Nie oceniaj książki po okładce…

Conan-Droga-do-tronu-_bn38788Tematem dzisiejszym będą okładki książek. Oraz książki, które dużo straciłyby, gdyby po widniejących na ich oprawie ilustracjach je oceniać.

Do poruszenia tego zagadnienia zachęciła mnie lektura powieści „Pieśń przed bitwą” Johna Ringo, którą to powieść przez długie lata omijałem szerokim łukiem właśnie z powodu tego, co widniało na pierwszej stronie.

Dziś więc zajmiemy się książkami wyraźnie skrzywdzonymi przez wydawcę marną okładką.

Początek historii:

Tradycja okropnych okładek książek fantastycznych w Polsce ma długą historię. By ją omówić należny cofnąć się do przełomu lat 80-tych i 90-tych, gdy na nasz rynek trafiły duże ilości zachodniej literatury. W połączeniu z kiepską techniką poligraficzną i grafikami, którzy nie całkiem wiedzieli jak temat ugryźć dało to takie efekty jak:

Conan i majaki po grzybach:

c0cb422c2053238f4db7f0c7084333d2

Conana w królestwie Salvadora Dali

Dolina_grozy

oraz Gimnazjalista rysuje Conana.

k8p5274t1413996176_l

Oczywiście Conan nie był jedynym klasykiem fantasy, który został w ten sposób potraktowany. Na uwagę zasługuje też jego bliski krewniak Kane w wersji od Phantom Pressu, nieistniejącego już wydawnictwa wybitnie zasłużonego w dziedzinie sztuki turpistycznej. Przykładem może być ostatni tom cyklu pod tytułem „Mroczna Krucjata”.

Mroczna_Krucjata

Książka ta jest o tyle istotna, że otwiera nowy nurt w polskiej sztuce wydawniczej, a mianowicie: okładek, na których nie wiadomo o co chodzi. Bo doprawdy nie przypominam sobie, by w tej książce występował upośledzony tyranozaur lub ekshibicjonista na krowo-smoku.

Phantom Press ogólnie chyba oszczędzał na grafikach płacąc im głównie narkotykami. Tak więc, gdy postanowiło wydać „Czarnoksiężnika z Archipelagu” okładka książki wyglądała tak:

Najdalszy_brzeg_III

Inni wydawcy natomiast zdawali się wierzyć, że goła baba sprzeda wszystko. Efektem były takie prace, jak okładka „Doliny płomieni”, jedna z chyba najbrzydszych jakie widziałem.

9689

Nie wszyscy mieli ku temu odwagę, woląc ilustrować swe książki ilustracjami wydarzeń mającymi miejsce na ich kartach, jak widzimy to w przypadku cyklu o książętach Amberu (do których to nawiasem mówiąc jeszcze wrócimy).

Znak-Chaosu-_bn42008

Oczywiście polskim pisarzom też sie oberwało. Przykładowo tu mamy książkę Jacka Piekary z okresu zanim stał się sławny. Oraz jej taktyczną okładkę odstraszającą.

indeks

Późne lata 90-te i pierwsze dziesięciolecie:

Okres ten jest chyba moim ulubionym momentem jeśli chodzi o okładki książek fantastycznych. Druk staje się łatwiejszy i dokładniejszy, tak więc pojawiają się całkiem niezłe grafiki dobrych, identyfikowalnych artystów. Oczywiście nie wszyscy wydawcy szli w tym kierunku. Przykładem może być Muza, która kontynuowała tradycję okładek typu WTF?

J-R-R-Tolkien-Wladca-Pierscieni-Druzyna-Pierscienia-3187-big

Albo SuperNova z jej „klasycznymi” okładkami Wiedźmina:

Andrzej-Sapkowski-Czas-Pogardy-2076-bigDługo się z kolegami w liceum zastanawialiśmy „kto to”?

Problemem epoki był niestety fakt, że zwykle stosowano zupełnie losowe grafiki, nie przejmując się zupełnie, czy mają cokolwiek wspólnego z treścią książek. Dochodziło nawet do tego, że umieszczano na oprawie jednego cyklu bohaterów innego. Tak więc mamy takie cuda jak:

Hawkmoon na „Ogrodach Księżyca”:

Ogrody_Ksiezyca

Elryk z Melnibone na okładce „Czarnej Kompanii”:

get_2_wpapi_wp_pl

Choć akurat „Czarna Kompania” a raczej jej drugi tom „Cień w ukryciu” stanowią jeden z nielicznych przypadków użycia oryginalnej ilustracji w tej epoce. Było to takie oto, oszałamiające dzieło:

Cien-w-ukryciu-_bn2016

Wydawca jednak dość szybko pomiarkował co zrobił, tak więc drugie wydanie książki ilustrowane było już książętami Amberu.

cien

Niektórzy wydawcy nie przejmowali się nawet tym, że ktoś już wydał książki korzystając z tej samej ilustracji. Tak więc Johna Snow można było zobaczyć zarówno na okładce drugiego wydania Gry o Tron

Okladka_Gra o tron.indd

Jak i jakiegoś, zupełnie randomowego fantaziaka wydanego w tym samym okresie:

51653-450

Nawiasem mówiąc Gra o Tron też nie ustrzegła się tego grzechu. Pierwsze wydanie powieści również nie posiadało oryginalnej okładki. Zamiast tego podziwiać na niej mogliśmy ilustrację przedstawiającą któregoś z bohaterów uniwersum Dragonlance.

Gra-o-tron-_bn34615

Z tego samego okresu pochodzi ilustracja która zainspirowała mnie do stworzenia tego artykułu. Mianowicie: oprawa „Pieśni przed bitwą” Johna Ringo, która wyglądała tak:

john_ringo_piesn_przed_bitwaDwie nieanatomiczne sylwetki, ściskające nieokreśloną broń już w tamtym okresie były wyjątkowo szpetne oraz całkowicie oldshoolowe. Wygląd tych ilustracji sprawił, że od książki odrzuciło mnie na dobrych naście lat. Dopiero niedawno przeczytałem ją za namowami kolegi. I warto było.

W oryginale cała okładka pokryła była dziwnym, szarym czymś, co strasznie błyszczało. Oraz na czym palce zostawiały bardzo widoczne ślady, które widać na ilustracji.

Żeby było śmieszniej oprawa drugiego tomu wcale nie wyglądała lepiej, choć niestety pomniejszone zdjęcia dostępne w necie i ogólnie obróbka cyfrowa są dla niej bardzo łaskawe. W naturze okładka prezentuje nienaturalne, komiksowe barwy i dziwna perspektywa zapowiadają tandetę robiąc książce krzywdę.

okladka-450

Drugie dziesięciolecie i groza z Photoshopa:

Okolice roku 2010 to okres stopniowego odchodzenia od wcześniejszych, ręcznie malowanych ilustracji na rzecz grafik stockowych, kupowanych często za grosze. Zmienia się stylistyka, zmieniają się trendy, ale bynajmniej nie znaczy to, że okładki stają się dużo lepsze.

Jak często zło przychodzi z zachodu. Trend zaczynany jest przez „Ucztę dla wron” George R. R. Martina, na której widzimy takie oto dzieło:

piesn-lodu-i-ognia-tom-4-uczta-dla-wron-czesc-1-cienie-smierci-b-iext34497977

W szczególności rycerz po lewej wygląda nienaturalnie. Ogień w rękach czarodzieja w naturze również nie trzyma barw, a poza tym widać, że jest wygenerowany komputerowo.

Żeby było śmieszniej ponoć jest to oryginalna okładka.

Photoshop pozwalał nie tylko narysować własny obrazek. Pozwalał też modyfikować istniejące ilustracje np. rozmazując je. Dzięki temu z czegoś takiego:

7525784.3

Można było zrobić to:

zamek

Ale można też tworzyć takie dzieła jak to:

kroniki-amberu-tom-1-b-iext33555878

Ogólnie rzecz biorąc cykl Zelaznego nie ma szczęścia do okładek.

PS. Grisznak poradził mi, żeby znalazł niemieckie okładki Harrego Pottera. Faktycznie są wstrząsające:

prisoner-of-azkaban-german

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Fantasy, Książki, Sztuka i oznaczony tagami , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

20 odpowiedzi na „Nie oceniaj książki po okładce…

  1. Grisznak pisze:

    Cóż, do dziś nie mam pojęcia, co na okładkach pierwszego wydania Władcy Pierścieni w Polsce robiły obrazy Bruegela.
    Ale z tego co widzę, wybrałeś większość tych okładek, które i ja bym wybrał.

  2. Vespera pisze:

    Dobry artykuł, pośmiałam się trochę 🙂 Ostatnio czytam sporo e-booków, ale kiedyś, gdy bardzo intensywnie korzystałam z biblioteki, trafiały się i takie koszmarki.

  3. Norsevia pisze:

    Hehe, fajny artykuł – większość tych okładek to stare wydania. Czego się można było spodziewać po antygraficznych latach 80tych i 90tych.
    Strasznym koszmarem jest nowe wydanie „Córki czarownic” Doroty Terakowskiej z 2014. Nie dość, że kicz, to jeszcze zupełnie mija się z treścią książki. Kolor włosów „jak zborze tego kraju” miał bardzo ważne znaczenie dla całe fabuły, a tu proszę – czarnowłosa dziewczynka.

    • DoktorNo pisze:

      Hehe, fajny artykuł – większość tych okładek to stare wydania. Czego się można było spodziewać po antygraficznych latach 80tych i 90tych.

      Ogólnie mówiąc ostatnie 30 lat w Polsce to masowa śmierć poczucia estetyki…
      U moich dziadków widziałem książki popularne wydane w latach 60-tych i 70-tych, które na dzisiejsze czasy wyglądają archaicznie, ale nie były kiczowate.

      Okres przełomu 1989/90 był wyjątkowo płodnym pod względem produkowania kiczu, wtedy to powstawały pierwsze przedsiębiorstwa kapitalistyczne w warunkach „dzikiego zachodu”, które sprzedawały ludziom spragnionych „zachodu” (tak bardzo, że kolekcjonowali puszki po Coli i niemieckim piwie!) jego substytuty. Np. książki sensacyjne polskich autorów pod anglosaskimi pseudonimami z gołymi piersiami na okładce. 🙂 http://archiwum.allegro.pl/oferta/jack-oakley-zawodowcy-i4131396038.html

      • Strategiusz pisze:

        Jakby nie ta pierwsza fala kiczowatych „kapitalistycznych” okładek to dalej miałbyś okładki jak z lat 60-70, tyle że gorsze i o książki byłoby coraz trudniej, tak samo jak o wszystko inne. Tak, wiem, za komuny książki była tanie i było ich dużo, ale w końcu i ich zaczęło by brakować.

  4. slanngada pisze:

    Potwora z okładki drogi królów długo się bałem jako dzieciak.
    Laska z doliny płomieni fajna jest 🙂
    Pozłacany łańcuch jak i całego Duncana bardzo lubię.

  5. DoktorNo pisze:

    Po pierwsze: artystom trzeba zapłacić, a maksymalizacja zysków ze sprzedaży książki sprowadza koszty okładki na dalszy plan, stąd te kicze rysowane przez amatorów, tanie stocki i fotoszopy.

    Po drugie: książka to nie komiks, więc poziom artystyczny okładki nie odgrywa znaczenia dla wydawcy.

    Po trzecie: mówimy o literaturze popularnej, więc kicz jest przyjętym wzorcem estetycznym (co nie znaczy że pożądanym przez wyrobioną publiczność)

    Po czwarte: po wczesnym okresie kapitalizmu polskiego daje się poznać typowe dla peryferiów naśladownictwo bez zrozumienia kontekstu. Dodajmy do tego dziką konkurencje na zasadzie „kto da mniej” (patrz punkt 1), pauperyzacje społeczeństwa oraz ogólną brzydotę otaczającej przestrzeni publicznej zaśmieconej przez krzykliwą komercje (wtedy odpustowe stragany na ulicy, dziś korporacyjne reklamy) i mamy pełny obraz sytuacji.

    PS. Oczywiście nie zawsze tak było, np. Bogusław Polch rysował okładki min. do opowiadań Ziemkiewicza i Sapkowskiego i reprezentują one niezły poziom.

  6. Av pisze:

    Rycerz z Czasu Pogardy pojawia się w książce, gdy schwytana przez łapaczy Ciri obserwuje walkę dwóch nilfgardzkich rycerzy. Jeden z nich miał dwie wypustki przy hełmie, przypominające kły morsa

  7. Nika pisze:

    Jakie brzydkie okładki! Jeśli chodzi o Władcę Pierścieni to wiele wydań te trylogii ma koszmarne okładki. Okładka „Hobbita” z 1965 roku nie podobała się nawet Tolkienowi.

  8. Drachu pisze:

    Kiedy zobaczyłem tytuł notki, przez moją głowę przemknęły 3 obrazy:
    – Kane
    – Czarna Kompania
    – Conany
    Nie rozczarowałem się 🙂

  9. DoktorNo pisze:

    Na marginesie: w kinie nie lepiej, od lat 90-tych plagą jest Syndrom Latającej Głowy…

    http://tvtropes.org/pmwiki/pmwiki.php/Main/FloatingHeadSyndrome

    …i pomyśleć że kiedyś plakaty zamawiano u Franka Frazetty!

  10. Drangir pisze:

    Grafika komputerowa to nie tylko photoshop, ale też programy do renderingu 3D.

    Problem w tym że ta książka jest stosunkowo świeża.

  11. DoktorNo pisze:

    @Strategiusz

    Jakby nie ta pierwsza fala kiczowatych „kapitalistycznych” okładek to dalej miałbyś okładki jak z lat 60-70, tyle że gorsze i o książki byłoby coraz trudniej, tak samo jak o wszystko inne. Tak, wiem, za komuny książki była tanie i było ich dużo, ale w końcu i ich zaczęło by brakować.

    Możliwe. Ale za „komuny” papier był reglamentowany, jak zaczęły powstawać pierwsze kapitalistyczne przedsiębiorstwa i gospodarka zaczęła być rynkowa to ograniczenia znikły. Niestety, także te związane z jakością i zasadami konkurencji…

    Ja staram się patrzeć na te sprawy szerzej, dlatego wspominam też bzika na punkcie filmów klasy B na VHSach i licznych dystrybutorów kaset z „international” w nazwie. 🙂

  12. DoktorNo pisze:

    O, jeszcze jedna rzecz mi się przypomniała.

    Na pewno autor bloga pamięta „Wieczną Wojnę”, komiks na podstawie powieści o tym samym tytule, nieoceniony klasyk militarnej SF. W Polsce „Komiks Fantastyka” wydał pierwszy tom w 1990 roku dając oryginalną okładkę nieznacznie przyciętą i zmodyfikowaną:

    Ale następne tomy obdarzono kiczowatymi bohomazami Borysa Vallejo lub kogoś podobnego, i jakby w ramach przeprosin umieszczono oryginalne okładki w małym „okienku”: http://www.kzet.pl/2003_10/m_kkf.htm 😀

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s