Podsumowanie roku 2016:

4658_cc64_500Minął sobie rok 2016 i rozpoczął się 2017. Nadeszła więc pora by podsumować minione 12 miesięcy. Tak więc moim zdaniem należy uznać, że był on dość udany, a co więcej rokuje on duże szanse na to, że następne lata będą jeszcze lepsze. Przynajmniej dla mnie. Reszta ludzkości może mieć bardzo pod górkę.

Blog:

O ile w 2015, który był rokiem dość nieudanym (nie tak złym jak 2010, ale zdecydowanie porównywalnym z 2009, za to gorszym niż 2011) tak 2016 był jednym z najlepszych od 2009 i niesie spore szanse na trwałe przełamanie kryzysu. Niemniej jednak po blogu tego nie widać. O ile rok poprzedni był rokiem, gdzie blog był moim chyba jedynym sukcesem, to w 2016 blog spotkała stagnacja.

blogSam nie wiem, czy spowodowane jest to tym, że piszę gorzej, czy też wynika to z tego, że potencjał demograficzny społeczności, na których pasożytuje wyczerpał się. Niemniej jednak przez miniony czasokres trwała konsolidacja, a wyniki z grudnia 2016 są jedynie o 10 procent wyższe, niż te jakie blog uzyskał w grudniu 2015. Faktycznie statystyki są o ponad 50 procent wyższe, bo o ile w 2015 roku blog urósł mi siedmiokrotnie, tak w 2016 prawie cały czas trzymał równy poziom.

Mówię prawie, bowiem w lipcu i sierpniu miała miejsce duża korekta, co może znaczyć, albo że pisałem wtedy kiepskie teksty, być efektem Światowych Dni Młodzieży lub też, że jestem na tyle duży, by odczuwać wahania globalnych trendów (i np. spadek wakacyjny).

Trochę szkoda, bo prawdę mówiąc miałem nadzieję, że utrzyma się trend z zeszłego roku, będę mógł założyć forum i zainstalować reklamy. Ale cóż… Może za rok?

Tak poza tym:

Poza tym było fajnie.

Dwie złośliwe panienki w robocie zaszły w ciążę i się wyeliminowały, w tym jedna dwa razy (cieszę się jej szczęściem). Druga też wyraźnie ma ochotę na pieniądze z Patol Plus (popieram decyzję) i może się wyeliminować nawet permanentnie (jak będzie miała pieniądze z podwójnego Patol Plus, to z jej chałturą na boku nie będzie się jej opłacać do pracy przychodzić, graficy komputerowi źle w życiu nie mają). Niemniej jednak w efekcie można było pracować w spokoju.

Kilka razy udało mi się wyjechać w różne fajne miejsca.

Odkryłem, że w Lublinie istnieje tajlandzka restauracja.

Udało mi się wyrwać na Letni Zjazd Tanuków, czego się nie spodziewałem.

Udało mi się wyrwać na Zimowy Zjazd Tanuków.

Udało mi się nawet zaliczyć Targi Książki w Warszawie.

Dostałem nagrodę uznaniową, czego też nigdy się nie spodziewałem (w szczególności w tej pracy) oraz nagrodę roczną.

1599_4107Ogólne samopoczucie:

No niestety z tym jest tak sobie. Zasadniczo jestem przepracowany, zestresowany i znerwicowany. Co gorsza chyba zaczynam się powoli psuć, bowiem nabrałem zwyczaju zasypiania w losowych miejscach.

Z drugiej strony poprawiła mi się nico kondycja i przestały mnie boleć oczy (wyjątek: pomieszczenia oświetlane świetlówkami). Odstawienie zwyczaju picia kawy spowodowało natomiast, że zanikł mi „tryb zombie”, zastąpiony trybem „usiadł i zasnął”.

Efektem ubocznym poprawy kondycji jest powrót „zmysłu nerda” nazywanego też „zmysłem grzybiarza”, co do którego bałem się, że utraciłem go na zawsze. „Zmysł nerda” działa w ten sposób, że człowiek jest w stanie wytłumić otoczenie i wychwycić z masy pozornie identycznych elementów ten, który jest mu potrzebny. I np. podchodząc do półki w nieznanej mu księgarni zlokalizować i włożyć do koszyka tą książkę, która jest mu akurat potrzebna.

Lub też znaleźć brązowy grzyb na tle brązowych liści.

Lub kwilenia gila z miejskiego harmideru.

Efektem ubocznym poprawy kondycji jest fakt posiadania (prawie) nowego roweru.

1145_7e23_500Status „wujka-alkoholika”:

Skoro jesteśmy już przy wyjazdach, to nie da się ukryć, że w pewnych kręgach zaczynam powoli uzyskiwać (trochę chyba na wyrost, biorąc pod uwagę ile alkoholu spożywam) status „wujka-alkoholika”. Przyjeżdżam gdzieś, witają mnie rówieśnicy z dzieckiem, albo dwoma i jest „Bo widzisz! Wujek Piotrek jest singlem i wiedzie rozpustne, singlowskie życie! Na ten przykład nigdy nie kładzie się przed północą i może swobodnie oglądać horrory oraz spożywać alkohol gdy dusza zapragnie!” A potem witają mnie piwem i solą, żeby pokazać, że u nich też tak źle ze swobodą nie jest…

Powinienem zacząć kupować tym dzieciom pluszaki (Btw. Takim dzieciom w wieku do 3 lat w ogóle można kupować pluszaki? Nie wsadzą ich sobie do nosa lub inaczej się nimi nie skrzywdzą?). Wówczas byłbym najbardziej kochanym na świecie wujkiem-alkoholikiem.

Finanse:

ae18cc2321e2e50f62332a7b0e5fb21eTrochę boję się o tym pisać, albowiem zostało jeszcze kilka dni (post jest tworzony z wyprzedzeniem), więc są szanse, by zapeszyć. Niemniej jednak, przynajmniej do dnia 26 grudnia rok 2016 był najbardziej udanym pod względem finansowym w moim życiu. W efekcie czego udało mi się zrealizować cel, który starałem się osiągnąć od wielu lat: zostałem niezamożnym.

Od przyszłego roku zamierzam więc żyć na poziomie godnym mojej nowej klasy społecznej.

Jako, że wiadomo, co najlepiej z pieniędzmi zrobić (przepić) rozpocząłem od kupienia drogiej wódki (książek i gier mam już za dużo). Wybrałem gatunek, który rzeczywiście lubię, w odmianie, która ładnie wygląda na półce sklepu (to z boku). Teraz potrzebuję jeszcze cytryny, mięty i toniku. O mięte trudno (na łące leży śnieg), a ja zamierzam po świętach przejść na dietę (więc nie powinienem pić napoi gazowanych), tak więc alkoholizować będę się nią w wakacje.

Btw. ciekawe, czy mieszać taki gin z tonikiem to nie jest jakieś przestępstwo? Ale z drugiej strony: kto niezamożnemu zabroni?

Polityka:

0527_6999Za stan moich finansów odpowiada między innymi sytuacja polityczna. Częściowo jest to wina oczywiście Prawa i Sprawiedliwości, a częściowo innych sił.

Jeśli chodzi o polskie wątki, to Panie i Panowie, powiem krótko: jeszcze tak dobrego rządu dla drobnej spekuły w tym kraju nie było. Wystarczy, żeby minister finansów gębę otworzył, a już można 10 procent zysku na wahaniach kursu zrobić. Jesteście frajerami, że ich wybraliście (ja na nich nie głosowałem, ja w czasie wyborów spożywałem alkohol z kolegą w Lublinie, mnie do odpowiedzialności za stan tego kraju proszę nie pociągać).

Prawdę mówiąc powinienem być wdzięczny, ale powiedzmy sobie szczerze: są granice tego jak chciwym być można. I granice tego, na czym pieniądze wypada robić. Owszem, nie uważam, żeby sprzedanie łopaty komuś, kto chce wykopać swój własny grób było jakimś szczególnym grzechem. Jednak w pewnym momencie pojawia się uczucie odpowiedzialności za kraj, w którym człowiek jednak chciałby nadal mieszkać. Albo instynkt samozachowawczy.

Niestety problem polega na tym, że jestem pewien iż zdążamy prosto w przepaść. Jedną kaczkę rozdającą złote jajca w Polsce dałoby się znieść.

Problemem jest to, że mamy jeszcze Merkelową w Niemczech, Hollande we Francji, Theresę May i Cammerona w Wielkiej Brytani, tą dziwną oligarchię w Unii Europejskiej, Abego w Japonii, Park Guen-hye w Korei Południowej (choć są szanse, że tej się niedługo pozbędą), Orban na Węgrzech, Erdogan w Turcji, Trumpa w USA (Clintonowa, Obama i Bush to osobne problemy)…

Smutny fakt jest taki, że nasza planeta dostała się w ręce oszołomów. Jedynymi politykami godnymi tej nazwy są obecnie Li Keqiang i Putin.

I to też straszne.

Straszne jest też to, że jak się słucha ludzi zarówno z lewej, jak i z prawej strony, to ludobójstwo i prześladowania polityczne przestają być taką przerażającą ideą.

O ile w Polsce można mówić o „prawej stronie”. Prawica tradycyjnie jest bowiem za kapitalizmem, cnotami obywatelskimi, obroną słabych mniejszości przeciwko silnej większości, społecznym elitaryzmem, żądzami ekspertów i silnym prawem. W Polsce nic takiego nie widzę. U nas mamy tylko socjalizm: zwykły i narodowy.

Rada na 2017 dla wszystkich:

Po pierwsze: kategorycznie potrzebujecie odłożyć i trzymać gdzieś z boku jakieś pieniądze „na czarną godzinę”.

Obecna sytuacja jest głęboko nieprzewidywalna. Diabli wiedzą, co w najbliższej przyszłości się wydarzy. Istnieje niestety duże ryzyko (tzn. nie „ryzyko” tylko w zasadzie pewność, nie wiadomo tylko kiedy i z jaką siłą), że coś poważnie pierdolnie: jak nie w Polsce, to poza jej granicami.

Po drugie: jeśli ktoś jest za PiS-em, to w tej chwili jest dobry moment, żeby zacząć udawać, że było się młodym i głupim, a polityka tak naprawdę nigdy nas nie interesowała. PiS idzie dokładnie tą samą drogą, co kiedyś szło SLD, czyli prosto w przepaść. Nie jestem pewien, czy będzie rządził jedną kadencję, czy dwie, jednak w tym momencie jest u szczytu swojej popularności i nigdy już do niej raczej nie wróci. Za 15 lat na tą partię będą głosować już tylko tacy sami ludzie, co obecnie na SLD. A na SLD głosują już tylko stare dziadki bredzące, jak to za Gierka było dobrze.

Pytanie, czy chcecie być takimi ludźmi?

1191_f5a3_960Społeczeństwo:

Bardzo niepokojące jest to, że niestety trafiamy w erę post-prawdy. Do tego, że media kłamią zdążyliśmy się już przyzwyczaić, jednak za mojego życia nie robiły jeszcze tego chyba tak bezczelnie. Obydwie strony barykady łżą w twarz, do tego stopnia, że w zasadzie jednakowym obciachem i obrazą dla rozumu jest być zarówno „za” jak i „przeciw”. Obie opcje zwyczajnie prześcigają się w podsycaniu własnej nienawiści i zacietrzewienia, a składają się niemal wyłącznie z pożytecznych idiotów przeciwnika.

Do tego obserwowalny jest przyrost pseudonauki. Ta do niedawna była problemem „jedynie” nauk medycznych (czyli tych, gdzie najbardziej mogła zaszkodzić). W 2016 roku rozpowszechniła się też na nauki społeczne. Doskonałym przykładem są tu „turbosłowianie”, którzy zjawiskiem nowym, bo nie starszym niż 4-5 lat. I mimo że siły przeciwko nim połączyły wszystkie odłamki światka historycznego (włączając w to nawet dotychczasowych, głównych dostawców LOL-contentu), to plaga przybiera na sile.

Co gorsza na horyzoncie już widać następnych: antyewolucjonistów, płaskoziemców oraz potopowców, wierzących, że Ziemia jest nie starsza niż 6.000 lat.

Idzie zły czas.

No, ale żyć trzeba. Piosenka na pocieszenie:

Nowy rower:

Z przyjemniejszych rzeczy: mam (prawie) nowy rower. Jak niektórzy pamiętają: poprzedni rower spadł w przepaść w rezerwacie krajobrazowym (obserwacja: sport to nie tylko zdrowie, ale też i wspaniała okazja do kontuzji). Wówczas to zniszczeniu uległy praktycznie wszystkie ruchome części. Te zostały przeze mnie uzupełnione.

W grudniu, korzystając z tego, że spadł śnieg, więc rower przestał być przydatny wymieniłem na nowe także wszystkie te części, które były nieruchome. Obecnie ze starego roweru pozostała mi już tylko rama z tytanu i duraluminium, której nawet ja nie byłem w stanie rozwalić.

Dodatkowo do roweru dokupiłem sobie jeszcze 40 centymetrową maczetę, która powinna rozwiązać problem czterometrowych pokrzyw-mutantów. Planuje jeszcze nabyć buty myśliwskie oraz zestaw termosów obiadowych, które powinny zwiększyć mój zasięg bojowy

Książki:

img_41701

Część książek oczekujących na przeczytanie.

Jeśli chodzi o przeczytane książki, to ostatecznie było to 59 pozycji. O wynikach czytelniczych napiszę jednak osobny wpis.

Na froncie wydawniczym, przynajmniej pozornie trwa poważna stagnacja. Faktycznie trochę posuwam się do przodu. Na ten przykład niedawno dwa moje ebooki zostały zaakceptowane przez wydawnictwo i myślę, że w styczniu lub lutym zaczniemy nad nimi pracować na poważnie.

Jeśli chodzi o „Tego, co walczy z potworami” to niestety powoli dojrzewam do myśli, że książka jednak się nie ukaże. Dość dobrze idzie mi natomiast z „Tajnym projektem”, który niestety jest tajny, więc nie mogę o nim opowiadać. Na moim twardym dysku leży też jeszcze „Wojna sztucerowa” która jest w 80 procentach skończona. Zostały już tylko prace wykończeniowe, które też byłyby już na finiszu, gdyby nie blokował mnie „Tajny projekt”.

Kupowanie książek:

W minionym roku udało mi się nabyć wszystkie książki (poza jedną) przewidziane na rok 2016, równo połowę zaplanowanych na rok 2017, oraz pięć szóstych przewidzianych na rok 2018.

Obecna długość Kupki Wstydu wynosi 49 pozycji, co jest poprawą w stosunku do roku poprzedniego, gdy wynosiła ich 50. Jak widać kupka ta powinna dać się pokonać przed moją śmiercią.

Fotoblog:

Jak każdy, kto wejdzie na „Fanboj z aparatem” może zobaczyć, fotoblog obecnie leży i nie daje znaków życia. Projekt ten okazał się porażką z prostego powodu: kiedy miałem chwilę czasu zdecydowanie wolałem łazić po lasach, niż wrzucać fotografie do internetu i wymyślać dla nich opisy.

Fotoblog ruszy od (myślę, że) stycznia, bowiem mam już te nieszczęsne opisy porobione na rok do przodu, tak więc niedługo powinienem zacząć je publikować.

Jedno z najlepiej sprzedających się zdjęć.

Jedno z najlepiej sprzedających się zdjęć. Bóg jeden wie czemu. Co jest takiego magicznego w prześwierlonych jagódkach głogu?

Fotografie:

Udało mi się też wcielić w życie Wielki Plan, czyli zacząć zarabiać na fotografiach. Kluczem do sukcesu okazała się zmiana serwisu stockowego, na którym sprzedaje zdjęcia i przeniesienie się z Fotolii na Shutterstock.

Na razie zarobki te trudno nazwać jakąś twardą walutą. Przeciwnie, są raczej symboliczne, na poziomie tych pierwszych książek kucharskich (do tej pory, czyli przez grudzień i pół listopada zarobiłem 30 dolarów). Niemniej jednak to zawsze są jakieś pieniądze.

Tym bardziej, że celem zarobienia ich więcej muszę tylko kontynuować to, co robiłem do tej pory: spacerować dookoła miasta celem zażycia ruchu i ukojenia zszarganych nerwów.

Zobaczycie: jeszcze nadejdzie dzień, w którym będę mógł pierdolnąć to wszystko i zostać wiedźminem.

A jeśli o wiedźminach mowa:

Gry komputerowe:

magicW wypadku gier komputerowych zeszły rok wyglądał nieźle. Blisko 500 godzin spędziłem na Magic: Duel of the Planewalkers, niemało czasu poświęciłem też Xcom 2. Odświeżyłem sobie Xcom 2012, ukończyłem Banner Saga 2, Mortal Kombat X oraz Valiant Heart’s i skończyłem DLC do Endless Legend. Obecnie jestem mniej-więcej w połowie Wiedźmina 3.

W Magicu doszedłem do trochę głupiego momentu, gdy mam wszystkie karty, Gold na następne 2 dodatki oraz maksymalny level expa.

Wbrew planom i obietnicom nie ruszyłem nawet Life is Strange ani Shadow of Mordor. Nie tknąłem też Black Crypt, mimo że na grę tą robiłem sobie smak od dłuższego czasu, ani nie przeszedłem drugi raz Legend of Grimrock 2, mimo że sobie to obiecywałem.

Gry fabularne:

W minionym roku nie poprowadziłem ani jednej sesji i nie przeczytałem ani jednego podręcznika. Mimo to hobby to coraz bardziej mnie korci. Mam wielką ochotę, by kupić sobie Wampira: Maskaradę (wydanie z okazji 20 lecia systemu) i być może Wilkołaka: Apokalipsę. Oraz – będziecie się śmiać – poprowadzić go.

Tak, ja, wielbiciel hig fantasy i klimatów heroicznych mam zamiar zabrać się za system-biblię cierpiących mroczniaków.

W konwencji superbohatersko-urban fantasy, nie horroru wewnętrznego ma się rozumieć.

Anime i seriale:

indeksZ anime sytuacja wygląda niemal identycznie jak z RPG: oglądam je niemal wyłącznie formalnie. W tym roku było to zaledwie kilka serii. Tak więc:

Nowe Utawarerumono okazało się totalną porażką. To, czego zabrakło temu anime, to choćby śladowa fabuła, której nie dostarczono. Grimgar of Fantasy and Ash było zdecydowanie najlepszym anime z gatunku „ludzie przenoszą się do gry MMO”, których ostatnimi czasy jest pełno. Niestety było też przerwane. A szkoda. Bowiem to chyba pierwsze anime pokazujące, jak ciężkie jest życie pierwszopoziomowca. Chyba sobie kupie nowelki. Re Zero było całkiem przyjemne, akurat do pooglądania, bez żadnych ekscesów w którąkolwiek stronę. To samo należy powiedzieć o Driffters oraz Girlish Numbers, choć ich oglądania jeszcze nie zakończyłem. Mocnego postanowienia obejrzenia Konno Suby nie wypełniłem. Natomiast Landlock był absolutną stratą czasu.

Łącznie wypadło sześć serii, czyli wcale nie tak mało… Aż sam się zdziwiłem.

Jeśli natomiast chodzi o seriale to: Better Call Saul II było dobre, Vikings IV A poniżej średniej dla tej serii, IV B wykazuje duża tendencję wzrostową, zwłaszcza, że Ragnara zabili, więc nie będzie dłużej wkurzał. Gra o Tron trzymała w tym roku wysoki poziom, prześcigając Wikingów. Bardzo dobre Narcos natomiast było odkryciem roku. Z kolegami zmaratonowaliśmy je w pracy.

Rick and Morty 3 natomiast nadal jeszcze się nie ukazało.

Postanowienie noworoczne:

Na pierwszy rzut powinienem niestety zacząć ograniczać używać wulgaryzmów, bowiem praca w branży kultury niestety nie wpływa na mnie najlepiej i stosuje ich ewidentnie za dużo. Tym bardziej, że niestety należę do takiej grupy wiekowej, w której raz, że to nie wypada, dwa, że prowadzi do krępujących sytuacji.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Administracyjne i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „Podsumowanie roku 2016:

  1. DoktorNo pisze:

    A.D. Postprawda i pseudonauka

    Od zarania dziejów w polityce stosowano propagandę do osiągnięcia celów. Co jest nowe to środki jej przekazu.

    A co jest obecne teraz to brak zaufania do elity rządzącej. Nie ma co się dziwić, że ludzie poważnie traktują pseudomedyczne bzdury o szczepionkach powodujących autyzm i leczeniu raka cytrynami, skoro na każdym kroku medycyna oparta o niedofinansowane szpitale publiczne, długie kolejki po NFZ i płatne wizyty prywatne wygląda jak maszynka do wyciągania pieniędzy…

    Internet jest zasadniczo wredny, bo ludzie przeceniają swoje kompetencje w odróżnianiu prawdy od fałszu i nie lubią poznawać innych punktów widzenia: http://www.bbc.com/future/story/20160823-how-modern-life-is-destroying-democracy

  2. Ale że na wybory nie poszedłeś… wstyd, było chociażby na sarnę z krzesłem na głowie zagłosować! 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s