Cyberpunk 2017:

Kilka dni temu szukałem czegoś w starych Secret Service. Przy okazji natrafiłem na felieton luźnie związany z tematyka Star Treka, w którym autor mądrymi słowy udowadniał, że dwa wynalazki z tego uniwersum: tricordery i komunikatory są skrajnie nierealistyczne i nigdy nie powstaną. Mi osobiście koncepcja tych urządzeń kojarzy się ze Smartphonem naszym codziennym, a jedyne, co mnie dziwi, to to, że potrzebowali aż dwóch sprzętów do wykonywania tych zadań.

Natchnęło mnie to do zainteresowania się tym, jak (w sumie nie tak dawno temu) wyobrażano sobie przyszłość. I co z tego wszystkiego wyszło.

Tricorder ma każdy:

Artykuł do którego się odnoszę powstał w roku 1996 czyli trochę ponad 20 lat temu. Poruszane w nim urządzenia: tricorder i komunikator atakowano z dwóch powodów. Komunikator dostawał z powodu jego miniaturyzacji, autorowi nie mieściło się bowiem w głowie, że może powstać tak małe urządzenie komunikacyjne, by można było je nosić wpięte w klapę, podobnie jak odznakę. Tricorder to natomiast wielozadaniowy analizator, odpowiadający w zasadzie na każde pytanie zadane przez bohaterów.

Tricorder miał nie powstać, gdyż autor uważał, że tak małe urządzenie zwyczajnie nie będzie w stanie posiadać wystarczająco dużej pamięci, by przechowywać te dane. To, że może przechowywać je na zewnętrznym serwerze jakoś nie przyszło mu do głowy.

Dziś tricorder i komunikator ma każdy. Bo wystarczy tylko wyjąć z kieszeni telefon i wpisać Wikipedia, albo nawet Google i bazowo otrzymamy to samo. Co więcej telefony są niesamowicie uniwersalnymi urządzeniami, mogącymi służyć za wszystko: od aparatu fotograficznego, zegarka, radia i telewizora poczynając, na latarce, zestawie map, kalkulatorze balistycznym, wykrywaczu metalu, dalmierzu, mierniku decybel i liczniku Geigera kończąc. Tylko gwoździ nimi nie da się wbijać (pomijając niektóre, stare Nokie).

Tak więc: a jednak się dało.

Badania genetyczne:

Tricorder. Ale to duże, brzydkie i niefunkcjonalne.

Ciekawą zdobyczą współczesności są badania genetyczne. Dziś, o ile mi wiadomo jest to niezwykle istotna dziedzina kryminalistyki, bez której często nie sposób sobie wyobrazić śledztwa, używana w zasadzie na co dzień, w każdej niemal sprawie: od ustalenia ojcostwa, po wszystkie zabójstwa, włamania, przestępstwa seksualne i z użyciem przemocy…

Tymczasem dość długo trzeba było czekać, aż technologia ta przeniknie do świadomości twórców science fiction. Przykładowo w napisanych w 1996 roku Opowieściach Łowców Nagród (uniwersum Star Wars) celem rozpoznania sprawcy trzeba było szukać świadków i zaciągnąć ich przed oblicze sądu.

Ogólnie wszelkie formy genetyki upowszechniają się bardzo szybko. Przykładowo ponoć w Polsce działa już nawet firma produkująca transgeniczne rośliny do akwarium.

Roboty też nadchodzą…

W podobnym czasokresie, co o Tricorderach czytałem też o tym, że nie ma też szans, by kiedykolwiek powstały roboty (tym razem w kontekście droidów ze Star Wars). Roboty bowiem miały nie mieć sensu: drogie, zawodne, pozbawione praktycznych zastosowań i w ogóle bez sensu. I co? Drony masowo wykorzystywano już 10 lat temu. Kiedy zaczynałem pisać „Tego, co walczy z potworami” zastanawiałem się, czy uzbrojenie w nie Wojska Polskiego nie będzie zbytnim krokiem do przodu. I co? W zeszłym tygodniu w Lidlu była promocja na drony (a zarówno Wojsko Polskie jak ich nie miało, tak nie ma, a „Ten co walczy” leży u wydawcy jak leżał).

Obecnie największym problemem jaki mają roboty, jest to samo zjawisko, które bardzo mocno powstrzymuje cały rozwój elektroniki mobilnej: baterie. Niestety w tej chwili posiadamy ogromne trudności z wyprodukowaniem wydajnych akumulatorów. Gdyby to dało się obejść, to pewnie cuda już by się działy. Bo w tej chwili większość z nich ma czas pracy mierzony w minutach.

Równolegle do rozwoju mainframe ma miejsce też rozwój sztucznych inteligencji i sieci neuronowych. Na razie te są raczej głupie. Nauczyły się interpretować obrazki, oceniać odległości, do pewnego stopnia tłumaczyć teksty etc. Do poziomu intelektu, jaki posiada mrówka lub pszczoła daleko im bardzo. A nie są to szczególnie bystre stworzenia. Prawdę mówiąc to myślą one głównie układem limbycznym, czyli tym, co odpowiada za poruszanie się. Intelekt u nich polega na działaniu bodziec-reakcja. Zwierzęta te nie mają np. pamięci.

Niemniej jednak to wystarcza, by zastąpić pracę wielu ludzi. Ocenia się, że każdy robot likwiduje 6 miejsc pracy.

Prawdopodobnie wkrótce zaczną nas zabijać

Obecnie filozofowie, etycy, prawnicy i programiści wiodą ożywioną dyskusję na temat tego, w jakich okolicznościach robot może zabić człowieka. Odpowiedź zawarta w Prawach Robotyki Asimova odpowiedzią nie jest: wychodzi na to, że w realnym, codziennym życiu, w niektórych okolicznościach robot po prostu musi podjąć decyzję o czyimś życiu i śmierci.

Głównym problemem są tu autonomiczne samochody i sytuacje typu: na jezdnie wbiega dziecko. Samochód może albo zjechać na drugi pas i pójść na czołówkę z nadjeżdżającym z przeciwka TIR-em, zabijając pasażera, albo rozjechać dziecko. Czyje życie ma chronić?

To bardzo poważna kwestia, która wymaga rozstrzygnięcia, zanim taki samochód wyjedzie na drogę.

I płacić podatki

Ekonomiści, prawnicy i politycy mają natomiast inną zagwozdkę: jak roboty opodatkować. Generalnie: podstawą każdej wartości w ekonomii jest praca. Roboty pracę wykonują, ale przy okazji nie płacą podatków. W odróżnieniu od ludzi, którzy też pracują i podatki płacą. Problem polega na tym, że stanowią dla nas coraz bardziej liczącą się konkurencję dla ludzi. Ocenia się, że jeden robot likwiduje sześć miejsc pracy.

Roboty stają się coraz liczniejsze. Na początku pozbywało się głównie niewykwalifikowanych pracowników wykonujących proste, powtarzalne prace, typu przykręcanie śrubek. Problem w tym, że obecnie zmądrzały i pozbywają się ludzi z innych sektorów. Obecnie za najbardziej zagrożone przejęciem przez roboty zawody uważa się: doradcę kredytowego, recepcjonistkę, doradcę prawnego, kasjera, taksówkarza, pracownika ochrony typu „nocny stróż”, barmana, sprzedawcę w fastfoodzie, doradcę finansowego oraz reportera. Prawdopodobnie roboty zlikwidują między 40 a 90 procentami miejsc pracy w tych branżach.

Coś z tymi ludźmi będzie trzeba zrobić. Najlepiej przekwalifikować. Pytanie brzmi: na za co?

Drugie pytanie brzmi: czy rozwijające się roboty nie zlikwidują też innych, bardziej skomplikowanych zawodów?

Tak naprawdę całkiem możliwe, że zmierzamy w stronę przyszłości, w której ludzka praca nie będzie potrzebna. Otwartym pytaniem jest natomiast, czy będzie przyszłość, w której ludzie będą leżeć do góry brzuchami i odpoczywać. Czy też taka, gdy ludzie podzielą się na trzy klasy społeczne: wąską elitę właścicieli robotów, solidnie opłacaną grupę twórców: artystów, naukowców i projektantów nowych robotów oraz całą resztę, która gnić będzie w gettach.

Prawdopodobny jest też Dżihad Butleriański, święta wojna przeciwko maszynom, jak w Diunie.

KGHM szykuje się do podboju kosmosu:

Gdyby ktoś w latach 90-tych napisał, że firma z Polski zamierza lecieć w kosmos, to nawet najwięksi hurraoptymiści by go wyśmiali. Niemniej jednak KGHM na serio planuje wysłanie w kosmos robota górniczego. I nie ono jedno. Podobne plany mają też inne firmy górnicze.

Firmy górnicze prawdopodobnie, koniec końców w kosmos polecą. I zostaną tam na dłużej. Bo ich celem nie będzie wbicie flagi i pokazanie innym supermocarstwom, że możemy umieszczać głowice jądrowe dalej, niż one.

Chodzi o pieniądze. Dokładniej: o metale ziem rzadkich, pierwiastki konieczne do produkcji zaawansowanej elektroniki, których na Ziemi jest bardzo, bardzo mało. W kosmosie jednak są ich nieskończone ilości. Przykładowo: niewielka planetoida oznaczona jako (6178) 1986 DA, kawałek skały o średnicy 2,5 kilometra zawiera platynę o wartości jednego tryliona (milion milionów milionów, osiemnaście zer) dolarów. A do tego jeszcze: złoto, srebro, kobalt, nikiel, żelazo, iryd, pallad, dysproz i neodym. I tak naprawdę ta platyna to odpad! Chodzi głównie o dysproz i neodym, gdyż ziemskie zasoby tych metali zaczynają się kurczyć, a zapotrzebowanie na nie wzrasta. W ciągu najbliższych 25 lat cena neodymu wzrośnie zapewne o 700 procent, a dysprozu o 2600 procent.

A to jeszcze nic w porównaniu do Tytana, którego atmosfera składa się z gazu ziemnego, morza z ropy naftowej i na którym padają benzynowe deszcze.

Księżyc ten tylko czeka, by wprowadzić nań demokrację.

Wiedźmin 3 jest najlepszą grą na świecie:

Podobnie jak w poprzednią informację nikt w okresie mojego dzieciństwa nie uwierzyłby, że wyprodukowana w Polsce gra zostanie uznana za najlepszą grę wszech czasów. Podobnie jak w to, że inna gra, tej samej firmy przez Activision Blizzard zostanie uznana za jednego z najgroźniejszych konkurentów ich produktów.

W latach 90-tych i na początku pierwszego dziesięciolecia w ogóle trwała dyskusja, czy możliwe jest, żeby polskie gry komputerowe kiedykolwiek dorównały zachodnim.

Forma jest wszystkim:

Powiedzonko „Forma ponad treścią” („style over substance”) było jednym z mott ruchu cyberpunkowego w latach 80 tych. Oznaczało ono dominację zewnętrzności nad wszystkim innym. I w zasadzie się sprawdziło, choć niekoniecznie w takim wyobrażeniu, jakby się wydawało.

Wśród komputerowców, jeśli już, to raczej określenie „anonimowość jest wszystkim” byłoby właściwsze…

Wśród niedzielniaków…

Ile jest kont na Facebooku, gdzie masz bobasa na bobasie, fotografie przed cudzymi domami i z cudzym Lamborgini?

Rosyjskie opowiadanie o kotkach:

Jeszcze jedna rzecz się sprawdziła.

Było kiedyś takie stare, rosyjskie opowiadanie, którego autora ani tytułu nie pamiętam. Traktowało ono o naukowcach, którzy wymyślili genialną maszynę, dzięki której ludzie mogli dzielić się wiedzą, a każdy mógł wiedzieć wszystko o wszystkim. Mieli nadzieję, że ludzkość dzięki temu zmądrzeją i nastanie nowa epoka oświecenia i rozumu.

A ludzkość użyła tych maszyn, by wysyłać sobie sprośne dowcipy i zdjęcia zwierząt domowych.

Advertisements
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

6 odpowiedzi na „Cyberpunk 2017:

  1. Wiron pisze:

    „Ekonomiści, prawnicy i politycy mają natomiast inną zagwozdkę: jak roboty opodatkować. Generalnie: podstawą każdej wartości w ekonomii jest praca.”

    Tutaj to pojechałeś. Nie, praca nie jest podstawą wartości w ekonomii. Z ekonomicznego punktu widzenia robot nie rożni się automatu z colą. Opodatkowuje się dochód właściciela (CIT i PIT) i wartość dodaną (VAT).

    • wyzimir pisze:

      ale bodajże we Francji chcą opodatkować roboty…

      • Wiron pisze:

        Roboty chce opodatkować Partia Socjalistyczna, nie słyną z rozsądnych rozwiązań.

        Bill Gates ekonomistą nie jest. Dziwnym trafem nie chce opodatkować oprogramowania, mimo że równie dobrze zastępuje ludzi.

    • wyzimir pisze:

      a przed chwilą widziałem filmik, gdzie Bill Gates twierdził, że powinno opodatkować się pracę robotów

  2. koel pisze:

    Pojazd będzie zawsze chronić pasażera. Zawsze. Kropka. I żadne Asimovy i dylematy moralno-etyczne nie mają nic do gadania. „Nasz samochód będzie chronił Pana życie za wszelką cenę, a ten konkurencji, to sam Pan wie… To co, który Pan wybiera?” Ekonomia nawet nie zauważy pisków etyki.

  3. Dopóki pokrzywdzone rodziny rozjechanych dzieci nie zaczną podkładać fugasów pod te super-samochody, nie mogąc się doczekać sprawiedliwości w inny sposób.
    Rozpatrywanie świata tylko przez pryzmat ekonomii jest za wąskie.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s