Przeczytane: listopad 2017

Wynik w zeszłym miesiącu ponownie nie były imponujące, padły bowiem jedynie cztery pozycje, ale po zsumowaniu ich okazuje się, że tegoroczny cel został osiągnięty.

W efekcie więc udało mi się wreszcie przeczytać 52 książki.

Obecna lektura objęła:

Pogrzebany olbrzym:

Ocena: 7/10

Dziwna książka… W zasadzie to nie wiem nawet, czy to na pewno jest fantasy, czy tylko realizm magiczny.

Dawno dawno temu, bo w Anglii czasów króla Artura, w nędznej, brytyjskiej wiosce żyło sobie pewne, starsze małżeństwo. Pewnego dnia, źle traktowane w rodzinnych stronach postanowiło ono udać się do swego syna, który żył w sąsiedniej wiosce w odwiedziny. Podróż była długa i niebezpieczna, bowiem wiodła przez Równiny, na których żyły rozmaite złe moce pod postacią ogrów, czarownic, bestii i samej smoczycy Querig. Za równiną żyli natomiast wrogo nastawieni do Brytów Saksoni. Największym problemem krainy jest jednak plaga niepamięci, która ogarnia jej wszystkich mieszkańców.

Krótko: pomysł fajny, wykonanie fajne, ale niestety całość nie gra. Ogólnie rzecz biorąc dość szybko okazuje się, że mgła zakrywająca krainę i związana z nią niepamięć nie jest tylko plagą, ale też pewnym błogosławieństwem, a gdy ludzie sobie przypomną, co w tych stronach działo się niedawno, to poleje się krew. Ma to nawet pewien morał, w szczególności, jeśli spojrzeć przez pryzmat innych narodów o niespokojnej przeszłości, które żyją obok siebie, jak owi Brytowie i Saksoni w tejże książce. Szybko też dowiadujemy się, że nasi staruszkowie nie są tylko i wyłącznie zwykłymi dziadkami, przyłącza się do nich też całkiem sporo postaci, które mają własne cele w owej wyprawie.

Całość napisana jest całkiem zgrabnie, kilka zabiegów stylistycznych muszę zapamiętać do późniejszego wykorzystania. Trochę przypomina „Pieśń oberżysty” Beagle, aczkolwiek obawiam się, że tamta książka była bardziej udana.

Problemem jest niestety sposób opisu bohaterów, którzy wypadają zbyt kiepsko, zbyt dobrodusznie i zbyt komicznie. W efekcie poważna historia o poważnych problemach rozmywa się bardzo. „Spiący olbrzym” to trochę jak anty-Pratchett. O ile bowiem Pratchett potrafił pod przykrywką komedii przemycać bardzo poważne kwestie, tak w tej książce próba użycia komedii doprowadza do pogrzebania poważnych kwestii gdzieś głęboko.

Goci: rzeczywistość i legenda

Ocena: 6/10

Klasyczna już praca o znanym ludzie barbarzyńskim, jego władcach i królestwach. Książka traktuje o losach Gotów w okresie wpływów rzymskich, ich królestwa, które istniało na Krymie od IV wieku do (być może) okolic XIII-XIV wieku oraz państw ostrogockich i wizygockich, które leżały w Hiszpanii i Italii, ich dziejów i kultury.

Skąd niska ocena? Po pierwsze: widać, że książka ma swoje lata (i jest prawie w moim wieku). W efekcie więc brakuje w niej sporo informacji, Strzelczyk też neguje w niej kilka rzeczy, które dziś uważa się za raczej oczywiste (np. identyfikacją wyspy Skanza, z której pochodzić mieli Goci ze Skandynawią) w zasadzie bez większego powodu, ot tak, bo mu się nie podobają.

Wadą jest też styl pisania książki. Strzelczyk strasznie dłubie w źródłach, zarówno pisanych jak i archeologicznych, rozkładając je na drobne. Owszem, jest to element warsztatu historyka i zasadniczo tak powinno się pisać publikacje naukowe. Jednak czyta się to potwornie źle.

Odrodzenie Rzymu:

Ocena: 8/10

Trzecia książka, po „Upadek Cesarstwa Rzymskiego” i „Imperia i Barbarzycy” z cyklu o upadku Rzymu i jego następstwach. Tym razem Peter Heather zajmuje się kwestią prób odbudowy potęgi tego państwa, czy to faktycznych, czy też ideologicznych. Otrzymujemy więc opis takie działania podjęte przez Teodoryka Wielkiego, Justyniana Wielkiego i Karola, też Wielkiego. Oraz na ostatniej, skutecznej, podjętej przez papieży.

Początkowo książkę czytało mi się ciężko, bowiem znaczną część jej treści przyswoiłem kilka dni wcześniej u Strzelczyka. Potem temat zszedł na ciekawsze (i nowsze rzeczy). Jako, że mam jeszcze kilka książek o wczesnym średniowieczu na liście na najbliższe czasy, coś czuję, że tematem tym jeszcze będę rzygał.

Tym, co wzbudziło moje największe zainteresowanie była historia papiestwa i jego zaangażowanie w dzieło. Wcześniej historia kościoła nie była mi za dobrze znana, tak więc, to, co przeczytałem wywołało moje spore zainteresowanie. I zachęciło mnie do dalszej lektury.

East of the Sun, West of the Moon:

Ocena: 6/10

Ostatni tom „Wojen Rady” Johna Ringo. Cykl ten ma bardzo ciekawą tendencję: nieparzyste są znacznie bardziej udane od parzystych. Niestety ten jest parzysty.

Do Ziemi zbliża się statek, który przewozi paliwo konieczne do naładowania elektrowni atomowych. Dzięki temu paliwu Rada, a raczej jej frakcje mają energię na używanie technologii. Na nieszczęście zarówno Nowe Przeznaczenie jak i Koalicja Wolności zużyły całe swoje zasoby energetyczne na wzajemne ostrzeliwanie się laserami w początkowej fazie wojny i teraz bić muszą się na miecze i topory. Jednak jeśli ponownie uda się uruchomić reaktory będzie można znów naładować broń laserową. A jeśli uda się przejąć ładunek, strzelanina będzie bardzo jednostronna.

Tak więc obie strony wysyłają w kosmos komandosów, których zadaniem jest zajęcie frachtowca lub (jeśli okaże się to niemożliwe) jego zniszczenie.

Pokrótce: jest to temat, na który na pewno można napisać ciekawie, jednak Ringo tym razem to się nie udało. Najpierw więc przez 300 stron śledzimy kolejne już przygotowania i szkolenie, tym razem prowadzone w bardzo kameralnej grupie, a potem lecimy w kosmos, gdzie wszystkie, najfajniejsze postacie (głównie zbieranina trzecioplanowców z poprzednich trzech książek) zostają zabite w krótkiej, acz bezładnej i napisanej bez polotu nawalance.

Jednak nie to jest największym problemem. Problemem jest to, że książka jest nudna.

Po wydaniu czwartego tomu Ringo zrezygnował z dalszego pisania tego cyklu zniechęcony niską sprzedażą. Szczerze mówiąc: po czymś takim trudno się dziwić, że książka nie sprzedawała się za dobrze.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Książki, Offtopic i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

6 odpowiedzi na „Przeczytane: listopad 2017

  1. DoktorNo pisze:

    Ale ta okładka powieści Ringo jest brzydka!, wygląda na podróbkę box-art klasycznego Warcrafta w wykonaniu Janka Muzykanta z deviantART bawiącego się Poserem…

  2. Karoluch pisze:

    To ja polecę pewne książki. Historia Powszechna Starożytności Ziółkowskiego i Historia Starożytnych Greków Wiprzyckiej. Także Historia Cywilizacji Amerykańskiej Lewickiego.

  3. jakkubus pisze:

    Jeżeli o książki idzie, to właśnie przyszedł mój egzemplarz Tego Co Walczy z Potworami.

    • To cieszę się słyszeć. Ja dostałem mail od kuriera, że do mnie właśnie jadą egzemplarze autorskie.

      Oficjalnie sprzedaż ma ruszyć w poniedziałek. Zjem, ogarnę się, odpocznę (niestety mam sobotę pracującą, niedziele w sumie też) i napiszę o tym newsa.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s