Czy pozwoliłbym swojemu dziecku grać w brutalne gry komputerowe?

Ktoś mi kiedyś, chyba niedawno zadał takie pytanie. A może je gdzieś czytałem?

Niemniej jednak, jako, że kilka dni temu Mortal Kombat, gra-legenda, skończyła 25 lat.

Kwestia ta jest o tyle ciekawa, że jestem już w takim wieku, w którym mógłbym już zadawać sobie takie pytanie.

Otóż:

Odpowiedź jest prosta:

Nie mam dziecka.

I nie spodziewam się w najbliższym czasie mieć.

Jednak gdybym miał, to bym pozwolił.

Po pierwsze byłaby to hipokryzja:

Nie da się ukryć, że przygodę z grami komputerowymi rozpocząłem w wieku młodym. Zaczynałem w prawdzie od dość neutralnych żabek, karateków, żołnierzyków i helikopterków, ale szybko doszły gry bardziej treściwe i co za tym idzie krwawe. Pierwszą, brutalną produkcją był zarekomendowany przez kolegę (pozdrowienia Wiktor) tytuł o nazwie identyfikowanej po dziś dzień: Mortal Kombat. Potem było Syndicate i palenie ludzi miotaczami ognia, Doom, Duke Nukem 3D, Quake, Carmageddon, Fallout, Blood… Po drodze też oczywiście podbiłem Arrakis i Azeroth oraz zagłodziłem kilka miast tłumiąc bunty niezadowolonej ludności w Civilisation.

Nie można też zapomnieć o polskich, swojskich produkcjach: Franko: The Crazy Revange czy Domanie, które siermiężność nadrabiały głupkowatą brutalnością.

I to wszystko przed zakończeniem 18 roku życia. W sumie to przed zakończeniem 15 roku życia.

Zakaz najpewniej byłby nieskuteczny:

Po drugie: ewentualny zakaz najpewniej okazałby się martwym zapisem. Podejrzewam, że mój dzieciak, jeśli naprawdę chciałby w coś grać, to zwyczajnie nie powiedziałby mi o tym, co robi i korzystał z tego, że wraca ze szkoły o 13, podczas gdy ja z pracy o 17. Ja z bratem poradziliśmy sobie z problemem po prostu nie informując rodziców w co gramy.

Dziś oczywiście, w dobie wszystkich tych Steamów, Facebooków i innego oprogramowania szpiegowskiego byłoby to znacznie trudniejsze, tym bardziej, że mam znacznie większą wiedzę techniczną niż moi rodzice (którzy nie potrafili nawet „Rec” na magnetowidzie włączyć), jednak prawdopodobnie byłoby możliwe. Widzę tu zresztą różne możliwości: fake konta na steamie, zasilane kartami prepaydowymi, tajne user konta w Windowsie chronione hasłami, pirackie gry…

W końcu pewnie większość tego typu rzeczy bym pewnie zdemaskował, ale po co?

Chyba lepiej byłoby budować życie rodzinne na wzajemnym zaufaniu i dialogu, niż zakazach i zimnej wojnie.

Zresztą…

Patrząc po sobie:

To nie sądzę, żeby istniało jakieś, poważne ryzyko. Gdyby gry faktycznie powodowały przemoc i agresję, to siedziałbym już dawno za morderstwo. Tym bardziej, że zezłościć mnie nie jest wcale trudno. A powiem szczerze, pierwszą, brutalną grą, w którą grałem było Mortal Kombat, kiedy miałem 12 lat. Nie sądzę też, by gry odcisnęły jakieś piętno na mojej psychice.

Owszem, zdarzył mi się okres fascynacji uniwersum Warhammera 40.000, kiedy zdarzało mi się rzucać głupimi hasłami, ale była to powierzchowna poza idioty, a nie jakieś głębsze przekonanie, czy potrzeba serca. Nie da się też ukryć, że retoryka tego świata jest w pewien sposób urzekająca.

Dokonując szybkiej introspekcji muszę powiedzieć, że owszem, w moim życiu zdarzyło się kilka rzeczy, gdy ogólnie rozumiane twory kultury wpłynęły niekorzystne na moją osobowość, jednak nie jestem w stanie wskazać takiego obiektu wśród gier i książek.

Na pewno krzywdę zrobiły mi szkolenia sprzedażowe z różnymi trenerami rozwoju osobistego, na które wysyłali mnie kolejni pracodawcy. Bez nich byłbym lepszym człowiekiem. Dużo gorzej wpłynęła na mnie jednak praca magisterska, której zawdzięczam między innymi makabryczne poczucie humoru. Niestety: jej temat w znacznej mierze pokrywał się z rządami Iwana IV Groźnego, a nie był to monarcha, który zawdzięczałby swą sławę złym doradcom od public relations. Trzy (w zasadzie to cztery) lata pisania o topieniu ludzi w przeręblach, nabijaniu niemowląt na piki, torturach, mordach, gwałtach, polowaniu z psami na chłopki, gładzeniu ludności całych miast… To musiało odbić się na mózgownicy.

Nauczyłem się z nich całkiem sporo:

Z drugiej strony wiele cech, które u siebie cenię: upór, samozaparcie, tendencja do realizowania postawionych sobie celów, szukania nowych rozwiązań, planowanie, oszczędność, niezależności: nauczyłem się właśnie z gier lub dzięki środowisku z grami związanemu. Z gier też nauczyłem się miłości do książek.

Od dawna uważam, że gdyby nie one byłbym człowiekiem prawdopodobnie bardzo podobnym, wyznającym zbliżone wartości i prezentującym podobne postawy, ale niestety wiele uboższym. I to zarówno w duchowym, jak i czysto materialnym sensie. Działalności, która obecnie jest moim głównym źródłem dochodu poznałem właśnie dzięki inspiracji nimi.

Są gorsi ludzie, niż gracze:

Pomijając oczywiście kryminalistów oraz różne dysfunkcje i patologie znam kilku ludzi, którzy twierdzą, że nie pozwolą grać swoim dzieciom (właśnie z obawy, by nie wyrosły na morderców). I wiecie co? Wielu z nich to osoby, co do których nie chciałbym, żeby moje dzieci (gdybym takie miał) czerpały z nich wzorce. Nie chcę powiedzieć, że gracze to jakieś anioły. Sam miałem liczne spięcia z różnymi, dysfunkcyjnymi osobami z tego, czy innego fandomu. Niemniej jednak…

Jeśli zsumować wszystko, to większość z nich, w porównaniu do osób o których myślę jest osobami nieszkodliwymi.

Znam na przykład taką osobę, co do którego należy Bogu dziękować, że urodziła się w Polsce. Bo gdyby urodził się w międzywojennych Niemczech, Związku Radzieckim czy Kambodży Pol Pota, to dziś byłaby zbrodniarzem i mordercą, a co najmniej donosicielem i szpiclem, który ludzi do obozów by swoimi insynuacjami wysyłał. Ale na szczęście przyszedł na świat w naszym kraju i nie może rozkwitnąć.

Zachowałbym jednak ostrożność:

Nie znaczy to, że nie kontrolowałbym tego, co robi moje dziecko. Aczkolwiek niekoniecznie akurat grom komputerowym poświęcałbym największą wagę.

Na pewno dokładnie przyglądałbym się, co dzieciak robi w Internecie. Sieć jest niestety strasznym śmietnikiem, a znalezienie tego, czy innego szamba jest stanowczo za łatwe. Pełno jest w niej rzeczy, z którymi sam nie chcę mieć kontaktu, a co dopiero moje hipotetyczne dziecko…

Kolejna kwestia to anime. Jest to temat bardzo obszerny, w kategorii tej znajduje się bardzo wiele produkcji wartościowych, a poza tym przynajmniej byłoby o czym z dzieciakiem rozmawiać. Jednak japońskie kreskówki dość często lecą po bandzie, niekiedy niestety zupełnie bezmyślnie, a bywają też tytuły, których w zasadzie nikt, czy to letni, czy nieletni nie powinien oglądać. Bardzo, ale to bardzo zwracałbym uwagę na to, co ogląda.

Trzecia kategoria to gry fabularne. Pomijając wszystko inne: jest pewna ilość bardzo toksycznych graczy i takich stylów gry. Nie chciałbym, żeby dzieciak miał z nimi styczność.

Natomiast raczej pewnie ponownie pozostałbym na rozmowie i tłumaczeniu dlaczego uważam, że coś jest niedobre, niż autorytarnych zakazach. Być może nawet pozwoliłbym mojemu dzieciakowi się na tych tytułach sparzyć.

Skupiłbym się jednak na czymś innym:

Tym na czym bym się jednak skupił i z czym naprawdę nie chciałbym, żeby moje dziecko miało coś więcej do czynienia są współczesne, mainstremowe programy telewizyjne dla dzieci i młodzieży.

W pierwszej kolejności mówię tu o okropnościach, jakie obejrzeć można na Disney Channel, czyli wszelkich bajkach z morałem typu „tylko posiadanie wszystkich gadżetów z naszej kolekcji czyni pełnym człowiekiem”.

Po drugie: te wszystkie koszmarne bajki, upośledzające poczucie estetyki, w rodzaju „Pszczółki Mai 3D” czy „Kubusia Puchatka 3D”, z grafiką, którą lepiej narysowałbym w Deluxe Paincie na Amidze.

No, ale szanse na to, żebym kiedyś kupił telewizor są dużo mniejsze, niż żebym dochował się dzieciaka.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Gry komputerowe, Wredni ludzie i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

20 odpowiedzi na „Czy pozwoliłbym swojemu dziecku grać w brutalne gry komputerowe?

  1. Enc pisze:

    Czemu złe anime i toksyczne RPG nie, ale Postal i Carmageddon już okej? Nie rozumiem idei tego wpisu. Najpierw opowiadasz o zaufaniu, o braku skuteczności zakazów, aż tu nagle w magiczny sposób chcesz weryfikować co dzieciak obejrzy albo z kim zagra.

    Mowa o zabranianiu czegoś w wieku 12-13 lat to zresztą iście na łatwiznę. Co z 6-9 latkami? Im też pozwoliłbyś rwać kręgosłupy w Mortalu?

    • Raczej wątpię, żeby 6-9 latek był dobry w rwaniu kręgosłupów w Mortalu.

      Co do RPG: granie na cmentarzach, przynoszenie noży na sesje, „jeśli nie masz kolczugi, to nie masz po co tu przychodzić, takim dobrym jestem mistrzem”, odchodzące co jakiś czas na PiPie, a wcześniej na Polterze idiotyczne flejmy o feminizm. Serio, nie chciałbym, żeby moje dziecko miało z tym coś bliżej.

      A co do anime…W anime masz pełen katalog zboczeń i dewiacji seksualnych. I to takich naprawdę ostrych, na które możesz trafić w zasadzie w każdej, nawet najniewinniej wyglądającej serii przygodowej lub romantycznej. Pedofilia, kazirodztwo, przemoc seksualna, różne typy fetyszyzmu, podglądactwo i ekshibicjonizm to w zasadzie tematy na porządku dziennym. Trudno znaleźć anime bez tego. A Japońcy potrafią ostrzej. Wiele razy ostrzej. Do tego to jest potraktowane z taką straszną dozą głupoty, że skalę wywala.

      • Enc pisze:

        Nie doceniasz 6-9 latków. 🙂

        Piszesz o rzeczach, które są równorzędne z tym, czego dziecko może doświadczyć przy grach komputerowych. Dalej nie podpowiadasz w jaki sposób miałbyś się dowiedzieć czy sesja jest na cmentarzu, czy w domu kolegi. Albo czy po szkole córka ogląda chore anime czy Dragonballa.

        Z co do flejmów na PiPie, to nic w porównaniu z falą w szkołach. Tam mają miejsce poważne dramaty.

      • To nie są rzeczy równorzędne. Gry potwornie boją się seksu. Jeden rozpikselowany cycek wystarczy, żeby dostać wilczy bilet na Steama, Xbox Store, Playstation Store, do supermarketów i wszędzie indziej. Nawet w tym, „niegrzecznym” wiedźminie masz seks ujęty w język alegorii, z biegnącymi wilkami, jednorożcami i innymi takimi.

        Tak, masz racje. W szkole dzieją się straszne rzeczy. Na ten przykład „literatury obozowej” albo Antka i pieczeni z siostrzyczki żadna gra nie przebije.

      • Enc pisze:

        No i znowu cycek jest zły, a krojenie ludzi na plasterków złe trochę mniej. Mam inne zdanie na ten temat, które w zasadzie pokrywa się ze zdaniem DoktoraNo – odpowiedzialni rodzice dbają, by dziecko nie korzystało z rozrywki nie przeznaczonej dla jego wieku.

        Z Antkiem szydzisz na serio? Dla mnie poważne problemy to dzieci robiące piekło innym dzieciom w prawdziwym życiu, a nie historia poznana na lekcji polskiego.

    • Fala nie jest czymś, nad czym mógłbym mieć kontrolę.

      Natomiast co do gier: sam twierdzisz, że poruszane w grach i w anime tematy są równorzędne. Otóż: nie są równorzędne. Weź takie Mononoke Hime, film docelowo do grupy 9-12, gdzie masz ucinanie głów, urywanie rąk, pośrednio poruszony problem prostytucji (baby obsługujące miechy Eboshi po burdelach zbierała, w europejskiej i amerykańskiej wersji pominięto ten wątek). I teraz wyobraź sobie, co dzieje się w seriach z pasma nocnego (pasmo noce = to pasmo, gdzie lecą wszystkie serie o tematyce 16+).

      Ech. Jak zwykle, jak z tobą gadam trzeba tłumaczyć ci najprostsze rzeczy.

      • Enc pisze:

        Nie musisz tłumaczyć najprostszych rzeczy, tylko wbić sobie do łba, że czasem nie masz pojęcia o czym piszesz (przy RPG i tutaj) i nie masz racji.

        Wyjeżdżasz tekstami o tym, jakie anime i RPG, ale umkło Ci, że ja wcale nie chcę na nie pozwalać dzieciom. Nie zgadzam się po prostu, że gry komputerowe są ok. Dla mnie to równorzędne – rozrywka nieodpowiednia do wieku.

        Nad falą możesz nie mieć kontroli (a możesz trochę mieć i uczyć swoje dzieci jak nie być małymi potworami), ale zmieniasz temat – polewałeś z tego problemu Antkiem. Dobrze, że się zreflektowałeś.

        Dotarło teraz czy mam prościej?

      • Łał. W twoich ustach te słowa nie są nawet śmieszne. Są po prostu żałosne. Nie odmawiam: na systemach RPG znasz się jak mało kto. Ale wyraźnie widać, że z innymi formami rozrywki masz obecnie mało wspólnego. Z grami komputerowymi miałeś do czynienia ostatnio pewnie 2-3 pokolenia temu, a i to chyba niewiele, Anime chyba w ogóle nigdy nie oglądałeś.

        Efekt jest taki, że patrzysz na wszystko z perspektywy małego i zacofanego ryneczku, Chwalisz rzeczy, które które wszędzie indziej są już obciachem lub symbolem złego smaku i rozwiązania, o których dawno wiadomo, że nie działają, jako nowości podajesz rzeczy, które gdzie indziej pamiętane są już tylko przez kolekcjonerów staroci.

        Jeśli już zdarza Ci się mieć rację, to tylko przez przypadek, bo niekiedy udaje Ci się wyciągnąć słuszne wnioski z błędnych przesłanek.

        W najlepszym razie przyganiał kocioł garnkowi.

      • Enc pisze:

        O czym ty teraz bełkoczesz? Po pierwsze, nie wiem co się teraz dzieje w RPG, bo indyki, OSR i spory kawałek mainstreamu nie jara mnie jak to, w co teraz gram. Wiem jednak kiedy ktoś pitoli pisząc o d20, AD&D czy WFRP, bo je normalnie ograłem. Po drugie, szklana kula kuleje. Chińskich bajek tyle co ty nie oglądałem, ale zobaczyłem dość by stwierdzić, że masa tego szajsu nie nadaje się do niczego, a drugie tyle dla dzieci.

        To o zacofanym ryneczku i chwaleniu się wyciągasz z jakiegoś odniebytu chyba, bo ja tu tylko o tym pisałem, że pewna rozrywka jest nieodpowiedzialna dla dzieciaków niezależnie od tego czy to gra, komiks czy hentaj. Nie pitol mi o tym, że hentaj jest 10x bardziej toksyczny, bo mnie to wali. Moje dzieciaki nie zobaczą na razie nawet E III Star Warsów, bo po śmierci Qui-Gona w Mrocznym Widmie już wiem, że by Sithów nie łyknęły bez stresu.

        No i na koniec – oskarżasz, to dawaj przykłady. Co polecam, co jest takie gówniane? Gdzie te symbole obciachu? Pieprzysz bez sensu jak zwykle, kiedy przyciśnie się Ciebie do muru. Teraz czas na foch, jak to masz w zwyczaju.

  2. DoktorNo pisze:

    Rodzicie powinny dbać o to aby dzieci grały w gry zgodnie z klasyfikacją wiekową. Nie ma wymówki. Inne postępowanie źle świadczy o rodzicach.

    Oczywiście dzieciaki incydentalnie zetkną się np. z pruciem flaków w MK na wizycie u starszego kolegi ale to na pewno mniej szkodliwe niż siedzenie nad tym po kilka godzin w domu.

    O przemocy w grach musi się sporo, ale zawsze z małym sensem, i albo mówi się w stylu „ja grałem w Dooma, i mi nie zaszkodziło” albo się totalnie histeryzuje. Tymczasem metaanalizy badań nad przemocą w mediach dowodzą że media stymulują agresje w prawdziwym życiu, niezależnie od kultury i od medium: https://www.sciencedaily.com/releases/2017/04/170411085742.htm

    Inny problem to uzależnienie od gier, na które dzieci są szczególnie narażone oraz po prostu marnowanie czasu (co za dużo to niezdrowo!).

    I tu chciałbym zwrócić uwagę na czynniki „pozaekranowe”. Z dzieciństwa pamiętam że w mojej rodzinnej miejscowości miejsca gdzie były automaty do gier były nawiedzane przez agresywnych, przedwcześnie ogorzałych wyrostków, i w związku z tym nie było to miejsce odpowiednie dla dzieci.

    W wypożyczalni video nikogo nie dziwiło dawanie dzieciakom brutalnych horrorów i filmów akcji i innej tandety klasy C jakiej sporo było w owym czasie w obiegu. Z tego względu w moim domu długo nie było odtwarzacza wideo. Co prawda w szkole miałem problemy ze znalezieniem wspólnych tematów, bo koledzy emocjonowali się obejrzaną szmirą, ale biorąc pod uwagę fakt że niektórzy zwierzali się, że mieli koszmary senne po oglądaniu pierdół z taśmy to dużo nie straciłem.

    Za to mój ojciec zawsze grał ze mną w gry na poczciwej Amidze 500, i udzielał wsparcia w trudnych sytuacjach i pocieszał po porażkach. I to było super.

  3. DoktorNo pisze:

    A to widziałeś? https://www.youtube.com/watch?v=bK6hb602588

    To jest akurat zabawne aż do absurdu. 😂

    • Tak swoją drogą zastanawiam się, ile w wynikach badań jest warstwy kulturowej i mody na ocenianie pewnych postaw jako szkodliwych lub nie. W zasadzie, gdyby wziąć niektóre starsze bajki dla dzieci (np. oryginalną Pszczółkę Maję) to jest tam naprawdę dużo rzeczy, które dziś uznalibyśmy za dla dzieci niewskazane.

      • DoktorNo pisze:

        Złośliwie dodam że dzieciom trzeba by zabronić oglądania wiadomości i publicystyki, bo poziom agresji, kłamstw, manipulacji i obłudy w życiu publicznym jest wyjątkowy wysoki.

      • W dzisiejszych czasach prezentowanie wiadomości, zwłaszcza tych z Polski powinno wiązać się z takimi obostrzeniami, jak porno.

        „Kto publicznie prezentuje treści polityczne w taki sposób, że może to narzucić ich odbiór osobie, która tego sobie nie życzy, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku.”

        Tak to powinno wyglądać.

  4. I właśnie zachowanie takiej równowagi jest najważniejsze. Wydaje mi się, że dorośli często zapominają o tym, że sami byli kiedyś dzieckiem i to, co zakazane smakuje najlepiej. Harmonia, wzajemne zaufanie i danie dziecku świadomości, że jeśli chce porozmawiać i ma jakąś nietypową prośbę, to może nam powiedzieć.

  5. slanngada pisze:

    A gry z gralandi? Też byś zezwolił?! 🙂

    Zgadzam się ogólnie. Razem bratem graliśmy w najróżniejsze gry i jesteśmy w miarę normalni. Nawet jeśli brat rzucał padami. Jedyne to względem Black&White miałbym obawy.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s