Mit „Uwagi”:

dragonKilka tygodni temu, przy okazji któregoś wpisu o anime Lurker poruszył (albo ja to tak zinterpretowałem) ciekawy temat: opinii, którą rzekomo zepsuła fanom mango i awokado emisja programu „Uwaga” poświęconego Dragonballowi w TVN.

Osobiście mam trochę inne spojrzenie na temat. Otóż:

Fakty historyczne:

12 lipca 2003 miała miejsce emisja programu „Uwaga” poświęcona mandze Dragonball wydanej przez JPF. Dziennikarze przedstawili ją w dość niekorzystnym świetle, zwracając uwagę na bardzo dosadny humor komiksu i pojawiające się w nim półnagie rysunki jednej z bohaterek. Program w typowy dla siebie sposób zmontował „reportaż” ze scenami dzieciaków podnajętych z agencji statystów czytającymi Dragonballa oraz wypowiedziami zaprzyjaźnionej pani pedagog, która kilka lat później zasłynęła w TVN jako „Superniania”. Cały reportaż był raczej tendencyjny i stworzony pod tezę „oto zło zagraża duszom naszych dzieci”.

Program „Uwaga” trwał około 30 minut, zwykle publikując dwa „reportaże”, co przekłada się na jakieś 15 minut czasu antenowego. Mimo to jego emisja wywołała shitstorm, który trwa do dzisiaj.

Co więcej zbiegła się w czasie z wykupieniem stacji RTL 7 przez telewizję TVN oraz rezygnacją z tamtejszego bloku kreskówek, w którym emitowano też anime. Zjawiska te powiązano ze sobą i odczytano jako zmianę polityki TVN na wrogą wobec anime.

Moja opinia:

uwagaW latach 90-tych rozpoczął się, trwający niestety do dzisiaj wysyp publikacji poświęconych brutalizacji życia przez nowe formy rozrywki: gry komputerowe, RPG oraz mangę i anime. Związane one były z falą przestępczości, która w latach 1985-2005 zalewała nasz kraj, a której przejawem była między innymi seria bardzo głośnych, bardzo brutalnych i zwykle bardzo bezsensownych morderstw popełnionych przez nieletnich. Zbiegło się to w czasie ze zmianami w polityce medialnej. O ile więc za PRL-u nie pisano o przestępstwach, bowiem w Państwie Ludowym wszystko działało idealnie, tak po okrągłym stole media zakochały się w tym temacie, w efekcie czego wzmogły jeszcze atmosferę ogólnego zagrożenia. Media skupiały się głównie na grach komputerowych, przypisując bandytom z dołów społecznych, którzy nieraz nawet na oczy nie widzieli (dość podówczas elitarnej) zabawki, jaką był komputer działanie pod inspiracją Carmageddonu i Mortal Kombat.

Trochę mniej intensywną „kampanię reklamową” prowadzili księżą i czasopisma katolickie grom fabularnym, przedrukowując bez żenady durnowate artykuły o Dungeons and Dragons pisane przez amerykańskich protestantów oraz puszczając na lekcjach religii film pod tytułem „Znamię szatana”. Do tej ostatniej momentami włączał się też „Super Ekspres” poświęcając np. całą okładkę grze karcianej „Kult”.

Fani anime pod tym względem przez długi czas mieli święty spokój. Niemniej jednak śledząc zarówno treść artykułów w „Kawaii” jak i rubryki Listy owego miesięcznika dojść do wniosku można, że w środowisku tym panowała moda na bycie ofiarą ucisku. Teksty w rodzaju „kiedyś koledzy bili mnie za granie na Atari, a dziś biją mnie za oglądanie anime” były wśród redaktorów normą. Redakcja i część czytelników po prostu zdawała się uważać „prześladowanie” za jakiś dowód wartości. Większość przejawów uciemiężenia była dość dziecinna i ograniczała się do „zamiast uczyć się do klasówki oglądałam Sailor Moon, teraz jestem zagrożona z matmy, a rodzice skasowali kasetę z moją ulubioną bajką… Co robić?”.

Sami przyznacie, że trudno to traktować poważnie.

Wszystko zmieniło się w momencie, gdy TVN wyemitował ów program. Wówczas to redakcja i czytelnicy Kawaii zyskali nowego, potężnego, a co więcej materialnego wroga pod postacią telewizji TVN.

Czy TVN nienawidzi mangi i anime?

raczydłoOczywiście, że nie. A przynajmniej nie bardziej niż wszystkie inne przejawy ludzkiej działalności. Tego typu kwiatki na TVN po prostu pojawiają się co jakiś czas. Przykładowo: rak z przed kilku dni o fantastach.

Należy zrozumieć, że zawód dziennikarza rządzi się własnymi prawami i (i jako insider powiem, że) jest dość obrzydliwy. Wiele pracujących w nim osób nie posiada moralnego kręgosłupa, a jedyne, co ich interesuje to wierszówka, zdjęcia oraz oglądalność / ilość kliknięć w artykule. Połowa z nich byłaby gotowa sprzedać własną matkę, gdyby miała z tego materiał na sensacyjny artykuł.

I żeby było śmieszniej: większość z nich nie zarabia na tym jakichś większych pieniędzy. Prawdę mówiąc to jest jednym z powodów, dla których już się tym nie trudnię. Po prostu w zawodzie tym spotykało się nieraz bardzo nieprzyjemnych ludzi.

Spora część dziennikarzy po prostu nie przejmuje się tym, czy pisze prawdę czy nie, czy komuś szkodzi, albo czy go obraża. Bywają redakcje, do których pozwy o zniesławienie przychodzą niemal codziennie. Dla TVN po prostu normą jest robienie wariatów z fantastów, fanatyków z naukowców, morderców z komputerowców, i w ogóle debili z rozmówców.

Oni nie robią tego bo kogoś nienawidzą. Oni robią to po prostu dlatego, że są złymi ludźmi. Mangowcy w 2003 roku po prostu mieli pecha.

Teraz u władzy jest PiS. Może niedługo dziennikarzy TVN w więzieniach pozamyka.

Metodologia pracy dziennikarskiej:

Zacznijmy od koincydencji emisji wiadomego programu oraz zniknięcia „pasma anime” z RTL-7.

„Uwaga” była, a być może nadal jest, (nie wiem, nie oglądam telewizji) programem utrzymanym w tabloidowym stylu. Emitowana była codziennie, przez pół godziny, dostarczając reportaży na możliwie sensacyjne tematy. Tak więc zaludniały ją takie rzeczy, jak włamujący się do budek telefonicznych preakerzy, brutalne morderstwa, obsceniczne komiksy, producenci erotycznej bielizny, kobiety, które nie spały nocami, bo musiały trzymać kredens i ptaszyska śmierci.

Jako, że nie pracujecie w mediach wyjaśniam: tego typu redakcje zatrudniają około 5 do 8 osób. Cykl pracy jest następujący: rano zaczyna się kolegium redakcyjne, na którym każdy podaje swój pomysł na dzisiaj, następnie naczelny wyrażą swą opinię. Po tym czasie, w ciągu około 2 godzin zbierane są materiały. Odbywa się około 4 godzinna sesja zdjęciowa, po czym odcinek jest przez dwie godziny montowany.

Prawdopodobnie więc historia powstania tego „działa” wyglądała następująco:

  1. Któryś z dziennikarzy powiedział „W szkole mojego syna popularny jest komiks Dragonball, w którym dużo się biją. Wziąłem go i poczytałem! Popatrz!”
  2. Naczelny, wziął, znalazł goły tyłek Bulmy: „Super! Tylko podkręć to jakoś”.
  3. Zadzwoniono znajomego psychologa dziecięcego z parciem na szkło.
  4. Zadzwoniono do agencji statystów i zorganizowano jakieś dzieci.
  5. Dano im Dragonballa i sfilmowano, jak go „czytają”.
  6. Ktoś napisał krótki tekst o tym jakie to zło.
  7. Przeczytał go lektor.
  8. Zmontowano to jakoś.
  9. Puszczono.
  10. Zajęto się czymś innym.

W niszowej gazetce wybuchł potem shitstorm, ale nikt go nie zauważył, bo a) redakcja nie czytała Kawaii b) Była bardzo zajęta dramatycznym reportażem z Rybnika gdzie w zacieku na ścianie objawił się Chrystus.

Potencjalny wpływ redakcji „Uwaga” na politykę TVN-u

tvn2Mit głosi, że emisja wiadomego „reportażu” spowodowała rezygnację z wyświetlania anime w TVN 7. Wydaje mi się to wątpliwe.

Redakcje programów takich jak uwaga są miejscami dość specyficznymi. Generalnie trafiają tam albo początkujący, albo ludzie, którzy podpadli, wypaleńcy przed emeryturą, albo beztaleńcia, których nie można z jakiegoś powodu wylać. Wbrew pozorom najczęściej nie są to koledzy prezesa, tylko ludzie, którzy owszem, popracowali długo i są doświadczeni, ale wiadomo już, że Ameryki jednak nie odkryją. Mogą natomiast pomóc młodym (np. nabrać złych nawyków).

Tak czy siak jest to dziennikarskie dno.

Po drugie: dziennikarz w koncernie medialnym (jeśli nie jest gwiazdą, której sama twarz przyciąga przed ekran tysiące widzów) ma status niemal identyczny z robotnikiem fabrycznym: wytwarza produkt. I ma mniej-więcej tyle samo do gadania.

Blok anime” na RTL 7:

Druga kwestia to samo istnienie „bloku anime” na RTL-7. Otóż: czegoś takiego nigdy nie było. RTL 7 posiadał, jak każda stacja telewizyjna lat 90-tych pasmo kreskówek dla dzieci. Takowe posiadały również TVP 1, TVP 2, Polsat oraz Polsat 2. Kreskówki zwykle emitowane były we wczesnych godzinach popołudniowych (między 14, a 16), gdy rodzice nie wrócili jeszcze z pracy. Niekiedy wchodziły one w godzinę 17, co moim zdaniem było próbą dywersji i walki z chorobą o nazwie Teleexpress. RTL 7 posiadał owo pasmo bardzo rozbudowane. Ogólnie rzecz biorąc w mojej opinii była to najlepsza stacja telewizyjna epoki, obfitowała nie tylko w kreskówki, ale też niezłe seriale.

Jedną, z emitowanych przez stację bajek (bo tak zapewne władze stacji o nim myślały) był właśnie Dragonball, który faktycznie odniósł duży sukces. Na tyle duży, by zachęcić władze stacji do emisji kolejnych czterech serii anime, które również okazały się sukcesem.

Blok kreskówek znikł (a raczej: został przesunięty na niedogodny czas antenowy) gdy TVN zakupił kanał.

5166_fed3Wedle obowiązującej w mitologii mangowców wykładni zostało to wywołane nienawiścią tej stacji do anime. Faktycznie jednak TVN jako jedyny nie miał nigdy pasma kreskówek dla dzieci. Polityka tej firmy od momentu jej pojawienia się w roku 1997 była inna i polegała głównie na produkcji własnej, a nie imporcie z zachodu.

Errata:

Jak zwrócono mi uwagę na Facebooku i w komentarzach: TVN miał jednak pasmo kreskówek, które nazywało się „Bajkowe kino”. Przeoczenie to (wynikające z faktu, że TVN nigdy nie był lubianą przeze mnie stacją i jej program pamiętam kiepski) prowadzi do poważnego błędu w powyższym rozumowaniu.

Tego typu podejście ma wiele zalet: jest relatywnie niedrogie, a realizacja kiepskiego, polskiego serialu (a tym bardziej teleturnieju lub programu typu „Reality Show” jak „Big Brother” czy „Trudne Sprawy”) jest nieporównywalnie tańsza, niż zakup licencji na hitową produkcję zagraniczną. Jej opłacalność zwiększa jeszcze możliwość księgowego umniejszenia zysków. Np. można wystawić samemu sobie (a dokładniej jedna spółka zależna drugiej spółce zależnej) rachunek za czas reklamowy i w ten sposób, przelewając pieniądze między dwoma kontami wykazać księgową stratę, co jest przydatne przy płaceniu podatków. Zalety można mnożyć.

Jak twierdzi Wikipedia „Bajkowe Kino” zostało zamknięte w 2004 roku, a przyczyną były „zmiany programowe i gwałtowny spadek popularności”. Myślę, że ma to związek z powyższym: władze firmy po prostu uznały, że czas bajek się skończył i lepszy biznes zrobią na czymś innym. Zamknięto więc obydwa bloki: Ten z RTL / TVN 7 i Bajkowe Kino.

Jednak umiarkowanie oglądalny blok kreskówek przeszkadzał w jego prowadzeniu. Został on więc zlikwidowany. O słuszności tych słów może świadczyć chociażby fakt, że obecnie wszystkie, najważniejsze stacje pozbyły się bloków dla dzieci. Nawet na TVP 1 nie ma już „Dobranocki”.

Percepcja mangi i anime wśród „mugoli”:

tvnKolejnym mitem jest „Emisja „Uwagi” zepsuła nam opinię w społeczeństwie”. Jest to o tyle dziwne, że łączy się z nią wydarzenia bardzo odległe w czasie, jak np. wywalenie z terenu szkoły konwentu Yagicon 2013 (nie dam głowy, czy na pewno to ten przypadek był najgłośniejszy) pod zarzutem, że będzie się na nim odbywać promocja pornografii.

Wydaje mi się mało prawdopodobne, by jeden, 15 minutowy odcinek programu telewizyjnego trzeciej kategorii miał taką siłę oddziaływania, by pamiętany było po 10 latach. Ludzie nie pamiętają już, co to było Łódzkie Pogotowie, więc czemu mieliby pamiętać o gołym tyłku z kreskówki?

Bardziej prawdopodobne, że dyrektorce ktoś doniósł, że w programie będzie Nocka Hentai, co długo było w zasadzie tradycją.

Tym bardziej, że ja osobiście po opuszczeniu podstawówki (co miało miejsce 20 lat temu) nie spotkałem się nigdy z prześladowaniem za oglądanie anime. Wręcz przeciwnie, reakcje mugoli można podzielić na trzy typy:

Po pierwsze: w 99 procentach przypadków „mugole” reagują totalną ignorancją i zwyczajnie nie mają pojęcia, że istnieje coś takiego jak anime albo japońskie kreskówki i że kreskówki różnią się czymś między sobą.

Po drugie: można trafić na członków innych fandomów: głównie serialowców, komputerowców i czytaczy, którzy najczęściej reagują życzliwo-obojętnym „O! Anime!”.

Po trzecie: możecie trafić na przyczajonego między zwykłymi ludźmi Cebulaka, który zareaguje „Taki stary chłop, a bajki ogląda”. Przy czym on nie robi tego z tej przyczyny, że nienawidzi anime, tylko dlatego, że nienawidzi dokładnie wszystkich ludzi na świecie. Cokolwiek byś nie robił byłoby: „Taki stary chłop, a czyta traktat socjoekonomiczny / fotografuje robale / gra w piłkę / biega / zajmuje się czymkolwiek! Wariat jakiś!”

Po czwarte: faktycznie zdarzają się wariaci, którzy wszędzie widzą diabła. Przy czym mangowcy nie są jedynymi, którzy narażeni są na działania tych ostatnich. W dniu, w którym piszę ten wpis przyszło mi zapoznać się z historią RPG-owca, który poszedł do drukarni wydrukować zakupiony na zachodzie PDF z grą (7th Sea) i usłyszał od sklepowej, że „materiałów satanistycznych nie drukujemy”. No, ale powiedzmy sobie szczerze: mieszkamy w Polsce. Niektórzy z tutejszych po prostu są popierdoleni.

Przykład niedawno koleżanka w pracy przeżywała przez dwa tygodnie, że jej dwunastoletnia córka gra w Simsy. Bo tam się całują…

Kto zepsuł opinię mango i awokado?

tvn3W zasadzie, oprócz możliwości natknięcia się na Cebulaka istnieją tylko dwa powody, dla których zwykle nie afiszuje się z byciem mangowcem. Są to: po pierwsze możliwość natknięcia się na Fandom Wojujący fantastów, RPG-owców, komiksiarzy lub innego toksyka, który jest świadomy, czym jest Manga i Anime oraz uzna, że przechrzci mnie na inne hobby toporem.

Po drugie: możliwość natknięcia się na Fandom Wojujący Mango i Awokado, który uzna mnie za swojego kumpla.

Lub na ofiarę jego działania.

Bo powiedzmy sobie szczerze: fandom Mangi i Anime, aż do roku 2010 był chyba fandomem o największej tolerancji na idiotów. Jedyne powody dla których to się zmieniło są od fandomu Mangi i Anime niezależne. Bo żadną zasługą tego ostatniego nie jest fakt, że rozwój sieciowego piractwa depozycjonował w Google główne, internetowe twierdze mangowców (ostatnie, które się trzymają to Shingeki, które samo jest pirackie i Tanuki, które ma straty ruchu rzędu 70 procent). Podobnie żadną zasługą mangowców nie jest, że RPG-owcy postanowili prześcignąć ich poziomem samoupodlenia.

Zła sława mangowców jest niestety często winą samych głównych zainteresowanych: wciskania się wszędzie ze swoimi bajkami, nocek hentaj, wybuchów agresji przeciwko każdemu, kto ośmieli się przyznać, że nie interesuje się anime lub (nie daj Boże) je skrytykuje (nawet zasadnie), wklejanie gdzie popadnie golizny, porno i pół-porno, a następnie wykłócania się, że to „kulturowa odmienność”, konwentowego debila, który biegał po imprezach i łapał fanki za cycki…

Owszem, dziennikarze tabloidów i fanzinów narobili nam smrodu, ale sami również jesteśmy w tym dobrzy.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Anime, Telewizja, Wredni ludzie i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

19 odpowiedzi na „Mit „Uwagi”:

  1. Inuyashka pisze:

    Kapitalny i niezwykle trafny tekst. 🙂

  2. DoktorNo pisze:

    Ad. Realia historyczne.
    Przede wszystkim okres po 1989 roku był naznaczony trudnościami transformacji ustrojowej, masowym bezrobociem, biedą, rozczarowaniami, kapitalistycznym „dzikim zachodem”, powszechną nieuczciwością i upadkiem instytucji, bezmyślnym zachłyśnięciem się wszystkim co zachodnie itp.

    Był to okres w którym ludzie krzyczeli „wolności!” a nie wiedzieli dokładnie o co chodzi, i kończyło się najczęściej leżeniem plackiem przed telewizorem…

    Dodajmy do tego, że gwałtowne otwarcie się kraju na świat spowodowało że w bardzo krótkim czasie społeczeństwo przeżyło tofflerowski „szok przyszłości” i w takim wypadku łatwo było wywołać panikę moralną w temacie dosłownie wszystkiego, od gier komputerowych począwszy a na RPG i anime skończywszy.

  3. fdwsfsdf pisze:

    „Faktycznie jednak TVN jako jedyny nie miał nigdy pasma kreskówek dla dzieci.”
    hm, a bajkowe kino?

  4. Stillborn pisze:

    Na samym TVNie nawet animu puszczali. Nie pamiętam wszystkiego (bo nie oglądałem :P), ale wiem, że leciała na TVN gdzieś w okolicach 8:00 Superświnka. Nie pamiętam niestety też, w jakich latach. Ale chyba w okolicach 2000 roku. Może nieco później, bo zdaje się, że chodziłem wtedy już do średniej.

    • O! Swietnie, że się odzywasz.

      Offtopując: słuchaj, czy tylko mi się wydaje, że nowe blogi CD-Action to jakaś katastrofa humanitarna?

      • Stillborn pisze:

        Nowy skrypt jeszcze nie w pełni działa. W tle działa od groma małych skryptów konwertujących stare forum do nowego skryptu i jest jak jest. Nie wiem, ile czasu to zajmie. A zajmie jeszcze ładnych parę dni pewnie.
        Co do samych blogów, to sytuacja wygląda podobnie. Interia wolała zapłacić za drogi i źle działający skrypt, do tego wolny. Administracja ogarnia sytuację, ale to wymaga czasu.

      • Główny problem jaki widze to to, że blogi są w diabła nieczytelne. I wątpię, żeby ludziom chciało się przez to przebijać wzrokiem.

  5. Stillborn pisze:

    Coś tam z tym próbują zrobić, ale sam szans na pozytywne rozwiązanie sprawy nie widzę. Zresztą, i tak już wywalono listę z nieaktywnymi blogami redaktorów. A niewiele pomogło.

  6. Miras pisze:

    Po tylu latach ten „mit uwagi” jeszcze funkcjonuje? Wydaje mi się, że to my sami (w sensie fandom) mamy taką nieodpartą podświadomą potrzebę by ktoś nas zauważył, a że nikt nas nie zauważa (bo statystyczny obywatel ma gdzieś kto jakie bajki ogląda) to sami kurczowo trzymamy się tych momentów gdzie mieliśmy trochę czasu ekranowego.
    Ta wzmianka o tolerancji na idiotów to święta prawda. Ale inne fandomy też się z tym borykały/borykają. Pamiętam jeszcze jak ponad 10 lat temu wchodząc w fandom RPGowy natykałem się na kółka wyznawców danego lokalnego guru (a reguła była taka, że in człowiek bardziej zryty tym większym mógł być guru).

  7. slanngada pisze:

    Ciekawy teks ale imho mocno oderwany od rzeczywistości.
    Drobne konflikty wewnątrz środowisk mangowców i erpegowców raczej nie są zauważane z zewnątrz, wiem to bo nawet dużo grubsze konflikty i patologie w środowisku niepełnosprawnych są niedostrzegalne.
    Nie jestem mangowcem, a moja rodzina jest względnie otwarta, ale i tak bajki (normalne w stylu… avatara) jestem w stanie oglądać tylko gdy nikogo nie ma w domu. Gdy oglądasz bajki przez 90% populacji jesteś uznawany za debila i tyle, nawet jak jesteś magistrem. W Polsce, przynajmniej zachodniej jest jednak silny i dosyć skomplikowany podział na rozrywki godne i niegodne, na dodatek mocno nakładający się na klasy. Rpg, manga i anime są średnio wpasowujące się gdziekolwiek.
    A dziewczyny mają gorzej.

    • Nie wiem, Polska Zachodnia to nie jest mój obszar występowania. A w naszym kraju jednak zachodzi silny podział na regionalizmy.

      W moich obszarach: Polska południowo-wschodnia i środkowa trochę inaczej to wygląda. Około 30 procent ludności to coś jakby analfabetyzm: zupełnie nie wiedzą, że cokolwiek poza kilkoma podstawowymi kanałami telewizji i zajęciami domowymi (oraz ewentualnie kościołem) istnieje. Około 30 procent po prostu gardzi każdą aktywnością, która nie wiąże się z podtrzymywaniem ich podstawowych funkcji życiowych na zasadzie „facet chce coś robić, przecież się zmęczy, co za idiota” oraz około 30 procent jest raczej otwartych na wszystkie możliwe rozrywki.

      No i oczywiście jest wieś. Na wsi kulturalna rozrywka często wygląda tak, że stoją młodzi pod knajpą i wspominają, że 10 lat temu knajpa była otwarta i było fajnie, bo się u nich we wsi można było piwa napić.

      Przy czym też istnieją duże różnice w zależności od okolicy. Generalnie jak się z mojego miasta jedzie do Rzeszowa po buty albo na Ukrainę po wódkę to doświadcza się identycznego przeskoku cywilizacyjnego.

      Btw. Mój zamieszkały pod Krakowem brat zdradza oznaki takiego zachowania o jakim mówisz.

      • DoktorNo pisze:

        Mi się wydaje że to efekt pozostałości postfeudalnych, w czasach folwarków wolny czas (i co za tym idzie zainteresowania) miał pan, poddane dusze miały na głowie inne rzeczy.

        PS. Polska zachodnia, czyli „Ziemie Odzyskane” to inna para kaloszy, ze względu na repatriantów i osadników z centrum i wschodu.

  8. Niech żyje Dragonball ! 😀

  9. slanngada pisze:

    Ja tam mieszkam w Kowarach przy czeskiej granicy, które są tworem dosyć dziwnym, bo to miasto przemysłowe o charakterze wiejsko-przemysłowym. Dużo społeczeństwa jeśli nie większość stanowi typ I ale i tu ludzie fascynują się grami, meczami Olimpii czy grzybobraniem. Typ drugi istnieje chyba tylko okresowo na wczasach i może wśród Romów ale chy i tu nie. Typ trzeci to też żadkość, choć są i ludzie jak moja matka, którzy oglądają Wikingów i Trudne Sprawy.

  10. Lurker pisze:

    Ojejku.
    Strasznie czasu nie mam ostatnio, więc chyba z miesiąc do ciebie nie zaglądałem. Albo i więcej.
    Ale miałem chwilkę, więc wszedłem na twoją stronę główną, żeby zobaczyć przynajmniej, jakie nowe tematy podjąłeś. Jadę sobie w dół i czytam te „zajawki” całego tekstu, które są na wierzchu. Patrzę, a w pierwszym akapicie o Dragonballu i Uwadze odnosisz się do mnie. Bo ten Lurker to o mnie chodziło, nie?
    Chyba chodzi ci o ten temat, gdzie pisałem o ogólnym odbiorze anime w społeczeństwie.
    Chciałbym więc z miejsca sprostować. Nie odnosiłem się tam do tego mitycznego odcinka Uwagi. Chodziło mi o ogólne spojrzenie na anime, nawet bez tego odcinka, o którym zresztą niezainteresowani tematem nawet nie wiedzą / nie pamiętają po tylu latach.

    A co do tematu. Również często, jeśli tylko pojawia się ten temat, natykam się zawsze na lamenty na temat tego, jak to Uwaga zniszczyła rynek anime w Polsce. Prawdę mówiąc, gdyby nie wałkowanie tego w necie, to już dawno bym nie pamiętał, że kiedyś w ogóle ten temat podjęła. A co dopiero ludzie spoza tematu.
    Dobrze więc, że podjąłeś ten temat, bo sądzę, że będzie to najlepsze miejsce na podzielenie się pewną moją obserwacją. Otóż: opinię taką wałkują najczęściej ludzie gdzieś około 20-tki obecnie. Albo i mniej. Czyli najdalej roczniki 96-97. A jak podpowiada ciocia Wikipedia, Dragonball na RTLu leciał dokładnie w latach 1999-2003. Więc nie za bardzo wiem, jak niby oni mieliby go oglądać, a co dopiero, jak mieliby pamiętać, jakoby babcie po emisji Uwagi miały im to ukrócić.
    Ja jestem z 1989, więc pamiętam te czasy trochę lepiej. Oglądałem Dragonballa z matką, Uwagę zresztą też. I na tyle, ile pamiętam, kojarzę, że o tej Uwadze to coś tam ktoś tam wspominał, ale wtedy(no przynajmniej w mojej okolicy) ani nie miało to wielkiego znaczenia, ani nikt się tym nie przejął, żadni rodzice, nauczyciele, czy ktokolwiek. Ot, taka ciekawostka to była i to co najwyżej.
    Sądzę więc, że ci młodsi od nas o kilka lat „otaku” zwyczajnie za bardzo sugerują się tą zbieżnością dat, przez co tak mocno tą sprawę zmitologizowali. A ja pamiętam, że ludzie trochę się na tą uwagę powkurzali, powytykali w paru miejscach nierzetelność, ale i tak nie aż tak mocno i zawzięcie jak dziś, po latach. Zwyczajnie młodsi, nie pamiętający tamtych czasów, demonizują sprawę. Szukają jakichś mitycznych przyczyn, itd. Podczas gdy zwyczajnie RTL7 -> TVN7 zmieniał swój profil ramówkowy(czy jak to tam określić) i anime było stamtąd wycofywane ze względów czysto biznesowych. Ba! Jeśli już, to upatrywałbym raczej odwrotnej kolejności. Najpierw decyzja o końcu z anime w ramówce, potem dobicie tematu przy wykorzystaniu dziennikarzy śledczych.
    Ale jak mówię – dobrze, że poruszyłeś ten temat, bo ostatnio kiedy tylko natrafię na ten temat(a nie grzebię za tym wcale, więc jeśli za każdym razem przypadkiem trafiając, trafiam na to samo, to musi być to jakieś powszechne przeświadczenie w tym środowisku), to zawsze na pierwszym miejscu ta Uwaga i analiza ze strony dzisiejszych dwudziestolatków, jak to bardzo jeden program zakończył anime i nie wiadomo co. A to zwyczajna bzdura jest. Mit po prostu.

    P.S.
    Dalej za bardzo czasu nie mam, i tak poświęciłem go za dużo na komentarz, ale po prostu poczułem, że muszę. Tekstu powyżej jednak nie czytałem. Ale kiedyś nadrobię, nie martw się. Możliwe więc, że powtarzam, co sam napisałeś. Ale nawet jeśli, to nie szkodzi. Nawet lepiej. 😉

    • DoktorNo pisze:

      No tak, ale skoro ludzie co chodzili jeszcze do żłobka w czasie emisji „Uwagi” przeżywają to tak jak własne „dziedzictwo” to jest efekt wałkowania tego tematu przez starszych w sieci. A że łatwiej jest sięgnąć po materiały archiwalne niż jeszcze 10 lat temu, to wszystko samo się toczy…

      Tylko po co?

    • Tak, o tobie pisałem. I już się bałem, że się obraziłeś.

      Nawiasem mówiąc inspiracja okazała się strzałem w dziesiątkę. To na razie drugi, najpopularniejszy post w tym miesiącu (zaraz za wiecznym szlagierem „Czasy i świat Ragnara Lodbroka”, więc tylko tak dalej 🙂

  11. Żorż pisze:

    TVN całkiem intensywnie puszczał nie tylko kreskówki, ale i anime. Te bardziej „stonowane”, z braku lepszego słowa, żeby nikogo nie urazić słowem „dla najmłodszych”. Najbardziej „dorosłym” anime, jaki puszczali, był Power Stone i to pod sam koniec istnienia bloku. Więc nigdy nie byłem w stanie pojąć hejtu, jaki nagle zaczął płynąć pod adresem stacji ze strony animowców, bo ten hejt próbował zaklinać rzeczywistość.

    A do rozwiązania zagadki zniknięcia anime i w ogóle kreskówek (bo to poszło całościowo z ramówki, a nie stopniowo) po przejęciu i przekształcenia RTL7 w TVN7 wystarczy wiedzieć, na jakich warunkach istniało to pierwsze. RTL7 był całkowicie zależny od „dostaw” z centrali w Luksemburgu, a ta systematycznie wycofywała się z finansowaniem stacji i zapewnianiem materiałów. Więc kiedy teoretycznie RTL7 był jednym z liderów na polskim rynku telewizyjnym, to był już pustą wydmuszką zasilaną pędem i niczym więcej. Zostali w końcu całkiem na lodzie, mając wyłącznie to, co do tego momentu zostało się im zmagazynować.
    Więc kiedy przejął ich rok później TVN, podjęto bardzo prozaiczną decyzję – nie ma sensu inwestować w blok z kreskówkami, skoro TVN ma swój własny (dubel i odciąganie oglądalności, jaka by ona nie była), a RTL7/TVN7 i tak już wszystko, co ma, puścił co najmniej dwa razy, więc zżerano by czas antenowy na coś, co teoretycznie było starociem.
    Plus TVN7 miał być z założenia publicystyczno-informacyjny u swojego startu, a Grupa ITI (właściciel TVN) kupowała na pniu każde dostępne pasmo antenowe, zanim wygasną licencje upadających małych stacji, które właśnie dogorywały na rynku początku nowego tysiąclecia. Chodziło o to, żeby zdobyć możliwie dużo istniejących wówczas licencji, bo łatwiej jest kupić i przekształcić istniejącą, niż aplikować o zupełnie nową. Więc w gruncie rzeczy RTL7 został kupiony, bo akurat się dało. Na zapas. A potem napchano go powtórkami stacji-matki, równocześnie starając się likwidować programy, które dublowały się z tym, co już miał TVN i wprowadzać eksperymentalne albo testowe formaty programów informacyjnych i publicystycznych. Potem doszły do tego wszystkie materiały, które jeszcze jakąś oglądalność miały, ale nie były hitami dostatecznie wielkimi, by trzymać je na „głównym” TVNie (na przykład telenowele latynoamerykańskie… czy ktoś w ogóle dziś pamięta, że TVN zbudował na tym swoją potęgę?).
    W skrócie – TVN7 został śmietniko-laboratorium, na którym na żywca testowano pomysły na nowe ramówki, programy i formaty. Grupie ITI wyszło to na dobre, TVN7 średnio, ale w końcu został takim TVN bis koło 2008-9 roku, gdy już się naeksprymentowano (ale jeszcze po zmianie logo i koncepcji na stację przez prawie rok ustalali nową „twarz” stacji i jej treść).
    I w tym wszystkim nikt nie potrzebował pasma na animację, nieważne, jaka by ona nie była. Z anime związku brak. Z hejtami jeszcze mniej.

    A z elfów w szpitalu się uśmiałem, dzięki ^^

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s