O zbroi:

Było już dość dużo o uzbrojeniu ofensywnym, jednak bardzo niewiele napisałem do tej pory o wyposażeniu defensywnym. Dziś więc zajmiemy się tematem pancerza i zbroi.

Zbroja jest wyjątkowo starym wynalazkiem, choć prawdopodobnie młodszym niż broń zaczepna. Pierwszym, znanym nam egzemplarzem jest tak zwana „Zbroja z Dendry” wykonana w XV wieku przed naszą erą, a będąca dziełem kultury minojskiej.

Jest to dość umiejętnie wykonany pancerz składający się z 15 brązowych płyt tworzących napierśnik i naplecznik, posiadający naramienniki, nagolenniki oraz pierścień chroniący szyję. Całość uzupełniał hełm wykonany z kłów dzika. Była ona pół elastyczna, co wskazuje na duże umiejętności twórców i sugeruje spore doświadczenie (tak więc pancerz prawdopodobnie reprezentuje dłuższą praktykę walki w zbroi), choć ciężka i krępująca ruchy.

Starożytność i wczesne średniowiecze:

Zasadniczo wszystkie, główne rodzaje pancerza zostały opracowane już w starożytności, aczkolwiek wynalazek ten nie był jednoczesny i nie miał miejsca w tych samych miejscach. Tak więc:

Zbroje łuskowe i lamelkowa:

Wymyślono na bliskim wschodzie około I tysiąclecia przed naszą erą i prawdopodobnie były najwcześniejszym rodzajem opancerzenia. Powstają wskutek naszywania na płótno lub skórę płytek z twardego materiału. Materiałem tym najczęściej jest metal, aczkolwiek znane są też przypadki użycia kamyków, kłów zwierząt lub kości. W krajach azjatyckich używano też bambusa, lakowanego drewna lub wielokrotnie złożonego i pokrytego laką papieru. To ostatnie rozwiązanie było wbrew pozorom bardzo skuteczne, bowiem zapewniało lekki i bardzo odporny pancerz. Drewnianych zbroi łuskowych używali także Inkowie.

Zbroja lamelkowa jest bliskim krewniakiem zbroi łuskowej, aczkolwiek różni się od niej staranniejszym wykonaniem. W łuskach nawiercane są otwory, które następnie łączy się za pomocą rzemieni tworząc pancerz z nachodzących na siebie łusek.

Pancerze obydwu typów mają wady i zalety. Największymi wadami jest duży ciężar (w praktyce często dwa razy większy, niż w wypadku innych pancerzy) i mała skuteczność ochrony. Dodatkowo bardzo krępują one ruchy. Zaletą: łatwość wykonania, bez konieczności użycia wyrafinowanych środków technicznych, a często wręcz bez dostępu do metalu. Zwłaszcza zbroje łuskowe często składały się z byle jak naszytych płytek metalu.

Zbroje „płytowe”:

Są to zbroje z dopasowanych do siebie i przylegających płyt metalu. Pancerze takie powstały prawdopodobnie mniej-więcej w tym samym okresie i miejscu, co pancerze łuskowe, być może stanowiąc rozwinięcie ich idei.

Pancerze płytowe miały szereg zalet i wad, które często się ze sobą pokrywały w sposób sprzeczny. Były nimi: trudność produkcji, koszt, ciężar oraz stopień ochrony. Zależnie od tego, jak dokładnie i z jakiego materiału taka zbroja została wykonana wymagała albo mało, albo dużo robocizny, chroniła słabo, albo dobrze, była droga lub tania, lekka lub ciężka, krępowała ruchy lub nie.

Diabeł jak łatwo zgadnąć tkwił w szczegółach.

Otóż: generalnie rzecz biorąc pancerze tego typu mogą być wykuwane z rożnych materiałów. Jako, że do wynalezienia młotów poruszanych kołem wodnym w średniowieczu bardzo trudno było produkować je z dużych płatów żelaza najczęściej wykonywano je więc z brązu, który raz, że jest metalem relatywnie miękkim (więc łatwym do przebicia np. mieczem), dwa, że niestety kosztownym: cynk i miedź niezbędne do wykonania stopu są bowiem aż 500 razy rzadziej spotykane w skorupie ziemskiej, niż żelazo.

Zasadnicza część zbroi, czyli napierśnik może przybrać postać albo kirysu torsowego, czyli pojedynczej płyty metalu, która zapewnia bardzo dobrą ochronę, ale uniemożliwia część ruchów: między innymi skręt bioder, zginanie pleców, skłony etc. albo też kirysu segmentowego, który złożony jest z wielu elementów, które łatwiej wykonać z żelaza i umożliwiają większą swobodę ruchów, ale jednocześnie wymusza pozostawienie szpar, które zmniejszają skuteczność pancerza.

Nagolenniki, naramienniki i inne części pancerza nakładane na kończyny muszą natomiast z konieczności pozostawiać puste miejsca na zgięciach rąk i nóg oraz pod pachami, co jest kolejnym problemem.

W efekcie o ile pojedyncze płyty zapewniają bardzo dobrą ochronę, tak bywają miejsca zupełnie niechronione. W wypadku kirysów torsowych ich możliwości są ogólnie niewielkie, gdyż brąz, w stosunku do możliwego do uzyskania w starożytności żelaza jest metalem o 2 do 8 razy niższej twardości.

Kolczugi:

Są najmłodszym wynalazkiem z tej grupy. Powstały one około roku 500 przed Chrystusem, wynalezione przez Celtów. Składają się one z licznych, nachodzących na siebie, metalowych kółeczek. Rozmiar kółek może być różny, jednak im mniejsze, tym lepsze. Splot również może być zróżnicowany: najczęściej spotyka się tzw. splot 4w1 (jedno kółko łączy się z czterema innymi), ale występują też 6w1, 8w1, 10w1 i 12w1, a także 8w2, gdzie do łączenia ośmiu ogniw używa się dwóch kółek różnych wielkości. Ogniwa mogą być łączone na styk, spawane, nitowane jednym, dwoma lub trzema nitami oraz nitowane i spawane jednocześnie.

Kolczuga jest elastyczna, tak więc nie krępuje ruchów, stosunkowo lekka (około 12 kilogramów, w stosunku do 20-25 pancerza lamelkowego i 5-10 kilogramów pancerza płytowego) i bardzo wytrzymała (zdaniem niektórych nawet bardziej, niż pancerz typu płytowego). Co więcej z uwagi na jej elastyczność nie pozostawia miejsc niechronionych na ciele.

Wadą jest natomiast pracochłonność jej wykonania: wymagało to połączenia literalnie tysięcy ogniw (przykładowo rzymska lorica hamata posiadała ich 30.000, a proces produkcji zajmował 3 miesiące). W efekcie był to zwykle drugi najkosztowniejszy (po koniu) element wyposażenia wojownika.

Średniowiecze pełne:

Z uwagi na liczne zalety kolczuga szybko, bo już w III wieku przed naszą erą stała się ulubionym typem zbroi zamożnych wojowników, a funkcję taką utrzymała do pierwszej połowy wieku XVII. Cały czas musiała jednak konkurować ze swoimi tańszymi odpowiednikami, jak słynna, rzymska lorica segmentata używana od I wieku naszej ery przez legiony rzymskie (aczkolwiek kolczugi, lorica hamata nadal pozostawały w stałym użyciu, zwłaszcza wśród kawalerzystów i oficerów). Kolczugi miały różne postacie: od koszulek kolczych, w formacie naszego t-shirta, przez bardziej rozbudowane tuniki sięgające stóp, z długimi rękawami i bez oraz spodni kolczych.

Bywały też okresy, gdy w ogóle używanie pancerzy zanikało, jak we wczesnym średniowieczu, gdy posiadali je niemal wyłącznie królowie, wodzowie i ich urzędnicy.

Jednakże wraz z upływem czasu w taktyce walki zachodziły poważne zmiany. Do tych należały:

  • Stopniowe zmniejszenie roli piechoty na rzecz kawalerii typu uderzeniowego.

  • Wynikły z powyższego zanik tarczy, na rzecz mniejszych form: poruszający się na koniu jeździec musi trzymać tarczę ciągle uniesioną, by móc chwycić wodze konia. Sprawiało to, że bardzo szybko się męczył. W efekcie tego pojawiła się tendencja do redukowania rozmiaru i co za tym idzie ciężaru tarcz. Małe tarcze w prawdzie pozwalały bardzo skutecznie odbijać ciosy mieczy i włóczni, jednak nie chroniły dobrze przed strzałami.

  • Wynaleziono też, lub ponownie wprowadzono do użycia kuszę, co skumulowało się z poprzednimi punktami.

Kolczuga wzmocniona, brygantyna, kirys i pełna zbroja płytowa:

W odpowiedzi na te zmiany wprowadzono cały szereg udogodnień i ulepszeń pancerza. Proces ten nie był jednak nagły. Tak więc:

W okolicach X wieku zaczęto pod kolczugę zakładać tak zwaną przeszywanicę, która jednak upowszechniła się dopiero w XII wieku. Przeszywanica jest strojem lub pancerzem z grubego płótna wypełnionego watą. Znacząco poprawia ona bezpieczeństwo, bowiem amortyzuje zadawane ciosy, zapobiegając przekazaniu ich energii ciału.

Przeszywanica była znana już w starożytności i wykorzystywana przez Scytów. Nie przyjęła się jednak ani w Cesarstwie Rzymskim, ani w Bizancjum, ani wśród ich sukcesorów. Wiadomo, że Rzymianie zakładali pod zbroję strój zwany subarmalis jednak nie wiemy jak on wyglądał: nie przetrwał ani w zabytkach, ani w ikonografii. Z całą pewnością nie były to jednak przeszywanice (te opisywane są bowiem w atmosferze sensacji, nowości i dziwactwa, co świadczy, że w Cesarstwie nie mogły być codziennością), a prawdopodobnie rodzajem tuniki z grubego, być może wielowarstwowego płótna.

W tymże X wieku zaczęły też pojawiać się kolczugi wzmocnione, czyli kolczugi, w których najbardziej newralgiczne miejsca były dodatkowo chronione sztywnymi płytami pancernymi.

W XIII wieku do Europy dotarły też brygantyny, będące oryginalnie wynalazkiem chińskim, a przywiezione przez Mongołów. Były to skórzane kurtki, do których przymocowano metalowe płyty, tworzące pancerz. Brygantyny zakładano na kolczugę. Jednocześnie przywrócono też kirys płytowy, zarówno w postaci sztywnej, jak i segmentowej, który również zakładano na kolczugę.

Przywrócono też do użycia naramienniki, nałokietniki, karwasze i nagolenniki. Te elementy, chroniące ręce i nogi właściciela w zasadzie wchodziły w skład opancerzenia od zawsze, długo występując obok koszulki kolczej. Jednak począwszy od IX wieku kolczuga rozwijała się: wprowadzono długie rękawy, a następnie najpierw kolczugę w kształcie tuniki, sięgającą stóp, a w końcu nogawice kolcze, które okresowo wyeliminowały konieczność noszenia tych elementów. Poszukiwania dodatkowego pancerza sprawiły, że do idei powrócono. Zaczęto je jednak nakładać na pancerz.

Wszystkie te elementy, uzupełnione o hełm garnczkowy lub przyłbicę, nałożone na kolczugę doprowadziły do powstania pełnej zbroi płytowej. Komplet taki narodził się w bardzo późnym średniowieczu: pierwsze egzemplarze można było spotkać w połowie XIV wieku, jednak upowszechniać zaczęły się dopiero około 1420, a powszechne stały się około roku 1450, czyli w zasadzie w momencie, gdy średniowiecze się kończyło, a broń palna była w szerokim użyciu.

Nowożytność:

Pełne zbroje płytowe, które wyłoniły się w ostatnich dziesięcioleciach średniowiecza były stosunkowo lekkie: ważyły między 15 a 25 kilogramami, pozwalały też na pełną swobodę ruchów. Związane z nimi mity i twierdzenia jakoby przewrócony na ziemię rycerz nie był w stanie się z niej podnieść lub wręcz poruszać się pieszo są oczywiście przesadzone, aczkolwiek jest w nich odrobina prawdy. Prawda owa odnosi się jednak do późniejszych pancerzy kirasjerskich. Po pierwsze: rycerze walczyli w tego typu zbrojach bardzo krótko, bowiem ich wynalezienie przypada na samą końcówkę epoki rycerstwa. Po drugie: ich dopasowanie do ciała sprawiało, że można było w nich się bardzo swobodnie poruszać. Jeden z polskich rycerzy, znany siłacz Stefan Ciołek przykładowo przepłynął Wisłę w pełnym rynsztunku, a był to tylko jeden z wielu osób, które wsławiły się tym wyczynem. Niemniej jednak nie było to typowe dokonanie.

Problemem tego typu wyposażenia było coś innego: było ono bardzo kosztowne. Zresztą, ogólnie opancerzenie zawsze było najdroższym elementem rynsztunku bojowego. Przykładowo: pełna zbroja w Gdańsku w XV wieku kosztowała od 10 do 52 grzywien, choć pojedyncze egzemplarze przekraczały nawet cenę 1000 (przy czym była to zapewne głównie zasługa zdobień). Była to kwota przekraczająca roczne dochody 50 procent gospodarstw szlacheckich.

W efekcie znaczna część kombatantów nie posiadała pełnego wyposażenia ochronnego, a posługiwała się niekompletnym, w różnych konfiguracjach: nosiła same przeszywanice, same kolczugi, same brygandyny, brygandyny i przeszywanice, brygandyny i kolczugi etc.

W niektórych krajach starano się temu zaradzić tworząc magazyny uzbrojenia, z których wyposażano niektórych, opłacanych przez państwo żołnierzy. Były to tak zwane zbroje kirasjerskie. W odróżnieniu od typowych zbroi płytowych, zwykle wykonywanych na zamówienie i dokładnie dopasowanych te były klepane w dużych ilościach i od sztancy, w efekcie czego nie pasowały na nikogo, dość mocno krępowały ruchy i były niewygodne. Były też ciężkie, gdyż w efekcie wprowadzenia broni palnej cały czas dążono do zwiększenia grubości pancerza.

Jednocześnie ciężko opancerzona kawaleria zaczęła tracić na znaczeniu. Funkcję broni uderzeniowej przejęła artyleria, która już w XVII wieku zadawała 50 procent i więcej strat, tymczasem jazda zaczęła spadać do roli wojska pościgowego. W efekcie więc ciężkie pancerze płytowe stały się wyłącznie zbrojami paradnymi. Metalowe opancerzenie przetrwało jednak jeszcze długo, a stalowe napierśniki ochronne stosowano jeszcze w okresie wojen napoleońskich.

Zbroje z miękkich materiałów:

Rozpowszechniona w grach komputerowych i fabularnych zbroja skórzana prawdopodobnie nie istniała, a przynajmniej nie w takiej postaci, jak w wyżej wymienionych. Skóra zwierzęca, nawet złożona w kilka warstw po prostu nie stanowi dobrej ochrony i z łatwością ustępuje broni.

W Chinach stosowano w prawdzie pancerze ze skór dużych zwierząt: słoni i nosorożców, jednak działo się tak krótko, w czasach dynastii Quin (pierwszej dynastii, która zjednoczyła Chiny), w epoce brązu, prawdopodobnie z powodu braku innych alternatyw. Także w XVI wiecznej Europie stosowano strój ochronny zwany koletem, wykonany ze skóry, który zakładano pod zbroje płytowe typu kirasjerskiego i arkebuzerskiego (czyli analog zbroi kirasjerskiej przeznaczonej dla piechoty). Nie są mi znane jednak przykłady używania samego koletu inaczej niż do celów paradnych. Grecy ze skór moczonych w occie i laminowanych woskiem wykonywali też podróbki pancerzy torsowych (zwykle kutych z brązu). Te noszone były przez wojowników, jednak głównie z powodów estetycznych i psychologicznych (sprawiali dzięki temu wrażenie lepiej uzbrojonych).

Istniało natomiast coś, co można nazwać zbroją ćwiekowaną i stosowane było dość powszechnie w późnej starożytności, wczesnym średniowieczu oraz wśród ludów stepowych i jak się zdaje w krajach arabskich. Była to bardziej wariacja na temat pancerza łuskowego, niż nowa jakość. Wytwarzano ją nabijając skórzaną kurtę tysiącami niewielkich ćwieków i łusek. W efekcie powstawał pancerz mniej odporny od tradycyjnej zbroi łuskowej czy kolczugi, ale od tej pierwszej lżejszy i elastyczniejszy. Czasem zbroje takie używano jako fragmenty pancerzy płytowych, umieszczanych w ruchomych miejscach.

Innym typem były pancerze płócienne. Pojawiły się około VI wieku przed naszą erą w Grecji i w zasadzie aż po reformę Mariusza stanowiły najczęściej spotykany typ pancerza w Grecji, państwach hellenistycznych, Rzymie i Kartaginie. Składały się one z czterech warstw płótna lnianego, zakładanych na ciało. Były one relatywnie nieskuteczne: były w stanie chronić przed słabszymi strzałami, rykoszetami i cięciami mieczy, jednak nie przed pchnięciami. Należy jednak zauważyć, że wykonywane z brązu pancerze torsowe i dzwonowe również takiej ochrony nie zapewniały. Ich zaletą był natomiast mały ciężar: ważyły zaledwie około 3,5 kilogramów, w efekcie czego wiele nacji jak Spartanie i Macedończycy wyraźnie je preferowało.

Osobiście zakładałbym, że rzymskie subarmalis było właśnie czymś takim.

Jeśli pominąć przeszywanicę istniał jeszcze jeden typ pancerza płóciennego: były to grube tuniki z wielowarstwowej (8 do 16 warstw) bawełny, czasem pokryte drewnianą łuską. Pancerze takie bardzo dobrze sprawdzały się w warunkach walk, jakie toczyli Inkowie, przeciwko przeciwnikom uzbrojonym głównie w maczugi i proce. Na tyle dobrze, że dokonujący podboju Hiszpanie zrezygnowali ze swych rodzimych brygantyn, zastępując je pancerzami inkaskimi.

  • G. Halsall „Wojna, a społeczeństwo w barbarzyńskiej Europie Zachodniej”, Oświęcim 2015
  • I. Górewicz „Miecze Europy”, Warszawa 2015
  • J. Bardach „Historia ustroju i prawa polskiego”, Warszawa 2009
  • M. Miśkiewicz „Europa wczesnego średniowiecza”, Warszawa 2008
  • J. Keegan „Historia wojen”, Warszawa 1998
  • G. Parker „Historia sztuki wojennej”, Warszawa 2008
  • P. Foote „Wikingowie”, Warszawa 1975
  • K. Modżelewski, „Barbarzyńska Europa”, Warszawa 2004
  • C. Oman, „Sztuka wojenna w średniowieczu”, T. 1-3, Oświęcim 20015
  • B. Carey, „Wojny średniowiecznego świata”, Warszawa 2008
  • P. Danzing, „Sredniowieczne sztuki walki”, Oświęcim 2016
  • J. le Goff, „Człowiek średniowiecza w kręgu codzienności”, Warszawa 2000
  • P. Contamine, „Wojna w średniowieczu”, Warszawa 2004
  • A. Nadolski, „Polska broń biała”, Warszawa 1974
  • A. Nadolski, „Polska technika wojskowa do roku 1500”, Warszawa 1994
Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Historia i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

20 odpowiedzi na „O zbroi:

  1. Shockwave pisze:

    Zagadnienie bardzo ciekawe. O tyle bardziej interesujące, że co historyk (profesjonalista czy amator), to inne kategorie stosuje do rodzajów pancerza i inaczej je klasyfikuje. Dla jednych zbroi ćwiekowanych nigdy nie było, dla innych pancerz legionisty to nie płytówka, ale zbroja paskowa. Gdzie zaliczyć bechter? Czy zbroja folgowa to podtyp paskowej, czy też w ogóle nie istniała?

    Najbardziej mnie bawiły sławetne wojny fundomowe na początku jego formowania się, starcia zbrojne o rodzaje pancerza, broni i właściwy stopień ochrony (w AC lub PP, co kto lubił) oraz zadawanych obrażeń. I ten najpotężniejszy ze wszystkich argument, który kładł na glebę wszystkich frajerów próbujących podpierać się wątpliwym przecież pseudo-autorytetem takich miernot jak Labuda, Łowmiański, Odyniec – „ale JA byłem w reko i…”. =D

    • Cóż, IMHO lepsze takie dyskusje, niż ta wojna z homoseksualizmem, która parę dni temu toczyła się na PiPie. Tak nawiasem mówiąc to, jeśli się patrzy na Youtube, to obecnie Shadiversity, Skallagrim i SurviwalBlacksmith kłócą się o oręż dla krasnoludów. Więc całkiem to nie umarło.

      A co do historyków: bo to wszystko to sztuczne kategorie są. Wymyślono je długie stulecia po tym, jak dana broń wyszła z użycia. Nawet te określenia: lorica segmentata, hamata etc. są XVI wieczne i najpierw określały styl przedstawień antycznych wojowników. Dwa, że każdy historyk się czymś innym interesuje: zupełnie inaczej na temat patrzy spec od wojskowości, historyk sztuki, archeolog klasyczny i rekonstrukcyjny.

      • Suchy pisze:

        Póki ta ich kłótnia o krasie jest względnie merytoryczna i poparta (mniej lub bardziej) sensowną argumentacją to przyjemnie się to nawet ogląda. Bo w sumie to tylko od tego jest – od rozrywki.
        Gorzej jak ktoś zaczyna traktować to zbyt serio i (o zgrozo) „osobiście”. Kończy się to potem wyliczaniem aerodynamiki smoków albo pyskówą jak nerd specjalizujący się w Rzymie awanturuje się z nerdem specjalizującym się w wikingach o to, że w świecie Conana Aquilończyk by z palcem w sandale położył Pikta (i vice versa) bo przecie oczywiste jest że Aquilonia to taki Rzym a Piktowie to tacy wikingowie … Piania na ustach, rwanie szat, wyzwiska, ataki personalne, a sensu w tym tyle co nic. Jak tych pierwszych czasem się nawet przyjemnie słucha to takie pyskówy jeśli się ogląda to na tej samej zasadzie jak zmniejsza się prędkość samochodu, żeby rzucić okiem na mijany na drodze wypadek.
        Do tego jeszcze dodać takich „ekspertów” jak Trzewiczek piszących w swoich poradnikach, że kolczuga to sprzęt wojenny co to się ją zakładało tuż przed bitwą i nie można było jej nosić na trakcie bo się ze(…)sz od zmęczenia, obtarć i diabli wiedza czego jeszcze. (Legiony rzymskie pozdrawiają zza grobu). Albo jakiś suchoklates urodzony w na przełomie XX i XXI wieku twierdzący, że on w ostatni weekend sobie pobiegał z plecakiem załadowanym na 30 kilo i padł na twarz po 3 kilometrach więc to koronny argument, że postacie graczy nie mogą latać tak obładowane swoimi klamotami…

    • Żorż pisze:

      Argument o reko jest pierwszym sygnałem, że nie masz po co prowadzić dalej dyskusji xD Mój przyjaciel jest w bractwie rycerskim, sędziuje w tych ich walkach (zresztą nawet dorobił się jakiegoś tam certyfikatu, więc wozi się po Polsce w „sezonie” na koszt organizatorów turniejów i odpłatnie sędziuje, interes życia podobno) i zawsze się śmieje, że wszystko jest fajnie, dopóki nie zacznie się publiczność udzielać w komentowaniu co się dzieje, kto jak jest uzbrojony i tak dalej.
      On do tego podchodzi z chillem, ale są ludzie, którzy zakładają, że jak dziś, współczesna walka turniejowa działa tak, to tak samo musiała działać ta prawdziwa, gdy próbowano się zabić. Więc miecz był tępy, nikt nikogo nie podcinał ani nie stosował chwytów zapaśniczych, a już broń Boże nie próbował „faulować”. I potem tacy spece przychodzą na jakieś forum i zaczynają udzielać swoje mądrości o tym, że „broń X najlepsza na świecie, bo bzdurny argument #31” albo „pancerz Y zły, bo bzdurny argument #57”, w całości oparte obserwacją turniejową, bez zrozumienia na co się właściwie patrzy.

  2. Karoluch pisze:

    „Były one relatywnie nieskuteczne: były w stanie chronić przed słabszymi strzałami, rykoszetami i cięciami mieczy, jednak nie przed pchnięciami. Należy jednak zauważyć, że wykonywane z brązu pancerze torsowe i dzwonowe również takiej ochrony nie zapewniały. Ich zaletą był natomiast mały ciężar: ważyły zaledwie około 3,5 kilogramów, w efekcie czego wiele nacji jak Spartanie i Macedończycy wyraźnie je preferowało.” – Czyli jednak jakąś ochronę dawały, lepszą niż jakby wystąpić w zwykłej tunice. A że ważyły tyle co nic, to lepiej mieć taką ochronę jaka by nie była niż nie mieć żadnej.

  3. Żorż pisze:

    Qin. Stąd Chiny.

    Przy płóciennym zapomniałeś dodać, że p.n.e. ten wiek

    A Hiszpanie z pancerzy nie zrezygnowali, tylko zmodyfikowali, mając 2 w 1. Przy czym też nie używała tego armia ani pół-wojskowe bandy wszelkiego typu „konkwistadorów”, tylko łowcy niewolników.

    • Faktycznie. Poprawiłem ten wiek.

      • Żorż pisze:

        Serio, Qin. Alternatywnie stara, polska wersja zapisu – C’in. Drażni mnie to bardziej, niż powinno, ale to tak, jakbyś napisał „Jadzięo” zamiast Jagiełło i udawał, że jest wszystko ok.

        A co do chińskiego pancerza w ogóle – jeśli wymyślasz kusze ZANIM dociera do ciebie wytop żelaza, to zwyczajnie nie ma sensu inwestować w pancerz, bo od samego początku istnieje broń, która go przebija, a zanim metalurgia rozwinęła się na tyle, żeby stworzyć odpowiednio wytrzymały pancerz, zdążyło się ugruntować przekonanie, że pancerz jest zbędnym wydatkiem. Plus z kim w ogóle wojować, nie licząc wojen domowych i okresów najazdów?
        Największy paradoks historii – wielkie kontynentalne imperium, które wykształciło kult urzędnika i wykształciucha mimo stałego zagrożenia z północy i zachodu, a kawałek dalej bezpieczny archipelag nikogo nie interesujących wysp, na których progresywnie i metodycznie budowano kult wojownika, w dodatku w celach czysto politycznych, nie mając tak naprawdę z kim wojować, nie licząc może samych siebie raz na kilka wieków.

  4. Nit pisze:

    Masz może jakieś zdjęcia pancerzy ćwiekowanych? Jakoś trudno mi sobie wyobrazić wersję czegoś takiego, która by chroniła w miarę skutecznie przed czymkolwiek :\

  5. UglyGoblin pisze:

    „Pancerze płytowe miały szereg zalet i wad, które często się ze sobą pokrywały. Zaletami były łatwość produkcji (tak), duża ochrona i niekrępująca ruchów konstrukcja oraz (wbrew mitom) niewielki ciężar. Wadami: trudność produkcji i słaba ochrona, koszt oraz krępująca ruchy konstrukcja.” Aż się wierzyć nie chce.

    • Żorż pisze:

      Widzę, że jednak trzeba było przeczytać cały tekst, a nie pomijać „oczywiste” kawałki xDDD Nie no, to jest świetne ^^

      • Tam dalej masz uargumentowane dlaczego tak jest. W skrócie: pancerz z płyt łatwo wyklepać, jeśli wykonujesz go z brązu. Jeśli wykonujesz go ze stali, to musisz użyć młotów wodnych, bo to dużo bardziej oporny materiał.

        Pancerz z brązu da się przebić nawet strzałą. Ten ze stali ciężko będzie rozwalić młotem.

        Jeśli zbroja złożona jest z wielu segmentów, to nie krępuje ruchów, jednak pozostawia szczeliny, w które choćby przypadkiem, ześlizgując się po płycie może trafić oręż przeciwnika. Jeśli ograniczysz ilość płyt, to pancerz również zacznie poważnie ograniczać twoje ruchy.

        Same płyty nie ważą wiele i nie są drogie, bo robocizny jest mało. Lorica segmentata ważyła 5-7 kilogramów, tłuczono ją masowo. Przy czym usunięto z niej wszystkie, skomplikowane do wykonania elementy. Przez to w pancerzu ziały poważne luki.

        Jeśli zadbasz o opancerzenie całego ciała, dodasz elementy kolcze na zgięciach, założysz kolczugę pod pancerz, jak często w średniowieczu etc. to masa skoczy ci do 20-25 kilogramów, a cena wykonania znacząco wzrośnie.

      • Żorż pisze:

        To nie robi znaczenia, jak to uargumentujesz, tu chodzi o prosty fakt, że sam sobie w jednym akapicie przeczysz. Żeby nie wiem jak to uzasadniać dalej, zaczynasz od stwierdzenia „Tak, ale nie”.

        Zdaje mi się, czy ty żyjesz z pisania?

      • Jak sie okazało wiele osób nie zrozumiało, co poeta miał na myśli, więc zmieniłem ten fragment.

  6. Lipiński pisze:

    „Nie są mi znane jednak przykłady używania samego koletu inaczej niż do celów paradnych.”

    Tyle, że takie przypadki były. Choćby Gustaw II Adolf od czasu bitwy pod Czarnem (dostał wtedy postrzał w ramię i tego czasu zbroja płytowa zbytnio ograniczała mu ruchy ręką) , a tego co kojarzę to też szwedzka kawaleria (znaczy te jednostki które były etnicznie szwedzkie i fińskie, niemieccy najemnicy to inna historia) w pewnym momencie przestała używać napierśników pozostając przy samych koletach i to nie wiem czy już nie od czasu reform wspomnianego Gustawa Adolfa. W końcu taki kolet jakąś tam ochronę zapewniał (przed cięciem, może nawet przed pchnięciem, choć na pewno nie przed kulą) a był tani (przynajmniej względnie) lekki i wygodny. A i przypomniał mi się jeszcze jeden przypadek: pikinierzy. Często tylko pikinierzy stojący w pierwszy, szeregu mieli stalowe napierśniki, reszta tylko hełmy… i kolety właśnie.

    • Żorż pisze:

      Wtrącę trzy grosze do tego koletu jeszcze. Pomijając kwestie ochronne, cenowe i tak dalej, dochodzi jeszcze jedna. Z założenia nawoskowany (albo natłuszczony w inny sposób) kawał skóry nie przepuszcza wody. W czasach, kiedy najlepszym materiałem wodoodpornym jest nie wychodzenie w czasie deszczu z domu, to robi różnice, kiedy większość wody po tobie spływa, zamiast wsiąkać. Skoro ochrony przed kulami i tak nic nie zapewniało, a można było mieć na sobie coś, co na wypadek deszczy zmieniała wrażenia z „Jezus Maria, ale beznadzieja, zapalenie płuc jak nic” do „Mogłem siedzieć w domu i oglądać trubadurów”, to takie rzeczy jak kolet zyskiwały dodatkowo. Potem oczywiście wymyślono, że to musi być ozdobne i paradne, więc skórę wymieniono na miękki zamsz, psując efekt izolacji, no ale…

      • Karoluch pisze:

        No w sumie to taka skórzana kurtka, tak? A w coś się ubrać przecież trzeba. Aby zimno nie było, choćby, czy tak jak mówisz od deszczu osłonić.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s