Czy Terry Pratchett był multikulturalistą?

Night-Watch-Terry-PratchettPrzy okazji mojego poprzedniego wpisu o Terrym Pratchettcie na Poltergeiście pojawił się ciekawy zarzut pod adresem tego pisarza. Mianowicie: zarzucono mu wspieranie multikulturalizmu, co nie zgadza się ze światopoglądem części użytkowników.

Problem jest moim zdaniem ciekawy i wymaga rozważenia.

Po pierwsze: a nawet jeśli to co z tego?

O ile pamiętam nie jest to przestępstwem, zbrodnią ani innym czynem moralnie nagannym. Każdy może mieć swoje poglądy, niezależnie od tego czy się z nim zgadzamy czy nie. Dopóki nie wzywa do wojny napastniczej lub czegoś równie nieprzyjemnego mi to nie przeszkadza.

Świat przedstawiony Pratchetta:

Świat Dysku jest, jak wiadomo miejscem zamieszkanym przez wiele ras i narodowości. Rasy te z jednej strony dzieli bardzo wiele: zarówno pod względem fizycznym, jak i historyczne zaszłości. Krasnoludy toczyły szereg, krwawych wojen z trollami, ludzie z Ank Morpork wojowali z ludźmi z Klathu oraz wampirzo-wilkołaczą arystokracją Uberwaldu (która nawiasem mówiąc toczyła też wojny między sobą i z krasnoludami). Był też okres, gdy wszyscy nienawidzili Omnian.

Mimo resentymentów rasy te tworzą wieloetniczną mieszankę Ank-Morpork, gdzie współpracują we wszystkich strukturach tego miasta. W owej współpracy Pratchett widzi wyższe dobro, do którego należy dążyć.

Tak więc z pozoru zarzut jest słuszny.

Pojęcie multikulturalizmu:

Pierwsze pytanie, jakie należy zadać brzmi: „co to jest ten multikulturalizm”. Cytując Wikipedię: „Jest to model społeczny, według którego społeczeństwo powinno cechować się występowaniem grup o różnym pochodzeniu i wyznające sprzeczne systemy normatywne”.

Definicja ta wymaga wyjaśnienia co to jest „system normatywny”: otóż jest to system norm postępowania. Na taki składają się:

  • Dopuszczalne metody kontroli społecznej
  • Sposoby oceniania czynów jednostki
  • Oraz sposoby kontroli jej czynów.

Co istotne: multikulturalizm uważa, że wszystkie kultury dążą do osiągnięcia tych samych celów, które są ze sobą zbieżne i z góry dane. Są po prostu innymi, równie dobrymi drogami do osiągnięcia tego celu. Wynika z tego więc, że w takim razie wszystkie kultury są równe. W związku z tym różnice między nimi są jedynie różnicami kosmetycznymi.

Skoro tak, to przedstawiciele jednej nie mają prawa krytykować innych, bo na jakiej podstawie?

Faktem jest, że wiele, odnoszących największe sukcesy społeczeństw swą potęgę zawdzięczało temu, że potrafiło zręcznie łączyć ze sobą wiele kultur, talenty pochodzących z nich ludzi i ich zalety. Faktem jest też, że wiele społeczeństw osłabło lub wręcz upadło dlatego, że tego nie potrafiło, albo stawało się opresyjnymi i nietolerancyjnymi.

Dlaczego więc ta ideologia ma tylu przeciwników?

Pojęcie Quincunksem-u, czyli gdzie tkwi błąd:

pic-2-some-funny-quotes-from-my-favorite-author-sir-terry-pratchett-41004Na początku XX wieku wybitny, polski naukowiec Felis Koneczny zauważył, coś, co obecne jest także w multikulturaliźmie: że każda ludzka społeczność dąży do osiągnięcia pięciu stanów, które nazwał Quicunksem. Stany te to: Dobro, Prawda, Piękno, Zdrowie i Dobrobyt. Problem polega na tym, że żaden z nich nie istnieje w naturze i nie jest pojęciem obiektywnym, a czysto subiektywnym. Są to abstrakcje, które tworzy człowiek, odpowiadając sobie samemu na pytania takie jak „co to jest dobro”, „co to jest piękno” etc.

Błąd ideologii zarówno lewicowych, jak i prawicowych (wynikający z tego, że jak pisałem, w swoich współczesnych postaciach pochodzą od wspólnego pnia czyli heglizmu) polega na tym, że uważają, że Dobro, Prawda, Piękno, Zdrowie i Dobrobyt są pojęciami danymi nam z góry, obiektywnymi, tak jakby można było wziąć miarkę Dobra, umieścić w pojemniku próżniowym i postawić w Sevres jako wyznacznik, dzięki czemu możnabyłoby powie powiedzieć „człowiek ten ma 3,76 kilodobra”. Multikulturalizm ten błąd powiela.

Wszystkie kultury poszukują tych pięciu wartości. Niemniej jednak nie wszystkie widzą w nich te same zalety. Wręcz przeciwnie: każda z nich opisuje je sobie inaczej. Tak naprawdę każdy człowiek postrzega je inaczej. Tak więc:

  • Dla Adolfa Hitlera Dobrem był świat bez Żydów, Rosjan i Polaków. Żyd, Rosjanin i Polak mogliby się z nim nie zgodzić.
  • Dla człowieka Zachodu Prawdą jest „zgodność twierdzenia ze stanem faktycznym”. Dla wyznawcy Islamu: to, co pisze Koran.
  • Dla Japończyka Pięknem jest gejsza o chłopięcej sylwetce, wyskubanych rzęsach, uczernionych zębach i bladości trupa. Dla Amerykanina: wysportowana modelka o biuście chirurgicznie powiększonym do nienaturalnych rozmiarów. Ja osobiście nie wiem, co gorsze.
  • Dla Chińczyka Zdrowiem są kobiece stopy obandażowane i zniekształcone do tego stopnia, że ich właścicielka nie jest w stanie sprawnie chodzić. Mam wrażenie, że w tej definicji są oni na świecie odosobnieni.
  • Dla człowieka Zachodu Dobrobyt to finansowa samodzielność i młodość, Azjaty: starość, długowieczność i posiadanie licznego potomstwa, które będzie go utrzymywać, a członka ludu Bantu: posiadanie więcej niż pięciu krów.

Z mojego punkt widzenia właśnie pytanie o definicję Dobra jest najważniejsze. To ono bowiem określa, z jakimi ludźmi możemy (i chcemy) się zadawać, a z jakimi nie. Oraz jakich powinniśmy zwalczać. W stosunkach wyższych, między kulturami określa natomiast plemiona, z którymi dana kultura powinna prowadzić wojny oraz takie, z którymi może prowadzić handel (wbrew pozorom to właśnie handel, a nie pokój jest przeciwieństwem wojny… pokój jest bowiem tylko przerwą między dwiema wojnami).

W tym świetle multikulturalizm jest proszeniem się o kłopoty. Po prostu nie można osadzać obok siebie narodów, które mają wszelkie podstawy do tego, by się nienawidzić. Nie można też tych odrębności wzmacniać, tylko szukać (a jeśli trzeba: tworzyć) płaszczyzny wspólnego rozumowania.

Jak to jest u Pratchetta:

vuzO5P0Różnica między przedstawionym przez Pratchetta modelem, a tym, co podsuwa nam multikulturalizm polega na tym, że (co widać szczególnie dobrze w cyklu o Straży Miejskiej) istnieje spoiwo łącząca wszystkich, poza tym różniące się pod każdym względem mieszkańców Ank Morpork.

Tym elementem jest Prawo, które szanować musi każdy: albo z wewnętrznej potrzeby, albo dlatego, że zostanie do tego zmuszony przez ludzi pokroju Vimesa, Marchewy czy Venitariego. Jeśli tego nie robi, to smutny jego los.

Pod tym względem nie można uznać Terrego Pratchetta za multikulturalistę, multikulturalizm bowiem zakłada, że wszystkie systemy normatywne, a nie tylko jeden są równe. Pratchett jest albo Liberałem Klasycznym albo Neo-konserwatystą albo Centro-liberałem. Wszystkie te doktryny wierzą bowiem, że właśnie prawo: równe dla wszystkich, obiektywne i niezależne od religii czy obyczaju jest wartością największą.

Stąd nazwa: od „wolność” czyli „libertas” co przetłumaczyć można jako „swobodę w obrębie praw” w odróżnieniu od „anarchos” czyli „stan bez zasad”.

Advertisements
Ten wpis został opublikowany w kategorii Fantasy, Książki i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

17 odpowiedzi na „Czy Terry Pratchett był multikulturalistą?

  1. Grisznak pisze:

    No jak to co? Dla prawdziwych Polaków, w koszulkach z husarzami i powstańcami, „multikulturalizm” to największa zbrodnia. Wiedzą o tym świetnie, bo wszak ten u nas kwitnie. A w polskiej fantastyce jeszcze jakiś czas temu radykalne prawactwo czuło się całkiem mocne (jak jest dziś, nie wiem).

    • Poniekąd. Zarówno największe radykały, jak i ludzie najbardziej zaangażowani politycznie w rodzaju Ziemkiewicza zajęli się czymś innym, ale cały czas dominują ludzie z pod znaku Nowej Fantastyki i Feniksa, jak Pilipiuk, Grzędowicz, Ziemiański czy Lewandowski czyli mocno prawicowi. Przykładowo teraz czytam ostatni tom Pana Lodowego Ogrodu i tam jak tylko narracja zejdzie na głównego bohatera jest „UE zła!” „UE niedobra!” „UE skorumpowana!”

  2. slann pisze:

    Fajny tekst, ale mam jednak sporo uwag.

    Przede wszystkim, czy multi kulti tak na serio istniało? W gruncie rzeczy silniejsza, chociażby dzięki swej liczebności, zawsze będzie dążyć do dominacji nad społeczeństwami mniej licznymi. Zauważ, że społeczeństwa przed XIX wiekiem były bardziej wielokulturowe niż dzisiejsze choć różnice były mniejsze niż między 21wieczyństami a Obcymi. Czy istnieją realnie spisane systemy prawne dla różnych gróp? Owszem policja boi się interweniować w dzielnicach Obcych, „Lękając się oskarżeń o rasizm” czego zapewne też lękają się wvfavelach. Choć wolę i uważam za lepszą naszą 21wieczynistą cywilizację, tylko już raczej to nie obcy jej zagrażają a Rekonstrukcjoniści. Problemem nie jest też to, że Obcy się nie asymilują, a że robią za wolno względem oczekiwań. W gróncie rzeczy problemy z zamkniętymi dzielnicami nie są nowe, opisy XIX wiecznych dzielnic lumpen proletariatu, aby dostrzec podobieństwa. Wysym gróp zachowawczych jest raczej podyktowany bo kultury jako twory bilogii, a za takie je uważam, starają się bronić. Tylko taki sam proces zachodzi i u nas. Tak jak część społeczeństwa się westernizuje, tak sporo chce powrotu do czasów Naturalności. Często w istocie starając się niczym bolszewicy w gruncie rzeczy cofając się do wyidealizowanej przeszłości. Zauważ że prowadzi to do odrzucenia nie tylko nowoczesności ale i całej współczesności Zobacz, że każdy przejaw tego co przybyło z zacho du od multikulti, po diety. Trochę też za bardzo doszukujesz się motywacji racjonalnych u ludzi. Człowiek to stworzeniem przede wszystkim biologicznym, emocjonalnym, być może duchowym ale w żadnym razie intelektualnym

    • Nie, multikulti w formie czystej nigdy nie istniało. Istniały państwa wielokulturowe, ale zawsze dominował w nich jakiś element wyższy: wola władcy, prawo, hegemonia jednego z narodów etc. Wiele państw było bardzo potężnych dlatego, że było tolerancyjnych. Przykładem może być tutaj Rzeczpospolita, żeby daleko nie szukać. Pierwotnie nawiasem mówiąc napisałem dosadniej, co o nim myślę, ale potem uznałem, że należy jednak zachować neutralność. Żeby było śmieszniej bardzo często tego typu państwa upadały, gdy przestawały być tolerancyjne.

      Jeśli chodzi o mnie, to ja osobiście uważam, że jesteśmy między diabłem, a demonem. Za sytuację w krajach zachodnich w dużej mierze odpowiada skrajnie cyniczna polityka prowadzona przez te państwa od bardzo dawna. Szczególnie jesnym przykładem może być tu przykład Francji. Francja była jedynym, dużym państwem na Zachodzie bez własnych kolonii? To podbiła sobie Algierię. Algieria się zbuntowała? To wysłano tam dawnych żołnierzy SS, by zrobili porządek. Nie dało się jej utrzymać? To zaprosili Algierczyków, by pracowali za bezcen w fabrykach. Okazało się, że roboty są tańsze? To ich wszystkich wylano. Ja naprawdę się nie dziwię Algierczykom, że Francuzów nienawidzą.

      Druga strona natomiast to bardzo niefajni ludzie, posiadający dziedzictwo intelektualne ludzi jeszcze mniej fajnych.

      I masz rację mówiąc o analogii do XIX i poczatków XX wieku. Sytuacja bardzo przypomina tą z tego okresu, a w szczególności sytuację gett żydowskich. Problem polega na tym, że powstają duże enklawy ludzi wykluczonych ze społeczeństwa, którzy w nim nie uczestniczą, z których nie ma żadnego pożytku, a którzy mogą szkodzić. Jednak to jest konsekwencja wcześniejszych decyzji. Teraz mleko się wylało. Wszelkie pomysły zwolenników „anty” są natomiast skrajnie nieodpowiedzialne. To może prowadzić do wojny domowej.

  3. Siman pisze:

    O ile patrząc po twoich komentarzach wydaje mi się, że mamy bardzo podobne spojrzenie na temat, o tyle znów muszę czepić tego brnięcia w rzekome heglizmy.

    Multikulturalizm ma źródło nie w ideologii, ale w kompleksach. Cała Zachodnia Europa tkwi w czymś, co nazwałbym roboczo „kompleksem eks-Imperatora”, którego Polacy kompletnie nie potrafią zrozumieć (nic dziwnego, skoro przez ostatnie dwa wieki byli raczej ofiarami tychże imperiów) i upatrują w zachowaniu zachodniej lewicy jakichś patologicznie utopijnych źródeł. Tymczasem chodzi po prostu o to, że Europejczycy, gdy już po wojnie przestali zabiegać o rozbudowywanie swoich imperiów (oczywiście, jedni szybciej, drudzy wolniej), uświadomili sobie, jak wielkimi sukinsynami byli dla reszty świata gdy je rozbudowywali i jest im z tego powodu bardzo, bardzo głupio. Chuchanie na multikulti to taka metoda odpokutowania win, traktowania mniejszości etnicznych jak porcelanowych laleczek w ramach przeprosin za to, że się ich wcześniej deptało w ich własnych ojczyznach. Europa zachowuje się tu trochę jak alkoholik po odwyku, który właśnie ogarnął, że życie spędził lejąc żonę i dzieci oraz przepijając rodzinne pieniądze, więc teraz biega do nich z kwiatami i z głupią miną znosi ich bluzgi. Z marnym rezultatem oczywiście. Jest w tym niewiele górnolotnych ideologii, raczej koślawa nadzieja, że jak zaczniemy być dla wszystkich mili i tolerancyjni, to jakoś się tam poukłada.

    • Jest jeszcze jeden problem: słowo mocy Hitler.

      Obecnie trudno jest zrobić wiele rzeczy, by nie zostać posądzony o wprowadzanie w życie tego samego, co robili naziści, tudzież jakąś formę rasizmu, imperializmu lub militaryzmu. Nawet, jeśli dane badania mają cel konstruktywny. Z tej przyczyny w Europie i ogólnie krajach zachodnich nauki społeczne i polityczne leżą bardzo nisko, a ich stopień percepcji społecznej jest jeszcze gorszy. Brakuje jakiejkolwiek, krytycznej historii Żydów i paru innych rzeczy. Wszystko to jest spowodowane kacem po II wojnie światowej.

  4. DoktorNo pisze:

    Coś mi się wydaje, że wyjściem z tej trudnej sytuacji jest „inkluzywny nacjonalizm”: https://www.socialeurope.eu/2015/03/nationalism/

  5. Velahrn pisze:

    Wspomniawszy o Feliksie Konecznym, warto dodać, że odrzucał on całkowicie koncepcję multikulti, choć oczywiście nie używał tego sformułowania. Za Wikipedią:

    „Między cywilizacjami nie może być syntez (bowiem sprzeczności między różnymi etykami są nie do pogodzenia), a próby dokonania takowych kończą się, bądź to zdominowaniem jednej cywilizacji przez drugą (najczęściej dominującą jest ta, która nakłada mniejsze obowiązki moralne), bądź też powstaniem acywilizacyjnej, niezdolnej do rozwoju a często i przetrwania, mieszanki.”

    Faktycznie, były przykłady pokojowego współistnienia różnych ludów (np. Polacy i Litwini w Rzeczpospolitej Obojga Narodów), ale już nie cywilizacji czy kultur. Polacy i Litwini mogli żyć w zgodzie, bo byli przedstawicielami tej samej, łacińskiej cywilizacji (a właściwie – ci drudzy stali się jej częścią i przyjęli zachodni wzorzec kulturowy) Natomiast współistnienie w jednym państwie dwóch różnych cywilizacji (np. Arabów i Francuzów) jest niemożliwe, dopóki jedna z tych grup nie przyjmie norm etycznych drugiej.

    • DoktorNo pisze:

      Nie powinno dziwić że tezy Koniecznego bardzo odpowiadają współczesnej neoendecji, która idealizuje państwa monoetniczne.

      Co ciekawe wszyscy na pewno znamy Samuela Huntingtona i jego „Zderzenie cywilizacji”, i tu mamy podobne zjawisko: fanatycy monokulti obierają jego opis świata jako podstawę swej ideologii.

      Tylko że jest jedna rzecz: Huntington, politolog z zawodu, chciał przedstawić znaleźć „mapę drogowa” dla USA w postzimnowojennym świecie, nie jest to więc opis z pozycji kulturoznawstwa, a stosunków międzynarodowych z perspektywy mocarstwa światowego szukającego konkurencji zagrażającego jego pozycji…

      • Velahrn pisze:

        Tyle, że społeczeństwo monoetniczne… jest ideałem. Serio. Wszystkie te hasła o „wzbogacaniu kulturowym” to czystej wody brednie. Obcy są zawsze kłopotliwi (mniej lub więcej), choć NIEKIEDY opłaca się ich przyjmować, bo na przykład dostarczają taniej siły roboczej, zasiedlają odludne tereny pogranicza czy korzystnie wpływają na strukturę demograficzną itd.
        Problemem jest co innego – dążenie do społeczeństwa monoetnicznego jest dość trudne. I obejmuje takie, psującą reputację, rzeczy jak: ludobójstwo, wysiedlenia, czystki etniczne, wynaradawianie itd. Natomiast my Polacy, jako społeczeństwo jednolite, powinniśmy się z tego wyłącznie cieszyć…

      • Pierwsza rzecz, że cywilizacji Konecznego i Hungtintona nie należy utożsamiać z narodami, rasami etc. To bardziej ładunek informacyjny zapisany w mózgach ludzi, a nie immanentny element dorobku materialnego lub dziedzictwa genetycznego. Tak więc Arab czy Chińczyk wyznający zachodnie zasady jest oczywiście członkiem cywilizacji zachodniej.

        Syntezy nie może być dlatego, że ten pakiet można albo całkowicie przyjąć, albo całkowicie odrzucić, albo przyjąć fragmentarycznie i na tej bazie budować nową cywilizację, tak jak na zachodzie zbudowano nową cywilizacje na bazie cywilizacji średniowiecznej. Tak to działa.

        Natomiast czy państwa monoetniczne / narodowe są ideałem? Nie powiedziałbym. Wiele wskazuje na to, że mądrze zarządzane państwa multietniczne. jak pierwsza Rzeczpospolita, Cesarstwo Rzymskie, USA, normańska Sycylia etc. są znacznie efektywniejsze, choćby dzięki temu, że mają większą zdolność przyciągania wartościowszego kapitału ludzkiego, niż kraje konkurencyjne.

        Tego, że mieszkańcy I Rzeczypospolitej pochodzili z tej samej cywilizacji nie da się wybronić. W I Rzeczpospolitej żyło około 50 narodowości, należących do czterech cywilizacji w ujęciu Konecznego: Zachodniej (Polacy, Litwini, Żmudzini, Estowie, Niemcy), Bizantyjskiej (z 10 typów Rusinów, Ormianie), Żydowskiej (Żydzi Aszkenazyjscy, Sefardyjscy i Mizrahijscy oraz Karaimowie) i Turańskiej (Tatarzy oraz inne ludy stepowe). I nic złego się nie działo.

        Po prostu państwo, które będzie przyjmowało każdego, kto jest wykształcony, zdolny, ma doświadczenie i chęć pracować bez patrzenia na to, jaką ma religię, narodowość, rasę i płeć zawsze poradzi sobie lepiej od takiego, które nad zdolnego obcego woleć będzie własne beztalencie.

        Problem polega na tym, że to, co dzieje się w krajach zachodnich w kwestiach społecznych nijak nie można nazwać „mądrym zarządzaniem”.

      • Paweł Mi pisze:

        Piotr Muszyński
        Owszem w I RP można co najmniej 4 cywilizacje znaleźć, ale rządziła jedna – zachodnia. W ogóle przygniatającą przewagę miały wśród ludności dwie – zachodnia i bizantyjska, jednak bliskie sobie, obie wywodzące się z tych samych podstaw – indoeuropejskiego barbarzyństwa, grecko-rzymskiego antyku i chrześcijaństwa.

        Żydzi ilościowo byli już znacznie słabsi, a ich wpływ na cokolwiek był mizerny. Muzułmanie to mniejszość bez znaczenia.

        Wracając do „Bizancjum”, czyli cywilizacji wschodnioeuropejskiej. Wśród szlachty, a tylko szlachtę uznawano za „naród”, przewagę miał jednak Zachód (Polacy, Litwini, Niemcy itd.), na dodatek ta przewaga wciąż rosła – ruskie rody przyjmowały język i kulturę polską oraz religię zachodnią (katolicyzm, protestantyzm).

  6. earl pisze:

    Odróżniłbym dążenia do stworzenia państwa jednonarodowego od dążeń do stworzenia państwa jednoetnicznego. Te pierwsze jest możliwe do osiągnięcia, te drugie natomiast – to utopia. Z prostego względu – czystość etniczna nie istnieje. Oznaczałoby to, że, przykładowo, Polacy mają określone DNA, które jest charakterystyczne tylko dla nich i trwa niezmiennie od czasu Mieszka I. Tymczasem jest to bzdura. Tereny, zamieszkałe przez polską ludność, były wielokroć najeżdżane przez dziesiątki najeźdźców, osiedlali się tam osadnicy z kilkunastu co najmniej grup etnicznych, ci wszyscy zaś łączyli się (dobrowolnie lub przemocą) z miejscową ludnością, tworząc nowe struktury DNA, zawierające geny azjatyckie, bliskowschodnie oraz zachodnio- i północnoeuropejskie. Polacy współcześni, po 1000 latach istnienia państwa, są więc etnicznymi metysami, posiadając w sobie geny Skandynawów, Rusinów, Germanów, Włochów, Żydów, Ormian, Tatarów, Mongołów, Arabów, Turków, Greków czy Madziarów, byłoby więc niemożliwością mówienie o społeczeństwie jednoetnicznym czy państwie jednoetnicznym.

    Co innego natomiast dążenie do państwa jednonarodowego. Pojęcie naród jest pojemne i posiada co najmniej 3 znaczenia: naród jako wspólnota etniczna (do której odwołują się wszelakiej maści rasiści), naród jako wspólnota polityczna w obrębie jednego państwa (innymi słowy – każdy obywatel danego państwa jest członkiem narodu państwowego) i naród jako wspólnota kulturowa (członkiem narodu jest ten, kto wyznaje określone wartości i zasady kultury i tradycji). Ja wyznaję definicję trzecią, jako naturalną. Jej zwolennicy twierdzą, że każdy może być członkiem danego narodu, jeśli przyjmie jego zasady, prawa i wartości. I nie ma znaczenia, czy jest czarny, biały czy żółty, czy pochodzi z Afryki, Indii lub Azji Wschodniej. Jeśli się zasymiluje i uzna za swoją kulturę danego narodu, to automatycznie staje się jego częścią. Stąd budowa społeczeństwa narodowego, opartego o jedną dominującą kulturę (co nie wyklucza wyznawania swoich, lokalnych i narodowościowych systemów kulturowych, jeśli nie stoją w sprzeczności z kulturą nadrzędną) jest możliwa a tym samym możliwa jest budowa państwa, opartego całkowicie o to społeczeństwo, w którym nie ma mniejszości narodowych, bo wszyscy się zasymilowali.

  7. Velahrn pisze:

    „Natomiast czy państwa monoetniczne / narodowe są ideałem? Nie powiedziałbym. Wiele wskazuje na to, że mądrze zarządzane państwa multietniczne. jak pierwsza Rzeczpospolita, Cesarstwo Rzymskie, USA, normańska Sycylia etc. są znacznie efektywniejsze, choćby dzięki temu, że mają większą zdolność przyciągania wartościowszego kapitału ludzkiego, niż kraje konkurencyjne.

    Tego, że mieszkańcy I Rzeczypospolitej pochodzili z tej samej cywilizacji nie da się wybronić. W I Rzeczpospolitej żyło około 50 narodowości, należących do czterech cywilizacji w ujęciu Konecznego: Zachodniej (Polacy, Litwini, Żmudzini, Estowie, Niemcy), Bizantyjskiej (z 10 typów Rusinów, Ormianie), Żydowskiej (Żydzi Aszkenazyjscy, Sefardyjscy i Mizrahijscy oraz Karaimowie) i Turańskiej (Tatarzy oraz inne ludy stepowe). I nic złego się nie działo.”

    Tyle, że te wszystkie państwa nie były multikulti (przypominam, jest to idea, któa zakłada, że w jednym państwie żyją przedstawiciele różnych cywilizacji, wyznających sprzeczne systemy normatywne, i jest to dobre i pożądane)!

    To znaczy, w obrębie ich granic rzeczywiście żyli przedstawiciele różnych cywilizacji, ale owe państwa sprawnie realizowały politykę asymilacji. Na przykład, Rzym efektywnie romanizował nawet tak dalekie od Miasta ludy, jak mieszkańcy Wysp Brytyjskich. Podobnie Polacy – ich kultura była na tyle silna i atrakcyjna, że Litwini zostali właściwie całkowicie spolonizowani, podobnie jak wyższe warstwy Rusinów. Z Żydami było trudniej, ale też zaczęło się udawać (wielu wybitnych Polaków miało pochodzenie żydowskie – Tuwim, Leśmian, Baczyński, Lem itd.). Obecnie polscy Ormianie (Dymna, Isakowicz-Zalewski) też są częścią cywilizacji łacińskiej itd.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s