O izmach… czyli mój światopogląd:

2DWXfGR

Dzisiejszy wpis sygnuje flaga obraźliwa dla wszystkich.

Z wielu powodów dochodzę do wniosku, że wypadałoby złożyć jakąś, jasną deklarację światopoglądową. I że wypadałoby to zrobić na poważnie, bez tłumaczenia ludziom, dlaczego chciałbym posiadać orbitalne działo kinetyczne oraz jak za jego pomocą uzdrowiłbym świat.

Zacznijmy od jednego: nie jestem ani prawicowcem, ani lewakiem. Przeciwnie: obydwie te ideologie uważam za równie prymitywne strony tej samej monety (choć bardziej precyzyjnie byłoby powiedzieć: wielościanu), którą można nazwać za Karlem Popperem historycyzmem.

Historycyzm natomiast, obok Roussoizmu i Fromizmu stanowi jedno z trzech, najczęściej spotykanych we współczesnym świecie oblicz Idealizmu. Idealizm to najprościej mówiąc każda forma światopoglądu, która stawia sobie abstrakcyjne cele. I jako taki w każdej postaci jest zły.

No owszem, faktycznie w ostatnim czasie to właśnie lewa strona dostaje odemnie częściej, wynika to jednak głównie z faktu, że nie śledzę aktywnie polskiej sceny. A podczas, gdy u nas ludzie mają fioła na poglądy konserwatywne, tam z kolei na topie są trendy socjaldemokratyczne.

IMHO jedne i drugie przekonania opierają się na tym samym błędzie.

Co to jest ten historycyzm?

0041_2103W najgłębszym skrócie: historycyzm jest przekonaniem, że dzieje mają Cel (który odpowiednio genialne umysły są w stanie odgadnąć), po osiągnięciu którego historia zakończy się (i w niektórych wypadkach całkiem dosłownie) nadejdzie Królestwo Niebieskie. Celu tego nie można zmienić, można jednak jego osiągnięcie spowolnić lub przyśpieszyć. Spowolnienie jest dziełem Obecnego Porządku, który z racji na swą niedoskonałość i skostnienie uniemożliwia nadejście Królestwa Niebieskiego oraz osiągnięcia prze Całą Ludzkość lub Naród Wybrany (historycyzmy różnią się między sobą w szczegółach) Szczęścia Wiekuistego.

Historycyzm w myśli zachodu pojawił się po raz pierwszy już w dziełach filozofów greckich, w szczególności Platona i jego ucznia oraz konkurenta Arystotelesa. Nie jest to jednak błąd czysto zachodni, niezależnie obecny był bowiem w judaizmie, od którego przejęły go islam i chrześcijaństwo. Od tych ostatnich przechwycił go Hegel, tworząc swą koncepcję zeitgeistu, która dała podstawy ideologiczne XIX wiecznemu nacjonalizmowi. Oraz jego kontynuacjom: nacjonalizmowi współczesnemu oraz XX wiecznemu faszyzmowi i narodowemu socjalizmowi (czyli nazizm).

Od Hegla historycyzm przejęli też oczywiście młodohegliści: Ludwig Feuerbach, Bruno Bauer oraz współcześnie najbardziej prominentny z nich: Karol Marks. Dzięki niemu błąd ten został powielony przez socjalizm utopijny zwany też komunizmem, realny, narodowy oraz chyba ostatni z żywych: demokratyczny.

W efekcie czego żyje we wszystkich tych ruchach i ich pokrewnych: fundamentalizmie religijnym, socjaldemokracji, konserwatyzmie, feminizmie, nacjonalizmie, egzystencjalizmie etc. co wyjaśnia, dlaczego lewacy są tak samo fanatyczni, jak moherowe babcie i dlaczego posługują się takimi samymi argumentami. Po prostu u podstaw tych wszystkich ruchów stoją te same błędy myślowe.

Błąd podstawowy: założenie, że świat ma sens

11204937_1118656004825960_305445838237766130_nPierwszym, podstawowym błędem historycyzmu jest przeświadczenie, że świat ma sens i to taki, który można ogarnąć umysłem. Jest to niestety dysfunkcja naszego umysłu, który jest tak zbudowany, że szuka zastosowań dla każdego obiektu. Jeśli więc wszechświat istnieje, to znaczy, że zastosowanie mieć musi. Nie wiadomo jednak jakie.

Rodzi to Wielkie Pytanie O Życie, Wszechświat i Całą Resztę.

Pytanie, na które poprawna odpowiedź jest ogólnie znana. Jest nim, zgodnie z tym, co podaje Douglas w „Autostopem przez galaktykę” liczba 42, choć tak naprawdę mogłaby to być dowolna inna liczba. Dalszy tok akcji cyklu ujawnia nam, że samo pytanie natomiast daje się sprowadzić do „Co otrzymamy jeśli pomnożyć 6 przez 9”.

Jeśli mieliście matematykę w szkole, to wiecie, że 54. Wynika to z prostego faktu: pytanie i odpowiedź są niekompatybilne. Wszechświat po prostu nie ma sensu, poza ten, który mu ewentualnie sami nadamy. Nie powstał na potrzeby jednego narodu, nigdzie nie zmierza (chyba, że do śmierci termicznej) i do niczego nie służy. Po prostu sobie jest.

Błąd drugi: monopol na prawdę:

12745903_1050206531687475_269361395142252632_nNie przeszkadza to jednak ludziom co jakiś czas odkrywać rozmaitych, apriorycznych Celów Historii.

Odkrycie takowego jest dla szczęśliwego znalazcy bardzo pożyteczne z prostej przyczyny: daje mu Monopol Na Prawdę. Po prostu: jeśli my taki mamy i jest on absolutny, wtedy siłą rzeczy inni muszą się mylić. Należy więc ich nawrócić, bowiem porozumienie i wymiana poglądów nie są już dłużej możliwe (bo po co, skoro ich poglądy są w najlepszym razie ułomną wersją naszego?) lub, jeśli nie jest to możliwe: zniszczyć, bowiem tylko opóźniają osiągnięciem Królestwa Niebieskiego, Komunizmu, czy czegokolwiek innego.

Jednocześnie korekta poglądów o nowe fakty przestaje być możliwa. Absolutna prawda jest jedna i doskonała, nie może być więc niepełna, a fakty, które jej przeczą wynikać muszą z błędów. W wypadku pojawienia się takowych należy więc udawać, że ich nie ma.

Błąd trzeci: Stawianie na większe dobro:

3719_9b3b_599Trzecim błędem historycyzmu jest stawianie na wyższe dobro zamiast na minimalizowanie zła. Skoro bowiem jesteśmy w stanie osiągnąć cel egzystencji, który umożliwi osiągnięcie ludzkości pokoju i harmonii oraz ogólnego dobrobytu grzechem byłoby tego nie zrealizować.

Z racji na fakt, że królestwo niebieskie jest już blisko wszystkie grzechy z łatwością zostaną odkupione, zresztą jego wspaniałość jest tak wielka, że nawet największe zbrodnie bledną wobec jego wspaniałości.

Niestety na błąd ten składają się dwie mniejsze pomyłki.

Po pierwsze: dobro i zło nie są pojęciami sprzecznymi. Tak naprawdę każdy czyn dobry może zawierać zalążki zła jak i dobra. Zabicie niemowlęcia w kołysce jest czynem złym. Jeśli tym niemowlęciem jest Adolf Hitler wielu zapewne by dyskutowało.

Kradzież chleba, by nakarmić głodujące dzieci może uchodzić za czyn szlachetny. Co jednak, jeśli okradzionym jest człowiek w równie złej lub gorszej sytuacji?

Nie mówiąc już o tym, że spokojnie można wyobrazić sobie sytuację, gdy dobro niewielkiej garstki wybrańców wymagać będzie zła i cierpienia wyrządzanego ogromnym rzeszom ludzkim. Albo, że dobro (powiedzmy) dziewięćdziesięciu procent populacji będzie zależne od uczynienia zła dziesięciu jej procentom, które nie uczyniły nic złego, a po prostu miały pecha.

Po drugie: nawet, gdyby było inaczej, to i tak by niczego nie zmieniało, bowiem Cel Historycystów nie jest bytem realnym. Istnieje wyłącznie na płaszczyźnie marzeń.

Niemniej jednak przyjęcie jego istnienia posiada liczne, logiczne konsekwencje.

Logiczna konsekwencja nr. 1: Germańska nauka:

12311188_936596879710547_5590168864168319395_nPo pierwsze: posiadanie Prawy O Życiu, Wszechświecie I Całej Reszcie pozwala nam na wyznaczeniu także celów nauki oraz decydowania o tym, co jest naukowe, a co nie jest. Pozwala też nam na uznanie za nienaukowe faktów, które z jakiegoś powodu nam nie pasują. Prowadzi to do powstania takich potworów, jak nauka germańska, socjalistyczna, islamska, północnokoreańska i inni krewni łysenkizmu.

Robi się to poprzez odfiltrowanie faktów niewygodnych. Jeśli bowiem posiadamy Prawdę Absolutną, to po prostu wynika z tego prosty fakt, że to my mamy rację, a inni muszą się mylić.

Oczywiście coś takiego spowalnia rozwój nauki i dotarcie do zjawisk, które faktycznie mogłyby nam pomóc. Nauka bowiem nie polega na potwierdzaniu dogmatów, ale wręcz przeciwnie: na ich ciągłym podważaniu.

Logiczna konsekwencja nr. 2: Licencja na nieomylność

7749_b0ac_500W momencie, w którym znamy już cel istnienia świata, sposób na sprawienie jego rychłego nadejścia oraz najwierniej oddającą realia świata naukę trafiamy do bardzo komfortowego punktu myślowego: otóż okazuje się bowiem że, podczas, gdy my mamy rację zawsze lub prawie zawsze nasi oponenci zawsze lub prawie zawsze muszą się mylić.

W szczególności zaś muszą się mylić, jeśli pokazują nam coś niezgodnego z naszymi przekonaniami.

Skoro bowiem nasz Cel Istnienia wynika z samych praw natury, to oczywistym jest, że owa natura nie może zawierać niczego z nim niezgodnego. Przeciwnie: wszystkie ewentualne fakty sprzeczne z naszymi myślami są albo nieistotnymi abominacjami, albo wypadkami przy pracy, albo rezultatami działań sił demonicznych albo też świadomymi fałszerstwami Reakcjonistów, którzy tuczą się na statusie quo kosztem całej reszty ludzkości.

Logiczna konsekwencja nr. 3: Cel uświęca środki

8444_3698_500Jeśli osiągnięcie Celu ludzkości jest bliskie i możliwe, to osoby, które oddalają jego osiągnięcie np. zwalczając nasze poglądy muszą być potworami. Takimi samymi potworami muszą być też ludzie, którzy nie pracują wystarczająco ciężko, by przyśpieszyć jego zrealizowanie.

Jako, że dla historycystów dobro miliardów warte jest więcej niż cierpienie milionów uznać można spokojnie, że owe miliony można z czystym sumieniem pozabijać.

W mniej radykalnych formach oczywiście historycyzm zakłada, że zabijać można dziesiątki lub setki dla dobra miliardów, albo po prostu osoby pojedyncze. Albo też, że zabijać nie wolno, za to można (a nawet należy, jeśli tylko służy to osiągnięciu celu) zwyczajnie kłamać, manipulować i wprowadzać w błąd, kraść i przywłaszczać sobie.

Logiczna konsekwencja nr. 4: Wszystkie winy zostaną rozgrzeszone

7748_8fd6_500Powody są proste: gdy Cel Historii zostanie osiągnięty ludziom z oczu spadną łuski i zobaczą, że ci, których do tej pory uważano za mąciwodów i anarchistów są tak naprawdę bohaterami, którzy poświęcili wiele dla jego osiągnięcia.

Oczywiście myślenie takie jest błędne. Cel Dziejów istnieje tylko na płaszczyźnie wyobraźni, hego osiągnięcie nie jest więc możliwe. Dobro, które ma przynieść jest tylko rojeniem, jednak popełnione w jego imieniu zło jest jednak całkowicie realne.

Logiczna konsekwencja nr. 5: Istnieje „Królestwo Islamu” i „Królestwo Wojny”

Z drugiej strony: skoro świat dąży ku lepszemu, a nie osiągnął go tylko i wyłącznie poprzez spisek czerpiącej korzyści z jego ułomności grupy interesu, to należy ową grupę interesu zidentyfikować, nazwać i zniszczyć. Należy też zidentyfikować i nazwać głoszony przez nią pogląd. Prowadzi to do znanego zjawiska wrzucania wszystkich, niechętnych nam poglądów do jednego worka z napisem „komuch” albo „faszysta”.

W tym momencie można zapytać, czy nie robię właśnie tego samego. Nie. Historycyzm jest tylko jednym z wielu błędów myślowych, tak się składa, że pospolitym i atrakcyjnym, bo dającym łatwe rozwiązania. Jak sygnalizowałem: z obecnych w tej chwili w dyskursie drażni mnie też choćby Fromizm i Roussoizm, zupełnie niezwiązane z nim poglądy.

13012749_1587492048227879_224532012880703243_nAle wróćmy do głównego nurtu rozumowania. Dobrym przykładem tej sytuacji jest dyskurs kapitalizm-socjalizm. Dla socjalizmów każda patologia na rynku pracy jest oczywiście dysfunkcją systemu kapitalistycznego (a dla zwolenników tezy odmiennej: emanacją socjalizmu). Całkiem nie zwracają oni natomiast uwagi na fakt, że istnieją więcej niż dwa systemy gospodarcze. Oprócz kapitalizmu (i socjalizmu, którego nawiasem nikt nigdy na oczy nie widział) możemy jeszcze mówić o gospodarce agrarnej, autarkicznej, kulturze darów, wojenno-pasożytniczej, feudalizmie, fizykaliźmie, gospodarce niewolniczej, nakazowo-rozdzielczej, cargo oraz merkantylizm.

Tak naprawdę zarówno większość, współczesnych patologii rynku jest właśnie dziedzictwem merkantylizmu, jak i ruchy socjalistyczne właśnie w stronę ostrego merkantylizmu ewoluują.

Kiedy mamy już jakiegoś, naczelnego wroga, to należy pomyśleć jeszcze o jakimś dyżurnym Argumentum ad Hitlerum do piętnowania ludzi, których chcemy do zagrody z wrogami zagonić.

Logiczna konsekwencja nr. 6: Im gorzej tym lepiej

13015266_1589772644666486_5327533986372602482_nKolejna logiczna konsekwencja jest prosta: skoro nadchodzi Kres Historii i Złota Era jest blisko, jej osiągnięcie jest nieuniknione i jedyny powód, dla którego jeszcze się nie udało wynika z tego, że obecnie istniejący system, stworzony przez siły Reakcji ją opóźnia, to wskazane jest robienie wszystkiego, co tylko ów system osłabia. Wystarczy bowiem, by ów system się runął, a Kres Historii zstąpi z nieba i uszczęśliwi ludzkość.

Jednocześnie należy zwalczać wszelkie inicjatywy dążące do poprawy sytuacji, bowiem rozładowują one napięcia społeczne oraz tak naprawdę doprowadzają jedynie do przedłużenia istnienia obecnego systemu.

Tendencje te widać było szczególnie dobrze z XIX wiecznych ruchach komunistycznych, które bardzo często sabotowały wysiłki dążące do poprawy bytu robotników, bowiem oddalało to ich zdaniem nadejście rewolucji, na którą ich członkowie czekali. Od komunizmu metodę tą przejęła współczesna socjaldemokracja, przy czym ta woli działania w białych rękawiczkach od dynamitu.

Faktycznie jednak Cel Dziejów jest (jak mówiłem) bytem czysto wyimaginowanym, więc nie nadejdzie nigdy. Sabotując system likwiduje się jedyne struktury, które zapewniają jakąś tam stabilność, nie budując w ich miejsce niczego trwałego. Zwalczając wysiłki mające na celu jego poprawę ową poprawę się uniemożliwia.

Logiczna konsekwencja nr. 7: Usprawiedliwienie mizantropii

7174_55e1Po czwarte, co niestety smutne, ale wszystkie wielkie ideały mają tendencję do przyciągania ponurych osobników prezentujących postawy typu „tym, co cenię najwyżej jest rodzina, ale z własną pokłóciłem się o in vitro”. I odnieść to można do obydwu stron: metodologia i zakres zainteresowań prawicy i lewicy jest zwykle identyczny, tylko cele przeciwstawne.

Po jednej i drugiej stronie znam dziesiątki ludzi, którzy po prostu nienawidzą całej ludzkości. Ale co z tego, skoro kochają jakieś, swoje bożyszcze, a ono kocha ich? Przyjdzie obiecane królestwo niebieskie / czerwone / innego koloru i ludzie zobaczą, kto miał rację.

Otóż:

Królestwo owo nie przyjdzie nigdy, bowiem jest tworem wyimaginowanym.

Wyimaginowane dobro vs. Faktyczne zło:

8997780.jpgNajwiększy problem historycyzmu jest jednak innej natury. Otóż, rzekome cele dziejowe, niezależnie czym by nie były są tworami wyobraźni ich wyznawców, a nie bytami realnymi. Niezależnie, co owi wyznawcy by sami o nich nie twierdzili. W rezultacie nigdy nie zostaną osiągnięte i nigdy nie obsypią ludzkości darami, bowiem ich nie ma.

Historia nie jest żadnym procesem. Historia jest po prostu zbiorem wydarzeń. Owszem, jeśli zbyt długo patrzy się na wykresy, to można dostrzec regularności. Jednak ich pojawianie się jest wynikiem przypadku i zmęczenia patrzącego, a nie jakiegoś rodzaju, obiektywnego prawa.

Tymczasem w królestwie rzeczywistości:

Problem tkwi w tym, że, mimo iż te wszystkie, wspaniałe ideały, podobnie jak niesione przez nie dobro sprawdzają się jedynie na poziomie wyobraźni, to popełniane w ich imieniu zło jest całkowicie realne.

I to jest przerażające.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Wredni ludzie i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

23 odpowiedzi na „O izmach… czyli mój światopogląd:

  1. slanngada pisze:

    But why tvn meteo?
    A tak to się częściowo zgadzam.

  2. slanngada pisze:

    Dalsze przemyślenia.
    Trochę spóźniony tekst bo mimo wszystko powoli zaczyna dominować konserwatyzm.

    No i mocno gloryfikujesz pragmatyzm. Pragmatyk ma większą szansę na bycie draniem niż idealista, Trochę stajesz się tym z czym walczysz 🙂

  3. Kasztelan pisze:

    Skoro świat nie ma sensu dlaczego uważasz że -izmy wytwarzają zło? zła nie ma bo nie ma komu oceniać chyba że inny -izm ma na dane działanie inne zdanie więc jakim -izmem jesteś?

  4. Joanna pisze:

    Wow. Świetny tekst. Pokazuje, że pewne postawy, które są szczególnie widoczne teraz w naszym pięknym kraju są niejako czymś naturalnym i jak najbardziej wtórnym.
    Człowiek od czasów, gdy mieszkaliśmy w jaskiniach, zawsze kochał proste odpowiedzi. Co moim skromnym zdaniem lezy u podstaw religii, ale to temat na inna dyskusję.
    Gratuluję wpisu i czekam na więcej.

  5. buszasp pisze:

    @Kasztelan
    „zła nie ma bo nie ma komu oceniać chyba że inny -izm”
    Błędne założenie. Empatia i poczucie sprawiedliwości są powszechne u żyjących stadnie ssaków, a te dwie składowe w zupełności wystarczą do wypracowania norm moralnych (np. potwierdzono doświadczalnie poczucie sprawiedliwości u kapucynek https://www.youtube.com/watch?v=meiU6TxysCg) U ludzi normy te są oczywiście bardziej złożone, ale podstawą są te same mechanizmy. Każdy normalny zdrowy człowiek posiada więc cechy wrodzone, pozwalające dokonywać moralnych ocen, zupełnie niezależnie od różnych -izmów, i jak ktoś mówi: „to jest złe, bo tak czuje” to przeważnie ma rację, bo zło to po prostu zachowanie niezgodne z naszym wewnętrznym, genetycznie uwarunkowanym kodeksem moralnym.
    A to, że nasz wrodzony kompas moralny nie jest idealny i łatwo go zepsuć, na przykład za pomocą niektórych -izmów, to zupełnie inna sprawa.

  6. assura pisze:

    a psychopaci gdzie maja ten naturalny moralny kompas? 🙂 z ta empatia wsrod ssakow to tez bez przesady, np walka o bycie samcem alfa lub pozbywanie sie slabych osobnikow. Sprawiedliwe jest to ze silniejszy dostaje najwiecej pozywienia wsrod zwierzat? Czy to jest te poczucie o ktorym mowisz? Nie istnieje moralnosc bez izmow, bo jest to koncept umyslu a jako taki musi miec zaplecze pojeciowe. Odczucia kazdy moze miec rozne np sprzeczne co do zasad panujacych, dlatego izmy sa potrzebne, bo np chetnie bym to ukradl takie mam odczucie ze chce to miec, ale nie moge bo mam taki -izm ze nie kradne. Wiec nie tylko -izmy tworza zlo jak wywodzisz ale rowniez sa korzystne…

    • 1) Psychopaci to trochę inna, bardziej skomplikowana kwestia. Zaburzenia zero-pozytywne (czyli psychopatia, narcyzm i borderline) charakteryzują się brakiem zdolności do odczuwania empatii, na poziomie (najprawdopodobniej) neurologicznym. I w ich wypadku jest to takie samo kalectwo, jak choroba schizofrenika, albo brak ręki.

      To są chore jednostki w pewnym stopniu kalekie i należy je z tego równania wyłączyć.

      Po drugie: wbrew obiegowej opinii psychopata nie musi być człowiekiem złym lub uważanym za złego. To po prostu człowiek, który nie posiada oporów przed krzywdzeniem innych osób. Osobnik taki z jednej strony faktycznie może mieć większe szanse zejść na złą drogę. Z drugiej strony może egzystować zupełnie normalnie wykonując jakiś zawód, gdzie jego braki nie będą przeszkadzać jak np. profesja rzeźnika, wojskowego czy policjanta.

      2) Izmy zawsze są złe. Nie potrzebujemy ich też, żeby dobrze żyć. Wystarczy prosta zasada minimalizowania zła.

    • buszasp pisze:

      @assura
      „Nie istnieje moralnosc bez izmow, bo jest to koncept umyslu a jako taki musi miec zaplecze pojeciowe.”
      No to weźmy taką hipotetyczną sytuację:
      W osobnych celach siedzi 2 więźniów i wykonują oni określoną pracę, za którą otrzymują dodatkowe racje żywnościowe. Obaj wykonują dokładnie takie same zadania, ale więzień A otrzymuje za swoją robotę wykwintne posiłki, podczas gdy więzień B za dokładnie to samo dostaje chleb i wodę. Więzień B oczywiście protestuje, ale bezskutecznie. Więzień A również uznaje całą sytuację za niesprawiedliwą, więc w geście solidarności z więźniem B zaczyna strajk i odmawia przyjmowania nagrody za swoją pracę, dopóki obaj nie będą traktowani identycznie.
      Postawa więźnia A wydaje się być podyktowana jakimś silnym, wewnętrznym kodeksem moralnym.
      Tyle, że tak naprawdę to nie jest hipotetyczna sytuacja, ale wynik jednego eksperymentu przeprowadzonego na 2 szympansach, które wykonywały identyczne zadania, za które otrzymywały niesprawiedliwą nagrodę.
      Oba szympansy oceniły sytuację jako niesprawiedliwą, dodatkowo szympans A zachował się honorowo względem pokrzywdzonego kolegi. Musiały dysponować solidnym zapleczem pojęciowym 😉

      Osobiście nie jestem przekonany, że wszystkie izmy są złe, ale zgadzam się, że zasada minimalizowania zła wystarczy, żeby dobrze żyć.

  7. Siman pisze:

    Najbardziej bzdurny artykuł jaki czytałem u ciebie na blogu. I nie chodzi nawet o ogólne przesłanie (mam tak samo jak ty bardzo negatywny stosunek do ideologizacji życia publicznego), ale przeczysz sam sobie, zwłaszcza w końcówce wypowiedzi.

    „Historia nie jest żadnym procesem. Historia jest po prostu zbiorem wydarzeń. Owszem, jeśli zbyt długo patrzy się na wykresy, to można dostrzec regularności. Jednak ich pojawianie się jest wynikiem przypadku i zmęczenia patrzącego, a nie jakiegoś rodzaju, obiektywnego prawa.”

    To bardzo zabawne, że we wpisie w którym odcinasz się od (również) prawicy napisałeś akapit, który jest w zasadzie definicją radykalnego prawicowego liberalizmu. Dokładnie taką tezę postawiła szkoła austriacka w odniesieniu do ekonomii: że nauka może i jest w stanie zbadać falowo-korpuskularną naturę kwantów czy reguły ewolucji, ale gdy pojawia się złoty pieniądz to nagle staje się zagubiona niczym dziecko we mgle i żadnych reguł ustalić nie jest zdolna. Libertarianie szybko rozszerzyli tę zasadę na wszystkie dziedziny życia człowieka i orzekli, że oto trzeba się w ogóle wycofać z podejmowania jakichkolwiek działań scentralizowanych, bo można tylko napsuć parszywą socjalistyczną (czyli historiozoficzną) ideologią. Świat naprawi się sam. A jak nie, to trudno, taki ma zostać.

    Więc zdecyduj się: albo się od prawicy odcinasz, albo pod nią podpisujsz.

    I nie, historia nie jest zbiorem wydarzeń, jest procesem i to dość konkretnym. Mylisz tu dwie rzeczy: regułę imperatywną z regułą funkcjonowania. Wszechświat nie ma żadnego celu, ale ma swoje zasady, rządzą nim procesy i te procesy prowadzą w jakimś kierunku (choć nie do końca jeszcze wiemy jakim). Ten kierunek, tak jak wszechświat, nie jest dobry ani zły, po prostu sobie istnieje, niezależnie od woli czy zmęczenia patrzącego. Z historią jest identycznie, bo historia to nie wielka maszyna losowa, tylko zbiór chronologicznie uporządkowanych zjawisk wynikających bezpośrednio z tejże fizyki. A konkretnie to z reguł socjologii, ekonomii, antropologii i kilku innych, które wynikają z reguł psychologii, biologii, geologii i kilku innych, które dopiero wynikają z zasad chemii i fizyki. To że nauki społeczne radzą sobie z ustalaniem tych reguł bardzo słabo, a ideologowie na ich temat konfabulują ile wlezie to jeszcze nie znaczy, że ich nie ma.

    Pomijając tę kwestię, atakujesz dość wygodnie słomianą kukłę. Historycyzm, bardzo popularny do lat 40-tych XX wieku w Europie, został z niej wytępiony metodą najbardziej radykalną z możliwych, mianowicie przetestowano jego najbardziej radykalne warianty w praktyce. Hitler, a po nim Stalin wyleczyli z tej choroby zarówno prawicę, jak i lewicę, które zaczęły szukać odpowiedzi w dokładnie odwrotnym kierunku, czyli unikaniu wielkich narracji (co do perfekcji doprowadził postmodernizm). Ani socjaldemokraci, ani liberałowie, ani prawica nie ma żadnego wielkiego celu do którego dąży, wszystkie dość zgodnie skupiają się raczej na krytycznym ocenianiu obecnego stanu rzeczy i szukaniu w nim dziur, które trzeba załatać, przy czyn oczywiście różnią się oczywiście mocno w ocenie lokalizacji owych braków i metod ich naprawy. Historycyzm w klasycznej postaci znajdziesz wyłącznie u radykałów, czyli autentycznych faszystów, komunistów, fundamentalistów i im podobnych albo populistów, którzy w zasadzie nie kierują się żadną ideologią, tylko powtarzają takie hasła, które przemawiają do zbiorowej wyobraźni. Więc jednego dnia mogą sobie bełkotać o jakimś wielkim celu, ale jak zobaczą, że to nie poprawia słupków, to mogą zacząć twierdzić coś dokładnie odwrotnego, wewnętrzna koherencja ich poglądów nie jest im do niczego potrzebna.

    Od zakończenia II wojny światowej istniała tylko jedna ideologia, która wprowadziła Wielki Cel i odniosła sukces, a był nią neoliberalizm. Który de facto mimo świetnego sloganu „końca historii” jest ruchem dość nijako-centrowymi i on także już się kompletnie skompromitował razem z kryzysem 2008 roku i już chyba nikt poza Balcerowiczem, bandą skretyniałych bankierów i paroma dziennikarzami Wyborczej nie bierze go na poważnie.

    • Ad akapit 3: po pierwsze zawsze uważałem, że nie można przekreślić czyichś argumentów tylko dlatego, że się tej osoby nie lubi. Część poglądów obydwu stron barykady faktycznie jest słuszna. Jednak wyciągane z nich wnioski są błędne.

      Jeśli natomiast chodzi o liberałów i libertarian, to nie da się ukryć, że sami zgrzeszyli oni historycyzmem, jak Fukujama z jego „Końcem Historii” wedle którego ludzie wypełnili swe dzieje i nastąpiło zwycięstwo liberalnej demokracji.

      Oczywiście rzadno zwycięstwo nie nastąpiło. I aczkolwiek demokracja liberalna jest najlepszą opcją z dostępnych, to uważam, że w opisie rzeczywistości celniejszy był Huntington w zderzeniu historii.

      Ad akapit 5: pierwsze słyszę, by ekonomia, antropologia, socjologia etc. rościły sobie prawo do takiego absolutyzmu. Wręcz przeciwnie pogląd o którym mówisz, nazywany „determinizmem środowiskowym” od dawna (lat 20 i 30) uznawany jest za pseudonaukowy, tak samo, jak różdżkarstwo, puszczanie krwii i wielka lechia.

      Ad akapit 6: to co mówisz nie jest prawdą.

      Druga wojna światowa zakończyła się w pierwszej kolejności zwycięstwem ruchów socjalistycznych. Zarówno utopijnych we wschodniej części Eurazji jak i demokratycznych w zachodniej, jak Laburzyści w Wielkiej Brytanii, SFIO we Francji czy SPD w Niemczech.

      Ruch ten jest cały czas aktywny, a na skutek kryzysu finansowego roku 2008 nabrał on siły.

      „Triumf” (przedwczesny i oparty na błędnych przesłankach) liberalizmu to natomiast nie koniec II wojny światowej, a koniec lat 80-tych i upadek bloku komunistycznego.

      • Siman pisze:

        „Jeśli natomiast chodzi o liberałów i libertarian, to nie da się ukryć, że sami zgrzeszyli oni historycyzmem, jak Fukujama z jego „Końcem Historii” wedle którego ludzie wypełnili swe dzieje i nastąpiło zwycięstwo liberalnej demokracji.”

        Liberałowie to wielki wór od prawa do lewa. Historycyzmem zgrzeszyli tzw. liberalni demokraci, czyli z grubsza centroprawica, żeniąca liberalny permisywizm społeczny i postpolitykę z neoliberalizmem. Neoliberalizm to dość pokraczny twór, który zaczynał jako rozsądnie brzmiące pokłosie szkoły chicagowskiej, a skończył na sprzedawaniu kredytów hipotecznych na luksusowe wille tancerkom egzotycznym (co pięknie a dosadnie przedstawił Big Short). To oni rzeczywiście zgrzeszyli historycyzmem o którym zresztą już pisałem.

        „Prawdziwi” prawicowi liberałowie, dzieci szkoły austriackiej, rwali sobie w tym czasie włosy z głowy i krzyczeli o socjalizmie (bo dla nich wszystko jest socjalizmem). Twoje tezy brzmią do nich podobnie, tylko zamieniasz socjalizm na historycyzm, czyli trochę ogólniejszą kategorię.

        „Ad akapit 5: pierwsze słyszę, by ekonomia, antropologia, socjologia etc. rościły sobie prawo do takiego absolutyzmu. Wręcz przeciwnie pogląd o którym mówisz, nazywany „determinizmem środowiskowym” od dawna (lat 20 i 30) uznawany jest za pseudonaukowy, tak samo, jak różdżkarstwo, puszczanie krwii i wielka lechia.”

        Nadal mylisz reguły funkcjonowania z imperatywami i wyciągasz jakieś absurdalne wnioski. Absolutyzm? Determinizm? Skąd ty to wziąłeś w mojej wypowiedzi?

        Może inaczej. Piszesz, że zgadzasz się z Huntingtonem. Czym są jego tezy o istnieniu wielkich cywilizacjach i ich konflikcie, jeśli nie próbą opisu zasad funkcjonujących rzeczywistością historyczną? O tym przecież mówię. Jeśli historia jest tylko zbiorem wydarzeń bez procesów, Huntington musi się mylić, a ludzie toczą wojny, bo motyl machnął skrzydłami po drugiej stronie globu, a nie z powodu jakichś tarć narodów czy cywilizacji.

        „Ad akapit 6: to co mówisz nie jest prawdą.

        Druga wojna światowa zakończyła się w pierwszej kolejności zwycięstwem ruchów socjalistycznych. Zarówno utopijnych we wschodniej części Eurazji jak i demokratycznych w zachodniej, jak Laburzyści w Wielkiej Brytanii, SFIO we Francji czy SPD w Niemczech.”

        Po pierwsze, nie mylmy pojęć: we wschodniej Eurazji nie wygrał socjalizm utopijny (ponieważ takowy z definicji nie istnieje), tylko aparat totalitarny wykorzystujący tę utopię jako narzędzie propagandowe. O ile można się zastanawiać, na ile Lenin wierzył w komunistyczne ideały, o tyle jest raczej pewne, gdzie miał je Stalin.

        Właśnie dlatego większość zachodniej lewicy odeszła dość radykalnie od tejże utopii (pomijając komunistów opłacanych przez ZSRR). Masz rację, na Zachodzie wygrali głównie socjaldemokraci. Nie masz racji twierdząc, że socjaldemokraci mają coś wspólnego z historycyzmem. Współczesna lewica traktuje Marksa tak, jak powinno się traktować każdego filozofa: ze zdrowym dystansem. To że Platon miał wiele genialnych myśli nie znaczy, że świat wielkich idei istnieje naprawdę gdzieś za naszymi plecami. Podobnie, to że Marks miał kilka celnych obserwacji na temat kapitalizmu nie oznacza, że należy wierzyć w jej nieubłagany koniec i nadejście powszechnej wspólnoty robotników.

        Socjaldemokraci twierdzą mniej więcej coś takiego: walka klas jest realna, ale kapitalizm jest złem koniecznym. Trzeba więc niwelować jego negatywne skutki i wspomagać klasy robotnicze, aby walka nie eskalowała, ale zarazem pozwolić działać wolnemu rynkowi tam gdzie to możliwe. Można się z taką diagnozą nie zgadzać, ale tu historycyzmu po prostu nie ma.

      • Wątek 1: W ocenie liberałów jesteśmy chyba zgodni, choć obawiam się wyciągamy odrębne wnioski.

        Wątek 2: Nie całkiem rozumiem o czym mówisz. Odnoszę wrażenie, że mówimy o innych rzeczach.

        Wątk 3: A Habernas, Therborn, Hirst, Hindess czy Aglietta?

      • Siman pisze:

        Ad 2.
        Odnoszę się cały czas do tego akapitu:
        „Historia nie jest żadnym procesem. Historia jest po prostu zbiorem wydarzeń. Owszem, jeśli zbyt długo patrzy się na wykresy, to można dostrzec regularności. Jednak ich pojawianie się jest wynikiem przypadku i zmęczenia patrzącego, a nie jakiegoś rodzaju, obiektywnego prawa.”

        To jest stwierdzenie kompletnie bzdurne, z którego w zasadzie wynika wprost, że niemal wszystkie nauki społeczne nie mają żadnego sensu, a sama historia ma co najwyżej sens czysto kronikarski, skoro dzieje ludzkości nie kierują się żadnymi prawami, regularnościami ani procesami. Chwilę później przywołujesz Huntingtona, który z powyższą tezą jest po prostu sprzeczny: czym jest koncepcja ścierających się cywilizacji jak nie próbą opisu procesu historycznego? Albo on jest albo go nie ma, zdecyduj się.

        Ad 3.
        Rozwiń, bo samo przywołanie nazwisk ma w dyskusji sens co najwyżej taki, że chwalisz się, że je znasz. Cieszę się i gratuluję, ale do czego chcesz się odnieść? 😉

      • AD 2:
        Celem historii jest tworzenie historiografii, czyli precyzyjnego zapisu i wyjaśnienia dziejów.

        Huntington natomiast opisywał współczesny świat, a nie pretendował do wyjaśnienia procesu historycznego, a tym bardziej do wskazania jego celu.

        Ad3:
        Przecież to wynika z kontekstu. W mniejszym lub większym stopniu neo-marksiści. Ludzie, których rzekomo miało już od dawna nie być.

      • Siman pisze:

        „AD 2:
        Celem historii jest tworzenie historiografii, czyli precyzyjnego zapisu i wyjaśnienia dziejów.

        Huntington natomiast opisywał współczesny świat, a nie pretendował do wyjaśnienia procesu historycznego, a tym bardziej do wskazania jego celu.”

        Ta definicja nic nie wnosi do dyskusji, „wyjaśnienie dziejów” można rozumieć tak wąsko jak szeroko, historycyzm też tu się mieści. Natomiast to co próbujesz forsować to klasyczny redukcjonizm: traktowanie złożonych zjawisk jako prostej sumy jego elementów.

        Co do Huntingtona: jego teoria odnosi się do bardzo dużej skali, można by powiedzieć, że wręcz dziejowej, zresztą cywilizacje o których mówi nie spadły z nieba w gotowej postaci, skądś się najpierw musiały wziąć, zwłaszcza, że Huntington traktuje je jako bardzo zwarte, okrzepłe i jasno zdefiniowane twory o wewnętrznej dynamice, co raczej jasno sugeruje jakiś proces, który stał za ich powstaniem. Natomiast to że opisywał współczesność nie ma nic do rzeczy: współczesne procesy z upływem czasu staną się procesami historycznymi. Sugerujesz, że kiedyś procesów nie było i teraz magicznie wykiełkowały zaraz po wojnie? Czy że te procesy istnieją dopóki zajmują się nimi politolodzy, a jak je przejmą historycy to one nagle znikną?

        „Ad3:
        Przecież to wynika z kontekstu. W mniejszym lub większym stopniu neo-marksiści. Ludzie, których rzekomo miało już od dawna nie być.”

        Nigdzie nie twierdziłem, że neomarksizm nie istnieje. Przecież nawet opisując socjaldemokratów odwołałem się do zjawiska walki klas, który przecież wprost z Marksa wynika. Neomarksiści to bardzo szeroki i płodny nurt intelektualny, który odwoływał się do niego z najprzeróżniejszych stron. I akurat ta związana z utopijną koniecznością dziejową była marginalizowana po wojnie. Co oczywiście nie znaczy, że nie istniała, po prostu nigdy nie przebiła się zbyt szeroko do opinii publicznej (poza, jak pisałem, paroma pożytecznymi idiotami z poparciem ZSRR, głównie we Francji o ile pamiętam).

        Powiem więcej: twierdzenie, że marksizm = utopijna konieczność dziejowa to skrzywienie bolszewickie. Dla nich taka interpretacja była po prostu wygodna, a potem poprzez propagandę żyje do dziś w polskim dyskursie politycznym jako prostackie: czytasz Marksa -> chcesz zabijać kapitalistów.

        Taki na przykład Habernas jest o ile wiem ceniony przede wszystkim za eklektyzm i łączenie elementów marksizmu z całym szeregiem zupełnie innych nurtów. Ma trochę idealistycznych koncepcji, ale choć znawcą nie jestem, wydaje mi się, że odwoływanie się do nieuchronnego nadejścia komunizmu lub jego pochodnych w ogóle u niego nie występuje. Czyli traktuje Marksa tak jak pisałem: jak filozofa, którego niektóre myśli były cenne, a w innych bredził jak potłuczony, więc oddzielił ziarno od plew.

  8. Łodzianin pisze:

    @zegarmistrz

    1. Tak daleko posunięty relatywizm moralny, który prezentujesz w tym tekście zdaje mi się wysoce szkodliwy. Z całą mocą twierdzisz, że istnienie świata nie ma sensu (co jest dość problematyczne i wypadałoby mieć jakieś argumenty na poparcie wysuwanej tezy). Ponadto stwierdzenie o braku obiektywnej prawdy oznacza (w moim rozumieniu) również brak powszechnych zasad moralnych. Uczciwe doprowadzenie rozumowania do końca zmusza do odrzucenia moralności w ogóle i nadania wszystkim czynom oraz postawom takiej samej wartości. W takiej sytuacji pomoc bliźniemu nie byłaby w żaden sposób lepsza od zadania mu śmierci w najbardziej okrutny sposób

    2. „Monopol na prawdę” – jest rzeczą najzupełniej logiczną, że osoba wyznająca pewien pogląd uznaje, że ma rację (gdyby było inaczej to by go nie wyznawała). Jeśli ten pogląd nie dotyczy stricte świata fizycznego, a idei i jest oparty na dogmatach/sam jest dogmatem, to nie istnieje płaszczyzna porozumienia. W wypadku konfliktu pomiędzy dwoma sposobami widzenia świata, konfrontacja jest nieunikniona (opierając się na Mosdorfie „Wola musi złamać przeciwną wolę lub się jej poddać”). To logiczne.

    3. Cały ten wywód jest wart niewiele bez jakiejś definicji zła (które na logikę w Twoim świecie powinno być równie abstrakcyjne co dobro i idee).

    Przeklejam komentarz z Poltera, mam nadzieję, że się odniesiesz.

    • 1) Nie da się ukryć, że obiektywnie nie istnieje coś takiego, jak powszechne zasady moralne. Owszem, w świecie zachodnim powszechnie używamy zasad etyki chrześcijańskiej, które jednak ograniczone są zasięgiem do trzech cywilizacji (zachodnioeuropejskiej, „bizantyjskiej” i latynoskiej). Pozostałe cywilizacje stosują odmienne, własne zbiory zasad etycznych, które bynajmniej nie są zbieżne z naszymi, a często też bardziej rozpowszechnione (przykładowo etyka konfucjańska czy muzułmańska ma więcej wyznawców, niż chrześcijańska). Tak więc istnienie powszechnych zasad moralnych nie da się obronić.

      To tylko wytwory myśli ludziej spełniające określone funkcje (czyli regulacje stosunków społecznych). Oceniać je można tylko przez wzgląd na efektywność wykonywania tych funkcji.

      1B) Nie można stawiać znaku równości między „Brakiem odgórnego celu istnienia wszechswiata” a „brakiem obiektywnej prawdy”. Obiektywna prawda istnieje: jest to świat fizykalny, możliwy do poznania zmysłowego.

      2) Monopol na prawdę jest przejawem fanatyzmu, głupoty i ignorancji. Traktować go jako normalny można tylko jeśli, „normalność” uznamy za synonim „powszechności”. Po człowieku inteligentnym, czy choćby prawidłowo rozumującym oczekiwać będzie, że pod wpływem faktów będzie zmieniał swoje rozumowanie i działanie.

      3) Zarzut o tym, że traktuję zło i dobro jako abstrakcję jest nadinterpretacją, niezgodną jeśli nie z literą, to przynajmniej z duchem tego tekstu. Ja:

      A) Odrzucam „dobro” historycystów, gdyż uważam je za sztuczny twór opierających się na apriorycznych założeniach, które nie mają odzwierciedlenia w realnie zachodzących procesach.

      B) Uważam, że traktowanie Zła jako przeciieństwa lub braku Doba jest uproszczeniem.

      C) Uważam, że minimalizowanie zła ma wyższy priorytet, niż szerzenie dobra.

  9. Łodzianin pisze:

    1) Jeśli nie istnieją powszechne zasady moralne, to używanie pojęć dobra i zła nie ma sensu. Każdy system etyczny/moralny/prawny źródło swoich zasad wywodził z zewnątrz, jakaś siła wyższa musiała go legitymizować. Możesz powiedzieć człowiekowi, który chce obrabować Twój dom „Nie możesz tego zrobić przez wzgląd na wytwór myśli ludzkiej regulujący stosunki społeczne!”, ale nie sądzę by to odniosło jakikolwiek skutek. Zasady pozbawione oparcia, którym jest legitymizująca je siła/bóstwo/idea/coś innego przestają spełniać jakąkolwiek funkcje, mieć jakiekolwiek znaczenie.

    1B) Stwierdzenie, że świat fizykalny jest możliwy do poznania zmysłowego (w całości lub częściowo) także jest twierdzenie apriorycznym.

    2) „Monopol na prawdę jest przejawem fanatyzmu, głupoty i ignorancji.”

    Tutaj też się nie zgodzę, często „monopol na prawdę” jest przejawem konsekwencji, a fanatyzm wręcz tej konsekwencji ucieleśnieniem.

    „Po człowieku inteligentnym, czy choćby prawidłowo rozumującym oczekiwać będzie, że pod wpływem faktów będzie zmieniał swoje rozumowanie i działanie.”

    To stwierdzenie nie ma za bardzo sensu w odniesieniu do ideologii/religii i może dotyczyć zmiany nieskutecznych środków, a nie celów.

    3B) Bez podania Twojej definicji „dobra” i „zła” dalej nie jestem w stanie do końca zrozumieć o co chodzi.

    3C) jw.

    • Ad 1) Śmiała teza lecz bzdurna. Słyszałeś może takie hasła jak „Bóg umarł” Nieatzego lub „Niebo gwieździste nademną, prawo moralne we mnie” Kanta? Hasła te oznaczają jedno: że etyka już dobre 200-300 lat temu poradziła sobie z koniecznością legitymacji ludzkich zachowań z zewnątrz.

      Ad 2) Jeśli tak uważasz, to obawiam się, że dalsza rozmowa jest pozbawiona celu.

  10. Łodzianin pisze:

    Ad 1) Ani Kant ani Nietzsche nie zaproponowali niczego konstruktywnego. Etyka Kanta, jego imperatywy nie przedstawiają większej wartości, ponieważ odnoszą się do człowieka ogólnego, archetypowego, przez co nie są użyteczne dla człowieka konkretnego, rzeczywistego, z jego cechami charakteru, sposobem widzenia świata i innymi niekoniecznie powszechnymi przymiotami. Nietzsche nie przedstawił spójnego systemu, jego działania stanowiły jedynie dekonstrukcję.

    Ad 2) Ot, niektóre idee mogą się rozbić o ścianę, inne nie, ponieważ są niefalsyfikowalne, istnieją na innej płaszczyźnie niż ona.

  11. „W najgłębszym skrócie: historycyzm jest przekonaniem, że dzieje mają Cel (który odpowiednio genialne umysły są w stanie odgadnąć), po osiągnięciu którego historia zakończy się (i w niektórych wypadkach całkiem dosłownie) nadejdzie Królestwo Niebieskie. Celu tego nie można zmienić, można jednak jego osiągnięcie spowolnić lub przyśpieszyć. Spowolnienie jest dziełem Obecnego Porządku, który z racji na swą niedoskonałość i skostnienie uniemożliwia nadejście Królestwa Niebieskiego oraz osiągnięcia prze Całą Ludzkość lub Naród Wybrany (historycyzmy różnią się między sobą w szczegółach) Szczęścia Wiekuistego.”

    WoW, idealnie pasuje nie tylko do lewaków i prawicy, ale też do Libertarian, zwłaszcza anarchokapitalistów (akapów) od Rothbarda, czy innych agorystów od Konkina…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s