Wielka klapa gier AAA – komentarz

9245_818a_500Tydzień 10-26 listopada rozpoczął się jak typowy tydzień w świecie gier komputerowych. Nadchodziły święta, tak więc na rynek trafiła duża ilość nowych gier AAA. Nie było w tym nic dziwnego: właśnie rozpoczął się okres przedświąteczny i trwał czwarty kwartał roku. Nie od dziś wiadomo, ze w okresie tym w świecie gier ma miejsce 40 procent wszystkich transakcji. Nic nie zapowiadało koszmaru. Ten jednak nadszedł. 6 na 9 gier, które miały wówczas swą premierę nie sprzedało się. Jednocześnie w tym okresie rynek gier pozostałych kategorii (nie AAA) urósł o prawie 40 procent.

Zdaniem serwisu Gram.pl najważniejszymi premierami, które miały miejsce w tym czasie były: Deus Ex: Rozłam Ludzkości, Forza Horizon 3, Gears of War 4, Mafia 3, Battlefield 1, Titanfall 2, Call of Duty: Infinity Warfare, Dishonored 2 oraz Wath Dogs 2.

Z tego sprzedało się jedynie Battlefield 1 i Mafia III, a o wynikach Forza Horzon 3 nie podano informacji. Sprzedaż Mafia III jest nawiasem mówiąc wynikiem czysto technicznym, mimo, ze gra jest „najszybciej sprzedającą się w dziejach”. Wynika to z tego, ze przy kosztach poniesionych na jej produkcję sprzedaż musiałaby być trzy razy większa, by Mafia się zwróciła.

Pozostałe gry osiągnęły spektakularną klapę. Tak wiec:

  • Dishonored 2: osiągnął zaledwie 62% wyniku swego poprzednika z tego samego czasokresu
  • Call of Duty: osiągnął 52% procent tego wyniku, co poprzednik
  • Deus Ex sprzedał ledwie 30% tego, co jego poprzednik w tym samym okresie.
  • Gears of War: ledwie 25% tego.
  • Titanfall: 25% tego, co poprzednio
  • Watchdogs 2: osiagnal ledwie 20% wyniku poprzedniej gry.

Media growe zastanawiają się teraz, „dlaczego dzieje się tak źle”. Pozwolę sobie wziąć głos w tej dyskusji. Tak wiec, po pierwsze:

Wydawanie Watchdogs 2 to po prostu była bezczelność!

Powiedzmy to prosto z mostu: Watchdogs 1, zwłaszcza biorąc pod uwagę ilość hype, jaki nakręcono wokół tej gry przed jej premierą, w porównaniu do jakości, a raczej stopnia niedopracowania, jaki program prezentował w chwili jego ukazania się było zwykłą bezczelnością.

Ubisoft zachował się z tą marka jak matka z patologii, która piła i narkotyzowała się w trakcie ciąży, wiec urodziła kalekę, a teraz dziwi się, że ta nie jest w stanie na nią zapracować na jej nałogi. Zresztą, ostatnimi czasy Ubisoft robi wszystko, by zabijać swoje marki. Wystarczy tylko spojrzeć na to, co firmie udało się zrobić z Heroes of Might and Magic. Nie dziwię się więc, że po tym, jak ludzie zawiedli się na jedynce dwójka nie sprzedała się najlepiej.

Obawiam się też, ze podobna sytuacja może mieć miejsce z Deus Ex, które posiadać ma rzekomo o połowę mniej zawartości, niż poprzednia część. A niestety ludzie kupują nowe części w nadziei, że będą lepsze (lub przynajmniej takie same), a nie gorsze od poprzedników.

Ludzie zmądrzeli:

0538_b629Po drugie: istnieje niezerowa szansa na to, ze ludzie poszli po rozum do głowy i zwyczajnie zmądrzeli. Bo powiedzmy sobie szczerze: większość tych największych gier to odgrzewane kotlety. Tytuły, które wychodzą raz na kilka lat, lub wręcz raz do roku i różnią się niewiele. Kiedyś miało to sens, bo mogły radykalnie różnic się grafikom. Obecnie, kiedy grafika zmienia się stosunkowo powoli, a zmiany są trudno dostrzegalne dla ludzkiego oka różnica ta zatarła się.

Ludzie w końcu zauważyli, że co roku grają w to samo, tak więc dali sobie spokój.

Po trzecie: radykalnie zmienił się model sprzedaży gier. Obecnie coraz większy udział w rynku ma sprzedaż elektroniczna, w szczególności w okresach wyprzedaży, kiedy generowane są największe obroty. Wbrew pozorom ma to przełożenie na zachowanie klienta. Kiedyś szedł do sklepu i wiedział tylko jedno: „Tato! Kup mi grę na komputer!” wiec na niczym się nie znając kupował akurat tą, która była reklamowana na telebimie.

Obecnie klient słysząc „Tata! Kup mi grę na komputer” mówi „masz tu kartę i kup se coś za maksymalnie 150 złotych wredny bachorze”. Bachor natomiast mając do wyboru niesławnego „dorsza” różniącego się od poprzednich „dorszy” tylko numerkiem po tytule, albo 50 innych gier, akurat przecenionych na Steam podejmuje racjonalna decyzje i kupuje Symulator Kozy oraz 49 innych gier.

To trochę jak z tym niesławnym kartridżem na Pegasusa, który miał rzekomo zawierać 500 gier.

Co zaś się tyczy Harcorowców, to nie wiem jak wy, ale ja w tym roku nie brałem udziału w żadnej wyprzedaży zimowej. Ani w czarnym piątku, ani w wyprzedaży zimowej, ani w świątecznej. Powód: mam jeszcze gry z tej z przed dwóch lat, w które chciałbym zagrać. Chciałbym przejść Legend of Grimrock 2 drugi raz. Chciałbym przejść Tyrany oraz Shadow of Mordor. I w pierwszej kolejności: Wiedźmina 3.

Mam już zwyczajnie za dużo gier kupionych za śmieszne pieniądze.

Myślę, ze pewne przesycenie rynku jest niestety tez przyczyna spadku popularności gier AAA.

Ileż można grać w zręcznosciowki?

Kolejny już problem polega na tym, ze wyżej wymienione gry w zasadzie, za wyjątkiem Forza Horizon należą do gier FPS albo TPS, zwykle korzystających też z różnych elementów gier RPG, przygodowych etc. Jednak większość swojej akcji opierających właśnie na zręczności.

Obecnie, kiedy różnicę miedzy platformami stopniowo się zacierają (i np. Gears of War, ongiś Xboxowy exlusive wychodzi tez na PC) to niestety ich nisza ekologiczna niekoniecznie się rozszerza. Przeciwnie: teraz, kiedy konkurują nie tylko w obrębie swojego, dobrze chronionego podwórka zostać może tyko jeden: ten najlepszy i dysponujący największym budżetem na marketing.

Nie da się też ukryć, że ostatnimi czasy rynek gier idzie w stronę coraz większej ilości segmentów. Na znaczeniu zyskują gry Indie i tak zwane Triple I (które nazwać można byłoby „grami średniobudrzetowymi”), adresowane do „relatywnie” wąskich grup docelowych. Gry Indie do zwrócenia się często potrzebują ledwie tysiąca sprzedanych egzemplarzy, Triple I wystarczy ich nieraz 100 tysięcy. Ich tworzenie jest atrakcyjne zarówno dla wydawców (bo to mała inwestycja i co za tym idzie niewielkie ryzyko), jak i dla dużej części graczy, którzy lubią rzadko spotykane gatunki lub cenią sobie oryginalne pomysły.

W efekcie nie tylko wracają gatunki uważane do niedawna za wymarłe lub wymierające (przygodówki, platformówki, strzelanki izometryczne, strategie 4X i turowe), ale tez rodzą się zupełnie nowe, jak popularne od kilku lat gry survivalowo-craftingowe typu Don’t Starve, This War of Mine czy tez (last but not least) Minecraft’a.

I obawiam się, że hardcorowcy coraz częściej graja właśnie w takie gry.

Nie mówiąc już o tym, że coraz aktywniejsza staje się trzecia (po „hardcorowcach” i „niedzielniakach”) grupa graczy, czyli „Indianie”, których najbardziej pasjonuje „co ludzie wymyślą” oraz „gry-dziwolągi”.

Biorąc pod uwagę, ze niestety nie trzeba wiele, by z gracza niedzielnego stać się hardcorowcem (wystarczy, hej! tylko dużo grać na komputerze!), to nic dziwnego, że tych pierwszych robi się coraz mniej. Gracze staja się coraz bardziej świadomi swojego gustu i coraz mniej podatni na reklamę.

Być może więc doczekamy się wreszcie czasów, kiedy nie będzie można co roku wypuszczać tej samej gry z niewiele zmienioną grafiką.

Kwestia „steamowej sraczki”:

5528_afeb_500Serwis Gram.pl sytuację zderzył z inną nieco sprawą, bowiem z dużą ilością gier, które w tym roku zasiliły bibliotekę Steam. Serwis w roku 2016 powiększył się o 38 procent, a jego bibliotekę zasiliło 4200 gier. To dużo. Przykładowo lista gier na Amigę 500 wedle Wikipedii wynosi 1755 produkcji. Gram.pl pyta się, jak w takiej sytuacji Gracze mają grać we wszystkie gry i nazywa sytuacje obrazowo „sraczką”.

Osobiście chętnie nazwałby autora tych słów też w jakiś „obrazowy” sposób, bowiem daleko mu do zrozumienia świata.

Owszem, pewna ilość gier w bibliotece Steam to pozycje kiepskie, których twórcom zabrakło pieniędzy, czasu, dobrych chęci lub iskry bożej. Bardzo złą decyzją było też dopuszczenie do sprzedaży gier Early Acces, co jest zwyczajnie polityka antykonsumencką. Niemniej jednak zjawiskiem, które obserwujemy jest segmentalizacja rynku. Jest to zjawisko naturalne, świadczące o jego pewnej dojrzałości. To, co do niedawna obserwowaliśmy na rynku gier AAA było wcieleniem w życie zasady „Program partii programem narodu”. Mali producenci natomiast starają się bardziej postawić na produkcje trafiające w gusta swoich odbiorców. Nie muszą zaspokajać gustów każdego, a jedynie odbiorców ze swej niszy. Dzięki temu właśnie wracają gatunki „których nikt nie kupuje” jak twarde RPG, strategie 4X czy przygodówi.

Jak jednak grać w to wszystko i czy gier nie jest za dużo?

Gier nie ma za dużo. 4200 nowych produkcji rocznie może wydawać się ogromną ilością, ale wystarczy to porównać z 27500 książkami, które rocznie wydaje się w Polsce, a liczba ta już nie wydaje się taka wielka. Nie mówiąc już o rynku księgarskim w Chinach (444 tysiące książek) czy w USA (320 tysięcy książek). A jakoś nikt nie narzeka, że książek jest za dużo.

Po drugie: po co gracze maja grac we wszystkie możliwe gry? Jak idziecie do restauracji to zamawiacie wszystko z karty? Albo w telewizji oglądacie wszystko, jak leci? Otóż: nie. I tak samo będzie z grami. Miłośnicy przygodówek będą grać w przygodówki, fani RPG w RPG, a strategii w strategie.

Czyli tak, jak Bóg przykazał.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Gry komputerowe, Komputery. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

5 odpowiedzi na „Wielka klapa gier AAA – komentarz

  1. Grisznak pisze:

    Ja od dłuższego czasu mam zasadę, że kupuję grę, gram w nią, a dopiero potem kupuję następną. Nie kupuję gier hurtem, nawet jak jest jakaś promocja. Po prostu gram w jedną i reszta mnie nie obchodzi. Zwłaszcza, że grywam w długie gry (obecnie Dark Souls 2 i już 90 godzin na liczniku, a do przejścia zostały jeszcze trzy DLC), więc siłą rzeczy kupuję nie więcej niż niż 5-8 gier na rok.

  2. Madmartigan pisze:

    Pradę mówiąc nie zrozumiałem ostatnich zdań tekstu.Osobiście nie widzę tak prostej zależności…..Gier w ilościach hurtowych na rynku jest już od kilku lat.Zatem o czym mowa?O tym że gier jest tak wiele na różne gusta i dlatego trafiają doi większej grupy docelowych odbiorców czy o tym że gry AAA są robione taśmowo,bez polotu i bez głębi większej że tak tak to określę(z wyjątkami takimi jak Wiedźmin 3)i dlatego zaliczają sprzedaż na poziomie bruku(w przeliczeniu do tego co miały zarobić) i gracze czują się oszukiwani.Osobiście nie wyobrażam sobie kogoś kto zawiódł się na 15 części Assayna i dlatego wypłakuje się na jakiejś indyczce.W życiu do mnie nie dotrze że gry indy wygrywają z grami AAA na zasadzie odbioru potencjalnego klienta.Mnie osobiście rozczarował Skayrim(gra dobra ale wszędzie na każdym kroku widziałem Obvaliona i nie było już tej chemii niestety.Dziki Gon o niebo lepszy)ale nie skusiłem się na indyczki z tego powodu.To nie jest i nigdy nie będzie mój typ gier 🙂

  3. Czesiek_PL pisze:

    Ja bym do tego dodał jeszcze gry-usługi i zawłaszczenie przez nie rynku. Hearthstone, Lol, Dota czy teraz Overwatch, Street Fighter i sieciowe strzelanki, które nieskończenie konsumują czas. Wystarczy jeden tytuł i kupowanie nowych gier jest mniej opłacalne skoro wracasz z powodów updatów do starego tytułu. Gry AAA z powodu wysokich nakładów coraz bardziej ewoluują w tym kierunku choćby przez DLC i stały rozwój po premierze (RS: Siege). Gry stricte singlowe, growe blockbustery już są coraz mniej opłacalne. Niestety.

  4. slanngada pisze:

    Zegarmistrzu, po prostu po raz kolejny wyszło, że spece od małketingu nie znają się na niczym. Tak było jak pisałeś z civi i tak jest z aaagrami.

    Te katridże to miały 30 gier ale reszta była od którejś komnaty, z brońmi dodatkowymi itp.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s