Tygrzyk paskowany – opowiadanie:

tygrzyk paskowanyWstęp:

Pomysł tego opowiadania zrodził się 1 września 2016, po tym jak jedna z moich znajomych opublikowała na swoim Facebooku link do artykułu opowiadający perypetie pewnego pająka tygrzyka. Stwór ów zalągł się w toj-toju należącym do pewnego gospodarstwa agroturystycznego. Obecność owego, dość pospolitego (choć efektownego) pająka tak wystraszyła jedną z pensjonariuszek, że ta zadzwoniła po straż miejską.

Strażnicy po przybyciu potwierdzili obecność ośmionogiej grozy, po czym wezwali na pomoc weterynarza.

Koniec końców pająk trafił do schroniska dla zwierząt małych.

Tak więc:

Pierwsze dziesięciolecie XXI wieku.

W rezultacie burzy czasoprzestrzennej o nieznanej genezie planeta Ziemia zostaje zniszczona. Jedynym ocalałym krajem jest III Rzeczpospolita Polska. Niestety na przeszkodzie w jej drodze do dobrobytu stają nieczyste siły pod postacią prehistorycznych bestii, złośliwych robotów z przyszłości, Niemców i tym podobnych.

Do walki z tymi i innymi zagrożeniami Rząd Polski powołuje specjalną jednostkę wojskową nazwaną Oddziałem Wydzielonym. W jej skład wchodzą wyłącznie najlepiej ustosunkowani żołnierze, którzy pod pretekstem strzelania do potworów mają nadzieję doczekać emerytury z dala od frontu.

Na czele tego bajzlu staje kolega kuzyna ojca poprzedniego ministra obrony major Janusz Zielonogórski.

28 sierpia 1940 / Zależnie od datacji, Ranczo Kucyk, Góry Świętokrzyskie, Godzina 15:43

– O tu! Tu jest ten pająk! – pisnęła wystraszona wczasowiczka, sądząc z głosu i przejęcia odpowiedzialna za całe wydarzenie.

Zielonogórski wgramolił się do kabiny toj-toja, po czym, by lepiej widzieć insekta ukląkł odkładając na bok strzelbę Remington. Tuż przed jego nosem, spokojnie i nie wadząc nikomu kołysał się okaz tygrzyka wielki prawie na dwa centymetry.

– Faktycznie duży – powiedział wojskowy. – Ale spodziewałem się, że będzie ze sto razy większy.

Jego wypowiedź nie wzbudziła entuzjazmu.

– No wie pan? – ofuknęła się kobieta. – On może być jadowity.

Zielonogórski przyjrzał się zwierzątku z lewej i z prawej. Nie zachowywało się jakoś szczególnie agresywnie. Przeciwnie zdawało się zupełnie ignorować jego obecność.

Czy było jadowite?

Tego nie wiedział.

Pewnie dało się to sprawdzić w internecie, albo na wikipedii. Ale trzeba byłoby znać słowa kluczowe, które wpisać w wyszukiwarce. Znając życie pająki miały swe fachowe nazwy. Przy czym on żadnej z nich nie znał. Potrafił rozpoznawać grzyby, różne rodzaje materiałów wybuchowych i niemieckie czołgi. Jednak pajęczaki to zwyczajnie nie była jego specjalność.

Z drugiej strony pasiasty odwłok pająka, przywodzący na myśl osę faktycznie wyglądał ostrzegawczo.

– Jest to możliwe – odpowiedział zgodnie z prawdą. Faktycznie takie prawdopodobieństwo istniało, aczkolwiek wynosiło jakieś pół procenta. Major najchętniej więc spakowałby się i odjechał. Z drugiej strony, gdyby okazało się, że pająk jednak jest jadowity, użarłby babę i ta umarła, to pewnie musiałby pożegnać się z posadą.

Podrapał się więc w zamyśleniu po głowie.

– Dużo tutaj takich macie? – zapytał w końcu.

– O panie! Całą łąkę! – odezwał się facet, którego major uznał za właściciela gospodarstwa. Zmaterializował się on natychmiast, gdy zauważył parkujące przed jego posesją transportery opancerzone wypełnione żołnierzami. Nie on jeden zresztą. Widok mundurowych w pełnym oporządzeniu sprawił, że wokół sraczyka zaczął gęstnieć całkiem spory tłumek.

– A oprócz nich na tej łące co jest?

– Nic! Tylko trawa na siano! Dla koni! – odpowiedział właściciel.

– Aha! – skinął głową Zielonogórski. – Ja się nie znam na pająkach, ale może nie warto ryzykować? Może to faktycznie jakieś niebezpieczne sukinsyny? Chce pan, to jutro przyślę chłopaków. Spalą łąkę miotaczami ognia…

– To czym wtedy będę w zimie karmił konie? – zaniepokoił się rolnik.

– A musi pan koniecznie sianem? Nie mogą jeść mięsa? Albo kartofli? – zniecierpliwił się wojskowy. Pająki nie były jedynym zwierzętami, na których się nie znał.

Niemniej jednak czas leciał, a pająk w toj-toju jak był tak pozostawał.

Trzeba było z tym skończyć.

– To pani dzwoniła na telefon alarmowy? – zwrócił się ponownie do kobiety. Była to dość dobrze zachowana pięćdziesięciolatka w typie matki polki. Raczej tęga. Nawet w najlepszych swych latach umiarkowanie ładna. Ubrana w jednoczęściowy kostium kąpielowy, który raczej jej urody nie dodawał i klapki.

– Tak, to ja.

– To niech pani zdejmie jeden but i mi poda.

Babsko wykonało polecenie bez szemrania. Zielonogórski ujął przedmiot w dłoń i uniósł nad głowę szykując się do ciosu.

– Ale… Co pan chce zrobić? – zatroskała się kobieta.

– Zabić skurwysyna!

– Dlaczego od razu tak brutalnie? Przecież tu dzieci patrzą! Wie pan, jak to wpłynie na ich psychikę?

– Pani się tym nie przejmuje – odpowiedział. – Pani niech lepiej myśli, z czego pokryje koszty akcji…

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Opowiadania i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „Tygrzyk paskowany – opowiadanie:

  1. Grisznak pisze:

    Końcówka taka polska. Urocze.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s