Dwie wieże – wrażenia z lektury:

W zeszłym miesiącu zakończyłem ponowną lekturę Władcy Pierścieni. Pora podzielić się przemyśleniami nad tą lekturą oraz obserwacjami, jakie poczyniłem po dłuższej przerwie od Tolkiena. Tak więc:

1) Kiedyś też nie lubiłem Tolkiena:

Władca Pierścieni jest jedną z najpopularniejszych i najchętniej czytanych książek wszech czasów. Jednocześnie jest też książką posiadającą liczne grono krytyków, a niekiedy wręcz hejterów. Ja się do nich raczej nie zaliczam, ale powiem krótko: ja też kiedyś nie lubiłem Tolkiena.

Dokładniej: Władcy Pierścieni.

No, może „nie lubiłem” to za mocne słowo, ale przy pierwszej lekturze nie powalił mnie on z nóg.

Moja przygoda z fantasy rozpoczęła się gdy miałem 12 albo 13 lat, od opowiadania „Piwem i Mieczem” publikowanego w Top Secrecie, Magii i Miecz (a dokładniej od jej podróbki: Magicznego Miecza) oraz gier cRPG i RTS. Z recenzji tych tytułów dowiedziałem się, że istnieje coś takiego, jak literatura Fantasy oraz taki pisarz jak Tolkien. Poszedłem więc do Biblioteki Miejskiej sobie owe książki pożyczyć.

Czasy były nieco inne, niż dzisiaj, tak więc nasza biblioteka dysponowała w dziale dziecięcym następującymi zbiorami:

  • około trzema egzemplarzami Hobbita

  • trzema egzemplarzami Sirmarilionu

  • kilkoma tomami Conana

  • „Skarbami Stolinów”, debiutancką powieścią Ziemkiewicza

  • Czarnoksiężnikiem Z Archipelagu

  • dwoma książkami Andre Norton

  • pierwszym tomem Narnii

  • piątym tomem Amberu (pamiętam dobrze, bo na lata zniechęcił mnie do tej serii)

  • i po jednej sztuce każdego tomu Władcy Pierścieni.

Ta ostatnia książka była dość mocno okupowana, trzeba więc było się zapisywać nań na wiele miesięcy naprzód, a co gorsza z pierwszego tomu wyrwano kilka kartek, zawierających w zasadzie cały rozdział o Morii. Niemniej jednak, zanim się do Władcy dopchałem przeczytałem większość pozostałych.

Hobbit mi się podobał i to nawet bardzo, acz był trochę za bajkowy dla wchodzącego w fazę buntu nastolatka. Sirmarilion nie: byłem wtedy na niego za młody, wymęczył mnie strasznie. Władca Pierścieni natomiast… Nawet nie to, że mnie rozczarował, bo książka raczej mi się podobała. Rzecz w tym, że w Conanie dużo częściej się bili i występował w nim większy, ciekawszy bestiariusz. Co więcej najciekawsza bitwa pierwszego tomu została z niego wydarta…

Wiecie, na moje oko Władca Pierścieni, w szczególności na tle lektur szkolnych i dostępnej literatury młodzieżowej prezentował się bardzo interesująco: bili się w nim, bohaterowie brali udział w wojnie, podróżowali i cierpieli, spotykali potwory, a autor traktował czytelnika jak równego siebie, a nie jak infantylnego idiotę. W tamtych czasach jeszcze nikt nie słyszał o Harrym Potterze, a dostępna literatura młodzieżowa prezentowała sobą poziom i problematykę „Tego obcego”, dość mocno odstając od tego, czym żyliśmy zarówno w świecie realnym, jak i w świecie wyobraźni. Wiecie: w tamtych czasach każdy facet w naszej klasie miał za sobą już seans „Terminatora” Jednak w Conanie było więcej nawalanki na metr kwadratowy, a w Czarnoksiężniku z Archipelagu Czarodziej, mój ulubiony archetyp był na pierwszym planie…

Gdyby nie ten fakt nie wróciłbym szybko do Władcy Pierścieni. Jak się jednak wkrótce okazało jedna ze znajomych mojej mamy dysponowała Władcą Pierścieni w stanie nienaruszonym, pożyczyłem od niej więc książkę tylko po to, żeby przeczytać to starcie. Jako, że już lekturę zacząłem przeczytałem Władcę drugi raz.

Trzeci przeczytałem dlatego, że w bibliotece nie było więcej książek fantasy, a ja polubiłem ten gatunek. Wkrótce potem zacząłem też kupować własne książki. Początkowo nie szło to za dobrze: książki kupowałem głównie za pieniądze zarobione u Babci (tzn. jeździłem jej po zakupy, Babcia jednak za każdym razem pozwalała mi wziąć sobie 50 groszy „na oranżadę”, co pozwalało uzbierać na jedną książkę kwartalnie, kieszonkowe oczywiście wydawałem na towary pierwszej potrzeby: Top Secret, Gambler i gry komputerowe). Tym sposobem nabyłem moje nastoletnie bożyszcze: Dragonlance.

Czwarty raz zabrałem się za Tolkiena po lekturze Sapkowskiego, poruszony głębokim rasizmem tego świata. To był też moment, w którym Tolkiena polubiłem naprawdę, ale to naprawdę bardzo.

2) Drzewiec: nie taki idiota

Z Drzewca w filmie zrobiono w sumie idiotę, który nawet nie wiedział, co się dzieje na jego podwórku. W książce to znacznie mądrzejsza postać, która wstrzymuje się z działaniem z dużo mądrzejszych powodów: nie jest do końca przekonany. Tak naprawdę w momencie, gdy dochodzi do konfrontacji Drzewiec jest między dwoma, przeciwnymi siłami, do których nie ma pełnego zaufania: Sarumanem i Gandalfem. Co więcej: nie jest władcom entów, więc nie jest w stanie wydać rozkazu „to teraz zbierzemy wszystkich wojowników i wyruszymy na wojnę”, tylko musi przekonać ich do swych racji. Tak naprawdę ma na to jedną szansę, jeśli za pierwszym razem mu się nie powiedzie, to prawdopodobnie nigdy nie będzie w stanie zaproponować kwestii pod obrady. Musi mieć więc niezbite dowody…

Co więcej: Drzewiec jest świadom, że bitwa z Sarumanem może być ostatnią bitwą Entów, tych bowiem jest już niewielu, a Saruman zorganizował bardzo duże siły. Maszerując na Isengard Enty liczą się z tym, że może to być ostatnia wyprawa wojenna ich ludu.

Udaje się odnieść zwycięstwo przy małych stratach, bowiem Enty zaskakują gród Sarumana w zasadzie pozbawiony obrońców.

3) Helmowy Jar

Z jakiegoś powodu wydawało mi się, że Helmowy Jar będzie dominującym fragmentem książki, prawdopodobnie z tej przyczyny, że we wspomnieniach ta zlała mi się w pamięci z wersją filmową, gdzie stanowi prawie połowę czasu ekranowego. Faktycznie jest to ważny moment, gdyż w nim zacieśniają się przyjaźnie, zostaje też zawarte braterstwo broni z Eomerem, jednak sama bitwa jest raczej krótka.

4) Bezimienne stwory

W relacji ze swego powrotu do życia i walki z balrogiem Gandalf wspomina, że głęboko pod Morią „ziemię drążą bezimienne stwory, zbyt plugawe, by ich opisem kalać światło dnia”. Od zawsze ciekawi mnie, co to było? Jakieś naturalne stworzenia? Pozostałości po armiach Morgotha z pierwszej ery? Pomiot Chtulhu? Krewniacy Czatownika?

5) Sauron prawdopodobnie był humanoidem

Pominąwszy Nazguli i Rzecznika chyba jedyną (choć nie do końca, Faramir wspomina bowiem, że Władca Ciemności miał jakoby odwiedzić Harad i rozmawiać z tubylcami, jednak z kontekstu wynika, że nie dysponuje on informacjami z pierwszej ręki) istotą, jaka widziała na własne oczy Saurona jest Golum.

Wspomina on, że „tamten ma cztery palce u czarnej ręki”. Dodatkowo na chwilę przed zniknięciem Saurona oczom hobbitów ukazuje się sylwetka giganta, która później rozwiewa się na wietrze. Oczy rąk nie mają. Wniosek z tego, że Władca Ciemności był prawdopodobnie humanoidem.

6) Orkowie

Dwie Wieże są tomem, w którym chyba najlepiej możemy poznać Orków. Istoty te wywodzą się z trzech „narodów”: poddanych Isengardu, Mordoru i orków z Gór Mglistych (gobliny). O orkach w sumie nie wiemy wiele. Tak więc:

  • orkowie, mimo że żywią nienawiść także wobec własnego gatunku mają najwyraźniej jakieś cieplejsze uczucia wobec swoich wodzów i prawdopodobnie znają jakąś formę lojalności. Wynika to z faktu, że mają w zwyczaju mścić zabitych przywódców. Używają też słowa „morderstwo”, wyraźnie nacechowanego negatywnie w wypadku osób, które zgładziły ich współplemieńców.

  • Prawdopodobnie znają też jakieś, synowskie uczucia, albowiem Bolg (wódz orków w trakcie Bitwy Pięciu Armii) używał tytulatury „Syn Azoga”.

  • Są też co najmniej bardzo długowieczni: od Bitwy pod Bramą Morii, gdy zginął Azog do Bitwy Pięciu Armii, gdy poległ Bolg upłynęło bowiem aż 150 lat.

  • Orkowie zjadają ludzi i prawdopodobnie innych orków. Sądząc z kontekstu wypowiedzi Grisznaka ten ostatni akt jest jednak najmniej wstydliwy (choć Grisznak mógł też próbować tą sugestią zastraszyć orków z Morii).

  • Sądząc z rozmowy Shagrata ze Snagom także ucieczka i porzucenie towarzysza broni na pastwę losu jest dla nich czynem chańbiącym.

  • Życie wśród orków jest raczej tanie. Wszystkie cztery spotkania, w trakcie których mogliśmy słuchać rozmów tych istot zakończyły się morderstwem. Co więcej orkowie mordują się powodów błahych lub pozornie błahych, w tempie wręcz ekspresowym. W tym tempie w zasadzie ich biologiczne przetrwanie powinno być niemożliwe.

  • Z drugiej strony przynajmniej w jednym przypadku starcie zachodzi między orkami reprezentującymi trzy, odmienne siły i trzy odmienne dowództwa: tymi z Morii, z Isengardu i Grisznakiem z Mordoru, co uzasadnia panujące między nimi napięcie.

  • Trzy dalsze starcia zachodzą między orkami z Cirith Ungol, a innymi orkami (z Morgulu i z orkiem tropiącym), co może wyjaśniać mordercze zapędy tego plemienia. Po pierwsze: załoga tej fortecy składała się z Uruk-hai, którzy nie traktowali innych orków jak równych sobie (zwracając się doń przy każdej okazji per „Snaga” czyli „niewolnik”). Po drugie: Cirith Ungol jest twierdzą, której zadanie polega głównie na uniemożliwieniu ucieczki niewolnikom Saurona (Tolkien pisze o tym w „Powrocie Króla”), co sugerować może, że tamtejsi orkowie stanowią coś w rodzaju garnizonu NKWD, podwójnie znienawidzonego. To może wyjaśniać nienawiść.

  • Wśród orków, przynajmniej tych z Mordoru działają szpicle. Orkowi oficerowie: Gorbag i Shargat boją się rozmawiać swobodnie, w obawie, że tacy są między ich żołnierzami.

  • Podsycanie antagonizmu między Uruk-hai, a zwykłymi orkami, zarówno poprzez programowe poniżanie zwykłych orków, jak i tworzenie wśród nich sieci informatorów może być celową polityką Saurona, rządzącego wedle polityki „Dziel i rządź”, takiej samej, jaką Saruman próbować będzie później zastosować w Shire. Przemoc między orkami może natomiast być jej wynikiem.

  • Orkowie, przynajmniej w Mordorze są ponumerowani.

  • Używają też (przynajmniej niektórzy) jakiegoś rodzaju pisma (w wielu miejscach swojego pobytu pozostawiając „runy”, „prymitywne runy” lub „odrażające runy”), a niektórzy wydają się do tej umiejętności aspirować kreśląc „bezmyślne zygzaki”.

  • Co ciekawe Gimli uważa wejście do orkowego domostwa za hańbę, co raczej trudno wyjaśnić wojskowymi zwyczajami, a raczej ewentualnym posądzeniem o brataniem się z orkami. Mogłoby to sugerować, że takie krasnoludy bywały. Tym bardziej, że nienawiść między nimi, a orkami jest stosunkowo młoda, datuje się czasów po upadku Ereboru. Gdyby żaden krasnolud nie zbratał się z orkami, to wejście do orkowego domostwa (celem zjedzenia posiłku z hobbitami, Legolasem i Aragornem) prawdopodobnie byłaby dla Gimlego czynem neutralnym.

Wydaje mi się więc, że odrażające zachowanie orków wynika raczej z ich kultury, a nie z ich natury.

7) Enty ratują Helmowy Jar

Kolejna rzecz, której zapomniałem: Bitwa o Helmowy Jar nie zakończyła się klęską tylko z powodu interwencji Entów, a nie, jak w filmie Gandalfa. Gandalf w prawdzie przybył, zgromadziwszy rozbite wcześniej oddziały Rohanu oraz jego piechotę, jednak interwencja ta była podwójnie spóźniona: po pierwsze, główne siły Orków zostały już rozbite przez Entów, po drugie, gdyby do tego nie doszło, Theoden już by nie żył…

Choć oczywiście Gandalf działał w porozumieniu z Drzewcem i wiedział, czego ma oczekiwać oraz ile ma czasu.

Z drugiej strony należy zauważyć, że Saruman, mimo opinii mędrca okazał się najmniej miernym dowódcą. Pozostawił Isengard niestrzeżony, przez co z łatwością został podbity przez Entów, próbował dowodzić ze stolicy, miast towarzyszyć wojsku, nie ścigał rozbitych sił Rohanu, co dwukrotnie pozwoliło im się zebrać i powrócić na pole walki. Nie obsadził zdobytych brodów na Isenie, przez co Rohańczycy mogli je odbić i musiał zdobywać je ponownie. Mimo strategicznej inicjatywy oraz opanowania terenu i spustoszenia go w Zachodniej Bróździe nie próbował ani zablokować ani zająć Helmowego Jaru przed przybyciem Theodena (byłoby to trudne, gdyż schroniły się tam znaczne siły). Gdy to nastąpiło skupił wszystkie siły w ataku na twierdze i w bezsensownych szturmach, zamiast zamknąć je w oblężeniu za pomocą niedużego, wydzielonego oddziału i wziąć głodem, a za pomocą reszty armii opanować Rohan.

Jego działania można tłumaczyć szczupłością sił: wystawił ledwie 10 tysięcy wojowników, a i to kosztem opróżnienia twierdz, podczas gdy Rohan, po przegraniu dwóch ważnych bitew nadal samej jazdy miał co najmniej 6 tysięcy i za wyjątkiem obrony Zachodniej Brózdy nie ogłosił zaciągu piechoty.

Jednak dlaczego w takiej sytuacji rozpoczął wojnę?

Marny był z niego dowódca, oj marny…

8) Martwe Bagna i Martwy Haradrim

To dwie sceny, które wywołały na mnie największe wrażenie we Władcy Pierścieni. Scena na martwych bagnach jest po prostu fajnie napisaną mieszanką nostalgii i horroru, bardzo plastyczną. Ogólnie w czwartej księdze, podczas przeprawy przez Ithilien mamy do czynienia z najlepszymi opisami przyrody u Tolkiena…

Jeśli chodzi o Martwego Haradrima…

Ta scena od zawsze robiła na mnie wrażenie. Jeden z kolegó wspominał kiedyś, że na nim największe wrażenie wywarł pojedynek między Królem Czarnoksiężnikiem, a Eowiną, bowiem jak to? Baba wojowniczka? Baba zabiła takiego pakera?

Ja, czytając Tolkiena po raz pierwszy w wieku 12 lat byłem już po Street Fighterze i Mortal Kombat, więc normalnym dla mnie było, że baby walczą. Natomiast tym, co mnie zaskoczyło była refleksja nad poległym wrogiem. Wiecie: zarówno szkolny patriotyzm jak i popkultura nauczyły mnie, że „za dłoń podniesioną na Polskę kula w łeb!” i tyle. Bez refleksji, bez namysłu.

A tu takie coś.

9) Zmiana zainteresowań narratora i charakteru Sama:

Co ciekawe w czwartej księdze zmieniają się zainteresowania narratora. O ile w w pierwszej i drugiej skupiony był głównie na Frodzie lub hobbitach, pisząc przez ich pryzmat, tak w czwartej księdze pisze głównie o Samie, jego myślach i odczuciach, myśli i odczucia Froda natomiast pozostają tajemnicą, chyba, że zechce się nimi podzielić.

Ciekawa jest też metamorfoza Sama. O ile przez cały pierwszy tom zajmował się głównie recytowaniem poezji i pieprzeniem o elfach, tak teraz nagle doznał ataku zdrowego rozsądku, zajmuje się głównie zarządzaniem i logistykom, cały czas odwołując się do ludowej mądrości. Można by powiedzieć, że po Loren na elfy się napatrzył…

Co ciekawe później, w rozdziale „Wiele pożegnań” Samowi wraca stara postawa tym silniej, im bliżej Shire jest. Można by powiedzieć, że o ile w domu jest marzycielem, to poza nim jest hobbitem…

10) Legolas ewidentnie używa medytacji, jak w DeDekach 3ed.

W trakcie pościgu za orkami jest taka scena, gdy zmeczony Aragorn i Gimli usypiają, jednak Legolas nie śpi, bowiem „umysł elfa odpoczywa błądząc po dziwnych ścieżkach marzeń”.

Ciekawe.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Fantasy, Książki, Przeczytane i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

10 odpowiedzi na „Dwie wieże – wrażenia z lektury:

  1. Karoluch pisze:


    Ta scena od zawsze robiła na mnie wrażenie. Jeden z kolegó wspominał kiedyś, że na nim największe wrażenie wywarł pojedynek między Królem Czarnoksiężnikiem, a Eowiną, bowiem jak to? Baba wojowniczka? Baba zabiła takiego pakera?” – To jest moja ulubiona scena, ale nie ze względu na to, że baba zabiła takiego pakera. Tylko, że ona jest bardzo dramatyczna. Taka jakby to powiedzieć, czuje się w niej napięcie. Te kilka ciosów, ta wymiana zdań. Nazgula nawet ogarnęły pewne wątpliwości gdy Eowina się ujawniła. Wszystko nad ciałem martwego króla. Nie taki durny balet jak w filmie.

  2. Lipiński pisze:

    Co do bratania się krasnoludów z orkami, to w Hobbicie jest wzmianka o zawieraniu z goblinami sojuszów przez niektóre krasnoludzkie plemionia. Informacja ta jest zawarta w krótkim opisie orkowej rasy zawartym tuż przy pierwszym spotkaniu z tymi raczej niemiłymi jegomościami.

  3. Jakub Ślęzak pisze:

    4) też mnie zawsze intrygowała – wygląda na to, że Śródziemie ma swój włany Podmrok. Stawiałbym nie tyle na armie Melkora, co pomioty będące skutkiem jego mocy. Melkor był silnie zwiazany z ziemią i z metalem, więc zdaje się naturalne, że jego plugastwo zgromadziło się właśnie w podziemiach

    Co do 5), to jest jednoznacznie powiedziane, że był, nie pamietam tylko, czy we „Władcy” bezpośrenio, czy w innych kanonicznych źródłach. Współpracował z elfami i był przez nich uważany za pięknego, dopiero zagłada Numenoru pozbawiła go przystojnej formy. Nie wiem, czy jest gdzieś uszczegółowione, czy wyglądał bardziej jak elf, czy bardziej jak człowiek. Jego kontakty sugerowałyby to pierwsze, ale wygląd Gandalfa, w końcu też majara, to drugie.

    Tematyka 6) jest jeszcze trochę rozwinięta w ostatniej części. Szczególnie zaintrygowało mnie, że orkowie mieli swoje personalne numery identyfikacyjne. Mają też proch, rozwinięte maszyny oblężnicze, dopracowaną organizację armii… Jest ewidentne, kto w świecie Śródziemia jest stroną postępową.

  4. Shockwave pisze:

    Bezimienne stwory nie mają raczej nic wspólnego z Morgothem i jego sługusami. Gandalf wspomina, że nawet Sauron nie ma o nich żadnego pojęcia, oraz że te rzeczy są od niego starsze. Trzeba też pamiętać, że nie całe zło w Śródziemiu brało się od Melkora – choćby Ungolianta była złym duchem z Zewnętrznej Ciemności, więc istnieje tam dużo tajemnic i mrocznych wątków bez wyraźnego rozwiązania, zaś całe zło Ardy nie da się wytłumaczyć „bo Melkor”.

  5. UglyGoblin pisze:

    Shockvawe ma rację – Tolkien dopiero pod koniec życia starał się „zunifikować” całe źródło zła. Co do Saurona, to jest on Majarem – duchem takim samym jak Gandalf, Saruman czy Radagast. Nie ma więc jednej postaci, ale potrafił przybierać rożne formy (w Silmarilionie przybierał postać wilka czy nietoperza). Dopiero podczas bitwy kończącej Drugą Erę, gdy został pokonany przez Elendila i Gil-Galada, utracił na zawsze formę cielesną i mógł egzystować jedynie jako „zły duch”.

    • Tak, ale mówimy o jego postaci w trakcie Wojny O Pierścień.

      • Shockwave pisze:

        Wydaje mi się, że możemy uznać wprost z całą pewnością, że Sauron miał humanoidalną formę. Raz, że Gollum potwierdza brak jednego palca na prawej dłoni Władcy Ciemności, gdy widział go w Barad Dur (Tolkien w listach zakładał, że miał on już wtedy formę cielesną). Dwa, że w Silmarillionie mamy wzmiankę o tym, że po utracie ciała podczas zniszczenia Numenoru mógł on przybierać już tylko jeden kształt – straszny, obezwładniający i bardzo podobny do tego, który miał Morgoth. Zaś Morgoth był jak najbardziej humanoidalny.

  6. Karoluch pisze:

    Co do kształtu Saurona w czasie Wojny o Pierścień, to Tolkien napisał w którymś z listów, że Sauron był wyższy niż człowiek, ale nie gigantyczny w tej formie.

    Swoją drogą proponuję zerknąć na streszczenie tego listu, bo tu jest coś fascynującego. Tolkien opisał alternatywny przebieg zdarzeń jakby Gollumowi nie udało się popełnić tak spektakularnego samobójstwa.:
    http://tolkiengateway.net/wiki/Letter_246

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s