Przeczytane w lipcu 2017:

Lipiec był niezłym miesiącem, padło w nim bowiem aż 6 książek.

Tym razem lista lektur obejmowała:

Węzeł bez końca:

Ocena: 8/10

Śmieszna sprawa… Pomyliłem książki i zamiast drugiego tomu kupiłem trzeci. No, ale nie da się ukryć, że nie jest to nowość, a książkę już kiedyś czytałem, tak więc nie przeszkadzało mi to.

Streszczając: bohater w poprzednim tomie rozprawił się z uzurpatorem, który zajął miejsce prawowitego króla magicznej krainy zamieszkanej przez Celtów i sam został królem owych Celtów. Miało to uspokoić magiczne anomalie niszczące świat, jednak tego nie zrobiło. Jak się okazuje konieczna jest więc zbrojna interwancja na sąsiedniej wyspie, gdzie dzieją się straszne rzeczy. Bohater, wraz z wierną sobie armią wojowników wyrusza we wskazane miejsce, by zrobić porządek…

Ogólnie: jak wspominałem jest to fantasy w stylu conanowskim o silnych wojownikach uczestniczących w wielkopomnych bitwach i ucinających sobie głowy za pomocą mieczy. Książka oblana jest celtyckim sosem kulturowym. Jako taka sprawdza się całkiem nieźle, aczkolwiek nie jestem miłośnikiem tego kręgu kulturowego.

Jej zaletami jest szybka akcja, atmosfera oraz sceny walki i (jeśli ktoś lubi) przemoc. Wadami: nieskomplikowana fabuła.

Dwie wieże:

Ocena: 10/10

Kontynuacja powrotu do Tolkiena i Władcy Pierścieni. Po wydarzeniach z poprzedniej części drużyna rozdziela się. Frodo i Sam wyruszają do Mordoru, Merry i Pipin zostają porwani, natomiast Aragorn z przyjaciółmi rusza ich śladem.

Jak się okazuje film jednak całkowicie spaczył mi wspomnienia po tej książce i to nawet mimo faktu, że Władcę przeczytałem znacznie więcej razy, niż obejrzałem (aczkolwiek obejrzenia zdarzyły się relatywnie niedawno). Tak więc spodziewałem się, że tom ten będzie jedną, wielką młócką, tak jak film, gdzie przeszło połowa treści to było lańsko w Helmowym Jarze.

Bitwa oczywiście tam była, ale dużo krótsza i bardziej zwięzła, a przez to chyba bardziej wyrazista, niż w filmie. Oraz oczywiście pozbawiona elfów, Legolasa na desce i paru innych. Ogólnie rzecz biorąc w tym wykonaniu podobała mi się bardziej, niż filmowa.

Druga księga, czyli wędrówka Froda i Sama z jakiegoś powodu przywodzi mi na myśl obrazy Beksińskiego. Prawdopodobnie dlatego, że wiele jest tu podobnych elementów: odrealnionych opisów zniszczonej przyrody, ruin, niepokojących miejsc…

W tej księdze znajdują się też dwie najmocniejsze sceny, które zawsze wywierały na mnie największe wrażenie: scena z martwym Haradrinem i wypadek na Martwych Bagnach.

Ogólnie bardzo się cieszę, że wróciłem do tej lektury. A przede mną jeszcze jeden tom!

Takeshi tom 2: Taniec Tygrysa

Ocena: 5/10

Łojezu, ale to jest słabe…

Bardzo dawno temu Maria Lidia Kossakowska przekonała mnie do swojej twórczości opowiadaniem „Wieża z zapałek” opublikowanym w Magii i Mieczu. Przez długie lata byłem fanem tej autorki, przekonanym, że w stajni Fabryki Słów jest ona najzdolniejsza i jeszcze wiele razy nas zaskoczy.

I niestety zaskakiwała mnie nie jeden raz. Generalnie od „Rudej Sfory”, która była do bólu sztampowym fantasy, osadzonym w świecie syberyjskich wierzeń, na tyle pozbawionych charakteru, że niewystarczającym, by zakryć wyświechtane motywy i tematy było już tylko gorzej. Niestety nie inaczej jest z Takeshim.

O ile pierwszy tom był raczej przewidywalnym, science-fantasy o cyber-samuraju-wiedźminie, który idzie i zabija bez jakiejś większej przyczyny, gdzie zamierzona stylistyka kiczu mieszała się z kiczem niezamierzonym, tak drugi tom jest dodatkowo czystym chaosem. Liczba wątków dorównuje Grze o Tron, skaczemy od postaci do postaci, jakoś też nie widać, żeby to wszystko się ze sobą zazębiało.

Drażnią też bohaterowie, w szczególności sam Takeshi. Stanowi on typowy przykład trzydziestoletniego trzynastolatka, dodatkowo z syndromem niepowodzeń szkolnych. Opisywany jest jako bezwzględny zabójca z silnym kodeksem etycznym, faktycznie jednak sprawia wrażenie człowieka skrajnie niedojrzałego, kapryśnego i humorzastego, a przez to niebezpiecznego, bo nieprzewidywalnego. Strasznie trudno się z nim utożsamiać.

Fabuła skacze z miejsca w miejsce, wprowadzając coraz to nowe postacie, w dużej mierze po to, żeby je zabić. Jest to o tyle irytujące, że nie widać, aby miały się one ze sobą wiązać. Przez pół tomu Takeshi jęczy, potem goni na zbity pysk, żeby tylko fabułę zakończyć…

Zaletę stanowią natomiast opisy walk.

W skrócie: jest to ostatnia książka Marii Lidii Kossakowskiej, jaką kupiłem. Tendencja spadkowa, jaką widać od bez mała 10 lat utrzymuje się nadal, więc nie ma sensu w to dalej brnąć.

Szkoda.

Sztuka wojenna w średniowieczu: tomy 1-3:

Ocena: 8,5/10

Są to trzytomy tej samej książki, tak więc nie będę opisywał ich po kolei. Jak widać jest to kolejna już pozycja o wojskowości średniowiecznej. I prawdopodobnie ostatnia jaką kupiłem. Wydana została na początku naszego wieku, co widać nieco po treści, sposobie narracji, nieco momentami przestarzałych już poglądach autora, oraz położeniu akcentów na obecnie pomijane już fragmenty typu narodowo-romantycznego.

Nie zmienia to faktu, że Oman ma znacznie szerszą wiedzę, niż jego kontynuatorzy. Jest tez w stanie spojrzeć szerzej, niż oni, pisząc historię wojskowości nie tylko przez pryzmat Wysp Brytyjskich, ale też Europy Wschodniej, Południowej, Hiszpanii i Bliskiego Wschodu. W prawdzie brakuje mi tu kilku ważnych bitew (Grunwald, zdobycie Granady, w ogóle mało jest też o oblężeniach) jednak w porównaniu do innych książek widać bogactwo danych. Widać też niestety kto na kim się wzorował w XX wieku…

Co więcej Oman nie pisze tylko o walkach, ale też sporo o ewolucji i zmianach w uzbrojeniu. Jak pisałem, część jego informacji obecnie już uważana jest za przestarzałe, jednak z lektury można dowiedzieć się naprawdę dużo.

Ogólnie: polecam, lecz jedynie osobom znającym już trochę temat.

Ps. Dalej jestem na (potencjalnym) bezinterneciu.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Książki i oznaczony tagami . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

5 odpowiedzi na „Przeczytane w lipcu 2017:

  1. Karoluch pisze:

    Czekam na Twoje wrażenia z „Powrotu Króla”. To moja ulubiona część. Oblężenie Minas Tirith, uwielbiam to. Tam to jest prawdziwy dramatyzm, a nie sztuczne filmowe młócki. Scena konfrontacji Gandalfa z Nazgulem. Czy potem Nazgula walka z Eowinką. Cztery ciosy, żadnego baletu. Albo scena narady przed wyruszeniem na Mordor, czy to jak Aragorn wkracza do miasta by uzdrawiać. No i oczywiście szaleństwo Denethora.

  2. KTM pisze:

    jakiś czas temu czytałem 2 wieże i zwrócił moją uwagę fragment dotyczący Boromira – czy wizyta w Lothlórien wpłynęła na niego tak negatywnie, że próbował odebrać pierścień Frodowi? już nie pamiętam kto – być może Faramir – pytał później: Boromirze, Boromirze, cóż też tam z tobą uczyniono, i jeszcze coś o złej wiedźmie.

    • Faramir nie uczestniczył w wizycie w Lothorien, więc nie wiedział, co mu się tam stało. Myślę, że po prostu z rozpaczy szukał winnych. Powód był prosty: własna ambicja Boromira, gościa, którego np. bolało, że władca Gondoru nie tytułuje się królem, a namiestnikiem zaledwie i wpływ pierścienia.

      • KTM pisze:

        Zapewne jest tak jak mówisz, ale szczerze mówiąc ten wątek zasiał we mnie trochę niepokoju. Czytając Dwie Wieże wcześniej nie zwróciłem na niego uwagi. Co by było gdyby Boromir nie wszedł do Lothorien. Może i myślał o pierścieniu już wcześniej, ale czasami od myśli do czynów długa droga. W końcu każdy z nas miałby różne myśli, gdyby np. wiedział, że człowiek w autobusie ma plecak pełen dolarów :). Poza tym Lothorien i jej mieszkańcy nie cieszyli się dobrą sławą wśród sąsiadów. Wszyscy z którymi drużyna spotykała się po tej wizycie byli zaskoczeni, że wyszli stamtąd bez szwanku.

  3. Głównie dostęp do nowych źródeł i ich reinterpretacja. U Omana, przynajmniej jeśli chodzi o Wyspy Brytyjskie jest też dużo interpretacji jednoskowo-heroicznej, czy raczej: łotrzykowskiej. Dużą rolę odgrywają jacyś złowrodzy kapitanowie najemników.

    Btw. Jeśli chodzi o Twoje ostatnie występy, to chyba nie dziwisz się, że teraz daję Ci bana Żorż. Miałem to zrobić już kilka tygodni temu, ale nie miałem czasu się z Tobą użerać. Więc: papa.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s