Przeczytane w Czerwcu i Lipcu 2015

czerwiecCzerwiec był dla mnie dość ciężkim miesiącem pod względem fanboizmu, albowiem przyjechała do mnie rodzina z USA, w efekcie czego musiałem pokazywać mojemu 17 letniemu kuzynowi, jak to bawimy się w Polsce. W rezultacie zrobiłem bardzo niewiele. Niemniej jednak na mój tryb czytania nie miało to dużego wpływu, więc udało mi się w tym miesiącu pokonać kolejne 5 książek.

Lipiec zapowiadał się lepiej, niemniej jednak ostatecznie przyniósł raczej słabe efekty: udało mi się zmaltretować jedynie trzy lektury oraz uwiązłem z dwoma rozpoczętymi.

zuczekPrzyczyną takiego stanu rzeczy jest bardzo niesprzyjająca aura: ładna i ciepła, powodująca, że zamiast czytać wolę iść w góry, gdzie podobno można znaleźć salamandry (mi na razie udało się tylko znaleźć kilka różnych rodzajów śmiesznych żabek, jastrzębia, jaszczurki, lisy i lisięta, bażanta, sarny, zające i pięćdziesiąt złotych, udało mi się też znaleźć rower, który zostawiłem przy drzewie, a którego potem szukałem przez trzy godziny), albo nad stawy, albo na łąkę, albo do lasu, gdzie mieszkają różne takie ładne robaczki.

Oprócz polowania na żuczki zajęty byłem montowaniem półek z Jysku. Widoczne na zdjęciach regały powinny pomóc mi rozwiązać problem braku miejsca na książki na najbliższe kilka lat. Potem będę chyba musiał wziąć kredyt i kupić większe mieszkanie.

pulkaPrzeczytane w tym miesiącu książki to:

Takeshi: Cień Śmierci:

Ocena: 6/10

Co tu dużo mówić: słabizna. Maja Lidia Kossakowska jest jedną z lepszych pisarek w stajni Fabryki Słów, niestety jednak jej twórczość nie jest równa. Opowieść o magicznym cybersamuraju natomiast nie należy do jej najwybitniejszych dzieł, tym bardziej, że więcej w niej wypruwania flaków, niż fabuły. Mimo, że książka liczy aż 400 stron autorce nie udało się nawet porządnie zawiązać tej ostatniej. Wyszła jej więc taka trochę wydmuszka.

thumb_3047_okladka_duzyKossakowska pisze, że powieść ta jest takim filmem, który chciała od zawsze obejrzeć. Cóż, może na ekranie lepiej by to wypadło. Nad wersją papierową natomiast nie ma nawet za bardzo co strzępić języka.

Ilustrowany przewodnik po zamku Amber:

Ocena: brak

„Artefakt” (czyli książka udająca rzekomą książkę pochodzącą z obcego świata) dla miłośników Amberu, wydany wieki temu w Polsce, na fali popularności cyklu. Opisuje on wnętrze tytułowego zamku wraz z pokojami mieszkańców i większością najważniejszych postaci. Całkiem fajna i sympatyczna pozycja dla miłośników cyklu, choć momentami nie do końca spójna ze światem przedstawionym powieści. Poza kręgiem fanatyków Amberu raczej zainteresowania w nikim jednak nie wzbudzi.e1286ddae91a25bdc05074d6d6adc2d5b0af

Nieco inna historia cywilizacji: Dzieje banków, bankierów i obrotu pieniężnego:

Ocena: 8/10

Prawdopodobnie najlepsza książka, jaka trafiła w moje ręce w czerwcu. A i ona nie jest niestety pozbawiona znaczących wad.

Powiedzmy, że jest to książka popularnonaukowa (choć jak na taką pozycję jej styl i przekaz są bardzo ciężkie, a tematyka hermetyczna), bowiem naukową trudno ją nazwać: zbyt wiele tu dygresji i swobodnych przemyśleń autora na różne tematy, a sama treść stanowczo jest zbyt gawędziarska. Autor za bardzo także kieruje się własnymi sympatiami i antypatiami, by traktować tą pracę jako rzetelną. To ostatnie przyjmuje niekiedy zabawną postać, a osiągnięte efekty nierzadko są odmienne od zamierzonych. 614445iPrzykładowo mimo tendencji by przedstawiać Żydów (będących przez wieki jednymi z ważniejszych postaci europejskiej bankowości) jako ofiary wiecznego antysemityzmu, autora dostarcza wbrew swym intencjom racjonalnych przyczyn, by tej nacji nie lubić.

Ogromną zaletą książki jest natomiast jej tematyka. W odróżnieniu od większości innych historyków skupionych głównie na polityce mnie najbardziej interesuje historia gospodarcza i społeczna, a działy te niestety nie są zbyt mocno reprezentowane w literaturze. Ujęcie dziejów przez pryzmat rozwoju obrotu pieniądza i różnych praktyk stosowanych w związku z nim jest natomiast zupełnie nowym spojrzeniem na dzieje ludzkości. Co więcej spojrzeniem wyjaśniającym wiele zjawisk dotykających nas na każdym etapie życia.

Piraci w świecie grecko-rzymskim:

271691_bigOcena: 6/10

Żeby się nie rozwodzić: książkę tę można streścić do „o problemie piractwa w starożytności nie wiemy prawie niczego, a materiału źródłowego prawie nie ma”. Cudem jest, że udało się materiału wykopać aż na tyle, by zapełnić 250 stron, bowiem doprawdy jest to skrobanie dna garnka. Autor wygrzebuje źródła, by momentami wyciągnąć z nich jedno lub dwa zdania na temat piractwa, poczynione przy okazji jakiegoś, zupełnie innego problemu. Niestety wiedza, którą w ten sposób gromadzi nie jest porywająca i niemal w zupełności stanowi ilustrację do tezy, którą uczyniłem myślą przewodnią tej wzmianki.

Cena okładkowa tej książki wynosiła 50 złotych (bez 10 groszy). Gdyby nie to, że kupiłem ją na Allegro za drobny ułamek tej sumy byłbym niewątpliwie bardzo zły.

Angry Lead Skies:

Ocena: 6/10

imagesCzyli kolejny tom „Akt Garreta”. Tym razem nasz, działający w mieście fantasy detektyw będzie musiał zmierzyć się z UFO. Tom moim zdaniem dość średni: wpakowanie do konwencji fantasy latających spodków sprawiło, że atmosfera poleciała na łeb na szyję, w efekcie więc otrzymujemy przekombinowane coś, co nie jest ani dobrą powieścią miecza i czarów, ani dobrym kryminałem (bo powiedzmy sobie szczerze: Garrety nie są dobrymi kryminałami), ani też powieścią sensacyjną.

Efektem jest książka przekombinowana nawet jak na standardy twórczości Glena Cooka. Jeśli naprawdę brakowało mu pomysłów na przygody swego bohatera mógł (do diabła) skupić się na magii tego świata i wprowadzić czarodziejów (którzy jak do tej pory są jedynie elementem tła). Niestety efekt osiągnięty w tej powieści przypomina ten z Petty Pewteret Gods: tak jakby Cook próbował naśladować Pratchetta, ale zupełnie mu nie wyszło.

Solomon Kane: Okrutne przygody

Ocena: 6/10

229460_solomon-kane-okrutne-przygody_600Książka kupiona głównie dla celów kolekcjonerskich. Solomon Kane należy do tej samej serii, do której należało trzytomowe wydanie Conana oraz Kul z Atlantydy. O ile Conan był niezły, choć zdarzały mu się chwile lepsze jak i gorsze, tak Kul był potwornie słaby, a Solomon Kane jest niestety jeszcze słabszy.

Podobnie jak w wypadku poprzednich tomów mamy do czynienia raczej z opracowaniem literaturoznawczym, niż typową książką do czytania. Tak więc przedstawione tu wersje są możliwe jak najbliższe oryginałowi, nie poprawiano nawet błędów i powtórzeń popełnionych przez autora, wiele opowiadań to tylko fragmenty, których Howard nie dokończył.

Co do zakończonych pozycji to niestety trzymają one poziom raczej tych gorszych Conanów. Solomon Kane jest postacią umiarkowanie udaną. Teoretycznie jest to człowiek bardzo doświadczony, obeznany ze światem i jego regułami, bywały w różnych krajach, a przy tym dziki zabijaka oraz siłacz jakich mało… Tak naprawdę jednak to najczęściej w swoich przygodach robi niewiele, przypada mu natomiast głównie rola świadka. Problemy rozwiązują za niego natomiast różnego rodzaju zrządzenia losu, znajomi, afrykańscy szamani, uczynne demony i chodzące szkielety, które w morderczym szale likwidują zawsze akurat tych ludzi, którzy jakoś tam naszemu protagoniście zaszli za skórę.

Słabe to po prostu jest.

Historia kuchni:

Ocena: 1k6+4

okl_historia_kuchniHistoria kuchni była na szczęście dużo lepszą pozycją. W prawdzie nie do końca przypadł mi do gustu gawędziarski styl autorki, nie do końca pasujący do dzieła naukowego, jednak pozycja ta ma swoje zalety. Jedną z nich jest ogromny zasób wiedzy autorki. Drugą: ilość ciekawostek, jaka zawarła w tekście.

Wadą jest natomiast fakt, że książka ta jest już nienowa, a przy tym pionierska. W prawdzie historia jest starą, stateczną nauką, w której 40 lat nie jest jakimś, szczególnym przedziałem czasu, jednak Reay Tannahill otworzyła (albo przynajmniej spopularyzowała) swoją publikacją całe nowe pole, dość modnych w ostatnim czasie badań. W efekcie czego Historia Kuchni jest w wielu miejscach przestarzała, przez co momentami w trakcie lektury mi zgrzytała: po prostu wiedziałem, że jednak było inaczej.

Jeśli jednak kogoś interesuje, co jedli starożytni Egicjanie, Rzymianie albo Chińczycy, jak podrabiano żywność w Atenach lub średniowiecznym Paryżu albo też dlaczego nie da się dziś zjeść „kiełbasy takiej jak kiedyś” (odp. bo mamy badania lekarskie i normy sanitarne), tudzież jak wyglądał typowy posiłek w domu londyńskiego patrycjusza w średniowieczu, to zachęcam do lektury. Jest pouczająca, bardzo rozwijająca, a przy tym ciekawa.

Potęga pieniądza:

Ocena: 8/10

3096-n-a_Książka popularnonaukowa o instrumentach finansowych, ich historii, zadaniach oraz związanych z nimi zawirowaniach na światowych rynkach. Tematyka istotna, życiowa, choć niestety obawiam się hermetyczna i interesująca tylko nielicznych, co jest dziwne, tym bardziej, ze we współczesnych czasach kryzysy finansowe pociągają za sobą więcej ofiar, niż wojny (i to często dosłownie).

Mimo dość trudnej problematyki książka pisana jest w zrozumiały, jasny sposób, a autor przejrzyście wyjaśnia, o co chodzi w poszczególnych zjawiskach czy sytuacjach. W efekcie więc można dość prosto zbudować sobie obraz wydarzeń.

Jednocześnie, mimo, że temat (jak pisałem) może wydawać się hermetyczny i nudny, to jednak całość jest fascynująca. Chyba prawdą jest reklamowy tekst z odwrotu książki: pieniądze rzeczywiście rozpalają wyobraźnię.

PS. To jest wpis nr. 100.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Książki, Przeczytane i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s