Mit bogatego gimnazjalisty i inne bajki:

6560_922d_390…czyli skąd młodzi mają tyle pieniędzy.

„Mit bogatego gimnazjalisty” to krążąca od jakiegoś czasu po fandomie legenda o młodzieńcach w różnym wieku i różnej płci. Oraz rozmiarach ich konwentowych zakupów. Przychodzi bowiem taki na konwent i potrafi kupic – dajmy na to – mangi za 1000 złotych, podręczniki do RPG za podobną kwotę lub równie kosztowny deck do Magica albo podobna zabawkę.

W efekcie starsi konwentowicze się dziwią: skąd młodzi mają takie pieniądze? Przecież w kraju tak źle się żyje?

Tak się składa, że wiem. I zaraz wam odpowiem.

Źródła:

Wiedzę tą czerpię bezpośrednio ze źródeł, czyli od gimbazy i licbazy, ale głównie to od uczniów zawodówki. Tak się składa, że moja placówka kulturalno-naukowa ma taki zwyczaj, że z zawodówki bierze w wakacje pewna ilość darmowych niewolników, dla niepoznaki nazywanych „praktykantami” którzy wykonują za nas liczne prace, w zamian zdobywając doświadczenie zawodowe polegające w staniu na korytarzu i obsłudze miotły.

Nasza zawodówka nie jest jakąś tam zwykłą pacanówką, tylko renomowaną Zawodową Szkołą Plastyczną, tak więc moje źródła są już obecnie studentami pierwszego roku na architekturze. Niemniej jednak wracając do tematu: kiedy do nas przyszli poradziliśmy im, żeby wzięli ze sobą jakieś książki, bo nasza praca nie jest zbyt emocjonująca. Zeszłoroczny sort przyniósł Wiedźmina, Ziemiomorze i Władcę Pierścieni, tak wiec od razu wiedziałem, ze to dobrzy ludzie i warto ich szkolić. Gdy od nas odchodzili moi padawani i padawanki znali jeszcze Pana Lodowego Ogrodu, Grę o Tron, Obrońców Królestwa, Świat Dysku, Dresdena i Davida Webera. Nauczyłem ich też, gdzie kupować książki z 40 procentowym rabatem, ze Internet nie gryzie oraz nienawidzić Pocztę Polską.

Przy okazji dowiedziałem się też, skąd młodzi biorą tyle pieniędzy, jak posługują się Internetem i parę innych rzeczy.

Skąd młodzież bierze tyle pieniędzy?

Czyli „skąd młodych stać na takie zakupy”. Pytanie jest skomplikowane i ma tyle odpowiedzi, ilu jest młodych w Polsce (czyli niewiele). W zasadzie jednak główne odpowiedzi są dwie. Po pierwsze: istnieją dzieciaki z bogatych rodzin. Czasy, kiedy wszyscy w Polsce byliśmy biedni dawno temu już minęły i obecnie są w naszym kraju rodziny relatywnie bogate, które mogą sobie pozwolić na duże wydatki. Jednocześnie też jednak minęły czasy, gdy dziećmi się nie zajmowało. „Złota młodzież” jak za naszych czasów, czyli dzieciaki, których rodzice pracowali po 16 godzin dziennie, rekompensując to małolatom nieograniczonym strumieniem pieniędzy nadal istnieje, ale znacznie ograniczyła swój zasięg (dwa, że my jesteśmy dziećmi wyżu, a obecne pokolenie niżu demograficznego). Dziś dzieciaków się pilnuje, nie pozwala się im pic alkoholu i zażywać narkotyków, zamiast tego organizuje im się czas oraz zatrudnia niańki. W efekcie część z nich wyrasta na nerdów. Ci kupują drogie zabawki.

Po drugie: dzieciaki to dzieciaki. Obchodzą urodziny, imieniny, Boże Narodzenie i Wielkanoc. W ich życiu zdarzają się też desanty cioć i wujków. W trakcie każdego z tych wydarzeń w dobrym tonie jest dać młodemu człowiekowi pieniądze. Zwyczajowa kwota waha się miedzy 50 (jeśli nie przeszkadza nam reputacja biedaków), a 100 (jeśli chcemy być znani z hojności) złotymi.

Daje to kwotę nadzwyczajną miedzy 200, a 400 złotymi rocznie.

Dodatkowo dochodzi jeszcze kwestia świadczeń specjalnych, czyli nagród za sukcesy szkolne. W zwyczaju jest, by świadectwo z paskiem ojciec uczcił kojonymi 100 złotymi.

Następna sprawa to kieszonkowe. Wysokość kieszonkowego nie jest dużą i waha się miedzy 50, a 100 złotymi, niemniej jednak zdarzają się sytuacje, gdy pojawia się kieszonkowe dodatkowe, jak wycieczki szkolne (kolejne 100 złotych), oraz różne dodatki w postaci, pieniędzy za robienie babci zakupów, która to babcia pozwala zatrzymać drobne (kolejne 1k6 złotych). Daje to oszczędnemu gimnazjaliście sumę rozporządzalną w trakcie konwentów wysokości nawet i 600-700 złotych.

Zakupy na konwentach:

6278_4487Badając zakupy na konwentach należy zwrócić uwagę, że wydarzenia takie maja naturę pojedynczego święta rozrywki i komercji, ale też wydarzenia przewidywalnego. Otóż konwenty mają miejsce cyklicznie, co roku i zwykle w tych samych miejscach. Tak więc da się zaplanować budżet i przemyśleć zakupy. Te mogą być od razu większe, odbyć się wedle wcześniej określonej strategii i pochłonąć kwoty, które wcześniej zostały zgromadzone właśnie w tym celu, w wyniku długotrwałych oszczędności.

I wyjaśnia to „mit bogatego gimnazjalisty”. Zakupy nie mają postaci jakiegoś mega szastania pieniędzmi, tylko pochłaniają kwoty, jakie wcześniej na ten cel przeznaczono, zwykle całe, roczne oszczędności.

Kwestia priorytetów:

Należy też zauważyć, ze wyjazd na konwent, wycieczkę lub zakupy do miasta wojewódzkiego ma naturę wielkiej wyprawy, w trakcie której dany młodzianin zostaje wyekwipowany, by z głodu nie umarł, co stanowi dodatkowy zastrzyk gotówki.

Zastrzyk ten spożytkować można na różne sposoby. Zasadniczo jednak człowiek jest tak zbudowany, ze kilka dni może obywać się bez jedzenia (lub też, zamiast hot-doga lub kebaba w budce można kupić bułkę w Lidlu). Dzięki temu budżet zwiększa się o parę dodatkowych złotych.

Mit gimnazjalnego hakera:

Po drugie: to, że młodzi są hardcorowymi graczami, którzy świata nie widzą poza komputerem jest chyba mitem. Z całą pewnością jest nim teza, jakoby świetnie znali się na komputerach. Wręcz przeciwnie, standardowy poziom, z jakim miałem do czynienia w wypadku moich próbek był raczej niski i znajdował się poniżej umiejętności mojej mamy.

To znaczy: jest to poziom dość ograniczonej przeglądarki internetowej. O ile moja mama dość dobrze sobie radzi, planuje nawet prowadzić bloga kulinarnego, tak omawiani młodzi ludzie dla przykładu nigdy nie korzystali ze sklepu internetowego, nawet mimo, ze wiele godzin spędziliśmy narzekając na to, ze w Ciemnogrodzie nie ma dobrej księgarni. Gdy zapytany „Skąd mam tyle książek fantasy” odpowiedziałem, ze „Głównie kupuje je w Internecie” usłyszałem „A nie boisz się, ze przyślą ci cegłę?”.

5958_53aa_500Dopiero kiedy pokazałem im Aros.pl oraz 40 procentowe zniżki przełamało to ich strach.

Musze powiedzieć, ze niestety dzisiejsza młodzież jest beznadziejna. Myśmy za ich czasów doskonale wiedzieli, skąd brać książki fantasy i karty do Magicka (z Allegro), oraz jak to robić, żeby rodzice nie zorientowali się (odbiór na poczcie), ile te przyjemności kosztują, albo co robimy zamiast uczyć się do kartkówek (układamy deka i przygody do RPG).

Podobnie wygląda sprawa gier komputerowych. Mimo, że ostatecznie przez moją placówkę przewinęło się ponad 20 osób, hardkorowego gracza nie znalazłem ani jednego. Wręcz przeciwnie, większość z nich grała raczej wybiórczo, głównie w gry przypadkowe, typu Minecrafta, LoL-a, World of Tanks, Heartstone of Warcraft czy (głównie) Heroes of Might and Magic III (sic!).

Nawiasem mówiąc zjawisko takie potwierdzają zarówno moi znajomi wykładowcy z politechniki jak i specjalista od zabezpieczeń komputerowych. Liczba nastoletnich komputerowców-hardcorowców spada i to szybciej od demografii.

Myślę, że wynika to w dużej mierze z tego, że żyjemy dziś w erze post-PC. Komputery w rodzaju desktopów i laptopów po pierwsze się upowszechniły i spowszedniały. W efekcie czego nie budzą już takiego zainteresowania jak kiedyś. Wiecie: w epoce moich rodziców młodzież miała fioła na punkcie samochodów. W moich czasach te już nikogo specjalnie nie obchodziły, bowiem było ich dużo. Dziś to samo może dotyczyć komputerów.

Po drugie: obok komputera istnieje całkiem sporo innych narzędzi, dających mniej-więcej takie same możliwości i nie ma potrzeby, żeby normalny, młody człowiek spędzał przy nim szczególnie dużo czasu. O ile w naszych czasach, żeby odpalić Gadu Gadu albo wejść na Wikipedię trzeba było posiadać PC, tak dziś takie same możliwości daje zwykły telefon komórkowy.

Dlatego tez młodzi nie fascynują się komputerami, mimo że dostęp do nich jest o wiele szerszy.

Po trzecie: ludzie tacy jak ja i spora część moich znajomych, których standardami się mierzę byli jednak dziwakami. Odnoszę wrażenie, że ja mam natomiast do czynienia z bardziej standardową młodzieżą.

Po czwarte: komputery obecnie przestały być „centrami rozrywki” gdyż tą rolę przejęły właśnie telefony komórkowe. Pełnią raczej rolę wyspecjalizowanych narzędzi, które albo są potrzebne do pracy, albo do gier. Jeśli ktoś nie pracuje lub nie jest graczem-hardkorowcem komputera nie potrzebuje. Pytanie brzmi, co by było, gdybym trafił na jakiegoś rodzaju hobbystów, np. nerdy błotne.

Po piąte: być może mierzę ich niewłaściwymi kategoriami. To są plastycy. Programy graficzne znają dużo lepiej niż ja (co nie jest trudne, bo nie wyszedłem nigdy poza Infrant View).

Zjawisko charłactwa:

5991_e956W zasadzie to obserwowalne jest inne zjawisko: rodziców, którzy nie pozwalają swoim dzieciom posługiwać się komputerem, ograniczając ich dostęp do telefonów czy telewizora w trosce o to, by dzieci nie padły ofiara „Szatana z Internetu”.

Oczywistym jest, ze dziecko nie powinno grac w każdą grę, a spędzanie dziesiątek godzin przed ekranem nie jest zdrowe. Oczywistym jest, że ilość czasu, jaką ja przeznaczam na komputer jest nadmierna. Niemniej jednak wydaje mi się, ze część rodziców posuwa się w stronę innej skrajności.

Przykładowo znajoma nauczycielka ma bardzo poważny problem z organizowaniem czasu swych podopiecznych w świetlicy. Chciałaby im poszczać bajki, ale nie może.

Harry Potter nie, bo satanizm. Król Lew nie, bo mówiące zwierzęta, wiec lewactwo i Greenpeace, Shrek nie, bo podważanie autorytetu rodzicielskiego. Kraina Lodu nie, bo magia, więc znowu satanizm, a poza tym watki gejowsko-lesbijskie. Scooby-Doo nie, bo duchy, wiec okultyzm. Tom and Jerry nie, bo przemoc (IMHO powinna puścić „Kapitana Bombę”, „South Park” albo „Rick and Morty”, nauczyciela nie jest łatwo zwolnic, a ludzie nauczyliby się nie przesadzać).

Takie zjawisko ja nazywam cherlactwem.

Moim skromnym zdaniem jest co najmniej równie niebezpieczne, jak pozwolić dziecku, by wychowywało się na 4-chanie. Powód jest prosty: mimo wszystko żyjemy w świecie skomputeryzowanym do granic możliwości. Już nawet Indianie znad Amazonki maja telefony komórkowe. Nie nauczyć dziecka posługiwać jednym z podstawowych narzędzi współczesnej cywilizacji to tak, jakby nie pokazać mu, że nie należy przechodzić na czerwonym świetle.

I mugolstwa:

Inny problem to to, co nazywam „mugolstwem”. Mugolstwo to zjawisko, które mnie zaskoczyło: bardzo grzeczne dzieci, aktywne w internecie. Przykład: przychodzi nastolatka (14-15 lat) na grupę książkową i pyta się o jakieś dobre horrory dla nastolatek. To jej odpowiadamy zgodnie z prawda „Jesteś już prawie dorosła, możesz Stevena Kinga czytać!” (powiedzmy sobie szczerze: 15 lat to wiek, kiedy Steven King najlepiej wchodzi). A ona do do nas „Ale to spaczy moja psychikę! Rodzice nie będą zadowoleni”.

Powiem szczerze: dla mnie to zjawisko jest nowe. Pierwsza rzecz, że nie chwaliłem się rodzicom, co czytam, w co gram etc. Zresztą, wychowywałem się jako komputerowiec, większość moich znajomych to komputerowcy, RPG-owcy lub miłośnicy anime, którzy takich problemów nie mieli. Większość z nich była na tyle rozsądna, żeby nie wtajemniczać rodziców, w co smaczniejsze szczegóły swojego hobby, a ci byli błogo nieświadomi, co to Postal czy Mortal Kombat.

Może jednak moja perspektywa jest skrzywiona? Może nawet za moich czasów małe normale też miały takie problemy? Koniec końców kto przejmował się tym, co robią małe normale?

Moje źródła z kolei twierdzą, że, skoro to miało miejsce na Facebooku (bo miało), to młoda miała zapewne kilka setek cioć i wujków wśród znajomych i po prostu bała się, że któreś z nich przeczyta dyskusję i podkabluje jej rodzicom, ze horrory 18+ po kryjomu czyta.

Kto czyta „Zwiadowców” i inne, okropne książki?

W zasadzie jednej okazji nie wykorzystałem. Nie wypytałem się moich źródeł o to, kto czyta książki w rodzaju „Zwiadowców”, „Błękitnokrwistych” i resztę tego okropieństwa YA. A szkoda, bo ludzi tych można byłoby wówczas wytropić i ukarać.

Mandatem na przykład.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Komputery, Offtopic i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

17 odpowiedzi na „Mit bogatego gimnazjalisty i inne bajki:

  1. DoktorNo pisze:

    Do twoich słusznych uwag odnośnie komputerów dodałbym jeszcze inny aspekt: prostotę obslugi współczesnego sprzetu. 25 lat temu dominował tekstowy interfejs graficzny a instalacja karty graficznej wymagała sporo kombinacji z adresowaniem pamieci. A nawet jak miało się Amige czy Atari to bez wiedzy o tym jak działa komputer nie dało się zrobić więcej niż uruchamianie gier z dyskietek. O Commodore 64 i innych osmiobitowcach gdzie bez BASICa „nie rozbierosz” nie wspominając…

    A te uwagi do nauczycielki od rodziców to 100% autentyki? 😯

    • Tak, autentyki. Znam je od nauczycielki i potwierdza je panienka, której dzieci ta nauczycielka uczy.

      Ale należy brać pod uwagę, to co Slann zauważył. To jest głębokie Podkarpacie. Tu ludzie mogą być inni.

  2. Grisznak pisze:

    Względem gier – większa ilość dostępnych bodźców skutecznie rozprasza i zarazem odstrasza do głębszego zapoznania się z jednym. Kiedy my dostawaliśmy jedną grę, to bawiliśmy się nią w cholerę długo. Dlatego wiele starych planszówek miało długie i złożone przepisy, 8 wskaźników na żetonach, w czasie rozgrywki przeprowadzało się obliczenia na poziome klasy maturalnej z matmy. A dzisiaj taki „Robinson Crusoe” uchodzi za niesamowicie trudną grę ze skomplikowanymi zasadami 🙂
    Ludzie mają też o wiele większy dostęp do różnych hobby, więc raczej każde dawkują sobie po trochu, w żadne z nich nie wchodząc na serio i głęboko. Dlatego chudną wszystkie sceny i fandomy, bo to epoka dominacji casuali.

  3. slanngada pisze:

    Tradycyjnie.
    1 Mieszkasz w ciemnogrodzie i masz nieco wypaczone pojęcie. Znajomi co pracowali w gołębieckim puszczali bajki dzieciakom w sali. Mam Kuzyna, który miał tą przesadną chęć chronienia dzieciaków, ale mu minęło. Brat nie ogranicza córce, tylko Iga to dziewczyńska dziewczynka więc…
    2. Zwiadowców czytają ci co kiedyś czytaliby Conany, Wintou itp. Nie demonizujmy tego typu literatury.
    3.Bezopieków dużo jest, nawet w postasapokaliptycznych Kowarach, więc nie masz racji.
    4. Ale fakt, uzbieranie tych 400 zeta to dla młodziaka nie jakiś tam wyczyn. Wystarczy, że oszczędza na ciuchach

  4. Buzz pisze:

    W gruncie rzeczy Twoje spostrzeżenia są pozytywne. Tzn. obejmują negatywne zjawiska (z naszego punktu siedzenia), jak nieznajomość komputerów, mugolstwo czy charłactwo (cherlactwo?), ale w moim odczuciu przeważają te pozytywne: czytanie, oszczędzanie (czyt. planowanie), zainteresowanie ze strony rodziców .. Oczywiście Twoja próba siłą rzeczy (dobór) nie trzyma się średniej. Pytanie brzmi: jak bardzo się nie trzyma?

    • Charłak to (podobnie jak mugol) określenie z uniwersum Harrego Pottera. Oznacza osobę urodzoną w rodzinie czarodziejów, ale nie posiadającą magicznej mocy. To trochę przeciwieństwo Szlamy: czarodzieja urodzonego w rodzinie mugoli.

      Jeśli natomiast chodzi o współczesną młodzież, to ja ani do niej, ani do sposobu jej wychowania nic nie mam. Jeśli narzekam, to tylko dlatego, że mam charakter Marudny-Zły.

  5. Gorky pisze:

    Zabrakło w tym artykule jeszcze coś napisać o nerdach którzy zostali zagubieni w wirtualnym Świecie i usunięci przez elitę rówieśników, coś jak w filmie „Sala samobójców” np.

    • Prawde mowiac, to o ile nerdow, ktorzy zostali odrzuceni przez elite rowiesnikow pewnie jest sporo, a takich, ktorzy sami sie od niej odizolowali, to tych, ktorzy zgubili sie w wirtualnym swiecie zbyt wielu nigdy nie spotkalem. Powiedzialbym raczej, ze to jednak jakas miejska legenda.

      Jak juz, to widzialem wiecej dziwolagow, ktorzy udawali nerda i siedzieli w necie, bo w realu, z powodu licznych, uciazliwych wad charakteru nikt ich nie chcial.

      Natomiast film sala samobojcow, to IMHO jeden z gorszych smieci, jakie wyprodukowala nasza kinematografia. Problem spoleczny tego typu faktycznie istnieje, przy czym glownie w Japonii i Krorei, troche w USA, wsrod imigrantow z krajow azjatyckich. Natomiast film przeszczepia go w warunki polskie. Ot dzialalnosc spoleczna na poziomie Superekspresu i pism kobiecych.

      Do tego dochodzilo calkowite niezrozumienie problematyki internetu…

      W sumie Masochista dobrze sie z tym filmem rozprawil.

      • slanngada pisze:

        Przede wszystkim siedzenie pół dnia przed kompem już nie definiuje Nerdostwa, wystarczy, że mieszka się w mieście i jest kiepska pogoda by tak spędzać czas. Wbrew pozorom, Nerdy czy tam Geeki są bardziej aktywni zewnętrznie.

      • W sumie, to w sylwester z kolega poczynilismy bardzo podobne obserwacje. W agroturystyce siedzialy dwie grupy, dzielila je sciana. Z jednej strony masa korporacyjnych hipsterow, z drugiej masa nerdow z serwisu o anime. U tamtych impreza polegala na siedzeniu w roznych miejscu i klepaniu roznyh rzeczy na na laptopach. Mysmy biegali z aparatami po okolicznych wzgorzach, zwiedzili miasto, poszli na Star Warsy, grali w planszowki, pili domowe nalewki kolezanki i sprawdzili wszystkie okoliczne knajpy.

        Swiat oszalal.

    • slanngada pisze:

      TO nie takie dziwne. Nie chodziłem do szkoły ale Nerdostwo (nie mylić z kujoństwem i dobrymi ocenami w szkole) nie było w Polsce tak stygmatyczne, przynajmniej jako interesowanie się fantastyką i grami. Do tego w Polsce geekostwo to w takim samym stopniu domena ścisłowców jak humanistów, tych drugich jest chyba nawet więcej.

      U nas też jest chyba większa niż w usa zgoda na posiadanie Hobby, nie licząc twojego ciemnogrodu. Polska to kraj postszlachecki i posiadanie hobby jest do pewnego stopnia symbolem statusu. Paradoksalnie, najwięcej szykan nerdów i fantastów czeka ze strony inteligencji za nie rozwijające hobby niż zwykłaków.

      • U nas też kiedyś było inaczej. Teraz wszyscy normalni wyjechali, a zostali tylko ci, którzy z różnego powodu nie nadawali się do pracy w wielkomiejskich korporacjach.

  6. Żorż pisze:

    Dałem sobie specjalnie dodatkowy dzień, żeby przemyśleć ten tekst i nadal jedyne, co mi przychodzi do głowy, to ten obrazek:

    Chyba zostałeś zwyczajnie starym zgredem, tylko bez bycia starym.

    • Sensem tego tekstu jest polemika z jakąś starą dyskusją pod tytułem „Widziałem na konwencie, jak gimnazjaliści kupują mangi / figurki / planszówki / komiksy za ileś tam pieniędzy. Jezu! Ale oni muszą być bogaci” podrasowana o elementy obserwacji tego, jak znajomi z pracy wychowują dzieci / dogadują się młodszymi ludźmi. Przyjdź do nas. Zobaczysz, że ludzie młodsi o kilka lat są o całe pokolenia bardziej zgredziali odemnie.

      • Żorż pisze:

        Żadne pocieszenie ani powód do dumy – nadal jesteś zgredem ^^

        Mój chrześniak „zarabia” na swoje wydatki, wykonując całą masę drobnych prac. Głównie to myje okna u starszych ludzi – urokiem Śląska jest, że okna relatywnie szybko się brudzą, a do tego starsze panie obsesyjnie chcą je mieć czyste. Przy jego zapotrzebowaniu na gotówkę te 250-300 złotych miesięcznie czyni go Krezusem w swojej kategorii wiekowej. A przecież to jest żart, a nie pieniądze dla normalnie pracującej osoby dorosłej. Do tego jeszcze od jednej ze swoich babć dostaje co miesiąc taszyngeld, z tytułu bycia wnukiem.
        Ja w jego wieku zresztą też chwytałem się przeróżnych robót, od zbioru jabłek w pobliskim sadzie, przez zrzucanie i noszenie węgla, po „zatrudnienie” w zieleni miejskiej, co wymagało wtedy absurdalnej liczby podpisów i pieczątek, żeby przyjąć nielata do grabienia trawników. Na pieniądze jednak też nigdy nie musiałem narzekać.

        Ale z tego co wiem od Krzyśka, większość jego kolegów i koleżanek robi podobnie – byle jaka „praca”, byle gdzie, na byle jakich warunkach, ale ważne, że płacą. Przy braku realnych wydatków (w końcu żyją z rodzicami) wszyscy dzięki temu mają swoje własne pieniądze. Plus to nie wyklucza potencjalnego kieszonkowego.
        Szok i niedowierzanie, gimbusy zwyczajnie pracują.

        Uproszczenia w „skąd dzieciaki biorą pieniądze” (szczególnie część 2) nie będę komentował, razem z kwotami ^^ Widać taki ciemnogrodzki zwyczaj.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s