Dlaczego warto było grać w gry komputerowe?

3v5hw9Pewnie wszyscy w czasach szkolnych mieliście to samo: graliście w gry komputerowe, a rodzice narzekali „to ci się w życiu nie przyda!”, „co z tego będziesz miał”, „a zarobisz na tym jakieś pieniądze”? „Zajmij się lepiej nauką”.

Nie wiem jak u was, ale u mnie jak zwykle w takich okolicznościach wyszło na moje.

Pomijając już fakt, że jak do tej pory w moim życiu kompetencje nabyte w trakcie oglądania anime, grania w gry komputerowe oraz współtworzenia serwisów internetowych okazały się pożyteczniejsze, niż te wyniesione ze studiów widać jedną rzecz. Granie w gry komputerowe daje pewne umiejętności. Jedną z nich jest bazowe zrozumienie zasad, jakimi rządzi się współczesny świat. Kompetencje te przydają się przy zarabianiu pieniędzy. I jak się okazuje są nieczęste.

Historia, nie tak odległa w czasie:

Firmę CD-Project znają wszyscy. Pewnie część z Was kojarzy też fakt spółka notowana jest na giełdzie.

Ciekawe rzeczy wokół CD-Projectu zaczęły dziać się jakieś 2-3 tygodnie temu, gdy analitycy mBanku obniżyli firmie rekomendację z „Kupuj” na „Sprzedaj”. To poważny sygnał alarmowy, ale ważniejsze było to jakimi argumentami się posłużyli.

Otóż: jednym z głównych powodów dla których podjęto tą decyzje był brak rezerw na zakup surowców, który mógłby poważnie zaszkodzić firmie np. w wypadku drastycznej podwyżki cen węgla lub stali (bowiem jak wiadomo węgiel i stal są niezbędnie potrzebne podczas pisania gier komputerowych). A już dystrybucja cyfrowa bez nich zupełnie nie jest w stanie istnieć, węgla bowiem używają kowale wykuwający ze stali zera i jedynki używane do kodzenia.

A przynajmniej państwo Analitycy tak sobie to zapewne wyobrażają.

Ludzie poczytali rekomendację, poczytali, pośmiali się, puknęli się w głowy i pomimo krótkiego spadku kurs rósł jak wcześniej. Rósł, aż firma wyceną zrównała się z akcjami Energi. Wówczas to prasa branżowa wypełniła się artykułami w rodzaju „Elektryczny gigant mniej wart niż producent gier komputerowych”.

Artykuły te bynajmniej nie oznaczały nic dobrego, tym bardziej, że dla wielu ludzi gra komputerowa to nadal Pacman (czytany fonetycznie). Temat bardzo szybko podjął też TVN Biznes. Tak więc spora ilość inwestorów oglądając telewizję zobaczyła co się dzieje, popatrzyła na obie firmy, pomnożyła cenę jednostkową przez liczbę akcji i stwierdziła „faktycznie”.

Jak dla mnie to dość naturalne. Koniec końców która spółka powinna być droższa? Producent prądu z peryferyjnego kraju na uboczu Europy, czy firma o światowym zasięgu? Taka, która ma ambicje konkurować z największymi, światowymi potentatami, czy taka, która owych szans nie ma i nigdy mieć nie będzie. Bo powiedzmy sobie szczerze: o ile w to, żeby CD Project za te pięć lat był w stanie wejść do trójcy największych producentów gier komputerowych na świecie, jak Kiciński palną w jednym z wywiadów, to ja nie wierzę. Ale jakieś tam, minimalne szanse na to, by koniec końców stanąć obok Activision i EA, deklasując Konami (bo powiedzmy sobie szczerze: rola Japończyków w światku gier powoli się kończy) istnieją. Ba! Może nawet dorówna EA, jeśli znów wybiorą piekarza na prezesa.

Energa natomiast nigdy nie będzie porównywalna do (dajmy na to) General Electric.

Na jej niekorzyść przemawia też fakt, że firma ta w niedługim czasie będzie musiała sfinansować rządowe rozdawnictwo, czy to bezpośrednio (jako spółka w dużej mierze należąca do Skarbu Państwa), czy to pośrednio, kupując węgiel po cenie dwukrotnie wyższej od rynkowej.

O tym, że ewentualny koszt jej rozwoju jest wielokrotnie wyższy niż w wypadku CD Project nie będę wspominał. Zrobienie porządnej gry w stylu CD Project to koszt rzędu 300 milionów złotych. Zrobienie pojedynczego bloku elektrowni węglowej w stylu Energi: 6 miliardów. Gra zwraca się kilka tygodni. Elektrownia węglowa: dziesięciolecia.

Ale dla wielu było to „Producent Pacmana (czytane fonetycznie) droższy od producenta prądu”.

Czyli bańka spekulacyjna.

Trzeba uciekać.

Co z tego wynikło:

Na skutki takiego myślenia nie trzeba było długo czekać. Tak więc już wieczorem tego samego dnia na forach giełdowych objawiły się masowo leśne dziadki, z hasełkami typu „Jak w ogóle można inwestować w takie firmy? Przecież ich jedyny majątek to kilka komputerów! Co zrobicie, jeśli firma zbankrutuje? Nie dostaniecie nawet pieniędzy z wyprzedaży dóbr spółki”.

Bo oczywiście, jeśli firma ma:

  • pół miliarda na koncie
  • żadnego, liczącego się zadłużenia
  • oraz wybitny produkt wchodzący w 10% swego przewidywanego, rynkowego żywota

o mniej ważnych bajerach nie wspominając, to są to oczywiste symptomy rychłej upadłości.

Niemniej jednak nie dla wszystkich było to jasne. Efekt był taki, że kolejnego dnia, to jest w środę zaczęły się spadki i to niezłe (jakieś 2-3 procent) oraz drobna panika. Oczywiście nie wszyscy uciekali, ktoś te akcje bowiem odkupywał.

I jak pokazuje historia mądrze robił.

A tym czasem:

Karma tym razem była wyjątkowo szybka. O północy bowiem CD Project opublikował półroczny raport finansowy.

Jeszcze tydzień wcześniej niektórzy optymiści zakładali, że CD Project między styczniem, a czerwcem zarobi jakieś 100 milionów złotych. Wszyscy się z tych ludzi śmialiśmy. Absolutnie niesłusznie.

Zarobił milionów blisko 140.

Efekt dla kursu łatwo było przewidzieć: w czwartek rosło, w piątek rosło. Łącznie o jakieś dziesięć procent od zamknięcia w środę.

Specjaliści niewątpliwie swoje akcje sprzedali właśnie w ten dzień.

Morał:

Jakie są z tego wnioski? Friedrich Schiller napisał kiedyś, że „człowiek jest tylko wtedy w pełni człowiekiem, kiedy się bawi”. Żyjemy w erze informatyczno-cyfrowej, czy to się komuś podoba, czy nie. Warto byłoby orientować się trochę w temacie, tego, jakimi prawidłami rządzi się dziś świat. I nie chrzanić głupot. Pewnie są lepsze sposoby, niż gry komputerowe, by tą wiedzę zdobyć, ale rzadko który jest przyjemniejszy. Bo bez tego pewne drzwi zawsze będą dla nas zamknięte.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

4 odpowiedzi na „Dlaczego warto było grać w gry komputerowe?

  1. Enc pisze:

    Coś mi ten tytuł notki nie pasuje za bardzo do jej treści…

  2. knightmartius pisze:

    Myślę, że interesowanie się branżą gier wideo oraz to, iż ktoś lubi sobie od czasu do czasu (albo i częściej) w coś popykać, to jednak dwie zupełnie różne sprawy…

  3. dzemeuksis pisze:

    „Specjaliści niewątpliwie swoje akcje sprzedali właśnie w ten dzień.”

    Myślę, że specjaliści to w większości po prostu podnieśli stop lossy. 😉

  4. wszstk pisze:

    Mimo że tytuł mylący, tekst jest ciekawy.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s