Przeczytane w roku 2016:

przeczytane

Książki jako jeden stos.

W roku 2016 przeczytałem 59 książek, co moim zdaniem jest wynikiem nader dobrym, choć niestety większość z tych lektur uznałbym za średnie lub średnie ze wskazaniem. Kilka trafiło się nader dobrych, choć pewnie do żadnej nigdy nie wrócę. Gniot nie trafił mi się chyba żaden, choć co najmniej jedna książka była pozycją graniczną, wytyczającą linię, poniżej której znajduje się piekło.

Pozycji olśniewającej też nie znalazłem.

Na liście brakuje książki numer 59 czyli Podbojów Mongołów (7/10). Powód: mam gorączkę, nie mam siły pisać.

1491: Ameryka przed Kolumbem

Ocena: 9/10

Powiem uczciwie: sądząc po tytule oraz umieszczonej zaraz na początku książki mapie, przedstawiającej rozmieszczenie poszczególnych ludów i plemion amerykańskich spodziewałem się po czegoś nieco innego: jakiegoś przewodnika archeologicznego po tym, kto i gdzie mieszkał w dawnej Ameryce oraz kim byli ci ludzie…

1491-ameryka-przed-kolumbem-b-iext39110237Otrzymałem natomiast historię środowiskową.

Czyli opis tego, co gdzie rosło oraz jak zmieniła się biosfera od momentu pojawienia się białych, oraz ich największego „prezentu” dla Indian (czyli ospy) po XIX wiek. Wbrew pozorom taka lektura okazała się chyba nawet ciekawsza, zwłaszcza dla fantasty wychowanego na postapokalipsie. Otrzymujemy więc takie zagadnienia, jak występowanie i rozpowszechnienie różnych gatunków roślin, dziczenie terenu w skutek ekspansji lasów na ongiś uprawiane ziemie czy różnego rodzaju konsekwencje śmierci 90% populacji (po ospie przyszło jeszcze kilka innych zaraz).

Osobną zaletą Mann’a jest jego bardzo wyważony styl. Z jednej strony jego książka jest zrozumiała, łatwa w lekturze, co wśród autorów książek naukowych i popularnonaukowych nie jest codziennością. Z drugiej mimo to potrafi przenieść ogrom informacji bez popadania w infantylizowanie i trywializowanie poszczególnych zagadnień.

14931493: Świat po Kolumbie:

Ocena: 9/10

Drugi tom opisanej wyżej książki. Tym razem interesujemy się zmianami, jakie zaszły na świecie. Otrzymamy więc informacje o rozpowszechnieniu się nowych upraw i ich wpływie na obraz świata: populacje, demografie i środowisko. Ekspansji szkodników i gatunków inwazyjnych etc.

Wiele miejsca poświęcono też przeplataniu się ludzi i ludzkich losów, w tym także mniej znanym aspektom tego zjawiska. Jak się okazuje bowiem np. niewolników sprowadzano nie tylko z Afryki, ale też z Azji oraz bliskiego wschodu, znaczna część kolonistów miała arabskie korzenie, na statkach Srebrnej Floty służyli głównie Malaje, do Meksyku już w XVII wieku ściągnięto znaczne ilości japońskich żołnierzy najemnych…

Ogólnie rzecz biorąc: bardzo interesująca pozycja, którą zdecydowanie było warto przeczytać.

anno-draculaAnno Drakula

Ocena: 7/10

Fabuła: Drakula wygrał z van Helsingiem i opanował XIX wieczną Anglię, którą obecnie włada jako książę-małżonek królowej Wiktorii. Jego pomiot staje się coraz liczniejszy, w kraju panuje policyjna dyktatura. Nie wszystkim z wampirów żyje się jednak dobrze. Co gorsza po kraju panoszy się Kuba Rozpruwacz, polując na nieumarłe prostytutki, swoimi zbrodniami podkopując reżim. Rozpoczyna się śledztwo mające za zadanie powstrzymać mordercę.

Nie lubię wampirów, epoki wiktoriańskiej i XIX wieku. Tak więc książkę czytało mi się trudno, bo są w niej wszystkie te trzy rzeczy. Niemniej jednak jest to niezła, stosunkowo prosta, a jednocześnie dobra w odbiorze, rozrywkowa powieść urban fantasy, którą, jeśli jest się miłośnikiem steampunku można przeczytać w wieczór lub dwa.

Ot dobre rzemiosło.

pol_pl_armia-hitlera-machina-wojenna-trzeciej-rzeszy-780_1Armia Hitlera:

Ocena: 9/10

Myślę, że potrzebuje więcej takich książek.

Armia Hitlera jest kompendium wiedzy o Wehrmachcie: jego strukturze organizacyjnej, wyposażeniu, umundurowaniu, szkoleniu oraz taktykach i metodach walki, w którym omówiono chyba każdy szczegół związany z tą formacją: od wzorów uzbrojenia, przez sposoby walki zarówno drużyn, jak i poddziałów, sposoby wykonywania okopów, po szczegóły umundurowania oraz zmiany, jakim ulegały one na przestrzeni wojny.

W prawdzie nie cała treść książki sprawiła mi równą przyjemność (np. rozdziały o kroju mundurów mnie usypiały) zauważyć należy, że napisana jest (zwłaszcza jak na książkę historyczną) dość prostym, przystępnym językiem, a autor wykłada kawę na ławę zamiast bawić się w spekulacje i teoretyzowanie.

Jej kolejną zaletą jest duża ilość ilustracji, wykresów, zdjęć z epoki jak i grafik stworzonych przez współczesnych artystów. Dzięki nim można bardzo łatwo zwizualizować sobie poszczególne tematy i wyobrazić o czym mowa.

Ogólnie rzecz biorąc: bardzo polecałbym tą książkę. Jeśli lubicie historię, strzelanki pokroju Wolfenstein, filmy wojenne, planszowe gry strategiczne z okresu, gry fabularne w rodzaju Achtung! Chtulhu, to książka ta na pewno przypadnie wam do gustu.

Uwaga po lekturze: człowiekowi, który wymyślił rowerowe bataliony piechoty zmechanizowanej należy się jakaś specjalna nagroda za wkład w rozwój wojskowości. Bataliony te miały wypełniać rolę piechoty zmechanizowanej: podążać za czołgami. Na rowerach.

auxiliaAuxilia: Oddziały pomocnicze cesarskiej armii rzymskiej

Ocena: 7/10 (z powodu nudnego tematu)

Klasyczna, choć już dość stara i niestety dość ciężka (mimo, że krótka) pozycja traktująca o oddziałach pomocniczych imperium rzymskiego. Jako oddziały pomocnicze klasyfikowano wszystko, co nie było legionami (w związku z tym służący w nich żołnierze nie mieli wszystkich praw legionistów, pobierali też mniejszy żołd). Tak więc do grupy tej należeli przede wszystkim kawalerzyści różnych rodzajów, łucznicy oraz oddziały „autoramentów narodowych” złożone z wojowników szczególnie bitnych plemion (głównie germańskich i celtyckich) podporządkowanych sobie przez Rzym i zachęcanych do pozostawania przy swych rodzimych technikach walki.

Książka analizuje głównie zmiany, jakie w funkcjonowaniu Auxilli zaszły w trakcie całej historii cesarstwa, aż do ostatecznych reform w armii i rozwiązania tych formacji. Ogólnie jest to ciekawa, wnikliwa pozycja, która jednak strawna będzie chyba tylko dla miłośników rzymskiej wojskowości. Mi pasowała, ale szeregowemu czytelnikowi bym jej nie polecał.

2255_99906322255Biała noc:

Ocena: 9/10

Dziewiąty już tom Akt Dresdena, aż trudno się nadziwić, że wciąż trzyma poziom. Tym razem nasz mag-detektyw musi wyjaśnić tajemniczą serię zgonów młodych, samotnych kobiet. Niby nic nie wskazuje, by padły ofiarą mordercy, ale jak wiadomo licho nie śpi…

Powiem uczciwie: książka jest moim zdaniem gorsza od Martwego Rewiru, choć ten ostatni zwyczajnie trudno byłoby przeskoczyć. Otrzymujemy więc kolejną serię przygód Harrego Dresdena, pełną brawurowych scen, świetnych dialogów, niekonwencjonalnych rozwiązań różnych problemów oraz barwnych postaci.

Co trochę nietypowe przy tak długich cyklach Butcher cały czas trzyma poziom, a nawet się powoli rozkręca. Harry natomiast staje się postacią coraz bardziej doświadczoną i że tak powiem rozwiniętą.

Pytanie brzmi, jak długo autorowi uda się taki poziom utrzymać?

bohaterBohater o tysiącu twarzy:

Ocena: 6/10

Chyba najbardziej rozczarowująca książka na tej liście. Pozycja legendarna, uważana za przełomową… Szkoda tylko, że główną metodą badawczą Campbella jest psychoanaliza. Ta natomiast, bardzo mocno krytykowana merytorycznie już od momentu jej powstania ma obecnie w nauce mniej-więcej taki status, jak puszczanie krwi. Czyli uchodzi za rzecz raczej nienaukową.

To, co wartościowe w tej lekturze, czyli Drogę Bohatera miałem już dawno zaspoilerowane w postaci miliona obowiązkowych tekstów o niej na każdym blogu literackim w sieci (kiedyś, jak nie będę miał lepszego pomysłu to też taki napiszę).

Biorąc pod uwagę sposób rozumowania, za pomocą którego Campbell doszedł do swoich rezultatów trudno mi orzec, czy przypadkiem ze swoimi tezami nie przestrzelił.

cruel_zinc_melodiesCruel Zink Melodies:

Ocena: 7/10

Dwunasty tom cyklu o prywatnym detektywie Garrecie. Dla przypomnienia i objaśnienia: Garret jest post-chandlerowskim (tzn. takim w kapeluszu i długim płaszczu, ze zgryźliwym charakterem i szlachetnym sercem) prywatnym detektywem działającym w zamieszkanym przez wiele nieludzkich ras, magicznym mieście Tun Faire. Tym razem podejmuje się wyjaśnienia dziwnych zjawisk, które mają miejsce na placu budowy nowego teatru. Robotnicy skarżą się bowiem na obecność duchów. Oraz wielkie owady.

W skrócie: Akta Garreta to taki bieda-Dresden, rozpoczęty jednak sporo czasu (tak ze 20 lat) przed tym, jak Jim Butcher stworzył swojego sztandarowego bohatera (który obecnie jest chyba bardziej rozpoznawalny od Garreta). Nie da się jednak ukryć, że nie jest to najlepiej napisana książka w mojej kolekcji. To, że w połowie napisana została slangiem też bynajmniej mi w lekturze nie pomagał, podobnie jak to, że z powodów logistycznych (jest permanentnie niedostępny w handlu) musiałem pominąć lekturę jednego tomu.

Ogólnie, jak Garreta jest nieźle. Książka lepsza od Petty Pewtered Gods i Angry Lead Skies. Glen Cook dużo lepiej sprawdza się, gdy pisze normalne fantasy z lekkim mroczkiem, niż gdy próbuje udawać Pratchetta. Co nie zmienia faktu, że opowiedziana historia jest napisana odrobinę bez polotu, a wyjaśnienie zagadki powstało chyba tylko po to, żeby jakoś książkę zakończyć.

Ot, rzemiosło.

dlaczego-narody-przegrywajozDlaczego narody przegrywają?

Ocena: 6/10

Pozycja moim zdaniem dyskusyjna. Z jednej strony uważam, że stawiane przez autorów tezy zostały udowodnione w sposób przekonujący. Acemoglu i Robinson uważają bowiem, że za porażkę gospodarczą wielu państw odpowiadają wykształcone przezeń instytucje typu włączającego (umożliwiające bogacenie się wszelkim, przedsiębiorczym jednostką) i wykluczającego (sprawiające, że bogaci się tylko pozostająca u władzy elita, kosztem reszty społeczeństwa, sprawiając, że to tkwi w stagnacji). Zarówno sama koncepcja, jak i sposób powstawania oraz cel tego typu rozwiązań moim zdaniem zostały przedstawione w sposób wiarygodny. Świat faktycznie może tak działać.

Natomiast mój sprzeciw budzi część szczegółów. Po pierwsze: kategoryczne odrzucenie wielu innych teorii moim zdaniem nie daje się obronić. W szczególności odrzucenie determinizmu geograficznego urąga jakiemukolwiek, empirycznemu poznaniu. Skoro warunki geograficzno-klimatyczne są bez znaczenia, to dlaczego na Antarktydzie nie istnieją kwitnące cywilizacje?

Niepotrzebnie też moim zdaniem czepiają się Jareda Daimonda. Tym bardziej, że zarzut iż jego teorie wyjaśniają sytuację przed odkryciami geograficznymi, ale nie po nich jest mało trafny, gdyż Daimond chciał wyjaśnić skutki zderzenia cywilizacji w trakcie epoki odkryć, a nie współczesne.

Po drugie: popełnili ogromne wręcz ilości błędów merytorycznych stawiających pod znakiem zapytania całość. Przykładowo w pewnym momencie pisze o rewolucji w Japonii i zwycięstwie popierającego reformy cesarza nad chcącym zachować tradycyjny system szogunem. Szkoda tylko, że tak nie było, bowiem to właśnie szogun był zwolennikiem reform, cesarz natomiast tylko chciał władzy. Zawarł więc pakt z tradycjonalistami, a szoguna zamordował. Dopiero gdy tradycjonaliści zaczęli robić się niewygodni zwrócił swój wzrok w stronę zachodu.

okladka-200Doktryna piekieł:

Ocena: 8/10

Czwarty i ostatni tom Wojny z Posleenami zwanej też jako Dziedzictwo Aldenata. Konflikt zbrojny między Federacją Galaksjańską i Ludźmi z jednej strony, a Ludem Statków z drugiej powoli dobiega końca. A dokładniej: końca dobiega udział w nim Homo Sapiens, los bowiem ostatniego półtorej miliarda przedstawicieli naszego gatunku zależy od obrony jednej przełęczy…

Niestety jedynymi zasobami, jakie pozostały stojącemu na jej straży 555 Batalionowi Pancerzy Wspomaganych są bezwzględność i determinacja.

Ogólnie: zakończenie jest takie, jak można było się spodziewać. Co mi się podoba w Posleenach to fakt, że wojnę z obcymi wygrywa (wreszcie) wojsko, za pomocą czołgów, dział, karabinów i futurystycznej broni a nie dwóch facetów, którzy wpuścili wirusy w ich systemy komputerowe (spoiler: to Posleeni nam wpakowali wirusy do sieci), lub co gorsza ziemskie bakterie.

Wyraźnie zaznaczony jest też koszt zwycięstwa. Owszem Ziemia (mam nadzieję, że nikomu nie zepsuję lektury) zostaje obroniona, jednak jedyną nagrodą za zwycięstwo jest możliwość uczestnictwa w odgruzowaniu planety. Oraz ułożenia sobie życia na nowo, jeśli tylko będzie to możliwe… Bo to, że jesteś bohaterem wojennym wcale nie znaczy, że w cywilu pójdzie ci równie dobrze.

Ogólnie rzecz biorąc dość mimo wszystko przygnębiająca książka.

dresden2Dowody winy:

Ocena: 9/10

Tom ósmy Harrego Dresdena. Tym razem mag-detektyw i od niedawna Strażnik, wymierzający natychmiastową i nieodwołalną sprawiedliwość praktykom czarnej magii będzie musiał (na prośbę córki starego przyjaciela) rozwikłać zagadkę tajemniczego pobicia na konwencie fanów grozy. Jednocześnie zmierzyć będzie musiał się z moralnym dylematem, związanym z jego nową funkcją.

Ogólnie rzecz biorąc: kolejny tom Harrego Dresdena, zawierający to, co najlepsze w tym cyklu: barwne postacie, humor, brawurową akcję, zgrabną, inteligentną oraz dobrze przemyślaną, wciągającą fabułę.

Tym razem wydarzenia toczą się na mniejszą skalę, niż w poprzednim tomie, a starcie ma bardziej osobisty, międzyludzki charakter, i aż do ostatnich stron, gdy na jaw wychodzą wydarzenia dziejące się w tle, ze znacznie większym rozmachem wydaje się niemalże kameralne. Tym razem nie ma już zagrożenia dla całego miasta, bohaterskiej walki i wydarzeń na tak dużą skalę. Są natomiast potwory udające straszydła z klasycznych horrorów.

Nawiasem mówiąc zabawnie jest obserwować, jak Butcher z jednej strony stara się wykorzystać bohaterów znanych filmów, a z drugiej nie naruszyć żadnego ze znaków handlowych i chroniących je praw autorskich.

Ogólnie rzecz biorąc bardzo udany tom mojej ulubionej obecnie serii. Czekam na kolejny.

okladka380-600x600Dwór kalifów:

Ocena: 6/10

Istnieje pewna, ważna dla historii świata i obecnie bardzo głośna kultura o której jednak nie mam zielonego pojęcia: Arabowie. Książkę tą kupiłem po to, by sprawdzić, czy mam ochotę ten stan rzeczy zmieniać. Jej lektura była bardzo dla mnie pomocna: pozwoliła mi skreślić z listy zakupów piec czy sześć innych pozycji.

Ogólnie rzecz biorąc pozycja ta jak na książkę historyczną jest dobra. Jej autor potrafi znaleźć dystans od opisywanych przez siebie wydarzeń i ani nie sympatyzuje z żadną ze stron, ani też jej nie potępia. Problem polega na tym, ze zajmuje się nudnymi sprawami nudnych ludzi.

Opowieść traktuje o największym okresie rozwoju arabskiej kultury i rządach dynastii Abbasydów, był to też moment, w którym kalifat był oni zapewne największym imperium świata. Jednocześnie wyłania się z niej obraz kultury z jednej strony zdumiewająco wręcz rozpustnej, z drugiej zdumiewająco wręcz zachowawczej. Rozwój poezji dworskiej, haremy, uczelnie okazują się w najlepszym wypadku przesadą, jeśli nie mitem stworzonym przez zachodnich historyków.

Ogromną nieprzyjemnością, przynajmniej dla mnie jest czytanie o nieudolności rządów, która, zwłaszcza w ostatnim okresie istnienia Kalifatu przyjęła apokaliptyczne wręcz rozmiary. Państwo upada z powodów trudności finansowych, rozrzutności z jednej strony i zupełnego baku wyobraźni jego władców z drugiej.

Te doprowadzają do zdewastowania Mezopotamii w takim stopniu, ze po dziś dzień nie udało się tychże zniszczeń odwrócić.

Straszne.

c0eeb73f30f6fa776f80a4d44ef8f239Edda starsza i młodsza:

Ocena: nie podlega klasyfikacji

Mała, lecz niesamowicie nudna książeczka. Emisja wiadomego serialu zachęciła mnie do głębszego zapoznania się z kulturą wikingów. Dobrym początkiem wydał mi się jeden z najstarszych zabytków ich dziedzictwa, czyli zbiór mitów i poematów zwany jako Eddy: Starsza i Młodsza. I powiem szczerze: nie wiem, na co liczyłem kupując tą książkę.

Eddy stanowią zbiór poezji skaldów, która w prawdzie miała duże znaczenie religijne, regulowała różnego rodzaju sprawy życia społecznego i wyznaczała normy zwyczajowe zwyczaju. Stanowiła więc podstawę życia tego społeczeństwa, która jednak elementy rozrywkowe i estetyczne spychała na dalszy plan. Składa się z pewnej ilości mitów, które dla Wikingów były niezwykle ważne, ale które dla współczesnego czytelnika są potwornie nudne.

Mity te najczęściej mają mniej więcej taką postać: Odyn podróżował w przebraniu i napotkał Olbrzyma, którego poprosił o gościnę. Olbrzym się nie zgodził, Odyn przekonywał go więc, że nie jest zwykłym starcem. Tedy ten, by go przetestować zapytał się go jak ma na imię słońce. Na to Odyn:

– Anglicy mówią na nie Sun, Niemcy: Sonne, Francuzi: Soleil, a Polacy Słońce.

Potem wymienia nazwy w języku olbrzymów, krasnoludów, elfów, bogów, mieszkańców piekieł i tak dalej i tak dalej. A olbrzym pyta się go: a jak mawia się na księżyc? Więc Odyn odpowiada. I tak egzaminują się przez czterdzieści minut. W końcu olbrzym stwierdza:

– Żaden śmiertelnik nie może być tak mądry! Teraz widzę, żeś jest Odynem! Wejdź w me progi!

Przyjemności z czytania tego nie ma żadnej.

Spostrzeżenia po lekturze:

W książce znajduje się też pewien zbiór wikińskich złotych myśli. Pozwolę sobie zacytować kilka:

  • Tylko śmierć gasi nienawiść.

  • Człowiek bezrozumny chciałby żyć bez końca unikając wojny.

  • Lepiej żyć dobrze, niż długo.

  • Chwal piękność dnia, gdy się skończy, niewiastę, gdy poznasz dobrze, miecz, gdy go doświadczysz, pannę, gdy pójdzie za mąż, lód, gdy go przekroczysz, piwo, gdy je wypijesz.

  • Nie masz gorszej choroby, niż niezadowolenie z życia.

  • Nie ma cnotliwego bez grzechu, nie ma złoczyńcy bez cnoty.

6105baug1gl-_sx326_bo1204203200_Fables vol. 22: Farewell:

Ocena: 8

W skrócie: ostatnia bitwa, ostateczny upadek i odrodzenie Fabletown oraz dojście do władzy młodego pokolenia i odejście starego na emeryturę.

Ogólnie rzecz biorąc: zakończenie niezłe, choć raczej spodziewane. Acz niestety momentami rozczarowujące (np. sposób, w jaki poradzono sobie z Bigbym i jego trudnościami). Coś, na co szykowaliśmy się przez ostatnie pięć tomów. Uzupełnione dodatkowo o dużą ilość krótkich, dwustronicowych opowieści o dalszych losach pozostałych przy życiu postaci.

indeksFairest 1:

Ocena: 7/10

Fairest to spinoff komiksu „Baśnie na wygnaniu” koncentrujący się na tytułowych „Pięknych” czyli drugoplanowych postaciach kobiecych. Tom pierwszy opowiada o Śpiącej Królewnie, zamykając tym samym jeden z wątków poruszonych w głównej serii. Dodatkowo otrzymujemy krótką historię Pięknej i Bestii.

O ile ta druga historyjka zupełnie mi się nie podobała, albowiem moim zdaniem zepsuła dwie fajne postacie, to co do pierwszej też mam poważne wątpliwości. Z jednej strony jest ona pełna żywych scen akcji i dynamiczna. Czytało się ją dość dobrze, a co więcej wyjaśnia kilka tajemniczych wydarzeń z końcowych tomów głównej serii. Z drugiej dość mocno miesza w uniwersum i przynajmniej moim zdaniem spłyca niektóre postacie (zwłaszcza Królową Śniegu).

Także, jeśli pominąć sceny akcji historia tak naprawdę jest średnia i w stosunku do ogółu serii substandardowa.

81hxztncyclFairest 2:

Ocena: 7/10

Drugi tom. Tym razem na główny plan wchodzi Roszpunka, jej trauma z przeszłości oraz wyprawa do Japonii, w poszukiwaniu tamtejszych baśni. W dalszym tle natomiast widzimy jej relacje z Babcią Totenkindern, chyba ciekawsze od głównego tematu, lecz zupełnie nie wykorzystane i do uniwersum nic nie wnoszące.

Ponownie: historia moim zdaniem jest raczej średnia. To takie trochę skrobanie dna garnka, polegające na wyciągnięciu mało istotnej postaci oraz dorobieniu jej mrocznej historii, która w żaden sposób nie wpłynęła na ogólne wydarzenia. Tym bardziej, że tak naprawdę, mimo że ponownie komiks pełen jest żywej akcji nie umywa się on do ogólnego poziomu serii.

Z drugiej nie żałuje, że go przeczytałem, gdyż faktycznie dużo wyjaśnił z tego, co wydarzyło się w głównej serii i dodał dynamiki mającym w niej miejsce wydarzeniom.

faktoriaFaktoria i forteca:

Ocena: 7/10

Jezu! Ile tabelek!

„Faktoria i forteca” to praca zajmująca się zagadnieniem portugalskiego handlu przyprawami na Pacyfiku w XVI wieku. Czyli tematem, który od jakiegoś czasu jest moją pasją. Praca powstała w latach 70-tych ubiegłego stulecia, przez co posiada liczne cechy charakterystyczne dla tej epoki. Przykładowo zaczyna się więc wynurzeniami, że z Hindusów i Portugalczyków, mimo pozornych różnic byli dobrzy komuniści.

Reszta niestety mnie rozczarowała. Autor opiera się bowiem na analizie wysokości dostaw pieprzu w kolejnych latach oraz rozmiarów sprzedaży, wyciągając z tąd wnioski o kształcie owego handlu i przyczynach upadku portugalskiego imperium (generalnie dostawy były zawsze zbyt duże, ceny za bardzo wywindowane, król Portugalii liczył Bóg wie na co, na jeden kilogram pieprzu przywieziony legalnie do Europy przypadały cztery kilo kontrabandy, a co gorsza portugalski monopol nie działał, bowiem Wenecjanie przewozili swoje transporty przez Morze Czerwone) pomijając jednak szerszy kontekst historyczny.

Prawdę mówiąc nawet dla historyka jest to praca sucha i raczej nieciekawa. Może przydać się do magisterki, choć raczej nie jako lektura celem poszerzenia horyzontów.

furieFurie Hitlera: Niemki na froncie wschodnim:

Ocena: 8/10

Wkurzająca książka.

Ale powiedzmy sobie szczerze: trudno utrzymać nerwy na wodzy, jeśli czyta się (dajmy na to) o babie, która jeździ po mieście z wózkiem dziecięcym i używa go, by z premedytacją wjeżdżać ciężarnym w brzuchy. Albo usypaniu własnych żołnierzy okaleczonych na froncie. Tudzież o tysiącu innych okropności.

Tym bardziej, że ukarano tylko nieliczne sprawczynie.

Ale wracajac do tematu: książka jest dość rzetelną, choć raczej krótką i zwięzłą, nie przeładowaną źródłami pracą historyczną analizującą rożne aspekty współpracy kobiet z NSDAP oraz ich współudziału w tworzeniu państwa nazistowskiego.

Autorka podchodzi do tematu rzeczowo, momentami trochę sucho, uczciwie oceniając sytuację oraz unikając wiktymizacji tych kobiet oraz robienia z nich ofiar lub zdejmowania z barek ciężaru własnych decyzji. Ogólnie rzecz biorąc dobra, rzetelna, historyczna robota.

51qey4o4dll-_sx308_bo1204203200_Gilded Latten Bones:

Ocena: 8/10

Przedostatnia książka z cyklu o Prywatnym Detektywie Garrecie.

Do zamieszkanego przez ludzi, elfy, krasnoludy i dziesiątki innych ras oraz ich mieszańców miasta Tun Faire wreszcie zawitał spokój. Porządek na ulicach wymuszany jest przez straż oraz na poły dyktatorski system polityczny. Garrett również znika z ulic, dzieląc czas między narzeczoną, a kilku wybranych, zamożnych klientów. Dzieje się tak do momentu, gdy ktoś próbuje zamordować jednego z jego najbliższych przyjaciół Morleya Dotesa.

W tym tomie Glen Cook zarzuca naśladowanie Terrego Pratchetta i wraca do dawnej atmosfery. Mniej jest więc prób zaskoczenia czytelnika czarnym humorem i niepoważnych sytuacji jak z Petty Petered Gods czy Angy Lead Skies. a więcej jest czarnego kryminału.

Mimo to wyraźnie da się zauważyć podobieństwa do prozy Terrego Pratchetta, a dokładniej do cyklu o Straży Miejskiej. W postaciach Półkownika Blocka i Księcia Ruperta natomiast trudno nie dostrzec analogii do Vimesa i Venitariego.

Z drugiej strony jednak Cook jest dużo mniej idealistyczny od Pratchetta, u niego zmiany idą w zupełnie innym kierunku, a rozwój aparatu prawa niekoniecznie oznacza większe bezpieczeństwo na ulicach, ale też ograniczenie praw i swobód obywateli.

Ogólnie: bardzo dobry tom, jeden z lepszych w tym cyklu, choć do Słodkiego, Srebrnego Blues lub Starych, Cynowych Smutków nie da się go porównać.

Btw. Musiałem ominąć jeden tom. Może mi ktoś wyjaśnić, kim jest postać, która nazywa się Penny Dreadfull?

338751_bigHeroje północy:

8/10

Wydana pod koniec lat 90-tych pozycja stanowi tez jedyne, a na pewno najlepszy, beletrystyczny zbiór mitów nordyckich. W skrócie: jest to coś w rodzaju „Mitów greckich” Parandowskiego, tylko odnoszące się do wierzeń Wikingów. Jest to też z całą pewnością jeden z największych, białych kruków w mojej kolekcji. „Heroje” nie byli wznawiani od czasów głębokiej komuny i dziś stanowią dość poszukiwane dobro. Na Allegro książka potrafi kosztować kilkaset złotych i tym razem nie jest to próba oszukania naiwniaka.

Książka składa się z dwóch, przeplatających się elementów. Pierwszym są fabularyzowane opowieści mitologiczne oraz fragmenty sag. Drugim cześć naukowa.

Najbardziej atrakcyjna jest ta pierwsza, w odróżnieniu od naukowych i popularnonaukowych opracowań bowiem napisana jest ludzkim językiem i człowiek wreszcie rozumie o co w niej chodzi. Ma też nareszcie jakieś rozeznanie w tej mitologii. Owszem, Graves i jego nieludzka wręcz eurydycja to nie jest, ale poziom Parandowskiego jak najbardziej.

Natomiast poziom części naukowej jest dziś już raczej mało zadowalający, głownie z uwagi na przestarzale informacje. W wielu miejscach Ros schodzi na wykładnie historii typową dla Polski Ludowej, drang nacht osten oraz na autochtoniczną teorię pochodzenia Słowian (obecnie praktycznie rzecz biorąc martwą), która była bardzo mocno promowana w poprzednim ustroju.

historia-roslin-jadalnychHistoria roślin jadalnych

Ocena: 6/10

Podobnie jak w wypadku książki o Hitlerze tytuł znów jest raczej mylący, sugeruje bowiem, że otrzymamy systematyczne omówienie historii roślin, tego jak trafiały do uprawy oraz jaki wywierały wpływ na cywilizację człowieka.

Faktycznie otrzymujemy siedem rozdziałów, z których każdy poświęcony jest innemu zagadnieniu. Pierwsze z nich to ayahuska: narkotyczne pnącze z Amazonii, które z trudem można nazwać rośliną jadalną. Nie podoba mi się też zawarta w nim pochwała ćpania. Rozdział drugi poświęcony jest historii piwa, samej w sobie interesującej, niemniej jednak moim zdaniem nie za bardzo wpasowującą się w definicję rośliny. Podobnie zresztą jak larwy jedwabników, którym poświęcony jest rozdział czwarty.

Jeśli natomiast chodzi o samą „historię” to książka jest raczej zbiorem ciekawostek i anegdot dotyczących tematu, niż czystej wiedzy. Niestety widać, że wydawcą jest Bellona w późnym okresie tego wydawnictwa. To jeszcze nie Bieszk, ale już nie literatura popularnonaukowa.

Duże, choć niekoniecznie pozytywne wrażenie wywarły na mnie zdjęcia w środku książki oraz podpisy pod nimi w rodzaju „Autor na marmurowej mozaice o średnicy 50 metrów, przedstawiającej mapę i trasy podróży portugalskich żeglarzy”, „Autor z marokańskim nosiwodą”, „Autor pod pomnikiem Henryka Żeglarza”.

W zasadzie nie wiem czemu one służą. Mają mnie olśnić? Przekonać, że mam do czynienia z człowiekiem bywałym?

ustrojHistoria ustroju i prawa polskiego:

Ocena: poza klasyfikacją.

A skoro już jesteśmy przy rzeczach trudnych…

Powiem uczciwie: nawet ja nie jestem tak chory psychicznie, by tą pozycję czytać dla przyjemności i to jeszcze w całości. Przeczytałem, dla odświeżenia treści jedynie kilka pierwszych rozdziałów, to jest jakieś 200 stron, traktujących o prawie w średniowieczu. Dodatkowo poszukałem jeszcze danych falsyfikujących obiegową opinię jakoby ciężar świadczeń ponoszonych przez pańszczyźnianego chłopa był niższy od ciężaru świadczeń ponoszonych przez współczesnego podatnika. Jak zwykle w takich wypadkach twierdzenie okazało się bzdurą.

Ogólnie rzecz biorąc: książka jest biblią i jednym z najważniejszych podręczników dotyczącym ustroju dawnej Polski. Jest też podstawową pozycją dla osób interesujących się tematem.

Z drugiej strony jest sucha, potwornie nudna i dość zniuansowana. Przyjemność z lektury porównywalna jest do kucia na pamięć kodeksu karnego, albo innej książki telefonicznej.

imperia-i-barbarzyncyImperia i barbarzyńcy

Ocena: 8/10

Kontynuacja Upadku Cesarstwa Rzymskiego, której lektura pochłonęła mi tyle czasu. Książka bardzo dobra i rzetelna, a jednocześnie dość trudna z racji na obszerność materiału i jego specyfikę.

Zasadniczo autor zajmuje się tematem migracji ludów, które w tamtych czasach nazywano „barbarzyńcami” czyli Germanów, Normanów i Słowian. W wyliczeniu tym brakuje Awarów, o których wzmianki pojawiają się tylko w rozdziałach dotyczących Słowian oraz Węgrów i Bułgarów, którzy też odegrali znaczącą rolę w epoce, niemniej jednak z racji, że ludy te nie wpłynęły do tego stopnia na kształt naszego kontynentu, jak trzy wymienione, ich pominięcie jest zrozumiałe.

Rozdziały dotyczące Germanów wydają mi się trudne do zrozumienia bez znajomości wcześniejszego Upadku, stanowiąc po części jego kontynuację. Te dotyczące migracji Wikingów i Słowian są już bardziej oderwane od wcześniejszej książki, składają się na bardzo interesującą, całościową syntezę, jakiej do tej pory brakowało. O ile w wypadku Wikingów sprawa nie dziwi, to nie spodziewałem się, że Aglosas będzie w stanie napisać coś równie kompetentnego o Słowianach.

Na uwagę zasługuje tytaniczny rozmiar pracy, jaką wykonał autor, zbierając źródła z całego kontynentu, co ponownie u Anglosasów, zwykle nie zauważających innych krajów nie jest częste. Tym czasem autor co i rusz posiłkuje się Polakami, Niemcami, Francuzami, Rosjanami, Skandynawami…

snpktkpturbxy9iyty2zmqzmjy3n2y3otdjzgjjzwy4ndk1mji2odywzs5qcgerkwxm380btqJedwabny szlak: kultura antyku między Chinami, a Rzymem:

Ocena: 8/10

Czyli opis szlaku handlowego, który ciągnął się przez całą środkową Azję w pierwszym tysiącleciu naszej ery, wpływając ogólnie na kształt cywilizacji z obydwu krańców naszej planety. Czy wiecie, że szata jednego z pierwszych cesarzy utkana została na wzór perskich tkanin? Japoński bóg burzy i wiatru Susano jest z dużym prawdopodobieństwem hipostazą greckiego Boreasza, a Nio, postać groźnego strażnika buddyjskich świątyń Herkulesa?

Uhlig zabiera nas w podróż po krainie, która (dosłownie) już nie istnieje: rzeki wyschły lub zmieniły bieg, jeziora przesunęły się, oazy pochłonęła pustynia oraz w krainę ludów, które już wymarły, by badać ich minioną chwałę, wielokulturowe i wieloreligijne społeczeństwa, złożone z pogan, animistów, manichejczyków, chrześcijan i buddystów, które kwitły na największej trasie handlowej starożytności.

Książka jest fascynująca i bogata w wiedzę, a jednocześnie nie jest sucha, potrafi oddać nastrój odwiedzonych miejsc.

krwawy-baronKrwawy baron:

Ocena: 7/10

Kontynuacja Anno Dracula. Od wydarzeń z poprzedniej książki minęło już wiele lat, era wiktoriańska skończyła się, trwa I Wojna Światowa. Dracula raz jeszcze próbuje zyskać władzę, tym razem jako jeden z niemieckich generałów. Pod jego wodzą ludzkie i wampirze oddziały szykują się do ostatecznej ofensywy na Paryż. Powstrzymać ich przed tym próbują zastępy żywych i nieumarłych żołnierzy ententy. Jednym z walczących jest potworny Krwawy Baron, który sieje zniszczenie wśród brytyjskich i francuskich asów lotnictwa.

Ogólnie rzecz biorąc książka ma wady jak i zalety. Mi osobiście czytało się ją raczej ciężko, w dużej mierze z uwagi na dość powolną akcję, choć przeszkadzała mi też konwencja i tematyka.

W skrócie: już od czasów Wampira: Maskarady nie znoszę wampirów, a I Wojna Światowa też nie jest moją ulubioną epoką historyczną. Myślałem, że mi przeszło, ale niestety fakt pozostaje faktem: nie widzę, co jest w nich ciekawego, a te ciągłe płacze nad straconym człowieczeństwem, czerwonymi pragnieniami i smutnym losem nocnych drapieżników jakoś mnie nie przekonują.

„Pieśń przed bitwą” o której wspominałem wyżej jest dużo lepszą książką.

krucjatyKrucjaty północne:

Ocena: 8/10

Ciekawa publikacja na nudny temat. Opracowanie porusza ważną dla historii (w szczególności naszego państwa), choć rzadko badaną kwestię podboju i kolonizacji wybrzeży Bałtyku między XI, a XIV wiekiem. Otrzymujemy więc historię wypraw krzyżowych przeciwko Prusom, Litwinom i Rusi Nowogrodzkiej, wojen z nimi, przybycia w region Krzyżaków i działań zakonu. Oraz związanego z tym okresu niepokoju.

Niestety z książki wyłania się obraz epoki chaosu, a jak każdy, kto czytał opracowanie historyczne na temat takowych wie: są to nudne lektury. Jak zawsze w takim wypadku obfituje liczba wydarzeń: wojenek, sojuszy, śmierci i zdrad, z której nie wyłania się żaden spójny obraz, a wydarzenia nie mają planu, są podejmowane doraźnie i stanowią ogólną szarpaninę. I niestety także i tym razem jest tak samo.

Nie jest jednak winą autora, że ludzie z epoki, którą badał nie wykazali się (prócz może Krzyżaków i Litwinów) przyszłościowym myśleniem.

Nie zmienia to też faktu, że pozycja ta zmieniła całkowicie moje postrzeganie średniowiecznej historii Polski i nigdy nie spojrzę na ten temat inaczej.

Uwaga po lekturze: nie da się też przyznać, że przebieg Krucjat Północnych momentami był karykaturalny. Niemcy i Polacy wybrali się walczyć ze Słowianami Połabskimi, pomylili jednak kierunki, zamiast na Połabie trafili do chrześcijańskiego Szczecina. Zaczęli oblężenie. Z miasta wyszedł biskup, żeby dowiedzieć się, co robią. Wzięli go za pogańskiego arcykapłana…

Norwegowie i Duńczycy (sami chrześcijanie najdalej w drugim pokoleniu) popłynęli nawracać Prusów. Wiatr ich zwiał z kursu, trafili do Estonii, nocowali w jakimś kościele. Głupio im było do domów wracać z pustymi rękoma, więc obrabowali kościół.

Jakiś krzyżak został ranny i umierał, ksiądz i zakonnica udzielali mu ostatniego namaszczenia. Krzyżakowi zrobiło się smutno, że całe życie spędził w celibacie. Zakonnice zgwałcił, księdzu dał po mordzie.

Inny był bardziej pobożny, ale kiedy modlił się w kościele jakiś Niemiec gadał mu za plecami. Wziął nóż. Zamordował.

Jeszcze inny, znowu pobożny cierpiał od kamieni żółciowych, więc lekarze przypisali mu leczyć się seksem z kobietą (fajną mieli wtedy medycynę, nie ma co). Ale on pobożnie nie chciał seksu (nie, żeby seks na kamienie żółciowe pomagał, ale zawsze to lepsze niż puszczanie krwii). Umarł.

kuchnia_500Kuchnia średniowieczna:

Ocena: 8/10

Mała książeczka zawierająca przepisy przystosowane do czasów współczesnych, a zaczerpnięte z kilku książek kucharskich i poradników napisanych w XIV i XV wieku, czyli pod koniec epoki.

Zaprezentowane w niej przepisy są prawdę mówiąc, patrząc z dzisiejszego punktu widzenia: dość dziwne. Kuchnia ta z jednej strony przedstawia potrawy niewątpliwie wyższych warstw społecznych (czyli tych, które stać było na książki). Z drugiej są one raczej mało wymyślne i przynajmniej z naszego punktu widzenia nie wyszukane.

Ze strony trzeciej zaskakują one odmiennością podejścia do filozofii gotowania. Smaki są mieszane na sposoby, które dziś raczej nie są praktykowane (np. słodki ze słonym). Zjawiskiem charakterystycznym dla kuchni średniowiecznej było też nadużywanie różnego rodzaju potraw. Patrząc na zawarte tu przepisy można zauważyć jak to wyglądało. Otrzymujemy np. zupełnie pospolitą zupę z jagłów, do której nagle ktoś postanowił wrzucić gigantyczną ilość przypraw bez żadnego kontekstu, byle tylko gębę wykręciło.

Ogólnie rzecz biorąc: chyba żaden z opisanych tu przepisów nie zachęcił mnie, żeby go ugotować.

Niemniej jednak sama lektura była bardzo ciekawa.

962c9005c0a39a40cea44e560bf4900bf4fdListonosz:

Ocena: 9/10

Słynna powieść postapokaliptyczna napisana przez Davida Brina. Czytałem ją już kiedyś, bardzo dawno temu, ale zapomniałem jaka była dobra.

Podróżujący przez postnuklearne pustkowia wędrowiec znajduje w rozbitej furgonetce zwłoki od dawna nieżyjącego listonosza i worki z listami. Kradnie jego mundur i torbę, by chronić się przed chłodem. W odwiedzanych przez siebie osadach zaczyna roznosić przesyłki, by zapewnić sobie wdzięczność mieszkańców i staje się tym samym czynnikiem odbudowy.

Książka posiada ekranizację rozpowszechnianą u nas pod tytułem „Wysłannik przyszłości”, który to film dowodzi, jak wiele krzywdy można uczynić dobrej powieści mierną adaptacją. Faktycznie książka Brina daleka jest od wiary w amerykański styl życia i konieczność rozwiązywania konfliktów za pomocą siły, jaką propagował film. Skupia się raczej na znaczeniu symboli i wiary w nie w naszym życiu oraz dla naszej cywilizacji.

Świat wykreowany przez Brina jest bardzo ponury, jednak powieści brak jest fatalizmu charakterystycznego dla np. „Drogi” McCartyego i nihilizmu, przez co czyta się ją łatwiej. Jednocześnie udaje się jej uciec od hollywoodzkiego happy endu. Owszem, wydarzenia kończą się (o tyle o ile wiemy, bowiem zakończenie jest otwarte) dość dobrze. Jednak bohater nie ratuje świata, a tym bardziej nie jest postacią mesjanistyczną, ani kolejnym wybrańcem, co należy sobie chwalić.

imagesLord Demon:

Ocena: 6/10

Bardzo nierówna książka.

Nie ma się zresztą czemu dziwić, pozycja została bowiem napisana przez dwoje autorów. Część napisał Roger Zelazny, a gdy umarł pozostałą część ukończyła za niego Jane Lindskold, sama książka ukazała się natomiast cztery lata po śmierci pisarza. Efekty tego są niestety wyraźne. Część pozycji zasługuje na solidne 8/10, część na dość hańbiące moim zdanie 4/10.

Jedną z największych wad pozycji są niespójności. Przykładowo raz w książce pisze, że mieszczące w sobie światy flasze tworzone przez głównego bohatera są w zasadzie niezniszczalne. Kilka stron dalej dowiadujemy się, że wystarczy je rozbić. Potem dowiadujemy się, że gdy flasza-świat w której bohater zamieszkuje utonęła w oceanie zaowocowało to tylko trudnościami w przyjmowaniu gości. Kilka stron dalej, że (ponieważ woda tłumi Chi) został całkowicie odcięty od innych światów…

Co więcej pod koniec książki, w partiach wyraźnie nie pisanych już przez Zelaznego fabuła wyraźnie traci rozpęd. Zakończenie jest wielkim deus ex machina, bowiem ni z tego, ni z owego dowiadujemy się, że bohater w zasadzie od początku miał środki, by uratować sytuację i zbawić świat…

Ogólnie rzecz biorąc mogła to być bardzo dobra powieść. Niestety, wyszło jak wyszło. Nie powiem, czytało mi się ją całkiem fajnie, ale jedynie przez sentyment dla autora.

mafia-na-wojnie-wspolpraca-wielkichbig121932Mafia na wojnie:

Ocena: 7/10

To samo, co wyżej, tylko uszczegółowione do okresu II wojny światowej oraz związanej z nią legendy o współpracy amerykańskiego wywiadu z mafia oraz Luckym Luciano. Autor bada to zagadnienie stopniowo odkrywając prawdę, która oczywiście okazuje się znacznie mniej malownicza, niż ludowa opowieść.

O książce w zasadzie można napisać to samo, co powyżej. Niestety o ile niedomówienia i nieścisłości oraz atmosfera tajemnicy zwykle pozwalają rozwinąć skrzydła autorowi fikcji, tak dla historyków są zmorą. Tak więc i tym razem otrzymujemy książkę, która wyraźnie boleje z powodu faktu, że do większości najbardziej interesujących faktów nie da się dotrzeć, a której autor aż nazbyt momentami często jedynym, co może powiedzieć, to przyznać się do niewiedzy.

Mimo to książka zasługuje na uwagę choćby za odkłamywanie popularnej wizji wyzwolenia Sycylii oraz mocno zmitologizowanego udziału amerykańskich gangsterów w ochronie portu w Nowym Jorku przed niemiecką infiltracją.

martwy-rewir-lMartwy rewir:

Ocena: 9/10

Zwykle nie daję książkom rozrywkowym ocen powyżej ośmiu punktów, uznając, że powinny, prócz wyśmienitej zabawy oferować czytelnikowi także coś więcej, co wpłynie na jego postrzeganie życia.

Siódmy tom Akt Dresdena oczywiście tego postulatu nie spełnia. Moim zdaniem należy go jednak uhonorować, bowiem trudno o lepszą, rozrywkową fantastykę.

Dresden pozostaje w mieście sam, jego większość najistotniejszych sojuszników wyjechała na urlopy, lub też Harry ma powody, by ich w swoje sprawy nie mieszać. Tymczasem na jego głowę zwala się jego dawny wróg: wampirzyca Mavra oraz stado nekromantów będących uczniami Kemmlera, jednego z najgroźniejszych czarowników w dziejach. A każdy z nich przywozi swoje stado zombie.

Ogólnie rzecz biorąc dostajemy powieść pełną akcji i jej zwrotów, wydarzeń oraz brawurowych rozwiązań, czyli to, co najbardziej w tym cyklu cenię. Czytając ją bawiłem się doskonale. Gdyby nie fakt, że uginam się pod tonami innych pozycji na pewno bym do niej wielokrotnie wracał.

miecze-europy-b-iext28803508Miecze Europy:

Ocena: 9/10

Porno dla nerdów.

Bardzo ładnie wydana albumowa książka pełna dużych fotografii bardzo ładnych, obnażonych mieczy…

Wygląda to ładnie, albo nawet bardzo ładnie i jakością wydania robi wrażenie. Jeśli natomiast chodzi o merytorykę, to jest nieźle. Książka w zasadzie nie wnosi wiele nowego do tematu, większość informacji z tego, co widzę zaczerpnięta jest od Andrzeja Nadolskiego, prawdopodobnie z „Polska broń biała”, która nawiasem mówiąc widnieje w bibliografii. To i tak lepiej, niż można byłoby się spodziewać po książce „Wikinga” wydanej przez Bellonę.

Autora polecano mi jako „boga rekofagów”, ale prawdę mówiąc jakoś tej boskości po „Mieczach” nie widać. Brakuje mi np. informacji jak miecz wypada w konfrontacji z inną bronią białą (kto, jak kto, ale rekonstruktor powinien to wiedzieć) jak topór czy włócznia. Można byłoby nim np. zastąpić rozdział o mieczu w kulturze, który jest w każdym tego typu opracowaniu i w którym po raz milionowy można przeczytać o Excaliburze, Tryfningu i Mieczu Z Kamienia, jak w każdej innej książce.

Ogólnie rzecz biorąc jednak nie mogę nie polecić, w szczególności osobom, które interesują się tematem, że tak powiem nieprofesjonalnie. Miłośnicy fantasy oraz gier RPG powinni być zadowoleni z zakupu.

slupecki_mitolog_skandynawska_epoka_wikingowMitologia skandynawska w epoce wikingów:

Ocena: 9/10 lub wręcz 10/10

Najnowsze, polskie opracowanie tematu. Mimo, że ogólnie rzecz biorąc pojęta kultura wikingów oraz ich czasy są bardzo nośnym i popularnym tematem, to opracowań skupiających się na nich jest niewiele. Omawiana pozycja jest ostatnim wydanym tytułem poruszającym to zagadnienie. I prawdę mówiąc jest ona chyba najbardziej wyczerpującą pracą w temacie.

W odróżnieniu od wcześniej wspominanych na tym blogu prac tym razem nie mamy do czynienia z transkrypcją lub streszczeniem materiału źródłowego, ani też z jego beletryzacją czy omówieniem głównych wątków po łebkach, tylko dokładne omówienie analityczne religioznawcy.

Słupecki nie boi się zagłębiać daleko w czasie, posługiwać się źródłami starożytnymi i archeologicznymi oraz konfrontować ze sobą poglądów wcześniejszych badaczy, by dociec prawdy. Wiele miejsca poświęca postaciom często pomijanym lub uważanym za drugoplanowe, jak Tyr, Giganci, Walkirie etc.

W rezultacie jego pozycja poziomem i głębią analizy dosłownie miażdży wcześniejsze opracowania. Myślę, że dla osób interesujących się okresem jest to pozycja obowiązkowa.

niewidocznaNiewidoczna siła:

Ocena: 7/10

Dobra rada: chcecie przeczytać ciekawą książkę historyczną? Znajdźcie taką dotyczącą możliwie najbadziej udokumentowanej epoki. „Niewidoczna siła” jest pozycją dotyczącą rozwoju i kształtowania się sycylijskiej mafii. A jako, że organizacje przestępcze zwykle działają skrycie i nie produkują dokumentacji niestety autor opierać musi się na bardzo nikłych źródłach, w efekcie czego dużo tu białych plam i pustych kart.

Zaletą książki jest naukowe podejście, bazujące tylko na tym, co faktycznie da się udokumentować i udowodnić. Autor odrzuca więc wszystkie pamiątki o nieszporach sycylijskich, mija fijach i inne legendarne oraz apokryficzne wersje wydarzeń. Skupia się natomiast na procesach, których istnienie da się jakoś poświadczyć.

Nie da się też ukryć, że mafia daleko zaszła od czasów spisku złodziei działkowych, jakim była w pierwszych dniach swego istnienia.

pan2Pan lodowego ogrodu tom 2:

Ocena: 8/10

Drugi tom „najlepszej, polskiej powieści fantastycznej lat 2000-2010”. Ponownie: nadal nie rozumiem, skąd wokół tej książki taki hype. Ot, dość zwyczajnie sword and planet, w bardzo wyraźnej, Conanowskiej tradycji. Powieść, której nie powstydziłby się jakiś David Gammell.

Nie znaczy to, że książka ta jest zła. Osobiście lubię powieści o silnych, męskich wojownikach zajmujących się niemal wyłącznie zabijaniem i uprawianiem seksu. Grzędowiczowi wychodzi to całkiem nieźle, a horrorystyczne wstawki, które od czasu do czasu pojawiają się w jego twórczości tylko dodają jej atmosfery.

Niestety nie można tego powiedzieć o uprawianej przez niego politycznej agitce. Książka zyskałaby, gdyby autor zechciał ją ograniczyć, zamiast pchać je na chama co kilka stron. Z tej przyczyny też przygody Armitraja Terkeja Tendżaruka są ciekawsze, niż przygody Vuko, bowiem pierwszy z tych bohaterów przynajmniej nie chrzani.

Muszę też przyznać, że jestem nieco rozczarowany drugim tomem Pana Lodowego Ogrodu. Wiele wydarzeń, które miało miejsce w tej książce nie miało większego znaczenia dla ogółu fabuły, mimo, że sama lektura była ciekawa. Odnoszę wrażenie, że Grzędowicz nadmiernie namnożył wątków i za bardzo rozrzucił miejsca akcji i teraz nie uda mu się tego zadowalająco zakończyć.

pan3Pan lodowego ogrodu tom 3:

Ocena: 8/10

Jak pisałem wyżej: porządne, działające na wyobraźnię czytadło, ale wątpię, czy wrócę jeszcze kiedykolwiek do tej książki. O ile akcja jest dość szybka i w książce dzieje się dużo, to mam pogłębiające się wrażenie, że Grzędowicz nie panuje nad fabułą. Spore segmenty wydarzeń wydają się nie służyć niczemu (jak na przykład cały etap „Tendżuk niewolnik”), prócz tego, by zapchać czymś miejsce oraz, żeby się działo.

Czyta się to bardzo dobrze i nawet kibicuje wydarzeniom, choć nadal nie widzę tego fenomenu. Obawiam się jednak, że w razie powrotu do lektury książka wiele by straciła. Czuję też, że fabuła nie da się zamknąć w ciągu ostatniego tomu, nawet przy jego 800 stronicach bez deus ex machina.

Na razie jednak chłonę opowieść jak gąbka.

pan4Pan Lodowego Ogrodu tom 4:

Ocena: 8/10

Ostatni tom Lodówy jest moim zdaniem słabszy nieco od poprzednich trzech. Przyczyną są niestety dość liczne dłużyzny, jak wyprawa po Panią Bolesną, użeranie się z ową oraz wreszcie użeranie się ze Szkarłatem w samym Lodowym Ogrodzie. Wydarzenia te toczą się niestety powoli, odwlekając tylko zbliżający się powoli koniec. Ogólnie książka ta mogłaby się obejś bez Pani Bolesnej, a być może też i bez Szkarłata.

Sprawę ratuje natomiast dużo, dobrej batalistyki w ostatnim etapie powieści, czyli jak łatwo zgadnąć finałowa bitwa między Czyniącymi i ich armiami. W jej trakcie dzieje się wiele, obydwie strony rzucają przeciwko sobie bardzo zróżnicowane środki, widzimy też sporo podłości i bohaterstwa. Całość trzyma w napięciu i jest więcej, jak udana.

Ogólnie rzecz biorąc cykl ten mi się podobał, choć daleki jestem od zachwytu. Dobra książka akcji, wykorzystująca wiele, sprawdzonych już w literaturze fantastycznej (np. W trylogii Zimnego Ognia lub w Panie Światła) rozwiązania. Chętnie jednak wrócę do niego za kilka lat.

panstwoPaństwo Hitlera:

Ocena: 9/10

Tytuł książki jest trochę mylący. Powinien raczej brzmieć raczej „Niemcy: Jak i co kradli”.

Książka poświęcona jest funkcjonowaniu III Rzeszy w okresie II wojny światowej. Kupiłem ją na potrzeby ewentualnych prac nad kolejnymi tomami „Tego, co walczy”, w nadziei, że naświetli mi funkcjonowanie tego kraju oraz jego administracji. Faktycznie to zrobiła, jednak w inny sposób, niż miałem nadzieję.

Autor zajmuje się głównie kwestiami finansowymi III Rzeszy oraz zinstytucjonalizowanemu procesowi grabieży, jaki kraj ten wykorzystywał, by finansować konflikt zbrojny oraz program socjalny dla swoich obywateli.

Książka dość dobrze obnaża pewne aspekty funkcjonowania tego państwa. Rozprawia się między innymi z mitem domniemanego cudu gospodarczego Hitlera (faktycznie III Rzesza była bankrutem, trzymała się tylko dzięki kreatywnej księgowości oraz rabunkowi podbitych ziem), czy też ekonomicznym braku uzasadnienia prześladowań Żydów (wręcz przeciwnie, były one jak najbardziej uzasadnione, gdyż chodziło o możliwość dokumentnego ograbienia tych ludzi). Oraz sposób utrzymania władzy, którym było proste przekupywanie społeczeństwa.

Książka nie jest łatwą lekturą. Autor wchodzi na dość skomplikowane zagadnienia z dziedziny bankowości i ekonomii, przez co lektura jest raczej ciężka, nawet jak na pracę historyczną, napisana trudnym językiem.

Jest też dość poważnym obciążeniem emocjonalnym. Niemcy bowiem kradli wszystko. W trakcie lektury otwiera się nóż w kieszeni, w chwili, gdy człowiek czyta np. kolejne fragmenty korespondencji w rodzaju „Dziś ukradłem dwa kosze cebuli, dowiedziałem się też, gdzie zajumać dobrą słoninę i trochę kaszanki”. Wiecie: kosztowności, dzieła sztuki, przedmioty wysokiej wartości, pieniądze człowiek potrafi jakoś sobie racjonalizować. Jednak gdy czyta się o rabunku w zasadzie wszystkiego, do gołej ziemi rośnie oburzenie.

__b_9788364185861Piechota atakuje:

Ocena: 9/10

Książka jest pamiętnikiem Erwina Rommla, jednego z najsłynniejszych, niemieckich dowódców z okresu II Wojny Światowej. Treść dotyczy jednak jego wspomnień z walk jako młodego oficera z okresu I wojny światowej.

Muszę powiedzieć, że była to wyjątkowo ciekawa lektura i to na kilku poziomach. Po pierwsze: Rommel analizuje w niej przebieg licznych starć, w których brał udział. Charakteryzuje się on lekkim piórem, dzięki czemu opisy te nie są nudne, a żywa narracja sprawia, że Piechotę czyta się jak najlepszą powieść military fiction, dosłownie z wypiekami na ustach.

Po drugie: pozwala rzucić okiem na konflikt z innej strony, niż zwykle jest on przedstawiany, tak pod względem strony (tzn. z punktu widzenia Niemca, bowiem pamiętać należy, że w tej wojnie Niemcy jeszcze nie byli tymi jednoznacznie złymi) jak i wydźwięku. Typowe przedstawienie konfliktu jest bowiem podyktowane pod narrację brytyjsko-francuską, wychwalającą imperialistyczne zamierzenia tych krajów (które w tej wojnie wcale nie były moralnie lepsze od Niemieckich), ganiąc jednocześnie nieudolność ichnich oficerów. Rommel pokazuje natomiast konflikt jak dynamiczny i żywy, daleki od typowego obrazu walk w okopach.

Lektura jest ciekawa także pod względem psychologicznym. Z jednej strony czytamy bowiem o dokonaniach młodego, dzielnego żołnierza, który siłą rzeczy budzi nasz podziw. Bo powiedzmy sobie szczerze: Niemcy krzyży rycerskich za darmo nie rozdawali. Tym bardziej, że Rommel zachowuje się dość skromnie, nie wkłada też w swoje usta samochwalstwa. Wręcz przeciwnie, jeśli już się chwali, to najczęściej cytując notki gratulacyjne, wystawione przez przełożonych opinie i inne dokumenty, które potwierdzają jego odwagę.

Z drugiej strony: wiem przecież kim był ten odważny człowiek: karierowiczem, który odbił się dzięki łasce Adolfa Hitlera.

Ciekawostka:

Wartość anegdotyczną ma opowieść o walkach Rommla na froncie włoskim. Opisuje on tam, jak całe oddziały się przed nim poddają, nieprzyjacielscy żołnierze witają go kwiatami, sami aresztują swoich dowódców, zapłakani oficerowie złamani są zdradą podkomendnych, strzelających z radości na wiwat i krzyczących „Viva Germania!”

Rozdział kończy stwierdzeniem, że „ dziś Armia Włoska należy do jednych z najlepszych na świecie i takie rzeczy są już nie do pomyślenia” oraz, że „Gdyby mógł, to chciałby walczyć u jej boku”.

Dziesięć lat po napisaniu tych słów Rommel miał okazję.

Ciekawe, czy swoją opinię podtrzymał?

7615_pierwsze-uderzenie-200Pierwsze uderzenie:

Ocena subiektywna: 9/10

Ocena obiektywna: 8/10

Ciąg dalszy omawianej w zeszłym miesiącu „Pieśni przed bitwą”. Wojna między Federacją Galaksiańską, a Ludem Statków toczy się nadal. Dzięki wykorzystaniu ludzkich najemników Galaksianom udaje się po raz pierwszy od 150 lat odeprzeć nieprzyjaciela. Niestety dzieje się tak kosztem życia wielu dzielnych żołnierzy i gór niezastąpionego sprzętu, który został utracony w boju.

Tymczasem na Ziemi trwają przygotowania do obrony, a młodzi rekruci szkoleni są pod okiem odmłodzonych weteranów. Wszystko wskazuje na to, że jest czas do przygotowania obrony, gdy ni z tego, ni z owego nieprzyjaciel postanawia niespodziewanie zaatakować…

Książkę podzielić można na dwie części. W pierwszej akcja toczy się raczej powoli i statecznie. Obserwujemy więc powolny trening rekrutów pod opieką bohatera powieści Mike O’Neala oraz jego urlop od wojska i spotkanie z żoną i córką. Oraz stopniowe i coraz szersze przygotowania do wojny, związane jednocześnie z coraz większymi utrudnieniami życia cywili.

Druga część książki to posleeńska inwazja i pełna poświęcenia, bezpardonowa, bardzo brutalna walka o jej odparcie.

Poziom desperacji obrony Ziemi opisany w książce porównywalny jest z tym, o którym mogliśmy czytać w World War Z, przy czym moim zdaniem Ringo jest tu konsekwentniejszy od Brooksa i w odróżnieniu od niego świadomy, że w chwili zagrożenia całkowitym unicestwieniem dozwolone są wszelkie środki. Widzimy więc nawałę artyleryjską za nawałą, burzenie całych miast, by nieprzyjaciel nie miał pożytku z ich infrastruktury, wysadzanie mostów wraz ze znajdującymi się na nich ludźmi, ale też poświęcenie wojskowych i cywilnych ochotników zdobywających czas na ucieczkę dla kobiet i dzieci, samobójcze poświęcenie szkolnej eskadry myśliwskiej i saperów, którzy cofają się minując teren…

Słowem jatka jest niesamowita…

Dobra krwawa książka.

1276_piesn-przed-bitwa-300Pieśń przed bitwą:

Ocena subiektywna: 9/10

Ocena obiektywna: 7/10

Fabuła: galaktyczna federacja pokojowych ras od stu pięćdziesięciu lat toczy wojnę z wojowniczym gatunkiem Posleenów. Nie mogąc uporać się z przeciwnikiem zdesperowani obcy postanawiają zwalczać ogień ogniem i sięgnąć po pomoc kolejnych, agresywnych istot. Wybór pada na ludzi. Nasz gatunek ma otrzymać miejsce w międzygwiezdnej społeczności oraz technologię obcych, w zamian za co wysłać ma najemników do obrony innych światów. By zapewnić ludziom większą motywacje Galaksianie zdradzają Posleenom położenie Ziemi.

Jak łatwo zgadnąć Rada Bezpieczeństwa ONZ jest tym faktem wprost zachwycona. Zgadza się jednak wysłać korpus ekspedycyjny. Tymczasem na Błękitnej Planecie trwają gorączkowe przygotowania do obrony.

Dalsza fabuła książki streszcza się mniej więcej do: obcy strzelają do nas z broni laserowej? To my do nich z karabinów! To oni do nas z działek plazmowych! To my do nich z czołgów! To oni ściągnęli na pomoc gigantyczny statek kosmiczny! To my w niego atomówką!

Ogólnie rzecz biorąc: bardzo fajna, bezpretensjonalna space opera.

podrecznik_tajnych_operacji_ii_wojny_swiatowej_image1_313105_8Podręcznik tajnych operacji II wojny światowej:

Ocena: 8/10

Książka-komiks dla fanów wojskowości. Mimo bardzo podobnego układu, jak ten w „Snajperze” pozycja jest moim zdaniem dużo bardziej wartościowa, można się z niej nauczyć kilku cieakwych rzeczy, bowiem oparta została o autentyczne podręczniki dla agentów wywiadu oraz partyzantów napisane w trakcie II wojny światowej w Wielkiej Brytanii i ZSRR.

Ponownie tekst stanowi około połowy książki, reszta to schematy i ilustracje (część z nich jest identyczna jak te ze „Snajpera”). Tym razem jednak autorzy podają całkiem sporo przydatnych informacji z dziedziny taktyki, w tym jak organizować przemarsze przez niebezpieczny teren, siat konspiracyjne, jak organizować zasadzki, czy nawet publikują schematy, jak układać ładunki wybuchowe na mostach.

Myślę, że wiedza przyda się po wojnie atomowej.

ronja-corka-zbojnika-b-iext35310854Ronja córka zbójnika:

Ocena: 8/10

Znana książka dla dzieci. Polecono mi ją przy okazji niedawnej adaptacji na anime, ze słowami, że książka lepsza. Koniec końców nigdy nie obejrzałem Ronji od Ghibli (bo nie podobała mi się kreska), ale muszę powiedzieć, że książka faktycznie jest bardzo dobra.

Czyta się jak najlepsze fantasy, takie w stylu hobbita. Bardzo dobra, bardzo ładna książka. Szkoda, że nie wpadła mi w ręce kiedy byłem (tak ze cztery razy) młodszy. Bo niestety, o ile jestem zdania, że powieść ta ma wszystko, by podobać się również dorosłemu, to nie da się ukryć, że główna grupa docelowa ma swoje wymagania, jeśli chodzi o możliwe rozbudowanie fabuły i dopuszczalną liczbę jej wątków. Na uwagę zasługuje w szczególności świat przedstawiony oraz wyobraźnia autorki, która potrafiła zaludnić go niezwykłymi, baśniowymi istotami, jak Szaruchy, Wietrzydła i reszta tego bestiariusza Astrid Lingren.

Szkoda, że współcześni pisarze fantasy nie potrafią pisać choć w połowie tak dobrze.

Nie wiem, czy będę do tej książki wracał, jednakże podobała mi się ona bardzo.

smoczy-cienSmoczy cień:

Ocena: 8,5/10

Jak w wielu innych przypadkach nie rozumiem za co powieść ta była nominowana do nagrody Locusa. Ot, porządne rzemiosło i tyle. Bez geniuszu, który uzasadniałby tak wysoką nagrodę.

Książka zaczyna się tak bardzo genericowo, że aż jest to zniechęcające: oto zły, opętany przez demony mag poluje na smoki i czarodziejów, by ich również opętać demonami, mając nadzieję stworzyć sobie armię do podboju świata. Powstrzymać ich mogą starzejący się bohater-smokobójca i jego dobiegająca czterdziestki wybranka serca-czarodziejka.

Dość szybko okazuje się jednak, że sprawa jest bardziej przyziemna i nie całkiem o ratowania świata tu chodzi. Bardziej o typowe, ludzkie problemy jak rodzicielstwo, ambicja, polityka i uprzedzenia. Oczywiście Wiedźmin to nie jest: książka jest dużo bardziej delikatna i nie tak brutalna oraz dosadna. Nie jest to też Le Guin.

Niemniej jednak otrzymujemy sporą porcję dobrej, klasycznej fantasy w kobiecym stylu. Ogólnie rzecz biorąc: pozycja godna polecenia.

snajper-podrecznik-dla-wojsk-elitarnych-b-iext36361103Snajper: podręcznik dla wojsk elitarnych

Ocena: 6/10

I jeszcze raz tytuł bardzo mylący. Powiedziałbym raczej, że komiks dla tactic-fagów, niż podręcznik.

Książka liczy sobie 307 stron, z czego prawie połowa to obrazki. Obrazki te są chyba przydatniejsze niż sama treść, bowiem zawierają całkiem sporo informacji o rodzajach celowników, metodach pomiaru odległości w terenie, kamuflażu, przygotowywaniu kryjówek, metodach gubienia pościgu, sposobach urządzania zasadzek etc. oraz pozostałych rzeczach, o których w samej książce trudno szukać informacji.

Jeśli natomiast chodzi o samą treść książki, to niestety jest ona raczej spisem postulatów, niż faktycznie przydatnym poradnikiem. Pełna jest informacji o tym, co strzelec wyborowy powinien potrafić opisywanych na zasadzie „snajper powinien umieć oceniać odległość na pierwszy rzut oka”, „snajper powinien umieć ukrywać się w każdym terenie”, „snajper powinien umieć szydełkować” etc. Natomiast nie informuje nas w jaki sposób robić te rzeczy. Czasem pojawiają się ogólniki w rodzaju „do maskowania można użyć okolicznych roślin” jednak brakuje konkretów, jak dokładnie to zrobić i jak je dobierać.

szalejacy-dzokerzy-b-iext38002858Szalejący dżokerzy

Ocena: 6/10

Po wydarzeniach z poprzedniego tomu inwazja Roju na Ziemię została odparta, a zbrodnicza Loża Egipska rozbita. Na wolności pozostaje jednak jej przywódca o pseudonimie Astronom oraz kilkoro jego najniebezpieczniejszych sług. Planuje on zagładę nowojorskich Asów i zemstę na swych pogromcach.

Jednocześnie złodziejka działająca pod pseudonimem Zjawa kradnie książki należące do Kiena, wietnamskiego bandyty, który trzęsie połową Nowego Jorku.

Mówiąc krótko: wątek Zgona, Zjawy i Yoemana są dobrymi elementami książki, choć nie powalają. Ot kolejna opowieść o superbohaterach i superłotrach, rzemieślniczo poprawna, ale bez geniuszu. Wątek Astronoma: dużo słabszy. Dzieje się tak z prostej przyczyny: jego głównym bohaterem jest Fortunato, czyli tantryczny czarownik, swą moc czerpiący z Kamasutry. Co to znaczy wie każdy, kto czytał poprzednie tomy: mnóstwo kiepskich scen seksu. Ogólnie rzecz biorąc: nie rozumiem, dlaczego autorzy antologii tak uparli się na tą postać, tym bardziej, że mają do swej dyspozycji wielu, dużo ciekawszych bohaterów: Croyda, Yoemana, Żółwia…

Na szczególną uwagę zasługuje też „konsekwencja” z jaką poprowadzono postać Doktora Tachyona. Z jednej strony ponoć wychował się w kulturze, gdzie zamach i morderstwo były zwykłym sposobem prowadzenia polityki. Rzekomo jest podejrzliwym i nadmiernie ostrożnym paranoikiem, co więcej w poprzednich dwóch tomach dawał liczne przykłady rezolutności i zdecydowania. Z drugiej: co robi, gdy do łóżka pcha mu się nieznajoma, o osłoniętym tarczami, nieprzeniknionym umyśle? Rzecz zupełnie niespotykana na Ziemi? Korzysta. Mimo, że trudniej o oczywistszą pułapkę.

Ogólnie rzecz biorąc: marnujący się potencjał.

sredniowieczeŚredniowiecze i pieniądze:

Ocena: 8/10

Czyli krótki esej Le Goffa na temat roli pieniądza w średniowieczu. W zasadzie trudno mi ocenić tą książkę: kilka tygodni wcześniej przeczytałem „Człowiek średniowiecza w kręgu codzienności” gdzie duża część tych informacji była już zawarta. W efekcie czego raz, że „Średniowiecze i pieniądze” mnie nieco nudziło, bo powtarzało to, co czytałem już wcześniej, dwa, że przez podobną tematykę obie książki mi się mieszają.

Ogólnie rzecz jednak lektura całkiem ciekawa, zawiera dużo informacji na temat dawnego życia, postaw ludzi i ich stosunku do zarabiania oraz pieniądza. Pozycja ciekawa i wartościowa, tym bardziej, że – w odróżnieniu od większości książek historycznych – dość zwięzła.

tajemnice-strategii-b-iext40505244Tajemnice strategii:

Ocena: 8/10

Kupiłem tą książkę zmylony tytułem, gdyż miałem nadzieję, że będzie to zabawny tytuł o taktyce i wojskowości, z którego dowiem się, że powinienem być „nieporuszony jak góra, spokojny jak las, nieprzenikniony jak ciemność, gwałtowny jak pożar i nagły jak piorun”. Jak się okazało pod tytułem tym krył się XVII wieczny podręcznik japońskiej szermierki.

Książka nie jest gruba, ma ledwie 100 stron, przy czym większa część treści to ilustracje. Łącznie tekstu jest niewiele, a to co jest napisane jest dużą, grubą czcionką, nie wiem, czy wszystkiego wychodzi 20 stron znormalizowanych. Na tym blogu wrzucałem już dłuższe artykuły.

Niemniej jednak lektura była bardzo ciekawa, w szczególności dla kogoś, kto jest miłośnikiem fantasy, historycznych filmów akcji etc. Daje jakieś wyobrażenie o tym, jak posługiwać się mieczem (kataną). Dowiedziałem się z niej sporo ciekawych rzeczy, w tym jak strzelać z łuku i gdzie celować, ile prochu sypać do muszkietu etc. W sumie to jest w niej wszystko, czego spodziewałem się (a nie zastałem) w przeczytanej rok temu „Księdze pięciu kręgów”.

W szczególności podobały mi się porady i wybiegi znajdujące się pod koniec książki, gdy autor radzi jak zachować się w poszczególnych, trudnych sytuacjach. Brzmią trochę jak poradnik do gry RPG, ale są dość ciekawe i przyjemnie się to czyta. Podnoszą one też na duchu.

Uwaga ogólna: Z tych ostatnich najbardziej podobała mi się porada na temat „Co robić będąc otoczonym przez wielu przeciwników i nie mając dokąd uciec”. Mianowicie: „Myśl jak pięknie umrzeć”.

56bab3e123eaaTaniec z diabłem:

Ocena subiektywna: 9/10

Ocena obiektywna: 8/10

Od pierwszego lądowania Posleenów na Ziemi minęło pięć lat. 1,4 miliarda ocalałych ludzi zamieszkuje półwysep skandynawski, Alpy, Himalaje, Andy, rosyjski Interior oraz Kanadę i część USA. Pozostałe obszary naszej planety zajęte zostały przez zergo-klingonów, a ich ludność wyrżnięta. Jednocześnie po latach wojny do Posleenów zaczyna docierać, że tym razem trafiła kosa na kamień.

Ujmując krótko: mrokness and darkness. W tomie tym czuć totalne zmęczenie wojną i walką, dotykające obydwie strony. Widać też jak dysfunkcyjny staje się świat podczas wojen totalnych, że konflikt dotyka wszystkich, dezintegrując zarówno społeczeństwo, jak i najbardziej podstawowe, spajające je wartości.

Główny bohater: Mike O’Neal wydaje się być już całkiem wypalony kolejnymi maskarami, rzeziami i beznadziejnymi obronami, znaczna część jego żołnierzy nie żyje i zastąpiona została nowymi. Jego żona poległa w boju, a stosunki z córkami w zasadzie nie istnieją, jednej, ewakuowanej z Ziemi i wychowywanej w pokojowych warunkach nie potrafi nawet zrozumieć. Druga jest małą bandytką i zupełnym dzieckiem wojny. Reszta społeczeństwa wygląda podobnie, panuje rozkład i demoralizacja, a nawet zupełnie podstawowe zasoby stają się rzadkością.

Jednocześnie cały czas trwa brutalny i wyniszczający konflikt, na którego rychłe zakończenie nie ma co liczyć. Ludzie walczą z Posleenami na wszystkie dostępne sposoby, jednak zasoby obydwu stron są na wyczerpaniu, podobnie jak cierpliwość ich żołnierzy, którzy powoli zaczynają mieć dość kolejnych, nie prowadzących do niczego bitew, bezprzedmiotowych aktów bohaterstwa, obron do ostatniego naboju i prowadzonych pod ogniem artylerii natarć wpieriod, przez radioaktywne przedpola, pola minowe i drut kolczasty, na okopaną piechotę. Prawdę mówiąc lektura jest dość ciężka, ale ma charakterystyczny, mroczny klimat.

Tego mi ostatnimi czasy w życiu brakowało: ponurej i krwawej jatki.

d1365cb46fa3471493e83d70be7f8c03Teoria sztuki wojennej:

Ocena: 8/10

Napisana przez generała-szoguna Stanisława Kozieja książeczka z początku lat 90-tych, mimo niezbyt zachęcającego początku (w którym autor chrzanił o broni psychotronicznej i jej potencjalnych zastosowaniach na polu walki) okazała się ciekawą, choć nieco przestarzałą pozycją.

Po prawdzie niektóre poglądy autora (broń psychotroniczną pozwolę sobie litościwie pominąć) zostały negatywnie zweryfikowane przez czas (np. tendencja do zastąpienia czołgów przez helikoptery szturmowe okazała się ślepym zaułkiem), to jednak książka pokazuje w interesujący sposób na czym polega współczesne pole walki oraz przed jakimi wyzwaniami stają żołnierze i jak powinni je rozwiązywać.

Moim skromnym zdaniem pozycja bardzo istotna dla miłośników militariów. Dość mocno klaruje sytuację, pozwala zrozumieć słownictwo, terminologię oraz ogólną problematykę wojskową. Tak więc należy powiedzieć, że jest to dobra książka.

teoria-zla-o-empatii-i-genezie-okrucienstwa-b-iext43255299Teoria zła:

Ocena: 6/10

Książka (w sumie sam nie wiem) naukowa lub popularnonaukowa traktująca o tym, co sprawia, że niektórzy ludzie są źli. Omawia temat aspergerowców, psychopatów, narcyzów oraz przypadki zaburzeń border-line. Jak widać tytuł jest trochę marketingowy.

W sumie to żaden ze mnie psycholog: ot miałem blok pedagogiczny i połaziłem nieco na zajęcia z neuropsychologii na studiach, potem była jakaś podyplomówka, w efekcie czego jestem kompetentny, by doradzić rodzicowi, żeby poszedł z dzieckiem do psychologa, co mogłoby mi się przydać, gdybym kiedyś znalazł pracę w szkole (mało prawdopodobne, bo tej instytucji nienawidzę).

Niemniej jednak wystarczy tej wiedzy, by powiedzieć, że autor podchodzi do tematu nader płytko. W sumie, to nie dowiedziałem się z niej niczego, czego nie wiedziałbym już wcześniej z „Nagiej małpy”, „Jak Homo stał się sapiens” czy Wikipedii.

Jeśli ktoś dopiero zaczyna interesować się tematem (ale tak zupełnie od zera) to może mu się to przyda. Prócz tego: chyba nie bardzo.

Uwaga ogólna: Choć muszę powiedzieć, że książka natchnęła mnie (w sumie nas, bo rozmawialiśmy na ten temat w pracy) i uświadomiła, co nie tak jest z Babą Z Poczty (bowiem na poczcie w Ciemnogrodzie pracuje bardzo dziwna facetka. Przykładowo: przychodzisz do niej do okienka, kładziesz awizo, a ta nic… Stoisz, stoisz, stoisz z pięć minut, a ona nagle: „Ale co pan chce?” zdziwionym, pełnym pretensji głosem).

IMHO Asperger albo inna forma autyzmu.

trzeciaTrzecia rewolucja przemysłowa:

Ocena: 6/10

Strasznie rozczarowała mnie ta książka.

Poprzednia pozycja Rifkina, którą przeczytałem kilka lat temu („Koniec pracy”), mimo, że miała swoje wady, a momentami autor mocno przestrzelił (np. wieszcząc straszną apokalipsę wywołaną przez pocztę elektroniczną) była lekturą nader inspirującą i dającą do myślenia o przyszłych losach świata.

O „Trzeciej rewolucji przemysłowej” moim zdaniem nie da się tego powiedzieć.

Po pierwsze: po książce widać upływ czasu. Pomimo, że jest znacznie młodsza od Końca Pracy (który pochodzi z 1995, Rewolucja natomiast z 2011) widać, że bardzo mocno się zestarzała. Widać też, że świat poszedł w zupełnie innym kierunku, niż Rifkin to przewidywał. W szczególności jego nadzieje dotyczące Arabskiej Wiosny spełzły na niczym.

Ogólnie rzecz biorąc: z książki wręcz wylewa się utopizm i ideologia, bardziej wygląda to jak pozycja, w której autor, za pomocą swego autorytetu ma nadzieję pokierować zmianami na świecie tak, jakby chciał, niż pozycja, w której je rzetelnie analizuje.

Pojawia się kilka ciekawych myśli i danych, które rozjaśniły mi nieco sytuację, jednak ogólnie rzecz biorąc kupowanie tej akurat pozycji mogłem sobie z czystym sumieniem darować.

w-domu-krotka-historia-rzeczy-codziennego-uzytku-b-iext35321310W domu: krótka historia rzeczy codziennego użytku

Ocena: 7/10

Jedyna w tym miesiącu książka naukowa / popularnonaukowa, którą udało mi się ukończyć. Prawdę mówiąc spodziewałem się po niej więcej. W skrócie: Bryson omawia w niej historię anglosaskiego budownictwa mieszkaniowego, jego wykończeń wnętrz i sprzętów domowych. Na swój sposób jest to ciekawe, choć prawdę mówiąc nie spodziewałem się, że panowało u nich takie zacofanie (w niektórych kwestiach byli dobre trzy-cztery stulecia za Polską czy Niemcami).

Styl autora jest lekki, swobodny, bardziej zwraca uwagę na to, by lektura była ciekawa, niż wytyczne warsztatu historyka, co można potraktować jako wadę, jednak z drugiej strony czyni książkę znacznie strawniejszą i przystępniejszą dla zwykłego czytelnika. Nie znalazłem w niej też większych błędów czy zbyt daleko idących uogólnień albo skrótów myślowych, więc można ją świadomie polecić.

Dla mnie ogromną wadą był fakt, że w dużej mierze publikacja odnosiła się do wieku XIX i epoki wiktoriańskiej, który to okres faktycznie bardzo zmienił wyposażenie domowe. Szkoda, bo jako żywo tego okresu w dziejach nienawidzę.

Wadą obiektywną jest natomiast zbyt duże zamiłowanie Brysona do dygresji. Momentami, gdy przechodzi do jakiegoś detalu zaczyna opowiadać długo i kwieciście o życiu jego wynalazcy lub odpowiedzialnego zań architekta, tak gubiąc się w kolejnych anegdotkach, że gdy wraca do wątku głównego czytelnik nie ma pojęcia o czym była mowa wcześniej.

Osobnym plusem jest natomiast posłowie profesora Jana Skurowicza, zajmujące w prawdzie tylko cztery strony, a tłumaczące jak sytuacja wyglądała w Polsce. W skrócie: nie mieliśmy się czego wstydzić. Jeśli już, to Anglicy byli dość mocno zacofani pod tym względem tytułem reszty Europy.

warta-na-renie_29678Warta na Renie:

Ocena: nie wiem

Dziwna książka, a jej autor chyba nie lubił Niemców. Kolega mieszkający w Niemczech (SmOOk) twierdzi, że dobrze oddaje stan psychiczny i sposób myślenia tego narodu. Sądząc po kontaktach jakie z nimi miałem może mieć racje, gdyż potwierdza wiele moich informacji.

„Warta na Renie” jest spinoffem „Wojny z Posleenami”, a jej akcja toczy się między wydarzeniami z „Pierwszego Uderzenia”, a „Tańcem z diabłem” i opowiada o obronie Niemiec przed inwazją. Niemcy, podobnie jak Amerykanie korzystają z galaksiańskiej technologii i by zyskać doświadczonych żołnierzy odmładzają swoich weteranów takich, jakich mają do dyspozycji. A jakich mają wiadomo. W ten sposób zostaje odtworzone Waffen SS.

Powiem uczciwie: mając takie środki i znajdując się w takiej sytuacji (na skraju zagłady) zrobiłbym to samo. Prawdę mówiąc to akurat do tego esesmani się nadają: by rzucić ich na pożarcie potwornym przybyszom z kosmosu.

Z drugiej strony: z bohaterami trudno sympatyzować i ich polubić, dzieli ich od czytelnika dość duży dystans, co, biorąc pod uwagę to, kim są chyba należy potraktować jako zaletę. Równie trudno jest też cieszyć się z ich sukcesów, albo docenić poświęcenie. Prawdę mówiąc przynajmniej ja czekałem tylko, aż Posleeni ich pozabijają.

Autorzy też trochę niezbyt dokładnie odrobili lekcje, przez co postacie takie jak Krueger największy czarny charakter książki nie do końca przedstawiają to, co w głowach nazistów siedziało (choć mam wrażenie, że akurat ten bohater jest celowo oczerniany w oczach czytelnika). Krueger jest dość prymitywnym sadystą, którego kręci okrucieństwo i władza jaką miał nad ofiarami. W połowie jest to zgodne z prawdą historyczną (żołnierze, a w szczególności kadra oficerska i podoficerska SS była znacznie gorzej wykształcona, niż Wehrmachtu, o wiele większy odsetek żołnierzy miał też wykształcenie podstawowe lub podstawowe niepełne). Problem z nazizmem polegał jednak nie na tym, że pozwolił wypłynąć na powierzchnię rożnym szumowiną, ale że namieszał w głowach zwykłym ludziom do tego stopnia, że popełniali bez mrugnięcia okiem najstraszliwsze zbrodnie.

Jeśli chodzi o Brasche, który niby to nic złego nie zrobił, „wiedział, ale nie uczestniczył”, to jest on na swój sposób (tzn. głównie przez obłudę) równie odrażający. Choć mam wrażenie, że to również mógł być cel autora.

Książka natomiast dobrze oddaje różnice mentalne między Amerykanami, a Zachodnimi Europejczykami i w szczególności Niemcami. Jeśli w USA ludzie generalnie akceptują konieczność przygotowania planety do obrony, zżymając się co najwyżej na to, że środki idą nie na to, na co ich zdaniem powinny, a w trakcie wojny zachowują się nader powściągliwie, długo zwlekając z użyciem wielu typów broni, tak w Europie jest na odwrót. Przygotowania do wojny paraliżowane są przez protesty pacyfistów, poborowi odbywają służbę zastępczą w domach starców, a na przemysł wojskowy nakładane są ograniczenia ekologiczne, które uniemożliwiają skorzystanie z najbardziej obiecujących technologii. Kiedy natomiast tama pęka popadają w drugą skrajność i w ruch idą ciężkie środki, których Amerykanie długo nie mają odwagi używać.

wikingowieWikingowie:

Ocena: 8/10

Książka o dość dziwnym statusie. Z jednej strony jest to „biblia” tematu, z drugiej: praca niestety dość mocno przestarzała, choć (znowu niestety) nie posiadająca swojego następcy w języku polskim (a przynajmniej nie tak obszernego).

Podobnie jak w wypadku Faktorii i Fortecy po książce widać wiek oraz to, że pisana była w innej epoce (choć na szczęście też w innej rzeczywistości ideologicznej). Tak więc wiele informacji w książce jest przestarzała, sam autor narzeka na brak dostępu do źródeł radzieckich oraz ideologiczne nastawienie tamtejszych badaczy (swoją drogą ciekawe, że cenzura to puściła), a wiele teorii, które obecnie stanowią kanon podawanych jest jako niesprawdzone hipotezy (np. Ruś wikingów, czy północne pochodzenie Rurykowiczów), podobnie jak takie, od których w zasadzie dziś się odeszło (Polska wikingów).

Ale pomijając ten fakt książka jest kompletnym kompendium dotyczącym życia i zwyczajów ludów północy. Otrzymujemy więc wszystko: rekonstrukcje okrętów, zagadnienia dotyczące gospodarki, wojny, prawa, instytucji życia społecznego, sztuki, uzbrojenia, ubioru, wyposażenia budynków…

Jeśli kogoś interesuje temat, to gorąco polecam.

Ciekawostka historyczna:

Okazuje się, że generalnie wśród Wikingów niewolnik (który oprócz tego był w zasadzie pozbawiony praw) w jednej dziedzinie miał lepiej od swego pana. Otóż: mógł zabić go (lub dowolnego innego mężczyznę) legalnie, jeśli nakrył go w jednym łóżku ze swoją żoną, nawet jeśli była niewolnicą (pan natomiast nie miał takiego prawa w odniesieniu do ludzi sypiających z jego niewolnicami).

Jeszcze gorzej od niewolnika wyglądała ochrona prawna błazna. Generalnie jeśli błazen padł ofiarą jakiegoś przestępstwa, to najlepsze, czego mógł się spodziewać, to tego, że prawo uznaje iż „powinien zadowolić się tym, co mu się należy: wstydem i pohańbieniem”. Najgorszego natomiast to zawleczenia na wiec, gdzie ludzie każą mu robić różne przykre rzeczy.

wojna_w_sredniowieczu_coverWojna w średniowieczu:

Ocena: 10/10

Czytałem już tą książkę na studiach, ale wtedy nie potrafiłem jej należycie docenić. Praca Contamine ma oczywiste wady, choćby z tego powodu, że próbuje ogarnąć dzieje epoki trwającej blisko tysiąc lat na ledwie trzystu stronach. Poza tym autor pisze tak, jakby ograniczał zasięg średniowiecza do krajów bezpośrednio graniczących z Francją. Jak na Francuza i tak jest to osiągnięcie świadczące o otwartości i szerokich horyzontach, większość ich historyków bowiem zdaje się nie dostrzegać, że za granicą jest coś więcej, niż nieforemne barbaricum.

Ale wady te nikną w porównaniu z zaletami książki. To bardzo dobre opracowanie tematu, tak szczegółowe, jak tylko możliwe jest przy tej ilości źródeł, jakie pozostały z epoki oraz przy tej ilości miejsca, jaką autor miał do dyspozycji. Jeśli wczytać się dokładnie można dowiedzieć się z niego wszystkiego: jaka była bojowa skuteczność balisty, a jaka armaty, ile kosztowała zbroja rycerska, jak walczyli ludzie w czasach wikingów, a jak Karolingów. Jakiej siły roboczej potrzeba było do zbudowania zamku…

Jeśli dodatkowo porówna się to z takimi, pełnymi ogólników książkami jak „Historia wojen” Keegana czy „Historia sztuki wojennej” Parkera, to widzi się, jak cenną rzecz ma się w rękach.

w_sluzbie_krola_smokowW służbie króla smoków:

Ocena: 4/10

Bardzo chciałbym sobie przypomnieć, kto mi ją polecił, bo osoba ta wisi mi 60 złotych (oczywiście geniusz, czyli ja od razu kupił w antykwariacie wszystkie 3 tomy).

Czytałem już kiedyś książki Lawheada i mi się podobały. Oczywiście był to inny cykl.

Ten jest kiepski.

Ogólnie rzecz biorąc jest to takie przed-Potterwskie fantasy dla młodzieży. Fabuła trochę przypomina stary film przygodowy, postacie są strasznie stereotypowe. Na uwagę w szczególności zasługuje główny zły powieści, cierpiący na urojenia (facet wmawia sobie moce) oraz zaburzenia osobowości czarnoksiężnik Nimrod, chyba najgorszy patałach i żałosny idiota o jakim czytałem.

Na uwagę zasługuje też słowo „dziwne”, które autor z tłumaczem i redaktorem tak lubią, że pojawia się ono w każdym opisie („dziwni ludzie na dziwnych koniach”, „dziwny zamek” na „dziwnej wyspie” oraz „jego dziwny właściciel”, „dziwne drzewo”, „dziwny statek”).

Kolejnym ciekawym elementem są bardzo niezręczne próby umieszczenia w powieści przekazu chrześcijańskiego i zrobienia z niej drugiej Narnii. Gdyby zobaczył je Lewis, to przewróciłby się w grobie.

Podsumowując: nie polecam. Stanowczo najgorsza książka, jaką przeczytałem w tym roku.

zaspacZaspać na sąd ostateczny:

Ocena: 8/10

O ile o „Szczęśliwej godzinie w piekle” miałem raczej chłodną opinię, tak moim zdaniem w trzecim tomie otrzymujemy solidny powrót zarówno do korzeni jak i wysokiej jakości. Nasz bohater anioł Doloriel, zwany też jako Bobym Dollarem nie otrząsnął się jeszcze ze skutków swojej wizyty w piekle, a już musi zmierzyć się z nowymi przeciwnikami, zarówno ziemskiego, jak i piekielnego oraz niebiańskiego autoramentu. Na pomoc przyjdą mu też nowi sojusznicy.

Powieść należy do modnego ostatnimi czasy gatunku Urban Fantasy. Jak to często w przypadku tego typu twórczości mamy do czynienia z połączeniem książki kryminalnej z powieścią akcji dodatkowo wzmocnioną o zjawiska nadprzyrodzone. Prócz tego otrzymujemy romans, sporo wybuchów, wartką akcję i kilka trupów. Całość przyprawiona została do smaku gnostyckim sosem.

Słowem: bardzo porządna literatura rozrywkowa.

Spostrzeżenie własne:

Znajoma twierdzi, że książka jest tak dobra dlatego, że nie ma w niej prawie w ogóle Cas.

Byłbym skłonny podtrzymać tą opinię. Postać Cassimiry zupełnie mi nie pasuje: jest w niej coś fałszywego. Z jednej strony to potężna, piekielna arystokratka, a z drugiej jest zupełnie słaba i bezwolna. Nie zdziwiłbym się, gdyby w następnych tomach (których raczej nie będzie, wydaje mi się, że to zamknięty cykl) okazało się, że to jednak jakiegoś rodzaju kobieta-modliszka.

z-mglyZ mgły zrodzony:

Ocena: 8/10

Muszę powiedzieć, że nie tego się spodziewałem.

Sądząc po kulcie jakim otoczona jest ta książka oraz udziwnionym tytule oczekiwałem raczej kolejnej, mrocznej, skrajnie pretensjonalnej opowieści, przez co podchodziłem do pozycji jak do jeża. Kiedy zacząłem ją czytać szok poznawczy był na tyle duży, że musiałem ją odłożyć na jakiś czas.

Prawdę mówiąc: nie do końca rozumiem zamieszanie wokół „Z mgły zrodzonego”. Nie powiem, jest to dobra literatura rozrywkowa, ale nic ponadto, przy Tolkienie czy Le Guin to nawet nie stało. Konwencją przypomina trochę „Niecnych Gentlemanów” Lyncha, tak więc otrzymujemy uczciwą powieść łotrzykowsko-kryminalną, utrzymaną w konwencji filmu kryminalnego o oszustach. W porównaniu do twórczości Lyncha Sandersson jednak bez wątpienia dużo lepiej pisze, a na pewno lepiej kontroluje przebieg akcji. Owszem, trafiają się dłużyzny i błędy, w tym kilka z założenia śmiesznych scen, które wyszły raczej żałośnie niż zabawnie, jednak nie jest tak, że książkę powinno się podzielić na dwie części, jak „Republikę Złodziei”, z której jednej nie powinno się w ogóle dopuścić do druku.

Wadą książki jest moim zdaniem świat, który w ogóle nie trzyma się kupy. Całe Ostatnie Imperium jest bardzo naiwnym wydaniem „totalitaryzmu po amerykańsku”, w który trudno uwierzyć. Niestety już ustrój z „Igrzysk Śmierci” miał więcej sensu, niż to, co dzieje się na kartach tej powieści. Ponura, fatalistyczna wizja dość mocno zgrzyta też z konwencją łotrzykowską, po prostu do siebie nie za bardzo pasując.

Umiarkowanie dobrze wychodzą też walki. Sanderson chyba za bardzo chciałby, żeby ktoś zekranizował jego powieść i momentami trudno mu się dziwić. Faktycznie „Z mgły zrodzony” lepiej chyba sprawdziłby się jako kreskówka w stylu „Avatar: The Last Airbender”. Popełnia jednak typowy dla miłośników pisania kreatywnego błąd opisując zwyczajnie za dużo.

Ogólnie rzecz biorąc: dobrze napisane czytadło.

Chyba jednak wychodzi na to, że nie lubię powieści łotrzykowskich.

zycieŻycie codzienne w Japonii w czasach samurajów:

Ocena: 8/10

Ta akurat książka dostarczyła mi dużo więcej przyjemności z czytania: zarówno krąg kulturowy ciekawszy, jak i temat bliższy sercu.

Tematem niniejszej pracy, napisanej dość lekkim, popularnonaukowym językiem jest życie ludzkie w Japonii w przedziale czasowym od XIII do XVII wieku. Czyli epoka największego rozkwitu kultury samurajów, chętnie portretowana w filmach, książkach i anime. Okres honoru, ale też i wielkich zbrodni.

Książka rzuciła dla mnie nowe światło na wiele aspektów życia ludzi z tego okresu oraz ogólnie kultury japońskiej, która – powiedzmy sobie szczerze – jest dość mocno zmitologizowana. Tak więc dowiadujemy się całkiem sporo przykładowo o japońskim honorze, a raczej o tym, jak wyglądał on w rzeczywistości oraz o zjawiskach, które prawdopodobnie kształtowały takie, a nie inne podejście do jego tematu.

Prócz tego jak to zwykle w takich książkach: życie chłopów, życie mieszczan, życie szlachty, praktyki religijne, sposoby budowania domów, dieta, metody prowadzenia wojen… Czyli wszytko o życiu dawnego Japończyka.

Advertisements
Ten wpis został opublikowany w kategorii fantastyka, Fantasy, Historia, Przeczytane. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „Przeczytane w roku 2016:

  1. Karoluch pisze:

    Bardzo dobry pomysł z wrzuceniem wszystkich przeczytanych książek w jeden wpis.

  2. kahol pisze:

    Autor ma kupę czasu na czytanie/ szybko czyta, ale rzeczywiście fajny pomysł na zestawienie.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s