Dysfunkcje Internetu, czyli dlaczego w sieci jest tylu idiotów?

14202486_1040143079437078_8841357330298856131_nInternet, środowisko, w którym większość z nas spędza bardzo dużo czasu, dla wielu stanowiący główne źródło wiedzy i (nierzadko) sposób interakcji z przyjaciółmi, znajomymi oraz posiadaczami identycznych pasji i hobby.

Jednocześnie środowisko bardzo frustrujące oraz niewyczerpane źródło wszelkiej głupoty.

Co stanowi największe wady tego medium?

1) Brak emocji

Pierwszą moim zdaniem poważną wadą Internetu jest bezpłciowość dyskusji oraz to, że często nie można określić ani intencji naszego rozmówcy, ani też jego reakcji na nasze wypowiedzi, ani nawet tonu w jakim zostały wygłoszone. Zdarza się więc, że toczycie zdawałoby się zupełnie neutralną rozmowę, a potem okazuje się, że Wasz rozmówca się zdenerwował, albo odwrotnie: ten niewinnie żartuje, ale odbieramy to jako akt agresji. Nierzadko dochodzi też do tego, że obie strony, nakręcają się wskutek relatywnie mało kontrowersyjnej dyskusji, tylko dlatego, że zwykłe słowa uznają za przytyki.

Często też spotyka się trolle, które nawet nie wiedzą, jakich idiotów z siebie robią, przeświadczone, że mówią inteligentnie i mądrze, wszyscy są z nich zadowoleni, a tylko garść złośliwców wyraża się o nich negatywnie.

kiedy-dostaniesz-3-z-przyrody-i-musisz-jakos-odreagowac-dziewczynka-kupuje-piwoZjawisko takie nazywane jest „projekcją” i oznacza przypisywanie innym własnych (najczęściej negatywnych) zachowań i cech. Projekcja charakterystyczna jest dla ludzi z zaburzeniami narcystycznymi. Jak pisałem w artykule o źle narcyzi posiadają bardzo zaburzoną zdolność oceny cudzych emocji.

Niestety w sieci wszyscy jesteśmy narcyzami.

Wynika to niestety z tego, że gros rozmów w Internecie toczy się za pomocą tekstu, a nie głosu. Co więcej rozmówcy najczęściej nie widzą siebie nawzajem.

Duży wpływ ma na to także zniekształcający sytuację kontekst wypowiedzi. Niestety spotkałem się z sytuacjami, gdy ludzie np. traktowali mnie przez pryzmat mojego avatara lub też oceniali mnie przez pryzmat mojej postaci z pewnego, forumowego RPG (a grałem archetypicznym Solo z Cyberpunka) przenosząc na mnie jego zachowanie.

Niestety znaczna część ładunku informacyjnego (niektórzy twierdzą nawet, że 90 procent) znajdującego się w wypowiedzi to nie sam komunikat słowny, ale też kontekst, w jakim została umieszczona oraz mowa ciała sygnalizująca faktyczne nastawienie rozmówcy.

Dobrym przykładem może być wypowiedź „zabiję cię”, która może, ale wcale nie musi sygnalizować chęci popełnienia morderstwa.

Tymczasem Internet najczęściej owych sygnałów nie przenosi. Oczywiście można temu częściowo zapobiegać, na przykład stosując emotikony, ale powiedzmy sobie szczerze: kto dziś jeszcze pamięta o ich istnieniu? Podobnie jak kto dziś pamięta, że PISANIE DUŻYMI LITERAMI oznacza krzyk?

comment_vreb7n7cjdhyivbhz7wndn7j7wujlcqgw4002) Brak możliwości skutecznej reakcji

Jest sobie taki serwis o inwestowaniu Bankier.pl. Na serwisie tym jest gorum. Na owym forum użytkownik o nicku Hiehie, będący stereotypowym, upośledzonym trollem. Hiehie dzień zaczyna od wejścia na subfora czterdziestu czy pięćdziesięciu spółek i założenia tam tematu „Balon robi pssssss!!!!”. Gdy skończy zakłada kolejne tematy, wszystkie równie mądre. Czasem też pisze „z gościa” pod nickiem userów, którzy jakoś mu podpadli wypisując różne bzdury, a następnie zakłada tematy „Patrzcie, jak ten i ten się wczoraj skompromitowali”, albo „Ten i ów podszywa się pode mnie”.

Ogólnie: każdy wie, że to idiota i na normalnym forum by go usunięto.

Niestety Bankier.pl jest serwisem komercyjnym, Hiehie zakładając swoje durne tematy powoduje, że serwis ma więcej wyświetleń, na czym zarabia zapewne nawet i pięćdziesiąt groszy dziennie. Tak więc moderacja nie dość, że go toleruje, to wręcz go pieści.

Obrazuje nam też drugą dysfunkcję Internetu: brak możliwości skutecznej reakcji. Gdyby bowiem nasz pacjent działał w normalnym środowisku w najlepszym razie nie byłby groźny, bowiem mógłby swoimi mądrościami zadręczać wyłącznie własną rodzinę, przechwalając się inwestycją w akcje jego ukochanego City Interactive, zyskiem 5% po czterech latach oraz opowiadać o jej wyższości nad każą inną spółką świata.

W skrajnym przypadku, gdyby faktycznie dostał się do jakiegoś miejsca, gdzie mógłby narzucać się innym inwestorom po kilku tygodniach po prostu ci zmieniliby lokal, albo spuściliby mu taki łomot, że bałby się pokazywać im na oczy.

Co gorsza, w zasadzie jeśli troll jest wystarczająco zdeterminowany, to nie ma możliwości pozbycia się go z danej społeczności. Przykładem może być niesławny Anfan, występujący też pod nickiem Tomi, którym zainfekowane w swoim czasie było w zasadzie każde forum o anime w Polsce. Powód, dla którego się mu to udało jest prosty: był w stanie szybciej zmieniać nody TOR-a niż moderacja je banować. A celem jego pozbycia się chwytano się różnych metod, ze zbanowaniem całej Neostrady włącznie.

W zasadzie jedyne miejsca, których nie zdołał opanować były rożnymi strefami wojny, gdzie zaraz na wejściu witano go groźbami karalnymi i stekiem wyzwisk.

14192795_1159513680759248_4271137738437560474_n3) Środowisko przyjazne idiotom

Prowadzi to nas do kolejnej dysfunkcji. Utrwalony przez tradycję styl moderacji, oparty, podobnie jak większość netu na słowach-kluczach niestety prowadzi do powstania środowiska przyjaznego irytującym idiotom przynajmniej tak długo, jak długo owi idioci zachowują się w miarę poprawnie i nie wypowiadają zakazanych słów.

Po prostu: w momencie, gdyby w prawdziwym świecie ktoś zachowywał się tak, jak wyżej wymienieni, to najczęściej zwyczajnie usłyszałby, że jest idiotą i ma się zamknąć, bo zostaną wyciągnięte wobec niego konsekwencje. Koniec końców zostałby też uciszony przez współrozmówców.

Gdy ktoś w sieci zirytuje się na jakieś, gigantyczne herezje głoszone przez inną osobę, niezależnie jak głupie by nie były najczęściej ma szansę zostać samemu uciszony przez moderację. Wynika to z tego, że ta najczęściej nie zajmuje się kontekstem wypowiedzi, a tym bardziej jej wartością informacyjną, a pewnymi przejawami złego wychowania.

Tak więc ludzie, którzy (nawet świadomie) sieją chaos mają zwykle przewagę nad tymi, których to irytuje, pod warunkiem oczywiście, że potrafią przy tym zachowywać się grzecznie i zachować spokój. Jako, że paradoks idioty polega na tym, że nie wie iż jest idiotom zwykle przychodzi im to dość prosto.

culfu-wweaaux-0-jpg-small4) Brak redakcji

No niestety, o ile pojedyncze serwisy i blogi zwykle posiadają jakiegoś rodzaju osoby odpowiedzialne za merytoryczne sprawdzanie poziomu zawartości lub przynajmniej pasjonaci nieźle orientujący się w temacie, tak Internetu jako całości nie redaguje nikt. Zresztą nie jest to nawet możliwe, ani z technicznego, ani z etycznego punktu widzenia (bo jak sprawić, by mechanizm redakcji nie stał się mechanizmem cenzury?).

Powoduje to niestety, że Internet jest miejscem wymagającym od użytkownika inteligencji i krytycyzmu.

Jeszcze dziesięć lat temu machnąłbym na problem ręką, bo kilku dziwaków, oszołomów oraz ludzi o małej wiedzy nie wystarczyć, by przekrzyczeć rzesze ludzi mądrych. Problem polega na tym, że dziesięć lat temu nikt nie spodziewał się, że istnieć będą takie zjawiska jak płatne trolle (i ich rosyjskie farmy), precle, artykuły sponsorowane, agencje „marketingu szeptanego” czy politycznego…

Podobnie nikt nie spodziewał się, że źli ludzie będą płacić za zaśmiecanie internetu.

Dziś niestety tak się dzieje. Najsłynniejszą osobą korzystającą z tego typu usług jest niestety Władimir Putin, ale z podobnych działań korzysta też wiele korporacji, banków czy partii politycznych (przykładowo przed wyborami oskarżano o to PiS).

Metoda działań tego typu ludzi jest dość subtelna. Otóż najczęściej nawet nie chodzi o przekonanie przeciwnika, tylko zakłócanie jego komunikatów. Tak więc częściej chodzi o wywołanie pyskówki lub pokazanie go w złym świetle. W efekcie więc zamiast argumentować, gdy przeciwnik poddaje coś w wątpliwość, np. twierdząc, że wziął kredyt na nieuczciwych lub toksycznych warunkach pisze się „trzeba być frajerem, żeby nie przeczytać dokładnie umowy” albo wkleja jakiś, idiotyczny mem.

Podobnie dzięki technikom pozycjonowania czy marketingu szeptanego można sztucznie podbijać lub kreować fałszywe informacje, jak robili to Rosjanie w trakcie wojny w Dombasie czy jak robią to pseudouczeni w rodzaju antyszczepionkowców czy turbosłowian.

9704_024f_3905) Duszenie się we własnym sosie

W odróżnieniu od tradycyjnych mediów, które serwują nam co jakiś czas preselekcjonowaną dawkę informacji Internet daje nam ciągłą możliwość wyszukiwania (lub podtykania znajomym) najważniejszych, aktualnych wydarzeń.

Możliwość ta jest genialna, jeśli mamy szerokie zainteresowania, a wiedzę o nich czerpiemy z różnych źródeł, oprócz sieci sięgając też po książki, filmy i inne media. Jeśli tego nie robimy, to Internet jest doskonałym medium, żeby zamknąć się w hermetycznej bańce informatycznej.

Problem z siecią polega na tym, że możemy wyszukiwać informacje o wszystkim, co nas interesuje. Aby to zrobić musimy jednak najpierw wiedzieć, że coś nas interesuje.

Zilustrujmy to na przykładzie powieści fantasy. W momencie gdy ktoś jest fanem tego typu gatunku bez większych problemów może znaleźć dowolną ilość informacji o książkach, które już czytał, lub które zna ze słyszenia, jak Władca Pierścieni, Gra O Tron, Ziemiomorze, Conan etc.

Jeśli jednak pojawia się nowa pozycja, przełomowa dla gatunku, o której jeszcze nie słyszał, to posiada ogromne szanse ją przegapić. Bowiem nie zna odpowiedniego hasła przedmiotowego, które mógłby wpisać. Tym czasem w tradycyjnym medium szczególnie godna uwagi pozycja byłaby podkreślona (co obecnie też nie działa, bowiem wyróżniane są nie nowości najwartościowsze, ale te, za których promocje najwięcej zapłacono).

O ile w czasach papieru, by być względnie zorientowanym w tematyce np. z gier czy oferty wydawniczej wystarczyło raz na miesiąc kupić gazetę, tak dziś pozostawanie na bieżąco wymaga znacznie większej uwagi i większych nakładów pracy.

Co więcej w ten sposób łatwo jest odrzucić argumenty strony przeciwnej, a skupić się tylko na tych potwierdzających naszą tezę (bo przecież rzeczy, które mogłyby ją obalić nas nie interesują), skupiając się tylko w wąskim kręgu naszych guru, przekonań i argmentów je potwierdzających, do której nie dopuszczamy rzeczy, które nasze poglądy mogłyby falsyfikować.

Rezultaty tych działań widać na przykładzie różnego rodzaju wyznawców pseudonauki, jak antyszczepionkowcy, turbosłowianie, sekta smoleńska etc. którzy szukają tylko informacji potwierdzających ich hipotezy, anie ich rzetelnej krytyki.

14191894_1257682570909326_2255233589847524241_n6) Personalizowane wyszukiwanie

Co więcej od lat wyszukiwarki starają się nam pomagać, podtykając pod nos personalizowane linki, które mogłyby nas zainteresować, oparte na historii naszych wcześniejszych wyszukiwań.

W praktyce często oznacza to po prostu traktowanie jako wartościowszych stron, które już wcześniej odwiedzaliśmy. Dobrze widać to w szczególności w niektórych typach reklam. Na przykład mnie od 2014 roku prześladuje Gambit Mocy, którego recenzji podówczas poszukiwałem zainteresowany tym, jak publika odbiera moją książkę. I czy mogę się do niej bezpiecznie przyznawać.

Od tego momentu w każdym de facto zakątku sieci wyskakuje na mnie zachęta, by go kupić.

Niestety działa to także w inną stronę: bardzo często wyszukiwarki podsuwają nam strony, które znamy, co niestety nie ułatwia poszerzania horyzontów.

PS. Jako, że ten post tworzy ciekawą synergię z przedostatnim należy złożyć disclaimer: nie pokłóciłem się z nikim, ani dziś, ani w zeszłym tygodniu. Zbieżność tematów jest przypadkowa, na ten temat piszę, bowiem prosiła mnie o to pani Elżbieta.

PS2. Jak widać post nie jest poddany korekcie. Powód: musiałem wstać o 5 rano, jestem śpiący i zapomniałem go wysłać.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Internet, Komputery, Wredni ludzie. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

9 odpowiedzi na „Dysfunkcje Internetu, czyli dlaczego w sieci jest tylu idiotów?

  1. slanngada pisze:

    Duże miecze są fajne bo są duże i ładne!

    Nawet ja, co nie jestem fanem znam anfana. Napisałbyś o nim więcej?

  2. spermologos pisze:

    Ja się zabiję, fajny tekst.

    Gratulację, naprawdę napisałeś powieść? Szacunek.

    Coraz więcej doświadczeń z internetem przekonuje mnie, że jego owoce są odwrotne od zamierzonych. Moim ulubionym przykładem jest tzw przeze mnie paradoks nieograniczonej przestrzeni internetu. Teoretycznie, ponieważ internet nie zużywa materiałów, można w nim pisać teksty i nagrywać wideo o nieskończonej długości. W praktyce, w sieci większość nie czyta długich tekstów, jakkolwiek rzeczowe by były i nie ogląda długich, szczegółowych recenzji czy dyskusji wideo. Popularne są za to Tweety i Instagramy, które też mają skutki odwrotne od zamierzonych : ludzie zamiast otwierać się na inne opinie zamykają się w hermetycznych grupach. Często też użytkownik wpada w iluzję dostawania lajków za mówienie co myśli, puszczają mu bariery a potem traci pracę, małżeństwo etc zamiast zyskać wymierne korzyści.

    Internet poniósł więc porażkę jako z założenia źródło szerszej i bardziej szczegółowej wiedzy dla szerokiego i różnorodnego spektrum ludzi. Odniósł sukces jako źródło służących upewnianiu się we własnej opinii płytkich nagłówków i plotek dla socjopatów i ludzi podających się za kogoś, kim nie są.

    Dzięki za uzmysłowienie mi tych paru spraw. Pozdrawiam.

    • Tyle, że Internet chyba nigdy nie miał być źródłem wiedzy dla mas. Najpierw miał służyć do komunikacji wojskowym, a z czasem stał się narzędziem wymiany danych dla naukowców i banków. Do rąk „zwykłych userów” trafił trochę przypadkowo.

      Jeśli natomiast chodzi dłuższe teksty, to chyba powodem są dwa, nakładające się na siebie zjawiska. Po pierwsze: ludzie w ogóle mało czytają. Po drugie: tekstów w sieci jest zbyt wiele, by je wszystkie przeczytać i za szybko pojawiają się nowe. Memy, tweety etc. pojawiają zwyczajnie zbyt szybko…

      Natomiast ciekawym problemem są recenzje. W zasadzie to można byłoby napisać o tym temacie notkę. Jeszcze kilka lat temu uważałem je za bardzo dobry content, natomiast od jakiegoś czasu widać, że chęć z jaką ludzie po nie sięgają zmniejsza się. Odnoszę wrażenie, że sieć poprostu jest przerecenzowana, co więcej w przypadku niektórych typów mediów (głównie filmów i seriali) wygodniej i szybciej jest poprostu je spiracić i samemu się przekonać, czy warto je oglądać, niż czytać recenzje.

  3. DoktorNo pisze:

    Jeszcze jedna rzecz o której trzeba powiedzieć: Donald Trump, człowiek który został kandydatem Republikanów przy pomocy demagogicznych enuncjacji, rasistowskich odzywek, seksistowskich tekstów i memów na Twitterze.

    Internet to już nie jest zabawka dla nerdów i geeków a krytyczna infrastruktura naszej cywilizacji i zabawa się już dawno skończyła.

  4. Karoluch pisze:

    Z kilkoma stwierdzeniami się zgadzam, bo sam uważam podobnie, np. ten o hermetycznej bańce informacyjnej.

    Natomiast co do całości. To zaszło tak daleko, że nie ma się czym przejmować, bo i tak się nic nie da zmienić. Zresztą już Lem 20 lat temu słusznie o internecie i idiotach powiedział.

  5. Strategiusz pisze:

    W internecie nie ma wcale więcej idiotów niż w realu. Po prostu w internecie można się wypowiadać i toczyć dyskusje z obcymi, przypadkowymi ludźmi na różne tematy, czego w realu się zazwyczaj nie robi, poza grupkami dobrych znajomych.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s