Dlaczego Polacy nie czytają książek?

1418999121_0jz0lh_600Inspiracją do tego postu były facebookowe grupy dyskusyjne, a dokładniej dyskusja z pewną polonistką, w której miałem okazję uczestniczyć. Celem postu będzie odpowiedzenie na pytanie, dlaczego moim zdaniem – jako historyka, autora i dziennikarza – Polacy nie znajdują przyjemności w tak pasjonującej działalności jaką jest czytanie książek.

Brak tradycji:

Pierwszą rzeczą o której należy wspomnieć, jest fakt, że Polacy, w odróżnieniu od wielu narodów europejskich nie mają tradycji czytania książek. Wynika to z faktu, że czytanie książki i prasy w ich nowożytnej formie jest tradycją głównie miejską i dotyczącą głównie klasy średniej i burżuazji, zarabiającej pieniądze dzięki wysiłkowi swego intelektu: lekarzy, nauczycieli, prawników, kupców spekulacyjnych etc.

W odróżnieniu od krajów zachodnich o najwyższym czytelnictwie (Wielka Brytania, Niemcy, Holandia, Stany Zjednoczone, Kanada, do listy tej należy dodać też Japonię, nieco inaczej czytelnictwo kształtowało się we Włoszech i Francji) Polacy bardzo długo nie posiadali silnych społeczności miejskich. Wręcz przeciwnie: jeszcze w latach 30-tych XX wieku 75% ludności naszego kraju pracowało na roli, od 20 do około 30% ludności nie potrafiło czytać i pisać, a dalsze około 30% nie ukończyło więcej, niż 4 klas szkoły. Jeśli chodzi o ową sławną „prawdziwą inteligencję” którą wyniszczyli Hitler i Stalin to wykształceniem wyższym legitymowało się podówczas zaledwie 2,5% populacji, czyli grupa nader nieliczna.

Nie są to warunki, w których można oczekiwać powstania silnych tradycji czytelniczych. Odpowiedz jest więc prosta: znaczna część Polaków nie czyta książek, bowiem nie miała się od kogo tego nauczyc, podobnie jak ich sąsiedzi, rodzice i dziadkowie. Zjawisko takie ciągnie się od wieków. Przykładowo: w roku 1500 w Europie działa ogólnie rzecz biorąc 1000 drukarni, przy czym około 300 w Niemczech, około 100 w Czechach i tylko dwie w Polsce… W 1564 roku w Lipsku rozpoczęły się, odbywające się dwa razy do roku targi książki, na których oferowano 40 tysięcy tytułów (i około 250 tysięcy tomów). Drukowano też osobny katalog książek oferowanych na sprzedaż. Pruska Biblioteka Narodowa ruszyła w roku 1659, Polska: w roku 1928.

Owszem, często taka, a nie inna sytuacja nie była naszą winą. Jednak tak naprawdę dziś mało istotnym jest, czy krzywdę nam wyrządziły obce siły, czy też wyrządziliśmy ją sobie sami. Ważne, że nadal musimy zmagać się z jej rezultatami.

Brak podstaw do stworzenia silnych tradycji czytelniczych widać także po wskaźnikach alfabetyzacji. Tymi niestety dysponuje jedynie dla XVII wieku. Tak więc poziom alfabetyzacji wynosił:

  • 84% mężczyzn i 64% kobiet w Holandii

  • 78% mężczyzn i 23% kobiet w Anglii

  • 70% mężczyzn i 30% w Szkocji

  • 61% mężczyzn (dla kobiet brak danych) w Nowej Anglii (kolonia amerykańska)

  • 54% mężczyzn (dla kobiet brak danych) w Hiszpanii

  • 47% mężczyzn (dla kobiet brak danych) w Polsce

  • 46% mężczyzn (dla kobiet znowu brak danych) w Wirginii (kolonia amerykańska)

Europejski dualizm gospodarczy:

1354817967_16450Odpowiedzialność za taką sytuację można po części zrzucić na politykę zaborców i faktycznie jest w tym dużo prawdy. Niemniej jednak prawda jest taka, że faktyczne źródła problemu są głębsze.

W zasadzie dla nikogo, kto interesuje się naukami społecznymi, a w szczególności dziedziną, którą większość „humanistów” ma w pogardzie, to jest historią gospodarczą nie jest tajemnicą dlaczego taki proces miał miejsce. Otóż: w wieku XVI doszło do rozejścia się gospodarki Europy na (co najmniej) dwa tory. Tak więc w krajach na zachód od Łaby rozwijały się społeczeństwa miejskie nastawione na wyrafinowane rzemiosło, handel towarami luksusowymi sprowadzanymi z krajów zamorskich oraz obsługę finansową tych dziedzin. Charakterystyczne były też przemiany gospodarcze w rolnictwie, na zachodzie głównie nastawionym na rolnictwo intensywne i produkcję dóbr albo najbardziej podstawowych albo też najbardziej luksusowych. Charakterystyczna dla nich była też rezygnacja z pańszczyzny na rzecz krótkoterminowej dzierżawy pieniężnej.

Zmiany takie były możliwe dzięki taniemu zbożu z (początkowo) Polski, a potem także z Nowego Amsterdamu i Natalu (obecne RPA). Zyski z handlu zbożem doprowadziły jednak do cofnięcia się przemian gospodarczych na terenie Polski: o ile w XIV wieku renta w naturze była w naszym kraju rzadkością, a chłopi najczęściej dzierżawili od szlachty ziemię za pieniądze, tak w wieku XVI regułą były ponownie folwarki oparte na pańszczyźnie. Zmieniło to też naturę miast, gdzie osłabło rzemiosło, a cała gospodarka oparła się na sprowadzaniu zagranicznych dóbr przetworzonych oraz eksporcie zboża. Nie wspierało to rozwoju klasy średniej. Przeciwnie: było to klasycznym „surowcowym przekleństwem” które sprawiło, że nasza gospodarka nadmiernie się wyspecjalizowała, a gdy koniunktura się skończyła: siadła na całe dekady.

System edukacyjny i jakość polonistów:

Skoro brak nam tradycji czytelniczych, to nie wynosimy miłości do książek z domu. Ale rodzina nie jest jedynym elementem wychowującym. Na grupy rówieśnicze bym nie liczył, bowiem tworzą je osoby wychowane w takich samym warunkach. Istnieje jednak źródło, które powinno ją budować, czyli szkoła. Ta jednak nie wypełnia swej funkcji. I wbrew pozorom problem nie jest dość mocno krytykowane gimnazjum.

Przeciwnie, jeśli przyjrzymy się opublikowanym w październiku wynikom czytelnictwa zauważymy paradoksalną rzecz: uczniowie szkoły podstawowej jak i gimnazjum czytają dość chętnie, jednak lawinowo rezygnują z nieprzymusowej lektury w liceum i tak zostaje im już do końca życia. Wynika z tego prosty wniosek: szkoła zawodzi jeśli chodzi o kształtowanie nawyku korzystania z książek jako źródła wiedzy.

Myślę, że wynika to z dwóch rzeczy. Po pierwsze samego ukształtowania w obecnym systemie edukacyjnym szkoły średniej, po drugie postawy nauczycieli.

Za starego systemu edukacyjnego liceum służyło głównie do przygotowania uczniów do matury, która była egzaminem nie służącym chyba do niczego, bowiem decydujące były zdawane później egzaminy na studia. Wiedzieli o tym wszyscy, włącznie z ustawodawcami, oraz uczniami, u których budziło to zrozumiały opór edukacyjny. Z tej przyczyny zmieniono jej zasady.

1326556266_by_delmonte1_600Nowy system z mojego punktu widzenia, jako neutralnego obserwatora jest pod wieloma względami porażką. Nastawienie edukacji pod zdawany egzamin, stanowiący w dużej mierze decydujący o dalszym życiu „rytuał przejścia” wymusza koncentrację na edukacji pod testy. Konieczność odpowiadania pod klucz natomiast, zamiast kształtować zdolność do samodzielnego myślenia i krytycyzm buduje postawy konformistyczne.

Duża odpowiedzialność spada też tutaj na (kiepskich) polonistów. Owszem, istnieją bowiem też poloniści świetni, ale nie da się ukryć, że istnieją też tacy, którym do nich daleko. Dobrym przykładem na to, jakie postawy przejawia część z nich może być moja rozmowa z jednej facebookowych grup dyskusyjnych poświęconych książkom. W trakcie dialogu nad sensem obecności niektórych lektur w kanonie szkolnym moja oponentka, polonistka z rzekomo wieloletnim stażem była zdolna zdobyć się wyłącznie na następujące argumenty:

„Przecież to jest szkoła, a w szkole w ogóle dużo się uczy!”

Oraz:

„Dziady należy omówić w liceum, bowiem uczniowie liceum przygotowują się na studia. Jeden z nich może pójść choćby na polonistykę, zostać polonistą i uczyć później w szkole, o książce, której nie przeczytał.”

Cytując znajomego informatyka:

aby zrozumieć rekurencje należy zrozumieć rekurencję.

Osobiście znam lepsze i tańsze rozwiązanie problemu nieznajomości lektur szkolnych wśród polonistów. Jeśli lekcje z języka polskiego służą tylko jego rozwiązywaniu, to należy je zlikwidować i zastąpić czymś pożyteczniejszym.

Na przykład religią.

Należy jednak docenić, że kobieta potraktowała mnie jak równego sobie. Czyli jak idiotę.

Warto zwrócić uwagę na coś innego: kobieta ta nie potrafiła w sensowny sposób wytłumaczyć sensu czytania lektury. Mimo to pracuje w szkole i uczy dzieci, którym również celowości owej działalności wyjaśnić nie umie. Co więcej obawiam się, że nie jest odosobniona, bowiem nie widzi nic złego w swojej postawie (mimo, że jest ona niezgodna z wszelkimi zasadami zarządzania oraz podstawami metodyki nauczania).

W takich okolicznościach nie należy dziwić się, że uczniowie nie czytają. Od dziś wiadomo, że „z niewolnika nie ma robotnika”. Każdy średnio inteligentny człowiek, widząc taką postawę i słysząc takie argumenty uzna, że to nie ma sensu. I będzie miał rację. Tak więc szkoła, zamiast budować nawyk czytania uczy dzieci, że w życiu nie liczy się posiadana wiedza, ale papier i odbębniony w celu jego zdobycia rytuał.

Stosunek polskich środowisk i elitarystyczno-konserwatywny szowinizm kulturowy:

1432841831_kbwwqy_600Kolejny problem to oderwanie od rzeczywistości części polskich środowisk kultury.

Otóż: udział w kulturze słowa pisanego przez większość swojej historii był czymś elitarnym. Książki przepisywano ręcznie, umieszczano je na drogich, egzotycznych materiałach, a pozwolić nań mogli sobie jedynie najwięksi bogacze. Wraz z pojawieniem się druku ceny znacząco spadły, jednak nadal był to produkt elitarny, choć dostępny teraz już także dla warstw średnich. Cena książki na ówczesne warunki ekonomiczne była jak dziś wizyta w luksusowej restauracji lub zakup elektronicznego gadżetu z górnej półki. Na dzisiejsze pieniądze byłoby to 500-1000 złotych.

Rozgraniczenie to w szczególności silne było w wieku XVIII i XIX, gdy ludność europy podzieliła się na ludzi skrajnie bogatych i skrajnie biednych, z niewielką ilością marginesu w środku.

W owym XIX wieku doszło do kolejnej rewolucji, jaką było stworzenie cylindrowych maszyn drukarskich umożliwiających około 100 razy wydajniejszy druk niż dotychczas. Wraz z nimi nadeszła epoka gazet i publikowanych w nich powieści w odcinkach, komiksów etc. Kultura do tej pory zarezerwowana dla nielicznych stała się ogólnie dostępna, tym bardziej, że był to dopiero początek: wkrótce pojawiła się muzyka na płytach gramofonowych, kino, radio i dziesięć tysięcy innych. Słowem: kultura masowa.

Reakcja dotychczasowych wyższych sfer była prosta: zwiększony konserwatyzm i negacja, odcięcie się od tłuszczy i celowe tworzenie sztuki takiej, by nikomu się nie podobała. Oraz zamknięcie się w gettach. Dziś przedstawiciele „sztuki wysokiej” chętniej powieszą na ścianach puste podobrazia, niż coś, co ludzi by przyciągnęło. A potem będą Ci tłumaczyć, że jesteś debilem, skoro Ci się to nie podoba.

Znam to z własnego podwórka.

Gdzieś po drodze zapomina się, że wiele najcenniejszych dzieł kultury bynajmniej nie było tworzonych dla osób szczególnie wyrobionych. Wręcz przeciwnie: dzieła Sofoklesa miały widownię w dużej mierze złożoną z niewolników. Szekspir czy Molier też pisali dla ludzi niewiele lepszych. Tak naprawdę elitaryzm kulturowy nie był nigdy ścisły.

Niemniej jednak znaczna część elity czy „elity” woli się od motłochu izolować.

Lata 70-te i Afrykańskiej Jaskółka, która wiosny nie uczyniła:

dowcipAlergiczna reakcja kulturowych elit, które dobrowolnie zrzekły się roli wzoru dla reszty społeczeństwa nie byłaby niczym groźnym, gdyby nie uwarunkowania ekonomiczne. Otóż: cylindrowe maszyny drukarskie pojawiają się w roku 1865, a druk linotypowy w roku 1885. W Polsce wykorzystanie ich dobrodziejstw miało jednak niski poziom, bowiem znaczną część ludności naszego kraju stanowili analfabeci lub ludzie bardzo słabo wykształceni. Nie było więc bazy społeczno-ekonomicznej by budować masowe czytelnictwo.

Problemem jest też struktura społeczna, gdyż 75% ludności mieszkała na wsi, a pozostałe 15% w małych miastach. Kulała więc też sieć dystrybucji i to nie tylko dóbr kultury, ale też najbardziej podstawowych: około 30% ludności wiejskiej obywało się bez dokonywania transakcji handlowych częściej, niż raz w miesiącu.

Analfabetyzm został jednak pokonany w pierwszych latach PRL-u i faktycznie lata 60, 70 i wczesne 80-te to okres największego rozkwitu rynku księgarskiego w Polsce, gdy w zasadzie nie drukowano książek w nakładach niższych, niż 10 tysięcy (dziś średni nakład wynosi 5 tysięcy). Tytusa, Romka i Atomka drukowano przykładowo w nakładzie 250 tysięcy sztuk. To nakład pewnie większy od całego, współczesnego rynku komiksowego w Polsce.

Niestety zdobycze te nie mogły być trwałe z obiektywnych przyczyn. Lata 70-te to moment, gdy skończyła się Druga Rewolucja Przemysłowa, a zaczęła Trzecia.

Rewolucja MTV:

W efekcie zmian technicznych w latach 70-tych i 80-tych doszło też do rewolucji w kulturze, a w szczególności kulturze popularnej. Tak więc:

  • Pojawiła się wielokanałowa telewizja i kasety wideo

  • Pojawiły się kasety magnetofonowe oraz muzyka odtwarzana w dowolnym momencie (np. na walkmanach)

  • Pojawiły się gry wideo i komputerowe

  • W latach 90-tych nastąpiła także rewolucja Internetowa, która wyparła tradycyjną prasę drukowaną.

  • Upowszechnił się transport samochodowy i lotniczy zastępując transport kolejowy.

Wszystkie te zmiany wywołały gwałtowny wstrząs na światowych rynkach kultury. Do tego stopnia, że w latach 90-tych wręcz mówiono o śmierci literatury rozrywkowej, która nawiasem mówiąc pewnie nastąpiłaby, gdyby nie uratował nas Harry Potter. Do najważniejszych zjawisk, które zaszły należały:

  • Powolna śmierć tradycyjnej prasy, której średnie nakłady spadły od 5 do 10 razy (i lecą)

  • Związany z powyższym zanik opowiadania i powieści w odcinkach czyli gatunków tworzonych de facto dla gazet.

  • Zanik wiersza i tomików wierszy, które przegrały konkurencję z piosenką i kasetą magnetofonową

  • Zanik literatury pulpowej, czyli bardzo prostych językowo, zwykle sensacyjnych, krótkich form, wypartych przez serial telewizyjny i filmy wideo.

  • Zanik komiksów typu zeszytowego (ten sam powód)

  • Zanik „literatury lotniskowej” czyli książek o formacie 200-250 stron, kupowanych, by przeczytać je w samolocie lub pociągu w trakcie długiej podróży i wyrzucić (przegrała konkurencję z emitowanymi podczas lotu filmami oraz rozpowszechnienie się samochodu jako podstawowego środka transportu dla mas).

9982_b525_500Zmiany te, które spowodowały odpływ czytelników, w szczególności najmniej wymagających, ale też najliczniejszych czytelników spowodowały poważny kryzys. Zmiana gustów na polu rozrywki miała natomiast proste podłoże. Kiedyś, gdy ktoś nie miał nic do roboty w długi jesienny wieczór, to czytał jakiś, napisany celowo prostym językiem kryminał lub romans. Od lat 70-tych: włączał telewizor. Tak samo zamiast czytać ulubiony wiersz swojego poety puszczał piosenkę z kasety.

Kraje w których tradycja masowego czytania literatury kształtowała się od stu lat oczywiście odczuły problem słabiej niż takie, gdzie zrodziła się dekadę wcześniej. W tych zanikła w następnym dziesięcioleciu.

Internet?

Kolejny problem dla czytelnictwa (książek) jest Internet. Osobiście jestem zwolennikiem tezy, że Internet literaturze pięknej raczej pomaga, niż szkodzi. Niemniej jednak z całą pewnością istnieją nisze rynku, które ucierpiały na jego ekspansji. Oprócz opowiadań, wierszy i innych gatunków tworzonych z myślą o gazetach są to:

  • Segment słowników (po co słownik, skoro jest Google Translate?)

  • Segment map i atlasów (po co atlas, skoro jest Google Maps?)

  • Segment przewodników turystycznych (po co przewodnik, skoro jest Wikipedia?)

  • Segment poradników, a w szczególności książek kucharskich (po co książka kucharska, skoro są blogi kulinarne?)

Jako, że jeszcze w latach 90-tych były to najchętniej kupowane w Polsce książki, to nie należy dziwić się faktowi, że statystyki sprzedażowe spadają. To jednak jest cena postępu.

Bańka edukacyjna:

Kolejnym czynnikiem, który negatywnie wpływa na rynek książki jest zjawisko bańki edukacyjnej, czyli słynnych, bezrobotnych humanistów (choć tak naprawdę dotyczy ono absolwentów wszystkich kierunków, osobiście znam kilku inżynierów w dokładnie analogicznej sytuacji). Nadprodukcja historyków, ekonomistów, studentów bankowości, o socjologach, filologach, politologach i kulturoznawcach nie wspominając powoduje, że ludzie ci zatrudniani są na stanowiskach poniżej swoich kwalifikacji.

Taka sytuacja sprzyja postawom antyintelektualnym i pogardzie zarówno dla wiedzy, jak i osób wykształconych, których przykładem mogą być liczne memy o humanistach. Nie sprzyja natomiast budowaniu nawyku czytania.

Tym bardziej, że powiedzmy sobie szczerze: na rynku bardziej poszukiwani są obecnie robotnicy wykwalifikowani i brygadierzy, niż białe kołnierzyki i managerzy.

Dlaczego to złe?

12243417_982941408436396_5065684624640884590_nPowiem uczciwie: jako człowiek o silnie pragmatycznym podejściu do rzeczywistości nie potrafię znaleźć innej funkcji niż rozrywkowa (co wbrew pozorom jest bardzo ważnym elementem z punktu widzenia psychicznego rozwoju człowieka i budowy więzów społecznych) dla literatury pięknej w życiu dorosłego człowieka. Ideologia „uczestnictwa w kulturze” jest po prostu przebrzmiałą propagandą XVIII-XIX wiecznej szlachty i aspirującego do szlachectwa, bogatego mieszczaństwa, które podkreślały swoją społeczną wyższość wyrafinowanymi rozrywkami.

Można oczywiście argumentować, że rozwija to inteligencję, ale jestem w stanie wskazać grupę facebookową zawierającą kilkanaście tysięcy dowodów na to, że poziom intelektualny człowieka nie zależy od liczby przeczytanych książek.

W wypadku młodzieży jest trochę inaczej, lektura w dużej mierze powinna bowiem kształtować umiejętność sprawnego operowania tekstem oraz obycie i krytycyzm niezbędne do wyciągania prawidłowych wniosków. Tym bardziej, że szkoła tego nie robi skłaniając raczej – jak pisałem – do postaw konformistycznych.

Jednakże nie można zapominać, że książki to nie tylko literatura piękna, ale też podręczniki, poradniki, literatura naukowa i popularnonaukowa, czyli pozycje niezbędne do samokształcenia, podnoszenia kwalifikacji i ogólnej jakości życia.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Książki, Wredni ludzie i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

12 odpowiedzi na „Dlaczego Polacy nie czytają książek?

  1. eVeV pisze:

    Warto też przyjrzeć się temu, kogo stać obecnie na książkę. Według raportu Czapińskiego, najuboższych w Polsce jest obecnie 19% (w 1993 było to 74%). Polska pomimo wszystko trochę się rozwija. Nawet jeśli nie kupuje się już słowników i książek z przepisami, to możliwość zakupienia książki w innym temacie jest teraz o wiele większa. Dla mnie jest to zwiększenie od jednej książki na kilka lat do kilku na rok. Jeśli jednak dla całego narodu liczba kupionych książek spada, to chyba czas pominąć wszystkie kwestie finansowe i wrócić do braku kultury czytania, omawianego na początku Twojego wpisu.

    • Krzych Qbacki pisze:

      Zgoda. Cena książki nie ma żadnego znaczenia. Są biblioteki. W internecie można kupić za, uwaga…6 zł z wysyłką bardzo wartościową literaturę, najczęściej klasykę.Ostatnio kupiłem 12 książek (klasyka polska i niemiecka) za 39 zł z przesyłką!

      • Aga pisze:

        Biorąc pod uwagę literaturę z wygasłymi prawami autorskimi jest jeszcze lepiej: cena wersji elektronicznej wynosi 0 zł (patrz wolne lektury czy sklepy z ebookami), dzisiaj „kupiłam” pakiet 26 książek za 0zł! Do tego – jakby ktoś chciał, to by znalazł w internecie spiraconą wersję książki, jak to wiele czynie przecież z filmami czy muzyką (nie to żebym zalecała). Więc tak naprawdę cena nie jest tu argumentem.

  2. furiath pisze:

    Czynniki historyczne mieszczanskie i drukarskie to farmazon. Szwecja o najwyzszym wskazniku czytelnictwa to kraj skrajnie chlopski byl. Za komuny czytalo mase osob, kazdy pijaczek czytal pulpowe karole maye, tygrysy, czy kryminaly, bo nie bylo innej rozrywki.

    Badania wskazuja, ze w duzych miastach spadek czytelnictwa niemal nie nastapil, to skala malych miast i wsi ciagnie tak statystyke w dol. I jedna z najwazniejszych przyczyn jest zamkniecie badz niedofinansowanie w nich bibliotek, powszechnych dla nich miejsc czerpania ksiazek.

    Dwa – caly demolud mlodych i sredniowiekowych ludzi jest „na dorobku”. pracujemy dwa razy wiecej niz w krajach zachodu, nie odziedziczylismy domow, dzialek, firm po naszych rodzicach jak na zachodzie, ale jestesmy pierwszymi pokoleniami ktore ten majatek dopiero tworza, zarzynajac sie kredytami. Nie mam czasu – wcale nie jest taka gluppia odpowiedzia, jak ktos wraca o 19 z pracy i na glowie ma jeszcze mnostwo codziennych trosk, dzieci spac itd.

    http://orka.sejm.gov.pl/WydBAS.nsf/0/0291AD9C4904205EC1257D62004108A1/$file/Infos_177.pdf

  3. DoktorNo pisze:

    Kolega w swojej analizie napomknął o istotnym elemencie, którego nie rozwinął do końca: jest nią rola państwa.

    Państwo po wojnie objęło mecenatem kulturę narodową – oczywiście u władzy byli komuniści, wiec ów mecenat był silnie zideologizowany. Ale PRL to nie była Korea Północna ani nawet ZSRR, więc nie można stawiać tej samej miary co do nich ani tym bardzie myśleć że wszystko co było w prasie, radio i TV to była socrealistyczna propaganda (a jeśli była, to w okresie stalinowskim).

    Za Gierka w Polsce wydawano masowo komiksy (np. magazyn „Relax”), bez tego nie mielibyśmy Polcha i Rosińskiego i Chmielewskiego. TV podciągnięto do standardów zachodnich, tak samo radio i prasę. Pojawiła się książka popularna i kolorowe czasopisma.

    Potem przyszły lata 80-te, stan wojenny, represje, silniejsza cenzura, kryzys gospodarczy i społeczny, i wszystko poleciało na łeb na szyję. Ale to nie oznacza że potem w tej dziedzinie było lepiej.

    Lata 90-te to straszliwy bałagan, także w sferze kultury, od tamtego czasu wszystko uległo systematycznej prywatyzacji i deregulacji. Chaos kulturowy dobrze oddają ówczesne reklamy: http://doktorno.vot.pl/content/garsc-starych-reklam-z-szalonych-lat-dziewiecdziesiatych

    Teraz po tylu latach tego bałaganu, wynikającego z wycofania się państwa z kultury, jest to że program TV publicznej wygląda jak komercyjnej, myli się rozrywkę z kulturą a do tego (co Autor zauważył) w systemie edukacji panuje specyficzny nihilizm pod względem literatury.

  4. qwerty pisze:

    „Jednakże nie można zapominać, że książki to nie tylko literatura piękna,[…], literatura naukowa i popularnonaukowa, czyli pozycje niezbędne do samokształcenia, podnoszenia kwalifikacji i ogólnej jakości życia.” – Dla mnie nie ma różnicy między literaturą piękną czy popularnonaukową. Jestem fanem historii i dla mnie między czytaniem powieści SF czy książki o historii starożytnej nie ma większej różnicy, jeśli mnie zaciekawią 🙂

    „uczniowie szkoły podstawowej jak i gimnazjum czytają dość chętnie, jednak lawinowo rezygnują z nieprzymusowej lektury w liceum i tak zostaje im już do końca życia.” – nie wszyscy chodzą do liceum 😀

    Mi się wydaje, że spora część populacji jest po prostu kryptoanalfabetami i przeczytanie książki przekracza ich zdolności intelektualne.

    W kwestii polonistek i lektur w szkole. Pamiętam jak darła się na mnie baba od polskiego w liceum, bo powiedziałem na lekcji, że Kurtz z „Jądra Ciemności” to raczej do Afryki wyruszył po to by zarobić pieniądze, a nie przepełniony mrzonkami o niesieniu kaganka oświaty i postępu murzynom z lasu.

  5. Marcin Ciura pisze:

    Ad jakość nauczycieli. Wyjaśnienie jest proste – nie ma pieniędzy, to nie ma prestiżu zawodu: https://jakubmarian.com/salary-of-primary-school-teachers-by-country-in-europe/
    A główny powód nieczytania to moim zdaniem techniczne rozpraszacze uwagi, które – omówienie odpowiednich badań łatwo znaleźć – skracają koncentrację uwagi do poziomu krótszego niż czas przeczytania bardziej rozbudowanego zdania.

  6. Solveig pisze:

    Ceny książek nie powinny mieć nic do rzeczy, bo darmowy dostęp do literatury mamy w bibliotekach – aby czytać nie trzeba kupować. Natomiast co do kwestii powiązania czytelnictwa z kulturą miejską zgadzam się jak najbardziej z Furiath – w Szwecji istniała nawet tzw. literatura robotnicza, a na początku XIX wieku prawie każdy Szwed powyżej 12 roku życia potrafił czytać, bez względu na pochodzenie czy wykształcenie. Polecam bardzo cenną w tym temacie lekturę – „Szwecja czyta. Polska czyta”, wydaną przez Krytykę Polityczną 🙂

    • I to może być źródłem problemu: w Polsce przed II wojną światową 75% społeczeństwa żyła na wsi, a znaczna część pozostałej grupy: w małych miasteckach poniżej 10.000 mieszkańców, trudniąc się zawodami rolniczymi i rzemiosłem.

      Trudno oczekiwać powstania literatury robotniczej w kraju, gdzie prawie nie ma robotników.

      • qwerty pisze:

        Dokładnie. Poza tym w Anglii pod koniec XIX wieku, wbrew antykapitalistycznym mitom, sytuacja robotników była całkiem dobra. Z pewnością lepsza niż polskich włościan! Wracał z roboty, niedziele wolne, soboty coraz częściej też, nie musiał robić na polu od świtu do zmierzchu. Dzieciaki do 15 roku życia nie pracowały już. To kwitł choćby rynek literatury w odcinka za jakieś pensy, czy gazetowej. Tymczasem na polskiej wsi jeszcze przed II WŚ, czy nawet potem pracowało się od świtu do zmierzchu i na wsi zawsze jest coś do zrobienia.

  7. Żorż pisze:

    Parę uwag, bo im dalej brnę w ten tekst, tym bardziej łapię się za głowę nad zaklinaniem rzeczywistości.

    Szkoły i lektury
    Zamiast tworzyć rozbudowane teorie, wymyślać i rozdmuchiwać niekompetencję (zapewniam cię, nauczyciele są o wiele, wiele gorsi 😉 ), wystarczy spojrzeć na listę lektur obowiązkowych dla szkół średnich. Natychmiast zrozumiesz, czemu uczniowie przestają czytać. Tam po prostu nie ma CZEGO czytać. Dodaj do tego listę lektur, która ruszy dzięki bezsensownej reformie edukacji by PiS i czytelnictwo naprawdę klęknie, nie tylko w szkołach średnich, ale w ogóle wśród uczniów.
    Do tego dochodzi kwestia nauczycieli. Nie czarujmy się – to od dawna w Polsce zawód z kategorii „bezpieczna, ciepła posadka”, niezależnie od tego, co sami nauczyciele na ten temat twierdzą. Kwalifikacje wymagane to skończenie licencjatu, magisterka tylko, gdy będzie się uczyć w szkole średniej. Metody pedagogiczne (i ich nauczanie na studiach) pamiętają Gierka, a przede wszystkim, selekcja zawodowa jest żadna. Jeszcze teraz, w warunkach niżu, jest ostra nadpodaż nauczycieli względem potrzeb, więc już w ogóle robi się dramat.
    Ale to wszystko jest nic wobec prozaicznego faktu, że na szkolnictwie w Polsce najzwyczajniej się oszczędza. Masz byle jaką kadrę, która za byle jakie pieniądze byle jak uczy. Koło się zamyka.

    Folwark a sprawa polska
    Jak już kilka osób wspomniało, Szwecja, a obok niej reszta Skandynawii, miała wybitnie rolniczo-chłopskie społeczeństwo. Przemysłu też tam nie było, a ludzie aż do lat 30stych masowo migrowali do Stanów (to stąd tyle amerykańskich nazwisk z -son na końcu), uciekając od biedy, głodu i ubóstwa. Miast jak na lekarstwo. I mimo to czytelnictwo miało i ma się świetnie.
    Teoria „bo biedni chłopi i zaszłości historyczne” jest do dupy.

    Elitaryzm
    Serio? Czemu mam wrażenie, że ten argument niebezpiecznie zmierza do „sztuka współczesna jest gupia, bo nie jest łuadna”?
    Czytam dla sportu i przyjemności podręczniki akademickie. Bo lubię. Autentycznie sprawia mi to radość. Ale jestem doskonale świadomy, że to nie jest normalne ani popularne i doskonale też rozumiem dlaczego. Nie dziwi mnie, że nie ma specjalnej chęci wśród ludzi, żeby poczytać sobie o tym, jakie są techniczne specyfikacje przepustów na rzekach gdy nie są hydrologami ani o programowaniu maszyn, gdy nie mają nic z tą branżą wspólnego. O takich sprawach jak sztuczne zapłodnienie u pszczół nawet nie wspominam (świetna książka, swoją drogą).
    I z bardzo podobnych powodów ludzie nie sięgną po Joyce’a. On nie jest elitarny, bo banda snobów go tak traktuje, tylko jest elitarny, bo jest nieprzyswajalny zupełnie dla przeciętnego czytelnika (nawet takiego wyrobionego, a nie Polaka czytającego 3.7 książki rocznie), żmudny w czytaniu, a przede wszystkim sam z siebie mało interesujący.

    Rewolucja
    O tej tradycyjnej prasie, co to umiera i umrzeć nie mogę, słucham od 30 lat. Często nawet o tym czytam w tej prasie właśnie.
    Literatura lotniskowa ma się doskonale. Teraz także dostępna w postaci e-booków! Dokładnie to samo dotyczy pulpy – tylko teraz to się nazywa „skandynawski thriller” i „amerykański horror”.
    Potem jeszcze kolejne naciąganie rzeczywistości z tym, kto u kogo zanikał. Dostęp do tych wszystkich wspomnianych technologicznych zabawek miały kraje zachodnie. Te od wielowiekowej tradycji czytania. Nie biedne demoludy, w których kolorowy telewizor w latach 80tych nadal robił za rarytas. I nie uwierzysz – to na zachodzie zaczęło siadać właśnie czytelnictwo jako pierwsze. Rzekoma tradycja nie miała tu nic od rzeczy

    Rynek pracy
    Ciemnogród widzę pozdrawia resztę Polski.
    Long story short – fajna nadinterpretacja faktów skąd się bierze pogarda dla humanistów. To zakłada, że jej nie było 10 lat temu, 20 lat temu czy 100 lat temu. W końcu wtedy to poetów na rękach noszono i w ogóle jaki szacunek był!
    Jeśli już naprawdę musisz robić analizę historyczną, to nawet naginana teoria o spuściźnie feudalno-plemiennej i upadku antycznego świata jest bardziej trafna, niż bajka o tym, że pogarda dla wiedzy i wykształciuchów wynika z tego, że od paru lat jest nadpodaż humanistów.

    Dlaczego to źle
    Bo zmyślasz. Snujesz wizję tak oderwaną od rzeczywistości, że każdy kolejny akapit tego tekstu budzi rosnący sprzeciw. Można się z twojego wpisu dowiedzieć, że czytanie, jako sam w sobie proces myślowy, nie rozwija. To może się zdecyduj – albo czytanie jest, albo nie jest elitarne? Bo to sobie samo przeczy, gdy z jednej strony chcesz mówić o tym, że „przebrzmiała propaganda”, a kilka linijek dalej jest o samodoskonaleniu i rozwoju.
    Albo albo. Nie dwa na raz.

    Podsumowując
    Zabijam twoim blogiem bezsesnność (da się zauważyć, prawda?) i jakkolwiek fajnie się go czyta jako całość, to ten konkretny tekst jest wręcz oburzający w naginaniu faktów pod – dość kulawą –
    teorię.

    5/7, too long, didn’t read

    • Żorż pisze:

      PS
      Dostęp do bibliotek, które są dobrze zaopatrzone, sprawnie skatalogowane i z ogarniętą obsługą to podstawa. Nie masz biblioteki – nie masz czytelnictwa.
      Zgadnij na czym każdy jeden samorząd najbardziej oszczędza, szczególnie ten mały i prowincjonalny, stając przed wyborem, czy utrzymać szkołę, czy bibliotekę.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s