Dlaczego recenzenci jeżdżą po „dobrym Ecchi”:

0207_d41e_500Być może nie chcieliście tego wiedzieć, ale ecchi to rodzaj japońskiej – nazwijmy to – półerotyki. Pod tą nazwą rozumie się filmy i komiksy, które owszem, są na maksa rozerotyzowane, a nawet przeerotyzowane, ale jednocześnie nie prezentują niczego, o co tak naprawdę można byłoby się przyczepić. Tak więc nie ma w nim żadnych ostrych akcji, prawdziwego seksu etc. Jest za to dużo ujęć na cycki i majtki oraz pań w samej bieliźnie.

W zasadzie od czasów najdawniejszych w toczy się „wojna” z recenzentami, którzy po Ecchi jeżdżą. Ci natomiast, mimo „ogólnego ostracyzmu” nie przestają gatunku krytykować…

Skąd to się bierze?

Mit: „Recenzenci jadą dobre serie, żeby podbić serwisowi statystyki”:

Bo jak wiadomo „nic tak nie podnosi klikalności jak kontrowersje”.

Mit ten nie jest prawdziwy z dwóch powodów. Po pierwsze: recenzenci najczęściej negatywnie oceniają anime poprostu dlatego, że uważają iż na to zasługuje. Nie wiem, jak to jest u innych, ale „u nas” dobór anime do recenzji wygląda tak, że, gdy zaczyna się sezon ludzie typują, na podstawie dostępnych w Internecie informacji, jakie anime może im się podobać, a potem je oglądają (niektórzy hardkorowcy oglądają każdą serię sezonu). Następnie, po 3-4 odcinkach puszczana jest lista, w której ludzie zapisują się do tego, co kto chce zrecenzować.

W obecnym systemie przypadkowość została znacznie ograniczona. W efekcie więc recenzje trafiają najczęściej na osoby, których podejście w najgorszym razie wygląda następująco: „zaciekawiło mnie, więc oglądam i liczę, że dalej będzie lepiej”.

9104_a1ab_500Po drugie: nie jest prawdą, że recenzje negatywne wywołują większe zainteresowanie czytelników. Wręcz przeciwnie. Jeśli ma się dostęp do statystyk, to wyraźnie widać, że najbardziej pod względem pozycjonerskim opłaca się chwalić. Recenzje z przedziału 9-10/10 mają dobre 20 do 40 procent więcej wyświetleń, niż te z wynikiem z przedziału 5-8 na 10. Teksty o ocenach 4 lub niższych odwrotnie, mają o te 20 do 40 procent mniej wejść. Po prostu, jeśli ludzie widzą, że jest mało gwiazdek, to dalej nie czytają.

Jeśli ktoś chciałby nabić ilość wejść, to należałoby sztucznie zawyżać oceny i chwalić serie, które na to nie zasługują.

Ogólnie rzecz biorąc „spór o Ecchi” jest trochę taką burzą w szklance wody, bowiem obserwując ruch widać, że serie te nie interesują nikogo, poza garstką, bardzo głośnych osób. Ruch w kategoriach związanych z gatunkiem jest raczej niewielki, znacząco niższy, niż w przypadku innych.

O ile normalne serie zaczynają życie jeszcze w trakcie emisji, następnie ma miejsce nagły wzrost wyświetleń w chwili publikacji recenzji, po czym tekst żyje jeszcze rok lub dwa i albo dana seria przechodzi do klasyki jak Mushishi lub Monster, albo zostaje zapomniana, tak w wypadku Ecchi seria ożywa na początku sezonu i umiera gdzieś w jego połowie. Następnie ma miejsce zmartwychwstanie w momencie publikacji recenzji, które trwa jakieś 2 lub 3 dni i seria wraca w zaświaty.

Ciekawym zjawiskiem jest też zbieżność w opiniach czytelników i redakcji. Owszem, przed rokiem 2010 istniała „u nas” poważna rozbieżność między tytułami ocenianymi wysoko przez redakcję, a tymi ocenianymi nisko. I to drastyczna: jeśli coś zostało ocenione na 10/10 to miało ogromne ilości jedynek. Jeśli coś miało 1/10 to zwykle miało też dużo dziesiątek. Ogólnie nam to nie przeszkadzało, bowiem Oceny Czytelników służą właśnie po to, by weryfikować oceny redaktorów na wypadek, gdyby te okazały się niewiarygodne. Przeszkadzać nam przestało, gdy okazało się, że ktoś, korzystając ze zmiennego IP, codziennie o tej samej porze wystawiał oceny tym samym seriom, po czym czekał, aż IP mu się przeładuje i powtarzał to jeszcze raz. Poważnym problemem były też boty, które „badały stronę” wystawiając losowe oceny (np. dwa tysiące trójek) we wszystkich recenzjach w bazie.

Z tych przyczyn obecnie na Tanuki.pl nie da się wystawiać ocen „z gościa”.

To dlaczego tak się dzieje?

Trzy typy mangowców:

4475_8c6b_500Zacznijmy od jednego: istnieją trzy typy mangowców: ludzie, którzy oglądają anime dla fabuły, ludzie, którzy oglądają je dla wzruszeń serca (lub beki) oraz ludzie, którzy oglądają je dla – nazwijmy to dyplomatyczne – wrażeń zmysłowych. Ich cele nie są do końca ze sobą zbieżne. Powiedziałbym wręcz, że przeciwnie. Jeśli coś ma dobrą fabułę, to nie zawsze jest to romans i nie zawsze jest śmieszne. Oraz nie zawsze zawiera też cycki.

Z różnych powodów recenzenci rekrutują się głównie z tej pierwszej grupy. Z mojego doświadczenia wynika, że spowodowane jest to głównie faktem, że dwie pozostałe mają znacznie większe trudności z ubieraniem swych wrażeń w słowa. Tym bardziej, że mamy tu raczej do czynienia z „odczuciami” niż „myślami”. Słowo pisane ma niestety swoje ograniczenia i dużo łatwiej, w sensie warsztatowym przekazać w nim racjonalną informacje, niż wiarygodnie przedstawić podrygi swego serca.

W efekcie teksty grupy drugiej i trzeciej najczęściej nie nadają się do publikacji. Spowodowane jest to tym, że takie recenzje brzmią zwykle „AAAA! Luluś-chan jest taki lofciany! Chyba się zakochałam!” albo „Ami-chan jest taka słodka! I ma takie balony! Chciałbym, żeby była moją waifu!”

Kolejny problem polega na tym, że często są to ludzie bardzo emotywni, czyli tacy którzy robią to, co im każe serce nie rozum. Tak więc owszem, przez 15 minut mają silne, żywe postanowienie napisanie tekstu, ale po kolejnych poczują coś innego, czym będą woleli się zająć…

Ni pies ni wydra, czyli jak oceniać mutanta?

Główny problem jest jednak taki, że Ecchi to taki ni pies ni wydra: jest to coś pomiędzy filmem erotycznym oraz filmem fabularnym. Problem w tym, że produkcje tego typu nie są ani dobrym porno, ani dobrą erotyką, komediami, ani romansami, ani nie mają dobrej fabuły. Bardzo trudno jest je też mierzyć kategoriami przeznaczonymi do oceny któregokolwiek z nich. Tak więc:

Ecchi jako film fabularny:

9652_4085_500Podczas oceny filmu fabularnego istotne są następujące (oprócz technikaliów) elementy:

Fabuła: Czyli układ zdarzeń w świecie przedstawionym danego dzieła, jego ciągłość, logiczna konsewkencja i świeżość. Większość recenzentów bierze tu pod uwagę również poruszane przez niego motywy oraz udzielane przez nie odpowiedzi. Niektórzy też starają się demaskować treści propagandowe i potępiać je, jeśli te nie są zgodne ze stanem faktycznym.

Akcja: większość recenzentów-amatorów w prawdzie utożsamia ją z fabułą, jednak jest to inne zjawisko. Otóż: akcja jest to ciąg łańcucha scen oraz ich efektywność. O ile fabuła często może być bardzo głupia, pretekstowa, mogą w niej być w niej liczne nielogiczności, to nie zawsze musi przeszkadzać to filmowi, jeśli ten nie daje czasu na zastanowienie się nad nią, tylko cały czas dostarcza nowych wrażeń. Akcja to strzelaniny, wybuchy i walki w filmach sensacyjnych oraz gagi w komediach.

Postacie: w tej kategorii rozumiano psychologiczną głębię oraz stopień sympatyczności postaci, ich prawdopodobieństwo, rozbudowanie tła etc. Stosujemy ją na Tanuki, ale muszę powiedzieć, że, przynajmniej moim zdaniem jest to kategoria historyczna. Została ona wprowadzona pod wpływem ideologii związanej z anime w latach 90-tych i filmów w rodzaju Ghost in the Shell, Akira, Cowboy Beebop etc. Niestety z czasem okazało się, że anime obrało zupełnie inny kierunek ewolucyjny, a kategoria ta ma coraz mniejsze znaczenie.

Ogółem: czyli całokształt wrażenia, częstokroć (lecz nie zawsze) będący sumą wcześniejszych elementów. Częstokroć do oceny tej brane są elementy specyficzne dla poszczególnych gatunków: romantyczność romansów, śmieszność komedii, straszność horrorów, ogólny nastrój etc.

Ecchi jako film erotyczny:

Erotyka ma zupełnie inne cele. Jej głównym zadaniem nie jest wciągnięcie widza za sprawą fabuły (obojętnie: zawierającej akcję, humor, wywołującej uczucia romantyczne, smutek, strach czy cokolwiek innego) ale albo wywołanie podniecenia seksualnego (w pornografii) albo zapewnienie mu wrażeń estetycznych przez przedstawienie piękna ludzkiego ciała (w erotyce właściwej)

Jako taka również posiada swoje kryteria oceny oraz bardzo rozbudowane kategorie, jednakże są one inne niż w wypadku filmu fabularnego. W filmie erotycznym liczy się:

  • Uroda aktorów
  • Typ „akcji”
  • Oraz praca kamery, rodzaj, dobór i zróżnicowanie ujęć.

Prawdopodobnie najważniejsze są właśnie te dwa ostatnie elementy, które liczą się, żeby widz mógł się napatrzeć. Po prostu sam akt seksualny może zawierać liczne etapy i widz może oglądać jak facet babę „posuwa” przez 60 minut…

Tak samo liczy się praca kamery. Ta może być tak ustawiona, że widać całą kobietę, albo całego mężczyznę (spora część widzów porno to kobiety, które podnieca trochę co innego, niż facetów) albo też na przykład na jego kolano, które zasłania całe ujęcie.

Ecchi jako kaleka hybryda:

7441_acbf_500Problem Ecchi polega na tym, że serie tego rodzaju to taki ni pies ni wydra. I niestety, niezależnie, czy przed monitorem usiądzie miłośnik filmu fabularnego czy erotycznego będzie zawiedziony.

Podstawowym źródłem problemu jest fakt, że w fabule biorą udział dziewczyny, które najczęściej prezentują majtki, staniki i inne takie. Jak nie prezentują tychże, to przebierają się w kostiumy pokojówek lub w bikini. Jedna lub dwie są lesbijkami, zwykle dla dodania sytuacji pikanterii łazi gdzieś tam jakiś transwestyta…

Do tego dochodzą jeszcze jakieś akcje typu „panienka jadła jogurt i nie zauważyła, że się upaćkała więc teraz wygląda jak upaćkana czymś innym”, albo „jedzenie loda o fallicznym kształcie”.

Dla typowego miłośnika erotyki takie rzeczy nie są zabawne z prostej przyczyny: to po prostu nie zaspokaja jego potrzeb. Nie budzi w nim popędu. On doskonale wie, że to, co widzi nie jest akcją na jaką miał ochotę, tylko wypadkiem ofermy, która nie może utrzymać w rękach nawet kubka jogurtu.

Dla miłośnika filmu fabularnego też tego typu serie też nie są specjalnie interesujące, gdyż po prostu fabuła jest rwana, a znaczną jej część zajmują dłużyzny.

Dla obydwu natomiast wadę stanowić będą panienki, które sprawiają wrażenie upośledzonych w stopniu lekkim. Już to wystarczy, by typowy miłośnik filmów erotycznych pożegnał się z erekcją.

Amen.

Advertisements
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

13 odpowiedzi na „Dlaczego recenzenci jeżdżą po „dobrym Ecchi”:

  1. DoktorNo pisze:

    Sądzę, że wypada w tym momencie przynajmniej zasygnalizować problematykę rozróżnienia między „sztuką” a „pornografią”…

    https://ndpr.nd.edu/news/45699-art-and-pornography-philosophical-essays/

    http://www.academia.edu/2313865/Drawing_the_Line_Art_versus_Pornography

  2. Kasztelan pisze:

    Możesz podać jakieś anime jako przykład dobrego ecchi? Bo z artykułu zrozumiałem że ecchi to karnawał niesatysfakcjonującej golizny oraz głupoty i jeśli anime ma satysfakcjonującą goliznę będzie erotykiem a jeśli nie jest głupie to fabularne anime, a tytuł sugeruje że istnieją dobre ecchi które są krzywdząco oceniane.

    • Kondzio pisze:

      Autor ogólnie zdaje się być zaznajomiony z ecchi na poziomie początkującego, a przynajmniej z tej perspektywy pisze.

      Przypomniała mi się debata, jaką dawno temu odbyłem na forum CD-Action (kiedy jeszcze ktoś tam pisał), a dotyczyła dwóch „P” – „porn” i „plot” oraz jak się jedno ma do drugiego w anime właśnie. Nie pamiętam już dokładnych wniosków, ale na pewno wszystko zależy od dobrego pomysłu. Wspomniane w artykule zabawy z lodami i białymi substancjami to motywy tak wyświechtane na przestrzeni dekad, że u większości koneserów ecchi wywołują co najwyżej uśmiech politowania, ale nawet je da się zaprezentować w sposób stosunkowo świeży, jeśli się odpowiednio postarać.

      Największy problem anime tego typu to swego rodzaju dwoistość – tu mamy fabułę, tam fanserwis, a pomiędzy nimi widać wyraźny podział. Jako pierwszy przykład serii gdzie jest to zrobione dobrze mogę podać moje ulubione Queen’s Blade, choć ostrzegam: to nie jest tytuł dla ludzi o słabych nerwach. Poszukującym nieco bardziej stonowanych wrażeń mogę za to polecić serię Monogatari, w szczególności Drugi Sezon.

      • Kasztelan: prawdę mówiąc nie jestem miłośnikiem mieszania fabuły z cyckami, ale Monogatari (jeśli mówimy o tej samej serii) wymienione przez Kondzio faktycznie jest niezłym urban fantasy wymieszanym z przygodówką, z dużą ilością fanserwisu.

        Kondzio: zawsze staram się pisać z perspektywy początkującego. Powód jest prosty: inaczej tekst staje się niezrozumiały dla ludzi z zewnątrz.

        Jeśli chodzi o dyskusję „Plot vs. Porn” to w dzisiejszych czasach chyba nikt, kto jest na bieżąco z tym, co się dzieje w telewizji już nie bierze tej opozycji na poważnie. To, co dzieje się we współczesnych serialach „nowej generacji” obawiam się bije na głowę wszystko, co zobaczyć można w jakimkolwiek Ecchi, a niekiedy nawet twardych hentajach. Naprawdę: warto obejrzeć np. „Spartakus: Krew i Piasek” albo chociaż „Grę o Tron”, żeby zobaczyć, jak można łączyć goliznę z fabułą.

        Z tą dwoistością to natomiast bardzo dobre określenie. Faktycznie powoduje ona bardzo duży rozdźwięk. Wstyd, że sam o tym nie pomyślałem.

  3. Kasztelan pisze:

    Hmm zwrócenie uwagi na dwoistość jest strzałem w dziesiątkę jeśli chodzi o charakter ecchi albo raczej anime z elementami ecchi. Jak na przykład w „Danjon ni Deai o Motomeru no wa Machigatteiru Darō ka” chce obejrzeć o dungeon crawlach i levelowaniu, ale pomiędzy tym nie wiadomo dlaczego tworzy się harem wokół protagonisty i klejeniu się do niego. Pozostaje Mi wywracać oczami przy połowie odcinków nastawionych na interakcje z płcią przeciwną. Nie ma porządnego anime które by się nie obroniło bez wycięcia golizny

  4. Radoslaw Idol pisze:

    Ktoś tu napisał, że Queen’s Blade ma dobra fabułę? To ten gniot, którego megabajty wyrzuciłem przez okno po pierwszych 15 minutach?

    • A właśnie, bo wczoraj o tym zapomniałem: Queen’s Blade to idealny przykład burzy w szklance wody. Oraz serii, która – poza kilkoma zwolennikami gatunku – nikogo nie obchodzi. Bardzo mało komentarzy, zainteresowanie recenzjami w chwili publikacji poniżej normy, bardzo mało wejść z Google…

      • Kondzio pisze:

        Wydaje mi się, że „problem” QB to, paradoksalnie, ecchi. DUŻO ecchi. Jakieś 3/4 czasu zajmuje golizna i rozmaite fetysze, więc przeciętny człowiek pomyśli, że ogląda jakieś już-nawet-nie-soft porno i albo odejdzie zniesmaczony, albo poogląda trochę z chusteczką w ręce. Bynajmniej nie do ocierania łez.
        Dwa komentarze powyżej mamy nawet dobry przykład.

        @Radosław – nie wiem na ile się w tę fabułę zagłębiłeś w 15 minut; ja, po obejrzeniu czterech sezonów z czystym sumieniem stwierdzam, że fabuła jest dobra – nie genialna i odkrywcza, ale swoje zadanie spełnia z zupełności.

  5. Lurker pisze:

    „Problem w tym, że produkcje tego typu nie są ani dobrym porno, ani dobrą erotyką, komediami, ani romansami, ani nie mają dobrej fabuły”
    Nie byłbym taki pewny – te lżejsze ecchi, często bywały, z tego co pamiętam, całkiem dobrymi komediami. Czasem mogą też być całkiem przyzwoitym romansem. Fabuła przecież wcale nie musi w nich odbiegać od typowych naparzanek. Nie, że wybitna, ale nie tragiczna. A co do wartości erotycznej – przyjmijmy po prostu, że są kierowane do specyficznych grup odbiorców – nazwijmy ich „fetyszystami” – różnych rzeczy – ich oczekiwanie najwyraźniej ecchi spełniają.

    W podpunkcie „Ecchi jako film erotyczny” podajesz kategorie raczej dla regularnego hentaica, niż ecchi.
    Ale to w sumie dobry pomysł. Napisałeś notkę o ecchi, napisz i o hentai. To będzie dobre. 😄

    „Dla typowego miłośnika erotyki takie rzeczy nie są zabawne z prostej przyczyny: to po prostu nie zaspokaja jego potrzeb. Nie budzi w nim popędu”
    Z tego też powodu coraz więcej ecchi to właściwie tzw. borderline hentai – który swoją drogą, nie jestem pewien, ale stał się już chyba jakimś odrębnym typem anime.
    Przyznam, że fakt – nie jestem na bieżąco, bo nie siedzę w tym temacie, więc mogę się mylić, ale jeśli coś jest robione dziś dla „zaspokojenia popędu” fana(w przeciwieństwie do „fabularniaka” – jak wspomniane przez ciebie Monogatari – którego nie znam, więc ufam ci na słowo), a więc jeśli ma podniecać – to już właściwie tylko te tzw. borderline hentai. Ponownie – nie siedzę w tym zbyt mocno, ale cokolwiek na co „rzucę okiem” ostatnimi laty, to właśnie ten borderline.
    Kiedyś czytałem, że wynika to(nie tylko to, właściwie dotyczy to całego rynku anime) z odmiennego sposobu dystrybucji telewizyjnej(?) w Japonii, niż u nas. U nas wiadomo – serial robi stacja i ona go puszcza. Zresztą te płatne nowoczesne kablówki w USA też. Jeśli stacja chce puścić coś nie swojego, to płaci za licencję i puszcza na własny koszt i własne ryzyko, a zyski z reklamy są jej oczywiście. W Japonii – studio(np. anime) tworzy coś na własny koszt, a potem kupuje czas antenowy w stacji i puszcza w niej to na własny koszt, za to reklamy w trakcie to jego zarobek(stąd ten słynny przerywnik w środku każdego odcinka dowolnego anime – tam leci ta reklama).
    Siłą rzeczy – to producent anime ponosi całe ryzyko. Nie dość, że wybulił na produkcję, to musi opłacić czas antenowy, który wynajmuje. Więc wszystko(produkcja trwała przecież ileś miesięcy, ludziom płacić musiał, jest w plecy, póki nie zarobi) musi mu się zwrócić w trakcie puszczania tych kilku/nastu odcinków. Które nawiasem mówiąc lecą często późno w nocy. Więc to normalne, że wpływa to na cały rynek anime, jak widzimy to dzisiaj – żeby nie ryzykować, daje się to, co ograne i pewne – w tym między innymi właśnie ecchi, które są coraz bardziej borderline. Niemal już hentai.

    „To, co dzieje się we współczesnych serialach „nowej generacji” obawiam się bije na głowę wszystko, co zobaczyć można w jakimkolwiek Ecchi, a niekiedy nawet twardych hentajach”
    Bardzo, bardzo chybione. Najbardziej „kontrowersyjne” sceny takich Gier o Tron są bite na głowę w ciągu pierwszych minut dowolnego – nazwijmy to „ostrzejszego” – hentai.

    „Naprawdę: warto obejrzeć np. „Spartakus: Krew i Piasek” albo chociaż „Grę o Tron”, żeby zobaczyć, jak można łączyć goliznę z fabułą”
    Tyle, że one właśnie również są krytykowane właśnie za to, że też pchają tą goliznę, gdzie popadnie, bez potrzeby fabularnej ku temu. I to, jak wspomniałem, o wiele „słabszą” goliznę, niż dowolny hentai na dzień dobry. Więc nie do końca są tu dobrym przykładem.

    P.S.
    Powtórzę pytanie zadane powyżej.
    Możesz podać jakieś anime jako przykład dobrego ecchi? Według ciebie oczywiście.

    P.S.2
    Co do Queen’s Blade – nie powiedziałbym, że do ma dobrą fabułę. Że co? Że do czegoś dążą cały serial? Że wszystkie one mają się spotkać i zmierzyć w tym turnieju? I ja akurat oglądałem(albo przeglądałem, ale w takich serialach to właściwie nie robi różnicy) chyba wszystkie serie, choć nie jestem pewien, ile ich w końcu było. Już pierwsza to właściwie same walki bez ładu i składu, które mają prowadzić do rozbierania zawodniczek w ich trakcie. W kolejnej po prostu zmieniamy główną bohaterkę – teraz to ta siwa chce obalić Leinę/Reinę(różnie kurka to piszą) i ona podróżuje. To samo, co poprzednia seria(w sensie ero), tylko bardziej. A obydwie to już festiwal fetyszy. A ostania seria(chyba), co tam robią z tą byłą królową – to już nawet nie wgłębiałem się – jest jeszcze bardziej to samo, a już całkowicie nie „porusza” – bo to już się dawno nudne zrobiło – a festiwalem fetyszy jest już do kwadratu.
    Queen’s Blade tylko udaje, że ma dobrą fabułę. Paradoksalnie ten banalny pomysł na nią daje bowiem możliwość do ciągnięcia tego przez kilka sezonów, ze zwrotami akcji nawet i takie tam. Ale nie zmienia to faktu, że tak naprawdę ta fabuła jest banalna, po prostu przedłużana w nieskończoność coraz durniejszymi scenami pseudo-erotycznymi. To już nawet starsze(?) Ikki Tousen, które również dostało kilka sezonów – co jeden to bardziej na siłę – oparte wszak na tym samym schemacie – laski walczą i się rozbierają w trakcie – miało chyba bardziej zagmatwaną intrygę i było bardziej wielowątkowe.

    No i znowu się rozpisałem, choć nie planowałem. :/

    • Nie napisze notki o hentajach. Powód jest prosty: słowa kluczowe. Powodują, że dziwni ludzie zaczynają przychodzić.

      O tym modelu produkcji anime też czytałem. Opowiadał o tym kiedyś Wa Totem na IRC-u Tanuka.

      Jeśli chodzi o HBO i Hentaje, to serio, obejrzyj Spartacusa. Wtedy pogadamy, czy to jest „słabsza” golizna.

      Jeśli chodzi o dobre Ecchi, to jak pisałem: nie jestem zwolennikiem pchania cycków do fabuły. I takiego, które z czystym sumieniem by mi się podobało, a w szczególności by mnie nie nudziło w stanie podać Ci nie jestem. Nawet Monogatari by bardzo skorzystało, gdyby fanserwisu w nim nie było (choć nawet z nim to dobra seria).

      • Lurker pisze:

        Oglądałem całego Spartakusa, wszystkie sezony. I co niby takiego tam masz? Że od czasu do czasu, jak robią imprezę, to te ich niewolnice wszystkie w wanach z winem gołe tańczą? Że czasem niby to urządzą „orgię”? To tylko element tła, na który szczerze mówiąc nawet za bardzo nie zwracałem uwagi – bo i nie był na pierwszym planie.
        Wiesz, może po prostu co innego uznajemy za kontrowersyjne. Bo mi nie chodzi o samą goliznę jako taką – która przecież w hentaiach też jest non stop. Bo przecież o hentaiach mówię tutaj, nie o majtko-wpadających ecchi. Taka golizna – która robi za element tła – dla mnie zawsze będzie tylko tłem – niczym istotnym, ani nawet szczególnie kontrowersyjnym.
        Mi chodzi o tą goliznę i wszystko związane z seksem, która będzie odgrywała istotną rolę w danej historii, na niej niejako będzie skupiać się uwaga. Nie będzie tłem, ale będzie dotyczyła istotnych postaci, a one – w jakich kontrowersyjny sposób – będą w tym uczestniczyć. A nie tylko stać obok.
        Jeśli chodzi o przykład, to miałem na myśli chociażby między innymi ten słynny pochód Carsei przez miasto. Dla Gry o Tron – słynącej przecież niby to z tej swojej kontrowersji – będącej wręcz „wzorcem” dla innych stacji – to chyba jest najkontrowersyjniejsza scena – przecież mieli w ogóle problem z pozwoleniami, żeby to w ogóle nagrać.
        A przy pierwszym lepszym hentaiu – powiedzmy, że średnio „ostrym” – jak na hentai oczywiście – cała ta scena wygląda śmiesznie i niewinnie. Gdyby w telewizji mieli to zrobić na wzór hentaia, to nim przeszła by pięć kroków, przeleciałoby ją całe miasto, ba! – właśnie taki byłby od początku wyrok, a nie jakiś spacerek, a ponadto – gdzieś w połowie tak by się jej spodobało, że sama prosiłaby o więcej, a na koniec to w ogóle stwierdziłaby, że odkryła swoje nowe powołanie i że to jest sens jej życia. 😉
        Powiesz, że to już w ogóle bez sensu. Ale w tym właśnie rzecz – hentaie nie znają żadnych granic, ich nie dotyczą żadne obostrzenia – a już na pewno sensu, prawdopodobieństwa i takich tam. To, co może się wydarzyć w pierwszym lepszym hentaiu, pewnie jeszcze z 50-100 lat nie będzie nawet rozważane w głowach najbardziej śmiałych twórców filmów aktorskich. 😉
        Więc sorry – ale żadne Gry o Tron, ni Spartakusy się do hentaiów nie umywają.

      • Ok, powiedzmy, że się zgodzę.

        Ale w Spartakusie cycki były ładniejsze.

  6. Lurker pisze:

    Ładniejsze, niż w hentaiu? Tudzież w ogóle anime?
    Ja wiem, że hentaie lubią dawać balony jak dynie, co może przeszkadzać w imersji, ale też nie wszystkie. W każdym razie – te rysowane siłą rzeczy będą ładniejsze od tych zwyczajnych.
    Szczególnie, że – przynajmniej dla mnie – te ze Spartakusa były bardzo rozczarowujące.
    :/

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s