Szabla husarska czyli o polskiej katanie:

Wraz ze wzrostem mody na zewnętrzne oznaki patriotyzmu Internet zaczął zapełniać się niesłychanymi ilościami bzdur. Jedną z nich było nagłe zainteresowanie się polskimi szablami husarskimi, którym zaczęto przypisywać takie same, czarodziejskie właściwości jak kiedyś japońskim katanom.

Pora zająć się z krążącymi w kulturze popularnej mitami:

Co to jest „szabla husarska”:

Szabla husarska, zwana też pałaszem krzywym, pałaszem husarskim (błędnie, pałasze husarskie były bowiem inną bronią) i czarną szablą jest sposobem wykończenia (a nie innym typem) szabli, który pojawił się około roku 1650, a występował gdzieś do roku 1700-1730. Od innych szabli różni się stosunkowo niewiele, bowiem głównie konstrukcją rękojeści. Sama głownia pozostaje niezmieniona, często zresztą wykorzystywano starsze głównie np. szabli polsko-węgierskich, ormiańskich lub zdobycznych szabel wschodnich, którym dorabiano nowe rękojeści. Zdarzało się też, że później, szable husarskie przerabiano na karabele.

Szabla husarska. Replika ze sklepu, któremu wierzę.

Rękojeść posiada długi jelec w formie wąsów i jest zakmnięta. Po wewnętrznej części jelca znajduje się tak zwany „paluch” czyli pierścień służący za oparcie dla kciuka. Jest to bardzo ważny szczegół konstrukcyjny, bowiem całkowicie zmienia on sposób prowadzenia broni. Paluch sprawia, że oręż dużo trudniej jest stracić w trakcie walki, czy to wytrącony przez przeciwnika, czy też upuścić w trakcie bardzo silnego uderzenia. Jest to szczególnie istotne w trakcie walki konnej, do której szabla ta służyła, gdzie z racji na warunki zadaje się pojedyncze, bardzo silne ciosy. Po drugie taki oręż  w walce pieszej znacząco ułatwia cięcia z przeciągnięciem, czyli po prostu przesuwające się po ciele, krojące je. Cięcia takie są dość powierzchowne, jednak rozległe, powodują silnie krwawiące rany i uszkadzają odsłonięte tętnice. Ich wartość w starciu z ciężko opancerzonym przeciwnikiem jest znikoma, jednak w okresie tym pancerze już w zasadzie wychodziły z użycia.

Typowo polska, wymyślona i kuta przez Polaków…

Szabla w żadnym razie nie jest polskim wynalazkiem.

Ogólnie rzecz biorąc szable są wynalazkiem bardzo starym. Po raz pierwszy pojawiły się w późnej starożytności w regionie Wielkiego Stepu, gdzie wykształcił się typ zakrzywionej broni jednosiecznej służącej głównie do cięć. W regionie tym toczono walki głównie z konia, gdzie nie było możliwości wykonywania licznych manewrów, liczył się pojedynczy atak, który musiał być silny i szybki. Broń ta, rozpowszechniona przez ludy turecko-mongolskie trafiła na przełomie starożytności i średniowiecza do Chin i Europy. O ile w chinach przyjęła się bardzo szybko, dając początek charakterystycznemu mieczowi dao, tak w Europie po okresie najazdów Hunów i Awarów popadłą w zapomnienie aż do XIII wieku, gdy została ponownie wprowadzona do Europy i na Bliski Wschód przez Mongołów.

Początkowo szabla nie cieszyła się większą estymą, staje się jednak dość szybko bronią mieszczańską i chłopską (rycerzom często zabraniano lub przynajmniej odradzano ją nosić), gdyż jest prosta w obsłudze: ciosy szablą obejmujące głównie cięcia z nadgarstka i łokcia są dużo bardziej intuicyjne i instynktowne, niż techniki mieczowe, wymagają więc mniej treningu. To, że szabla była mało skuteczna w konfrontacji ze zbroją natomiast kmiotków mało interesowało.

Czeczuga. Muzeum w Amsterdamie.

Kariera szabli wśród szlachty polskiej zaczęła się wraz z wyborem Batorego na króla w XVI wieku. Batory przywiózł tą broń z ojczystych Węgier, a królowi nie wypadało mówić, że nie wypada… Co więcej broń ta była w Rzeczypospolitej już wcześniej rozpowszechniona dzięki wzorcom szlachty litewskiej i ruskiej (które od XIII wieku kultywowały wojskowość opartą na wzorcach mongolskich, a nie zachodnich, jak podówczas szlachta polska). Jest to tak zwany typ szabli polsko-węgierskiej, będący kontynuatorem wcześniejszej szabli węgierskiej.

Powodów popularyzacji szabli jest kilka: zanik pancerzy, zanik tradycji rycerskich wśród szlachty polskiej (od drugiej połowy XV wieku szlachta składa się raczej z rolników niż wojowników) oraz reorientacja naszej wojskowości z zachodu na wschód, przeciwko najpierw Tatarom, a potem także Turkom i ma końcu Moskwie.

Wraz z popularyzacją szabli wśród szlachty, od drugiej połowy XVII wieku zaczyna pojawiać się masowo oręż wschodni i naśladujący wschodni. Są to:

  • szable kirgiskie (czeczugi): ze skróconym jelcem krzyżowym lub też w ogóle go pozbawione oraz o wygiętych rękojeściach

  • Szable tatarskie (ordynki): jako jedne z nielicznych różniące się od pozostałych konstrukcją głowni. Ta jest ciężka i gruba, do tego dochodzi ciężki jelec chroniący dłoń i wygięta rękojeść. Szable takie są bardzo dobre do walki konnej, ale gorzej nadają się do ogólnego fechtunku pieszego. Ordynka (a nie szabla czarna) była głównym wyposażeniem jazdy w II połowie XVII wieku i na początku wieku wieku XVIII.

Prócz nich pojawiają się też szable wyraźnie inspirowane bronią zachodnią jak:

  • Smyczki, podobnie jak ordynki różniące się innych szabli budową głowni. Posiadają długi sztych oraz głownie o bardzo małej krzywiźnie, służące głównie do cięć, ale dysponujące też większą niż w wypadku normalnej szabli zdolnością pchnięć. Pochodzenie ich jest nieznane, najpewniej narodziły się gdzieś na terenie Europy Środkowej, pod wpływem wcześniejszych głowni mieczowych i broni zachodniej typu szpad i rapierów.

  • Szable husarskie właśnie, wykorzystujące typowe głownie szablowe (często pochodzące z szabel polsko-węgierskich lub czeczug) oraz silnie inspirowane wpływami zachodnimi, zamknięte głowice i paluchy. Paluch nie pojawia się w szablach wschodnich, jednak, podobnie jak zamknięta rękojeść nie jest polskim wynalazkiem. Pochodzi prawdopodobnie od szabli włoskich, gdzie występował już w XVI wieku (same zamknięte rękojeści to natomiast najpewniej pomysł bałkański, który pojawił się w tamtejszej broni).

Po roku 1650 pojawia się jeszcze jeden typ szabli. Jest to karabela, zwana też „szablą ormiańską” czyli szabla o wykończeniu tureckim. Faktycznie karabele często wykorzystywały głownie z wcześniejszych szabli, do których dorobiono nową rękojeść. Były one otwarte i bogato zdobione. Od około roku 1697 wypierają one z użycia inne typy szabli. Karabele były głównie elementem stroju narodowego, rzadko je jednak używano bojowo, gdyż uchodziły za zbyt kosztowne.

Oręż większość zwycięstw Rzeczpospolitej:

Koncerz

Jeśli ktoś dokładnie czytał powyższy wywód wie już, że szabla husarska nie była orężem większości zwycięstw III Rzeczpospolitej. Była orężem tylko dwóch znacznych wygranych: II Odsieczy Wiedeńskiej oraz niedługo później: Drugiej Bitwy Pod Parkanami. Oraz całkiem sporej liczby klęsk, począwszy od I Bitwy pod Parkanami.

Niestety szabla husarska wymyślona została zbyt późno, by załapać się nie tylko na czasy świetności oręża III Rzeczpospolitej, co nawet na Potom Szwedzki.

W czasach swej największej świetności husaria korzystała z innej broni bocznej: czekanów, pałaszy i koncerzy.

Dużo lepsza od innych szabel:

Szabla czarna od innych szabel z tego okresu różni się rękojeścią. Faktycznie miało to swoje zalety, całkiem spore nawet… Jednak czy jest „dużo lepsza”?

Nie powiedziałbym.

Szabla husarska to po prostu szabla z inną rękojeścią. Głownie niczym nie różnią się od głowni innych szabel, wręcz przeciwnie: często były to stare lub bardzo stare głównie, które po prostu doczekały się nowej oprawy. Znane są przypadki, gdy szable, które zaczynały jako batorówki kończyły swe życie jako karabele, tak samo batorówki przerabiano na szable czarne, a szable wykute jako husarskie koniec końców przerobiono na karabele…

Wiele rzeczy jednak podyktowane było modą lub aktualną potrzebą. Szabla nie nabierała jednak magicznych właściwości tylko dlatego, że wyposażono ją w paluch.

Nadająca się do wszystkich technik europejskich, muzułmańskich i azjatyckich

To bzdura, jaka przyjść mogła do głowy tylko komuś, kto ani szabli na oczy nie widział, ani też nic o niej nie przeczytał, ani nawet filmików szermierzy na Youtube nie ogląda. O jakimkolwiek treningu nie wspominając.

Żadna szabla europejska z okolic XVI-XVII wieku nie nadaje się do technik azjatyckich z prostej przyczyny: ani oni nie słyszeli o szablach, ani my o ich technikach. Istniały duże importy zachodnich szabli (głównie portugalskich) na Bliski Wschód i do Indii, jednak pozostało to bez wpływu na polską szermierkę, bowiem akurat nasz kraj w tym nie uczestniczył. Co więcej większość tych głowni nie była kuta w Europie, tylko w Indonezji i na Filipinach.

Jeśli chodzi o to, czy szabla nadaje się do wszystkich technik europejskich, to też nie.

Szabla jest bronią bardzo dobrą do cięć, nadającą się doskonale do cięć z nadgarstka i łokcia, oraz dużo gorzej do typowo mieczowych cięć z ramienia. Nadaje się do cięć piórem, które są jej unikatową zdolnością. Od biedy można nią wykonywać pchnięcia, jednak te nie są tak skuteczne jak w wypadku broni o inaczej wyprofilowanej głowni. Doskonale też nadaje się do walki z końskiego grzbietu. Jednocześnie jest też bronią relatywnie mało śmiertelną: zadaje rozległe obrażenia, które mogą spowodować śmierć w wypadku przecięcia tętnicy, jednak w wielu przypadkach kończą się jedynie rozcięciem ciała. W odróżnieniu od szpad, którymi posługiwano się na zachodzie, a których ciosy prawie zawsze kończyły się uszkodzeniem organów wewnętrznych i nierzadko śmiercią polska szlachta chodziła pokarbowana: z bliznami, poucinanymi uszami i nosami.. Nie najlepiej radzi sobie też z pancerzem. Z tej przyczyny nawet husaria wykorzystywała szereg innych broni. Prócz kopii i szabli na użytku husarza znajdował się koncerz do pchnięć i jako rezerwowa broń do szarż oraz czekam, na wypadek napotkania ciężko opancerzonego wroga.

Jeśli ktoś jest zdania, że szabla nadaje się do wszystkiego powinien spróbować wykonać nią np. technikę półmiecza albo jakąś inną technikę broni dwuręcznej, albo kilka cięć typowo mieczowych.

Eksperci są zdania…

Opinia o doskonałości polskiej szabli pojawia się w pracach trzech badaczy. Są to: Radosław Sikora, Zdzisław Żygulski (junior) oraz Włodzimierz Kwaśniewicz.

Prac Sikory nie znam.

Co zaś się tyczy Żygulskiego, to wspominałem o nim już w jednym z wcześniejszych tekstów o bronioznawstwie i w mojej opinii jest on badaczem niekompetentnym. Miałem do czynienia z kilkoma jego pracami, wszystkie uważam za stratę czasu. Żygulski o broni potrafi powiedzieć niewiele, skupia się najczęściej na zdobieniach, które opisuje słowami takimi jak „wspaniałe”, „doskonałe”, „olśniewające”, rzadko jest natomiast w stanie chociażby przebąknąć o ich stylu. O funkcjonalnych aspektach broni natomiast najczęściej nic nie pisze, skupiając się jedynie na jej funkcjach dekoracyjnych.

Władysław Kwaśniewicz opublikował swą pracę w roku 2011 w wydawnictwie Bellona, ongiś głównym wydawcy książek dawnej wojskowości, od roku 2000 jednak znanym głównie ze spadającego poziomu, kolejnych pozycji pseudonaukowych, powierzania redakcji naukowej osobom bez wykształcenia przedmiotowego oraz przepuszczania do druku autoplagiatów i plagiatów…

Tak więc trudno mi zaufać jego książce.

Techniki walki nią stanowią część naszego dziedzictwa narodowego:

Otóż: istnieje tylko jeden podręcznik do walki polską szablą. Jest to niedokończony traktat „Rzecz o szermierstwie” pióra Michała Starzewskiego, powstały w roku 1830, a wydany po raz pierwszy w roku 1932. Dzieło jest niedokończone, znajduje się w nim trochę rozważań o wielkości polskiego oręża, jeden rozdział po postawach przyjmowanych podczas pojedynku oraz drugi o kierunkach, w jakich wyprowadzane są cięcia. Te ostatnie otrzymują od niego bardzo efektownie-pretensjonalne nazwy, jak: piekielna polska czwarta, postawa godząca czy rażąca…

Dzieło to jest wątpliwe z kilku powodów:

Po pierwsze powstało 100 lat po zakończeniu epoki sarmackiej.

Po drugie: opisywana przez autora dość szczegółowo broń nie posiada odpowiedników w zabytkach z epoki, za to podejrzanie przypomina francuską szablę kawaleryjską z czasów Napoleona i współczesną autorowi włoską szablę pojedynkową.

Po trzecie: mimo licznych pojedynków opisywanych w źródłach z epoki, jak w pamiętnikach Paska, czy prac Jędrzeja Kitowicza, nie pojawiają się w nich obecne u Starzewskiego nazwy.

Niestety XIX wiek był wyjątkowo płodny jeśli chodzi o wszelkie fałszywki i falsyfikaty.

I przypominają o potędze RON, której chwałę zawsze powinniśmy mieć w sercu:

Problem w tym, że nie było żadnej chwały RON. Był blichtr.

Potęga Rzeczpospolitej Obojga Narodów, czyli państwa, które istniało od Unii Lubelskiej z roku 1563 do trzeciego rozbioru w roku 1795 nie opierała się na jakichś własnych zasługach, tylko na mądrych rządach i reformach gospodarczych Kazimierza Wielkiego podjętych dwa stulecia wcześniej i skutecznie rozwijanych przez Jagiełłę, Kazimierza Jagiellończyka i Zygmunta Starego.

Oraz na ich stopniowym przejadaniu.

Owszem, w okresie tym stoczono wiele sławnych i pięknych bitew w obronie naszej ojczyzny, ale powiedzmy sobie szczerze: potężne i dobrze rządzone państwa nie toczą wojen obronnych na swoim terytorium. Dobrze rządzone, potężne państwa toczą wojny zastępcze, otaczają się pierścieniem państw zależnych, w których obronie występują, prowadzą karne ekspedycje lub wręcz wojny napastnicze i zaborcze.

Owszem, przyzwyczailiśmy się do myślenia o historii jako o zapisie wojen. Wojny jednak są jedynie aberracją normalnego biegu dziejów i cyklu rozwoju. W tym Rzeczpospolita stale się jednak cofała, tracąc na znaczeniu politycznym, militarnym i ekonomicznym. Widać to po zestawieniu kilku danych. Dla przykładu:

  • w 1602 roku w Amsterdamie powstała pierwsza giełda papierów wartościowych.

  • W 1565 roku w Rzeczpospolitej zakazano kupcom krajowym nabywanie i wywożenie za granicę towarów lokalnych, nadając ten przywilej jedynie kupcom obcym.

  • W 1573 uchwalany jest Akt Konfederacji Warszawskiej, gwarantujący mieszkańcom Rzeczpospolitej wolność wyznania.

  • W roku 1668 odstępstwo od wiary katolickiej uznane zostaje za przestępstwo, a winnych skazuje się na wygnanie z kraju i konfiskatę majątku.

  • W roku 1445 król Francji Karol VII Walezjusz formuje pierwszą armię stałą w Europie.

  • W roku 1717 powołano pierwszą stałą armię w Rzeczpospolitej. Liczyła ona 24 tysiące żołnierzy. W tym samym czasie Rosja dysponowała 300 tysiącami żołnierzy, a Austria i Prusy: 150 tysiącami żołnierzy.

IMHO bezkrytyczne zachwycanie się zwycięstwami, u których podstaw stały powoli dewaluujące się osiągnięcia genialnych władców z przeszłości, a nie zrównoważony rozwój jest zwyczajnie niemądre. Prowadzi natomiast do wychowywania ludzi, którzy w prawdzie chętnie wpierdoliliby jakiemuś Turkowi, ale już wyrzucanie śmieci do kosza jest dla nich lewackim wymysłem.

Aczkolwiek muszę powiedzieć, że wiecznie pijany wąsacz z nadwagą, ze wstydu o posądzenie o bycie Polakiem przebierający się za Turka (zdaniem szlachty ludność słowiańska była przodkami chłopów, oni pochodzi od koczowniczych ludów sarmacki), który zadłużył się po uszy po to, żeby przypiąć skrzydełka do konia faktycznie pasuje na patrona przedstawicieli powyższej formacji myślowej.

  • I. Górewicz „Miecze Europy”, Warszawa 2015
  • J. Bardach „Historia ustroju i prawa polskiego”, Warszawa 2009
  • J. Keegan „Historia wojen”, Warszawa 1998
  • G. Parker „Historia sztuki wojennej”, Warszawa 2008
  • A. Niewiński „Mieczem i szczytem: broń na polu walki”, Oświęcim 2016
  • A. Nadolski, „Polska broń biała”, Warszawa 1974
  • A. Nadolski, „Polska technika wojskowa do roku 1500”, Warszawa 1994
Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Historia, Wredni ludzie i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

26 odpowiedzi na „Szabla husarska czyli o polskiej katanie:

  1. DoktorNo pisze:

    Memowo-koszulkowy pseudo-patriotyzm bawi mnie tym, że jest on wyznawany przez ludzi co w 95% pochodzą z ówczesnych warstw niższych, tych pogardzanych przez sarmację.

    Idealizacja epoki powolnego upadku kraju, który zostawał w tyle za zachodnimi i wschodnimi monarchiami absolutnymi centralizującymi państwo, jest wymownym memento. Mówiąc krótko: zamiast wyciągać wnioski z historii i budować nowoczesne państwo to żyjemy mitami i budujemy folwark.

    • Kasztelan pisze:

      Czyli mowisz ze trzeba robic dyktature poparta zwycieska wojna religijna oraz inwestowac w niewolnictwo i imperializm?
      Poza tym zdefiniuj nowoczesne panstwo, bo komunizm tez byl kiedys nowoczesna mysla wielkich filozofow epoki

  2. assura pisze:

    Nie przesadzajmy, że tak wspaniale wyszli dzięki centralizacji władzy, np dobrym przykładem jest Francja, poprzez totalitarną gospodarkę planowaną dochodziło często do głodu i buntów, dlatego powstali gnojeni Hugenoci. A wszystko się skończyło rewolucją i rzeziami. A imperializm był w dużej mierze zależny od geografii i aktualnego rozwoju miast, również ilości ludzi na km kwadratowy. Posiadaliśmy rozległe ziemię na wschodzie, więc nie było sensu kłopotać się z indianami czy murzynami. To kwestia przypadku. Szwecja przytoczona, w owym czasie cierpiała głód i nędze – nieurodzaj z powodu zimna, dlatego w ramach pożyczek od Hanzy musiała zrobić potop. Dużo na tym nie zyskała – trochę złota i dzieł sztuki. Natomiast w owym czasie posiadaliśmy oddziały najwyższej klasy. Uzbrojenie i koń jednego husara kosztował parę wiosek. A tacy lisowczycy swobodnie mogą być porównywani ze współczesnymi oddziałami szybkiego reagowania – stąd fascynacja tamtymi czasami. Natomiast teraz nie ma warstw niższych skoro 80% ludzi może studiować, a nawet patologia może zrobić karierę w showbiznesie, więc skąd ten płacz o kicz? Tak samo jest z odzieżą „wyklętą”, druga strona znowu płacze o che gevare. Na tym polega wolność szlachecka, że sobie każdy chodzi w jakim chce pióropuszu, a jak się nie podoba to można wyzwać na pojedynek, zamiast płakać na forum, kiedyś były dużo lepsze czasy 🙂

  3. assura pisze:

    Ja nie napisałem że źle, to tam kolega napisał ze warstwy niższe się podniecają sarmatami 🙂 Mniejsza o to czy Hanza czy inna czarna szlachta, w każdy razie skąd król szwedzki miał kasę na taka liczną nowoczesną armię? Z jakiś pożyczek bez wątpienia. Akurat chłopi chętnie uciekali na tereny Rzeczypospolitej, bo wyzysk był niski – powiedzmy ze około 30%, a dzisiaj płacimy 84% szczególnie w czasach złotej ery, i pewnie ukraść dole z folwarku można było, bo tereny wielkie, a zapotrzebowanie było duże. U nas była tolerancja religijna, a także obyczajowa i nikim nie handlowaliśmy jak np brytyjczycy irlandczykami. Można było się tez zatrudnić u bogatych magnatów na służbę, a intelektualiści mogli iść na służbę do kościoła, a akurat dżumy w Polsce prawie nie było bo istniała kultura „banii”. Tereny wielkie to i głodu było mało nawet na wojnie, bo wtedy jadło się żołędzie. Taki był system, a teraz Polska usiana montowniami niemieckimi i też wyzyskują „chłopów” 😉

  4. assura pisze:

    A panisko też mógł stracić majątek w tamtych czasach, bogaty chłop też miał przewagę nad tymi co się urodzili parobkami, świat nigdy nie będzie bajkowy jakby to chcieli komuniści, widać to obecnie po Wenezueli 🙂

  5. assura pisze:

    Najwięcej ofiar epidemia dżumy pochłonęła w Nidzicy, Giżycku, Ostródzie, Rynie, Reszlu i Biskupcu. W Ełku zmarło 1300 osób, zaś w Węgorzewie 1111. W samym Braniewie zmarło 1050 osób, a na obszarze parafii braniewskiej zmarło 8 tys. osób. W Piszu odnotowano 1036 ofiar. W Olecku przy życiu pozostało zaledwie 92 mieszczan. Do nielicznych wyjątków należy zaliczyć m.in. Ornetę – miastu udało się uchronić przed dżumą w dużej mierze dzięki murom miejskim i skrupulatnemu przestrzeganiu środków profilaktycznych.

    Choroba w całych Prusach Książęcych pochłonęła łącznie ok. 200 tys. ofiar. Na Mazurach opuszczonych było ponad 10 tys. gospodarstw chłopskich. Na Warmii epidemia miała pochłonąć 12 tys. ofiar. Ostatecznie na terenie Warmii i Mazur epidemia wygasła na początku 1711 roku. Latem nie odnotowano już żadnego przypadku zachorowania.
    Po 1 dżuma była efektem działań państw monarchistycznych
    Po 2 skala w Polsce była śmieszna jak na dżumę
    Po 3 przecież to epidemia na terenie Prus a nie Rzeczypospolitej 🙂

    A Szwecja skoro pieniądze miała to po co wysyłała tyle ludzi do Polski? zamiast wysłać tam kogoś innego jak to czynili Brytole zawsze? 🙂

  6. assura pisze:

    Co tu mają fakty zresztą? to nie tvn, nie jesteśmy zresztą historykami, ale nie lubię jak ktoś nie pisze logicznie 🙂 Jakieś dziwne emocje związane z pańszczyzną i dżumą, teraz też ludzie umierają np przez polskich lekarzy albo z samobójstwa…Moja teza jest taka ze Rzeczypospolita Obojga Narodów była jednym z najlepszych państw do życia w wiekach 14-16, więc proszę mi udowodnić że było inaczej 🙂

    • Rzeczpospolita Obojga Narodów nie była jednym z najlepszych państw do życia w wiekach XIV-XVI z prostego powodu: bo wtedy nie istniała. Została powołana do istnienia w roku 1569 w trakcie Uniii Lubelskiej. Wcześniej była Polska i Litwa.

      Żorż trochę mniej agresji. I (w kontekście innego wątku) przekleństw.

  7. assura pisze:

    oj tam czepianie się, to Polski i Litwy też nie było, bo było Królestwo Polskie i Wielkie Księstwo litewskie 😉 Chodzi ogólnie o te tereny 🙂

    • OK: to proszę! Rzeczpospolita Obojga Narodów nie była najlepsza do życia, bo przeszły przez nią dwie wojny światowe i komunizm.

      Rozumiesz teraz dlaczego należy trzymać się takich szczegółów jak daty, miejsca i nazwy?

      A kto historykiem nie jest, ten nie jest.

  8. assura pisze:

    Przepraszam bardzo, ale kolega nie pisał konkretnie, tylko również ogólnikowo krytykował pańszczyznę nie wiadomo którą i w jakim okresie i na jakim terenie. Tak samo niewiadomo, które sejmiki mu się nie podobały. Więc ja również piszę luźno 🙂 A kończąc przytyk dla kolegi to gdzie niby te miasta były udupiane? większość przecież dobrze prosperowała na dobrym prawie niemieckim? Po prostu nie było warunków do większego rozwoju na tych terenach. Postaram się pisać konkretniej, pozdrawiam.

    • Oczywiście nie masz racji. Żorż pisze o Rzeczpospolitej Obojga Narodów. Ty o średniowiecznym królestwie polskim. Istnieje ogromna różnica: inny ustrój, inna władza, inne prawo, inne sposoby jego egzekwowania i przede wszystkim kilka innych stuleci.

      Natomiast co do prosperowania miast: nie prospoerowały dobrze i były uwalane właśnie w Polsce. Więc tak:
      – już w roku 1496 szlachta otrzymała wolność celną (czyli zwolnienie z ceł przywozowych i wywozowych), które jednak utrzymano dla mieszczan.
      – w tym samym roku mieszczanom zakazano nabywania i posiadania dóbr ziemskich
      – w 1543 te dobra, które zachowali nakazano im sprzedać
      – w 1496 zakazano im też piastowania urzędów
      – w 1565 roku zakazano kupcom polskim wywozu towarów krajowych za granicę, zezwalając na to wyłącznie kupcom obcym
      – dodatkowo wojewodowie i starostowie otrzymali uprawnienia autorytarnego ustanawiania cenników i cen maksymalnych
      – w 1633 miasta utraciły reprezentację w sejmie Rzeczpospolitej. Dotyczyło to też miast, które otrzymały prawa szlacheckie (tzn. formalnie występowały jako szlachcic): Krakowa, Lwowa, Lublina, Wilna i Kamieńca Podolskiego.
      – w tym samym roku nadzór nad radami miejskimi w miastach królewskich przekazano starostom.
      – w XVII wieku, w skutek upadku miast na skutek konkurencji ze szlachtom i gminami żydowskimi powstają też „miasta alias wsie”, czyli formalne miasta, gdzie jednak nie odbywał się handel, ani produkcja rzemieślnicza, a jedynie produkcja rolna.
      – jednocześnie w tym samym okresie pojawia się w kilku miastach w Polsce nakład (400 lat po Niderlandach) i faktorie (200 lat po nich).

      Więcej szczegółów w Historia Ustroju i Prawa Polskiego, Bardach, Leśnodorski, Pietrzak.

  9. assura pisze:

    no ok, to być może w 16 wieku psuto prawo w miastach, ale uważacie że to miało duże znaczenie? i tak na tych terenach by nie powstały faktorie itp, geografia i brak zasobów ludzkich o tym decydowały. Jednak to magnaci/szlachta łożyli najwięcej na obronność więc chcieli mieć w zamian przywileje. Geografia wymuszała obronę mobilną terenów, więc nie mogło być tak jak na zachodzie, gdzie to miasta twierdze świadczyły o sile kraju…

    • Karoluch pisze:

      „Jakim trzeba być niedouczonym człowiekiem, żeby bredzić coś o kulturze banii, ignorując epidemię dżumy z lat 1709-11, czyli w czasach, kiedy o takich atrakcjach, jak dżuma, reszta Europy zdążyła zapomnieć.” – Żorż. Tutaj się zapędziłeś, bo dżuma w tamtym okresie się jeszcze w Europie zdarzała. W 1679 pokaźna epidemia dżumy zabiła mnóstwo ludzi w Wiedniu, w poprzedniej dekadzie w Londynie zaś szalała. To raptem 30 lat wcześniej. Jeszcze w latach 30tych XVIII wieku były ogniska dżumy w Europie. Na dodatek w latach 1709-11 to nie była aby Polska wyniszczona Wojną Północną i tymi różnymi konfederacjami od Sasa do Lasa? W takich warunkach to zawsze zarazom łatwiej się rozprzestrzenić.

      • Karoluch pisze:

        Chyba się nie zrozumieliśmy. Nie napisałem tego, by dowodzić, „a-le inni też mieli”, ale właśnie, że w tamtych czasach epidemie jeszcze się zdarzały w Europie. Taka to była epoka, wojny, brak higieny, no i się zarazki mnożyły. Dokładnie dlatego w Polsce ona była, bo ta głupia i niepotrzebna wojna, o której tutaj napisałeś. O niedożywionych ludziach z osłabioną odpornością. W Niemczech chyba też w wyniku wojny Trzydziestoletniej zginęła jedna trzecia populacji, z takich przyczyn jak u nas za Jana Kazimierze. No, ale inne społeczno-polityczno-gospodarcze uwarunkowania, to dzieje tego kraju (tak wiem, że to były róże organizmy państwowe tam) wyglądały całkowicie inaczej niż w Polsce. We Francji w czasie Wojny o Hiszpańską Sukcesję też się lokalne klęski głodu zdarzały.

        „Jeśli jesteś jednym z głównych producentów zboża w ówczesnym świecie i dalej to zboże sprzedajesz, a równocześnie masz głód, to coś tu jest nie halo.” – Chciałbym zobaczyć dane o eksporcie zboża z Polski w tamtym czasie. Te głód mógł mieć dużo bardziej prozaiczne przyczyny, niż „źli szlachcice sprzedali zboże, a lud głodował”, np. kiepska pogoda, zniszczenia wojenne, zagrabienie zboża na siew przez przechodzące wojska, etc.

      • Suchy pisze:

        Ja bym osobiście do przyczyn tego głodu bym dodał kwestię wydajności produkcji rolnej w takiej gospodarce opartej na sarmackich folwarkach.
        Upraszczając tak bardzo jak tylko się da – ile ziarna udawało się wyprodukować z jednego.
        Tkwiące technologicznie w miejscu nasze rolnictwo odstawało z roku na rok coraz bardziej aż doszło do tego, że w Holandii było ono 2 razy bardziej wydajne.
        Efekt ? Zmniejszał się na zachodzie popyt na nasze polskie zboże i spadały zyski. Jaśnie panowie na folwarkach kiedy mieli wybór złapać chłopów bardziej za mordy albo wykazać się jakąś innowacyjnością, jakieś nowe narzędzia, nowe typy upraw… No jasne, że prościej chwycić bat i pogonić leniwych chamów do roboty.
        Co tylko dalej pogłębiało problem.

      • Suchy pisze:

        Fakt – nie doprecyzowałem dokładnie o jaki okres mi chodzi, ale (dodam na swoją obronę) specjalnie zaznaczyłem, że upraszczam.
        A o tym, że te innowacje były importowane z chin to nie wiedziałem nawet.
        (podrzuć jakieś źródło (ładnie proszę)).

      • Suchy pisze:

        Wielkie dzięki za namiary. Będzie czytanka jak znalazł 🙂

  10. assura pisze:

    Żorż dalej się będę upierał, że za bardzo płaczesz nad szlachtą. Taki był klimat cytując klasyka. To tak jak teraz byś marudził, że Polska podwykonawcą, dostarczycielem sił roboczych i surowcowych dla gospodarki Niemiec. Oczywiście będziesz miał rację, tyle że większych alternatywnych możliwości nie było wtedy tak jak i teraz. Żeby w ogóle magnaci, którzy mieli więcej kasy i liczniejszą niekiedy armię od króla, chcieli współpracować, musieli dostawać duże przywileje. W jaki sposób chciałbyś ich zgnoić? Na tak dużym obszarze? to by trzeba wyrzynać jak Iwan Groźny właśnie, a jednocześnie marudzisz na wojny domowe…Udowodnij mi ze chłop na terenach Polski miał gorzej niż taki we Francji – tam również były wojny domowe i religijne, a także głód – mimo ze kraj również rolniczy, a także scentralizowany mocno – o co postulowałes wcześniej. Nie ma tu specjalnej różnicy, nawet u nas było lepiej bo taki chłop mógł łatwo uciec na dzikie pola, albo w góry. Książek może dużo czytałeś, ale widać w tym dużo komunistycznej propagandy. Taki Norman Davis potrafi docenić system wolności szlacheckiej. A ty piszesz ciągle w tonie – że my byliśmy do dupy, a inni byli fajni i tylko tego się czepiam. Nawet u nas dźuma była, a u innych nie 🙂

  11. Z pisze:

    Artykuł jest, jak większość Twoich wpisów, Zegarmistrzu, ciekawy. Myślę, że mógłbyś pokusić się o napisanie popularnonaukowej książki historycznej o różnych aspektach życia społecznego w epoce przedindustrialnej. Pytanie tylko, czy opłaciłoby Ci się to finansowo? (Wątpię).

    Jako nekromanta, czyli człowiek zawodowo zajmujący się diagnostyką zgonów nagłych i gwałtownych, chcę się jednak odnieść do tego passusu:

    „Paluch sprawia, że oręż dużo trudniej jest stracić w trakcie walki, czy to wytrącony przez przeciwnika, czy też upuścić w trakcie bardzo silnego uderzenia. Jest to szczególnie istotne w trakcie walki konnej, do której szabla ta służyła, gdzie z racji na warunki zadaje się pojedyncze, bardzo silne ciosy. Po drugie taki oręż znacząco ułatwia cięcia z przeciągnięciem, czyli po prostu przesuwające się po ciele, krojące je. Cięcia takie są dość powierzchowne, jednak rozległe, powodują silnie krwawiące rany i uszkadzają odsłonięte tętnice”.

    Nie jestem historykiem-bronioznawcą, w życiu przeczytałem tylko ze 2-3 książki, których tytułów już nawet nie pomnę, o broni białej. Jeżeli mnie jednak pamięć nie zawodzi, w każdej temat obrażeń zadawanych przez broń białą była potraktowany marginalnie. Co więcej, autorzy głosili poglądy, które z mojego punktu widzenia można określić mianem komunałów.

    Jeżeli chodzi o pierwszą kwestię, poruszoną w przytoczonym wyżej fragmencie, to można by dodać, że obrażenia powstałe wskutek bardzo silnych ciosów zadawanych z siodła takimi szablami były w przytłaczającej większości przypadków ranami rąbanymi. Otóż doznawane w takich okolicznościach rany najczęściej obejmowały nie tylko skórę i mięśnie, lecz również kości, bo energia kinetyczna takich uderzeń była bardzo duża. Poza tym krawędzie tnące takich szabli były tępsze niż krawędzie tnące noży, których dzisiaj używamy. Nie chcę oczywiście przez to powiedzieć, że ostrza były tępe, a jedynie to, że były słabiej wyostrzone niż ostrza dzisiejszych noży. Aby narzędzie mogło zadać ranę ciętą, musi mieć dobrze wyostrzoną krawędź tnącą. Krawędź tnąca szabli zadawała więc raczej nie rany cięte, lecz rany, które fachowiec określiłby jako rany tłuczone. A, mówiąc w pewnym uproszczeniu, rana tłuczona, która penetruje przez skórę i mięśni aż do kości, jest już raną rąbaną. To, że powinno się tu raczej mówić o ranach rąbanych, nie — ciętych, nie umniejsza w żaden sposób wagi obrażeń zadawanych przez takie szable. Rany rąbane są jedynymi z najcięższych rodzajów ran i stanowią, co do zasady, większe zagrożenie dla zdrowia i życia niż rany cięte.

    Odnosząc się do drugiej kwestii, ująłbym ją następująco: w większości okolic anatomicznych ludzkiego ciała tętnice, których przerwanie wywołuje duże krwotoki, przebiegają głęboko, więc ryzyko ich uszkodzenia w wyniku zadania ran ciętych jest niewielkie. Do wyjątków od tej prawidłowości trzeba przede wszystkim zaliczyć: przód szyi, pachy, wewnętrzne powierzchnie ramion i pachwiny. Są to jednak okolice dość dobrze chronione przez urazami, co należy rozumieć w ten sposób, że niełatwo w nie ugodzić. Z tego względu uważam, że nawet takie liczne powierzchowne rany na krótką metę nie zagrażały życiu ani zdrowiu. Podkreślam: na krótką metę, bo odroczone w czasie konsekwencje licznych powierzchownych ran w czasach, gdy medycynie było bliżej do szarlatanerii niż do nauki, mogły być i nieraz bywały poważne.

    Kończąc ten przydługawy wywód, zgadzam się z istotą tego fragmentu:

    „Doskonale też nadaje się do walki z końskiego grzbietu. Jednocześnie jest też bronią relatywnie mało śmiertelną: zadaje rozległe obrażenia, które mogą spowodować śmierć w wypadku przecięcia tętnicy, jednak w wielu przypadkach kończą się jedynie rozcięciem ciała. W odróżnieniu od szpad, którymi posługiwano się na zachodzie, a których ciosy prawie zawsze kończyły się uszkodzeniem organów wewnętrznych i nierzadko śmiercią polska szlachta chodziła pokarbowana: z bliznami, poucinanymi uszami i nosami”.

    Aby usunąć sprzeczność w artykule, proponuję w pierwszym przytoczonym przeze mnie passusie poprawić ostatnie zdanie.

    PS. Przepraszam za ewentualne literówki, brakuje mi tu funkcji podglądu komentarza przed jego opublikowaniem. Pozdrawiam.

    • Spoko. Literówkami akurat na tym blogu nikt się nie przejmuje.

      Napisanie takiej książki pewnie by się nie opłacało. Ogólnie, jeśli nie jest się Sapkowskim to literatura nie jest specjalnie dochodowa.

      W pierwszym passusie oczywiście masz rację. Wymieszałem walkę konną i pieszą.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s