeń, jednak są one niejako glebą, w której ziarno opowieści rozwija się w sposób niezmiernie skomplikowany; wszelkie próby określenia tego procesu są w najlepszym razie tylko hipotezami opartymi na niedostatecznych i wieloznacznych świadectwach. Fałszywe również, chociaż oczywiście pociągające dla krytyka żyjącego współcześnie z autorem, są przypuszczenia, że nurty umysłowe i wydarzenia bieżącej epoki wywierają nieuchronnie najpotężniejszy wpływ na dane dzieło. To prawda, że trzeba osobiście przejść przez cień wojny, aby w pełni odczuć jego ciężar, lecz z biegiem czasu wielu ludzi teraz zdaje sie zapominać, że młodość w latach 1914-1918 była doświadczeniem nie mniej okropnym niż w latach 1939-1945. Podczas pierwszej wojny światowej zginęli wszyscy moi najbliżsi przyjaciele z wyjątkiem jednego. Przejdźmy jednak do mniej bolesnych przykładów.

      Czyli wprost przyznaje się do emocjonalnego wpływu, jaki I wojna światowa na nim wywarła.

      Natomiast jeśli chodzi o Galandrielę i Legolasa, to piszę:

      Nie piją też na umór i nie zażywają narkotyków. Jednak skoncentrujmy się na tym seksie. Pytanie brzmi: a z kim mają to robić? Z Golumem?

      Zauważcie: Drużynę Pierścienia tworzą cztery normalne hobbity, krasnolud, dwóch ludzi (z których jeden dość szybko ginie) i Gandalf. Słowo „normalny” w tym wypadku oznacza „pozbawiony dewiacji”. Tak więc: Gandalf pewnie z racji zaawansowanego wieku i tak jest już impotentem, każda napotkana (nie, żeby ich dużo spotkali, o czym będzie w punkcie trzecim) przez drużynę baba jest prawdopodobnie dwa razy za duża jak na gust pięciu jej członków, a w oczach Legolasa wygląda jak Homo Sapiens Neandertalus lub jak własna babcia (Galandriela). Boromir umiera, nim ma okazję spotkać z babą inną, niż Galandriela (w której oczach sam wygląda, jak neandertalczyk). Zostaje tylko Aragorn, który od kilku dziesięcioleci żyje w związku na odległość…

      Co uważnemu czytelnikowi zapewne wystarczy, by wyjaśnić nieporozumienie.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s