Nie tylko ninja czyli szpiedzy dalekiego wschodu:

Tradycja sformalizowanych i dobrze zorganizowanych służb specjalnych jest na dalekim wschodzie bardzo stara, a pierwsze poświęcone jej materiały pochodzą z jednej z klasycznych ksiąg tego regionu Sztuki Wojny autorstwa Sun Tsu.

Sun Tsu (będę stosował transliterację angielską, bo do niej się przyzwyczaiłem), sądząc z treści jego książki był wyznawcą czegoś, co współcześnie nazywa się „realizmem politycznym”. Wychodził on z przykrego założenia, że świat jest zły, ludzie są źli, a wojna jest już zupełnie rzeczą najgorszą i z czysto ekonomicznego punktu widzenia celem rozsądnego przywódcy powinno być jak największe minimalizowanie skutków owego zła. Dlatego też zalecał stosowanie szpiegów, kiedy tylko było to możliwe.

Argumenty jakimi się posługiwał były proste niczym drut: utrzymanie armii liczącej sto tysięcy żołnierzy wynosi tysiąc sztuk srebra dziennie. Co więcej utrzymanie jednego żołnierza rozłożone jest na siedem innych rodzin, które żyją w biedzie (w owym czasie w Chinach istniał system wojsk wybranieckich, tak więc powoływano do służby gospodarza z jednej zagrody, a sześć innych było zobowiązanych pokryć koszta jego ekspedycji), co rujnowało gospodarkę kraju.

Zadania armii mogli ułatwić lub w całości zrealizować szpiedzy, którzy byli dużo tańsi. Sun Tsu zalecał więc korzystanie z ich usług. Generał dzielił szpiegów na następujące kategorie:

Szpiegów miejscowych: o których wyraził się bardzo lakonicznie, stwierdzając, że są oni „werbowani z miejscowego terenu”. Trudno powiedzieć o co mu w tej dziedzinie chodziło. Ja osobiście interpretowałbym, że o dwie kategorie ludzi: po pierwsze lokalnych przewodników, którzy mogliby wskazywać drogę armii w krainach, w których nie ma map.

Po drugie: o lokalnych informatorów: kupców, włóczęgów, chłopów etc. Oraz rozpytywanie ich na zasadzie „czy widziałeś armię waszego księcia” lub „jak mocna jest ona”?

Szpiedzy wewnętrzni: czyli przedstawiciele władz wroga, jego urzędnicy lub oficerowie piastujący wysokie stanowiska. Do tej grupy należały w pierwszej kolejności osoby albo niesprawiedliwie pominięte przy awansach, albo też pozostające w niełasce na skutek różnych przewinień. Dobrym materiałem byli też urzędnicy posiadający opinię chciwych, gdyż dało się ich łatwo przekupić, a także tacy posiadający wrogów, którym mogli chcieć zaszkodzić.

Sun Tsu bardzo doceniał usługi jakie mogli oddać, ale też zwracał uwagę na fakt, że mogą zostać wykorzystani przez wroga do przekazywania fałszywych informacji, a niektórzy wprost mogą zostać przez nieprzyjaciela podsunięci.

Szpiedzy martwi: czyli celowo wykorzystani agenci, których podsuwało się nieprzyjacielowi celem przekazania mu fałszywych informacji. Był to osobnik, któremu celowo podawano błędne instrukcje (albo też kurier wysyłany z wiadomością) w nadziei, że zostanie schwytany, a następnie na torturach wyjawi przeciwnikowi swą „wiedzę”, w wyniku czego ten popełni jakiś, straszliwy błąd.

Szpiedzy żywi: czyli żołnierze „głębokiego zwiadu” wysyłani za linie przeciwnika, by tam dokonać rekonesansu. Mogli skrycie przedostawać się na teren nieprzyjaciela i obserwować go z ukrycia, jak wojska rozpoznania, lub odwrotnie: korzystając z różnorakich legend oraz przebrań wtapiać się w tłum nieprzyjaciół udając kupców, żebraków, wędrownych mnichów, rzemieślników i wróżbitów…

Szpiedzy podwójni: czyli zwerbowani na naszą stronę lub po prostu wykryci agenci wroga. Sun Tsu uważał ich za najważniejszy typ. Powód był prosty: dzięki ich raportom, podyktowanym przez nowego mocodawcę lub posuniętym im podstępem mogli uprawdopodabniać jego plany, potwierdzać rewelacje „szpiegów martwych” i zwyczajnie wprowadzać wroga w błąd.

Odbiór Sun Tsu:

„Sztuka Wojny”, mimo, że posiadała oddanych zwolenników miała pecha kłócić się z zasadami głoszonymi przez żyjącego mniej-więcej w tym samym czasie, co jej autor Konfucjusza. Filozofia tego ostatniego kładzie nacisk na pięć, podstawowych cnót: humanitaryzm, praworządność, poprawność, mądrość i lojalność. Regulują one pięć fundamentalnych relacji: między panującym, a urzędnikami, ojcem i synem, starszym i młodszym bratem, mężem i żoną oraz między przyjaciółmi.

W wielkim skrócie: konfucjanizm, który urósł d rangi ideologii oficjalnej Chin jest bardzo konformistyczny, a dotyczy to szczególnie relacji poddanych z (z założenia moralnie doskonałymi i mądrymi) przełożonymi. Zagwarantować ma to osiągnięcie przez świat stanu doskonałości. Jeśli w tych warunkach ktoś szczęścia nie doświadcza, to, oczywiste nie wynika to nie z niedoskonałości systemu, tylko jest wyjątkowym fenomenem, nie wartym analizy.

Do tych zasad książka Sun Tsu, w której co kilka słów pada „nie da się prowadzić wojny zgodnie z etykietą”, „cesarz najlepiej zrobi oddając wojnę w ręce wykwalifikowanych generałów i nie wtrącając się w nią”, „nadmierne człowieczeństwo jest wadą dowódcy! Jeśli ktoś jest zbyt litościwy, to da się złamać jego charakter!” pasuje jak pięść do nosa.

W efekcie „Sztuka Wojny”, mimo, że należała do klasycznych dzieł literatury chińskiej została uznana za wywrotową i niebezpieczną. Bywały nawet okresy, gdy jej posiadanie i rozpowszechnianie było nielegalne, lub gdy w obawie przed tym, że dostanie się w ręce wrogów cesarstwa jej treść utajniano, oddając ją wyłącznie do dyspozycji najwyższych lub najbardziej zaufanych dostojników cesarstwa.

W rezultacie jej treść często lepiej była znana ludom zewnętrznym: Mongołom, Wietnamczykom, Koreańczykom czy Japończykom, niż w samych Chinach.

W szczególności ci pierwsi bardzo chętnie korzystali z różnego rodzaju szpiegów, zwykle przebranych za kupców. Generalnie mongolskie przygotowanie do najazdu składało się z kilku etapów. Najpierw pojawiali się kupcy, którzy pod pozorem handlu swymi towarami szacowali siłę garnizonów, jakość fortyfikacji, położenie brodów i przepraw mostowych, miast oraz dogodnych pastwisk dla koni. Następnie miała miejsce wyprawa „głębokiego zwiadu” czyli żołnierzy, którzy sprawdzali meldunki oraz potajemnie penetrowali zakątki kraju niedostępne dla kupców, a potem ruszał pierwszy najazd, często o charakterze próbnym. Dopiero po nim atakowano na pełną skalę.

Ogólnie, mimo wyobrażenia o prymitywnych, tatarskich najeźdźcach Mongołowie dysponowali bardzo wyrafinowaną i na owe czasy doskonałą machiną administracyjną.

A tymczasem w Indiach:

Mniej-więcej w tym samym okresie, co „Sztuka Wojny” w Indiach powstało dzieło zatytułowane „Arthasastra„. Jest to złożony z piętnastu ksiąg traktat poświęcony strategii, polityce, dyplomacji, ekonomii oraz wojnie. Jego treść jest mi znana wyłącznie ze streszczeń i opracowań, o ile wiem nie przetłumaczono go też na język polski.

Komentatorzy wskazują, że autor był, podobnie jak Sun Tsu i Machiavelli wyznawcą politycznego realizmu. |Uważa, że w polityce międzynarodowej nie liczy się moralność i wyższe wartości, a jedynie koniunktura, siłą rzeczy więc nie można liczyć na trwałość sojuszy. Z drugiej strony ponownie kładł nacisk na zasadę mniejszego zła. Wojna jest dlań dopuszczalnym środkiem rozwiązywania konfliktów, lecz jedynie w sytuacji, gdy z analizy strategicznej wynika, że zwycięstwo jest pewne. Prócz tego, by uniknąć konfliktu zbrojnego władca może, a nawet powinien stosować każdy wybieg, a nawet złożyć hołd lenny silniejszemu najeźdźcy. Doradza także łagodne traktowanie poddanych, w szczególności podbitych ludów, jednak nie z powodów humanitarnych, a pragmatycznych: pozwala to zaskarbić sobie ich przychylność i lojalność.

Ogromną rolę w polityce odgrywa też jego zdaniem spiegostwo.

Ogólnie rzecz biorąc to w dawnych Indiach ma bardzo długą tradycję. Pierwszym cytatem potwierdzającym jego obecność jest klasyczny poemat epicki pod tytułem Mahaharata, który głosi całkiem rozsądnie:

Powinien król zatrudniać jako szpiegów ludzi wyglądających jak idioci lub jak ślepi i głusi. Powinny to być osoby dokładnie sprawdzone co do swych zdolności, które wykazują się mądrością i zdolne są wytrzymać głód i pragnienie. Król winien ostrożnie rozpuszczać szpiegów wśród swoich doradców, przyjaciół i synów, w swym mieście i prowincjach oraz w posiadłościach swych wodzów. Jego szpiedzy niech będą tak zatrudniani, by nie wiedzieli o sobie nawzajem. Winien również poznać szpiegów swych wrogów poprzez umieszczanie własnych w sklepach i miejscach zabaw, w salach pełnych ludzi, wśród żebraków i w ogrodach i w parkach, na spotkaniach i posiedzeniach mędrców, na wsi, w publicznych miejscach, tam gdzie wróg utrzymuje swój dwór i w domach obywateli. Król, który chce wspomagać się wywiadem musi też ustalić, kim są szpiedzy jego wrogów. Jeśli to uczyni będzie mógł z tego wyciągnąć korzyści.

„Arthasastra” sugeruje powołanie dwóch rodzajów słóżb: są to agenci należący do siatek szpiegowskich (samsthah) oraz „szpiedzy wędrowni” (sancaras), którzy przemierzali kraj w zależności od konieczności operacyjnej.

Siatki szpiegowskie (samsthah) składały się z pięciu typów ludzi:

  • Fałszywych uczniów” czyli osób podających się za zwolenników jakichś teorii, słuchaczy guru religijnych, uczonych i przywódców, zajmujących się „odgadywaniem myśli” i obserwacją, czy ktoś nie popełnia niegodziwego uczynku.
  • Samotników” czyli fałszywych ascetów, zaopatrzonych równie w fałszywych uczniów, bydło i ziemię, której uprawą mogli się zająć, a dochody z tego przeznaczyć na utrzymanie siatek szpiegowskich. Zajmowali się oni głównie koordynowaniem pracy innych szpiegów oraz zapewnianiem im baz, zbieraniem ich meldunków oraz organizowaniem kanałów przerzutu informacji
  • Właściciele domów” czyli chłopi, którzy stracili majątki, a którym kupowano ziemię. Rekrutowali oni innych chłopów do siatki wywiadu oraz jako donosicieli.
  • Kupcy” czyli drobni handlarze oraz bogaci kupcy działający na opisanej już wyżej zasadzie, podrużujący po kraju własnym i ziemiach wroga oraz zbierający informacje.
  • Asceci stosujący umartwienie” byli szpiegami, którzy udawali świętych mędrców. Towarzyszyli im „właściciele domów” i „kupcy”, którzy udawali ich uczniów oraz zaświadczali o czynionych cudach, namawiając innych ludzi, by powierzali im swe sekrety, słuchali ich rad i obdarzali zaufaniem, dzięki czemu władca mógł uzyskać wgląd w ich tajemnice.

Wędrowni szpiedzy” (sancaras) byli inną kategorią. Mieli to być wszechstronnie wyszkoleni ludzie z dobrych domów, którzy znali wiele rzemiosł, liczne języki oraz posiedli sztukę przebierania się w stroje typowe dla różnych krajów i warstw społecznych. Ich główne zadanie polegało na szpiegowaniu królewskich ministrów, wysokich kapłanów, dostojników, generałów oraz następców tronu. Dzielili się na cztery kategorie:

  • Towarzysze” były to sieroty wychowane przez państwo, które wykształcono w czarnoksięstwie, wróżbach, sztuce lekarskiej, trikach i sztuczkach różnego rodzaju, ale też matematyce i naukach przyrodniczych oraz językach obcych. Dzięki swemu wykształceniu mieli oczarowywać swe ofiary (pewnie dzięki temu „czarnoksięstwu”) i przenikać w głąb ich orszaków.
  • Trucicieli” którzy „byli niezmiernie leniwi i okrutni, a w których nie ostały się żadne synowskie uczucia”. Jest dyskusyjne, co „Arkasastra” ma przez to na myśli, ale wydaje się, że zaleca rekrutowanie młodszych potomków rodów, bastardów i skłóconego z rodzicami potomstwa możnych, których można było wykorzystać przeciwko ich rodom.
  • Żebraczki” czyli ubogie wdowy, którym fundowało się posagi lub szkoliło na kurtyzany, a które wychodziły następnie ponownie za mąż za ludzi wpływowych lub stawały się członkiniami ich haremów.
  • Podpalaczy” czyli „odważnych desperatów dla zysku rzucających się z gołymi rękami na lwy i tygrysy”, którzy mieli stać się doskonale wyszkolonymi zabójcami oraz specjalistami od walk podjazdowych. Ci mieli wabić przeciwników władcy do kurtyzan i zabijać w ich ramionach, przepędzać dzikie zwierzęta na jego oddziały, zaklinać węże, by wpadały w jego szyki, sprzedawać zatrutą wodę i siano jego hodowcom bojowych słoni, udawać demony i straszyć jego ludzi, kopać tunele pod posągi bóstw i mówić ich ustami, podpalać nietoperze (ale głupi ci Hindusi) i rozdawać małpom krzesiwa (facepalm), by wzniecały pożary w twierdzach nieprzyjaciela oraz karmić trucizną uczennice kurtyzan w nadziei, że same staną się trujące (duble facepalm) i będą mordować seksem.

Ogólnie mam wrażenie, że autora „Arkasastry” momentami ponosiła wyobraźnia, niemniej jednak część jego spostrzeżeń w dziedzinie budowy siatki kontrwywiadowczej trafia w punkt. Jej autor zauważą też, że szpiedzy mogą kłamać: czy to w skutek przekupstwa przeciwnika, czy z własnej nieudolności, czy z chęci zdobycia nagrody. Kładzie więc nacisk na konieczność weryfikowania ich informacji: władca, gdy otrzyma sensacyjny meldunek od swego szpiega powinien natychmiast wysłać następnego, by ten go potwierdził.

Lin Quei:

Po zakończeniu ery ninja w Chinach miał mieć miejsce kolejny wytrysk idei szpiegowskich. Byli to Lin Quei czyli tak zwane „leśne demony”: stosujący partyzanckie metody walki bandyci, buntownicy i mieszkańcy dziczy, którzy żyli w jaskiniach, unikając ludzi.

O Lin Quei nie wiadomo wiele: nie mają nawet artykułu na Wikipedii, a w Google ich nazwa pojawia się najczęściej w kontekście „Mortal Kombat” oraz „Bullshido”. Jedyne informacje, na jakie trafiłem pochodziły z rozmaitych stronek turbo-karateków, gdzie dowiedzieć się można, że ludzie ci potrafili skakać na 20 metrów oraz rzucać kamehamy. Z czasem przeniknęli w szeregi buddyjskich mnichów wraz z którymi trafili do średniowiecznej Japonii, gdzie dali początek Ninja.

Biorąc pod uwagę źródła w powyższą historię bym nie wierzył.

Ninja:

Najsłynniejszymi, japońskimi szpiegami są oczywiście Ninja. Ogólnie rzecz biorąc Japończycy sztukę szpiegostwa mieli bardzo wysoko rozwiniętą. Jej podstawą była „Sztuka Wojny” Sun Tsu, która trafiła na wyspy około siódmego wieku naszej ery, wraz z wieloma innymi księgami klasyków chińskich.

Jej obszerne fragmenty, w tym cały rozdział XIII („szpiegostwo”) weszły w skład dzieła „Shoku Nihgori” czyli oficjalnej historii Japonii.

Siatki szpiegowskie zaczynają pojawiać się jednak dopiero około XIV wieku, choć niektórzy badacze wskazują na ich początek wiek XII, a nawet X. Nasilenie ich działań przypada na okres między XV, a XVII wieku czyli tak zwaną „erę Sengoku”: okres wojen domowych.

Początki ninja nie są jasne. Pojawiają się różne informacje na ich temat ninja, często sugeruje się, jakoby mieli być to początkowo buddyjscy mnisi lub chłopi, którzy przejęli służbę szpiegowską, gdyż samuraje wstydzili się nią zajmować. Faktycznie jednak okres sengoku był momentem tak dużego rozprzężenia moralnego i tak wielkiej militaryzacji społeczeństwa (w wojnach uczestniczyli nie tylko samuraje, ale też uzbrojeni mnisi buddyjscy oraz wyznawcy shugendo, chłopskie straże nocne pod dowództwem sołtysów, kupieckie gildie z Kyoto, wolni kmiecie nazywani kokujin i tysiące innych), że trudno podejrzewać, by w tych okolicznościach trudno było znaleźć ochotników do służby niehonorowej.

Pod koniec XV wieku ninja, z prywatnych siatek szpiegowskich przekształcili się w płatnych najemników wyspecjalizowanych w sztuce wywiadu, dalekim rozpoznaniu, dywersji i terroryzmie. W szczególności sława zaczyna otaczać ludzi z okolic wiosek Koga i Iga (w tym sensie słowo „wioska” oznacza jednostkę administracyjną poniżej gminy… składa się z wsi głównej, od czterech do dwudziestu wsi satelickich oraz bliżej nieokreślonej ilości osad i przysiółków), którzy ze szpiegostwa uczynili sposób życia.

Tak pojmowani ninja dzielili się na rodziny, te natomiast na gildie, którym podlegały poszczególne regiony kraju. Operowali tam agenci podzieleni na trzy grupy: byli to Jonin (dowódcy grupy koordynujący łączność całej sieci), Chunin (jej oficerowie łącznikowi koordynujący działania agentów terenowych) oraz Genin (agenci terenowi zwykle rekrutowani z niskich klas). Ci ostatni mogli pełnić cztery role: kancho (szpieg), teisatsu (zwiadowca), kishu (specjalista od walki podjazdowej) oraz konran (agitator).

W XVII wieku prowincja Iga została najechana przez siły Ody Nobunagi, który położył kres zorganizowanym klanom ninja, a niedobitki obydwu rodzin zostały włączone w skład jego wojsk.

Siatki szpiegowskie przetrwały z dużym prawdopodobieństwem do XIX wieku, kiedy to, wraz z pogarszającą się kondycją państwa, ogólnym upadkiem i na fali późniejszych transformacji zostały najpewniej zlikwidowane. Najwięcej informacji o ninjutsu pochodzi ze źródeł XVII i XVIII wiecznych, powstałych już po zakończeniu działań wojennych w Japonii. Takich jak podręcznik Bansenshukai skompilowanej między rokiem 1676, a 1681, zawierający wiedzę klanów Iga i Koga. Egzystuje on w dwóch wersjach, różniących się nieco treścią. Składa się z dwunastu rozdziałów, przy czym dwa poświęcono filozofii, cztery dowodzeniu, trzy „działaniom otwartym” czyli głównie planowaniu, cztery „działaniom skrytym”, dwa następnie astrologii oraz pięć broni i wyposażeniu.

W sensie filozoficzno-przywódczym polega na podobnym mafijnemu kodeksowi ninpo, w którym główną wartość etyczną stanowią lojalność i tajemnica.

Bansenshukai uważano za książkę niebezpieczną i wywrotową, przeznaczoną jedynie dla szoguna, jego najbliższych doradców oraz samych agentów. Przed II wojną światową tylko nieliczne egzemplarze trafiły do ogólnego obiegu.

PS. Dziś było bez memów, bo coś WordPress.com zchrzanił i obrazi się nie wczytują.

Ps2. I jak zwykle zapomniałem podać bibliografię:

  • C. Totman, Historia Japonii, Kraków 2009
  • Sun Zi, Sztuka wojenna, Kraków 2003
  • T. Crowdy, Historia szpiegostwa i agentury, Warszawa 2010
  • J. Keegan, Wywiad w czasie wojny, Warszawa 2003
Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Historia i oznaczony tagami , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s