Powrót Króla – wrażenia z lektury:

Dla przypomnienia: po prawie 10 letniej przerwie postanowiłem odświeżyć sobie Władcę Pierścieni. W sierpniu zakończyłem ponowne czytanie Powrotu Króla, co kończy przygodę z tym cyklem.

Pellenor i ciąg bitew:

Bitwa na Polach Pellenoru jest zasadniczą częścią prawie jednej trzeciej książki. Łatwo zapomnieć można, że nie jest to pojedyncze starcie, ale w zasadzie cała operacja, złożona z kilku znaczących starć. Tak więc mamy zasadzkę (choć ominiętą dzięki pomocy Wosów) zastawioną na wojska Rohanu, walki obronne wokół Minas Tirith, bitwę stoczoną przez Aragorna przeciwko siłom atakującym Anfalas, kolejną, stoczoną przez Aragorna, w której przejmuje on okręty Korsarzy z Umbaru oraz właściwą Bitwę na Polach Pellenoru.

Po ilości szczegółów widać, że scenę tą pisał historyk, który zjadł życie na pisaniu o dawnych wojnach.

Obroną Minas Tirith dowodził książę Imrahil, postać o której istnieniu w zasadzie zapomniałem. Imrahil był szwagrem Denethora II i księciem Dol Amrothu. O jego osobowości nie wiemy zbyt wiele, ale sądząc po jego wyczynach i osiągnięciach (szybko zaprzyjaźnia się z Aragornem i Eomerem, z tego pierwszego w zasadzie robi króla, za drugiego wydaje córkę, staje się też jedną z najważniejszych postaci w Zjednoczonym Królestwie etc.) oczami wyobraźni widzę w nim kogoś pokroju co najmniej Kevana Lannistera.

Druga bitwa o Isengard:

Po upadku Sarumana Sauron próbował odzyskać kontrolę nad Isengardem, jednak atakujące go hordy (czy raczej: bandy) orków zostały pobite przez Entów.

Co ciekawe, równolegle przeprowadzono kilka ataków na Loreen, ale te również zostały odparte i uderzono na Leśne Królestwo z Dol Guldur (tam sytuacja była cięższa). Ataki na Isengard i Loreen prawdopodobnie miały za zadanie odciągnąć siły tego ostatniego królestwa i Enty od pomocy Thranduinowi. Po ich odparciu Galandriella wysłała znaczące siły, które zaszły wojska Saurona od tyłu i zajęły Dol Guldur.

W tym czasie Esterlingowie, o czym się nie pamięta, zaatakowali Dale i Samotną Górę.

Taki rozmach w działaniach Saurona wydaje mi się nieco przesadny. Chyba lepiej byłoby skupić wszystkie siły na ataku na Gondor, tym bardziej, że siły Północy: krasnoludy, ludzie z Rhovanionu czy elfy z Mrocznej Puszczy i tak nie byłyby w stanie udzielić pomocy Gondorowi (ani nawet nie były do takowej zobowiązane).

Stosunki Mordoru z sąsiadami:

W trzecim tomie znajduje się pojedynczy, krótki fragment, który łatwo przegapić, a który opisuje politykę zewnętrzną i wewnętrzną Mordoru. Dowiadujemy się z niego więc, że:

  • na Gorgoroth mieszczą się kuźnie i garnizony Saurona, co jest połowicznie sensowne (dostarczanie zasobów na taką pustynię musi być logistycznym koszmarem)

  • wokół Nurnen rozciągają się pola i uprawy obrabiane przez niewolników

  • dodatkowo duże zasoby ściągane są z południa i wschodu jako danina.

Wydaje mi się, że taki układ wyklucza dobrowolność w stosunkach Mordoru z Khandem, Haradem i Rhun. Być może jacyś władcy lub książęta przyłączyli się do Saurona przekupieni lub skuszeni udziałem w zyskach z podbojów, jednak większość ludności musiała chyba zostać skłoniona do uległości siłą. Aczkolwiek możliwe jest też, że Sauron na jakimś etapie, w szczególności w Haradzie rozgrywał wspomnienia po Czarnych Numenorczykach.

Jedynym królestwem klienckim w pełnym tego słowa znaczeniu jest chyba Umbar, znany z wielowiekowego separatyzmu i niechęci wobec Gondoru.

Ciekawa wizja Mordoru oraz dziejów Drugiej Ery układa się z treści dodatków. Otóż: Sauron początkowo krążył po Sródziemiu podając się za Władcę Darów i (z dużą dozą prawdopodobieństwa) z pomocą Elfów stworzył swą bazę w Mordorze, gdzie pomagał przy wykuwaniu pierścieni. Zobaczył faka od Galandrieli, co poważnie dało mu po ambicji. Jednakże co ciekawe samo państwo w Mordorze zaczął budować dopiero kilka stuleci po rozpoczęciu penetracji Sródziemia przez Numenorczyków i po tym, jak zaczęli oni swoje podboje i łowy na niewolników. Swą władzę rozciągnął po następnych kilku stuleciach, ogłosiwszy się Władcą Ludzi.

Fakt ten wkurzył Numenorczyków, którzy wydali mu wojnę, ale (co ciekawe) z pychy. Prawdopodobnie ich król sam widział się jako Władca Ludzi właśnie. Widząc desant sił Numenoru Sauron poddał się ich władzy. Co działo się później wiemy.

Pytanie brzmi czy narody II ery również zostały podbite siłą, czy też raczej oddały się władzy Saurona dobrowolnie, by bronił je przed najazdami Numenoru.

Denethor:

Sposób przedstawienia Denethora jest moim zdaniem najważniejszą różnicą między filmem, a książką. Można spokojnie powiedzieć, że Namiestnika Gondoru w filmie zwyczajnie obsmarowano. W książce jest postacią o wiele bardziej imponującą: godnym starcem, osobnikiem bardzo podejrzliwym (Denethor śpi w kolczudze, wjeżdża też Gandalfowi, że „wie, kogo mu przywiódł” myśląc o Aragornie), ale jednocześnie bardzo zdolnym, dysponującym żelazną wolą, o którym nawet Gandalf mówi z szacunkiem. Jego załamanie się zostało moim zdaniem napisane trochę kiepsko, aczkolwiek jest ono wiarygodne: żył od dłuższego czasu w stresie, teraz stracił dwóch synów, Sauron podsuwał mu niepokojące wizje, a na domiar złego na horyzoncie pojawił się jego dawny wróg: Thorondil. Wszystko to dawno przywiodłoby od rozstroju nerwowego człowieka mniejszego kalibru.

Myślę, że to właśnie pojawienie się Thorondila na horyzoncie, o którego czyny i łaski był kiedyś chorobliwie zazdrosny mogło być decydujące.

Aragorn i wybór na króla:

Jeśli już o Thorondilu mowa…

Prawdę mówiąc po lekturze Gry o Tron spodziewałem się, że będę strasznie zgrzytać na sposób, w jaki Aragorn został królem: z jakiegoś powodu pamiętałem, że zrobił to uzdrowiwszy kilku rannych, po czym uznano go za władcę, gdyż „Ręce króla mają moc uzdrawiania”.

Generalnie sytuacja była zupełnie inna.

Po pierwsze, Aragorn, pod imieniem Thorondil (którym to imieniem przedstawił się Eomerowi w trakcie ich pierwszego spotkania) odwiedził Rohan i Gondor 30 lat przed akcją Władcy Pierścieni. Walczył podówczas w armiach Gondoru, służył radą Namiestnikowi (co w ustach historyka zajmującego się wczesnym średniowieczem oznacza, że był jedną z najbliższych władcy postaci) oraz dowódcą wojskowym. Przeprowadził rajd na Umbar, w trakcie którego spalił port, stocznie i okręty Korsarzy przerywając na kilkanaście lat ich najazdy oraz zabił ich wodza w pojedynku na plaży.

Tak więc ich spotkanie z Eomerem odbywało się na zupełnie innych zasadach, niż może się wydawać. Było to trochę tak, jakby spotkany przypadkiem facet powiedział „Jestem Józef Piłsudski”.

Thorongil wszedł jednak w spór z synem namiestnika: Denethorem (później znanym jako Denethor II), który był zazdrosny o jego sławę. Po śmierci Ectheliona rozpuścił swych ludzi i odszedł Gondoru. Jedni twierdzili, że zrobił to z niechęci, bo nie chciał służyć pod wrogo nastawionym doń Denethorem (ach, jaka ładna szpilka w ego!), inni, że zrobił to, by nie siać sporów, gdyż wielu to w nim widziało króla.

Czyli miał bazę polityczną.

Po drugie: tym, kto tak naprawdę robi z Aragorna króla był książę Imrahil. Należał on, podobnie jak Denethor i jego synowie do Dunedanów Południa, więc był bardzo długowieczny. Prawdopodobnie znał Aragorna z jego wcześniejszych dziejów i być może się przyjaźnili. Nie jestem pewien, czy Imrahil był pragmatycznym żołnierzem, czy też zdolnym politykiem, jednak bez jego poparcia Aragorn nigdy nie zasiadłby na tronie. Sądząc jednak po jego dokonaniach (wydanie córki za Eomera, wprowadzenie Aragorna na tron królewski, awans na głównodowodzącego sił Gondoru) mógł być tym drugim (albo był zarówno pragmatycznym żołnierzem i zdolnym politykiem, bowiem rzeczy te nie wykluczają się).

Należy zauważyć, że Imrahil po śmierci Denethora w zasadzie nic nie zyskiwał na zachowaniu statusu quo i koronacji Faramira. Jego pozycja wręcz słabła, stawał się bowiem szwagrem zmarłego namiestnika. Z drugiej strony nowy monarcha potrzebował silnej podpory.

Jeśli chodzi o Faramira, to moim zdaniem miał on niewielkie szanse na tron. Po pierwsze: opinię psuł mu sam ojciec, co w wypadku zdolnego władcy w rodzaju Denethora mogło mieć uzasadnienie polityczne (skoro do władzy przeznaczony był Boromir, to celem uniemożliwienia przyszłego sporu dynastycznego nie można było pozwolić na budowę zaplecza młodszemu bratu). Po drugie: sam nie wydawał się szczególnie nim zainteresowany.

Po trzecie: Aragorn jest podwójnym bohaterem: nie dość, że spalił Umbar ileś tam lat temu, to sprowadził siły nadmorskich prowincji do obrony miasta.

Tym, co zostało odczytane jako ostateczny znak było znalezienie sadzonki Białego Drzewa, a nie niezbyt spektakularne uzdrowienia, w których nie było wiele cudowności. Ot, uwarzył herbatkę ziołową.

Masakra przedmieść:

Scena masakry przedmieść Minas Thirith z filmu zawsze mnie kuła w oczy (zresztą, nie tylko mnie, np. Nostalgia Critic też do niej się przyczepił). Oczywiście nie było żadnej masakry przedmieść. Ludność cywilna została ewakuowana na długo przed oblężeniem. W mieście pozostało zaledwie kilka kobiet z Domu Uzdrowień oraz kilkoro niedorostków z rodzin żołnierzy, których to używano jako giermków i posłańców.

To drugie jest mało bezpieczne, ale jak najbardziej pokrywa się z historyczną praktyką.

Nie było więc kogo masakrować.

Dom Uzdrowień

W ogóle zapomniałem o istnieniu tych scen. Nie, żeby były one jakoś szczególnie istotne, czy porywające. Po prostu je zapomniałem.

Sam właściwie niesie Froda:

Na ostatnim odcinku podróży największy wysiłek dokonywany jest przez Sama, który nie tyle towarzyszy Powiernikowi Pierścienia, co właściwie go niesie. Frodo jest w tak złym stanie, że prawie nie jest w stanie iść. Gdyby nie nasz dzielny ogrodnik z duszą poety Śródziemie by przepadło.

Nikt nie żył długo i szczęśliwie:

Co jest bardzo charakterystyczne dla tej książki ciężko powiedzieć, żeby przygoda dobrze się skończyła, a bohaterowie żyli długo i szczęśliwie, bowiem strasznie dużo postaci mimo wszystko ginie lub odchodzi na Zachód (czyli w zasadzie w zaświaty). Zakończenie jest wręcz smutne.

Swoje istnienie poświęca w zasadzie cała rasa elfów. Prócz nich znikają też inne gatunki, w tym orkowie i trolle oraz inne potwory Saurona (nie jest to jakaś duża strata), ale nie tylko one. Przykładowo Enty też nie mają przed sobą długiej i świetlanej przyszłości. Widać to po zachowaniu Drzewca w trakcie drugiego z nim spotkania. Wcześniej dziarski i pełen planów staruszek teraz jest przygaszony, na wspomnienie, że otworzyło się przed Entami wiele krain na południu i wschodzie, gdzie mogą szukać swoich żon stwierdza, że to i tak już nieistotne.

Boromir umiera, Theoden ginie, Denethor załamuje się i popełnia samobójstwo, Frodo żyje, ale z ciężką traumą pourazową, a i to niedługo, bowiem wkrótce decyduje się odpłynąć na zachód. Podobnież w zaświaty odchodzi Gandalf.

Shire doznaje dużych zniszczeń z rąk Sarumana i zamiast cieszyć się zwycięstwem trzeba urządzać w nim rekonkwistę.

Arwena mogła zostać żoną Aragorna tylko pod warunkiem zdobycia przez niego tronu:

Informacja taka pojawia się w jednym dodatków.

Opis tej sceny jest dość enigmatyczny, a raczej: pozbawiony kontekstu. Wiadomo, że Elrond informuje Aragorna, że będzie mógł poślubić Arwenę dopiero, gdy odzyska tron. Nie zostajemy poinformowani natomiast, czy Elrond w ten sposób przepowiedział przyszłość, zaśmiał się Aragornowi w twarz, przyrzekł rękę córki za wykonanie questa, czy po prostu palną bzdurę, którą Aragorn wziął sobie do serca.

Brak kobiet u Tolkiena:

Często pojawiającym się argumentem jest brak kobiet u Tolkiena. Faktycznie w trakcie pobieżnego czytania nie widzimy ich zbyt wiele. Dokładniejsza lektura jednak daje zauważyć, że jest ich kilka. Do najbardziej prominentnych należą: Lobelia Baggins, Róża Cotton (żona Sama) i jej córka, Eowina, Arwena, Celebrianna (żona Elronda), Galandriella, baba z Domu Uzdrowień, Pani Jagoda, Sheloba, Żony Entów, Luthien, Gilraena (matka Aragorna).

Czyli nie jest ich tak mało. Co więcej minimum pięć z nich grają bardzo ważną rolę na różnych etapach fabuły (Arwena, Galandriella, Lobelia, Eowina i Sheloba), pozostałe są istotnymi elementami tła.

Powiedziałbym, że niektóre z nich (Galandriella, Arwena, Eowina) są ważniejsze, niż całe zastępy mężczyzn. Tak naprawdę bowiem np. bez Theodena czy Denethora czy kilku hobbitów książka mogłaby się obyć. Eowina natomiast jest centralną postacią wydarzeń zarówno w Gondorze jak i w Rohanie.

Nie rozumiem, jak można narzekać na tą książkę:

Nie da się ukryć, że Tolkien, prócz miłośników ma też i zagorzałych krytyków, a jednym z najczęściej powtarzanych zarzutów brzmi: książka jest długa, nudna i nic się w niej nie dzieje.

Zarzut długości można było podnosić w czasach, kiedy brałem się za nią pierwszy raz, czyli około roku 1995. Wówczas faktycznie Władca Pierścieni wyróżniał się objętością na tle konkurencji: wszakże była to trylogia, a każda jej część liczyła po 500 stron. W tamtych czasach fantastyka najczęściej nie była tak długa. Conany zwykle nie osiągały 200 stron, Świat Czarownic zajmował 218 stron, Elryk z Melnibone: 180 stron, Pajęczyna Utkana Z Ciemności: 194 strony, Czarnoksiężnik z Archipelagu: 154 strony, Dziewięciu Książąt Amberu: 130 stron, Zaklęty Miecz: 236 stron.

Dziś jednak, gdy na rynku są pozycje takich pisarzy, jak Martin, Cherezińska czy Sanderson, albo takie zjawiska jak półtomy czy inne tomy w dwóch tomach ten argument nie jest poważny.

Podobnie nie mogę zgodzić się z nudą: we Władcy Pierścieni co chwila się coś dzieje: a to walka, a to polityka, psychologia, worldbuilding lub pokonywanie przeszkód. To bardzo treściwa książka, w odróżnieniu od takiego „Z Mgły Zrodzonego” Sandersonna, gdzie można przeczytać 50 stron i odkryć, że w zasadzie nic się nie wydarzyło, albo czwartego i piątego tomu Pieśni Lodu i Ognia, gdzie przez 2.000 stron z hakiem postacie jadą, jadą i jadą, przeżywają masę przygód, lecz nic z tego nie wynika, bowiem fabuła posuwa się do przodu minimalnie, a wszystko, co się dzieje, to pozycjonowanie wojsk na mapie.

Myślę, że narzekanie wynika z czegoś innego: Władca Pierścieni to dość trudna w lekturze pozycja. Wiele scen jest krótkich, pisanych bardzo dziś zwięzłym językiem. W tej książce każde zdanie ma swoją wagę i opuszczenie go często sprawia, że sceny są trudne do zrozumienia. Trzeba ja czytać z wielką uwagą, nie wystarczy tu tylko skanowanie tekstu wzrokiem.

Tablis czyta w oryginale:

Tablis, pod moim wpływem wciągnął się i wrócił do lektury, przy czym on czyta po angielsku. Tablis ma dobry pomysł. To będzie pretekst d następnego powrotu.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Fantasy, Książki, Przeczytane, tolkien i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

10 odpowiedzi na „Powrót Króla – wrażenia z lektury:

  1. Karoluch pisze:

    O będzie o czym pisać tutaj 😀

    „oczami wyobraźni widzę w nim kogoś pokroju co najmniej Kevana Lannistera.” – O tempora! O mores! Porównać bohatera Władcy Pierścieni do kogoś z Pieśni Lodu i Ognia, albo nawet serialu. Chyba o Tywina chodzi. Kevan był całkiem, kompetentny, lojalny, nie obsadzał swoich dzieci na stołkach i marnie skończył w książkach.

    W dodatkach ataki orków nie są nazywane atakami na Isengard, a atakami na Rohan. O ile mnie pamięć nie myli to właśnie zniszczenie Rohanu miało być ich celem, a chyba któryś z bohaterów dziękuje za ich odparcie Drzewcowi mówiąc, że bez niego nie było by gdzie wracać. Choć tutaj mogę się mylić.

    Sauron nie zbudował swej siedziby w Mordorze z pomocą elfów i nie wykuwał Pierścieni z nimi tam, lecz w Eregionie, krainie nie daleko od zachodniej bramy Morii. W dodatkach stoi: „ok. 1000 (Druga Era) Sauron zaniepokojony rosnącą potęgą Numenorejczykow, obiera Mordor na swą siedzibę i warownię. Zaczyna budowę Barad-Duru”.
    Co do Galadrielki. Tak naprawdę ona nie była taka interesująca dla niego jakby się mogło wydawać. Sauron był mistrzem sztuk wszelakich, podawał się za ucznia Aulego i „pana darów”, nauczał „rzemiosła magicznego”. Dlatego Celebrimbor Curufinwicz wnuk Feanora był z jego perspektywy dużo ciekawszym kandydatem do urobienia, a i łatwiejszym. Mnie ciekawi jedno. W książkach jest kilkukrotnie wspomniane, że oprócz wielkich Pierścieni istniało także szereg mniejszych, ale o nich nic nie wiemy.

    „Jednakże co ciekawe samo państwo w Mordorze zaczął budować dopiero kilka stuleci po rozpoczęciu penetracji Sródziemia przez Numenorczyków i po tym, jak zaczęli oni swoje podboje i łowy na niewolników. Swą władzę rozciągnął po następnych kilku stuleciach, ogłosiwszy się Władcą Ludzi. Fakt ten wkurzył Numenorczyków, którzy wydali mu wojnę, ale (co ciekawe) z pychy. Prawdopodobnie ich król sam widział się jako Władca Ludzi właśnie. Widząc desant sił Numenoru Sauron poddał się ich władzy. Co działo się później wiemy.” – Nie tak. O Elfach już napisałem. Najpierw była wojna Elfów i Saurona, około roku 1700, gdy Sauron zniszczył Eregion i zagarnął Pierścienie, Elfowie ocalali, bo pomógł im Numenor. Potem reszta Drugiej Ery to był czas ekspansji Numenoru na wybrzeżach Śródziemia, mało o nich wiemy, ale to czas ich rosnącej potęgi, bogactwa i tak dalej. Nazgule pojawili się około 2200 roku. Więcej o tym jest w dodatkach do Silmarilliona, „Pierścienie Władzy i Trzecia Era” oraz „Akalabeth” (czy jakoś tak, o upadku Numenoru).

    „Pytanie brzmi czy narody II ery również zostały podbite siłą, czy też raczej oddały się władzy Saurona dobrowolnie, by bronił je przed najazdami Numenoru.” – Różnie. Czasem pełnił Sauron rolę boga nauczyciela, który wydobywał tych ludzi z barbarzyństwa, czasem podbój. Także Nazgule miały w tym swój udział. Nim stali się upiorami byli wielkimi władcami ludzi.

    W Akalabeth jest napisane, że Ar-Pharazon, który objął tron Numenoru w wyniku przewrotu pałacowego, znał dobrze sytuację Śródziemia i walczył wiele lat z siłami Saurona, który to w tamtych latach zaczął coraz śmielej sobie poczynać i atakować kolonie dunedainów. Władca Pierścieni także wszedł Ar-Pharazonowi na ambicję, bo ogłosił się Królem Ludzi i zarzekał się, że zepchnie Numenorejczyków do morza i zniszczy samą wyspę. To rodzi pole do interpretacji czy on celowo prowokowal Ar-Pharazona.

  2. Jakub Ślęzak pisze:

    Dorzucę swoje 3 grosze.

    Tym razem podczas lektury bardziej zwróciłem uwagę na kluczowy wymiar konfliktu z Sauronem, który nie był militarny. Sauron mógłby zniszczyć Minas Tirith i upaść jak upadł, całe wyzwanie polegało na tym, żeby oszukać go co do prawdziwego źródła zagrożenia, co się udało. Była to przede wszystkim wojna psychologiczna między Sauronem a Gandalfem, ten drugi wprost rozumował „Suron myśli w sposób X, wie Y, zróbmy więc A, a pomyśli B”, co mu się udaje. Sauron nie pozostaje dłużny, najpierw omotując Sarumana, później Denethora. Tolkien podkreśla, że Palantiry mogą pokazywać tylko prawdę, co ładnie pokazuje, że Sauron jest prototypem współczesnego spin-doktora – fakty nie mają znaczenia, liczy się prezentacja.

    Przypisów tym razem nie czytałem i przysiągłbym, że to w trakcie akcji było powiedziane, że Aragorn może się chajtać tylko ze względu na status, co mnie zresztą bardzo rozbawiło. Nie odczytałem tego jako proroctwo ze strony Elronda, bardziej, że jest wywyższającym się bucem.

    Podróż Sama i Frodo po Mordorze wcześniej mnie nudziła, ale teraz przyjąłem ją dużo lepiej. Dzieje się podczas niej dużo, tyle że w głowach postaci, co mocno podkreśla duchowy wymiar walki z Sauronem. Scena między Frodo a Gollumem na Orodruinie pozostaje dla mnie równie zagadkowa jak wcześniej. Kto przemawiał do Golluma: Frodo czerpiąc z mocy Pierścienia, Pierścień przez Frodo, Valarzy przez Frodo, czy może nawet (olaboga) Eru? To dosyć istotne, bo określa, jakie moce doprowadziły do upadku Saurona. Dalej nie wiem, ale najbardziej podoba mi się wersja z Pierścieniem przez Frodo, bo podkreśla (co i tak jest sugerowane), że Sauron w dużej mierze zniszczył się sam, w jego moc wpisane było samozniszczenie.

    Scena, gdy Saurona szlag trafia jest przepiękna, to jeden z najlepszych finałów, jaki kiedykolwiek czytałem. Twierdze się walą, orkowie pierzchają w popłochu… W filmie to sknocili, stawiając na tanie i głupie efekciarsko. Piszę, że to finał, a książka ciągnie się jeszcze kawał i uważam, że dużą część tych wszystkich pożegnań Tolkien mógł sobie darować, nie wnoszą wiele. To nie jest mocna skarga – ciągle mi się podobało, ale pewnie znowu zapomnę za kilka miesięcy wszystko, co się działo w tej części. Odbicie Shire miało pokazać, że hobbici zmężnieli, a więc pokazało, też nic specjalnie w tym ciekawego. Przy okazji Gandalf wyszedł na kompletnego dupka. Z jednej strony mógł być pod rozkazami o nieingerencji, ale z drugiej chodziło o Sarumana, a więc jednego ze swoich, i po kim jak po kim, ale po nim mógłby do końca posprzątać. O czym sobie później z Bombadilem rozmawiał strach nawet myśleć, nie dla śmiertelników takie rozważania.

    Tolkien oczywiście genialnym pisarzem jest, i język jak i wcześniej jest cudowny. Znam tylko jedną lepiej napisaną po angielsku knigę, a jest to „Diuna” Herberta. Tokien i Herbert obaj są jednak na takim poziomie wspaniałości, że to żaden powód do ujmy.

  3. Karoluch pisze:

    Denethor. Hmmm wydaje się, że on dowodził aż do czasu gdy Faramir odniósł rany. Wtedy się załamał, a jego szwagier książę Imrahil przejął dowodzenie w grodzie. Sauron był sprawcą jego zalamania. W swej pysze Denethor rzucił mu wyzwanie zerkając w palatir. Najskuteczniejszym orężem Saurona była manipulacja ludźmi, tak zniszczył Numenor i omamił elfów z Eregionu. Jego Pierścień służył temu by jeszcze skuteczniej kontrolować innych. W jednym z listów Tolkien pisał, że znacznie Sauron dzięki Pierścieniowi ułatwił sobie pobyt na Numenorze. Aczkolwiek ja wole teorię, bardziej wynikającą z książek, że Sauron nie miał wtedy Pierścienia ze sobą.

    Kim był książę Dol-Amrothu? Imrahil był głową najstarszego rodu arystokratycznego Królestwa i panem najważniejszej domeny terytorialnej. Człowiek, w którym płynęła tak szlachetna krew Numenoru z domieszką krwi elfiej, że nawet na Legolasie wywarł wrażenie „jaki musiał wspanialy być Gondor w dniach swej chwały, skoro ma takich mężów teraz w godzinie swego upadku”. Co ciekawe nigdy tak Legolas nie powiedział o Faramirze i Boromirze, którzy byli tylko o pokolenie młodsi, a jako siostrzeńcy Imrahila tylko o jedną generację dalej od elfki Mithrellas.
    Książęta Dol-Amrothu nosili ten tytuł od roku 2076 TE, gdy Galador syn Imrazora i elfki Mithrellas został księciem. Wcześniej mieli prawdopodobnie tytuł książąt Belfalas, w każdym razie nawet ich domena zwała się Dor-er-Ernil – Ziemią Księcia, tytuł książęcy ta rodzina dostała od Elendila po założeniu Gondoru, a był to stary ród numenorski, który przybył do Śródziemia wiele lat przed Upadkiem, spowinowacony z rodem Elendila. Natomiast namiestnicy pochodzili z rodu Hurina z Emyn Arnen. Obie te rodziny były ze sobą wielokrotnie skoligacone, a także z pewnością skoligacone z dynastią królewską Gondoru, gdy ona jeszcze istniała.

    Ze względu na swoje pochodzenie i potęgę Imrahil był po śmierci Denethora i ze względu na chorobę Faramira naturalnym przywódcą Dunedainów Gondoru. Co ciekawe w książkach był wspomniany jeszcze jeden dygnitarz Hurin Strażnik Kluczy. Kim on dokładnie był nie wiadomo, ale tak mi wyglądał na administratora Minas Tirith.

    Mi się wydaje, że we „Władcy Pierścieni” jest tak, że niektóre postacie są po prostu szlachetne i dobre, to nie jest „Pieśń Lodu i Ognia”, że oni by w Minas Tirith po zwycięstwie, albo i przed poszliby do burdelu, potem się pozabijali nawzajem, a potem jeszcze raz do burdelu. Imrahil nie musi być jakimś Tywinem Lannisterem myślącym tylko jak swoich na stołki powstawiać, a Elrond także nie był agentem Elrondem z filmu. Imrahil czy elfowie oni po prostu mogą być kaloskagathos, piękni i dobrzy.

    Nie wiem czy Imrahil był pragmatycznym żołnierzem czy zdolnym politykiem, ale był postacią z eposu, szlachetną i dobrą, który przyczynił się do powrotu Króla, nie dla własnej korzyści, ale dla dobra Gondoru, bo to było słuszne.

    „Należy zauważyć, że Imrahil po śmierci Denethora w zasadzie nic nie zyskiwał na zachowaniu statusu quo i koronacji Faramira. Jego pozycja wręcz słabła, stawał się bowiem szwagrem zmarłego namiestnika. Z drugiej strony nowy monarcha potrzebował silnej podpory.” – Jeśli już o tym mówimy, to jeśli by nie było Aragorna, a Farami byłby rządzącym namiestnikiem, to Imrahil mógł tylko zyskać. Denethor był apodyktyczny i nie polegał na doradcach, nawet na szwagrze. Natomiast młodszy Farami, naturalnie by się bardziej słuchaj wuja. Co do Faramira. On nie był jakimś młodym naiwnym chłopcem. Faramir owszem był mniej porywczy od Boromira i bardziej oczytany, ale miał ok. 35 lat i był „zawodowym” żołnierzem. Nie jest tak, że on tylko czytał poezję i wąchał kwiatki. Sukcesja Faramira jako Namiestnika po śmierci Denethora nastąpiła de facto automatycznie, mimo że nie mógł sprawować władzy. Denethor umarł, a wszyscy odpowiadając na pytania Gandalfa gdzie jest namiestnik, to wskazywali na Domy Uzdrowień, gdzie był Faramir.

    Aragorn był Thorondilem w Gondorze nie tylko po to by zdobywać popularność i polityczną bazę, ale także by poznać kraj i walczyć z Sauronem. Jego pobyt tam przypadał na trzydzieści lat jego wędrówki po Śródziemiu, która była takim jego okresem formacyjnym, by poznać kraje i ludy i w miarę możliwości utrudnić życie Nieprzyjacielowi.
    „Po trzecie: Aragorn jest podwójnym bohaterem: nie dość, że spalił Umbar ileś tam lat temu, to sprowadził siły nadmorskich prowincji do obrony miasta.

    Tym, co zostało odczytane jako ostateczny znak było znalezienie sadzonki Białego Drzewa, a nie niezbyt spektakularne uzdrowienia, w których nie było wiele cudowności. Ot, uwarzył herbatkę ziołową.” – Nie wiemy czy od razu powiązano Aragorna z Throrondilem. Uwarzenie herbatki ziołowej było wyleczeniem Namiestnika Gondoru z nieuleczalnej choroby. Znaczenie symboliczne miało także to, że Aragorn przybył pod niewidzianą od pokoleń królewską chorągwią z Białym Drzewem. W sumie znalezienie Drzewka było ważne, ale sam fakt bycia zwycięskim wodzem w wojnie z Nieprzyjacielem chyba wystarczał 🙂

    Wydaje mi się także, że w wypadku powrotu Króla miał także znaczenie aspekt „religijny”. To dla Dunedainów Gondoru było czymś mistycznym. Król, dynastia Elendila, samo przeznaczenie Dunedainów i ich historia, czy to że walczyli nie z innymi normalnymi królestwami, ale półboskim przedwiecznym złym duchem. O roli królów w Gondorze świadczy fakt, że Denethor zrugał młodego Boromira gdy ten spytał czemu się nie koronuje ojciec na króla, skoro ich ród już tysiąc lat włada Gondorem. Król był więc w oczach Dunedainów czymś więcej niż tylko władcą. To może mieć korzenie na Numenorze, gdzie król był jedynym „kapłanem”, tym który wchodził na szczyt Meneltarmy i modły do Eru odprawiał. Miejsce w którym znaleziono sadzonkę Białego Drzewa jest nazwane „wyżynami gdzie tylko królowie ośmielali się chodzić”.
    Mam takie odczucie, że Dunedainowie czy to Arnoru czy Gondoru uważali się za naród wybrany, najlepszych z ludzi, jedynych, którzy poznali boską prawdę, nieskończenie lepsi od zwykłych ludzi czy ludzi ciemności. W końcu w Gondorze wybuchła wojna domowa, bo jeden król był półkrwi. Oni jako jedyni ludzcy strażnicy prawdy i przeciwnicy Saurona, mieli rolę do odegrania w walce ze Złem, które było fizyczne i istniało, o czym świadczyły ich własne doświadczenia i księgi. Nawet imiona namiestników, są brane od bohaterów dawnych dni. Tuor, Hurin, Turin, Ecthelion, Beren i inne. Przekonanie o własnej wyjątkowości mieli.

    Ważny dla umocnienia pozycji Aragorna był także jego ślub z Arweną. Wtedy przybyli do Minas Tirith Elrond, Galadriela, Glorfindel, Celeborn i wielu innych elfów. Elfowie musieli na Dunedainach wywierać wielkie wrażenie. Natomiast to, że przybyli do Miasta najwspanialsi elfowie Śródziemia, wspominani w legendach, a u boku Króla pojawiła się elfia królowa to musiało ich jeszcze bardziej onieśmielić. Językiem dworskim i wyższej kultury w Gondorze był Sindarin. O ile dla ludu opowieści dawnych dni były znane w jakieś zwulgaryzowanej tawernianej i z przedstawień trup teatralnych formie, to elity znały je z Quenta Silmarillion, która była pewnie czymś jakby świętą księgą (nie tak jak Koran, ale tak jak „Iliada” była dla Greków), a tutaj nagle Król sprawił, że te legendy ożyły, że stały się prawdą. U jego boku jest królowa, która wygląda jak Luthien i jest jej praprawnuczką, można było zobaczyć przez kilka tygodni w stolicy Galadrielę, Elronda i Glorfindela (elf-celebryta, pogromca balroga w I Erze). Tak ja to widzę 😉

    • Ha! Zupełnie inne spojrzenie!

      Ja prawdę mówiąc czytałem Władcę trochę jak źródło historyczne, albo epos o wydarzeniach. Wiadomo, że przedstawia prawdę, ale przefiltrowaną przez czyjeś oczy, wiedzę i niewiedzę, więc dającą się interpretować. Stąd to pragmatyczne podejście.

      Jeśli chodzi o scenę rozmowy Denethora z Boromirem to uznałem, że poprostu Boromir zręcznie rozgrywa karty tradycji i przeszłości. Owszem, mógł ogłosić się królem i zyskałby na tym trochę splendoru, jednak oznaczałoby to akceptację obcnego stanu rzeczy. Wolał za to odwoływać się do dawnej potęgi, tak jak niektórzy ideolodzy w Polsce odwołują się do potęgi Rzeczpospolitej Obojga Narodów i zyskiwał na tym większy kapitał płynący z przeszłości.

      Myślę też, że Faramir w głębi duszy nie był żołnierzem. Był człowiekiem, którego sytuacja zmusiła do zostania nim i był w tej roli dobry, ale nie było to coś, w czym się widział.

      Tak, elfowie faktycznie musieli zrobić na Dunedanach wielkie wrażenie, zwłaszcza, że byli mimo wszystko, w jakiejś, zwulgaryzowanej wersji im znani. Galandriela na przykład słynęła jako owa Elfia Wiedźma. Nawet jeśli nie była szanowana jako osoba, to budziła postrach jako czysta, pierwotna siła.

      Myślę też, że opowieści z dawnych dni mogły być szerko znane. Gondor to dość prymitywny lud mimo wszystko. Takie ludy często miały zaskakująco wyrafinowane instytucje przekazywania wiedzy.

      • Karoluch pisze:

        Ja staram się zobaczyć różnice między nami, a nimi w mentalności. Jakby nie patrzeć Dunedainowie za miedzą mieli wcielone zło, niewyobrażalne potworności, które istniały naprawdę. Na dodatek sprawa z Królami była taka, że ich dynastia była po prostu święta, a pełnili oni rolę jedynego kapłana, tak jak w Numenorze. Jakby nie patrzeć dynastia Elendila była dziedzicami linii królewskiej Numenoru pochodzącej od największego bohatera wszech czasów Sródziemia Earendila Żeglarza, który to pożeglował na najdalszy Zachód by błagać Valarów o przebaczenie etc. etc. Dlatego mi się wydaje, że po prostu w Gondorze w głowach im się nie mieściło by uzurpować tytuł królewski. Kogoś takiego pewnie by po prostu zamordowano za taki grzech i zamach na świętości. Inaczej z Aragornem, który w glorii chwały i z różnymi znakami na niebie i ziemi świadczącymi o jego prawie do tronu.

        Tak samo jak Rzymianie kilkaset lat po upadku monarchii żywili „odium regni”, że August musiał kombinować jak to w sferze symbolicznej swoją monarchię zamaskować, bo tak to oczywiście nikt nie miał wątpliwości, kto trzyma Rzym za mordę.

        Właśnie do szerokiej znajomości opowieści Dawnych Dni się odniosłem. Tylko stwierdzilem, że w „prawdziwej” książkowej formie to znały je elity, a lud w formach uproszczonych, literatura popularna, jakieś pieśni (Bilbo nauczył Sama kilku zwrotek pieśni o Gil-Galadzie, nie widzę przeszkód by Gondor też tak miał). Być może też widowiska teatralne. Nie zgadzam się także by Gondor nazywać prymitywnym. Wiele Tolkien nie pisał o jego ustroju, cywilizacji, gospodarce, społeczeństwie, ale na prymitywizm mi to nie wygląda. Nie wygląda mi też na „wczesne Średniowiecze”.

        „Tak, elfowie faktycznie musieli zrobić na Dunedanach wielkie wrażenie, zwłaszcza, że byli mimo wszystko, w jakiejś, zwulgaryzowanej wersji im znani. Galandriela na przykład słynęła jako owa Elfia Wiedźma. Nawet jeśli nie była szanowana jako osoba, to budziła postrach jako czysta, pierwotna siła.” – Właśnie dlatego robili na nich wrażenie, bo o nich wiedzieli, a wszelkie źródła jakie mieli o elfach były pozytywne. W końcu cala ich cywilizacja do oparta na „Wiernych” z Numenoru. Pelargir, główny port Gondoru, był kolonią założoną przez Wiernych, którzy uciekali przed prześladowaniami z Numenoru na długo przed Upadkiem. W Umbarze gdzie dominowali „Ludzie Króla” czyli anty-elfowi Numenoryjczycy to o elfach nikt dobrego zdania nie miał. Natomiast Galadriela była Wiedźmą ze Złotego Lasu dla Rohrimów, którzy o elfach pojęcia większego nie mieli, poza tym, że podobno jacyś są, ale pewnie dla większości Rohrimów elfowie to bajki jak „holbytla” czyli hobbici, których napotykali ich przodkowie.

        Dunedainowie Gondoru mieli ze względów geograficznych mniej kontaktów z elfami niż ich północni bracia. Na ich ziemiach była tylko jedna mała przystań w pobliżu późniejszego Dol Amroth, gdzie właśnie się utopił Amroth król Lorien, bo chciał ratować Nimrodel, a elfka Mithrellas była przyjaciółką Nimrodel, która zgubiła się we wzgórzach tej krainy. Natomiast Duneinowie Północy korzystali z pomocy elfów Rivendell i Lindonu w wojnach z Angmarem, Elfowie wielokrotnie ratowali im skórę. Potem tak samo przyjaźń między Strażnikami i elfami.

  4. Karoluch pisze:

    Co do Elronda i zaporowego warunku postanowionego Aragornowi. Jest tutaj analogia do tego jak Thingol postąpił z Berenem, gdy ten zakochał się w Luthien. Ale o ile Thingol rzucił to ot tak by pozbyć się bezczelnego śmiertelnika, to Elrond kochał Aragorna jak własnych synów. Być może Elrond miał pewien dar widzenia.

  5. slanngada pisze:

    Jak mówiłem, mnie trzecie czytanie już wymęczyło i fragmentów po upadku Mordoru już nie czytałem, a i sceny z niesieniem Froda kartkowałem. Dla mnie jednak książka się zestarzała strasznie, znacznie bardziej nawet niż nasz Sienkiewicz, którego stawiałbym jednak obok.

    Co do kobieta, tam ich po za Shire nie ma. Tam są KSIĘŻNICZKI I KRÓLOWE. Przypominało mi to, jak w jednym odcinku Nostalgia Critica zażartowano, że cała historia sprowadza się to księżniczek…

    Swoją drogą, pisarzem, który znacznie bardziej niż Sapkowski dekonstruuje Tolkiena jest… Agatha Christie

  6. Bedwyr pisze:

    Przyjemnie się czytało – Zegara i komentarze. A co do interpretowania i częstych zarzutów krytyków o nierealistyczny świat, jednowymiarowe postacie itp. to zawsze przychodzi mi na myśl fragment z przedmowy Tolkiena do WP:
    „Prawdziwe wojny nie są podobne do legendarnych ani w swoim przebiegu, ani w skutkach. Gdyby to rzeczywistość natchnęła i ukształtowała legendę, przeciwnicy Saurona z pewnością przejęliby Pierścień i użyliby jako oręża w walce; zamiast unicestwić Pierścień, zmusiliby go do służby swoim interesom, a zamiast burzyć Barad-dûr, okupowaliby tę twierdzę.”

    • Karoluch pisze:

      A jaki świat fantasy jest realistyczny 🙂 ? Już pomijając magię i różne stwory. Czy Westeros jest realistyczne? Opisywanie burdeli i dziwek to za mało by świat był realistyczny. Pod względem realizmu to jest „medieval stasis” większe niż u Tolkiena. Na kontynencie Esos u Martina realizmu też nie za wiele. Wielkie puste przestrzenie i kilka miast Wolnych Miast, a co między nimi? Czyli dokładnie to samo co w Śródziemiu, gdzie przez kilka tysięcy lat Enedwaith czy potem Eriador leżały puste i niezamieszkałe, poza pojedynczymi skupiskami ludności.

      Świetny cytat przytoczyłeś 🙂 Mnie zarzut o jednowymiarowość postaci bawi. Bo jak opisać wielowymiarowego Saurona? Zrobić z niego emo, który ciągle płakał, że jest niezrozumiały? Czy dać członkom drużyny opisy psychiki pisane metodą strumienia świadomości, czyli zrobić z tego gniot w stylu „W poszukiwaniu straconego czasu”?

      Jeśli się zastanowić nad poszczególnymi bohaterami to oni są dosyć skomplikowani. Każdy miał własne motywacje, historię i w ogóle. Chyba Gimli i Legolas najmniej, ale Frodo, Sam, już autor bloga pisał o nich. Aragorn, on miał swoje cele i marzenia, widać to w dodatku o nim i Arwenie zwłaszcza. Merry i Pipin także swoje przeszli i są sobą. Gandalf, to jest niezła enigma, ale potrafi się zmieniać od fajnego spoko Gandalfa Szarego robiącego fajerwerki, do Gandalfa Białego, który potrafi stawić czoła w bramie Nazgulowi, ale jednocześnie jest bezradny potem w Domach Uzdrowień. Boromir, Faramir, Denethor, każdy z nich ma więcej osobowości niż bohaterowie powieści young adult. Wielowymiarowość i osobowość bohatera to nie są przydługie opisy psychiki czy emo-tyrady.

      Zresztą nawet jest w „Powrocie Króla” genialny fragment o Sauronie i tego jak on myślał i jak jego państwo wyglądało. Wtedy gdy on się zorientował, że Frodo założył Pierścień na Oroduinie. „W błyskawicznym olśnieniu ujrzał ogrom własnego błędu i jasny stał się dla niego podstęp przeciwników. Gniew jego zapłonął niszczycielskim ogniem, ale strach wzbił się olbrzymią czarną chmurą dymu i zaparł mu dech w piersi. Władca wiedział, że grozi mu ostateczne niebezpieczeństwo i że los jego zawisł na wątłej niteczce.

      Umysł kierujący potęgą ciemności otrząsnął z siebie w tej chwili wszystkie plany wojenne, całą sieć uplecioną chytrze z postrachu i zdrady; dreszcz przebiegł przez królestwo Mordoru, niewolnicy zadrżeli, dowódcy nagle zbici z tropu zachwiali się bezwolni, ogarnięci rozpaczą. Władca bowiem zapomniał o nich. Myśl i wola, potęga, która nimi władała, odbiegła ich, by skupić się na szczycie Ognistej Góry. Na jej wezwanie Nazgule, Upiory Pierścienia, poszybowały z szumem skrzydeł, z rozdzierającym krzykiem na południe, prześcigając wiatr w ostatniej, desperackiej gonitwie.”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s