Powrót na ojczyzny łono:

No i stało się nieszczęście: urlop mi się prawie skończył. Jeszcze jutro zażywać będę wolności, a pojutrze wrócę do pracy, w szczyt sezonu, zażywać męki i cierpienia. Jako, że urlop przypadał mi w tym roku na sam środek lata tym razem postanowiłem wyjechać i bawić się na zlocie mego internetowego towarzystwa. Tym razem na miejsce zlotu wybraliśmy wieś Łosień na Kielecczyźnie.

Wsiadłem więc do busa i wyruszyłem w nieznane. To, że źle się dzieje dało odczuć się, gdy minąłem Mielec: krajobraz dobitnie wskazywał, że oto opuszczam kwitnące, bogate i ludne Podkarpacie, krainę rozkwitu, przyjaznych ludzi i dobrobytu, by zawitać w kraju bezludny i nędzny. Przewóz Osób wiózł mnie przez kraj miast wielkości 5.000 plus i małych gospodarstw rolnych. Pustostany były ze wszystkich stron, a piaszczysta gleba rodząca rzadkie zboże kojarzyła się z Falloutem.

Najbardziej przejmującym pustostanem był mijany w jednym z miasteczek budynek, którego środkowa ściana zawaliła się do wnętrza, na gruzowisku rosło natomiast dzikie wino i bluszcz. Nad tym natomiast znajdował się druciany napis „Kino”. Normalnie jak z filmu o powstaniu warszawskim.

Tym oto sposobem dotarłem do Kielc.

W Kielcach spędziłem jakieś 4 godziny (dwie pierwszego dnia i dwie ostatniego podróży), a miasto to wywołało na mnie wrażenie mieszane. Kielce, metropolia nr 7 na Top 10 najszybciej wyludniających się miast w Polsce, nie są w prawdzie takie brzydkie jak Stalowa Wola (aczkolwiek niewiele jest pod słońcem rzeczy od Stalówy brzydszych), jednak dążą w tym kierunku. Ogólnie rzecz biorąc wyglądają jak zła dzielnica w Lublinie. Spacer tym ich giga deptakiem (ul. Sienkiewicza) nie poprawił moich wrażeń. Otóż: każdy z nas wie, jak takie deptaki wyglądają: masa agencji kredytowych, hipsterskich knajp i salonów z telefonami komórkowymi, a do tego upchnięte tu i ówdzie tanie książki, kebabownie, Mac Donalds, Sfinks i Biedronka. Tak więc tanie książki, kebabownie, Biedronka i Sfinks („działalność lokalu chwilowo zawieszona”) oczywiście tu także były, ale w charakterze „gwiazd dobrego towarzystwa”. A prócz tego: dorabianie kluczy, „wszystko za 5 złotych”, fryzjer, coś ze dwa lombardy i tym podobne zabawki. Nie jestem fanem trzech wymienionych elementów, ale tu czuło się taką niesamowitą atmosferę lat 90-tych i epoki dzikiego kapitalizmu… Tym bardziej, że zaczęły zaczepiać mnie jakieś łebki hasełkami typu „Ty facet, co masz taki plecak napierdolony”, jednak, gdy zasugerowałem, że jeszcze słowo, a napierdalane będzie coś innego uciekły. Widomy dowód, że nie cofnąłem się w czasie. W latach 90-tych bowiem po takiej pyskówce do młodzieży z patologii straciłbym plecak i zdrowie.

Jeśli chodzi o Góry Swiętokrzyskie, to:

Tak wygląda typowy krajobraz w Ciemnogrodzie:

A tak w Górach Swiętokrzyskich:

Słowem: 3/10. Nie polecam tych gór.

Serio, mam lepsze w domu. Patrzcie: najwyższa góra w Górach Swiętokrzyskich to Łysica, mająca 612 metrów npm. Mroczny Wierch: taka se górka przed Bieszczadami: 667 metrów npm.

Tak oto dotarłem do owego Łosienia. Łosień jest o tyle ciekawy, że płynie przez niego Wierna Rzeka, unieśmiertelniona przez Żeromskiego w powieści „Wierna Rzeka” właśnie.

Wygląda ona, na całej długości tak:

Bardziej trafną byłaby nazwa „Mierna Rzeka” ale ja na geografii się nie znam.

Na miejscu powitała mnie wyjątkowo parszywa pogoda: upał, 40 stopni, gorąco.

Oczywiście jak na piwniczne nerdy przestało nie mogliśmy siedzieć na tyłku, tylko ruszyliśmy zwiedzać. Tak więc:

W Chojnicach jest fajny zamek. Zamek oczywiście jest zrujnowany, za to odstawiony w konwencji cyrkowej. W środku co godzinę odbywa się pokaz tańca średniowiecznego i strzelania z hakownicy. Dodatkowo można zakuć w dyby kolegę oraz przymierzyć zbroję rycerską. Za dodatkową opłatą można też postrzelać z łuku.

Ważna informacja: Melmothia, mimo małego wagomiaru jest potwornie niebezpieczną kobietą i nie należy jej drażnić. Pierwszym strzałem trafiła w sam środek tarczy i to tak mocno, że strzała przeleciała na wylot. Istnieje zagrożenie, że ona może tak robić z ludźmi. W razie Apokalipsy Zombie należy ją wziąć do drużyny jako Damage Dealera.

W samych Chęcinach jest też bardzo fajna naleśnikarnia, gdzie dają bardzo duże naleśniki. Polecam.

Mając ją w drużynę nie baliśmy się odwiedzić Jaskini Raj, mimo że zamieszkana jest przez nietoperze i jadowite pająki. Miejscówka ta ma poważną zaletę: jest w niej zimno. Do tego ciemno. Niestety nie można robić w niej zdjęć. Warto iść choćby dla Expa.

Swięty Krzyż, zwany dalej w tekście Żydowską Górką mnie nie przekonał. Pod samym krzyżem znajduje się Wioska Sredniowieczna, ponownie w konwencji luźno nawiązującej do historii, gdzie można jednak zobaczyć wiele rzeczy, w tym między innymi, jak lepi się garnki czy wyrabia żelazo. Mi się podobało, innym chyba też.

Mniej podobały nam się ceny w tamtejszej restauracji (stąd nazwa „Żydowska Górka”) i czas dostawy. Koniec końców na sam Swięty Krzyż nie weszliśmy, bowiem jedna z dziewczyn od upału nam się rozchorowała.

Weszliśmy jednak na Łysicę, gdzie spotkaliśmy liczne gołoborza i zabiliśmy je dla expa, w rezultacie czego rozpadły się na takie kamienie:

Pod Łysicą trafiliśmy na fajny, tani bar. Obok baru było też Muzeum Minerałów i Skamieniałości, ponoć największe w Polsce. Kiedy inni zajmowali się staniem w kolejce po żarcie skorzystałem z okazji i zwiedziłem. Mieli tam takie rzeczy:

W szczególności fajne było coś takiego. Było wystarczająco duże, żeby człowiek się w tym zmieścił.

Wejście na Łysicę jest nieco hardkorowe z uwagi na wielką ilość kamieni, na których łatwo kostkę skręcić.

Prawie w samym Łosieniu mieściło się coś, co nazywa się Podzamcze Piekoszowskie i wygląda tak:

To taka ruinka. Dość zrujnowana, ale fajna.

Ogólnie: były atrakcje, byli fajni ludzie, zrobiłem prawie tysiąc zdjęć, było nawet na co narzekać, a ja lubię narzekać.

Osobnym plusem był nasz ośrodek o nazwie Agroturystyka Jan i Teresa Kozień, bardzo miłe miejsce i niedrogie. Gospodyni też życzliwie do ludzi nastawiona, dostaliśmy od niej duuuużo kompotu i pomidorki.

Autorem plamy zjazdu w tym roku byłem Ja: zgubiłem klucze do pokoju i musiałem płacić za ich dorobienie.

Za rok trzeba będzie zrobić takie samo coś.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Przygody i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „Powrót na ojczyzny łono:

  1. KTM pisze:

    Ja tam lubię Góry Świętokrzyskie mimo ich nikczemnej postury. Pasmo Łysica – Łysa Góra jest bardzo ciekawe. Takie górki są też fajne dla dzieci albo seniorów. Poza tym jak ktoś lubi góry, mieszka w centrum kraju i nie zawsze ma możliwości pojechać w wyższe góry, to w Świętokrzyskie można wyskoczyć choćby na jeden dzień i zmienić krajobraz 🙂

    • We mnie cały czas żyje rozczarowanie z podstawówki. Wychowałem się w dość pofałdowanej krainie, pojechaliśmy na wycieczkę, oczekiwałem gór, a dostałem równinę…

      Ale to i tak lepiej niż alternatywa. Panienki z klasy optowały wtedy za wycieczką do Auschwitz.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s