Jak walczyć (i wygrywać) z Kupką Wstydu?

6979300166_tyle_ksiazekKupka wstydu to najprościej mówiąc stos obiektów kultury (w tym tekście za przykład będą służyć książki, ale tak naprawdę problem dotyczyć może każdego hobby) które odłożone zostały „na potem”. Przy czym tempo owego odkładania jest tak duże, że kupka powoli, acz nieubłaganie rośnie, zamiast się zmniejszać. Kupka wstydu rozwija się więc i rozwija do momentu, aż zawali się na właściciela zabijając go na miejscu.

Socjoekonomiczne powody powstawania kupek wstydu:

Wydaje mi się, że kluczowe do zwycięstwa nad Kupką Wstydu jest zrozumienie sposobu, w jaki ta się rodzi.

Generalnie głównym powodem powstawania „kupki wstydu” jest moim zdaniem nadpodaż książek (lub innych dóbr kultury). Książki, gry, filmy etc. są tanie (jeśli myślicie, że są drogie, to spróbujcie kupić np. dobry sprzęt sportowy), bardzo tanie, darmowe, w najgorszych tylko przypadkach: umiarkowanie kosztowne, w szczególności w zestawieniu z dochodami osoby pracującej. Dla osoby dorosłej, samotnej i bezdzietnej, jak ja raczej nie jest wielkim problemem kupić ich bardzo dużo.

Jednocześnie osoba pracującą to też osoba pozbawiona czasu. Stwierdzenie to jest podwójnie prawdziwe w wypadku kogoś w związku małżeńskim, a zjawisko rośnie wykładniczo wraz z każdym kolejnym dzieckiem.

Do tego dochodzą dalsze czynniki. Tak więc:

Po pierwsze: całkiem możliwe, że część z nas jest osobami nadmiernie rozrzutnymi i zwyczajnie kupuje za dużo i bez namysłu.

Wyjaśnienie to byłoby proste i wygodne gdyby nie jeden szczegół: jest nieprawdziwe. Kupki wstydu bowiem powstają także u ludzi, którzy są oszczędni. Pomijając proste zestawienie oszczędności = lokata w banku = dodatkowa kasa zwyczajnie nasz świat pełen jest sposobów na tanie lub bardzo tanie zdobycie dużych ilości dóbr kultury. Pomijając takie wynalazki, jak biblioteki, torrenty czy chomik istnieją też takie zjawiska, jak wyprzedaże, dyskonty, antykwariaty gdzie ceny nierzadko są wręcz śmieszne.

I powiedzmy sobie szczerze: osoba oszczędna będzie kupować raczej za ich pośrednictwem, niż w pełnej cenie.

Trzecim źródłem kupki wstydu są nieadekwatne do sytuacji życiowej przyzwyczajenia. Przykładowo: większość z geeków w wieku 24+ przywykła do życia studenckiego i uczniowskiego. Oznacza to, że mieli więcej czasu, niż pieniędzy. W dorosłym życiu w normalnie funkcjonującym kraju proporcje powinny być odwrotne, w Polsce po studiach nierzadko ma się zarówno mało czasu, jak i pieniędzy.

Konsekwencją tego faktu jest niestety to, że po prostu nie jesteśmy w stanie czytać / grać tyle ile byśmy chcieli.

Czwartym źródłem kupki wstydu są zawirowania czasoprzestrzenne. Przez zjawisko to rozumiem wszelkie wydarzenia losowe. Nawet jeśli uda nam się zbudować jakąś, względną równowagę, to niestety nie ma gwarancji, że uda nam się ją utrzymać w dłuższym przedziale czasu. Przykładowo: jeśli czytamy dokładnie tyle książek, ile możemy zawsze może zdarzyć nam się np. choroba dziecka, wypadek, męczący dzień w pracy czy konieczność wzięcia tejże pracy do domu. Ewentualnie może do nas porostu przyjść kolega z alkoholem. Wszystkie te rzeczy, podobnie jak zacięcie się na nudnym tytule powodować będą znaczące opóźnienia. W efekcie czego nasz harmonogram się zawali.

Piątą przyczyną są kiepskie tytuły, które odbierają ochotę na dalszą lekturę / grę, zmuszając nas do walki z nimi i zabierając czas.

Szóstą, dość egzotyczną przyczyną są egzemplarze recenzenckie, które czytać trzeba, a które szczęśliwcom, (a może pechowcom?) którzy je otrzymują gwarantują ciągły napływ nowych tytułów.

Jak walczyć z kupką wstydu?

Ogólnie rzecz biorąc, to chyba najlepszym sposobem jest stracić robotę i zostać długotrwale bezrobotnym. Kupka przestanie przyrastać, a zacznie się kurczyć.

Jednak nie dla wszystkich są takie hardcorowe strategie. Tak więc:

bohater1) Stwórz plan walki

W tym celu policz, ile książek (gier, etc.) jesteś w stanie (realistycznie patrząc) w danym miesiącu skonsumować. Oraz ile miesięcy zajmie ci ich pochłonięcie. Następnie obrachuj ile ich średnio kupujesz, a potem pilnuj się, by nie kupować ich powyżej swoich możliwości przetwarzania. W tym celu wydziel kwotę, jaką miesięcznie możesz przeznaczyć na zakupy. Kwota ta powinna być na tyle wysoka, byś nadal mógł kupować, a jednocześnie na tyle niska, byś był w stanie konsumować więcej, niż kupujesz.

Następnie podziel swoją kupkę wstydu na porcje i powoli ją zwalczaj.

2) Stwórz listę zakupów

Po drugie: stwórz listę zakupów, obejmującą dowolny, realistyczny interwał czasowy (w moim przypadku jest to osiemnaście miesięcy) i uzupełniaj ją jedynie, gdy coś z niej spadnie.

Nie kupuj pozycji z poza listy.

Jeśli obawiasz się, że zapomnisz o jakiejś ważnej nowości etc. to powinieneś stworzyć oddzielną listę pozycji kandydackich i nań umieszczać tytuły, o których chcesz pamiętać.

1326556266_by_delmonte1_6003) Pokonaj chęć zakupów impulsywnych

Ogólnie rzecz biorąc teoria marketingu i zarządzania wyróżnia cztery typy zakupów: specjalnie zaplanowane, zaplanowane ogólnie, zastępcze oraz impulsywne. Z punktu widzenia tego wywodu istotne są tylko te ostatnie.

Zakupy impulsywne, to w skrócie zakupy nieplanowane, podejmowane pod wpływem chwili, odruchu, namowy etc. zwykle bez większego namysłu. Każdy, kto kiedykolwiek otarł się o marketing wie, że zakupy impulsywne generują największą sprzedaż.

Korzystają z tego oczywiście też sklepy i sieci handlowe. Do zachęcenia nas do tego typu zakupów służą rzeczy takie, jak naklejki z wielkimi oznaczeniami „jest tanio”, okresowe wyprzedaże (wbrew pozorom wyprzedaże rzadko służą do oczyszczenia magazynów, przeciwnie: najczęściej są planowymi działaniami, które nierzadko generują większy zysk, niż normalne dni handlowe), czy specjalne ewenty, w trakcie których do sklepów „rzucane są” nowe produkty, jak Tydzień Azjatycki w Lidlu czy Tydzień Gier Komputerowych w Biedronce. Ich cel jest jeden: złupić frajerów.

Powiedzmy sobie szczerze: jeśli wchodzisz do sklepu i wychodzisz z dziesięcioma produktami, o których wcześniej nie słyszałeś, to nie była to okazja zakupowa. To była pułapka.

Nie przeczę: wyprzedaże mogą być okazjami zakupowymi, ale tylko wtedy, gdy korzystamy z nich mądrze.

5) Kupuj tylko to co chcesz

Po piąte: kupuj tylko te rzeczy, które naprawdę chcesz mieć. Nie kieruj się modom, tym, że jest to popularna pozycja, że zajęła wysokie miejsce w rankingu etc. Nie będziesz miał za to punktów na koniec życia.

Z własnego doświadczenia: nic nie generuje takich opóźnień w lekturze jak kiepskie książki (albo takież gry). Po prostu jeśli coś jest kiepskie, to najczęściej odechciewa się po to sięgać, w efekcie coś, co czytać się powinno kilka dni ciągnie się znacznie dłużej. W moim przypadku rekordzistą był tandem „Władca Cesarzy” zsumowany z „Fionnowarkim gobelinem” (obydwa Guya Gavriela Kaya), które tak bardzo mi nie pasowały, że męczyłem je blisko rok. One to właśnie odpowiadają za rozkwit mojej kupki wstydu.

Jeśli kupujesz coś kierując się jakimś innym motywem, niż własny gust niestety istnieją duże szanse, że trafisz na gniota.

1326556266_by_delmonte1_6006) Konsumuj tylko to co chcesz

Po drugie: nie ma obowiązku grania we wszystkie gry z serii czy czytania wszystkich tomów jakiegoś cyklu. W wypadku gier bardzo często jest tak, że pierwsze części są zdecydowanie gorsze od następnych (w dużej mierze na skutek szybkiego starzenia się tych produktów). W wypadku książek: jeśli pierwszy tom Ci nie pasował, to z dużym prawdopodobieństwem drugi też będzie słaby.

Owszem, niektórzy mogą czuć się nieswojo mając luki w kolekcji. Dla nich mam radę o tyleż prostą, co brutalną.

Należy się też pogodzić z jedną myślą: nie ma obowiązku czytać do końca słabych książek (lub grać w takie gry).

4) Zapoznaj się z koszem na śmieci

Dla zaoszczędzenia czasu można pozbyć się części zakupionych produktów.

Dla wielu osób będzie to zapewne bluźnierstwem, bo jak to? Tak zmarnować pieniądze? Nie mówiąc już o dekompletowaniu kolekcji.

Wybór jest prosty: można albo męczyć się przez lata, albo z czegoś zrezygnować. Pozbycie się części zaległości jest szczególnie dobrym pomysłem w dwóch wypadkach. Po pierwsze: gier komputerowych. Powiedzmy sobie szczerze: gry starzeją się. W tej dziedzinie postęp jest bardzo szybki. O ile w wypadku książki upływ 20-30 lat często ledwie daje się poznać, tak w wypadku gry nawet rok różnicy jest nierzadko epoką (a jeśli ktoś pamięta jeszcze lata 90-te, to wie, że to i tak są zmiany powolne). Tak więc można odstrzelić niektóre, starsze tytuły. Zwłaszcza te, które nie były tytułami z najwyższej półki.

Po drugie: jeśli dostajemy wiele tytułów „z zewnątrz”, w formie różnych egzemplarzy testowych. Przykładowo: kiedy pracowałem w gazecie dostawaliśmy masy książek, gier i programów w prezencie od różnego rodzaju speców od public relations chcących zainteresować nas swoimi eventami lub podtrzymać dobre relacje. W Cenedze przy okazji każdej premiery pracownicy dostawali gry. Dwa lata temu z okazji urodzin od współpracowników dostałem w prezencie „Ochotnika do Auschwitz” (że co? że powinienem się zgłosić, czy jak?), książkę, której w normalnych okolicznościach kijem bym nie ruszył.

Z niepotrzebnymi tytułami można zrobić różne rzeczy: rozdać znajomym, zanieść do biblioteki, sprzedać w antykwariacie lub na Allegro, wymienić…

bohater27) Nie kupuj dopóki nie jesteś pewien

Po siódme: nie kupuj niczego w ciemno, jeśli nie znasz jakiejś firmy i po prostu nie usychasz z oczekiwania na dany tytuł. W szczególności nie kupuj w przedsprzedaży, a tym bardziej we wczesnym dostępie. Poczekaj na opinie recenzentów którym ufasz lub polecenia znajomych.

Istnieje pewne prawdopodobieństwo (IMHO dużo większe w świecie książki niż gier), że trafisz na produkt zły lub zwyczajnie średni, albo mimo wszystko cię nie interesujący. W wypadku gier istnieje natomiast duża szansa na trafienie na produkt zabugowany w momencie premiery, w wypadku którego gracze mają robić za testerów. Który to produkt zwyczajnie zepsuje zabawę swoim odbiorcom licznymi błędami.

Albo (w wypadku Early Acess) grę, która nigdy nie zostanie ukończona.

8) Korzystaj (mądrze) z promocji

O ile o unikaniu zakupowego szału i promocyjnych pułapkach (polegających na tym, że marketingowcy chcą za wszelką cenę stworzyć atmosferę szczęśliwego trafu i jedynej w swoim rodzaju okazji) już pisaliśmy to teraz należy napisać trochę o mądrym korzystaniu z promocji.

Choćby dlatego, że rzeczą, której najbardziej obawiają się wszelkiego typu marketingowcy są świadomi klienci.

Pierwszą rzeczą, którą należy zrozumieć jest fakt, że promocje, mimo tworzonej wokół nich atmosfery jednorazowości są zjawiskami cyklicznymi, powtarzającym się co jakiś czas, choć niekoniecznie w tym samym momencie. Powody są proste: duże promocje powodują zysk, często przekraczający zysk kwartalny ze sprzedaży w danym punkcie.

Po drugie: często jest tak, że z czasem oferta poprawia się, a ustawiczne spadki cen produktów są wliczone w ich żywot. Dobrym przykładem są tu gry komputerowe. W czasach, gdy jeszcze siedziałem mocno w temacie gry dzieliły się na sześć kategorii cenowych. Były to:

  • największe hity za 120-150 złotych

  • mniejsze hity za około 100 złotych

  • przecenione za około 70 złotych

  • drugiej świeżości za około 50 złotych

  • kolekcje klasyki za około 20 złotych

  • gry skierowane do czasopism komputerowych

Strategia sprzedażowa była bardzo prosta: modelowa gra zaczynała w przedziale pierwszym lub drugim, a następnie, co rok obniżano jej cenę, o jedną kategorię. Koniec końców znikała z rynku. Gry kategorii B startowały natomiast w niższych przedziałach cenowych, w zależności od swej jakości.

Oczywiście było to dawno temu i świat już tak nie działa. Ilustruje to jednak zjawisko. Otóż: wyprzedaże będą zawsze. Odkładając zakup nic nie tracimy, przeciwnie: w niektórych wypadkach przyjdzie nam nabyć produkt taniej lub z większą ilością bonusów.

Jeśli posiadamy listę zakupów, to dzięki różnicy cenowej i oszczędności kupimy więcej naszych upragnionych pozycji za tyle samo pieniędzy.

12289503_934303403285589_1528881868734178199_n9) Kupuj droższe rzeczy:

Jeśli twoim głównym problemem jest brak czasu na czytanie, a nie pieniędzy i posiadasz listę zakupów, to przesuń na jej pierwsze miejsca droższe tytuły. Zamiast więc dwóch książek za trzydzieści złotych kup jedną za sześćdziesiąt. Szybciej ją przeczytasz i zyskasz czas na następną, dzięki czemu uszczuplisz swoją kupkę wstydu.

Ja mam zamiar w tym roku postąpić tak z zimową wyprzedażą Steam. Jako, że mam spore zaległości z zeszłego roku jeszcze zamiast tym razem obkupić się na wiadomym serwisie nabędę chyba Wiedźmina 3 w edycji GotY.

Advertisements
Ten wpis został opublikowany w kategorii Książki i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

4 odpowiedzi na „Jak walczyć (i wygrywać) z Kupką Wstydu?

  1. Jeśli kogoś boli to, że kupuje książki, których nie ma czasu przeczytać i aby pojąć, że rozwiązaniem jest niekupowanie książek, których nie ma czasu przeczytać, potrzebuje długiego artykułu „poradnikowego”, to trochę to smutne.

  2. Enc pisze:

    „W wypadku gier bardzo często jest tak, że pierwsze części są zdecydowanie gorsze od następnych (w dużej mierze na skutek szybkiego starzenia się tych produktów).”

    Okeeeej.

  3. Lurker pisze:

    Żeby narobić taką kupkę, to komuś chyba zwyczajnie musi nie być żal pieniędzy. No i czasu. No i miejsca na półce chyba przede wszystkim.

    Ja tam, jak w zimie zdecydowałem się kupić raptem dwie książki, i jakoś tak nie za bardzo się za nie zabrałem, to już wystarczyło, żebym stwierdził, że to był w sumie niepotrzebny wydatek. I na pewno w planach nie mam i nie będę miał kupować żadnych nowych, jeśli nie okaże się, że za te ostatecznie się nie zabiorę.
    Bo to przede wszystkim niepotrzebne zbieranie makulatury.
    Nie rozumiem tego – jako ktoś, kto nie poradził sobie z tym, co do tej pory ma na półce – szczególnie dlatego, że ma tak mało czasu – może mieć w ogóle ochotę na kupowanie kolejnych, skoro widzi, że i tak sobie z nimi nie poradzi.
    A poza tym – w ten sposób z rozrywki robi się obowiązek – bo człowiek zamiast myśleć o tej lekturze(grze, itp.) z radością, myśli na zasadzie – „muszę nadrobić” – normalnie, jak o pracy, a nie rozrywce.
    A wtedy nie może to sprawiać frajdy – nie można zmusić się do zabawy na siłę. Bo to żadna zabawa wtedy. Dziwi mnie, że dorośli ludzie tego nie kumają sami.

  4. DoktorNo pisze:

    A co powiecie na to że aby nie mieć takiej kupki to najlepiej… nie robić niczego co by ja tworzyło lub powiekszało? 😉
    Jestem tu odrobinę przewrotny ale zasadniczo mam na myśli to ze pewne rzeczy warto sobie po prostu odpuścić. Nie wiem np. czy miałbym ochotę na „Dynastie” fantasy czyli GofT, tak samo darować mogę sobie większość gier.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s