Przeczytane w sierpniu 2015

IMG_5019Sierpień był wreszcie miesiącem, w trakcie którego nie doszło do żadnych, tragicznych wydarzeń i aberracji. Tak więc moja lektura przebiegała bez zakłóceń i osiągnęła zdrowy poziom pięciu książek oraz jednego komiksu. Trochę inaczej będzie zapewne we wrześniu, w którym, za namową Dąbiego mam zamiar zawiesić na chwilę pasmo fantastyczne by czytać komiksy. Tym razem na moją lekturę złożyły się następujące dzieła:

imagesZapomniane warzywa

Ocena: 6/10

Książka ogrodniczo-kucharska o różnych, obecnie niewykorzystywanych już roślinach jadalnych. Składa się z szeregu rozdziałów, podzielonych na dwie części. Część pierwsza to opis rośliny, warunków i technik uprawy, druga to zbiór przepisów z jej użyciem. Przepisy te są nawiasem mówiąc bez rewelacji, nie ma wśród nich nic odkrywczego.

O ile książka jest całkiem niezła edytorsko i ładnie wydana, to jako lektura stanowiła dla mnie straszne rozczarowanie. Powiedziałbym też, że jest momentami naciągana. Teoretycznie traktuje bowiem o „zapomnianych warzywach” jednak tak naprawdę w dobrze ponad połowie wypadków należy zapytać się: kto o tych warzywach zapomniał?

Bo ok, o sporej części tych roślin nawet ja nie słyszałem. Rozumiem, że topinambur, komosa, manna czy szereg bagiennych traw i ziół nie są obecnie szczególnie chętnie jedzone czy uprawiane. Być może zgodzę się nawet na to, by do tej listy dodać pasternak, bowiem któż zdaje sobie sprawę, że te wielkie pietruszki sprzedawane w supermarketach wcale nie są pietruszkami, jednak co do sporej reszty…

Kto zapomniał o arbuzach, bobie, jarmużu, selerze naciowym i szpinaku się pytam?

61WkawckN5L._SY344_BO1,204,203,200_Fables 5: The Mean Seasons

Ocena: 7/10

Baśnie Na Wygnaniu mają tą wadę, że rozkręcają się i rozkręcają… Po dużym skoku napięcia z poprzedniego tomu akcja ponownie spowalnia, a zeszyt otwiera się dwoma opowieściami nieco bez pointy. Tak więc zaraz na początku Wielki Zły Wilk prowadzi śledztwo w sprawie agentów Adwersarza infiltrujących Fabletown, co w zasadzie streścić można jako „kolejny dzień jego życia”. Druga opowieść służy natomiast budowaniu jego postaci i traktuje o przygodach, jakie przeżył w trakcie II wojny światowej. Jest to epizod mocno oderwany od fabuły cyklu, ale lubię go. Bigby jest postacią, która bardzo dobrze wypada w działaniu, sama z siebie tworząc atmosferę.

Później fabuła idzie do przodu, choć raczej statecznie. Tak więc w Fabletown odbywają się wybory na burmistrza i Książę Uroczy detronizuje Króla Colie, który do tej pory pełnił tą funkcję. Powoduje to spore przetasowanie w lokalnym establiszmencie. Niestety jak zwykle Księciu coś nie wypala. Nie jest to koniec problemów: na świat przychodzą dzieci Wielkiego Złego Wilka i Królewny Śnieżki, Farma Zwierzęca terroryzowana jest przez potwora nazywanego Zefirem, a do świata doczesnego przybywa jedna z moich ulubionych postaci: Władca Północnego Wiatru.

Ogólnie: nie jest tak świetnie, jak w tomie czwartym, ale mocno na plus.

tla60pol-aSerce bestii:

Ocena: 6/10

Mimo, że lubię twórczość Tanith Lee to akurat ta powieść zupełnie do mnie nie trafiła. Mamy tu opowieść o wilkołaku, w starym stylu, traktującą o wilkołactwie jako klątwie, do tego dochodzi kilka postaci splecionych ze sobą emocjonalnymi więzami. Całość jednak pozbawiona jest charyzmy i nie porywa.

Przeciwnie: wilkołak chodzi bez celu i masakruje rozmaite inne postacie, jedne zasłużenie, inne niezasłużenie. Koniec końców nasz potwór zostaje jednak utłuczony przez raczej niezbyt pociągającą postać kobiecą i wszystko kończy się dobrze. Wracać do tego nie będę.

historia-smaku-b-iext13061781Historia smaku

Ocena: 6/10

Książka obrazująca główną wadę kupowania w Internecie: o ile w sklepie stacjonarnym można książkę wziąć towar do ręki i obejrzeć, tak w necie mimo wszystko (a zwłaszcza recenzji) czlowiek skazany jest na kupowanie kota w worku. W efekcie czego nabyłem książkę, której w normalnych okolicznościach nigdy bym nie kupił. Zmyliła mnie ta „historia” w tytule, przez co myślałem, że to faktycznie o historii będzie.

Książka tak naprawdę jest albumem fotograficznym, na który składają się przeróżne zdjęcia smacznych, podstawowych produktów spożywczych (np. chleb, pieprz, cukier, kawa, ziemniaki) używanych w społeczeństwach świata zachodniego. Pod zdjęciami znajduje się natomiast masa ciekawostek. Faktografii natomiast jest bardzo niewiele. No, ale przynajmniej niektóre z ciekawostek są bardzo śmieszne.

Ciekawostka nr. 1:

Wiecie jak Francuzi w XVIII wieku przekonali swoje społeczeństwa do jedzenia kartofli? Gość, który się tym zajmował (Antoine Auguste Parmentier) namówił króla, by je zasadzi, uprawę obstawił wojskiem, a chłopom opowiedział, że rośliny są wyjątkowo cenną własnością królewską. W efekcie czego okoliczna ludność sama je kradła.

Ciekawostka nr. 2:

Parmentier pomysł uprawy kartofli wziął od Prusaków, którzy spopularyzowali je wcześniej, równie uroczym lecz nie tak subtelnym sposobem. Ich król Fryderyk II Wielki poprostu rozkazał zasadzić je wszyskim chłopom i odcinać nosy tym, którzy się nie dostosują. Oświecenie. Dzikie czasy.

Ciekawostka nr. 3:

Nawiasem mówiąc (to już wiedza z poza książki) krajem, gdzie pyry spopularyzowały się bardzo szybko i to bez potrzeby sięgania po przemoc lub podstęp była Polska. Ludzie zasadzili, wyrosło, więc zaczęli sprawdzać, co z tego można zrobić. Okazało się, że wódkę i potem było już z górki.

historia-szpiegostwa-i-agentury_36153Historia szpiegostwa i agentury

Ocena: 9/10

Książka do oceny której wystarczyłaby tylko nazwa wydawnictwa (Bellona), by wszystko stało się jasne. Jak to zwykle u Bellony bywa mamy do czynienia z literaturą popularnonaukową, skupioną na jakimś aspekcie działań wojennych. Tym razem chodzi o szpiegostwo i to od czasów starożytnych po czasy współczesne, choć najlepiej omówiony jest okres między Oświeceniem, a końcem II wojny światowej. Autor skupia się w nim natomiast głównie na agenturze brytyjskiej i francuskiej, co nie zmienia faktu, że zarówno Amerykanie, Niemcy jak i Rosjanie swoje kilka rozdziałów otrzymują. Dużo jest także o szpiegowaniu w starożytności oraz na dalekim wschodzie.

Książka zawiera sporo błędów, które szumnie można nazwać merytorycznymi, a faktycznie będących zwykłymi wtopami, które powinien wyłapać redaktor (np. nazywa Odoakra Hunem, podczas gdy faktycznie wywodził się z jednego z plemion germańskich), na jej warstwę edytorską można więc narzekać.

Z drugiej strony zawiera bardzo dużo ciekawych informacji o systemie organizacji operacji wywiadowczych w dawnych czasach, danych, jakie zbierały oraz o tym, jak były organizowane.

Od razu zapowiem: będzie notka. Być może nawet kilka notek, bowiem temat jest dość obszerny.

Ciekawostka nr. 4:

Jak się okazuje narodem, który posiadał bardzo ciekawe pomysły na zrewolucjonizowanie szpiegostwa byli Hindusi, którzy nawiasem mówiąc rzadko chyba testowali je w praktyce, za to chętnie zapisywali je w poradnikach dla Radżów i Maharadżów. Jedną z ich złotych myśli było rozdawanie małpom krzesiw (w nadziei, że te będą wbiegać do budynków i wzniecać pożary) oraz podpalanie nietoperzy (w tym samym celu). Innym pomysłem Hindusów było karmienie niewielkimi dawkami trucizny małych dziewczynek wychowywanych na kurtyzany, w nadziei, że gdy dorosną same staną się trujące i będą mordować seksem (ja to chyba już wcześniej w jakimś hentajcu widziałem).

Ale głupi ci Hindusi.

Dzikie-kartyDzikie karty

Ocena: 8/10

Zbiór opowiadań o superbohaterach zebranych i zredagowanych przez George R. R. Martina, będąca wstępem do uniwersum Dzikich Kart. Powiem krótko: w październiku kupuję drugi tom i czekam na następne.

Fabuła toczy się w alternatywnej rzeczywistości, gdzie w roku 1946 nad manchatanem zostaje rozpylony obcy wirus powodujący mutacje. W efekcie czego część populacji (około pół procent światowego pogłowia) ludzkiej ulega przemianie. Część osób umiera, inni (nazywani Asami) otrzymują supermoce, jeszcze jedni (nazywani Dżokerami) zmieniają się w groteskowe postacie. Później większość kluczowych wydarzeń historycznych toczy się swym własnym tokiem, uzupełnionym o jednych i drugich. Tak więc w chwili, gdy dżokerzy razem z mniejszościami etnicznymi i seksualnymi spychani są do getta za asów biorą się senackie komisje do zwalczania komunistów.

Ogólnie rzecz biorąc: jakie zbiory opowiadań są każdy widzi. Tak więc także i w tym wypadku mamy sporo opowiadań dobrych, kilka średnich oraz parę poniżej normy. Mimo to jestem pozytywnie zaskoczony tym zbiorem. W szczególności podoba mi się dbałość o oddanie historyczno-społecznych realiów. Widać, że autorzy odrobili swoje lekcje.

Advertisements
Ten wpis został opublikowany w kategorii Książki, Przeczytane i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

15 odpowiedzi na „Przeczytane w sierpniu 2015

  1. Lurker pisze:

    „Innym pomysłem Hindusów było karmienie niewielkimi dawkami trucizny małych dziewczynek wychowywanych na kurtyzany, w nadziei, że gdy dorosną same staną się trujące i będą mordować seksem (ja to chyba już wcześniej w jakimś hentajcu widziałem).”
    A może nie tyle hentaicu, bo wydaje mi się, że jedna z bohaterek w bodajże Basilisku miała moc w tym stylu.

    BTW
    Ja, jak słyszę „szpiegostwo”, to kojarzę to głównie ze zdobywaniem informacji niejawnych. Natomiast podane przez ciebie pomysły Hindusów to raczej kategoria sabotażu.
    Czy to znaczy, że w owej polecanej przez ciebie książce głównie o tym jest mowa?
    Bo szczerze mówiąc mnie, jeśli już, bardziej interesowałoby to, o czym piszę, niż drobne kuku robione przeciwnikowi na boku.
    A więc, czy książka dotyczy również np. sposobów potajemnego wykradania informacji w starożytności, czy właściwie tylko różnych odmian wspomnianego sabotażu?

  2. O sabotażu jest tyle, ile jest, bowiem przez wieki nie za bardzo rozróżniano między szpiegiem, sabotażystą, a nieumundurowanym zwiadowcą.

    Jeśli interesuje cie sama starożytność, to niestety rozczaruje cie: jest o niej niewiele, tylko jakieś 100 stron z 350. Większość treści to nowożytność i ewolucja działań szpiegowskich w niej. Przy czym książka traktuje głównie o pozyskiwaniu informacji przez tzw. „źródła osobowe”, w szczególności w nowożytności inne aspekty operacji specjalnych pomijając. Nie ma więc na tych pozostałych 250 stronach za dużo o sabotażu, ani też o takich sposobach pozyskiwania danych, jak biały wywiad, nasłuch radiowy etc. Jest natomiast głównie o szpiegostwie.

    Btw. Ja nie polecam książek, ja poprostu dziele się wrażeniami z lektury. Na tym blogu nie ma i nie będzie współpracy z PR-owcami.

    • Lurker pisze:

      100 stron z 350 to i tak dużo. Z tą starożytnością to po prostu obawiałem się, że jak w większości takich zbiorczych przez epoki opracowań, starożytności będzie jak zwykle tyle, co kot napłakał. Wiadomo – mniej źródeł, wszystko tak dawno od nas – efekt jest więc zazwyczaj taki, że te kilka tysięcy lat zajmuje mniej miejsca, niż ostatnich raptem kilkaset.
      Nowożytność i ewolucja tych działań też mnie interesuje. Ale właśnie pod warunkiem, że najpierw mamy początek dobrze opracowany – czyli starożytność – a dopiero to wszystko ewoluuje, a nie że nagle bierze się znikąd.

      No ale jak dzielisz się tak entuzjastycznie tymi wrażeniami z lektury, to częściowo – może i nieintencjonalnie, ale jednak – także polecasz.
      Było nie było – jeśli historyk chwali książkę historyczną, to znaczy, że znalazł tam coś i dla niego nowego. Więc dla laika tym bardziej.

  3. Enc pisze:

    Zegarmistrzu, za Twoją rekomendacją zabrałem się za Dzikie karty i przeżyłem maksymalny zawód. Te opowiadania na kilometr śmierdzą przeciętnymi sesjami! Słabizna na słabiźnie, ze dwa średniaki i może jedno dobre. Okropnie nudne, jedyna frajda to śledzenie losów asów na przestrzeni lat. Miałem pewnie zbyt wysokie wymagania po przeczytaniu Progenitora do Wild Talents (fabuły zero, ale świat fajniejszy, spójniejszy).

    • To dalszych nie czytaj, bo z tomu na tom jest coraz gorzej.

      • Enc pisze:

        Zaryzykuję może jeszcze drugi, ale nie będę na siłę brnął do końca. Przeczytałbym któryś z najnowszych, ale jeśli dobrze widzę, w Polsce mamy pięć tomów z szesnastu.

      • Tak. Ja powiem uczciwie, że po trzecim jestem raczej sceptycznie do tego cyklu nastawiony. Czwartego nawet nie mam teraz zakolejkowanego na liście zakupów. Strasznie się na czoło wysuwa Fortunato, który jest raczej nieciekawą postacią, a Żółw nagle dostaje kryzysu wieku średniego, marudzi i marudzi…

      • Enc pisze:

        Nooo, opowiadanie o Fortunato było jednym z tych, o których chętnie bym zapomniał. Z tego co widzę na wiki, dalej jest faktycznie tylko gorzej. O Żółwiu też bym chętnie przeczytał mniej (najlepiej wcale).

        Wiem już, co mi przypomina to uniwersum – Star Wars EU. Ten sam poziom żenady.

      • Nie wiem, jakoś nigdy nie byłem zakochany w Star Wars i praktycznie nie miałem do czynienia z książkami z tego uniwersum, więc porównać nie mogę. Jednak ludzie je czytają, więc pewnie coś w nich widzą.

      • Enc pisze:

        Dwa słowa: „Kryształowa gwiazda”. Przeczytaj, zobaczysz o czym mówię.

      • Legendy o „Kryształowej gwieździe” nawet ja słyszałem.

      • Enc pisze:

        Legendy? Sądziłem, że to taki normalny poziom Expanded Universe. Brnąłem jeszcze w tę legendarną Trylogię Thrawna, ale trzymała moim zdaniem podobny poziom i odpuściłem po 100+k100 stronach. W Dzikich kartach widzę sporo podobnego potencjału – może by to było fajne, gdyby przyjęło atrakcyjną wizualnie postać, ale jako opowiadania… nope.

      • „Kryształowa gwiazda” ma opinię jednej z najgorszych książek w uniwersum.

      • Enc pisze:

        To trochę szkoda, że trafiłem na coś takiego na początku, ale znowu – Thrawn nie rzucił na kolana. Znaczy się rzucił, ale dopiero kiedy było potwierdzone, że E VII nie będzie początkiem jego trylogii – łzy szczęścia, itd.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s