Przeczytane w styczniu 2017:

studniaStyczeń 2017 był bardzo, ale to bardzo złym miesiącem dla czytelnictwa na Podkarpaciu, a przynajmniej w moim domu. Różne nieprzyjemne sytuacje życiowe w postaci konieczności wyleczenia grypy oraz ukończenia Wiedźmina 3 sprawiły, że nie mogłem cieszyć się lekturą. W efekcie udało mi się pokonać jedynie trzy książki. Czwartą mam przeczytaną mniej-więcej w połowie.

Luty nawiasem mówiąc lepszy chyba nie będzie. Raz, że w planach mam kolosa liczącego 1000 stron, dwa, że leczyć będę powikłania po grypie (a mówiłem głupiej babie pierwszego kontaktu „daj więcej chorobowego, bo wrócę tu za tydzień z zapaleniem płuc”? Ale nie słuchała).

Owi szczęśliwcy to:

Studnia wstąpienia:

Ocena: 6/10

studniaW ogóle nie podoba mi się ta książka. Owszem, czytałem gorsze, ale moje subiektywne wrażenie jest negatywne.

Główny problem ze „Studnią wstąpienia” jest niestety taki, że – jak w wypadku większości współczesnych fantasy – jest raczej długa. Powieść liczy sobie bowiem aż 780 stron. I niestety, nie są one wypełnione od deski do deski. Przeciwnie, tak naprawdę ze 300 dałoby się usunąć nie tylko bez szkody, ale wręcz z zyskiem dla całości. W szczególności wątek Zane i jego „związku” z Win nie jest szczególnie udane.

Po pierwsze: zauroczenie czy nawet sympatię Win do Zane trudno w jakikolwiek sposób zrozumieć. Po facecie na oko widać, że jest niezrównoważonym psychopatom, wiązanie się z nim w jakikolwiek sposób trudno pojąć. Przecież na oko widać, że facet nadaje się tylko na oddział zamknięty.

Ogólnie te wszystkie podchody i negocjacje, z których nic nie wynika, a te same kwestie rozważane są po trzy razy straszliwie przeciągają fabułę. O ile o poprzedniej książce napisałem, że jest lepsza od „Niecnych Gentlemanów” Lyncha, to o tej bym się nie ośmielił.

Jeszcze trzeci tom mi został. Ale pozwolę go sobie wprowadzić w tryb karny.

Najazdy Mongołów:

Ocena: 6/10

mongolyW grudniu obłożyłem książki Bellony embargiem za uczynienie Bieszka redaktorem naukowym. Od tego momentu nie kupuję już pozycji tego wydawnictwa (choć mam jeszcze kilka nieprzeczytanych). Omawiany tytuł pokazuje, że niewiele tracę.

O „Najazdach mongołów” najlepsze, co mogę powiedzieć to, że nie jest to książka zła. Jest średnia. Temat potraktowany został poprawnie, jednak wyraźnie widać, że autor nie wgryzł się w źródła, ani nawet opracowania, a poprzestał na lekturze kilku artykułów na Wikipedii i podobnych dzieł. Tak więc o sama tematyka jest tylko liźnięta dość powierzchownie.

Książka ma zalety, jak na przykład sylwetki i wyposażenie najważniejszych wrogów mongołów czy dość dokładne omówienie przebiegu kampanii, niemniej jednak nie sądzę, by ktoś, kto ukończył liceum i interesował się historią był z niej specjalnie zadowolony.

Dowodzenie w czasie wojny:

Ocena: 8/10

dowodzenieTo prawdopodobnie najwartościowsza książka, jaką przeczytałem w tym miesiącu. „Dowodzenie” mimo podtytułu rozwija problem trochę szerzej, docierając aż do etapu wojny w Wietnamie. Zaczyna jednak faktycznie od czasów Aleksandra Wielkiego i starożytności, przechodzi natomiast przez kolejne etapy rozwoju dowodzenia, aż po czasy prawie współczesne.

Mówię „prawie” albowiem książka pisana była w bardzo wczesnych latach 80-tych i nie została od nich aktualizowana. Tak więc Creveld pomija kilka ostatnich konfliktów (np. obie wojny w Iraku), gdyż za jego czasów się nie zdarzyły.

Zdaniem autora etapów w dowodzeniu na wojnie nie było tak wiele (w zasadzie można wskazać na trzy: „tradycyjny”, przed-telegraficzny, telegraficzny, radiowy i elektroniczny), co wydaje się być uzasadnione przez jego argumenty. Innymi słowy: kolejna, dobra książka Crevelda wyjaśniająca spory kawałek militarnej rzeczywistości.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Książki, Przeczytane i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „Przeczytane w styczniu 2017:

  1. Suchy pisze:

    Mam takie same odczucia co do Bellony. Jak zobaczyłem to okropieństwo w Empiku to moja pierwsza reakcja była taka, że errr co to robi w dziale historia ? Miejsce na półkach z ezoteryką i New Age się skończyły? Zaraz… co tam robi znaczek Bellony ?! Potem zacząłem kartkować z nadzieją, że może to jakaś książka, która ma walczyć z tym rakiem wielkiej Lechii. Nope. Odłożyłem jak poczułem jak z wolna ulatują mi punkty IQ od czytania …
    Smutne trochę bo kiedyś lubiłem ich książki.

  2. Pawel.M. pisze:

    U mnie też Bellona ma szlaban 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s