Roll 20 Industry Raport czyli w co grają na zachodzie?

Trochę ponad miesiąc temu Roll 20, największe w tej chwili na świecie narzędzie do grania w gry fabularne online podzieliła się statystykami za drugi kwartał roku.

Statystyki te są interesujące, gdyż pokazują, w jakie gry grają, a nie tylko kupują lub rozmawiają o nich na naszej planecie.

Rzućmy na nie więc okiem.

Wyniki wyglądają w sposób następujący:

Już pierwsze spojrzenie pozwala stwierdzić, że zachodni rynek jest zupełnie odmienny od naszego: Polacy grają w pierwszej kolejności w Warhammera i DeDeki, a na zachodzie gra się głównie w DeDeki i Warhammera… Widać też i lokalną specyfikę: tak jak my mamy swoją Neuroshimę, która jest systemem numer trzy, tak oni mają swoje Star Warsy…

Powyższy akapit to oczywiście trochę żart, ale jakby spojrzeć na listę Top 10, to podejrzewam, że nie różni się ona specjalnie od hipotetycznego, polskiego Top 10. Oczywiście u nas na pierwszym miejscu byłby Warhammer, potem pewnie DeDeki, potem jakaś inna edycja Warhammera. Neuroshima byłaby na miejscu Star Warsów, zamiast Fate mielibyśmy pewnie jakąś Klanarchię lub innego Wolsunga, Shadowruna pewnie zastępowałby Cyberpunk, gdyż jest to system ciągle dostępny na rynku w licznych dodrukach, czego o Shadowrunie powiedzieć nie można. WoD i Zew Chtulhu miałyby zapewne podobne miejsca, jak u amerykańców. Do tego pojawiłoby się gdzieś też i Savage Worlds.

Jeśli natomiast chodzi o tego zachodniego Warhammera, to amerykańce grają głównie w Młotka 40.000, czyli tego na złym, wrednym K100, a nie w Fantasy Roleplay III Edition. Wiadomo to, gdyż w roku 2015 Roll 20 dzielił wyniki względem różnych odmian młotka (na Dark Heresy, 40.000 i Fantasy) i ten ostatni był na 25 pozycji. Widać to zresztą na ilustracji archiwalnej.

Taki wynik fantaziaka nie powinien dziwić: edycja druga wyszła w roku 2005, czyli 12 lat temu, a ludzie tak długo nie żyją. Edycja trzecia natomiast, nie dość, że również jest już starą grą, to wbrew temu, co twierdzą niektórzy nie sprzedała się za dobrze. Owszem, dostała bardzo wysokie noty w recenzjach, ale sami klienci podeszli do gry dużo mniej entuzjastycznie. Generalnie, śledząc notki na Redicie widać, że amerykańsce zarzucali grze dokładnie to samo, co nasi. Zniechęciły ich duże odstępstwa od oryginału, zerwanie z tradycją, „planszówkowość” i wysoka cena. Do tego wydaje się, że część z nich wmówiła sobie, że gra jest przeznaczona dokładnie dla czterech graczy (lol), bowiem taki argument pojawia się dość często w dyskusji, co w wypadku drużyn o innych ilościach członków okazało się problematyczne.

DeDek, król Andalów i Pierwszych Ludzi, piąty tego imienia:

Jak widzimy królują jednak DeDeki. Stanowią one (licząc Pathfindera) trochę ponad 75 procent wszystkich gier. Sama najnowsza edycja stanowi jak widać natomiast 50 procent wszystkich rozegranych gier. Obawiam się, że sytuacja taka jest normalna. DeDeki stanowiły 50 procent rynku już w chwili ukazania się 3 edycji, a tak naprawdę jedynym momentem, gdy straciły palmę pierwszeństwa były lata 90-te i okres po bankructwie TSR.

Widać też, jaki entuzjazm wywołały zmiany zaprowadzone w 4 edycji gry. Obecnie w grę gra się trzy razy rzadziej, niż w trzecią edycję, siedem razy rzadziej niż w Pathfindera oraz blisko dziesięć razy rzadziej, niż w obydwie. Biorąc pod uwagę jak niewiele różnią się te gry (tzn. DeDeki 3,5 i Pathfinder) takie sumowanie jest zasadne.

Nota bene na rynku mamy obecnie sytuację bardzo podobną, jak w latach 70-tych i 80-tych, gdzie dostępne były wersje Dungeons and Dragons z dopiskiem „Advanced” i bez niego, gdzie w pozycję pierwszą wciela się Pathfinder i 3 edycja, a w drugą edycja piąta.

Jeśli zaś o wilku mowa, to stare, poczciwe AD&D dzielnie drepcze 4 edycji po plecach, różnica popularności między nimi, czyli grą z roku 2008 i (bądźmy litościwi i uznajmy, że chodzi o drugą edycję AD&D) 1989 wynosi zaledwie pół punktu procentowego. Myślę, że pokazuje to, jak potrzebne i oczekiwane przez rynek były zmiany wprowadzone w czwórce.

Witajmy w krainie, gdzie nic się nie zmienia:

Tym, co jest smutne to niestety fakt, że (jeśli pominąć Star Wars) na liście są same starocie. Prawdopodobnie, gdyby stworzyć identyczną listę z dowolnego momentu w okresie ostatnich 20 lat to zobaczylibyśmy na niej dokładnie te same tytuły (w tym zapewne wcześniejsze wydanie Star Wars na d6) ustawione w podobnej kolejności. Nie byłoby w prawdzie Pathfindera, ale pewnie zastąpiłaby go jakaś gra na D20, względnie coś w stylu Fading Suns czy inne Deadlands. Zamiast FATE pewnie byłby Fudge, albo to GURPS załapałby się do pierwszej dziesiątki…

Tak więc zaraz po Warhamerze mamy World of Darkness, czyli konglomerat gier o niemal już 30 letniej historii. Potem niemłody już Shadowrun, który też się do trzydziestki zbliża. Wysoka pozycja tej gry, dużo wyższa od Cyberpunka mnie nie dziwi: zasadniczo lepiej wpisuje się ona w konwencje (zwłaszcza po wywaleniu tych obciachowych elfów i krasnoludków), z większą ilością ciekawych, grywalnych opcji (a przynajmniej: grywalnych w konwencji, w której gra 90% osób).

Jeszcze niżej widzimy Zew Chtulhu, grę zbliżającą się do czterdziestych urodzin, obecnie na poprawionej mechanice.

Powiedziałbym, że mimo niegasnącej popularności ani Cthulhu ani WoD nigdy już nie odzyskają dawnej pozycji. Po prostu duch czasu się zmienił. To były gry dobre do zaspakajania nastrojów millenarystycznych (w szczególności WoD się świetnie w nie wstrzelił), ale kiepskie na czasy powszechnej głupawki i beki.

Indie:

Jak widać ze statystyk ludzie grają w gry indie, aż im się uszy trzęsą.

Tak więc Top 10 gier zamyka supernowoczesne Fate. Jest to wprawdzie bardziej gra indiepodobna, niż indie. W Fate odbyło się zaledwie 23 więcej sesji niż w stareńskie Advanced Dungeons and Dragons (a brało w nich prawie dwa razy mniej osób). Prawdę mówiąc taka sytuacja mnie nie dziwi: gdyby kazać mi prowadzić AD&D lub Fate, to zdecydowałbym się na to pierwsze. Nie chodzi mi nawet o to, że uważam Fate za system zły. To zwyczajnie gra o której nic nie potrafię powiedzieć: obejrzałem, zobaczyłem, że jest to system, który nie posiada cech, jakie cenię w grach fabularnych, za to ma mnóstwo takich, które nic dla mnie nie znaczą i przestałem się nim interesować.

Na miejscu dwunastym jest Dungeon World, z wynikiem o trzy setne punktu procentowego gorszym, niż Ad&D i ponownie z dwukrotnie mniejszą liczbą graczy.

Apocalypse World na miejscu piętnastym… A ponoć miała to być taka rewolucja… Nie jest to złe miejsce, ale powiedzmy sobie szczerze: nie jest też dobre. Więcej osób gra i to na większej ilości sesji w stareńkiego GURPS-a, system, którego ostatnia edycja trafiła na rynek trzynaście lat temu, a mentalnie tkwiący jeszcze w latach 80-tych…

Za Apocalypse World postępuje 13TH Age RPG, czyli próba zrobienia z 4 edycją dedeków tego, co Pathfinder zrobił z trzecią. Jakie to dziwne, że nieudana…

Stars Wihout Numbers to jakiś nieznany mi bliżej system.

Burning Wheel, kolejny superprzebój, w który, cytując klasyka „dzieci miały grać na przerwach” na miejscu 29, pokonany przez takie nowości jak Legenda 5 Kręgów, RIFTS, czy nawet OD&D.

Maid na miejscu 40, The One Ring (ponownie jeśli nazwać go „indie”) na 42, widać nawet nazwisko Tolkiena tu nie pomogło, Mause Guard, kolejny wzór do naśladowania dla innych systemów na miejscu 43, Fiasco na miejscu 50 (na 65), w towarzystwie takich dinozaurów, jak Runequest, Paranoia, Pendragon czy Rolemaster.

To, że w miarę współczesne, niszowe gry budzą zainteresowanie podobne lub mniejsze, jak w sumie też niszowe gry z lat 80-tych powinno moim zdaniem budzić co najmniej zastanowienie.

Choć z drugiej strony, patrząc na to okiem osoby, która ma zdrowe, zbieżne z tak cirka 80 procentami innych RPG-owców gusta, to się nie dziwię. Z wymienionych gier chętnie zagrałbym tylko właśnie w Fiasco, na jakiejś, nerdowskiej imprezie. Powód jest prosty: większość tych gier, podobnie jak Fate skupia się na cechach, które w papierowym RPG po prostu mnie nie obchodzą.

Zresztą i tak każdy mówi mi, że jestem za głupi na te gry.

Pewnie mają rację.

Gra o Tron:

Dla części Polaków ciekawym widokiem będzie pozycja Gry o Tron, czyli jednej z (relatywnych) nowości na naszym rynku RPG-ów. Otóż: Song of Fire and Ice RPG jest na 27 miejscu rankingu. Pozycja taka mnie nie dziwi: Pieśń Lodu i Ognia nie jest uniwersum trudnym do emulowania na jakiejkolwiek innej mechanice, świat zna każdy, kto czytał książkę albo oglądał serial, by poprowadzić sesje dla miłośników wystarczy wziąć np. DeDeki, zbanować wszystkie rasy oprócz Człowieka i wszystkie klasy oprócz Wojownika, Rogue i ewentualnie Barbarzyńcy. Słowem: 30 sekund roboty.

Tak więc po co kupować?

Oczywiście można powiedzieć, że przecież są tam takie rzeczy, jak system tworzenia rodów, statystyki dla wszystkich, ważniejszych postaci z książek czy system bitew. I ludzie, którzy tak powiedzą będą mieli rację.

Ale ludzie, którzy będą potrafili się bez tego obejść zaoszczędzą 200 złotych i czytania 500 stron instrukcji w dwóch tomach.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii RPG i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

38 odpowiedzi na „Roll 20 Industry Raport czyli w co grają na zachodzie?

  1. „Burning Wheel, kolejny superprzebój, w który, cytując klasyka „dzieci miały grać na przerwach””

    Źródło tej rewelacji poproszę. 🙂 BW to system fajny, ale trudny, do tego jak na indie spory. Doceniany, ale nie jakoś niesamowicie popularny (z dodrukami będzie pewnie kolo 5-6 tysięcy sprzedanych egzemplarzy, nie licząc dodatków, może nieco więcej).

    Poza tym zestawianie indie z mainstreamem i wytykanie palcami, że gry o nakładach kilkuset kopii nie są popularne? No ja cię proszę.

  2. Enc pisze:

    Zegarmistrzu, rozsztukowałbym chętnie ten wpis na drobne, ale napiszę tylko tyle – lecisz po łebkach, traktując te % z nabożną świętością, nie podejmując wysiłku zastanowienia się czemu dana gra jest na jakim miejscu. To rollercoaster, nie analiza.

    • A nad czym się tu zastanawiać? Mają takie miejsca, bo ludzie w nie grają. W zasadzie w gemdevie są tylko dwa naprawdę miarodajne czynniki pokazujące zadowolenie klienta z produktu: liczba rozegranych gier oraz wyniki sprzedaży sequeli.

      • Enc pisze:

        Oczywiście, że jest nad czym. Po pierwsze, jak tworzone były statystyki. To nie liczba sesji, a kampanii. Mam u siebie 4 aktywne, 3 pozamykałem. Ale w DH2 nie grałem od jesieni (kolejny sezon dopiero za jakiś czas), ZC jest na jednostrzałówki, Nemezis leży dłużej. Pytanie brzmi ile z tych kampanii D&D żyje. Ilu graczy spróbowało Roll20 raz i podziękowało. Po drugie, jak mocno specyfika medium wpływa na wybór systemu. Ja na Roll20 bym nie odpalił SW, nie chce mi się oprogramowywać silnika w makra i uczyć wykorzystania kart. Po trzecie, jakie jest wsparcie wydawcy, żywotność systemu. Ile z AD&D gry na nostalgii. Jak mocno jest rozbite d20. Czy ci sami ludzie grają w różne edycje D&D.

        Osobna kwestia to bezsensowne uwagi dotyczące poszczególnych gier – taka wyliczanka przedszkolaka, bez przemyślenia co palce na klawiaturę niosą. Najlepszy przykład to genialna konwersja GoTa, która trafiła na Ekspertów. Wiedziałbyś jak bardzo się mylisz, gdybyś GoTa od Green Ronina faktycznie obczaił.

      • Enc: i skąd chcesz wyciągnąć te dane, skoro Roll 20 ich nie publikuje?

        A GoTa od Green Ronin widziałem. Był beznadziejny.

      • Shockwave pisze:

        @Enc
        Nie wiem czy argument nostalgii przy starych DeDekach ma jakiekolwiek sensowne fundamenty. Z jednej strony wydaje się logiczny i łatwo tłumaczy całe zjawisko, ale jak przyjrzeć się głębiej, to jest raczej bezsensowny. Stare dziady – naprawdę stare dziady – grające w AD&D, czy inne żywe trupy, grają w to tak samo, jak grali przez ostatnie ~40 lat. Oni do niczego nie wrócili i żadnej nostalgii nie żywią. Ci ludzie raczej nie korzystają z Roll20 i innych portali do bioprądów. OSR/Retro to często pacjenci, którzy byli za młodzi żeby pykać w te gierki, kiedy były one hitami sezonu. Jaka nostalgia zatem? Nawet ludzie pamiętający premierę AD&D2, którzy przestali bawić się w RPG po zniesmaczeniu wywołanym kierunkiem, w którym poszła ich gra, nie wydają się jechać na nostalgii. To są środowiska nierzadko bardzo dobrze zorientowane w obecnej rzeczywistości rynku i autentycznie niezainteresowane tym, co obecne gry oferują. Nostalgia nie poniosłaby tych ruchów tak daleko.

        Moja interpretacja obecności tych gier na listach jest taka, że to raczej efekt eksperymentów. Starogranie przestało być ezoteryczną niszą w niszy, do której trzeba było przekopywać niewielkie wtedy blogi k12 zapaleńców, czytać niewyraźne skany First Fantasy Campaign znalezione w mrocznych otchłaniach sieci (dzisiaj każdy może wpisać w Google Rythlondar i gryźć pierwociny, a 5 lat temu mało kto wiedział o co w ogóle chodzi), czy błagać jeszcze żywych świadków o strzęp wiedzy. Teraz mamy całe fora poświęcone tej części hobby i większość internetowych erpegowców już mniej więcej wie co to sandbox i swobodna eksploracja na heksach – przynajmniej słyszało o tym. Toteż ludzie chcą spróbować, PDFy po 5 czy 10 dolców na DT tylko pomagają w starcie. Odpalają sobie jedną, dwie kampanię i wracają do swoich sprawdzonych pewniaków.

        Porównywanie, jak w powyższej notce, indie z jakimkolwiek mainstreamem jest rzeczywiście bez sensu. Zegarmistrz siedzi jeszcze w początkach nowego milenium, gdy w sieci pełno było zelotów i fanatyków GNS, którzy ciągle wierzyli w rzekome rewolucje i banialuki o totalnej zmianie hobby. Dzisiaj zjawisko okrzepło i chyba nawet najostrzejsi zwolennicy indie porzucili te urojenia. Ich gry znajdują sobie 7-8 tysięcy wiernych fanów, w większości tych samych osób, po czym umierają naturalną śmiercią, nadchodzą nowe i tak do oporu.

      • Shockwave: Też myślę, że argument nostalgii jest nietrafiony. Raz, że nawet w Polsce pełno jest drużyn, które grają w jedną grę od zawsze i grać będą, aż umrą. Nie jeden raz spotykałem już ludzi, którzy rzucali hasłami typu „Warhammer! Fajnie by było, gdyby ktoś napisał 2 edycję”. Powiedzmy sobie szczerze: nie każdy śledzi fora internetowe i newsy w sieci, gdyż jest to zajęcie zdecydowanie mało produktywne. Wiele osób nie widzi się też jako wielkich RPG-owców, którzy mają potrzebę wymieniania informacji z innymi RPG-owcami, tylko starcza im to, żeby sobie w gry pograć.

        Dwa, że jeśli nawet faktycznie graliby z nostalgii to co miałoby to znaczyć? Że ich granie jest gorsze? Liczy się, że grają. A jeśli kilku dziadków jest w stanie naklikać taki ruch, żeby pobić rynkowe nowości świadczy raczej o ich słabości.

        Trzy, że argumenty Enca niestety można odwrócić na drugą strone: równie dobrze inne gry zostały przetestowane raz czy dwa, po czym wrócono do starych gier.

        To, o czym mówisz jest jednak bardzo prawdopodobne: obecnie istnieje bardzo duża moda na retro. W światku gier komputerowych jest to obecnie bardzo mocny i co więcej trwały trend, bowiem datujący się minimum od 1997 roku. I co więcej ściąga też wielu młodych i relatywnie młodych graczy. Nie zdziwiłbym się, gdyby podobna sytuacja miała miejsce i w grach fabularnych.

        A co do indie, to z tego co pamiętam tych fanatyków w Polsce było około dziesięciu. I niestety to od samego początku sprawiało wrażenie, że wygląda tak, jak mówisz.

      • Enc pisze:

        @Shockwave:

        Zwróc uwagę, że zadałem pytanie, a nie stwierdziłem fakt. Nie znam środowiska, zadaję pytania do przemyślenia. To i tak tylko kilka kwestii, które warto by podjąć. Zegarmistrz nie zadał nawet pytania.

        @ Zegarmistrz:

        To podklejanie się pod komć Shockwave’a jest bardzo słabe. Ten wpis mógł być dobry, a jest słabą wyliczanką. Walisz jeszcze mocniej kulą w płot w komentarzach – pisząc o GoT miałem na myśli mechanikę rodu, której 30-sekundowa konwersja z d20 nie załatwia.

        A pytanie o dane z Roll20 idealnie podsumowuje wpis: „Nie wiem, nie mam danych, ale chętnie coś zinterpretuję.”

      • Węszenie obrazy w każdym zdaniu jest jeszcze słabsze.

        A tak! Mechanika rodu. Kwestia dla każdej gry nader kluczowa.

        A to czasem nie jest trochę tak, że dostępne dane nie pasują Ci do światopoglądu?

      • Enc pisze:

        @Zegarmistrz:

        Mechanika rodu w grze o ekipie związanej z rodem, gdzie ważny jest ten ród owszem, jest bardzo istotne. To tak jakbyś wyciął Wilkołaki z Apokalipsy i powiedział „No tak, przecież horror sobie bez wilków poradzi bez problemu”.

        Nie węszę obrazy. Zwracam Ci uwagę, że nie masz nic własnego do napisania. Udowadniasz to mocniej każdym kolejnym komciem 🙂

        Do gustu jeśli już, nie do światopoglądu. Nope, kulą w płot. Lubię DeDeczki, cieszę się z wysokiej pozycji Fejta. Boli mnie tylko to, że robisz bezsensowną, bezrefleksyjną wyliczankę dla podbicia licznika odwiedzin.

      • No napisał, to, co w zasadzie sam myślę, to co mam dodawać?

      • Enc pisze:

        O czym Ty teraz piszesz?

      • Enc pisze:

        A, czyli wątek GoT zamknięty.

        Podtrzymuję to, co pisałem wcześniej, zgadzanie się z Shockwavem nie sprawia, że sam o tym myślałeś. On o tym pomyślał, Ty się podpinasz. Słabe to.

  3. Se'Bastian pisze:

    Zgadzam się z Encem, ale też mi się nie chce wchodzić w polemikę. Nie analizujesz zupełnie ilości edycji niektórych systemów, dat ich wydania oraz czy system nadal jest wspierany przez wydawcę. Najbardziej wartościowe i miarodajne są dwa obrazki z listami popularności systemów. Reszta to takie lecenie po łepkach oraz pobieżna opinia.

  4. mirisdor pisze:

    Z PLiO bez przesady, nie była taka droga. Poza tym na spokojnie było można grać na jednym podzie od zasad. Odpadły tylko statystyki najważniejszych ludzi. Chociaż jest to system… dziwny. Szczególnie na zachód. Bowiem nie zabrania bratobójczych walk wewnątrz drużyny, co przy D&D jest potężną przeciwwagą.

    • Shockwave pisze:

      Bratobójcze walki wewnątrz drużyny to motyw tak stary jak same D&D. Ani to dla zachodnich graczy dziwne, ani żadnej przeciwwagi nie wymaga.

      • mirisdor pisze:

        Chodzi bardziej o to, że po całym tym drużynowym mainstremie razem z jego ekipową papką jest do jakąś odmiana.

      • Shockwave pisze:

        Odmiana? Z tego co kojarzę to PLiO: GoT RPG zakłada grę członkami jednego rodu i/lub ludźmi temu rodowi oddanymi. Nie znam dokładnie tej gry, czy jest tam coś zakładającego, specjalnie zachęcającego (lub nie zabraniającego ponad standardy D&D) do chlastania swoich ziomali po plecach?

        Tzn. ja wiem jak to jest w książkach i serialu, ale wbrew pozorom tam też nie ma samych zdrajców i dwulicowych postaci, wręcz większość pojawiających się osób jest dość lojalna względem swoich rodów. Z pobieżnego opisu GoT RPG nie wydaje się wybijać ponad to i tworzy właśnie taką „klasyczną”, mainstreamową wierną brygadę gierojów, przynajmniej na pierwszy rzut oka. Tyle tylko, że daje jakieś tam uzasadnienie społeczne tej wierności, zamiast „idziemy razem rzezać smoki i lootować skarby bo tak”, mamy „idziemy razem rzezać Boltonów i lootować Lannisterów bo jesteśmy rodziną”.

  5. Suchy pisze:

    Zastanawia mnie na ile swoją mocną pozycję 3/3.5ed dedek zawdzięcza faktowi że w swoim czasie pod d20 wydawano dzięki OGL absolutnie każdy możliwy świat i każde możliwe uniwersum. W każdym możliwym (mniej lub bardziej udanym) wariancie.

  6. beamhit pisze:

    A może im bardziej popularny system na roll20, tym mniej popularny w danej okolicy 😉 No bo jakby miało być tak super, to po co przez bioprądy grać? 😉

    • A może trolle z Poltergeista przyszły i statystyki naklikały? Naprawdę, zachowajmy powagę.

      • slanngada pisze:

        Oj nie byłbym taki pewien. Sesję internetowe mają inną demografię niż gry na żywo. Grają raczej ludzie już pracujący, którzy albo nie mają czasu albo zbytnio ochoty poznawać nowych rzeczy. Do tego ludzie szukając graczy w necie raczej wybierają bezpieczne systemy, na które łatwiej znaleźć graczy itp. To nie jest na 100% miarodajne.

      • Eeeee… Obawiam się, że opisałeś większość znanych mi z reala RPG-owców. Tak naprawdę większość ludzi gra dla frajdy, w gry, które lubi / które ich zaciekawiły po przeczytaniu artykułu w necie / zobaczeniu okładki w sklepie, a nie po to, żeby próbować nowych rzeczy. Po to, żeby poznawać nowe rzeczy gra bardzo niewielu zapaleńców, bardzo widocznych w necie. Obawiam się też, że w realu też ciągle gra wiele osób już dorosłych, pracujących etc. Nawet w robocie mieliśmy kiedyś taką grupę, ale wylecieli, bo odwalili parę strasznych numerów.

      • Suchy pisze:

        „Sesję internetowe mają inną demografię niż gry na żywo.”
        Czyli można wysnuć wniosek że sporo starych systemów jest tam niedoszacowanych bo przykładowo AD&D teoretycznie może być mniej popularne na roll20 bo większość ludzi grających w nie woli po staremu grać analogowo, a ludzie grający w D&D 3.0/3.5/Pathfindera/5/etc. mają mniejsze opory z graniem przez net.

  7. slanngada pisze:

    Eee noi? Popularność raczej nie jest chyba wyznacznikiem jakości. Do tego w Hobby jakim jest erpg duże znaczenie ma siła bezwładności. Gra jest znana bo jest znana. Warhammer 1k100 nigdy był dobry. Z tego co czytałem raczej ma lepszą mechanikę od Generichammera i Korwinhammera. Choć nadal Korwinhammer ma uniwersum niezbyt rpg’owe 4ed miało na pewno sensowniejszą mechanikę od 3.5, która tak jak i path szybko może stać się grą o abstrakcjach.
    Co do tego, że Gota można rozegrać na dnd… Wiesz, wszystko można rozegrać na warhammerze….

    • Rzeczy, które są znane, bo są znane istnieją w każdej dziedzinie życia, nie tylko w RPG. Popularność owszem, nie jest wyznacznikiem jakości, ale nie jest też tak, że gra robi się dobra dlatego, że nikt w nią nie gra.

    • A co do tego „wszystko można rozegrać na Warhammerze”. Wiesz, prawie tak, jak mówię rozwiązali to w GoT D20. Z tym, że tam koniecznie chcieli napchać podręcznik do 500 stron, więc szli w inną stronę: przepisywali klasy z Podręcznika Gracza na nowe realia, zamiast kleryka jest więc Człowiek Wiary, zamiast Maga: Maester etc.

      • slanngada pisze:

        Ale nadal popularność nie czyni lepszą. Rozumiem, że tekst odnosi się chyba do tego, że na pipie zaczęto rehabilitować DND 4ed i Warha 3ed, i słusznie bo hejt na te systemy był nie zrozumiały, choć zauważ, że nikt tam nie twierdzi , że są one megapopularne.

        Ogólnie tekst brzmi straszliwie konserwatywnie „Widzicie? Dobre są tylko te rpgi, w które ja grałem, a nie wasze hipisowskie gry”. Trochę jak „Prawdziwy polak je schabowego i golonki, a nie jakieś hipsterkie curry”

        I dalej nie rozumiem o co ci chodzi z got? System jest naprawdę niezły, bez gadania znacznie lepszy niż czydziestosekundowa przeróbka, I chyba lepszy niż oficjalne d20.

      • Nie śledzę obecnie tak uważnie PiPy, żeby powiedzieć, co oni tam obecnie rehabilitują. Jestem w tej chwili za bardzo przepracowany. Dwa, że Facebook mnie strasznie flooduje zdjęciami ważek i motylków. Hejt na 4 edycję oraz Warhammera 3ed jest dla mnie natomiast absolutnie zrozumiały.

        Natomiast jeżeli chodzi o GoT, to bycie lepszym od wersji na D20 nie jest jakoś specjalnie trudne. Natomiast o co mi chodzi: zorganizowanie kampanii w nieznany system jest dość dużym zadaniem logistycznym: należy wydać pieniądze, przeczytać podręczniki (grube), nauczyć kilka osób dość skomplikowanych zasad etc. W tym układzie nie zdziwiłoby mnie, gdyby spora część ludzi zdecydowała się na jakieś, bardziej ekonomiczne rozwiązanie. Dla większości aktywnych RPG-owców tak naprawdę system ma mniejsze znaczenie, niż sam fakt grania w wystarczająco dobrą grę.

  8. Chaotyczny Zły pisze:

    BTW Stars Without Numbers to także bliski kuzyn D&D i OSR, ale w konwencji science-fiction. Zakamuflowane D&D pojawia się tak w ogóle jeszcze w paru miejscach, jako Original D&D, Labyrinth Lord i Swords & Wizardry (klony). Dungeon Crawl Classics oraz Castle & Crusaders też źródła swoich inspiracji nie kryją. Niemniej mnie cieszy, że jakkolwiek społeczność RPG nie byłaby pofragmentowana na różne style, szkoły i systemy, D&D pozostaje czołową marką, punktem odniesienia i jest czymś stałym w naszym hobby.

    • Shockwave pisze:

      Jest to rzeczywiście pozytywna rzecz. Z drugiej strony jednak ten punkt odniesienie i stała rozmywają się tym bardziej, im mocniej będziemy mu/jej się przyglądać. W końcu grający w starsze edycje D&D (do AD&D2) nie za bardzo mają o czym rozmawiać ze zwolennikami edycji nowszych (3.x i 4.0), bo cele, struktura i praktyka rozgrywki są już zupełnie inne – jedyną rzeczą łączącą pozostają nazwy (AC, Hit Points, klasy, poziomy), ale w praktyce to są dwa zupełnie różne światy.

      • Chaotyczny Zły pisze:

        Jasne. O „Wojnie edycji” też słyszałem 🙂 Mimo wszystko D&D to flagship gier RPG. O tym, że 4e i 2e nie mają nic wspólnego, adept gier fabularnych dowie się dopiero po czasie, jak już się zainteresuje tematem. Dla ludzi z zewnątrz D&D to D&D i coś takiego jest potrzebne, żeby hobby było rozpoznawalne.

  9. Vilkans pisze:

    Porównanie sytuacji z basic D&D i AD&D do tej z Pathfinderem i piątą edycją jest trochę nietrafionie. O ile faktycznie można uznać, że basic D&D funkcjonowało jako wprowadzenie do systemu (niższy level cap, ograniczone drogi rozwoju), tak obecna inkarnacja dedeków ma kompletnie inną filozofię prowadzenia gry, niż produkt Paizo.

    Piąta edycja dla wielu graczy okazała się powiewem świeżości, bo wreszcie D&D dostało naprawdę sensowny zestaw zasad, które przy odrobinie wkładu własnego DM wręcz zmuszają graczy do odgrywania postaci. To prawda, sama walka została znacznie uproszczona, ale bardziej na rzecz wrócenia do idei gry fabularnej, zamiast figurkowej gry bitewnej. Postaci mniej różnią się od siebie pod względem możliwości klasowych, za to otrzymują wachlarz możliwości rozwijania postaci fabularnie.

    Pathfindera uważam za niezłą grę, ale poszedł jeszcze ostrzej w symulator potyczek. Gra bez siatki jest w zasadzie niemożliwa, chyba, że olejemy 90% zasad dotyczących starć. Najwięcej możliwości gracz ma w dobieraniu najmniejszych szczegółów dotyczących umiejętności i rozwoju, co oczywiście daje dużo frajdy, ale jak dla mnie strasznie spowalnia rozgrywkę.

    • To, że DeDeki w nowej edycji uprościły trochę zasady walki jest krokiem w dobrą stronę. W 3 edycji te były nadmiernie rozbudowane, co uderzyło mnie, gdy tylko kupiłem podręcznik. W czystym tekście było to blisko 60 (!!!) stron wordowskich, co jest drobiazgowością na poziomie Advanced Squad Leadera.

      Właśnie to miałem na myśli jednak w tym żartobliwym porównaniu. Patchfinder jest momentami przesadnie wręcz drobiazgowy, ale ma więcej opcji rozwoju postaci, tworzenia buildów, dodatków, magicznych przedmiotów etc. co jest zaletą.

      Nowe DeDeki natomiast mają mało suplementów, ale zasady są dużo bardziej moim zdaniem przystępne niż w 3 edycji i Pathfinderze. Co też jest zaletą. Teraz pytanie brzmi, co jest dla kogo bardziej kluczowe.

      • Vilkans pisze:

        A to nie zakumałem, że porównanie żartobliwe 🙂

        Również wolę edycję 5. W tym systemie nawet jak dm jeszcze się uczy, to gra jakoś płynie, zwłaszcza gdy gracze przejmują inicjatywę i mistrz ogranicza się do reagowania i ewentualnych kar i nagród. W Pathfinderze jeśli mistrz gubi się w mechanikach można spędzić całą sesję na biciu 5 koboldów.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s