Podsumowanie roku 2015 i plany na przyszły

0664_874d_500Rok 2015 skończył się na szczęście już definitywnie. Pora wzorem innych blogerów go podsumować. Oraz, by miało to jakiś konstruktywny element napisać coś niecoś o planach na rok następny.

Zrobimy to w kilku punktach.

Jałowy rok:

No niestety, w odróżnieniu od roku 2014 w tym nie było się czym chwalić. Książka ugrzęzła u wydawcy, który z różnych powodów nie kiwnął przy niej palcem. Akcje, w które inwestowałem na giełdzie zachowały się w sposób, którego nikt się nie spodziewał i zaczęła się konsolidacja. W efekcie stały w miejscu od prawie 12 miesięcy, zarabiając mniej niż na lokacie. Rosły (czy raczej spadały, bo te im są mniejsze, tym lepsze) natomiast wskaźniki, co znaczy, że w przyszłości może będzie lepiej.

Całkiem nieźle szło fotografowanie, czyli moje nowe hobby życia, ale niestety okazało się, że dużo jeszcze muszę się nauczyć. Czyli mamy do czynienia z kolejną rzeczą, którą za 2-3 lata da się przekuć w źródło złotówek. Nawiasem mówiąc będę musiał kiedyś wkleić na blogu trochę co lepszych zdjęć.

Napisałem w sumie 4 książki. Są to „Nie tylko stewia: 151 wspaniałych przepisów na dania bez cukru”, „Kuchnia niskotłuszczowa: 151 wspaniałych przepisów”, II tom Zielonogórskiego oraz „Saga o wojnach sztucerowych” (fantasy o podróżach między światami, tytuł mocno roboczy). Żadna nie została jednak jeszcze opublikowana. Kucharskie znając życie pewnie pójdą w 2016 bez oporu. Literatura piękna, jak Bóg da, choć nie zdziwiłbym się, gdyby skończyła jako web novel (jasny gwint).

Dlaczego zdjęcia owadów? Myślę, że można domyślić się z kontekstu.

Dlaczego zdjęcia owadów? Myślę, że można domyślić się z kontekstu.

Gdybym był bogaty waliłbym selfami, ale niestety nie jestem. Może, gdyby giełda ruszyła… Ale podatek bankowy plus karuzela z prezesami ją skutecznie od tego powstrzymują.

Powoli przygotowuje konspekt III tomu Zielonki (ale pisać to będę dopiero, jak ukaże się pierwszy) oraz konspekt kolejnej powieści fantasy, z którym nie wiem, co zrobię… Tym razem będzie to praca mocno inspirowana Władcą Pierścieni. Bohaterem będzie pseudonazgul, a akcja rozgrywać się będzie po upadku pseudo-Saurona. Fabuła opowiadać natomiast będzie o Wojnie Diadochów, jaką wodzowie władcy ciemności stoczyli o władzę nad resztami jego imperium.

Jednak to są plany na przyszłość, których na razie nie udało się zrealizować.

Katastrofa roku: Babcia

Rok 2015 był nie tylko jałowy, ale też denny, a to dzięki numerowi, jaki odwinęła nam Babcia.

Babcia od dłuższego czasu miała silne bóle brzucha, z którymi nie chciała iść do lekarza, bowiem lekarzy nienawidziła prawie jak Wendrowycz. I jak Wendrowycz żyła nałogami (przy czym ona nie piła, a paliła jak smok). Awersja ta była tak silna, że jak kiedyś zabraliśmy ją do lekarza podstępem, to po prostu wyszła z przychodni i wróciła do domu.

Przyczyną bólu okazały się wrzody, które pewnego dnia pękły i doszło do perforacji żołądka, Babcię natomiast zabrało pogotowie. Na pogotowiu stwierdzili, że trzeba operować. Ta natomiast stwierdziła, że wraca do domu. Gość, który rządził tym całym bajzlem uznał natomiast, że jej w takim stanie ze szpitala nie wypisze. Ja natomiast, że będę stał w drzwiach i nikogo z pomieszczenia nie wypuszczę.

Z Babcią się kłóciliśmy dobre 4 godziny, zanim wyraziła zgodę na leczenie. W tym czasie zastosowała wszystkie swoje klasyczne chwyty z wyłączeniem aparatu słuchowego włącznie. Koniec końców zgodziła się jednak na operację (bez operacji umarłaby w ciągu 48 godzin).

Operacja się odbyła i udała. Wyglądało na to, że wszystko jest w porządku. Niestety Babcia tydzień później umarła. Przyczyny: wiek + ogólny stan zdrowia + wyczerpanie. Po prostu zatrzymało jej się serce.

Umarła nawiasem mówiąc we śnie, w otoczeniu rodziny. Byliśmy u niej, rozmawialiśmy, położyła się spać. Posiedzieliśmy u niej jeszcze jakieś pół godziny i już mieliśmy się zbierać, kiedy Mama zauważyła, że babcia nie oddycha. Zawołaliśmy lekarzy, przez chwilę ją reanimowali, a potem stwierdzili zgon.

Sukces roku: blog

Takie coś trudno przebić.

11I prawdę mówiąc nie mam czym, tym bardziej, że jedyną rzeczą, która w tym roku przyniosła jakieś bezpośrednie efekty był ten blog. Jak widzicie w tym roku udało mi się wydobyć go z głębin Ubóstwa Absolutnego i pokonać Nędzę, w efekcie czego obecnie jestem na ścisłej granicy między Biedą, a Niezamożnością.

Sukces jest w dużej mierze dziełem Segritty, która poleciła mnie na swoim Facebooku, co przełożyło się dwukrotny wzrost wejść. Od tego czasu liczbę tą zwiększyłem o 70% już samodzielnie. Obecnie blog posiada 5 razy więcej wejść niż w grudniu 2014, a sumarycznie wyświetlany był 6 razy chętniej, niż rok temu.

Absolutnie rekordowy był jednak sierpień, w którym na blog weszło więcej osób, niż przez cały rok 2014… Ale wtedy wbiłem się na pierwszą stronę Wykopu.

Zaczyna też rosnąć mu wspaniały ogon, co niezmiernie mnie cieszy.

10 najchętniej czytanymi wpisami były:

  1. Dlaczego być może nigdy nie napotkamy obcej cywilizacji?
  2. Moje top 10 anime fantasy
  3. Zdzisław Beksiński
  4. Czasy i świat Ragnara Lodbroka
  5. Top 10 anime lat 90-tych najważniejszych dla polskiego fandomu
  6. Syndrom Dorosłego Dziecka Neostrady
  7. Katana: miecz niedoskonały
  8. Moje tom 10 książek fantasy
  9. 10 japońskich rzeczy, które akurat byłoby fajnie mieć w Polsce
  10. O niewolnikach i niewolnictwie

Natomiast top 10 najchętniej czytanych wpisów napisanych w 2015 stanowiły:

  1. Dlaczego być może nigdy nie napotkamy obcej cywilizacji?
  2. Zdzisław Beksiński
  3. Czasy i świat Ragnara Lodbroka
  4. Top 10 anime lat 90-tych najważniejszych dla polskiego fandomu
  5. Syndrom Dorosłego Dziecka Neostrady
  6. O niewolnikach i niewolnictwie
  7. 10 lat Warhammera 2ed w Polsce
  8. Jeśli nie Empik, to co?
  9. Teoria systemów-światów w wersji zbanalizowanej dla RPG-owców, pisarzy i światotwórców
  10. Siedem najczęściej zadawanych pytań o twórczość Tolkiena

Przy czym numer 10 w ostatniej dosłownie chwili zdeklasował Kanon Sapkowskiego krytycznym okiem.

Plany:

A tak u nas wygląda zima.

A tak u nas wygląda zima.

Zajmijmy się teraz tym, co bym chciał osiągnąć w przyszłym roku. Otóż: chciałbym przekroczyć 250 polubień. Powinno mnie to umiejscowić w niższej klasie średniej i przełożyć się na sensowny ruch. W tym momencie powinno dać się już powoli tego bloga monetaryzować.

Zacząłbym od walnięcia Adsensów gdzieś z boku. Dla Was jako użytkowników byłoby to wygodniejsze, bowiem w tym momencie jesteście już atakowani reklamami. Reklamy te emituje WordPress, a ich celem jest wymuszenie na mnie zakupu usługi, która je wyłączy.

Obok Adsensów walnąłbym też reklamy książek, żeby pokazać, jaki jestem zdolny.

Za pieniądze z adsensów kupiłbym sobie oczywiście usługę wyłączenia reklam WordPressa, domenę oraz jakiś ładny, bardziej funkcjonalny i przemyślany layout. Do tego oczywiście pałac, odrzutowiec i tresowaną małpkę. Jeśli coś by zostało, to kupiłbym też reklamy na Facebooku, żeby blog szybciej rósł.

Po drugie: na tym poziomie można byłoby myśleć o tworzeniu wokół bloga społeczności. Chętnie więc widziałbym na serwis jakieś staromodne forum, albo jakiś jego, nowoczesny wariant. Fajnie by było.

Uspokajając czytelników:

To jest mały liseł.

To jest mały liseł.

Nie będzie pokoju z PR-owcami, zasłaniających ekran reklam, product placementu, recenzji wysłanych do mnie gadżetów, ani innych form prostytucji. Najgorsze, czego możecie się spodziewać będą linki sponsorowane Google z boku strony i / lub odsyłacze do księgarni sprzedających moje książki.

Zniknie natomiast to grająco-śpiewające badziewie, które teraz czasem się pojawia.

Idziemy dalej.

Prywata małego, podłego człowieczka:

0210_f30d_610Warto zauważyć, że w listopadzie blog Fanboj i Życie oraz Czytelnia Tanuki minęły się w wysokości statystyk, a jeśli tempo wzrostu utrzyma się, to pod koniec roku będziemy się ścigać z Tanuki Manga (errata: jeśli tempo wzrostu się utrzyma, to z Tanuki: Manga powalczymy w maju).

Jeśli do tego dojdzie, powinienem je pokonać.

I w zasadzie to byłoby na tyle. Teraz ze spokojem mogę unosić się dumą.

Zakup roku: aparat fotograficzny

W roku minionym kupiłem bardzo dużo elektroniki: 2 aparaty fotograficzne, tablet i nowy komputer. Prawdziwą rewolucją był ów aparat fotograficzny, który nabyłem celem robienia zdjęć sarnom. Nie był to jakiś wyrafinowany sprzęt: Canon Ixus 145, zwykły kompakt, jakich tysiące. Do fotografowania saren jak się okazało średnio się nadawał, ale głównym powód dla którego go kupiłem był prosty: chciałem sprawdzić, czy zabawa ta mi się podoba.

12Rok spędziłem więc na porzuconych polach wokół Ciemnogrodu i na zarośniętych działkach, gdzie ludzie nie zapuścili się od dobrych 20 lat (i dobrze, bo by się ze mnie śmiali). Atakowały mnie komary, zaskrońce i wściekłe bażanty, próbowały mnie zagryźć kleszcze, a wszystko, co żyje uciekało na mój widok.

Dwa zdjęcia kupiła też Fotolia.

Zarąbiste to było.

Teraz siedzę w domu, bowiem pogoda jest jaka jest, z nieba pada sraczka, sarny siedzą w lesie i ze strachu przedemną nie podchodzą pod domy (jakby śnieg spadł to by wylazły). Kupiłem sobie też większą spluwę, którą będę używał na wiosnę. To też kompakt. Canon Power Shor SX 400, trzydziestokrotny zoom optyczny, ogniskowanie jak w teleskopie kosmicznym.

Niech tylko śnieg spadnie, to te wszystkie rogate bestie popamiętają! Zwłaszcza, że namierzyłem hodowlę danieli.

Jeszcze by mi się lustrzanka przydała. Oraz obiektyw do makro. I szerokokątny do fotografowania krajobrazu.

Błąd roku: Anonimowi Książkoholicy:

0827_6760_500Na początku myślałem, że to będzie guilty pleasure. Teraz widzę, że to jednak był błąd.

Anonimowi Książkoholicy to taka grupa miłośników na Facebooku i jedna z jaskiń fandomu skrajnie nie-rabinicznego. Duża (13.000 userów) i głupia. Bardzo głupia. Wiecie co? 4chan to przy tym całkiem normalne miejsce.

Na „AK” siedzą natomiast ludzie i rozmawiają na tematy takie, jak: „Jechałam tramwajem i widziałam jak gimnazjalistka czyta streszczenie „Dziadów” zamiast lektury. Chciałam podejść i ją zabić, ale motorniczy mnie powstrzymał. Czy powinnam teraz tropić gimnazjalistkę, czy motorniczego?”

Oczywiście tutaj przesadzam. Niemniej jednak, by udowodnić, że niewiele wkleję trochę lokalnych, autentycznych kwiatków:

„Typowy Polak czyta 1 książkę rocznie. Ja ostatnio przeczytałam całą „Sagę o ludziach lodu”. Wiecie ile razy jestem mądrzejsza od typowego Polaka?”

O 4700 procent.

„Yo Nesbo nauczyła mnie jak prowadzić policyjne śledztwo.”

Wpisz sobie do CV.

„Musierewicz nauczyła mnie jak randkować z chłopakami! Sienkiewicz historii! Sapkowski walczyć mieczem!”

A Harry Potter czarnej magii.

„Kiedy otwierasz książkę drzewo dowiaduje się, że istnieje życie po życiu!”

A kiedy podcierasz dupę zaznaje, jak wygląda piekło!

„Tkwię w skomplikowanym związku z literackim bohaterem”.

3You waifu is a shit.

I to nie są gimnazjaliści (tzn. niektórzy z nich to faktycznie gimnazjaliści, ale nie wszysycy), tylko ludzie mający niejednokrotnie po 30-40 lat…

Po prostu patrzę, patrzę i chciałbym to odpatrzeć.

Niemniej jednak AK coś tam jednak się udało. Mianowicie udowodnili, że inteligencja nie jest zależna od ilości przeczytanych książek.

A skoro już jesteśmy przy idiotyzmach.

Idiota roku:

Po namyśle uznałem, że będzie autor tej mądrości:

„Biblia to taki test na inteligencję. Sprawdza, czy jesteś debilem, Żydem czy prawdziwym Polakiem”.

– anonimowy user Facebooka.

Panu bez wątpienia numer 1 wyszło.

Idiotyzm roku: rozdawnictwo jabłek, marchewki i cebuli:

Tak wygląda wilcza jagoda, gdyby ktoś chciał wiedzieć.

Tak wygląda wilcza jagoda, gdyby ktoś nie wiedział.

Przyjechał do miasta TIR rozdawać cebulę. Nie wiem z jakiego powodu. Staną mi pod pracą. Zgromadził się tłum. Kto przyszedł dostawał 10 kilo cebuli na łepka. Cebula warta jest 85 groszy za kilo, więc dużo. Za jedną można dom zbudować.

Jezus Maria! Co się nie działo!

Dwaj faceci się pobili. Jakiś trzeci próbował ich rozdzielać, dostał w mordę. To lewym prostym jednego! Prawym prostym drugiego! Uspokoili się, odeszli pięć metrów, znów się zaczęli bić.

Jakiś dziadek niósł cebulę. Worek mu się podarł, cebule się rozsypały. Ludzie rzucili się jak sępy, kradną te jego skarby, on ich parasolem napierdala…

Przyjechała policja. Zrobiła porządek. Patrzymy z okna: a tam radiowóz na lawetę pakują. Jak się okazało jakiś debil miał nóż, zrobił więc dywersję, opony w radiowozie poprzecinał…

No po prostu Polska wstaje z kolan!

Książka roku: nie przyznano

6W trakcie minionego roku przeczytałem łącznie 62 książki. Całkiem spora część z nich była dobra lub bardzo dobra, choć zdarzały się i przypadki odwrotne. jednak nawet im nie udało się przekroczyć dolnej klasy średniej.

Natomiast tego, czego mi brakowało to jakaś sensowna pozycja, która wniosłaby coś naprawdę nowego. Taki „gamechanger”, po którym nie dałoby się już dłużej myśleć w ten sam sposób, co kiedyś. Takich pozycji nie ma wiele, nie zdarzają się też co roku. Co gorsza ostatnie kilka lat jest wnie dość jałowe, choć może to ja źle szukam.

W 2014 taką książką była „Europa na peryferiach”, która bardzo wysoko ustawiła poprzeczkę. W tym roku nic aż tak dobrego mi się nie trafiło. „Imperia i barbarzyńcy” Petera Heatchera rokują, ale to dopiero w styczniu będę czytał.

Gra roku: Legend of Grimrock II

2

Niezwykłe zdjęcie pszczoły wykonane tuż przed atakiem na fotografa. A tak na serio: w tym roku pogryzły mnie trzy zwierzęta. Były to: kleszcz (w trakcie koszenia trawnika), osa (podczas zakupów w biedronce) i samica bażanta (wyskoczyła bez przyczyny z krzaków i zaczęła mnie dziobać).

Powtórzę to, co napisałem już w recenzji: Legend of Grimrock 1 był całkiem niezłą grą z gatunku „zagraj i zapomnij”, którą jedyną zaletą był fakt, że przypominał lepsze gry z dawnych czasów. Legend of Grimrock 2 natomiast…

Kurcze, ta gra jest tak fenomenalna, że nie ma jej nawet do czego porównać. To jest najbardziej konsekwentnie rozwijana kontynuacja, jaką widziałem. Poziom poprawy i skoku jakościowego między obydwoma częściami jest doprawdy niesamowity. W zasadzie tylko dwie gry, które dokonały tak dużych i jednocześnie konsekwentnych zmian przychodzą mi na myśl. Pierwszą był Starcraft wobec Warcraft II, a drugą Heroes of Might and Magic III wobec Might and Magic II.

Odkrycie roku: wyprzedaże steam

Oczywiście wiedziałem wcześniej, że wyprzedaże Steam istnieją. Wiedziałem też, że są bardzo korzystne. Jednak „wiedzieć”, a „doświadczyć” to coś zupełnie innego. Tym bardziej, że – powiedzmy sobie szczerze – gram w relatywnie niewiele gier. Za dużo czasu schodzi mi na pisaniu.

13

Zdjęcie na wypadek, gdyby ktoś nie wierzył, że moja okolica wygląda jak crossover Fallouta z Wiedźminem.

Prawda jest trochę inna. Faktycznie tracę dużo czasu przed komputerem, ale głównie na nim pisze. Grę kupowałem tak średnio raz na kwartał, zwykle rezygnując ze znacznej części potencjalnie interesujących tytułów. W czerwcu tego roku miałem zamiar nabyć dwa z nich (Dominions IV i Legend of Grimrock 2), ale wiedząc, że niedługo będą obniżki wstrzymałem się.

I dobrze zrobiłem. Bowiem nastało wielkie i wspaniałe święto komercji, podczas którego nabyłem łącznie aż 15 gier, nie wydając ani złotówki nad to, co zaplanowałzaplanowałem!

Męska decyzja roku: wyczyszczenie Playlisty

4

Ciekawostka: w Polsce występuje prawie 20 gatunków biedronki, a każda ma inne ciapki.

Męską decyzją roku 2015 było posprzątanie playlisty w moim Winampie oraz przejście na Aimp. Przez lata użytkowania Winampa rosła i rosła, wzbogacając się o kolejne utwory, które kiedyś usłyszałem, spodobały mi się, więc posłuchałem ich przez tydzień, a potem tam zostały „bo może kiedyś do nich wrócę”. playlista Sytuacja taka trwała od późnego liceum, a przypomnę, że jestem po studiach. I to ładnych parę lat. Koniec końców urosła do grubo ponad 3000 tytułów, a ja sam powoli przestawałem z niej korzystać.

Przy okazji zmiany kompa postanowiłem to wszystko wypieprzyć. Zostawiłem zaledwie 289 utworów. Popełniłem w prawdzie kilka błędów, np. zapomniałem przenieść Woman in Black i kilku innych, dobrych utworów, jednak playlisty da się słuchać ponownie z dużą przyjemnością.

Wszystkie ósme wody po Nightwishu, udawane Kaziki i cała masa innych rzeczy odeszły do krainy wiecznych łowów.

A nie mówiłem roku: Starcraft II: Legacy of the Void

Mówiłem, że to nie może się dobrze skończyć? Mówiłem, że fabuła będzie do tyłka?

I co? Sprawdziło się!

Co więcej: kampania też była do tyłka.

8

PS. Post publikowany z automatycznej publikacji. Nie ma mnie przy komputerze.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Administracyjne, Offtopic i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

7 odpowiedzi na „Podsumowanie roku 2015 i plany na przyszły

  1. Lurker pisze:

    1. Pod koniec piszesz, że to poszło z automatu, więc mniemam, że zdjęcie zimy już nieaktualne. Bo akurat u mnie, pod Wrocławiem, spadł dzisiaj śnieg. Pada od samego rana, aż do teraz, pada cały czas. Więc mniemam, że u ciebie również już spadł?

    2. Widzę, że faktycznie ostro wziąłeś się za rozwijanie swojej „kariery” pisarza. Trzaskasz te książki już po kilka rocznie. 😉
    Najbardziej zaintrygowała mnie ta o Diadocho-nazgulach. Chyba czegoś takiego jeszcze w fantasy nie było. W każdym razie nic nie kojarzę takiego.
    A ta „Saga o wojnach sztucerowych”, co to podróżują między wymiarami – to nie wyjdzie zbyt podobne do „serii o Zielonce”?

    A to i tak ciągle dla ciebie za mało. I fotografem chcesz jeszcze być, i maklerem – normalnie człowiek-orkiestra. XD

    3. Tą drobną kroniką z „przeciętnego dnia w Kraju Kwitnącej Cebuli” – you made my day.
    XD

    P.S.
    To gdzie ty pracujesz, że akurat u ciebie pod pracą stanęli rozdawać cebulę?
    Kiedyś robiłeś w muzeum(co dzieciaki oprowadzałeś), teraz rozumiem wróciłeś do redakcji?

    • 1) Tak, byłem na imprezie sylwestrowej, więc posty publikowała maszyna. I faktycznie: tam akurat spadł śnieg i to całkiem konkretny. U nast jest tylko straszny mróz.

      2) Nie trzaskam ich po kilka rocznie (tzn. kucharskie tak, ale one zawierają mało tekstu, poniżej 3 arkuszy) tylko mniej-więcej jedną rocznie. Po prostu Gambit opóźnił się o rok. Pierwszy Zielonka trafił do wydawcy tydzień po wyjściu Gambitu i został zaplanowany na rok po nim. Opóźnił się narazie o 11 miesięcy…

      Co do reszty: nie planuje być maklerem, tylko po prostu nie chcę spędzić starości na emeryturze (fajnie byłoby też móc niepracować w ogóle) więc inwestuję na giełdzie.

      A aparat kupiłem głównie po to, żeby mieć silny powód do wychodzenia z domu. Bo niestety zaczęło to wyglądać Praca-Knajpa-Komputer. Potem obczaiłem, że te zdjęcia można sprzedawać, więc motywacja wzrosła. Więc zacząłempróbować to robić.

      3) Dalej pracuję w muzeum. Po prostu ktoś uznał, że wygodnie mu będzie zaparkować na placyku koło nas ciężarówkę.

  2. Stillborn pisze:

    „jaką wodzowie władcy ciemności stoczyli o władzę nad resztami jego imperium.”
    Proszę, zrób coś z tym zdaniem…

  3. Ptaszor pisze:

    Chcesz, żeby wzrosły ci liczby? Zacznij pisać o pisaniu: a jaki komp, a jaka klawiatura, a jakie oprogramowanie, a dlaczego Apple, a nie IBM, a kiedy, a dlaczego rano, a nie wieczorem; jak wygląda twój proces pisania, a dlaczego nie pijesz przy tym kawy, tylko yerbę, a dlaczego najlepsza jest ta z Kolumbii, a nie z Maroko. Brzmi jakbym się nabijał? Bynajmniej, przeglądając niektóre z portali o książkach co i rusza natrafiam na takie artykuły, okazuje się, że ludzi bardzo to interesuje.

    • Taaaa… Nie od dziś wiadomo, że poradniki to jeden z najlepiej sprzedających się typów tekstów.

      Problem polega na tym, że osobiście nie uważam się za osobę wiarygodną w tym temacie: wydałem jedną powieść i cztery, niszowe ebooki, co udać mogłoby się każdemu choćby dzięki szczęściu, popracowałem w wydawnictwie, które podówczas zatrudniało 2.000 osób, więc trudno mówić tu o jakiejś unikatowej wiedzy. A mieszać z premedytacją ludziom w głowach nie lubię. Oczywiście, świętym nie jestem, zdarza mi się bredzić, ale to zwykłe bredzenie, a nie świadome wciskanie kitu.

      A niestety mam wrażenie, że znaczna część tych wszystkich poradników to albo światłe idee ludzi, którzy sami ich nie stosują, albo mądrości przepisane z innych poradników, albo próby lokowania produktu. Ostatnimi czasy namnożyło się firm gotowych dawać blogerom losowe produkty (np. 20 kilo yerba mate) za pisanie o nich losowych artykułów. Oraz bloggerów, którzy biorą, jak dają i myślą, że są wielkimi mistrzami zarabiania w Internetach.

      Uczciwie mówiąc to umiarkowanie zależy mi też na sławie faceta, który lansował się na mistrza pióra, a gdy przyszło co do czego wydał słabą książkę. Wolałbym być znany, jako ten gość, który pisze ciekawe teksty, więc może warto kupić jego książkę.

  4. Slann pisze:

    Na poltku już nie publikujesz?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s