Mech – broń niedoskonała:

45976Bojowe maszyny kroczące stanowią jeden z futurystycznych symboli, które przychodzą do głowy, gdy tylko ktoś powie „science fiction”. Tak wrosły w kulturę, że pojawiają się w zasadzie w każdej grze lub filmie, w którym wzmiankowana jest przyszła wojna. I prawdopodobnie na zawsze pozostaną domeną science fiction. Mechy są bowiem bronią tak beznadziejną, że mało prawdopodobne jest, żeby ktoś kiedyś spróbował go faktycznie zbudować, a tym bardziej posłać w bój. Jeśli natomiast kiedykolwiek zostanie użyty bojowo, to zapewne skończy się to śmiercią pilota.

Powody takiej sytuacji są wielorakie:

Wystaje:

W zasadzie mechy jako broń mają tylko jedną zaletę, która sprawia, że pojawiają się w tylu tytułach: ładnie i imponująco wyglądają. Niestety jest to też pierwsza z przyczyn, dla których nigdy nie pojawią się na prawdziwym polu walki. O ile bowiem dobra prezencja jest zaletę w grze, tak na polu walki niekoniecznie. Wręcz przeciwnie: generał-szogun Stanisław Koziej wymienia za Clausewitzem osiem warunków niezbędnych do powodzenia na polu walki. Są to: przewaga, celowość działań, ekonomia sił, inicjatywa, szybkość manewru, współpraca między rodzajami wojsk oraz zaskoczenie.

Teraz powiedzcie mi, jakie zaskoczenie osiągnąć można za pomocą czegoś, co widoczne jest z wielu kilometrów, nawet w terenie leśnym i zabudowanym?

emperor_titan_2Mechy posiadają różne rozmiary, zależnie od świata, z którego pochodzą. Relatywnie nieduże mają jakieś 4 metry wysokości. Te pochodzące z uniwersum Mechwarriora od 7 do 17 metrów wysokości. Tytany z Warhammera 40K od 15 do 60 metrów, choć bywają i takie na 150 metrów. Konstrukcje takie niestety raczej nie zapewniają zaskoczenia, uzyskać mogą je tylko w bardzo specyficznym terenie (w górach), wszędzie indziej widoczne będę już z wielu kilometrów. Dlatego zresztę współcześni producenci pojazdów wojskowych starają się unikać konstrukcji wyższych niż 2,5 metra. Co gorsza maszyny takie nie tylko staną się łatwym celem dla wszystkich czolgów, wyrzutni rakiet i dział w okolicy, to jeszcze ich obecność zdradzi obecność wszelkich sil wsparcia.

Tak wiec samo ich pojawienie się na polu walki wystarczy, by doszło do masakry. Niestety nie tej strony, co trzeba. Tak więc widzę tylko jeden cel istnienia mechów: ściąganie na siebie ognia.

Może się wywrócić:

Podwozie generalnie jest najsłabszy elementem każdego wozu bojowego. O ile bowiem sam kadłub trudno jest zniszczyć, a pancerz często jest niemal niemożliwy do przebicia bez używania wyjątkowo wyrafinowanych środków bojowych, tak przestrzelenie kola, czy zerwanie gąsienicy jest relatywnie łatwe przy pomocy nawet i zwykłego granatu. Podobny problem maja tez i mechy. Z tym, ze mechy niestety poruszają się na nogach.

at-at_89d0105fTaki układ motoryczny, mimo zwiększonej możliwości forsowania przeszkód jednocześnie nie gwarantuje zbyt dużej przyczepności. W skrócie: o ile czołg z przestrzeloną gąsienicą zatrzyma się, tak mech bez nogi najpewniej się wywróci. To niesie zagrożenie zarówno dla pilota (który może zostać przy okazji zabity) jak i dla jego otoczenia (np. jednostek wsparcia), na które pojazd może się wykopyrtnąć. Co gorsza mech nie musi zostać ostrzelany, by doznać uszkodzeń. Wystarczy ze źle stanie lub stanie na niepewnym podłożu, lub zahaczy o coś nogą… Wszystko to niesie za sobą poważne ryzyko wypadku.

Co gorsza nogi bardzo słabo rozkładają ciężar. Istnieje wiec bardzo poważne ryzyko, ze nogi czegoś tak wielkiego i tak ciężkiego (nawet małe mechy z Mechwariorra ważą po 50-100 ton) będą się zwyczajnie zapadać w gruncie, co raz, ze ograniczy mobilność maszyny, dwa, ze zwiększy jej skłonność do przewracania się.

Rozmiar i masa maszyny oraz potencjalnie ograniczona widoczność z kokpitu niosą też inne zagrożenia. Otóż ewentualne wojska towarzyszące mechom mogą po prostu zostać rozdeptane.

Jest źle opancerzony:

war6Po drugie: sama konstrukcja mecha sprawia, ze siłą rzeczy musiałby być źle opancerzony.

Po pierwsze: zupełną porażką jest idea szklanego kokpitu, który pojawia się w niektórych mechach z uniwersum Mechwarriora. Pomijając już fakt, ze szkło nie ma szans powstrzymać ostrzału bronią przeciwpancerną, to stanowi ono poważne zagrożenie dla pilota od chwili, gdy tylko znajdzie się na polu bitwy. Wystarczy, żeby mech tylko znalazł się pod ostrzałem, nie musi nawet zostać trafiony, a pilot znajdzie się w śmiertelnym niebezpieczeństwie, bowiem zarówno fala uderzeniowa jak i odłamki mogą stłuc szybkę i wypełnić kabinę latającymi na wszystkie strony kawałkami szkła.

W tych okolicznościach życzę miłego przebywania pod ostrzałem artyleryjskim.

Życzę też miłego spotkania z wrogą piechotą i szczęścia w chwili, gdy pierwszy z brzegu soldat pociągnie kabinę seryjką z kałasza.

Nawet jeśli szyba będzie pancerna, to i tak źle się to skończy, bowiem uszkodzenia wierzchniej warstwy po prostu pozbawią pilota widoczności.

Owszem, szklane kokpity się stosuje w pojazdach wojskowych, ale tylko w samochodach, które nie są urządzeniami sensu stricte bojowymi, a służą do transportu za linia frontu. Prócz tego nie ma ich nawet w wyspecjalizowanych pojazdach rozpoznawczych.

Po drugie: ruchome części. Z powodu swej konstrukcji mech musiałby mieć masę ruchomych części, przede wszystkim w stawach nóg, których to elementów nie da się opancerzyć. W efekcie byłby po prostu bardzo delikatny i łatwy do zniszczenia prawdopodobnie nawet bez wyspecjalizowanych środków przeciwpancernych.

No owszem, ten problem można rozwiązać montując na mechu jakiegoś rodzaju pole siłowe, jednak konstrukcja taka nadal ma jeszcze jeden feler.

Nie ma zalet:

mechwarriorW zasadzie nie ma systemu uzbrojenia, poza ewentualnie bronią białą, który zyskałby po zamontowaniu go na maszynie kroczącej. Wyrzutnie rakiet, działa konwencjonalne i energetyczne, pola siłowe: wszystko to dużo lepiej sprawdziłoby się po umieszczeniu tego na podwoziu kołowym lub gąsienicowym. Być może nawet nie na monstrualnej platformie wielozadaniowej pokroju mecha, co raczej na kilkudziesięciu pojazdach, które poruszałyby się osobno, tworząc związek taktyczny (dzięki czemu jego zdolność bojowa byłaby zachowana w momencie, gdy jeden z pilotów zatruł się śledziem albo wpadł do rowu). Sprzęt taki bulby co najmniej równie efektywny, a zapewne też trudniejszy do wykrycia.

Co się zaś tyczy boni białej, to jej zastosowanie na współczesnym polu bitwy jest bliskie zeru. Już od II wojny światowej najefektywniejszą bronią są środki rażenia zdalnego. W niektórych bitwach nawet 90% strat zadawała artyleria. Dziś sytuacja nieco się zmieniła, znaczny procent rażenia wzięły bowiem na siebie bomby lotnicze. Jednakże donośność artylerii wynosi jakieś 40 do 50 kilometrów. Co więcej istnieją precyzyjne pociski artyleryjskie, naprowadzane na cel, tak samo jak rakiety. Coś, co wystaje wiele metrów nad ziemię i biegnie w stronę wroga przez 40 kilometrów, by dźgać baterię artyleryjską (która co chwila zmienia pozycje i kryje się gdzieś w terenie, dział ciągnionych bowiem prawie się już nie używa, zastąpiono je działami na samobieżnymi na podwoziach kołowych lub gąsienicowych, dla niezorientowanych: wyglądają one trochę jak Sige Tanki ze Starcrafta, tylko nie muszą się rozkładać) po prostu nie ma sensu.

Co gorsza dziś istnieje też coś takiego, jak broń anty-dostępowa. Są to systemy rażenia o zasięgu przekraczającym 100 kilometrów, których celem jest niszczenie celów szczególnie istotnych na duży dystans. Pociągnięcie niąm czegoś, co jest wysokie na 7 metrów może nie byłoby sensowne, ale już konstrukcji 30 metrowej miałoby ręce i nogi.

Z łatwością zniszczy go piechota:

M388 Davy Crockett - taktyczny pocisk jądrowy odpalany z wyrzutni ręcznej.

M388 Davy Crockett – taktyczny pocisk jądrowy odpalany z wyrzutni ręcznej.

Na przykład za pomocą bazooki atomowej. No niestety: atomówki są małe i tanie, a mechy są wielkie i drogie. Nawiasem mówiąc atom nie będzie bardzo potrzebny. Mieszanka paliwowo-powietrzna wybucha prawie tak samo mocno.

Ostatni problem z mechem polega na tym, ze w zasadzie nie byłoby go trudno zniszczyć. Owszem, można powiedzieć, ze zbudowany jest z supermaterialow, albo że chroni go pole siłowe. Problem w tym, ze niestety zawsze zabezpieczyć się będzie trudniej niż coś zniszczyć. A jeśli powstanie grubszy pancerz, to wystarczy zwyczajnie wziąć większą bombę.

Jeśli ludzie zaczną np. produkować pola siłowe zdolne wytrzymać wybuch bomby atomowej i odkryją sposób na wytwarzanie łatwo przenośnych źródeł energii, zdolnych je zasilać, to niestety, skoncentrowanie tej mocy punktowo, np. w jakimś bardzo silnym luku elektrycznym lub wiązce, która przebije takie pole siłowe i rozpołowi mecha również nie będzie trudne (tym bardziej, ze odpowiednie technologie są już znane, a fakt, ze nie naparzamy się jeszcze z dział plazmowych zawdzięczamy głównie temu, ze technologia zasilania na to nie pozwala.

Podsumowując:

Pojawienie się mechów na polu walki jest moim zdaniem mało prawdopodobne. Jedyny scenariusz jaki mi przychodzi do głowy, to planeta na której przez kilka stuleci panował pokój, który nagle został zakłócony. Mieszkańcy tego świata zapomnieli jednak po drodze jak się walczy, więc zbudowali barachło.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii fantastyka i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

15 odpowiedzi na „Mech – broń niedoskonała:

  1. Velahrn pisze:

    Jeśli chodzi o mechy, to widzę zastosowanie dla miniaturowych wersji. Czyli de facto pancerzy bojowych/egzoszkieletów, na wzór takich jak mieli space marines, żołnierze w Avatarze czy marines ze Starcrafta. Zdaje się, że armia amerykańska nawet pracuje nad takimi rozwiązaniami.
    Zakładając, że wzrost człowieka ubranego w takim pancerz nie przekraczałby ~2 metrów, otrzymywalibyśmy żołnierza mogącego dźwigać wielokrotnie więcej sprzętu (w tym broni, urządzeń pomiarowych typu radary i sensory), dużo lepiej opancerzonego, silniejszego (wzmocniona przez pancerz siła), być może też szybszego (choć zapewne bardziej niezgrabnego).

  2. Grisznak pisze:

    Dokładnie. Właściwie najlepszym przykładem mecha, który miał szanse działać, był Robocop. Wszystkie inne tego typu maszyny chodzące czy kroczące są nonsensem z samego założenia.
    Swoją drogą, na dobrą sprawę wystarczyłyby pocisk z farbą, która zalałaby kabinę okolice kabiny pilota i tym samym zredukowała widoczność do zera. Dlatego też w japońskich seriach pilot widzi wszystko na ekranie komputera, a nie przez szybę.

  3. Strategiusz pisze:

    Zakładając, że są znane super materiały, silniki i źródła energii to i tak absurdem pozostaje masa i wielkość połączone z napędem kroczącym – głośne to, widoczne z daleka i wolne. Plus jednak jest, można pokonać teren nie do przebycia dla pojazdu kołowego czy gąsienicowego, oczywiście podeszwy nóg ciężkiego mecha muszą być odpowiednio szerokie.

    A poza tym, skoro napęd kroczący, to dlaczego akurat kształt człowieka, a nie jakiegoś centaura czy mrówki.

  4. Wiron pisze:

    „Some years ago, he’d spent days trying to make what he called a battlesuit a practical reality. It was going to be a callback to the knights in shining armor, creating a solitary soldier encased in impenetrable armor and capable of advancing on enemy lines with impunity, mounted machine guns firing away the whole time while a diesel engine belched smoke. He’d drawn up schematics and eventually began stripping parts away, replacing those things that thrilled the imagination with those that would work practically and reliably. The steel legs were replaced with treads. The arms were removed in favor of a larger cockpit with buttons and levers. The center of gravity was lowered, until the cockpit sat between or just on top of the treads. He still remembered the feeling of looking down at his design and realizing he’d done nothing more than make a better tank. ”

    ~The Metropolitan Man

  5. Cherokee pisze:

    Tak to można wykazać beznadziejność każdej broni.

    Weźmy taki śmigłowiec szturmowy – głośny, (słychać go zanim w ogóle się pojawi na polu walki), niezwykle delikatny (szklany kokpit (!), delikatne łopaty wirnika, uszkodzenie choć jednej z nich sprawia, że cała maszyna wali się na ziemię, grzebiąc załogę), wolno lata (dogoni go nawet stary samolot o napędzie tłokowym, nie mówiąc już o myśliwcach odrzutowych, czy rakietach), nie ma się gdzie schować (byle żołnierz z wkm-em lub MANPADS-em może go zestrzelić), itd…

    Albo czołg – w czasie 2WŚ do jego zatrzymania wystarczyła butelka z benzyną! Tylko szaleniec mógł wierzyć w przydatność czołgu na polu bitwy. Na takim uproszczonym myśleniu opiera się cała argumentacja w tej notce…

    Każda broń ma mocne i słabe strony, chodzi o to by grać tymi mocnymi. Podstawową zaletą maszyny kroczącej jest jej zdolność do pokonywania trudnego terenu, zwłaszcza w wersji cztero- lub sześcionożnej, jak czołgi z GitS-a. Czołgi lubią lekko pofalowane płaszczyzny, do przekraczania terenów górskich, jak w Gruzji lub Afganistanie, potrzebują już dróg. Maszyna krocząca mogłaby pokonywać górskie grzbiety teoretycznie na przełaj, w dowolnym miejscu. Czołgi i pojazdy kołowe nie lubią błota, sześcionożny mech byłby praktycznie niemożliwy do zagrzebania. Inną zaletą mogłaby być znacznie lepsza możliwość wykorzystywania osłon terenowych, dzięki możliwości przysiadania i powstawania w celu prowadzenia ognia. Możliwość uniesienia przedziału załogowego w marszu dawałby odporność na wybuchy min, a przy odpowiedniej długości nóg forsowanie rzek rozmiaru Wisły z marszu. Maszyny wielonożne byłyby też dość trudne do unieruchomienia. Zerwana gąsienica w czołgu zmusza załogę do opuszczenia pojazdu, dobrze zaprojektowany mech sześcionożny mógłby kontynuować marsz po utracie 2, a nawet 3 nóg (rosyjski parłby do przodu pewnie i z jedną sprawną nogą). W połączeniu z napędem kołowym lub gąsienicowym (przykłady w GitS:SAC) powstałaby maszyna o bardzo interesujących możliwościach taktycznych.

    Największą wadą mecha byłaby złożoność układu napędowego, czyli coś czego wojna nie lubi. Z drugiej strony układ jezdny w samochodzie terenowym też do prostych (w porównaniu prostotą belki skrętnej w czołgu) nie należy, że o wysiłku koniecznym do utrzymania w sprawności śmigłowca czy samolotu nie wspomnę. Jakoś to wszystko funkcjonuje, bo jest warte pewnych niedogodności. Inna sprawa, że mech to wciąż pieśń przyszłości, w której oprócz niezawodnego systemu kierowania taką maszyną pojawią się być może samoregenerujące się polimerowe włókna mięśniowe (coś w stylu Westworld), które znacznie uprościłyby mechanikę nóg.

    • Velahrn pisze:

      Śmigłowce szturmowe to bardzo użyteczne maszyny, niezwykle mobilne i dysponujące dużą siłą ognia, tylko trzeba wiedzieć, jak ich używać i na co uważać (np. na islamistów ze Stingerami).
      Co do czołgów z czasów II wojny światowej, faktycznie, można je było rozwalić koktajlem Mołotowa, dlatego jechały do boju nie same, tylko w osłonie piechoty!

  6. slanngada pisze:

    Słaby tekst, dużo przepraszania za lata 2000 2010 typowego dla fandomu. I masa nadrealzmu
    Mech w wersji Battlesuita lup poprawionego sentinela ma sens.
    Wbrew pozorom, trodno go wywrócić bo może jak homo sapiens balansować. No i może wstać.
    Nie musi być wysoki, może się czołgać, kucać.
    Mniejszy od czołgu, lepsza sylwetka.
    Lepszy naped do walki w trudnym terenie
    Jeśli ma dłonie, duża wymienialność uzbrojenia.
    Wieloczłonowa budowa u battlesiutów.

    Pewnie, że Jeagery są nonsensowne, ale to jak udowaniać bezsens kawalerii pokazując kuzyka.

  7. Kasztelan pisze:

    Ogólnie notka stwierdza że mech nie nadaje się jako zamiennik ciężkiego czołgu i podaje wady ciężkiego czołgu który w dodatku lubi stać w ogniu nieprzyjaciela (mało praktyczne ale za to jak wygląda 😉 ). Najbardziej uderzyła Mnie krytyka że mech będzie się przewracał bądź zapadał bo będzie na nogach… Cała idea sciene fiction mechów jest taka że napęd nożny jest możliwy i jest lepszy niż żołnierz na szczudłach. Spójrzmy na mecha jako lekki czołg bądź nawet transporter i nagle wszystkie wady znikają bo go nie dotyczą.
    PS Jeśli chodzi o wrażliwość nóg Mój mech porusza się na nanomaszynowych mackach z autoregeneracją i pochłanianiem atomu węgla z otoczenia i co teraz? 😛

    • Lekkie czołgi się nie sprawdziły. Zanikły jeszcze w latach 40-tych. Wyjątki są dwa. Polskie konstrukcje „Anders” i „Concept” czyli „Przyczepmy wieżyczkę czołgu do Rosomaka i dziwmy się, że wojsko tego nie chce, a świat się z nas śmieje” oraz bardzo nieliczne konstrukcje dla wojsk spadochronowych, gdzie liczy się rozmiar. Czyli ponownie mech się nie nadaje.

      Transporter opancerzony natomiast w pierwszej kolejności ma zapewnić bezpieczeństwo transportowanej piechocie. Użycie w tym celu mecha jest wykluczone, bowiem jest zbyt łatwo zauważalny. Obiekt wysokości 5 metrów jest widoczny gołym okiem przy normalnej widoczności na dystans 5 kilometrów, większy z jeszcze większej oddali. Sciągnie na siebie ogień wszystkiego, co jest w okolicy.

      Natomiast mówiąc o takiej technologii: prawdopodobnie da się za jej pomocą zrobić też czołg, bojowy wóz piechoty lub transporter opancerzony. I cały czas będzie on lepszy, bo nie będzie wystawał.

  8. DoktorNo pisze:

    Dyskusje takie można prowadzić bez końca. 😃 Ja powiem tyle, że gdyby ktoś chciał zobaczyć jak może wygląd w anime mech maksymalnie realistyczny (jak na anime OFC) to mam do powiedzenia trzy słowa: „Armored Trooper VOTOMS”:

    Klasyczne anime z gatunku mecha z 1984 roku, w którym tytułowe mechy to taka „piechota plus”: jednoosobowe pojazdy opancerzone stosowane w dużych ilościach na polu walki wspomagane przez artylerie, czołgi, lotnictwo i „gołą” piechotę. I łatwo ulegają zniszczeniu, ale to nic, bo są stosowane a zasadzie „ilość nie jakość”…

    Moja recenzja tutaj: http://doktorno.vot.pl/content/armored-trooper-votoms

    Ciekawe, że o ile napęd jest dwunożny to w nogach VOTOMSy mają koła i gąsienice, i są transportowane lotniczo lub na specjalnych lawetach.

  9. sm00k pisze:

    1. walki gladiatorów. Połączenie robot wars i klatkowych MMA się sprzeda, a dwa fetysze z marszu masz załatwione.
    2. Sport. Biorąc pod uwagę iż Boston Dynamics właśnie zbudował prototyp Ridebacka, a wyścigi i walki dron (quadów, ale po co się szarpać z inercją języka) robią się coraz popularne, a ceny podzespołów tańsze, kolejna nisza.
    3. Działania policyjne, jako element kombinowanych sił. Mechy oprócz ściągania ognia doskonale nadają się do, jak to szło..a, projekcji siły.
    W zastosowaniach ściśle militarnych mechy są bezsensowne, poza może pewnymi aspektami zwiadu i walki miejskiej.
    Chyba że mamy coś co zmienia całkowicie pole walki, jak w Macrossie – tu mechy są wynikiem bardzo palącej potrzeby posiadania broni adekwatnej do walki z piętnastometrowymi humanoidami. W kosmosie. Transformujący myśliwiec z pancerzem godnym czołgu był logicznym rozwiązaniem.

    • sm00k pisze:

      I ah, zastosowania cywilne – mechy bardzo się przydadzą w budownictwie, ratownictwie, organizacji eventów zbiorowych. Nie wspominając o zabawkach dla bogatych.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s