Rok 2017 – podsumowanie:

I będzie tak: po jednym zdjęciu na każdy miesiąc.

Rok 2017 dobiegł przedwczoraj końca. Jak to zwykle w tych okolicznościach postanowiłem przeprowadzić drobną rekapitulację minionych miesięcy. Ogólnie rzecz biorąc miniony okres był niezły, aczkolwiek bywały lata lepsze.

Zasadniczo rok ten minął pod znakiem czekania na cud, który to cud nie dość, że nie nastąpił to jeszcze został przełożony na rok 2018.

Po drodze spawnowały się różne trudności, które nie dość, że pokonywałem, to zostawiały po sobie różny loot, w efekcie czego byłem do przodu.

Blog:

Blog rozwija się powoli, acz sukcesywnie. Ilość odwiedzin wzrosła w tym roku o 40 procent, co jest potwierdzeniem tendencji z poprzednich lat. Mam nadzieję, że uda się ten proces utrzymać.

Najpopularniejsze teksty:

Top 10 najpopularniejszych tekstów z minionego okresu stanowiły:

  • Ragnar Lodbrok i rodzina – postacie historyczne

  • Jak kupować na Amazon.com

  • Katana: miecz niedoskonały

  • Zdzisław Beksiński

  • Detektoryści: czemu, ach czemu nikt was nie kocha?

  • Moje top 10 anime fantasy

  • Dałnogrupa R1A1

  • Top 10 anime lat 90-tych najważniejszych dla polskiego fandomu

  • Czasy i świat Ragnara Lodbroka

Styczeń.

Jak widzimy większość z nich stanowił evergreen content tworzony na przestrzeni lat. Królują standardowe tematy: Ragnar Lodbrok, Katany i Beksiński, do tego różnego rodzaju toplisty. Czas jakiś temu przestałem toplisty pisać (bo to niesamowicie nudne) jednak powinienem do tego chyba powrócić, bo gwarantują wejścia.

Ciekawe są natomiast dwa teksty. Po pierwsze: Detektoryści. Nie sądziłem, że tekst ten wywoła aż taką falę zainteresowania. Za jego publikacje wylała się na moją głowę cysterna fekaliów. Prawdę mówiąc, gdybym wiedział, to prawdopodobnie nie miałbym odwagi go opublikować.

Jednocześnie należy zauważyć, że po jego publikacji otrzymałem kilka mailów od pracowników wojewódzkich biur konserwatorów zabytków i katedr archeologii z kilku uczelni. A to liczy się dla mnie dużo wyżej niż jakiekolwiek groźby czy wyzwiska. Detektoryści więc pewnie wrócą jeszcze na łamy tego bloga.

Drugi post to Jak kupować na Amazon.com. Stworzyłem go w roku 2016 i prawdę mówiąc nie wywołał on wtedy jakiegoś większego odzewu. Wystarczyło jednak poczekać tylko rok, by kurs dolara spadł o 50 groszy, a zainteresowanie ruszyło z kopyta…

Ten, Co Walczy Z Potworami i inne książki:

Luty

Prawdę mówiąc to, że „Ten, Co Walczy Z Potworami” trafił do druku, zarówno w roku 2017, jak i w tym momencie, gdy trafił było dla mnie niespodzianką. Prawdę mówiąc nie spodziewałem się już, że uda mi się tą książkę wydać.

No ale jest.

Bardzo fajnie byłoby, gdyby książka odniosła sukces. Jeśli ta się nie spodoba czytelnikom, to doprawdy, nie wiem co innego może (a szwedzkich kryminałów pisać nie zamierzam).

Na razie nie wiem, jak wygląda sytuacja: pierwsze dane o sprzedaży zaczną spływać w marcu. Większość recenzentów pewnie jeszcze nawet nie zaczęła jej czytać, diabli wiedzą też, czy w ogóle będzie chciało im się czytać książkę autora pozbawionego renomy (to było poważnym problemem przy okazji „Gambitu mocy”). Na razie mam jedną ocenę na Lubimy Czytać: 10/10 od stałego czytelnika bloga.

Kuchnia niskotluszczowa” oraz „Nie tylko stewia” utknęły w wydawnictwie, ale pewnie prędzej czy później wyjdą. „Gotowanie dla sportowców” także, tym razem na moim dysku twardym, bowiem póki tamte nie wyjdą nie widzę sensu dalej nad nim pracować.

Wojna sztucerowa” leży u mnie na dysku twardym. To bardzo fatalistyczna heroic fantasy, które powinno być rozsyłane do wydawców, które na dniach powinienem rozsyłać do wydawców. Prawdę mówiąc nie wiążę z nim szczególnych nadziei. „Wojna” nie jest taka dobra, jak „Ten, co walczy”, choć moim zdaniem dużo lepsza od „Gambitu mocy”. Jest też dużo brutalniejsza od obydwu poprzednich powieści, zarówno jeśli chodzi o elementy opisu, jak i stosunek do postaci pierwszoplanowych. Jest też bardzo fatalistyczna, momentami wręcz jesienno-gawędziarska, zupełnie jakbym nie ja pisał.

Ogólnie wyszło coś między „Smok i jeży” („jeży” celowo się z małej pisze), a cyklem Szereskim.

Zawiera też kilka naprawdę fajnych scen batalistycznych. Ogólnie w „Wojnie” postacie walczą częściej i w bardziej wyrównany sposób, niż w „Tym, co walczy”, a ostatnia bitwa jest naprawdę epicka. Mogę śmiało powiedzieć, że to najbardziej epicka bitwa fantasy ostatnich 10 lat.

Mroczny wojownik” utknął. Napisałem jakieś 40 stron w maju. Przyszły poprawki „Nie tylko stewii”, zacząłem się nimi zajmować, potem przyszedł „Ten, co walczy”, również się nim zająłem, następnie pisałem teksty promocyjne „Tego, co walczy”, oraz konspekty „Wojny sztucerowej”.

Początek „Mrocznego wojownika” wyszedł słabo, ale na szczęście jestem na etapie, gdy mogę to wszystko skasować i zacząć od początku.

Raport czytelniczy:

Marzec.

W minionym roku udało mi się przeczytać dokładnie 60 książek oraz napocząć 2 („Czerwony rycerz” oraz „Królestwa Merowingów: 450-751”), które skończę w przyszłym. Prócz tego przeczytałem jeszcze: 3 komiksy (sprawdzić) oraz 4 mangi.

Z tych książek cztery były napisane w języku angielskim, pozostałe w Polskim. Podobnie po angielsku były dwa komiksy.

Nie liczę ile książek nabyłem, choć chyba powinienem.

Kupka wstydu obejmuje obecnie dokładnie 50 pozycji, czyli jest o jedną dłuższa, niż rok temu. To i tak sukces, kupka wstydu w tym roku, w szczytowym momencie wynosiła bowiem ponad 60 pozycji. Jeśli dobrze pójdzie i powstrzymam się od niezaplanowanych zakupów w przyszłym roku powinienem zdołać zmniejszyć ją do 30 pozycji, a w roku 2019: dorżnąć.

To jednak jest pieśń przyszłości.

Przegrane gry:

Liczba przegranych gier wygląda skromniej i obejmuje aż 13 tytułów, czyli wychodzi na to, że grałem w ponad jedną grę na miesiąc. Tak więc w tym roku poradziłem sobie z:

  • Wiedźmin 3: Dziki Gon (z dodatkami)

  • Shadow of Mordor

  • Baldur’s Gate: Enhanced Edition

  • Gwint: Wiedźmińska Gra Karciana

  • Tyranny

  • Black Crypt

  • Albion

  • Endless Legend: Tempest

  • Magic: Duels of Planewalkers

  • Stanley Parable

  • Xcom 2 (znowu)

  • Xcom 2: War of the Chosen

  • Legend of Grimrock 2

  • nie jestem pewien, czy nie skończyłem też kolejny raz Xcom 2012

I teraz tak: najmniej podobało mi się Shadow of Mordor. Może zacząłem ją za szybko po Wiedźminie 3, ale ogólnie rzecz biorąc ta gra wydała mi się jakaś taka pozbawiona ducha.

Kwiecień.

Bardzo rozgniewało mnie to, co zrobiono w Magic: Duels of Planewalkers. Otóż: WotC stwierdziło, że gra jest fajna i przynosi zyski, ale może być fajniejsza i zyskowniejsza. Rozpoczęło więc nowy projekt (Magic: Arena), a następnie powiadomiło graczy w Magic: Duels, że ich gra nie będzie już dłużej rozwijana.

Kurde no…

Tęsknię za moim mono red agro burnem…

Legend of Grimrock 2 okazało się równie fajne, jak je wspominałem. Teraz, gdy znałem mechanizmy rządzące grą okazało się też dużo łatwiejsze.

Albion okazał się nadspodziewanie dobry i długi. Jednak gdy go skończę planuję zatoczyć pełne koło i zająć się Wiedźminem 3.

Nowe erpegi:

Kupiłem sobie nowe podręczniki do RPG. Były to:

  • Warhammer 40.000: Dark Heresy

  • oraz Cyberpunk 2020 (nareszcie mam własny)

Mogłem jeszcze kupić Neuroshime, ale zapomniałem, że mam zniżki na Rebelu za duże zakupy jakie tam robiłem w epoce DeDeków.

Planuję jeszcze zakupić, ale to już w 2018

  • Night Dark Masters i Realm of Ice Queen do Warhammera 2 ed, jak tylko się ukażą

  • Vampire: Masquarade i Werewolf: Apocalypse 20th Aniversary Edition

W sumie nie wiem, po co mi one. Grać by się pewnie dało, aczkolwiek przed rozpoczęciem gry należałoby przeczytać podręczniki. A to już z całą pewnością jest niewykonalne.

Nowa autorka:

Maj.

Jako, że jestem w stanie pisać książki kucharskie szybciej, niż wydawca je wydawać zacząłem pracę nad nowym systemem RPG. Jeszcze nie wiem, co to będzie. Może to być:

  • epickie pagan viking fantasy, będące takimi Exalted na Heroic Mortalach w świecie wikingów (20 procent szans)

  • epickie fantasy o kupcach handlujących na Jedwabnym Szlaku (10 procent szans)

  • albo epicki crossover Exalted z Amberem (70 procent szans)

Prawdopodobnie koniec końców zdecyduje się na ten ostatni wybór, bowiem system ten będzie potrzebował kupę mechanik, które przydałyby się w innych projektach. Tak więc łatwo będzie go kanibalizować na następne.

Najlepszy zakup roku 2017:

Niewątpliwie najlepszym zakupem w zeszłym roku były buty Quechua Forclaz 500 w wariancie trekkingowym. Nie są to najlepsze, ani najdroższe buty tego typu, jakie istnieją, ale choroba, nigdy wcześniej nie miałem lepszych (inna sprawa: nigdy wcześniej nie miałem butów trekingowych).

Są ciężkie, nieprzemakalne, bardzo dobrze trzymają się podłoża, a co więcej bród sam od nich odpada (po prostu schodzi… wleziesz w błoto, pochodzisz piętnaście minut i masz święty spokój). Automatycznie mój zasięg marszu wydłużył się o połowę, bo mniej się męczę.

Gdy przyszła zima kupiłem też i wariant zimowy. Niewiele zabrakło, a ten trafiłby na listę „najgorszych zakupów”, ale dzięki bogu ładnie wyglądają więc mogę w nich chodzić do pracy.

Najgorszy zakup roku:

Czerwiec.

Kosiarka do trawy. Kupiona, by kosić trawę. Trawę pokosiłem raz jeden, na próbę.

Zawsze, jak byłem w pracy krasnoludki kosiły trawę własną kosiarkę.

Krasnoludki mogłyby sporo zyskać gdyby zechciały się dogadywać, kto i kiedy kosi trawnik, albo przynajmniej kto kupuje kosiarkę.

Zdrowie:

Jak się okazało wystarczyło zacząć pić witaminy, a większość problemów zdrowotnych, w tym uczucie zmęczenia, brak energii i zimowa depresja znikły. Innymi słowy: nie miałem zimowej depresji. Miałem jakąś lekką awitaminozę.

Tak oprócz tego, to umarł mi wujek, który był bratem babci. Umarła mi ciocia, która była siostrą dziadka (oboje: babcia i dziadek już nie żyją), przy czym była to ciocia z Ameryki, którą dwa razy może na oczy widziałem.

Ojciec ma białaczkę, jest po chemioterapii, ale już mu lepiej.

Praca:

Jaka była, taka jest. Jednego pana nam zwolnili dyscyplinarnie, bo pił w pracy. I dobrze. Ja bym za to jeszcze tak z pięć osób zwolnił.

W zeszłym roku zarzucono mi, że zionę nienawiścią i frustracją. Tak, zionę. Jakbym opowiedział kilka historii, to byście mnie zrozumieli. Kiedyś, jak zmienię robotę (co może mieć miejsce już niedługo, jedyne, co mnie w tej trzyma to… No chyba nic…), to opowiem. Zresztą i tak opowiem.

Lipiec.

Tym co mnie w tej robocie chyba najbardziej wkurza to pracownicy tymczasowi. Co roku w sezon dyrekcja zatrudnia kilka dodatkowych osób obiecując im gruszki na wietrze i możliwość stałego zatrudnienia. Nie wiem, jak dyrekcja to robi, ale co roku trafiają nam się gorsi. W zasadzie to jedynym, czego jeszcze nie mieliśmy to ciężkiego narkomana, kleptomana i schizofrenika (spoko… w przyszłym roku polecę kolegę z podstawówki, bierze leki, jest spokojny, gorzej jak jest nie będzie).

W tym roku na przykład towarzyszył nam pan Elendil (imię zmienione). Elendil był człowiekiem równie odrażającym z wyglądu, manier jak i proweniencji. A trzeba wam wiedzieć, że miał 120 kilogramów nadwagi. Codziennie do pracy przynosił trzy czy cztery bochenki chleba i je zjadał. Gdy skończył raczył nas opowieściami ze swej młodości. A trzeba wam wiedzieć, że za młodu Elendil był w ZOMO.

Jedną z tych historii przytoczę:

Kiedyś, dawno temu pojechaliśmy z kolegami do Gdańska bić manifestantów. Spotkałem tam innych zomowców, fajnie się gadało i okazało się, że to tutejszy. W pewnej chwili oni zaproponowali, żebyśmy się urwali z roboty, bo ma w domu wódkę i możemy rozpić. To idziemy do jednego z nich. Mieszkał w bloku. A w tym bloku, piętro nad nim działała opozycja. Jak nas zobaczyli w sprzęcie bojowym, to dostali takiego pietra, że zaczęli uciekać na wszystkie strony, a jeden z nich przez okno wyskoczył. Z trzeciego piętra!

Boki po prostu zrywać.

Postęp w dziecinie Prawackiej Teorii Wszystkiego:

Sierpień.

Rozmawiam z kolegom z pracy:

Kolega: No, ale wielu ludzi myśli tak jak ty. Ale ktoś płaci za to, żeby ludzie tak myśleli… Pytanie tylko, kto.

Ja: Tak, tłumaczyłeś mi już. Żydzi.

Kolega (patrząc na mnie z politowaniem): Jacy Żydzi? Niemcy! Niemcy ci powiadam!

Kolega ma 80 kont na Onecie i aktywnie zwalcza tam niemieckie wpływy, więc na pewno wie co mówi.

Osobiście uważa, że to bardzo ciekawe, że Niemcy przejęli już wszystkie, tradycyjne obszary działalności Żydów: mamy więc niemiecki spisek w Word Trade Center, niemiecka rodzinę Rotchildów, Niemców finansujących George Sorosa… Niemcy posuwają się już nawet do tego, że kradną chrześcijańskie dzieci na macę.

Ech, z kim ja muszę pracować.

Cytat roku:

Wrzesień.

Pewien krasnoludek ma marzenie życia: zostać rolnikiem. W tym celu założył sobie uprawę, na której ma między innymi buraczki. Co roku uprawa daje jakieś 10 kilogramów owych buraczków, których oczywiście krasnoludek nie je, bo woli kiełbasę. W tym roku nie dała, bo przyszła sarna i zeżarła buraczki.

Krasnoludka to strasznie wkurzyło, poszedł do sklepu budowlanego, kupił ogrodzenie, wydał na to 1.500 złotych. Nie istotne, że inwestycja będzie się zwracać 30 lat. Wnuki będą korzystać.

W każdym razie: stawiamy to ogrodzenie, stawiamy, tniemy drut kombinerkami, w końcu ojciec wypala:

– Mogłem jeszcze kupić nożyce do cięcia drutu! Ale pomyślałem sobie: one kosztują 20 złotych! Co będę wydawał pieniądze na coś, co użyję raz w życiu?

Fotografie:

Październik

Robienie fotografii w zeszłym roku zajęło mi tyle czasu, jakbym pracował na pełen etat. Nie wszystkie moje plany udało mi się zrealizować. Przykładowo pomysł zdominowania rynku fotografii dziko rosnących roślin jagodowy nie wypalił, albowiem, na skutek mrozu i zimnej wiosny roślin takich prawie nie było. Niemniej jednak udało mi się:

  • wyprodukować trochę ponad 25.000 zdjęć

  • z tego 10246 zostało przyjęte do publikacji

  • udało mi się uzyskać 1866 sprzedaży

Nie wiem, czy to dobrze, czy to źle. Niemniej jednak zarobiłem na tym więcej pieniędzy, niż na książkach.

Za zarobione pieniądze kupiłem takie coś:

I nazwałem, na wzór Avellany, która też nazywa sprzęty „Tar Palanthir” co znaczy „Patrzący daleko”.

Wyjazdy:

Listopad.

Pod tym względem rok był dość udany. Byłem dwa razy w Lublinie, raz w Warszawie na targach książki, na tydzień w Górach Świętokrzyskich oraz w Rzeszowie. Nie wypaliły plany sylwestrowe, które zostały poddane aborcji w zasadzie właśnie na etapie planów. Także jednodniowy wypad do Rzeszowa okazał się klapą.

Ale prócz tego było fajnie.

W przyszłym roku należy ponownie pojechać do Lublina i na Targi Książki, kusi mnie też Wrocław, gdzie parę osób już mnie zapraszało. Na wyjazd w wakacje nie mam szans, ale może wypali coś w sylwestra. W planach mam też dwie niewielkie, 60-kilometrowe wycieczki rowerowe.

Jeśli to się uda, to w 2019 pojadę sobie Szlakiem Orlich Gniazd Kraków-Częstochowa, a w 2020 nadejście epoki Cyberpunka uczczę na Wielkim, Rowerowym Szlaku Wschodnim.

Finanse:

Grudzień.

Wyniki finansowe w tym roku miałem gorsze, niż się spodziewałem, ale nadal dobre. No niestety, ale główne wydarzenia, które miały otworzyć przede mną podwoje klasy średniej zostały przesunięte z ostatniego kwartału 2017 na pierwszą połowę 2018.

Pozostaje więc cierpliwie czekać i mieć nadzieję, że nie okażą się one niewypałami.

Postanowienia noworoczne:

Jakoś nigdy nie miałem serca do tych noworocznych postanowień. Jednak w tym roku mam takie postanowienie: otóż jest to ten niebieski szlak turystyczny. Na przyszły rok chciałbym go sobie przemierzyć. Ponoć jest to trasa na 1 dzień jazdy rowerem w jedną stronę. Sprzęt kupiłem, rower mam, to co mnie powstrzymuje?

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Administracyjne. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

18 odpowiedzi na „Rok 2017 – podsumowanie:

  1. Lurker pisze:

    1. Ten cały „Mroczny wojownik”, którego to ledwo zacząłeś, to zalążek tej całej wielkiej sagi o wojnach diadocho-nazguli?
    Bo w sumie terminy by się zgadzały – skoro pisałeś to w maju, a w lipcu, jak o tym rozmawialiśmy, to właśnie mówiłeś, że napocząłeś i właśnie się zastanawiasz nad tym, jak to konkretnie pociągnąć.
    b) I wtedy nazywałeś to „trzecią” powieścią, nad którą pracujesz. A tu się nagle okazuje, że nie jest trzecią, tylko czwartą – skoro wcześniej ukończyłeś już te całe „Wojny sztucerowe”.

    2. Prawdę mówiąc, to sam również zastanawiałem się nad tym, jeszcze w grudniu, żeby ci napisać recenzję Walczącego z Potworami na lubimyczytać.
    Ale raz, że stwierdziłem, że nie będę specjalnie po to konta zakładać, żeby jedną książkę wychwalić – bo i tak recenzja kogoś takiego byłaby mało wiarygodna. A dwa, że sądziłem, że zanim się za to zabiorę, to i tak przynajmniej z kilka takowych będzie, więc i tak nie zrobi to różnicy.
    A tu się okazuje, że już styczeń, a ocena tylko jedna. I to od twojego fana, więc to wiadomo, że i tak „mało obiektywne”. Serio – dziwię się, bo przy poprzedniej miałeś kilka recenzji na start, którymi zresztą sam się tutaj chwaliłeś na blogu – a przecież byłeś jeszcze mniej renomowany. I wywiadu nawet udzieliłeś – którym również się tutaj chwaliłeś.
    Poprzednim razem albo ty sam, albo twoje wydawnictwo – zadbaliście o to, żeby recenzje „gdziekolwiek i jakiekolwiek” się pojawiły – poprzez, jak rozumiem, egzemplarze darmowe dla blogerek książkowych.
    Tam razem pożałowaliście na ten jakże elementarny element promocji, czy jak?

    3. „Królestwa Merowingów: 450-751” i wspominana kilka/naście tygodni temu trzecia część „Upadku Cesarstwa Rzymskiego” – planujesz zrobić wpis na ten temat, jak przy poprzednich dwóch częściach „Upadku”?

    4. Ja bym się tam uśmiał, jakby ktoś mi taką historyjkę opowiedział, jak tobie ten ZOMOwiec – z jego perspektywy – a jak ktoś ci opowiada jakąkolwiek historyjkę, to przecież tak, żebyś zobaczył wydarzenia z jego perspektywy – przecież musiało to być groteskowo przekomiczne – oni tylko przyszli chlać, a ci na sam ich widok aż z okien powyskakiwali.

    5. A nie boisz się, że kiedyś któryś z tych twoich kolegów z pracy przypadkiem tutaj na twoją stronę natrafi i dowie się, co na nich tu wypisujesz? Przecież i z nazwiska tu się przedstawisz i zdjęcie wstawiłeś. A nie wydają się być kimś, komu spodobało by się to, co opowiadasz o ich poglądach, opiniach i ogólnie ich osobach. A dodatkowo – jak się dzisiaj dowiedzieliśmy – umieją niektórzy z nich korzystać z internetu, więc opcja, że to poza ich zasięgiem – odpada.

    6. 1866 sprzedaży – a ile średnio za jedno takie zdjęcie ci wychodzi złotówek?

    7. Temat, który powraca na początku i na końcu wpisu.
    Cóż takiego miało się wydarzyć, ale się nie wydarzyło w tym roku, ale może się wydarzyć w pierwszej połowie obecnego już 2018 roku – a ma zapewnić ci bogactwo?

    • A jeszcze jedno: na Lubimy Czytać recenzje robią cassuale, nikt specjalnie im nawiasem mówiąc nie wierzy, a niektóre są po prostu głupie, typu „Dostałem z tej lektury 1, to teraz daję Ci 1 autorze z zemsty”. Naprawdę nie wiem, czy jest sens przejmować się rzetelnością i wiarygodnością, jeśli chodzi o ten portal.

      Jeśli chcesz pomóc, to możesz poklikać w gwiazdki na sklepach internetowych.

      Recki powoli się zbierają, wiem o tym od szpiegów. Sam męczyłem każdego znanego mi recenzenta, żeby zgodził się przyjąć książkę do oceny.

      Bardziej martwi mnie to, że byłem w tym Rzeszowie, połaziłem po sklepach i w żadnym Empiku książki nie było.

  2. 1a) Tak.
    1b) Musiałem coś pokręcić. Może chodziło o to, że 2 książki mam w korekcie, a trzecią pisze?

    2) Recenzji nie miałem na start. Czekałem kwartał, żeby się nazbierały i żebym mógł się nimi pochwalić.

    3) Nie, bo w tych książkach są nudy. Zastanawiam się nad notką o historii kościoła w pierwszym tysiącleciu.

    4) No musiało to śmiesznie wyglądać.

    5) Trochę się boje.

    6) Mało. W sumie, to jak to zwykle w necie grosze wychodzą. Ale na nowy aparat wystarczyło.

    7) Premiera Frostpunka i Gwinta. Mam akcje producentów obydwu. Podanie daty premiery Cyberpunka 2077.

    • Lurker pisze:

      1. No to o tych diadocho-nazgulach wspominałeś już rok, albo i dwa temu – że planujesz jako swoją kolejną (po Gambicie i Zielonce – czyli w domyśle trzecią) książkę. A tu się okazuje, że jeszcze coś w tym czasie pisałeś, a przynajmniej ja nie kojarzę, żebyś się tym wcześniej chwalił. Czy to dlatego, że – jak wspominasz – jest to tak bardzo nie w twoim stylu, jakbyś to nie ty pisał – że takie odmienne? I dlatego bałeś się o tym wspominać?
      Dark Heroic Fantasy, a walczą sztucerami. To znaczy, że to takie na niby „średniowiecze”, jak w Warhammerze? Czyli takie bardziej renesansowe i/lub ciut późniejsze nawet?

      2. No dobrze. Ale teraz, jak patrzyłem na lubimyczytać, to już na samym początku grudnia z kilkanaście osób miało to oznaczone jako „planuję przeczytać” i „czekam na to niecierpliwie” – a kilka nawet miało tag „Właśnie teraz czytam” – na kilka/naście dni przed oficjalną premierą. Więc myślałem, że to jakieś twoje zaprzyjaźnione blogerki książkowe, które dostały recenzenckie egzemplarze przedpremierowe, żeby zaraz po premierze umieścić recenzje. A tu dalej nic. I w ogóle tylko jedna ocena gwiazdkowa, o której sam wyżej wspomniałeś. I dlatego mnie to zdziwiło – że nawet ci, którzy mieli to przeczytane już przed premierą, nie tylko nie napisali recenzji, ale nawet nie powystawiali gwiazdek. A to już miesiąc, jak książka hula po rynku.

      3. To w sumie właśnie mniej więcej chyba by o to chodziło. Bo przy trzeciej części Upadku i Odbudowy właśnie coś wspominałeś, że wielu próbowało, a ostatecznie wyszło na to, że to Kościół dokonał. Tej odbudowy. I właśnie dlatego wydało mi się to ciekawe.

      5. A dodatkowo, jakby tak w ogóle poczytali, o czym ty tutaj w ogóle piszesz, czym się zajmujesz – że chińskie porno bajki oglądasz, te zdemoralizowane seriale nowej generacji, że po godzinach grasz w jakieś głupie gry, czytasz jakieś głupie książki, a nawet ba! – sam piszesz głupkowate czytadła o macko-potworach i innych dziwadłach. I co najgorsze – jak już wyjdziesz z domu, to żeby jeździć na jakiś rowerach (co znaczy, że jak jakiś libertyn z zepsutego miasta dbasz o kondycję), albo łazić po jakiś polach i lasach (zamiast, jak na porządnego chłopa przystało – chlać po barach do nocy), żeby robić zdjęcia jakimś żabom i innym myszom. I jeszcze za to pieniądze dostajesz! I co ty za głupoty za to kupujesz! Jakieś aparaty! I jakie drogie buty! I po co – żeby łazić po górach bez celu! A tu ludziom brakuje na chleb!
      🙂

      Serio – jak na środowisko, w którym żyjesz – to całkiem odważne (bądź nieprzemyślane), że tak beztrosko ujawniasz się tutaj ze swoimi personaliami. Szczególnie, że nie jesteś jakimś anonimowym domowym nerdem, który wychyla nos z domu jedynie idąc po bułki do sklepu. Ty pracujesz w miejscu publicznym, do którego każdy miejscowy pewnie od czasu do czasu zagląda i pewnie niektórzy jako tako cię z twarzy na mieście kojarzą. Więc właściwie wystarczy jeden nieżyczliwy (o co statystycznie rzecz biorąc chyba nietrudno), żeby zaczęły się na twój temat plotki na mieście. Bo bloger to wiesz – jedno. Ale pisarz fantasy – to dopiero w takim środowisko – w najlepszym razie – byłoby pośmiewisko.
      Serio – nie miałeś jeszcze nigdy żadnych nieprzyjemności tam u siebie? Nie odnotowałeś do tej pory, by ktoś zdradzał oznaki, że wie „kto zacz” ty jesteś?

      7. Cyberpunka 2077 to lepiej, żeby najpierw byli pewni. I nie robili nic pospiesznie. Bo różnie to internety wróżą. Gra na pewno będzie porządna, jak to u Redów, ale na podstawie wyników finansowych filmów cyberpunkowych z ostatnich lat można wnioskować, że na ten gatunek jest znikome zainteresowanie. No w każdym razie – że nie za bardzo jest na topie. W wielu miejscach słyszałem i czytałem lamenty, że co to będzie, jak nie wypali (bo za małe zainteresowanie estetyką cyberpunka dziś) i czy w ogóle nie doprowadzi to do upadku samej firmy. Tutaj pewnie przesadzają, ale wiesz…
      jak się nie sprzeda za dobrze, to notowania znów spadną i znów będziesz płakał…
      😛

      • 1) Wojną Sztucerową sie nie chwaliłem, bo już te spóźnienia „Tego, co walczy” powodowały, że wyszedłem na idiotę zarówno przed znajomymi, jak i czytelnikami bloga.

        „Wojna sztucerowa” opowiada o grupie odtwórców historii, którzy przenoszą się do krainy fantasy, w moment odpowiadający naszym wędrówkom ludów i próbują budować własne królestwo z jednej strony mając rzymskich latyfundystów, a z drugiej germańskich najeźdźców.

        2) Też mnie to martwi. Może to wina świąt? Albo tego, że książka jest dziwna i się nie sprzedaje? Może grupa docelowa nie siedzi na Lubimy / Lubimy wyszło z mody?

        5) Tego właśnie się boję. Choć z drugiej strony: już i tak połowa uważa mnie pewnie za idiotę, więc co z tego?

        7) O panie! Moment publikacji CP 2077 to będzie armageddon. Zwłaszcza jeśli kurs będzie się zachowywał jak przed publikacją Wiedźmina 2 i 3. O tej firmie może być wówczas głośno na świecie, W kontekście bańki spekulacyjnej i krachu na giełdzie.

        Osobiście mam zamiar wyjść najpóźniej kwartał przed premierą.

        A potem odkupić.

        8) A w zasadzie to co mogą zrobić? Wiedźmin 3 obrósł w taką legendę, że teraz każda inna gra fantasy traktowana byłaby jako Wiedźmin 3 z dodatkowymi opcjami: wyborem klas, mechaniką jeżdżenia na smokach etc. Jakoś muszą przełamać schemat.

  3. Konrad pisze:

    Kiedy ebook? Bez tego ani rusz w dzisiejszym świecie, że tak spłycę… 🙂

  4. Lurker pisze:

    1. „Wojna sztucerowa”
    W sumie, tak patrząc na ten opis, to wątki tego typu chyba jednak faktycznie gdzieś tam między wierszami się u ciebie w różnych wpisach przewijały. Wspominałeś bodajże o jakimś cyklu książek, w którym „RedNecki” przeniosły się do fantasy/czy tam naszego świata, bodajże gdzieś w czasy wiosny ludów, czy czegoś w ten deseń. I ten twój opis, chociaż przenosi bohaterów do innych czasów, bardzo przypomina opis tamtego cyklu, którym się fascynowałeś.
    A więc jednak to, nad czym pracowałeś, jakoś się tutaj przebijało. 🙂

    5. Wiesz – to zupełnie różny poziom braku „akceptacji” społeczności.
    Niegroźny „frajer” – jakich pełno wokół nas na co dzień – to jedno. Większość z nas do tej grupy się zalicza, nawet jeśli sami przed sobą by się do tego nie przyznało.
    Frajer – wieczny nerd-fantasta, który nie wyrósł z książek o smokach i rycerzach; gierek na komputerek i chińskich bajek – to jego wyższy level; mniej akceptowalny w „tradycyjnych” społecznościach „prostych” ludzi.
    Frajer, któremu – jak się okazuje – nie tak znowu najgorzej się powodzi – i to pomimo tego, że ani firmy nie ma, ani żadnym kierownikiem nie jest (co można by sobie wyjaśnić, że po znajomości pewnie dostał), ani w polityce nie robi, ani nic – a jako robotę też nie ma nic nadzwyczajnego. To już może rozbudzać w ludzkich sercach i umysłach co najmniej teorie spiskowe.
    A frajer – wieczny nerd-fantasta, który nie wyrósł z chińskich bajek, w dodatku sam głupkowate książeczki pisze – i ponadto nie tak znowu najgorzej mu się powodzi (na giełdzie gra, drogie buty i aparaty sobie kupuje) – to już może budzić nienawiść.
    Więc na twoim miejscu nie byłbym taki pewien, że gorzej już być nie może. 😉

    8. Jak to, co zrobić? Wiedźmina 4.
    Oczywiście, wiadomo – kilka lat pracy i dopieszczania (ale na obecnym etapie firmę już na to stać) – i kolejny sukces murowany. Szczególnie, że już nie tylko samą jakością gry trzeba go wywalczać – renomowana marka sama z siebie robi już połowę roboty. Teraz czas wreszcie odcinać kupony.
    A przełamywanie schematu to oczywiście ważna rzecz. Tylko biznesowo nierozważna. Szkoda by było, gdyby przez nadmiar ambicji cała firma była zagrożona.
    Ale oczywiście trzymam kciuki za ich powodzenie. Bo to może być naprawdę świetna gra. Byle tylko nie była ich ostatnią.

    • Ad5) Wiesz… W najgorszym wypadku, to się spakuje, pojadę do jakiegoś dużego miasta na W, znajdę tam pracę i dostanę 10 tysięcy dodatku zasiedleniowego.

      • Lurker pisze:

        A zaglądasz czasem poza stronę główną swojego bloga? Np. do sekcji: „O mnie”. Bo właśnie tak sobie dzisiaj tam zajrzałem i widzę, że tekst „Detektoryści: czemu, ach czemu nikt was nie kocha?” – najwyraźniej przysporzył ci nowych wielbicieli.

      • A tak, zapomniałem to powyrzucać.

    • Karoluch pisze:

      „Wspominałeś bodajże o jakimś cyklu książek, w którym „RedNecki” przeniosły się do fantasy/czy tam naszego świata, bodajże gdzieś w czasy wiosny ludów, czy czegoś w ten deseń.” – Prawdopodobnie chodziło cykl 1632 napisany przez grafomana zwanego Ericiem Flintem. Niby taka fabuła, że górnicza wiocha z Zachodniej Wirginii nagle znajduje się w Niemczech w czasie wojny Trzydziestoletniej. Idiotyzm tego dzieła pokazuje polityczna organizacja, która powstała w tej wsi o nazwie: USE. Na zobrazowanie jak głupie to jest skopiuję opis fabuły jednej z części. Generalnie to poziom autorów piszących „self insert” fanfiki do Pieśni Lodu i Ognia.
      1636: The Kremlin Games

      The story follows Bernie Zeppi, an auto mechanic from Grantville, as he travels East to Russia and helps to set in motion various chains of events that leads to fundamental reordering of Russian history and a massive shift from a primarily agrarian economy to a more industrialized one.

      Jak się pisze o historii to warto coś o niej wiedzieć…

      • Lurker pisze:

        No cóż…
        W każdym razie wszystko wskazuje na to, że właśnie tego typu historyjki zainspirowały Zegarmistrza do napisania własnej książki w tym stylu. Którą to zresztą zdążył już ukończyć nawet, jak się okazuje.
        Jednak można chyba mieć nadzieję, że jego dzieło nie jest tak naiwne historycznie, jak wspomniana wyżej seria. Raz, że nie umieścił tego w naszym świecie, a jedynie podobnym. A dwa, że na historii ogółem, jak i odwzorowaniu realiów omawianej epoki trochę się chyba zna – wszak niejedną książkę naukową na ten temat przeczytał, niektóre nawet tutaj omawiał.
        Można chyba więc być dobrej myśli. 😉

      • Karoluch pisze:

        To jeszcze dodam, że na okładce tych „Gier Kremlowskich” są ruscy w takich czapach futrzanych strzelający z XIX-wiecznie wyglądających karabinów, w zimowej scenerii, ale stojący w okół samochodu w stylu lat 60/70tych. Flint wykazuje się typową zachodnią ignorancją w sprawach kraju ruskojęzycznego i jego historii. Komentarz do ” shift from a primarily agrarian economy to a more industrialized one”, które ma się odbyć w ciągu roku dzięki jednostce, to pominę…

        A i oczywiście Polska w tej serii to jest czarnym charakterem, bo katolicka.

      • Trzy rzeczy:

        Karoluch

        1) Autorzy zwykle nie piszą blurbów do swoich książek. I tym bardziej nie rysują do nich okładek. W tych kwestiach decyzja najczęściej należy do wydawcy.
        2) A dlaczego właściwie w tym okresie Polska miałaby być postrzegana jako dobre państwo?

        Lurker:

        3) To nie jest historia alternatywna. To fantasy, takie uczciwe, z czarodziejami i smokami, trochę nawiązujące stylistyką.

      • Karoluch pisze:

        W porównaniu do Moskowi to była.

        Pamiętaj, mówimy o babim lecie Rzplitej, przed czasem wielkich wojen. Zresztą u nas wtedy jakoś nie było powszechnych wojen domowych, jakiś wielkich starć politycznych. Ot tak, czasem jakiś buncik kozacki, jacyś tatarzy, a szlachetki to zrobili jeden rokosz Zebrzydowskiego 30 lat wcześniej, który skończył się powszechną amnestią. Wojny na granicach też się zakończyły. Przecież to arkadia na tle tego piekła, które było w Rzeszy.

  5. Suchy pisze:

    Czy masz zamiar zrobić osobną notkę o Tempescie ? Tak jakby brakuje ci tego ostatniego do kolekcji. Trochę mnie ciekawi twoja opinia + nie ukrywam, że po Endless Legend sięgnąłem po tym co u ciebie wyczytałem (wielkie dzięki bo faktycznie tytuł zacny).

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s