O neuropsychologicznej naturze zła i złych ludzi:

comment_u1nabz9hqhahi8jwvknriiq7jwb9bcorZło jest jednym z nieodłącznych elementów ludzkiej natury. Homo Sapiens należy do nielicznych gatunków, które są w stanie z premedytacją dokonywać złych czynów, co wynika nawet nie tyle z naszej niedoskonałości, co raczej jest nieuniknioną konsekwencją naszej, wysokiej inteligencji.

To właśnie on pozwala nam na działania strategiczne, takie jak kłamstwo czy zabójstwo (niekoniecznie przedstawiciela własnego gatunku) z premedytacją. Owszem, zwierzętom zdarza się oszukać przeciwnika lub zabić go dla jedzenia lub w pojedynku, jednak są to działania „taktyczne” wynikłe z zaistniej sytuacji i mające na celu jej rozwiązanie. Nie podejmują jednak działań o naturze makiawelicznej, mającej na celu uzyskanie korzyści w dalszej perspektywie. Lwy, gdy się spotkają mogą walczyć między sobą lub przepędzać hieny, jednak nie przyjdzie im do głowy, że większą korzyścią byłoby celowo zasadzić na konkurenta, lub oderwać się od łowów i skupić na planowej redukcji populacji innych drapieżników, w imię przyszłej korzyści.

Ludzie (oraz szympansy i niektóre delfiny) zdolni są do takiego myślenia.

Jako, że jesteśmy zwierzętami stadnymi i społecznymi ewolucja zaprogramowała w nas dwa mechanizmy, które pozwalają ową stadność i społeczność podtrzymać, co w wypadku gatunku złożonego z samych kłamców i morderców nie byłoby możliwe. Mechanizmy te to:

Lęk: z neuropsychologicznego punktu widzenia lęk (w odróżnieniu od strachu, który jest obawą odczuwaną w związku z bezpośrednim zagrożeniem lub bólem) jest obawą o przyszłe wydarzenia oraz konsekwencje własnych czynów. Działa to bardzo prosto: większość z nas nie popełnia czynów złych, gdyż wie, że w przyszłości będzie musiało mierzyć się z ich konsekwencjami np. policją, możliwością kary, odwetu lub niezadowolenia innych ludzi.

Empatia: jest zdolnością wczucia się w emocje innej osoby oraz (co bardzo ważne) ich współodczuwania, czyli dzielenia radości, smutku i cierpienia. Empatia powoduje, że odczuwamy silny dyskomfort w momencie, gdy sprawiamy lub jesteśmy świadkami cierpienia innej osoby. Jest ona też jednocześnie podstawą wielu innych uczuć wyższych, jak miłość, przyjaźń, litość, altruizm etc.

Należy zauważyć, że nuropsychologia rozróżnia między empatią, a współczuciem. Współczucie jest umiejętnością określenia uczuć innych istot bez dzielenia ich. Zdolność tą posiada większość ssaków i ptaków, w szczególności drapieżnych. Działa ono na zasadzie „O! Płacze! Więc widocznie coś go boli! Będzie łatwiej go upolować!”.

Najprościej powiedzieć, że ludzie popełniają zbrodnie, w momencie, gdy obydwie te cechy ulegają zawieszeniu.

Dzieje się to w wielu sytuacjach.

Brak kontroli impulsów:

6180_c4ff_390Pierwsza możliwość to brak kontroli impulsów, w szczególności agresji i strachu, często też pożądania seksualnego. Osoba posiadająca tego typu zaburzenia najczęściej działa zanim pomyśli. Po prostu: wyda jej się, że fajnie byłoby komuś dać w pysk, to da mu w pysk. Ktoś się na nią źle popatrzy lub zachowa w sposób irytujący? To również dostanie…

W kontekście interesującego nas tematu w szczególności ważna jest kontrola gniewu. O ile zwykły człowiek jest w stanie go w sobie stłumić, zahamować, ukryć lub przenieść na inny obiekt osoby pozbawione kontroli emocji tego nie potrafią, a ich działania często wydają się wręcz przesadzone w stosunku do działań podejmowanych przez zwykłych ludzi: osoby takie nie potrafią się samoczynnie uspokoić, swój gniew lub inne emocje będą wyładowywać od chwili, gdy się pojawią tak długo, jak długo całkiem ich nie wypalą. Tak więc nawet lekko zdenerwowane mogą zatłuc człowieka na śmierć.

Brak kontroli impulsów pojawia się w rożnych przypadkach, wywoływany może być przez różnego rodzaju zaburzenia (w tym ADHD oraz zespół stresu pourazowego) lub zażywanie niektórych narkotyków jak heroina, kokaina lub amfetamina.

Osoby z tego typu zaburzeniami często dopuszczają się przestępstw z udziałem przemocy, jak akty wandalizmu, pobicia i zabójstwa z błahych powodów lub pozornie bez powodu. Z tej też przyczyny są zwykle dość szybko eliminowane przez odpowiednie słóżby z życia społecznego w młodym wieku.

Zbrodnie surwiwalowe:

Drugim przypadkiem są tak zwane „przestępstwa” czy też „występki surwiwalowe”, mające miejsce, gdy ludzie znajdą się pod duża presją, w zagrożeniu lub w trudnej sytuacji życiowej. Zjawiska takie, jak długotrwały głód lub bezpośrednie zagrożenie życia (swojego lub osoby trzeciej) mogą w niemal każdym człowieku zbudzić bestię: nawet zadeklarowany pacyfista posłany na front będzie strzelał, jeśli do niego też zaczną strzelać. Ludzie w skrajnych sytuacjach mogą zdobyć się na czyny, których w normalnych okolicznościach by nie popełnili, ani nawet nie rozważali jak kradzieże, prostytucja, morderstwa czy wywołany głodem kanibalizm.

Nie wynika to z ich złego charakteru, co raczej z trudnej sytuacji życiowej i konieczności przetrwania.

3670_ef4aOsoby o zaburzonej zdolności oceny sytuacji:

Drugą i chyba najczęstszą, przynajmniej sądząc z raportów policyjnych spotykaną grupą są osoby o zaburzonej zdolności oceny sytuacji, nie potrafiące zbilansować zysków wobec ryzyka lub wręcz wyobrazić sobie możliwych konsekwencji ich czynów. Wbrew pozorom jest to grupa najniebezpieczniejsza i najbardziej rozległa. Należące do niej osoby popełniają też najwięcej przestępstw i innych wykroczeń.

Pomijając osoby psychicznie chore obejmuje ona bardzo zróżnicowane kategorie. Tak więc w pierwszej kolejności są to więc osoby upośledzone w stopniu ciężkim, lekkim lub funkcjonalnie upośledzone (czyli takie, która nie są upośledzone w sensie medycznym, jednak z powodu licznych zaniedbań w procesie wychowawczym, zażywania leków lub spożycia alkoholu posiadają inteligencję poniżej normy).

Druga grupa to osoby uzależnione, głównie narkomanii i alkoholicy, dla których zaspokojenie nałogu jest ważniejsze, niż własne bezpieczeństwo, czy często nawet podstawowe odruchy biologiczne: alkoholik lub narkoman mogą nie jeść, ale wypić muszą.

Trzecia grupa to nastolatki, które z racji na brak doświadczenia często nie potrafią poprawnie ocenić sytuacji, wiążącego się z nią ryzyka ani nawet konsekwencji ich czynów. Co więcej nastolatki rozwijają się wypróbowując role społeczne i siebie w różnych sytuacjach. Może im się zdarzać popełniać wykroczenia po prostu dla eksperymentu, żeby dowiedzieć się, jak to jest.

Grupy te odpowiadają za większość przestępstw, w tym bardzo często tych najbardziej odrażających i budzących największą sensację. „Zamordował sklepową dla butelki wódki” albo „zabili sąsiada bo chcieli ukraść 100 złotych / zobaczyć jak ktoś umiera” – to oczywiście skrajne przypadki, jednak za tego typu zbrodnie odpowiadają najczęściej właśnie ludzie z tej grupy.

Oczywiście jest to tylko sam kraniec spektrum. Większa jego część to takie głupie zachowania sebixów: upili się i zaprószyli ogień, rozbili w samochodzie szybę i ukradli radio, włamali się do sklepu i ukradli skrzynkę wódki…

Z nastolatkami jest jednak jeszcze jeden problem:

2951_e9d4_500Brak empatii i zaburzenia zero-pozytywne:

Empatia nie jest cechą wrodzoną, wręcz przeciwnie, podobnie jak większość innych uczuć wyższych powstaje w procesie rozwojowym poprzez uczenie się. Pojawia się ona gdzieś między 12 a 20 rokiem życia, małe dzieci bowiem jej nie posiadają, podobnie jak większość nastolatków i część młodych dorosłych. Po 18 roku życia posiada ją większość ludzi, a po dwudziestym już około 98 procent społeczeństwa. Osoby, które jej nie posiadają to albo ludzie z zaburzeniami z grupy autystycznej, albo też z tak zwanymi „zero-pozytywnymi zaburzeniami osobowości”.

Zero-pozytywne zaburzenia osobowości najczęściej przybierają jedną z trzech postaci (choć istnieje ich więcej). Są to:

Typ dyssocjalny (psychopatia): psychopaci pozbawieni są nie tylko empatii, ale też lęku. Nie do końca wiadomo, co jest przyczyną tego zaburzenia, część badaczy wskazuje na podłoże genetyczne, inni uważają, że przyczyną są mikrouszkodzenia mózgu w wieku rozwojowym, niemowlęcym lub w okresie ciąży. Z całą pewnością zachowania podobne do psychopatii może powodować zażywanie narkotyków, alkohol lub niektóre leki (podówczas mówi się jednak o „psychopatologiach”) oraz nieprawidłowe wychowanie (wówczas mówi się o „socjopacji”).

Wbrew powszechnej opinii klasyczny psychopata nie odczuwa podniecenia lub przyjemności zadając cierpienie. Przeciwnie: jest to człowiek, który nie czuje w takiej sytuacji niczego, nawet wstydu. Czasem mówi się o kimś, że „zabić dla niego jest jak splunąć” i jest to celny opis psychopaty.

Co więcej nie odczuwają też lęk przed konsekwencjami swoich czynów, choć najczęściej są w stanie prawidłowo ocenić ich konsekwencje. Psychopata zdaje sobie więc sprawę z tego, że po popełnieniu morderstwa policja będzie go ścigać, lecz nie obawia się konsekwencji zatrzymania, utraty pracy etc. bowiem jest po prostu niezdolny do takiej emocji. Często podchodzi więc na zasadzie „a może mnie nie złapią”.

Większość psychopatów nie ma też poczucia winy, tak więc często nie wiąże efektów swojego postępowania z konsekwencjami. Dla kogoś takiego policja ściga go „bo się na niego uwzięli”, a nie za przestępstwa. Ludzie go nie lubią nie dlatego, że jest draniem, kłamcą i okrutnikiem tylko „bo tak!”, „przecież on nic nie zrobił”.

Psychopaci nie są też zdolni do tworzenia głębszych związków emocjonalnych. Więzi międzyludzkie budują praktycznie wyłącznie na kryterium przydatności i atrakcyjności, nie znają uczucia miłości (choć często mylą ją z seksualnym porządaniem), przyjaźni, lojalności etc. Kłamią bezwzględnie, dla odniesienia nawet najmniejszej korzyści.

Co ciekawe większość psychopatów potrafi bardzo dobrze funkcjonować w społeczeństwie. Niektóre badania wskazują wręcz, że wśród skazanych przestępców mogą być niedoreprezentowani, bardzo dobrze natomiast sprawdzają się w zawodach wymagających okrucieństwa i bezwzględności, jak rzeźnik, żołnierz czy (paradoksalnie) ochroniarz, policjant lub strażnik więzienny.

Bardzo dobrze sprawdzają się też na stanowiskach zarządzających, gdy muszą podejmować trudne, okrutne decyzje oraz w sprzedaży bezpośredniej (bo nie czują oporu przed wciskaniem ludziom kitu).

– Typu border-line: osoby z tego typu zaburzeniami są zdolne odczuwać lęk, ale nie potrafią odczuwać empatii. Co więcej bardzo często nie potrafią kontrolować innych emocji, w efekcie ich zachowania są bardzo skrajne, nie ma w nich środka spektrum.

Miałem kiedyś do czynienia z osobą z tego typu zaburzeniami i był to człowiek, dla którego inni ludzie mieścili się tylko w dwóch kategoriach: „Jesteś moim bezwolnym niewolnikiem” lub „Jesteś moim wrogiem i muszę cię zniszczyć każdym sposobem”. Osoba ta uznawała tylko jedną odpowiedź: „całkowicie się z tobą zgadzam”, na każde „tak, ale” natomiast reagowała absolutną i bezwzględną agresją oraz często ciągnącą się przez lata wrogością.

Co ciekawe działa to też w drugą stronę: sami ludzie z osobowością bordeline nie uznają w sobie jakichkolwiek defektów, co łączy się często z panicznym wręcz lękiem przed odrzuceniem. Często więc biorą na siebie dodatkowe zadania, nieraz ponad siły, a nie wypełniając ich lub radząc sobie z nimi niedoskonale po prostu kłamią w żywe oczy.

Brak empatii sprawia, że osoby tego typu najczęściej nie mają problemów z oszukiwaniem innych ludzi. Jednocześnie ich zdemaskowanie lub zagrożenie takowym powoduje zupełnie skrajne reakcje: gniew, smutek, czarną rozpacz, automatyczną agresję wymierzoną przeciwko komuś innemu lub samemu sobie…

Osobowość typu border-line działa często na zasadzie „nie kochasz mnie, więc cię / się zabiję!”, przy czym reakcje o których mowa mogą być zupełnie nieproporcjonalne do sytuacji. Border line może wpaść w niemalże berserkerski szał lub dokonać samookaleczenia dlatego, że miała paczkę cukierków, zjadła prawie wszystkie, został jej jeden i wtedy przyszedł jej mąż i zjadł ten ostatni…

Archetypowym przedstawieniem osoby z tego typu zaburzeniami jest toksyczna matka / żona / dziewczyna / koleżanka z pracy.

– Osobowość typu Narcystycznego: narcyści łączą brak empatii z całkowitym brakiem zdolności postawienia się w roli innej osoby. Do tego bardzo często występuje u nich (często nieuzasadnione) przekonanie o własnej wielkości i ważności oraz potrzeba ogromnej uwagi.

Narcyz, poza przypadkami ewidentnymi, gdy widzi, że coś mu się nie udaje, nie jest w stanie porównywać się z innym człowiekiem. Jest ewentualnie w stanie porównać się sam ze sobą, selekcjonując pola własnej aktywności na zasadzie „granie w piłkę wychodzi mi lepiej, niż na gitarze” jednak nie jest w stanie zauważyć np. że „Lewandowski gra w piłkę lepiej niż ja”. Przeciwnie, dla narcyza oczywiste jest, że to on robi wszystko najlepiej.

Co więcej narcyz jest przekonany, że z różnych powodów należą mu się specjalne uprawnienia od całego świata.

Archetypicznym przedstawieniem narcyza jest nabzdyczona księżniczka lub książę pomiatająca swoim partnerem na zasadzie „nie zasłużyłeś, żeby mieć kogoś takiego, jak ja szmato”. Jego wymagania są praktycznie niemożliwe do zaspokojenia. Jeśli otrzyma gwiazdkę z nieba, to będzie narzekał, że to tylko biały karzeł, a on chciał czerwonego olbrzyma i czuje się niekochany.

Narcyzi są całkowicie nieczuli na potrzeby innych osób, potrafią je jednak karać za to, że nie spełniają one ich wymagań. W obraz ten wpisuje się doskonale zarówno osiłek katujący swą partnerkę, bo ta nie zgodziła się dla niego powiększyć piersi, ale też osoba domagająca się, by strzelać do bezdomnych, bo brzydko wyglądają na jej ulicy. Charakterystyczne jest też dla nich myślenie „dlaczego ja nie mam, a oni mają?” oderwane od rachunku ekonomicznego. Narcyz więc, by wyrównać swe, domniemane krzywdy może kraść (bo mu się należy) lub niszczyć cudzy dobytek ze złośliwości (skoro ja nie mam, to wam też się nie należy).

Przywódcy sekt, terroryści-samotne wilki, wysoko wykwalifikowani przestępcy (np. hakerzy typu czarne kapelusze) to bardzo często osoby narcystyczne.

6063_deb4_500Sadyzm i inne parafilie:

Innym przypadkiem są parafilie, w tym najbliższa z nich klasycznemu złu, czyli sadyzm. W skrócie: parafilia to zaburzenie popędu seksualnego, w którym pojawienie się podniecenia związane jest z obecnością pewnego, szczególnego obiektu, często nie związanego bezpośrednio z seksem.

Otóż: sadysta odczuwa podniecenie seksualne oraz często przyjemność, w momencie, gdy pojawia się cierpienie. Cierpienie to może mieć różną postać: może być wyobrażone lub symulowane, dotyczyć osoby trzeciej lub bezpośrednio jego (dla części sadystów to za jedno), towarzyszyć aktowi seksualnemu, lub być celem samo w sobie. Niektórzy sadyści preferują cierpienie fizyczne, innym wystarczy psychiczne.

Potocznie z sadystami utożsamia się psychopatów. Faktycznie istnieje duża różnica: psychopatom brakuje kilku funkcji poznawczo-emocjonalnych, a sadystom nie. Co więcej: psychopatom los innych jednostek jest zupełnie obojętny (chyba, że wiąże się to z jakąś stratą dla nich), sadyście cierpienie sprawia przyjemność. Czysty psychopata (piszę czysty, bo może zdarzyć się osobnik, który ma obydwa zaburzenia) to człowiek, który zabije cię dlatego, że jest to dla niego wygodnie, a potem przyjdzie na twój pogrzeb i będzie płakał, żeby odwrócić od siebie podejrzenia. Sadysta zrobi to, bo jest to dla niego satysfakcjonujące, a potem przyjdzie na twój pogrzeb opowiedzieć, jak konałeś w mękach, bo pognębienie twojej rodziny da mu dodatkową frajdę.

Przyjemność jaka osoba z parafiliami czerpie z kontaktu z obiektem swego pożądania podobna jest do tej doznawanej w trakcie stosunku płciowego. Niektórzy sadyści np. w momencie, gdy w ich otoczeniu dzieje się komuś krzywda doznają erekcji, w niektórych, szczególnie ciężkich przypadkach jest ono wręcz niezbędne do jej osiągnięcia (sadystki nawiasem mówiąc mogą reagować identycznie, przy czym u nich jest to mniej zauważalne), choć element ten nie jest niezbędny do satysfakcji dla wszystkich osób z tą parafilią (faktycznie fantazje o zadawaniu bólu w trakcie stosunku należą do najczęściej występujących). Bardzo wielu z nich może więc szukać sposobów na jego powodowanie.

Z tej przyczyny sadyści (oraz inne osoby z parafiliami) mogą starać się uzyskać pracę w miejscach, które pozwalają im na bliskość z obiektami ich pożądania. W wypadku sadystów są to wszelkie zawody dające władzę. Wielu, pozornie bardzo wysoko funkcjonalnych sadystów wybiera takie zawody, jak nauczyciel, ksiądz, psycholog lub psychoterapeuta, opiekun osób starszych, opiekun zwierząt, policjant, strażnik więzienny, wojskowy, manager lub przynajmniej dąży do założenia rodziny, gdyż daje im to nieograniczoną możliwość upokarzania, karania, sprawiania bólu psychicznego, a często też i fizycznego.

Identyczny problem dotyczy osób o innych zaburzeniach seksualnych.

Nie wszyscy źli ludzie to jednak osoby z zaburzeniami.

3582_dc8cOsobowości autorytarne:

Na początku: osobowość autorytarna NIE JEST zaburzeniem. To rodzaj normalnej osobowości, przez niektórych uważana za stanowiącą granicę między zaburzeniami i normą.

Ludzie o tego typu osobowości posiadają normalny poziom inteligencji, odczuwają wszystkie emocje i zasadniczo nie posiadają (ale mogą im się zdarzyć) zaburzeń seksualnych.

Mają jednak kilka cech wspólnych. Po pierwsze: są bezkrytycznie i sztywnie przywiązani do tradycyjnych norm, wykazują też niemal zerowy poziom otwartości na świat. Bardzo chętnie podporządkowują się autorytetom, jeśli tylko te zgadzają się z ich światopoglądem, posiadają wręcz pragnienie podlegania przywódcom. Jednocześnie ich przekonania często są bardzo płytkie, charakterystyczna dla nich jest postawa „nie można, bo nie można”, „trzeba tak robić, bo Bóg tak chce”, nie zastanawiając się jednak nad przyczyną i sensem poleceń, a wszelka krytyka ich poglądów spływa po nich jak po kaczce.

Obok idealizowania własnej grupy pojawia się też zwykle demonizowanie grup przeciwnych, często na podstawie stereotypów, działających na zasadzie „każdy Cygan to złodziej”, często połączona z agresją wobec przedstawicieli wrogiej lub konkurencyjnej grupy.

Osobowości autorytarne często charakteryzuje bardzo rozwinięty, przesadny nieraz zmysł etyczny, działający na zasadzie zero-jedynkowej. Dzielą one świat na czarne i białe, a każde odstępstwo od ich normy wywołuje natomiast ich reakcję, często przesadną. Osobnik tego rodzaju z jednej strony może sam być kryształowo uczciwy, z drugiej strony natomiast jego reakcje na złamanie owych reguł mogą być absolutnie przesadzone. Osobowość autorytarna to np. człowiek. który leje dziecko pasem, bo podniosło z ziemi monetę jednogroszową bo „nie wolno brać nie swoich rzeczy”.

Charakterystyczna dla tego typu osób jest zdolność wyłączania empatii wobec ludzi nie należących do ich grupy, tak, jakby nie byli ludźmi, a przedmiotami.

Zjawisko zostało po raz pierwszy opisana przez Theodora Adorno na podstawie wywiadów badań, jakie przeprowadził nad nazistowskimi zbrodniarzami.

Charakterystyczna gama wykroczeń dla ludzi o tego typu to przemoc domowa oraz przestępstwa z udziałem przemocy i akty wandalizmu na tle rasistowskim, politycznym, religijnym i społecznym. W literaturze dominuje obraz o osobowości autorytarnej jako białego mężczyzny konserwatysty-rasisty o prawicowych poglądach, przy czym spowodowany jest on tym, że badania nad nim prowadzono w zasadzie tylko w krajach Europy Zachodniej i w USA.

Ten sam typ osobowości prezentują jednak także arabscy i żydowscy ekstremiści, japońscy ultrakonserwatyści czy znaczna część komunistycznych donosicieli składających zeznania na opozycjonistów, którzy działali za Żelazną Kurtyną.

2848_1a4bBłędna socjalizacja:

Socjalizacja to w psychologii trwający cale życie (choć najintensywniej zachodzi w dzieciństwie) proces nabywania norm, wartości i wzorców zachowań. Na socjalizację mają wpływ:

  • rodzina
  • rówieśnicy
  • instytucje (np. szkoła, kościół, wojsko, aparat propagandowy)
  • dobra kultury (książki, gry, komiksy, muzyka etc.)
  • oraz wreszcie sama kultura.

W szczególności dwie pierwsze mają duże znaczenie przy kształtowaniu się osób, które moglibyśmy uznać za złe.

Po pierwsze: rodzina, nawet nie uchodząca za patologiczną, może przekazywać dziecku (lub dorosłemu) niepożądane lub błędne normy (np. „to normalne, że mąż bije żonę”, „że codziennie spożywa się alkohol”, „że członek rodziny siedzi w więzieniu”, „że się kradnie”, „że wymusza się siłą to, co chce się uzyskać”), wartości („pieniądze są najważniejsze w życiu”, „ich sposób zdobycia nie jest istotny” „siła jest wartością sama w sobie”) i wzorce zachowań („można kraść”, „można wymuszać zaspokajanie swoich potrzeb siłą”, „można obojętnie przechodzić wokół nieszczęścia”).

W społeczeństwie istnieje (nie do końca adekwatne) wyobrażenie rodziny dysfunkcyjnej jako spożywającej alkohol i stosującej przemoc wobec dzieci. Faktycznie problem jest głębszy i zasadniczo dotyczy raczej chłodu emocjonalno-psychicznego oraz odrzucenia lub oddalenia się od dzieci i stawiania im nieadekwatnych do ich możliwości (zbyt wysokich lub zbyt niskich) wymagań.

Tak samo jak alkoholik dysfunkcyjny jest więc stale nieobecny karierowicz, który nie zwraca na dziecko żadnej uwagi oraz osoba sztywno trzymająca się konwenansów lub projektująca na dziecko swoje cele („wychowam małego geniusza”). Dobrym przykładem są też tak zwane „eurosieroty” (rodzice pracują za granicą, dziecko wychowuje babcia).

Innym typem rodzin dysfunkcyjnych są „rodziny z tajemnicami”. Zwykle jest to tak zwana „dobra rodzina”: ojciec pod pantoflem (najczęściej wysoko funkcjonalny alkoholik, czasem w rodzinie jest inny problem, np. starannie maskowana choroba psychiczna) i żona-katoliczka, prowadząca całą rodzinkę na smyczy do kościoła. Pozornie nic złego się tam nie dzieje, dzieciaki się nie skarżą, w domu nie ma alkoholu. Faktycznie ojciec ostro pije, żona się wstydzi przed sąsiadami i stara się przed nimi utrzymać iluzję normalności. Rodziny takie bardzo mocno indoktrynują dzieci w konieczności utrzymywania pozorów i przyzwoleniu na kłamstwo, jeśli tylko chroni to sekret lub służy osiągnięciu innych celów.

Typ trzeci to coś co mój znajomy eks-policjant nazywa „katoliczkami”. Rodzina jest zwykle wierząca i bardzo porządna, alkoholu w niej nie ma. Jako, że Bóg kazał się mnożyć, to zwykle mają 6 lub więcej bachorów, więc w domu się nie przelewa, w efekcie często nie starcza do pierwszego. Z dzieciakami się nie rozmawia bo jest ich za dużo, a jeśli zrobią coś złego, to leje się je pasem lub goni do spowiedzi bez pardonu. Normą jest to, że dzieciaki 3-4 dni w miesiącu chodzą głodne, bo pieniądze kończą się przed wypłatą i nie ma za co kupić podstawowych produktów. Zasoby materialne na głowę są tak niskie, że dzieciaki często do momentu podjęcia pracy zarobkowej nie miały kontaktów z pieniędzmi. W efekcie, na widok nawet głupich dziesięciu złotych im palma odbija. Efekt? Bardzo porządna rodzina, ale wszystkie córki wyrosły na prostytutki, a synowie na dealerów i złodziei.

Typ czwarty to bezstresowe wychowanie i zupełne puszczenie samopas dzieciaków.

Typ piąty to tak zwana „złota młodzież”: rodzice na wyższych stanowiskach z dobrze płatną pracą, zajęci, w domu ich nie bywa. Brak czasu i miłości rekompensują dzieciakom wysokim kieszonkowym i drogimi prezentami. Nie sprawują jednak nad nimi żadnej kontroli, wszelkie problemy „załatwia ojciec”. Dzieciaki mają dostęp do dużej ilości pieniędzy, które idą na imprezy i alkohol.

Szustry typ to rodziny celowo przyuczające swe potomstwo do czynów złych, jak tradycyjne rodziny złodziejskie lub mafijne. Przykładem mogą być matrylinearne klany prostytutek: dama negocjowalnego afektu, w rezultacie wpadki rodzi córkę, która potem dziedziczy po niej zawód.

Identyczny wpływ mogą mieć też rówieśnicy, zwłaszcza, jeśli postawy wyniesione z domu nie są wystarczająco mocne.

Oraz oczywiście instytucje.

Należy zauważyć, że te ostatnie mogą reprezentować różne normy. Tak więc o ile wpsółczesny biały człowiek np. będzie odczuwał obrzydzenie na widok rytualnego mordu, tak młody przedstawiciel ludu Azteków, wyuczony w ich szkole wojowników będzie takie zachowanie uważał za całkowicie właściwie i w ogóle nie szokujące, a być może też nawet godne pochwały. Jeszcze inne podejście będzie miał zapewne adept arabskiej szkoły koranicznej.

Skrajnym przypadkiem niewłaściwej socjalizacji jest socjopacja. Socjopata w zasadzie jest efektywnym pschopatą i praktycznie nie ma między nimi różnic w zachowaniu. Te znajdują się jedynie na płaszczyźnie neurologicznej: o ile psychopata posiada zaburzenia w funkcjonowaniu mózgu, przez co niemożliwe jest, by rozwinął u siebie lęk i empatię u socjopaty proces kształtowania się emocji nie zaszedł, mimo, że na poziomie neurologicznym funkcjonuje on normalnie.

Większość osób tego typu posiada normalny poziom emocji, przy czym wyznaje normy nie akceptowane w normalnym świecie. Ewentualne złe samopoczucie z powodu popełnianych przestępstw zrzuca na własną słabość, głupotę lub sentymentalność.

2642_ba28_960Zbrodnie okazjonalne:

Po ostatnie: każdy lub prawie każdy człowiek zupełnie niezaburzony jest w stanie popełnić zbrodnie, w momencie, gdy nie ma powodu do odczuwania lęku i aktywacji empatii.

Sytuacja taka zachodzi najczęściej, kiedy sprawca po pierwsze jest pewien swojej bezkarności i tego, że nie spotka go z tego powodu żadne konsekwencje, zarówno prawne jak i towarzyskie. Po drugie: wtedy, kiedy zdoła sobie wytłumaczyć, że na jego czynie nikt nie ucierpi, nie zostanie on zauważony („ukradnę, ale oni i tak mają już dużo”) lub czyni słusznie („ok, na mojej plantacji bawełny chłostamy murzynów, ale uczymy ich w ten sposób cywilizacji białego człowieka”).

Empatia może zostać wyłączona także w innej sytuacji: gdy satysfakcja z nagrody jest większa, niż nieprzyjemne doznania spowodowane aktem czynienia zła. Jak to się mawia: „pieniądze szczęścia nie dają, ale wygodniej jest płakać w BMW niż pod mostem”.

Trzeci powód to nienawiść i wcześniej doznane krzywdy, które sprawiają, że sprawca przestaje traktować swój cel jak drugiego człowieka.

Czwarty sposób na wyłączenie empatii to wyłączenie odpowiedzialności, działające na dzieleniu zbrodni na etapy, podczas których ofiarą zajmują się inni ludzie. Przykładowo w plutonach egzekucyjnych często załadowane ostrą amunicją jest tylko kilka karabinów, ale strzelcy nie wiedzą, które to karabiny. Strzelają natomiast wszyscy na raz, po to, by każdy miał złudzenie własnej niewinności.

  • M. Kuć, „Kryminologia”, Warszawa 2015
  • S. Baron-Kochen, „Teoria zła”, Sopot 2015
  • P. Gardenfors, „Jak Hono stał się sapiens”, Łódź 2010
  • S. Kunowski „Podstawy współczesnej pedagogiki”, Warszawa 2004
Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Neuropsychologia, Wredni ludzie i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

21 odpowiedzi na „O neuropsychologicznej naturze zła i złych ludzi:

  1. Jakub Ślęzak pisze:

    Wypadałoby doprecyzować, o czym mówimy. „Zło” jest niezwykle nieprecyzyjnym pojęciem, większość postu wydaje się tak naprawdę odnościć do powiązanego, ale nie tożsamego pojęcia „zbrodni”.

    Z większością opisu się zgadzam, ale opis osobowości borderline jest według mnie częściowo mylący, na przykład pierwsze słyszę, aby wiązał się z brakiem empatii, wręcz przeciwnie, typowa dla nich jest tendencja do wykrywania i przejaskrawiania uczuć partnera. Nie jest również prawdą, że ludzie ci nie uznają w sobie żadnych defektów. Gdybym miał amatorsko ująć istotę borderline, to jest nią postrzeganie świata zero-jedynkowo. Jestem wspaniały, albo jestem okropny i zasługuję na śmierć. Zgadzasz się ze mną i jesteś moim przyjacielem, albo kompletnie mi zaprzeczasz i jesteś wrogiem, itp. Poza tym cechuje ich duża nadwrażliwość emocjonalna, szczególnie w relacjach międzyludzkich.

    • Jak pisałem: współczucie nie jest tożsame z empatią. Empatia to zdolność współodczuwania: cierpienia z kimś, cieszenia się z kimś etc. Współczucie to tylko umiejętność oceniania uczuć innych. Borderline umie to drugie, ale nie umie pierwszego. Stąd ich, bardzo Wysoka zdolność rozpoznawania cudzych uczuć.

  2. slanngada pisze:

    Hmmm, a nie jest tak, że teraz już uznaje się genetyczne podłoże empatii i to, że jest wrodzona? Do pewnego stopnia?
    I na pewno dobrze opisałeś borderline? Bo widziałem inne definicje, związane z lękiem?

    • Nie spotkałem się z taką opinią.

      Przy czym należy zauważyć, że psychologia to zupełne pobocze moich normalnych zainteresowań, tak więc mogę być całe dziesięciolecia za badaniami.

      • slanngada pisze:

        Użytkownik wyżej opisał chyba dokładnie jak działa Borderline, ty opisujesz chyba nadal narcyzm w łagodnej formie. Nie jestem oczywiście psychologiem, ale znam ludzi z borderem i w jakiś sposób empatię oni mają, acz nie współczucie. Współodczuwają wyraźnie widoczne emocje acz nie rozumieją skomplikowanych kwestiach.
        Z wrodzoną empatią to chyba było u Dawkinsa, którego znasz choć on jest nieobiektywny. Choć nie lubię tej teorii.

      • Nie przypominam sobie tego fragmentu. Co jasno wskazuje, że powinienem wreszcie kupić sobie własnego Dowkinsa i go odświeżyć.

        Natomiast jeśli chodzi o borderline: ci autorzy, których czytałem wyraźnie zaznaczali tą cechę osobowości. Po drugie, tak na chłopski rozum: proste emocje są zwyczajnie łatwiejsze do obserwowania, więc da się na nie w miarę łatwo zareagować. Te bardziej skomplikowane wymagają jednak wyższej abstrakcyjności myślenia. Mój obiekt obserwacyjny wyraźnie miał właśnie w ten sposób (choć może być tak, że jestem uprzedzony i projektuje na opis własną wrogość wobec tej osoby).

    • slanngada pisze:

      Nie jestem psychologiem, więc gówno wiem. O borderlini to czerpię z wpisu Ślęzaka i Wiki, Jednak z tego co wiem, prawie nie możliwe jest rozumienie uczuć ich współodczuwania. Stosowana przez psychopatów technika analizowania uczuć jest wolna i zawodzi gdy współodczuwanie jest instyktowne. Imho teza, że dzieci nie mają empatii jest pokłosiem Agustiańskiego nauczania. Dzieci mają empatię, dlatego płaczą na filmach aczkolwiek szybko się utwardzają.

      Sam czasami u siebie podejrzewam borderlina, tylko łagodnego, głównie sprowadzającego się do lęków. Ty opisujesz go jako narcyzm, a narcyzm chyba mylisz z urojeniamu=i.

      Ciekawy jest przypadek osobowości autorytarnej, choć wbrew pozorom jest ich mniej niż kiedyś sądzono. Tam miały miejsca inne mechanizmy.

      • Nie jestem psychologiem, więc gówno wiem. O borderlini to czerpię z wpisu Ślęzaka i Wiki.

        Coś ty się taki drażliwy ostatnio zrobił?

        mho teza, że dzieci nie mają empatii jest pokłosiem Agustiańskiego nauczania. Dzieci mają empatię, dlatego płaczą na filmach aczkolwiek szybko się utwardzają.

        Ja ją od Erika Ericksona wziąłem.

  3. xarafaxz pisze:

    > Przykładowo w plutonach egzekucyjnych często-załadowane ostrą amunicją jest tylko kilka
    > karabinów, ale strzelcy nie wiedzą, które to karabiny. Strzelają natomiast wszyscy na raz,
    > po to, by każdy miał złudzenie własnej niewinności.

    Nie powtarzaj tego mitu. Nawet „początkujący strzelec” odróżni strzał z ślepaka od prawdziwego.

  4. Zabawne, bo artykuł sprawia wrażenie naukowego, ale nie spełnia jednego z podstawowych kryterium wymaganych od takich tekstów – nie zawiera definicji podstawowego terminu określającego zjawisko będące przedmiotem tekstu. W tym przypadku „zła”. Co to jest zło i dlaczego właśnie to? Czytając między wierszami, można się domyśleć, że za złe z jakiegoś powodu uważasz np. zabijanie czy kłamstwo, ale dlaczego, to właściwie nie wiadomo.

    „To właśnie on pozwala nam na działania strategiczne, takie jak kłamstwo czy zabójstwo (niekoniecznie przedstawiciela własnego gatunku) z premedytacją. Owszem, zwierzętom zdarza się oszukać przeciwnika lub zabić go dla jedzenia lub w pojedynku, jednak są to działania „taktyczne” wynikłe z zaistniej sytuacji i mające na celu jej rozwiązanie. Nie podejmują jednak działań o naturze makiawelicznej, mającej na celu uzyskanie korzyści w dalszej perspektywie. Lwy, gdy się spotkają mogą walczyć między sobą lub przepędzać hieny, jednak nie przyjdzie im do głowy, że większą korzyścią byłoby celowo zasadzić na konkurenta, lub oderwać się od łowów i skupić na planowej redukcji populacji innych drapieżników, w imię przyszłej korzyści”

    To by raczej sugerowało, że zwierzęta też mogą być złe, tylko po prostu są w swoim źle (na ogół) mniej efektywne. Różnica polega na czym innym. Zarówno człowiek, jak i zwierzę może zabić, ale tylko człowiek jest w stanie stwierdzić „Zabijanie jest złe”. Albo „zabijanie jest dobre”, bo czemu nie?

    „Miałem kiedyś do czynienia z osobą z tego typu zaburzeniami i był to człowiek, dla którego inni ludzie mieścili się tylko w dwóch kategoriach: „Jesteś moim bezwolnym niewolnikiem” lub „Jesteś moim wrogiem i muszę cię zniszczyć każdym sposobem”. Osoba ta uznawała tylko jedną odpowiedź: „całkowicie się z tobą zgadzam”, na każde „tak, ale” natomiast reagowała absolutną i bezwzględną agresją oraz często ciągnącą się przez lata wrogością”

    Widzę, że nie tylko ja na swoim blogu piszę o Kamulcu 😉

    „Jednocześnie ich przekonania często są bardzo płytkie, charakterystyczna dla nich jest postawa „nie można, bo nie można”, „trzeba tak robić, bo Bóg tak chce”, nie zastanawiając się jednak nad przyczyną i sensem poleceń, a wszelka krytyka ich poglądów spływa po nich jak po kaczce”

    A dlaczegóż to „trzeba tak robić, bo Bóg chce” miałoby być płytsze od „trzeba tak zrobić, bo jak nie, to komuś będzie przykro”?

    „Po pierwsze: rodzina, nawet nie uchodząca za patologiczną, może przekazywać dziecku (lub dorosłemu) niepożądane lub błędne normy (np. „to normalne, że mąż bije żonę”, „że codziennie spożywa się alkohol”, „że członek rodziny siedzi w więzieniu”, „że się kradnie”, „że wymusza się siłą to, co chce się uzyskać”), wartości („pieniądze są najważniejsze w życiu”, „ich sposób zdobycia nie jest istotny” „siła jest wartością sama w sobie”) i wzorce zachowań („można kraść”, „można wymuszać zaspokajanie swoich potrzeb siłą”, „można obojętnie przechodzić wokół nieszczęścia”)”

    Co to są „błędne normy”? Normy inne niż te, które Ty wyznajesz?

    „Należy zauważyć, że te ostatnie mogą reprezentować różne normy. Tak więc o ile wpsółczesny biały człowiek np. będzie odczuwał obrzydzenie na widok rytualnego mordu, tak młody przedstawiciel ludu Azteków, wyuczony w ich szkole wojowników będzie takie zachowanie uważał za całkowicie właściwie i w ogóle nie szokujące, a być może też nawet godne pochwały. Jeszcze inne podejście będzie miał zapewne adept arabskiej szkoły koranicznej”

    Brawo, w końcu zauważasz, że ludzie mogą mieć inni system wartości, niż Ty. Szkoda, że nie wyciągasz z tego dalszych wniosków.

    „Należy zauważyć, że nuropsychologia rozróżnia między empatią, a współczuciem. Współczucie jest umiejętnością określenia uczuć innych istot bez dzielenia ich. Zdolność tą posiada większość ssaków i ptaków, w szczególności drapieżnych. Działa ono na zasadzie „O! Płacze! Więc widocznie coś go boli! Będzie łatwiej go upolować!”.

    Najprościej powiedzieć, że ludzie popełniają zbrodnie, w momencie, gdy obydwie te cechy ulegają zawieszeniu.”

    Konsekwentnie piszesz, jakby „wyłączanie empatii” było czymś złym i powodem zła. Tymczasem, bez tego wyłączania nie jest możliwe realizowanie jakiegokolwiek systemu wartości. Dajmy na to, z jakiegoś powodu uznajemy, że kradzież jest zła. Czy takie stanowisko da się pogodzić z empatią? Nie. Bo jeśli pozwolimy na kradzież, będzie przykro okradzionemu, jeśli nie pozwolimy – złodziejowi. Jednakże w takiej sytuacji człowiek uznający kradzież za zło, zwyczajnie ignoruje uczucia złodzieja. Uważa, że jego poczucie krzywdy z powodu niemożności posiąścia cudzej własności jest nieuzasadnione i nie należy go brać pod uwagę. Ale w ten sposób de facto wyłącza empatię – przyjmuje, że decydującym kryterium nie jest to, czy czyn powoduje u kogoś cierpienie, bo jest jeszcze jakieś metakryterium pozwalające ocenić, czy cierpienie jest uzasadnione i czy nalezy je „współodczuwać”. Zresztą, Ty sam to robisz, kiedy piszesz np. o osobowościach border-line. Przecież z punktu widzenia moralności opartej na empatii, ten mąż jedzący ostatniego cukierka faktycznie postąpił źle – jedząc go, wywołał u swojej „border-line’owej” żony cierpienie – faktyczne cierpienie, nie zmyślenie, ona je naprawdę odczuwa. A skoro postąpił źle, należała mu się kara.
    Natomiast konsekwentne stosowanie empatii jako podstawy moralności prowadzi do niemożności jakiegokolwiek działania. To właśnie obserwujemy w państwach zachodnich. Nie można ukarać złoczyńcy, bo to wywoła u niego cierpienie (przecież sama koncepcja kary zakłada wywołanie jakiegoś negatywnego stanu u karanego), ale w ten sposób złoczyńca może dalej działać i generować cierpienie u innych. Tak źle i tak niedobrze – jedynym wyjściem jest odrzucenie empatii i powiedzenie „A gówno mnie obchodzi, co kogo boli! Kradzież jest zła, ukradłeś, więc idziesz do ciupy, do widzenia, mam gdzieś, co z tego powodu czujesz”. Czyli przyjęcie tak nielubianiej przez sobie postawy autorytarnej… Która notabene przez wieki była podstawą funkcjonowania ludzkich społeczeństw. Już nawet bycie psychopatą jest krokiem naprzód w stosunku do bycia „empatykiem” – bo psychopata przynajmniej jest w stanie realizować swoje cele, jakie by one nie były, natomiast empatyk wikła się w sprzecznościach.

    @slanngada
    „Hmmm, a nie jest tak, że teraz już uznaje się genetyczne podłoże empatii i to, że jest wrodzona? Do pewnego stopnia?”

    Jeśli tak, to należałoby ją traktować jako wadę genetyczną i leczyć.

  5. slanngada pisze:

    A teraz błędy. Strasznie pojechałeś po zawodach dla psychopatów. Policjant ma przede wszystkim zapewniać poczucie bezpieczeństwa, a btak empatii w tym szkodzi. Psychopata polcjant stanie się legalnym bandziorem. W tym zawodzie rzadko empatyczność jest wystawiana na próbę, les eigtins nostalgia. Psychopaci to też kiepscy żłnierze, bo nie będą się słuchać rozkazów, a o ochroniarzu szkoda gadać:)

    • Dlaczego uważasz, że psychopata nie będzie się słuchał rozkazów?

      Rozbuduj trochę, bo nie wiem, jak odpowiedzieć.

      • slanngada pisze:

        Bo oni nie słuchają, co ma słuchać jakiegoś idioty? Chyba, że go zastraszysz, ale wystarczy, że raz go spuścisz z oka… Czemu odziały złożone z bandziorów miały niską wartość bitewną? Tacy prędzej zabiją swrgo dowódcę niż zginą gdy będzie to konieczne/

      • A w ten sposób… W ten sposób się zgadzam. Dlatego między innymi policjanci czy żołnierze przechodzą obecnie testy psychologiczne, by psychopatów i innych wykolejeńców odsiać. Bo nie są to ludzie, którzy powinni dostawać broń do ręki.

        Problem z tymi gadami jest taki, że oni są sprytni. I nie zawsze sytuacja faktyczna oddaje ducha ustaw i regulaminów. Dlatego też napisałem, że odnajdują się w tych zawodach.

        I tak: oni bardzo często (powiedziałbym, że zwykle) stają się właśnie legalnymi bandziorami. Zwykle na tyle sprytnymi, by doskonale trzymać się litery prawa oraz wszelkich regulaminów.

        To jest wykaz zawodów idealnych dla psychopaty z jego punktu widzenia, a nie społeczeństwa. Dla społeczeństwa najlepiej byłoby tam tego typu jednostek nie dopuszczać.

    • slanngada pisze:

      Oki, inaczej zrozumiałem zdanie. Nie zgodzę się jednak z inteligencją psychopatów, większość jest efektywnie bardzo głupia, zwłaszcza, że często mają ciągoty narcystyczne. Oczywiście, statystyka robi swoje i są jednostki, które potrafią się maskować mogą się względnie często trafiać. O ile taki może znaleźć pracę, to w normalnych warunkach ciężko będzie mu awansować, vo nikt nie będzie kogoś takiego lubił, bo w końcu nie będzie w stanie ukrywać swej prawdziwej natury. W wojsku to w sumie nie za bardzo ma co szukać, o ile przemoc go nie kręci. Zbyt łatwo mu się zdradzić, ryzykuje życie i musi słuchać innych i dla nich się narażać praktycznie za nic. W armiach rabunkowych to co innego…

  6. marktheartist pisze:

    Mówicie o psychopatii i słuchaniu rozkazów. Wielu psychopatycznych SS-manów (np. Hoess zanalizowany przez Kępińskiego) przestrzegało obowiązującego prawa III Rzeszy oraz Führerprinzip i mordowało Żydów zgodnie z rozkazami. Wiele społecznych reguł i praw (nie mowie o tematach oczywistych jak zbrodnia, gwałt czy kradzież) to głupoty i absurdy godne kabaretów.
    Psychopatycznym podejściem jest nadgorliwe przestrzeganie tych idiotycznych procedur. Wielu Niemców miało takie podejście – kiedy każą mi cie kochać, będę kochać, a kiedy każą zabić to zabije.

  7. Miris Dor pisze:

    Może nie na temat, za ewentualny kłopot przepraszam. Chciałem się zapytać, kiedy można spodziewać się tekstów o tworzeniu uniwersów, zapowiadanych już dawne notki temu?

    • Bosz… Nie wiem sam. Na razie mam przygotowane około połowy. Potrzebuje jeszcze dużo czasu, żeby je skończyć. Miałem nadzieję, że będę nad nimi mógł pracować w pracy, tym bardziej, że teoretycznie sezon turystyczny się skończył i powinniśmy mieć pustki. Na razie jednak ludzie łażą stadami, jakby na złość robili.

  8. Velahrn pisze:

    A ja czekam, aż zlecą się borderzy, którzy (jak zawsze) napiszą coś w stylu „nawet nie macie pojęcia, jak to ciężko jest być mną” i że to właściwie oni są ofiarami…

  9. Szustry – chyba nie takiego słowa chciałeś użyć, a szósty. 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s