Samotność nerda – kilka słów o stereotypie

2916_4125_500W jednym z komentarzy użytkownik Gorky poruszył ciekawy temat jakim jest potoczne wyobrażenie na temat nerdów oraz ich samotności. Chciałbym rozwiać pewne stereotypy, wyobrażenia ludowe oraz przekonania. By wszyscy widzieli o czym będę pisał zacytuje komentarz w całości:

Zabrakło w tym artykule jeszcze coś napisać o nerdach którzy zostali zagubieni w wirtualnym Świecie i usunięci przez elitę rówieśników, coś jak w filmie „Sala samobójców” np.

Nerd, a wyobraźnia ludowa:

Po pierwsze mam wrażenie, ze doszło do pomieszania kilku rożnych pojęć, w efekcie czego na nerda (i geeka, których w tym wypadku będę traktował jako synonim) nałożyło się kilka, zupełnie nie związanych z nim stereotypów, występujących w popularnych mediach, a w szczególności w programach typu „Trudne sprawy”. Do porównania z jednym z bardziej szkodliwych społecznie dzieł polskiej kinematografii nawet nie będę się odnosił, wystarczająco dobrze zrobił to za mnie Mietczyński.

Tak wiec zacznijmy od oddzielenia tego, kim Nerd nie jest:

Kujon: po pierwsze „nerd” nie ma zwykle wiele wspólnego z kujonem, wręcz przeciwnie, nerdy często maja problemy szkolne, a kujonami pogardzają. W kulturze nerdów i geeków kreatywne rozwiązania problemów są wysoce cenione, podczas, gdy kujony zwykle uczą się pamięciowo, a problemy potrafią rozwiązywać tylko wobec klucza. Po drugie: nauka szkolna jest często przez nerdów i geeków traktowana jako strata czasu. Jedni i drudzy maja swe zainteresowania, które stanowią cały ich świat i które chcą rozwijać. Niemniej jednak nauka języka polskiego czy historii nie będzie pociągająca dla kogoś, kto np. fascynuje się komputerami i w ich świecie widzi swą przyszłość. Podobnie ktoś, kto świata nie widzi poza rycerstwem nie będzie pasjonował się matematyką lub informatyką o fizyce nie wspominając.

W wypadku nerda dobre oceny są kwestią przypadkową, zależną od tego, jak program szkolny zgrywa się z jego zainteresowaniami.

Pewna część znanych przeze mnie kujonów była w zasadzie antyprzykładami nerdów. O ile nerdzi zwykle mają swoje zainteresowania i pola działalności, tak przynajmniej niektóre kujony były tak naprawdę ludźmi bez pomysłu na życie innego niż „Będę się uczył, skończę studia, będę bogaty”. Jako, że plan się nie spełnił to niektórzy są po trzech fakultetach, doktoracie i nadal pracy nie mają.

4025_ef7c_500Ofiara szkolnej przemocy: po drugie nerdzi nie są ofiarami szkolnej lub domowej przemocy. Nie izolują się z otoczenia dlatego, że boją się kolegów lub braku akceptacji. To znaczy: pewna ilość nerdów, która miała pecha zapewne jest ofiarami szkolnej lub domowej przemocy i boi się ludzi, ale nie jest to naczelnym motywatorem nerdostwa. Po prostu zdarzyło się, tak samo, jak zdarza się, że np. część Nerdem zostaje się z wyboru. Po prostu pasja pochłania człowieka tak, że nie ma czasu dla innych ludzi.

Część ofiar przemocy faktycznie może zachowywać się podobnie, uciekać w świat marzeń lub jakiegoś rodzaju, rutynowych czynności, których powtarzanie pomaga budować im poczucie normalności i bezpieczeństwa. Osoby takie więc zamykają się w domach, czytają książeczki, oglądają zdjęcia kotków czy motylków, uczą się języków obcych, rozwiązują krzyżówki… Faktycznie może to przypominać działania nerda, jednak nie ma to nic wspólnego z prawdziwą pasją. Jest tylko próba znalezienia bezpiecznego buforu oraz budowania poczucia własnej wartości.

Większość nerdów jakich znam akurat z poczuciem własnej wartości nie ma problemów. Jeśli już, to często jest w druga stronę: narcyzm się zdarza.

Dziwoląg: po trzecie odnoszę wrażenie, że na wizerunek nerdów nałożyła się też postać Sheldona Coopera z Big Bang Theory, który to rzeczony Sheldon jest aspergerowcem. Nawiasem mówiąc postacie w jego rodzaju szkodzą te aspergerowcom, bowiem ani nie każdy nerd ma zaburzenia ze spektrum autyzmu i nie każdy aspergerowiec jest geniuszem czy nawet nerdem. Aspergerowcy maja tendencje do wykonywania powtarzalnych, rutynowych czynności, co może ich predysponować do niektórych zajęć, jak wykonywanie zadań matematycznych, wkuwanie dat i faktów historycznych czy też uczenie się gramatyki jezyków obcych albo kolekcjonerstwo. Jednakże jednocześnie aspergerowcy są bardzo rutynowi i powtarzalni. Aspergerowiec, który zbiera znaczki pocztowe będzie najczęściej zbierał jeden znaczek z np. różowym słoniem. Każdy znaczek bez różowego słonia, albo nawet z różowym słoniem, ale obróconym w lewo zamiast w prawo nie będzie już znaczkiem, bowiem oni nie potrafią generalizować.

Faktycznie jednak takie osoby mogą lgnąć do niektórych fandomów. Do niektórych fandomów mogą lgnąć też ludzie z innymi problemami, tworząc często marginalną, ale głośną mniejszość. Wśród miłośników anime zdarzają się ludzie z nadmiernie rozwiniętym i nieprawidłowo ukierunkowanym libido, wśród RPG-owców, zwłaszcza Mistrzów Gry trafiają się ludzie o skłonnościach sadystycznych i chorzy na władzę, czytacze często przyciągają skrajnych eskapistów. Wysoka tolerancja na odmienność niektórych fandomów, gdzie często dziwactwa odczytywane są jako objaw oryginalności faktycznie pozwala ukryć się osobnikom niedostosowanych, które z powodu tego niedostosowania nie są akceptowane w żadnej innej grupie rówieśniczej lub towarzyskiej i maja problemy ze znalezieniem pracy (bo najczęściej nie są w stanie przejś 15 minutowej rozmowy kwalifikacyjnej).

Faktycznie jednak statystyczny rozkład osób z problemami wśród nerdów nie rożni się od tego w normalnym społeczeństwie.

Problem jest inny: w internecie i w rożnych klubach istnieje pewna nadreprezentacja wariatów, wynikła z tego, ze świry nie mogą lub nie chcą znaleźć pracy, więc mają nadmiar czasu, by podążać za swymi obsesjami. Jednak to działa w każdym aspekcie życia. Przykładowo fora inwestorskie są zawalone frajerami, którzy „grali kiedyś w karty, a teraz chcą spróbować szczęścia na giełdzie” i mitomanami, którzy dawno temu już przegonili wielkością majątku kulczyka.

Zwykle takie posty pisane są przez 5-10 osób, które są zupełnie spłukane, nie mają kasy, ani nic do roboty, tylko patrzeć w ekran. Jak mówiłem: to są ludzie z problemami. Ludzi z problemami jest wśród nerdów dokładnie tyle samo, co pośród np. sprzątaczek.

Japoński hikikomori: czwarty problem to przeszczepienie na polski grunt japońskich hikikomori, czyli tworzenie problemu społecznego, który nie istnieje, jak w wzmiankowanym już Salonie Samobójców, gdzie na polskie warunki przeszczepiono Suicide Pact, czyli zjawisko ograniczające swój zasięg do Japonii, Korei, bogatych czesci Chin oraz azjatyckiej diaspory w USA, rozdmuchując przy tym problem (ogólnie Wikipedia twierdzi, że nawet poza internetowy pakt samobójczy zdarza się w mniej, niż 2 procentach samobójstw, a internetowe są ekstremalnie rzadkie). Hikikomori to ludzie, zwykle młodzi, którzy nie wytrzymują presji społecznej narzucanej przez otoczenie, szkołę i pracę, załamują się i zamykają w pokojach, z których nie wychodzą. Ich rodziny natomiast, by nie musieć zmagać się z wstydu ukrywają ten fakt i tylko donoszą im jedzenie.

Na podobnej zasadzie działają też koczownicy zamieszkujący w kawiarenkach internetowych.

Właśnie to środowisko jest głównym źródłem newsów w rodzaju „grał bez przerwy przez dwa tygodnie, aż umarł z wycieńczenia”, „zagłodzili dziecko, bo byli zbyt zajęci WoW-em, żeby je karmić” czy też innych „umarł przy komputerze, rodzina nie zauważyła, dopóki smród rozkładających się zwłok nie przyciągnął szczurów”.

Problem w tym, ze zjawisko to w dużej mierze ograniczone jest do Azji i w Polsce nie występuje.

W bogatych krajach zachodnich występuje nieco podobne efekt, czyli Neet (Not intrested in Empleyoment, Education or Training). Są to ludzie, którzy, zamiast pracować żyją z hojnie rozdawanego socjału, ale to już zupełnie inny problem.

Rzecz w tym, że my w Polsce jesteśmy za biedni na obydwie te grupy.

Mamy trwale bezrobotnych, ale to nieco inne zjawisko.

Mit piwnicy:

5704_6d74_500Naśmiewanie się z tego, że ktoś mieszka z rodzicami, w kraju, gdzie 43,5 procent młodych właśnie tak robi (źródło: GUS) jest albo kalką z amerykańskich trolli, albo nadkompensacją człowieka z problemami. Prawdę mówiąc to ja nie rozumiem czegoś innego: jak ludzie mogą brać kredyty na 30-40 lat. Przecież oznacza to, że do końca swych dni będą niewolnikami.

Niemniej jednak mit piwnicy jest w dużej mierze mitem. W zasadzie nie spotkałem jeszcze nerda, który miałby poważne problemy w życiu osobistym czy z funkcjonowaniem społecznym. Prawdę mówiąc, to porównując sią z moją grupą towarzyską, zarówno internetową jak i tą z reala (nawiasem mówiąc to rozgraniczenie jest sztuczne: ludzi z reala i ludzi z internetu spotykam mniej-więcej tak samo często i w realu i w internecie) to muszę powiedzieć, że jestem poniżej średniej. Nie mam żony ani długoletniej narzeczonej, to po pierwsze. Po drugie: nie jestem programistą. Nie jestem też wykładowcą akademickim, choć pewnie, gdybym się postarał, zrobił doktorat etc. to ktoś by mi za parę lat pomógł się w środowisko wkręcić. Nie pracuje w MSZ-cie, ani w Ministerstwie Rolnictwa, nie jestem nawet wziętą tłumaczką techniczną.

Ja tylko mam stałą prace z niezbyt dużą pensją. I całkiem sensowny dochód dodatkowy z ebooków, fotografii i tym podobnych.

Jeśli chodzi o imprezy, to sytuacja nerdów też jakoś specjalnie się nie różni pod tym względem od sytuacji nie-nerdów. Powiedziałbym, ze wybór jest trochę inny, a nawet szerszy. Nerdzi bowiem nie tylko często biorą udział w imprezach dla „zwyklaków” jak różne koncerty i inne takie (zapytajcie Szamana, na ilu w zeszłym roku był), ale tez mają swoje zjazdy, turnieje, konwenty, imprezy e-sportowe etc.

Siedzenie w domu, przed komputerem…

No może kiedyś tak się działo. Dziś jednak żyjemy w epoce post-PC. Nie ma potrzeby siedzieć w domu, przed kompem, bowiem 99 procent tych zadań można wykonać za pomocą urządzeń mobilnych. Ja w zeszłym roku pewnie więcej godzin spędziłem w lesie i na moczarach niż przed komputerem. Na gadżety surwiwalowe wydałem natomiast więcej pieniędzy , niż na gry.

Nawiasem mówiąc mit komputera / gier fabularnych / innej pasji etc. separujących od społeczeństwa jest właśnie mitem. Dużo bardziej niestety separuje abstynencja alkoholowa, albo stała praca, zwłaszcza, jeśli musimy dojeżdżać ponad godzinę i / lub pracujemy w weekendy.

Jeśli chodzi o brak pary, to w Polsce 40 procent populacji żyje w samotności. Nie zauważyłem, żeby nerdy pod tym względem szczególnie się wyróżniały. No, chyba, żeby wziąć na tapetę programistów. Z 10 znanych mi programistów 6 jest w związku małżeńskim, 2 ma wieloletniego partnera, a pozostałych 2 jest stanowczo zbyt imprezowych, żeby liczyć na stały związek. Odmiennie wygląda sytuacja natomiast wśród humanistów.

Jeśli chodzi o seksualną abstynencję, to osoby żyjące w stanie bliskim do celibatu znam mniej-więcej w tej samej liczbie, co ludzi, wokół których krążą plotki o ich rzekomej rozwiązłości.

Podejrzewam, że przyczyny takiego stanu rzeczy są czysto ekonomiczne. Humaniści rzadziej tworzą związki, bo boją się, jak związać koniec z końcem.

Opinia jakoby wśród nerdów nie było kobiet też jest mitem. Ich liczba jest zbliżona do facetów, przy czym rozkładają się na różne fandomy. Zasadniczo fandom czytelniczy jest bardzo sfeminizowany, podobnie bardzo dużo jest kobiet wśród mangowców. Miłośnicy gier oraz fani anime maja pod tym względem dużo gorzej, demografia jest u nich odwrotna, choć ostatnimi laty coraz więcej kobiet gra na komputerach.

Uczeń Szczególnie Zdolny, czyli skąd się biorą nerdy:

4797_4adb_500Myślę, ze celem zrozumienia kim faktycznie są nerdzi należy dowidzieć się, skąd się biorą. W tym celu należy zapoznać się z pojęciem Ucznia Szczególnie Zdolnego. Jest to, (za T. Lewickim) uczeń, którego charakteryzują następujące (oraz kilka, których w tym kontekście uznałem za mało ważne) cechy:

  1. Uczą się szybciej i lepiej od rówieśników
  2. Opanowują znacznie szerszy zakres materiału
  3. Pojmują treści o stosunkowo najwyższym stopniu trudności, przejawiają tendencje do strukturalizacji materiału, dostrzegają związki, prawa i prawidłowości.
  4. Wyróżniają się oryginalnością i twórczością w podejściu do materiału.

Poza tym ucznia takiego charakteryzuje:

  • Chęć poznawania nowych zjawisk i sytuacji
  • Wielka motywacja do nauki
  • Duża potrzeba poznawania
  • Zainteresowanie otoczeniem
  • Dysponuje bogatym słownictwem
  • Stawia wiele pytań
  • Wyprzedza w rozwiązywaniu zadań kolegów
  • Sam wynajduje problemy szukając niekonwencjonalnych sposobów rozwiązywania innych
  • Domaga się udowodnienia wszelkich twierdzeń.
  • Niechęć do uczenia się pamięciowego
  • Niechęć do akceptowania odpowiedzi niewykorzystujących „Argumentum ad verecundiam”, odwołujących się do autorytetu np. „tak jest, bo pani nauczycielka tak mówi”.

Dlaczego tym mówię? Ponieważ uczniowie szczególnie zdolni stanowią jeden z najtrudniejszych materiałów do pracy w pedagogice. Oraz dlatego, że w szkole ich talenty zostają najczęściej zwyczajnie zmarnowane.

Z punktu widzenia wielu nauczycieli uczeń taki to koszmar. Po pierwsze: często dysponuje wiedzą porównywalną do nauczyciela i wykorzystuje ją w sposób, który jest dla tego ostatniego zaskakujący. Po drugie: swoimi ciągłymi pytaniami przeszkadza nauczycielowi w pracy i rutynowym „przerabianiu materiału”.

Z punktu widzenia takiego ucznia szkoła jest natomiast torturą. Uczeń taki często posiada umiejętności przewyższające swoich rówieśników, tak więc zadania stawiane mu w szkole są dla niego nudne. Przykładowo: bywają 7 czy 8 latki, które samodzielnie potrafią mnożyć, dzielić, liczyć zadania z resztą, posługiwać się ułamkami, potęgować i pierwiastkować. Trafiają one do szkoły podstawowej, gdzie uczone są od podstaw dodawania w zakresie stu.

Dzieciaki takie szybko uznają szkołę za rzecz nudną i głupią. Tracą motywację do nauki, znajdują sobie własne zajęcia i własne światy, przestają śledzić materiał, lub śledzą go wybiorczo. Doprowadza to w krótkim czasie do powstania zaległości szkolnych i problemów z nauką.

Jednocześnie uczeń taki znajduje sobie nowe, pasjonujące zajęcia pozaszkolne, gdzie może rozwijać swoje talenty. Zajęciem tym może być komputer, gry, literatura, historia, a nawet sport lub cokolwiek innego.

I stąd właśnie biorą się nerdy.

6943_1ebc_500Osobowość twórcza:

Po drugie, celem zrozumienia nerda należny zrozumieć co siedzi w jego głowie, gdy dorośnie. Zjawisko dobrze obrazuje tak zwana „osobowość twórcza” opisana przez Mihaly Csikszentmihaly, węgierskiego psychologa będącego obecnie głównym badaczem zjawiska kreatywności. Osoby twórcze zdaniem tego uczonego charakteryzuje szereg paradoksów (oraz zwiększona zapadalność na schizofrenię).

  • Duża potrzeba wydatkowania energii fizycznej, naprzemiennie z wielką potrzebą ciszy i odpoczynku (w sumie logiczne, jak się zmęczysz, to musisz odpocząć – dop, Ja).
  • Intensywna seksualność, ale zdarza się też życie w celibacie, zwłaszcza w momencie pracy twórczej.
  • Skłonność do ekstrawagancji, ale też do życia w spartańskich warunkach.
  • Inteligencja emocjonalna, ale tez naiwność. Miks życiowej mądrości z dziecinnością.
  • Niedojrzałość emocjonalna wraz z najgłębszymi wglądami w podświadomość.
  • Zdolnością do przyjmowania wielu punktów widzenia, tworzenia niezwykłych skojarzeń oraz wielka liczba pomysłów.
  • Zdolnością do myślenia w kilku kierunkach.
  • Jednoczesna ekstrawertycznością i introwersją.
  • Pokora i duma odczuwane w tym samym momencie.
  • Postawa buntownicza i niezależna z jednej strony oraz tradycyjna z drugiej. Paradoks ten znajduje ujście do tworzenia nowych reguł postępowania i wartości, alternatywnych do starych.
  • Naturalna otwartość i wrażliwość, często narażające na nieszczęście i ból.

Według tego samego uczonego kluczowym dla osoby twórczej składnikiem psychiki jest zdolność do przezywania uczucia, które badacz nazywa Flow lub Przepływem. Flow jest to stan pomiędzy satysfakcją, a euforią wywołany całkowitym oddaniem się jakiejś czynności.

Przepływ pojawia się w momencie rozpoczęcia prac, które są samowzbudne, a każdy kolejny krok prowadzi do otwarcia się nowych możliwości i nowych wyzwań. Wyzwania te muszą być na tyle trudne, by ich pokonanie wymagało wysokiego poziomu umiejętności i okazało się satysfakcjonujące, ale na tyle łatwe, by nie były frustrujące.

Przepływ charakteryzuje się brakiem samoświadomości, utratą poczucia czasu oraz całkowitym wyzbyciem się strachu i lęku przed porażką.

Zjawisko to doświadczane jest podczas takich czynności, jak wspinaczka górska, gry sportowe, tworzenie muzyki, pisanie, medytacja, układanie poezji, malarstwo czy rysunek.

A także kodzenie, granie na komputerze, układanie scenariuszy do RPG i innych takich.

Normale” są nudni:

2778_6314_500Istnieje jeszcze jeden problem w porozumieniu się między „normalami”, a „nerdami”. Otóż: o ile wielu „normali” nerdów uważa za dziwaków i nudziarzy, tak w wypadku „nerdów” ich opinia o „normalach” jest niemalże identyczna. Jaki stereotyp nerda maja „normale” chyba każdy wie. Samotnik, który siedzi zamknięty w pokoju, nie wychodzi z niego i tylko dłubie coś na komputerze.

Wśród „nerdów”, ale też poza ich środowiskiem, wśród turystów, sportowców, osób o zainteresowaniach plastyczno-muzycznych (choć o bynajmniej nie muszą to być środowiska bardzo odmienne, np. mój brat jest programistą i starcraftowym pro, a jednocześnie na studiach uczęszczał do sekcji tekwondo, ćwiczył karate i bierze udział w biegach przełajowych, podobnie połowa RPG-owców to nerdy, a druga połowa to metale), to pojawia się taki sam stereotyp „normala”: osobnik, który tylko leży na kanapie i ogląda telewizje. Czasem tylko wychodzi na nudna imprezę, podczas której wyłącznie pije się alkohol, z ludźmi, z którymi nie ma się o czym rozmawiać*.

Myślę, że tu leży główny problem. Człowiek, który nie robi nic nigdy nie zrozumie człowieka, który robi coś.

Advertisements
Ten wpis został opublikowany w kategorii Dziwne rozkminki, Wredni ludzie. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

8 odpowiedzi na „Samotność nerda – kilka słów o stereotypie

  1. Velahrn pisze:

    Bardzo interesujący tekst. Z mojej strony kilka uwag:

    1. IMO hikikomori nie występuje na Zachodzie, bo nasza kultura jest kulturą grzechu i winy, a Dalekiego Wschodu – wstydu. Wstyd jest zaś głównym powodem wycofywania się i zamykania w „piwnicy”.

    2. Tak się składa, że uważam się za nerda i w owym środowisku obracam się od czasów liceum (wcześniej byłem w swoim nerdostwie osamotniony). Mam przynajmniej sporadyczny kontakt z ludźmi z mojego LO i mniej więcej wiem, co obecnie robią. W ogromnym skrócie, ludzie, którzy zdobyli przydatne umiejętności lub skończyli takież kierunki (jak grafika komputerowa, programowanie, architektura, inżynieria produkcji, ale też kowalstwo), wyszli na swoje, a ich sytuacja życiowa jest stabilna i rozwojowa. Ci zaś, co skończyli gównokierunki typu socjologia, archeologia, są niesamodzielni – mieszkają z rodzicami, wiecznie nie mają pieniędzy, chwytają się śmieciowych prac (albo i tego nie – bo nie mają żadnych przydatnych kwalifikacji, a Mac albo call center są poniżej ich godności). Oczywiście, otwartym pozostaje pytanie, czy powodem tego jest, że dla politologa/filozofa nie ma pracy, czy wręcz odwrotnie – ludzie leniwi lub niezaradni wybierają politologię/filozofię.

    3. Oczywiście, można mówić, tak, bo kredyt to niewolnictwo, tak, 40 % Polaków mieszka z rodzicami, że bardziej się to opłaca itd. Ale teraz pytanie – 25-latek, nerd np. anime i Japonii (stereotypowy weeabo), z wykształcenia ***olog, nie jest w stanie się utrzymać – czy to normalne? Ok, dajmy mu czas na rozkręcenie. Ale jak 35-latek, nadal jak wyżej, je i śpi u mamy – normalne? Już nie bardzo. A 45-latek? Tak lubiane w polskim Internecie epitety „stulejarz” i „przegryw” same cisną się na usta.

    4. Ciekawym tematem, którego nie poruszyłeś, jest próba zmonetaryzowania swojego hobby, albo inaczej – uczynienia z niego biznesu, źródła dochodu. Jakie jest Twoje zdanie? Wśród moich znajomych udało się tylko jednemu gościowi z kowalstwem. W pozostałych przypadkach próby życia z erpegów, fantastyki itd. kończyły się zawsze kompromitującą porażką.

    • Ad2) Pierwsza rzecz jest taka, ze problem dotyczy nie tylko humanistow (sorki za brak polskich znakow, android gryzie mi sie z klawiatura), ale wszystkich kierunkow „drugiej ligii” ze tak powiem. Dokladnie to samo masz wsrod studentow rozmaitych politechnik i kierunkow typu ceramika, odlewnictwo (na AGH gdzie studiowa moj brat nazywali je wprost „olewnictwo” etc.), informatyka ze specjalizacja nauczycielska oraz wsrod kierunkow matematyczno-przyrodniczych jak matematyka, fizyka, biologia, chemia… Przy czym humanisci sa zwyczajnie bardziej reprezentatywni, bo niestety poziom wejscia na „nasze” kierunki jest nizszy.

      Co do problemu braku pracy po tych studiach, to faktycznie taki istnieje i jednoczesnie go nie ma. To znaczy: nie ma czegos takiego, ze wychodzac na rynek pracy mozna dostac milion ofert pracy dla europeistow czy historykow. Z drugej strony ja, przynajmniej do momentu, az nie wrocilem do Ciemnogrodu nie mialem problemow ze znalezieniem pracy (przy czym problemy Ciemnogrodzkie byly zwyklym pechem: po kolei zbankrutowalo mi trzech glownych klientow i ni z tego ni z owego znalazlem sie na lodzie). Prawdopodobnie wynika to z tego, ze jestem osoba dosc mimo wszystko pragmatyczna i kreatywna, ta wiec potrafilem wymyslic co moge robic oprocz uczenia w szkole, czy pracy w archiwum. I nie mialem problemow, zeby isc pracowac do pakowalni lub sortowni pierogow, zanim uda mi sie podlapac lepsze zajecie.

      I prawde mowiac znaczna czesc moich znajomych w ten sposob dala sobie rade. Niektorzy obecnie sa na nizszych stanowiskach kierowniczych, inni robia kariere uniwersytecka.

      Druga grupa to tacy, ktorych zadowala zycie biedne, ale w spokoju. Znam kilka osob, ktore pracuja ponizej swoich kwalifikacji, na pol etatu, glownie dlatego, ze maja dzieki temu czas i moga oddawac sie rozrywka. Glownie jest to jednak albo typ imprezowiczow, albo „bieszczadzkich aniolow”.

      Choc niestety istnieje tez trzecia grupa. To sa ludzie, jak moj kierownik, ktory jest z jednej strony osobnikiem strasznie dumnym, a z drugiej strony to osoba, ktora nie nadaje sie do rzadnej innej pracy. Do korporacji nie pojdzie, bo po kwadransie rozmowy kwalifikacyjnej wyjdzie na to, ze nie nadaje sie do pracy w miedzynarodowym zespole (bo to straszny rasista), niby ma doktorat, ale z tego samego powodu nigdy nikt nie dopusci go do pracy z uczniami czy studentami.

      Ale nie. Jego problemy to bezposrednia zasluga Tuska.

      Sa tez ludzie, dla ktorych brak pracy dla humanistow to chyba wymowka (prawde mowiac zanim podjalem ta prace nie wiedzialem, ze ich jest az tylu). Np. mielismy takiego goscia z robot interwencyjnych: 37 lat, doktorat, to byla jego pierwsza praca. Facet mial potworna kondycje, nie byl w stanie wejsc na drugie pietro, sapal jak lord Vader (wszysto to wady nabyte, spowodowane brakiem ruchu i nadwaga), znal chyba 4 jezyki, ale co z tego, jak wszystkimi mowil na takim samym poziomie jak po polsku (a z powodu dlugiego siedzenia w domu zrobila mu sie wada wymowy).

      Przerazaja mnie tacy ludzie.

      3) Zalezy od 35 latka. Moja mama do zeszlego roku spala i jadla u swojej mamy. Tylko ona jest dyrektorka szkoly. Babcia zreszta tez byla.

      Ale tak. Jak temu mojemyu kolezce z robot interwencyjnych umra rodzice, to zle z nim bedzie.

      4) Dobry temat na notke. Mysle, ze zalezy od hobbysty, hobby i od tego, co cie w nim fascynuje. Np. ta moja znajoma tlumaczka techniczna zaczynala od prowadzenia serwisu o anime i pracy w bibliotece, potem wkrecila sie w tlumaczenia i tak jej zostalo.

      Ja w zasadzie nie narzekam. W zeszlym roku wiecej zarobilem na dzialalnosci poocznej, niz w pracy. To nawiasem mowiac jest jednym z powodow, dlaczego pracy nie zmieniam. Gdzie indziej kazaliby mi pracowac, zamiast dzialac obocznie.

      Najlepiej jest chyba komputerowcom. Ja przez chwile bylem testerem gier, potem dziennikarzem branzowym (a potem karta sie odwrocila). Wiekszosc znanych mi programistow to tez podobni pasjonaci.

      Natomiast u humanistow jest roznie. Kiedys mozna bylo zostac dziennikarzem, dzis gazety upadaja, a pracy w dziennikarstwie internetowym nie polecalbym nikomu.

      Do pisania tradycyjnych ksiazek trzeba miec straszna cierpliwosc i strasznie twarda dupe. Duzo tez zalezy od szczescia.

      Ebooki natomiast przynosza niewielkie zyski.

      Gielda. Czy gielda to hobby?

      Fotografia to kwestia otwarta. Na razie nie mam zbyt duzego portfolio, ale juz mam zyski jakbym napisal z 5 ebookow. Zobaczymy, co bedzie za rok.

      Znam kilku malarzy po ASP, kreca sie wokol muzeum przy okazji prac interwencyjnych. Wiekszosc ma zawody w rodzaju kelera,asarzysty, pracuja na pol etatu w sklepach osiedlowych. Raz na pol roku uda im sie sprzedac obraz za 1000 zlotych.

      Ogolnie jednak to we wszystkich zawodach tworczych liczy sie portfolio i doswiadczenie. Duzo zalezy od tego, czy jestes w stanie takie zdobyc.

  2. slanngada pisze:

    Ciekawy tekst, choć daremny.
    U nas tylko „Nerdy” wiedzą kto to nerd i szczerze, w Polsce nie ma tej grupy. Jedyną znaną mi osobą , która propagowała wizerunek jaki opisujesz jest Zigzag… W opozycji do własnej zajebistości

    Przede wszystkim, Nerdy w usa powstały w czasach gdy komputer był czymś nie do końca wiadomo czym. W Polsce komputery pojawiły się już rozwinięte. Początkowo komputer był oznaką statusu, jak posiadałeś komodore, to połowa dzielnicy u ciebie grała. U nas informatyk to spec, zawód z fachem a nie dziwak. Status zawodu dla dziwaków przejeli filozpfowie i socjolodzy. Oraz historycy.

    W Usa sportem zajmowali się populrni chłppacy, tam wokół futbolu szkolnego jest cały przemysł… U nas są olipie kowary. Inna kultura, inne dążenia, U nas do sportu trzeba zmuszać

    Akurat wizerunkiem kujonów mocno rozpowszechniasz polaczkowe stereotypy. W Polsce nie lubi się kujonów, bo nadal panuje stereotyp, że podlizują „Władzy”. Trochę to życzeniowe myślenie, że ktoś się uczy to mu się nie uda. Trochę taka niechęć do wokulskiego. Fakt faktem, że byłem kujonem, jak kaleka nie jest kujon to jest nikt parafrazując Kaczmarskiego.

    Imho Hikikomori to raczej niezdiagnozowani autyści, a w takiej Japoni lekarze pewnie nie chcą diagnozować aautystów.

    No i masz nieco zbyt negatywny wizerunek Aspów, czy ogólnie ludzi z zaburzeniami, zwłaszcza, że sam cię podejrzewałem, o łagodnego aspengera:)

  3. Miras pisze:

    To ‚pomieszkiwanie w piwnicy rodziców’ to faktycznie problem na osobną notkę albo nawet na jakąś pracę dyplomową.
    Ja na przykład w sowim kręgu bliższych znajomych (wielu z nich można by nazwać nerdami) nie mam nikogo kto wyprowadziłby się od rodziców w 100% o własnych siłach. Tu ktoś dostał mieszkanie w spadku po dziadkach, tu pół rodziny zrobiło zrzutkę na mieszkanie, ktoś ożenił się z kimś kto dostał w prezencie mieszkanie i tak dalej. A ceny mieszkań są jakie są, pensje też mamy jakie mamy. Nie widzę też tutaj reguły mówiącej, że humanistom jest trudniej. Znajomi inżynierowie też po studiach pracowali w fastfoodach, a nawet po kilku latach pracy w swojej branży wcale nie zarabiają kokosów by stać ich było na stumetrowe mieszkania.

    Co do samej samotności nerda to miałem kilka lat temu taką obserwację – nerdy były niechętne do utrzymywania bliższych relacji z kimś kto nerdem nie był, a branie sobie partnera spoza własnego fandomu to była już wręcz herezja. Potem oczywiście ludzie wydorośleli i teraz znam bardzo szczęśliwe pary, które niekoniecznie podzielają nerdowskie zainteresowania (a jakoś żony wypuszczają kumpli na granie w RPG).

  4. Iselor pisze:

    A to humanista nie może być nerdem? Ja co prawda z wykształcenia jestem humanistą i czytam książki nałogowo, ale….na grach się wychowałem (zaczynałem od Pegasusa w 1994), w gry gram keidy tylko mogę, mam ich ponad 700 i zajmują mi pół mieszkania 😀 Więc ten podział na nerdów i humanistów to trochę nietrafiony:)

    • Przecież nigdzie nie pisałem, że nerdy to tylko informatycy. Pisałem, że nerdy-informatycy lepiej radzą sobie, niż nerdy-humaniści i że (w domyśle) jest to raczej wina bycie humanistą, niż nerdem.

      Ja gram też od 1994, zaczynałem od Amigi 500. Pół mieszkania zajmują mi natomiast książki. Mam ich gdzieś około 1000 oraz około 200 gier i dodatków.

  5. Dodałabym jeszcze, że nerda bardzo często traktuje się jako synonim gracza. Z naciskiem na gry komputerowe. Co niekoniecznie przekłada się na rzeczywistość, bo wydaje mi się, że jak z kwadratem i prostokątem. Każdy nerd jest graczem, ale nie każdy gracz jest nerdem.
    Jednocześnie ten stereotyp siedzenia w piwnicy agresywnego ziomka, który ma problemy interpersonalne albo jest wręcz socjopatą, łączony jest właśnie z graniem w „niebezpieczne dla umysłów młodych ludzi strzelanki”.
    A ze snobizmem w punkt! Nigdy nie rozumiałam jak można utożsamiać nerdów z tymi wykluczonymi społecznie, pogardzanymi dzieciakami, które gnębi się w szkole. Ten obraz chyba nigdy nie wyszedł poza ekrany telewizorów, bo o ile nerd mógł być pryszczatym przegrywem w czasach przed internetem i popkulturą, tak teraz nie ogarniać świata star wars na przerwie w gimnazjum jest raczej obciachem. No i jak napisałem, to te grupki nerdów zwykle pogardzają normikami, nie na odwrót. Normiki zwykle nie widzą różnicy między nerdem i nienerdem, o ile ten pierwszy nie spróbuje im wyłożyć jak ogromna przepaść zieje między nimi.

  6. Karoluch pisze:

    Mam pewną wątpliwość dlaczego tak negatywnie piszecie o mieszkaniu u rodziców interpretując to tylko jako rzecz negatywną. Tam skąd pochodzę na wsi to jest normalne, że rodziny są wielopokoleniowe. W końcu ludzie mają duże domy, to naturalne, że jedno z dzieci zostaje na miejscu przodków i zakłada swoją rodzinę. Czemu ma marność kasę i budować nowy dom? Skoro ten co rodzina ma jest wystarczający. Jeśli nie wyprowadza się w odległe strony, a ma robotę na miejscu to zostaje w domu rodzinnym. Przecież to jest całkowite normalne. Ma to także więcej zalet, np. starsi pomagają potem w wychowaniu wnuków.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s