Dowód, że nie wszystkie anime o słodkich dziewczętach są złe:

Gatunek „slice of life” (pol. okruchy życia), czyli w kontekście anime „słodkie dziewczynki robiące słodkie rzeczy” zdominował japońskie kreskówki już dekadę temu. Nie będę ukrywał, że nie jest to rzecz, którą ten tygrys lubi najbardziej. Prawdę mówiąc traktuję go jak plagę, gorszą nawet, niż wcześniejsze ekranizacje symulatorów randkowych.

Jak jednak się okazuje nawet w nim mogą trafić się rzeczy dobre, a przynajmniej niezłe.

Mój problem z gatunkiem polega na tym, że należące do niego serie albo przedstawiają problemy, w które bardzo trudno uwierzyć (jak te dzieła o dziewczynkach jeżdżących czołgiem i udających zwierzątka), albo strasznie dęte i nadmuchane jak balon (jak to dzieło o dziewczynkach z poświęceniem zasłaniających koleżanki własnym ciałem przed gradem kulek do paintbala), albo strasznie strywializowane (jak to, gdzie bawiły się sprzętem alpinistycznym). Albo też prezentują ten sam typ słodyczy, co dzieci ze szkoły specjalnej: owszem, przeurocze, ale mimo to nadal upośledzone (jak te, gdzie dziewczynki bawiły się w klub muzyczny, sprzedawały kawę i ryżowe kulki).

I potem człowiek trafia na Yuru Camp.

Tym, co spodobało mi się w omawianym anime jest przede wszystkim równowaga między tym, co robią bohaterki, tym, że jest to coś, co faktycznie w realnym życiu może imponować oraz między tym, że nie przesadzono w doborze tematyki.

Postacie:

Bohaterki są dwie: Rin i Nadeshiko. Obie, jak to zwykle w japońskich bajkach bywa są licealistkami. Rin lubi sobie pojeździć na kempingi, a robi to zwykle jesienią, kiedy na polach namiotowych jest tanio i nie ma wielu ludzi, bo sezon się skończył. Nadeshiko natomiast właśnie się przeprowadziła w nową okolicę, dowiedziała się, że można w niej zobaczyć górę Fuji, wsiadła w komunikację zbiorową i pojechała oglądać. Na miejscu zastała ją noc, przegapiła ostatni autobus, okazało się też, że nie wzięła ani telefonu, ani pieniędzy.

Cóż…

Znam człowieka, który tak do Pakistanu pojechał.

W tych okolicznościach uratowała ją Rin, która jej zaimponowała do tego stopnia, że Nadeshiko postanowiła zapisać się do klubu turystycznego. Rin nawiasem mówiąc do żadnego klubu nie należy i nie dziwi mnie to. Sama jest lepsza, niż cały ten klub.

Ta ma prawo imponować: jeździ na kempingi na rowerku, pokonując po 50 kilometrów w jedną stronę, nocuje pod namiotem, a do tego robi to w listopadzie. Wymieniony dystans z jednej strony nie jest nierealny. Jest to mniej-więcej taka odległość, jaką pokonać może zdrowy człowiek w ciągu jednego dnia bez przemęczania się. Z drugiej strony po przejechaniu takiego kawałka człowiek śpi na siedząco, bo błędnik prostuje go w łóżku.

Co do biwakowania w listopadzie, to powiedzmy sobie szczerze: normalny człowiek pozostawiony samemu sobie w lesie, na polu namiotowym, w lesie przy temperaturze bliskiej zera to wszczyna zamieszki, bo nie podstawiono bryczek do Morskiego Oka.

To co jest fajne w tej postaci, to to, że z drugiej strony nie jest ona żadną boginią turystyki. Owszem, potrafi całkiem sporo, zwłaszcza jak na małolatę zrobić i jest dość samodzielna, ale często widzimy ją też z podręcznikami typu „Beginers Guide”. Więcej w trakcie pierwszej jazdy motorynkom przeszacowuje dystans, jaki postanowiła przejechać, przyznaje się, że pierwszy raz gotuje na campingu (zwykle żywiła się w barach turystycznych i zupkami w proszku) i tak dalej i tak dalej.

Jeśli chodzi o Nadeshiko, to długo nie mogłem się do niej przekonać. Powiem więcej: przez pierwsze odcinki wręcz jej nienawidziłem, bo jedna tylko rzecz jest gorsza od niemieckiej okupacji i wyzwolenia przez Armie Czerwon: idiota na szlaku turystycznym.

Po kilku odcinkach jednak widać, że nie jest to kolejna dziewczynka, której jedyną cechą jest „energiczna” (co czyniłoby ją zagrożeniem dla otoczenia). Owszem potrafią jej dziwne rzeczy do głowy strzelić i nie ma zielonego pojęcia o turystyce, ale mimo wszystko jednak coś tam pod tym beretem ma. I na przykład potrafi gotować.

Podejście do nich i do życia:

Kolejna rzecz, która mi się podoba to podejście do bohaterek, a w szczególności do Rin. W takim typowym anime głównym celem fabuły byłoby przekonanie Rin, że biwakując samotnie musi być okropnie nieszczęśliwa i lepiej bawiłaby się podróżując w bandzie. Tu tego nie ma, wyraźnie postacie szanują swoje podejście do hobby.

Także wyraźnie widać, że bohaterki wszystkie pomysły w rodzaju „zimowy śpiwór można zrobić obwijając zwykły folią aluminiową” traktują tak, jak na to zasługują. To jest: jako rzeczy o których można poczytać w Internecie, albo wypróbować w domu (czy na szkolnym podwórku) ale raczej nie nadają się do wdrożenia w życiu.

Smieszne są natomiast różne japońskie regionalizmy. Przykładowo widzimy bohaterkę palącą ognisko i słyszymy narratora „chrust normalnie kosztuje tyle i tyle jenów, ale niektóre, hojne pola namiotowe pozwalają go samemu nazbierać w lesie za darmo”.

Problematyka:

To mnie fascynuje. Barszcz (tak to nazywają w anime: „borszcz”) w wersji japońskiej. Czy mi się wydaje, czy widzę grzyby shitake?

Problematyka i fabuła Yuru Camp nie są mega porywające. To opowieść o dwóch nastolatkach, które jeżdżą pod namiot i wysyłają sobie zdjęcia z miejsc, gdzie biwakują. Nie ma tu konfliktu, ani konkurencji. Jest humor, zarówno charakterów, jak i sytuacyjny, ale nie jest on tu najważniejszym tematem.

Głównym tematem, jak zawsze w takich anime są właśnie słodkie dziewczynki robiące słodkie rzeczy.

Pojawiają się przygody, ale większość jest na poziomie „trzech n00bów pojechało pod namiot, poszło zwiedzać, zapomniało, że jesienią dzień jest krótki i musiało ten namiot rozbijać w nocy”.

W sumie nie wiem, co mi się tak podoba. Może to, że faktycznie czuję pewną wspólnotę hobby z bohaterkami, bo lubię przebywać na łonie natury, a sam temat mnie interesuje (ciekawe, co by się działo, gdyby ktoś nakręcił anime o słodkich dziewczynkach grających w gry fabularne, albo czytających klasyki fantasy?).

Druga rzecz, że temat jest no, realny. O ile trudno sobie wyobrazić, np. czternastolatkę, która prowadzi sklep z ryżowymi kulkami, bo uparła się, że go będzie prowadzić w prawdziwym życiu, to można sobie wyobrazić kogoś w tym wieku na biwaku. A jest to działalność wymagające jednak pewnej determinacji i sporego wysiłku fizycznego.

Po trzecie to pewna wspólnota doświadczeń. Ile razy miałem tak, że żałowałem iż w ogóle wyszedłem z domu i dałem się skusić na głupotę. A potem, po przejechaniu iluś tam kilometrów, gdy dzień okazywał się chłodny, słotny i do bani trafiałem na coś, co sprawiało, że wysiłek należało uznać za uzasadniony. W prawdzie tras po 50 kilometrów dziennie robię rzadko, ale ktoś, kto nie wstał o 4 nad ranem, by fotografować lisy, albo nie wniósł roweru 800 metrów nad poziom morza nie wie, co to ból istnienia.

A może dlatego, że sam bym chętnie na biwak pojechał, choćby i jutro, byle tylko nie iść do pracy?

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Anime, Odcinki i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

9 odpowiedzi na „Dowód, że nie wszystkie anime o słodkich dziewczętach są złe:

  1. Orzi pisze:

    Już widząc komentarze szanownego Zegarmistrza pod Yuru Camp na tanuku uniosłem lekko brew w zdziwieniu, ale teraz jest to potwierdzone – znalazła się seria o słodkich dziewczynkach którą szanowny Zegarmistrz polubił.

    Acz nic dziwnego, gdyż nawet w oczach kogoś, kto lubi gatunek sam w sobie to najlepsza rzecz czysto w tym stylu od 2015 r.

  2. DoktorNo pisze:

    Chciałem powiedzieć, że „nie ma sensu oglądać takich rzeczy”, ale po chwili przypomniałem sobie, że mieszkam w kraju, gdzie miliony ludzi wchodzi w relacje paraspołeczne z bohaterami telenoweli…

    • Suchy pisze:

      Przypominam sobie jak X lat temu w okolicach świąt grzecznie sobie siedziałem z ojcem w salonie – ojciec walczył z krzyżówkami jak coś tam dłubałem na laptopie. W tle telewizor robił za „szum tła” żeby nie było zbyt cicho. Nagle podczas bloku reklamowego pada hasło „spędź wieczór wigilijny z zaprzyjaźnioną rodziną Lubiczów”.
      Jednocześnie z ojcem podnieśliśmy głowy i wymieniliśmy spojrzenia typu „eeee. Tak, dobrze ci się wydawało – ja też to usłyszałem”.
      Czyli można upaść niżej jak sylwester z Polsatem.

      • Wy się śmiejecie, a ktoś właśnie siada przed telewizorem i myśli „zaraz zobaczę rodzinę Lubiczów, moich jedynych przyjaciół”.

      • Suchy pisze:

        Bo z żoną się dawno rozwiódł, z bratem pokłócił o spadek po rodzicach, dzieci wyprowadziły się gdzieś w p***du byle z dala od ich walniętego ojca, a sąsiad to żyd komuch i ubek więc z nim nie gada.

      • Albo po prostu nie odzywa się do sąsiadów i rodziny, bo pokłócił się z nimi o aborcję.

  3. VAT23 pisze:

    A Shoujo Shuumatsu Ryokou to niby co? Jakieś gorsze? Moe-blob do kwadratu, iyashikei w stanie czystym… a sposób, w jaki podchodzi do swojego własnego tematu sprawia, że nie tylko robi się z tego głębokie studium filozoficzne (i mówię to całkiem serio), ale też ostra i zajadła kpina z wszelkiego typu post-apo ociekającego patosem i buńczucznymi hasłami o cywilizacji i naturze człowieczeństwa. Zamiast tego dwa moe-bloby szukają czekolady i benzyny, starając się nie zamarznąć, a scenarzyści mają ostrą zgrywę z klimatów falloutowo-metrowych.

    • Nie wiem, jakoś dziewczynki robiące grilla są mi bliższe, niż dziewczynki z karabinami.

      • VAT23 pisze:

        One też głównie grillują. A raczej – robią ogniska. Ten karabin tak naprawdę noszą trochę jak Max w MM2 swoją dubeltówkę. Tam nawet nie ma do kogo ani czego strzelać. Całość generalnie jest dziwna, bo z jednej strony iyashikei, a z drugiej post-apo i to takie spod znaku kompletnego wymarcia. Trochę tak, jakby ktoś The Road zrobił jako moe-bloba i usunął z tego innych ludzi niż główni bohaterowie. Ale polecam, szczególnie, że anime jest o wiele, wiele bardziej optymistyczne w swoim wydźwięku niż manga, nawet jeśli wszystko diabli wzięli.

        PS
        Już wiem jakie porównanie będzie najlepsze. Znasz może Gone with the Blastwave? Zastąp głównych bohaterów (bohaterki?) moe-blobami i jesteś w domu.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s