Marvel Punisher – recenzja:

Gatunek: Moralitet

Tagi: Miłość, Wartość życia, Przebaczenie, Etyka, Filozofia, Psychologia, Pacyfizm, Film antywojenny.

Weteran wojenny Frank Castle powraca do domu i w ramionach ukochanej zony próbuje odnaleźć spokój. W życiu rodzinnym ma nadzieje odnaleźć ukojenie po traumatycznych przeżyciach z okresu służby wojskowej.

Fabuła:

Jak wiadomo jednak Frank Castle wytchnienia nie znajduje. Jego rodzina zostaje zmasakrowana w trakcie gangsterskich porachunków, a obłąkany z nienawiści Castle maluje na czarnej koszuli logo z czaszką i rozpoczyna kampanię zemsty. W jej trakcie zabija wszystkich powiązanych z jego krzywdą, czyli łącznie 27 osób (lub, jak sam twierdzi: „tyle zwłok znaleźli”). Koniec końców, ochrzczony przez media „Punisherem” staje przed sądem schwytany przy pomocy Daredevila i zostaje osądzony, jednak udaje mu się zbiec z więzienia.

Z oficjalnie martwym, ukrywającym się Punisherem kontaktuje się niejaki Micro, również oficjalnie martwy i ukrywający się analityk CIA. Jak się okazuje zemsta Franka Castle nie wypełniła się jeszcze do końca. Mikro kieruje go bowiem na trop kolejnych osób związanych ze śmiercią jego rodziny.

Nękany przez koszmary przeszłości i pozbawiony jakiegokolwiek, życiowego celu Castle podejmuje kolejną krucjatę.

Bohater:

Powiedzmy sobie szczerze: Punisher należy do największych, najsławniejszych oraz najbardziej charakterystycznych postaci w uniwersum Marvela. Jest też jednym z najbardziej skomplikowanych i najtrudniejszych (oraz najbardziej kłopotliwych dla wydawcy) jego mieszkańców. Świadczą o tym choćby jego losy w komiksach. Sam Punisher narodził się we wczesnych latach 70-tych, długo przed tym, nim doczekał się własnego cyklu, początkowo jako antagonista, a potem jako trudny sojusznik Spidermana. Z komiksów o nim wywędrował do innych historii, w szczególności mocno powiązany został z Daredevilem, który bardzo się na niego zawziął.

Punisher, mimo, że wymieniany był wśród supeherosów sam nigdy bohaterem nie był. Wręcz przeciwnie, odrzuca on wszystko to, co stanowi etos innych, marvelowskich postaci. Działa wbrew duchowi i literze prawa, posługuje się szeroką gamą broni i w odróżnieniu od nich świadomie i celowo odbiera życie przeciwnikom. Jego metody są niekiedy bardzo brutalne: podkłada bomby, podrzyna gardła, nie waha się stosować tortur. Jedynym, co ogranicza jego wendettę jest to, że w miarę możliwości stara się nie mieszać do swej krucjaty cywilów.

Ta w komiksie szybko wykroczyła poza ramy osobistej zemsty. Castle walczył bowiem po prostu z bandytami. Jego wrogami staje się więc Jakuza, połódniowamerykanskie kartele narkotykowe, odwiedza Filipiny, zmaga się z chińskimi triadami… Dociera tam, gdzie zwykle superbohaterowie, zaangażowani w walkę z najeźdźcami z kosmosu i obronę krajów pierwszego świata nie docierają: na najgorsze zadupia, interesuje się też ludźmi zbyt prozaicznymi, potężnymi i skorumpowanymi, by sprawiedliwość mogła ich dosięgnąć.

Jak wspominałem Castle jest też bohaterem kłopotliwym. Stanowi nie tylko pewnego rodzaju wyrzut sumienia dla świata superbohaterów, ale też ogniskuje wiele emocji w realnym świecie. Zarówno w latach 80-tych, gdy jego postać cieszyła się największym zainteresowaniem jak i obecnie jego metody działania i motywacja wpisują się w publiczny dyskurs o bezpieczeństwie i dostępie do broni. Przez to pisanie o nim wymaga wiele taktu i wyczucia.

Słowem: w trakcie realizacji serialu było co spieprzyć.

Największa wada i największa zaleta filmu:

Twórcy serialu na szczęście tego nie zrobili.

W wielu recenzjach pojawił się zarzut, ze Punisher jest zbyt długi, stanowi serię przegadaną, a jego akcja jest zbyt powolna. Z zarzutami tymi nie potrafię się w żaden sposób zgodzić.

Mając do wyboru kilka opcji, w tym miedzy innymi zrobienie z Punishera naiwnego mściciela walczącego o swe prawa przy użyciu przemocy, albo też przeciwnie: postaci skrajnie antypatycznej, jak autorzy komiksów z serii „Punisher Born” wybrali tą, która była chyba najlepsza, czyli poświęcili wiele czasu na analizę i budowę tła tej postaci.

W efekcie serial faktycznie poświęca dużo czasu na retrospekcje i sny o żonie. Wiele czasu ekranowego poświęcono też dość wstydliwemu i rzadko tak naprawdę poruszanemu tematowi szoku pourazowego związanego z wojną. Bo powiedzmy sobie szczerze: jest to temat, który zarówno społeczeństwo, jak i sami wojskowi (zarówno ci niskich jak i wysokich szarż) najchętniej zamietliby pod dywan. Bo jak to? Wysyłamy młodych, zdrowych ludzi na, często niepopularne wojny, wmawiając im, że wrócą jako bohaterowie. A ci wracają jako psychiczne i fizyczne kaleki. I trafiają na lód, często niezdolni do wykonywania zawodu, do którego przygotowywali się przez całe życie. Doskonale wykwalifikowani specjaliści zmuszeni są pracować na najgorszych stanowiskach.

W dobie masowych strzelanin twórcy nie mogli też przejść obojętnie wobec motywacji i metod Punishera. W efekcie ten jest osobą bardzo skomplikowaną. Widać to choćby po konfrontacji z agent Madani, ale też i Micro. Zresztą, co by długo nie szukać: po pierwszym odcinku. Frank Castle jest człowiekiem, w którego życiu nic nie zostało. Pracuje na budowie, gdzie nie odzywa się do nikogo i cały dzień wali młotem w ścianę, trzeba, czy nie trzeba. Ozywa dopiero, gdy ma okazje do zemsty. Zemsta go napędza, mści się na ludziach, którzy owszem, są źli i zdegenerowani, ale jednocześnie często nie mają nic wspólnego ze śmiercią jego najbliższych. Nie ma w tym nic ze sprawiedliwości. On po prostu wyładowuje swój gniew jak wcześniej na ścianie. Madani, która chce postawić sprawców przed sądem jest pod tym względem dużo bardziej szlachetna. Tak naprawdę nie ma w tym też żadnej konsekwencji. Więcej: Frank Castle wyraźnie i moim zdaniem celowo kreowany jest na postać niekonsekwentną: jednego dnia, podczas włamania do jednostki wojskowej ma opory przed robieniem krzywdy żołnierzom, którzy przecież „tylko pełnią służbę”. Drugiego: ścigany przez oddział specjalny wybija go co do jednego.

Koniec końców znajduje swą niszę dosięgając tych, których inaczej dosięgnąć się nie da.

Mi osobiście tempo akcji odpowiadało (za wyjątkiem retrospekcji o żonie, które przewijałem). Owszem, w serialu dużo gadali, jednak na ciekawe tematy. Choć dla kogoś, kto oczekiwał radosnego „ratatatata”, „bum! bum!” i teledysku w stylu kinowych Xmanów faktycznie może być zbyt wolna.

Sceny:

Nie znaczy to, ze w Punisherze nie ma dobrych i mocnych scen. Wręcz przeciwnie, już w pierwszym odcinku widzimy fajne ujęcia i dobrze zrealizowane sceny akcji, a potem jest ich też całkiem sporo. Powiedzmy sobie szczerze: mimo, ze postać Franka Castle jest bohaterem dramatycznym, to sam serial nie jest dramatem, ani tragedią, tylko mieszanką kryminału z filmem akcji i thrillerem. Tak więc strzelają się, biją i mordują, a do tego tez planują działania całkiem sporo i długo.

Realizacja tych scen wywarła na mnie wrażenie. W prawdzie (co jest jego zaletą) Punisher nie szafuje nadmiernie efektami specjalnymi, poprzestając głównie na aktorstwie oraz pracy kamery, jednak jest bardzo efektowny. Przykładowo mi bardzo podobała się scena z pierwszych minut pierwszego odcinka, w której Castle strzela z karabinu snajperskiego do jakiegoś bandyty w Jaurez. Następuje strzał, my widzimy głowę gościa przez kilka sekund w celowniku, po czym ta się rozpryskuje. Całkiem tak, jak kolega z wojska opowiadał, że miedzy strzałem i trafieniem następuje chwila opóźnienia.

Twórcy też wyraźnie bawią się postacią Punishera i jego licznymi wcieleniami z komiksu. Wiadomo: Punisher wahał się od postaci naiwnego choć jednoznacznie pozytywnego zabijaki w stylu filmowego Rambo, po jednoznacznie negatywnego, obłąkanego morderce w stylu Lobo, który potrafił zabić, bo ktoś palił papierosa w miejscu publicznym.

Tą zabawę widać choćby w scenie topienia ludzi w betoniarce. Człowiek, zwłaszcza obeznany z jego komiksowymi przygodami patrzy i zastanawia się: co on zrobi? Będzie odróżniał winnych od niewinnych, czy pozwoli, by Bóg rozpoznał swoich? Punisher z komiksów, które wydawał u nas TM Semic by rozróżniał. Ten z Punisher Born zamordowałby wszystkich, jak leci…

Przemoc:

Jak widać z poprzedniego nie jest to serial, który można sobie pooglądać z dzieckiem (albo rodzicami). Punisher obfituje w sceny dla dorosłych. W prawdzie nie ma tu tak ostrej i przesadnej seksualizacji (i dobrze), jak we wczesnej Grze o Tron, która była do polowy pornosem, ale erotyki i ładnych pań jest trochę. O ładnych panach się nie wypowiem, bo się na nich nie znam. A ten cały Billy Russo wydaje mi się strasznie lalusiowaty.

Ogólnie rzecz biorąc jednak w filmie jest dożo strzelania, zabijania się i wysadzania, duszenia, podrzynania gardeł, topienia w betoniarce i torturowania. Punisher nie oszczędza ani siebie, ani wrogów, ani widza. Momentami aż boli na to patrzeć, a twórcy poruszają się po samej granicy obrzydliwości.

Jest to mocne, twarde, męskie kino akcji w rodzaju takich filmów jak Obcy 2 czy Terminator, opowiedziane z odpowiednia ilością powagi i szczerości. I to mi się w serialu bardzo podobało.

Ogółem:

Jak widać z powyższego Punisher bardzo mi się podobał i polecam jego obejrzenie. Daleko mu od typowej ekranizacji komiksu, jednak jest to kawal twardego, poważnego, dojrzałego, męskiego kina.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Seriale, Telewizja i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

3 odpowiedzi na „Marvel Punisher – recenzja:

  1. Karoluch pisze:

    Jeśli mu daleko do typowej ekranizacji komiksu to dobrze. Z ekranizacji komiksów lubię stare Batmany Tima Burtona, Mrocznych Rycerzy, no i oczywiście moje ulubione: Watchmen. Rorschach czy jak mu tam, najlepszy bohater komiksowy 🙂

  2. Ziomek pisze:

    „za wyjątkiem retrospekcji o żonie, które przewijałem” – myślałem że tylko ja tam mam 😉 To chyba najsłabszy element serialu jak do tej pory (3 odcinek) – już po drugiej wstawce robi się to tak irytujące, że przewijanie jest jedynym na to rozwiązaniem.
    Aż nie chce się człowiekowi wierzyć, że ktoś kto połowę życia spędził „na misjach” ma takie uwielbienie dla rodziny – trauma i przeżycia z wojny raczej właśnie stępiają takie odczucia (od choćby Chris Kyle gapiący się w telewizor po powrocie do domu w American Sniper)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s