Prawdziwe niebezpieczeństwa netu

0094_2b1c_500To, że Internet pełen jest niebezpieczeństw wie chyba każdy. Niemniej jednak typowy użytkownik, mimo iż jest doskonale zorientowany w poczynaniach NSA, seryjnych morderców z portali randkowych i największych hakerów okazuje się wyjątkowo niefrasobliwy i nieudolny jeśli chodzi o sprawy drobne. Z myślą o takich osobach pisany będzie ten post.

Niestety mam wrażenie, że „typowy użytkownik” jest osobą traktującą elektronikę co najwyżej jako rodzaj biżuterii, a wyłączenie lampy błyskowej przerasta ich kompetencje (btw. kto mi wyjaśni po co ludzie kupują lustrzanki za 5 tysięcy z obiektywami za drugie tyle, skoro nie potrafią nawet takich podstaw?). To, co niekiedy dzieje się z komputerami i innym sprzętem tego typu osób sprawia, że ręce człowiekowi opadają. W szczególności dedykuje go koledze, który przez kilka dni nieświadomy niczego rozsyłał ze swojego konta na Facebooku zaproszenia na stronę o łechtaczkach.

Tak więc: co tak naprawdę grozić nam może w sieci?

Utrata danych

1252_f355_500Pierwszym zagrożeniem, na jakie jesteśmy narażeni jest i była utrata danych. Z jakiegoś powodu większość średnio rozgarniętych użytkowników wyobraża sobie, że polega ona na tym, iż NSA albo Zły Haker włamią mu się do komputera i osobiście go wyczyszczą. Faktycznie jednak wygląda to tak, że z powodu takiego lub innego zrządzenia losu stracimy dostęp do zasobów zgromadzonych przez nas na komputerze lub jakimś nośniku. Powody takiego stanu rzeczy mogą być różne. Osobiście mam wrażenie, że najczęstsze przyczyny to: awaria techniczna, zasyfienie kompa wirusami i innym szajsem do takiego stopnia, że praca w komfortowych warunkach stanie się niemożliwą lub też (to jest trzecia możliwość) zapomnienie hasła, w efekcie czego odzyskanie danych przestanie być możliwe. Najczęstszym powodem utraty danych jest jednak chyba format dysku spowodowany stawianiem systemu od nowa.

Powiem uczciwie: jeśli naprawdę posiada się jakieś, szczególnie wartościowe dane to należy również posiadać ich kopię zapasową przechowywaną najlepiej w innym miejscu np. zgraną na płytę, dysk przenośny lub twardy dysk innego komputera. W szczególności ufać nie należy pendrivom, bowiem są to urządzenia kapryśne, lubiące się gubić, a często też tandetnie wykonane i łatwo ulegające awariom.

Co jakiś czas należy też wykonywać backup danych, czy tworzyć ich kopię zapasową przechowywaną w bezpiecznym miejscu.

A i jeszcze jedno: dysk można dzielić na partycje. Na jednej partycji należy trzymać system operacyjny, na drugiej pozostałe dane. W ten sposób, w trakcie formatu „informatyk” nie skasuje wam wszystkiego.

Wyciekdanych

Kolejny problem z jakim możemy się zmierzyć jest „wyciek” danych. Pod nazwą tą rozumieć należy każdy moment, w którym ktoś wchodzi w posiadanie jakichś, naszych danych, których posiadać nie powinien. W 90% przypadków „wycieki” danych nie są żadnymi „wyciekami” a wynikają z czystej niefrasobliwości użytkowników.

Niestety, tak samo, jak nie zdradzamy wszystkich naszych tajemnic nieznajomym, tak samo nie powinniśmy ujawniać ich w Internecie, bo diabli wiedzą, kto to przeczyta? A nóż ludzie, którzy tego zrobić nie powinni?

Problem ten był relatywnie mały jeszcze kilka lat temu, kiedy nie było serwisów społecznościowych, a ewentualni dyskutanci udzielali się na forach pod ksywkami. Namierzenie kogokolwiek po nazwisku było trudne lub niemal niemożliwe, w szczególności dla zwykłego, szarego użytkownika, każdy bowiem cieszył się (względną) anonimowością.

Co oczywiście nie znaczyło, że dla osoby upartej było to niemożliwe. Wręcz przeciwnie: bardzo często jegomościa można było zidentyfikować nawet za pomocą Google i dokładnego czytania poszczególnych wpisów w różnych częściach netu. O bardziej wyrafinowanych narzędziach nie wspominając…

Obecnie znalezienie kogoś, kto założył konto na Facebooku i pisze pod swym prawdziwym imieniem oraz nazwiskiem jest tak naprawdę łatwe. Przykładowo o jednej z naszych koleżanek z pracy wiedzieliśmy prawie wszystko na dobre dwa tygodnie, nim formalnie została przyjęta. Wszystkie te dane zgromadziła inna koleżanka zwyczajnie wchodząc na profil Facebookowy owej dziewczyny.

Znam też przypadek kobiety, która na skutek głupkowatego wysyłania na Facebooku komentarzy w rodzaju „Jak ja się nudzę w pracy! Nie mam co robić!” trafiła na dywanik do dyrektora swojej firmy. Na jej korzyść działa fakt, że przynajmniej nie miała go wśród znajomych. Za to mieli go jej znajomi (z pracy) którzy klikali w „Lubię to!” pod tym statusem.

Niechciana (porno)-sława:

andrzej

Pan Dndrzej, bohater modnego kilka lat temu mema. W cywilu zwykły człowiek, którego winą było to, że wrzucił do netu zdjęcie z głupią miną.

Ogólnie moim zdaniem do sieci nie należy wrzucać niczego, czego nie chcielibyśmy, żeby nasi dalsi znajomi i dalsza rodzina obejrzeli. W szczególności nie należy tam wrzucać ani golizny własnej, ani golizny swoich dzieci.

Z bliżej nieznanych przyczyn niektóre mamusie uwielbiają w szczególności to ostatnie…

Generalnie powód dla którego nie należy w sieci umieszczać własnych, nagich zdjęć polega na tym, że tak naprawdę nie ma sposobu, by coś z netu usunąć. Wszystko, co do niego wrzuciliśmy pozostanie na jakimś serwerze do dnia sądu ostatecznego, w najlepszym wypadku niedostępne dla szarych użytkowników.

Drugi problem polega na tym, że tak naprawdę tracimy kontrolę nad swoimi plikami, co może dla nas się boleśnie skończyć. Diabeł bowiem wie, kto odwiedza nasz profil, blog czy stronę i co potem robi z tymi informacjami robi.

Osobą, która boleśnie przekonała się o złośliwości netu jest bohater mema „Pan Andrzej”, który wkleił swoje zdjęcie do netu i z dnia na dzień stał się pośmiewiskiem sieci. Innym przykładem może być mem z dziewczyną ilustrujący ten wpis. Biedny głuptas. Pewnie chciała zaszpanować przed chłopakiem.

Jeśli chodzi o wrzucanie do sieci własnej golizny, to należy wziąć pod uwagę jedną rzecz: istnieje taki, posiadający licznych koneserów gatunek porno, który nazywa się „Amatorki”. Posiada on liczne podgatunki, w tym popularne w ostatnich latach „Selfie”. Są to jak sama nazwa wskazuje fotografie osób nie będącymi zawodowymi gwiazdami porno, zebrane w galerie i umieszczone na wiadomych stronach.

Fotografie z tej grupy najczęściej agregowane są po blogach, flickrach i tym podobnych stronkach, a potem dodawane do serwisów pornograficznych przez ich userów. Od razu powiem, że szanse na stanie się rozpoznawalną gwiazdą porno po jednym czy nawet dziesięciu niezbyt dobrych zdjęciach raczej nie jest możliwe. Po prostu pornostrony są zalane fotografiami „amatorek” i „amatorów”.

głupi_gimbus

Niezbyt rozgarnięta gimnazjalistka w samej bieliźnie, która kiedyś robiła furorę na Wiocha.pl.

Najgorsze więc, co nam grozi to to, że fotografię obejrzy 2-3 tysiące onanistów, z czego może co dziesiąty ją pobierze. Jeśli będzie dobra, to może ona też przez kolejne lata wypływać na innych serwisach lub blogach o wiadomej tematyce ku uciesze kolejnych osób.

Dużo bardziej niebezpieczne jest stanie się bohaterem mema (i pośmiewiskiem netu), co prawdopodobnie przyniesie podobnego poziomu ujmę.

Jeszcze bardziej niebezpieczne jest, że któryś z twoich znajomych zobaczy twój obciach. Wówczas najesz się nieprzyjemności…

Kradzież tożsamości

Kradzież tożsamości ma miejsce wtedy, gdy ktoś podszywa się pod ciebie w Necie. Najczęściej oznacza to, że w jakiś sposób zyskał dostęp do któregoś z twoich kont np. skrzynki email, konta na Facebooku lub na Allegro i robi coś z niego…

Brzmi to strasznie, jednak w szarej, codziennej praktyce najczęściej oznacza to którąś z poniższych rzeczy:

  • Logowałeś się w jakimś publicznym miejscu i twoje konto zostało przejęte. Jesteś po uszach w tarapatach. Twoim przypadkiem zajmiemy się za dwa punkty.
  • Nie wylogowałeś się i do twojego komputera dobrał się jakiś (fizyczny lub mentalny) gówniarz i robi Ci dowcipy.
  • Na twoim kompie zagnieździł się „robak” typu „reklamiarz” i rozsyła w twoim imieniu jakieś głupie dane.

Rezultaty drugiej i trzeciej „przyjemności” są pospolitym tematem plotek w mojej pracy. Niesamowite są dwie rzeczy: że mimo liczby tego typu zdarzeń ludzie ciągle dają się na to nabierać oraz, że nie słuchają jakichkolwiek porad na ten temat. Ba! Więcej: wielu z nich nie wierzy nawet w coś takiego, jak istnienie wirusów komputerowych (ale wierzą w demonicznych hakerów NSA, którzy włamują się im na konta).

Dwa krótkie słowa: po pierwsze, jeśli tylko istnieje cień szansy na to, że ktokolwiek inny będzie mógł zalogować się na Twoje konta (nawet brat albo mama) to wylogowuj się natychmiast po zakończeniu pracy i nigdy nie zapamiętuj hasła w programie.

Po drugie: zainstaluj antywirus (i być może Firewall, choć np. dla moich znajomych mógłby się okazać zbyt trudny narzędziem) i skanuj nim co jakiś czas komputer. No niestety: większość współczesnych wirusów nie sprawia, że komputery wybuchają. Najczęściej powodują właśnie wyświetlanie się niechcianych reklam lub ich rozsyłanie. Wówczas inni użytkownicy widzą, jak np. polecasz jakąś stronę albo produkt, których wcale nie chcesz polecać.

Dostawa darmowego netu

0018_1a70_620Podobnym zjawiskiem są „dostawcy darmowego internetu”, bardzo pożyteczni ludzie nawiasem mówiąc. Na przykład ja, tydzień temu spędziłem dwie noce w hostelu surfując sobie radośnie po necie, zanim zorientowałem się, że moja noclegownia NIE MA darmowego hotspota.

To gość w klatce obok miał niezabezpieczony router.

Router, którym dysponuję, wybierany w sklepie na zasadzie „to pan mi powie, który jest najtańszy” daje zasięg transmisji rzędu nawet 300 metrów (przy czułych odbiornikach, przy normalnych pewnie z 50) co zapewne wystarczyłoby, żeby wychwytywały go urządzenia wyposażone w Wi-Fi na całym osiedlu bloków.

Podejrzewam, że całkiem spora ilość osób korzysta z usług tego typu „darmowych dostawców” tym bardziej, że wielu użytkowników korzysta z haseł w rodzaju „osiem ósemek” lub ciągów liczb od 0 do 9 albo w ogóle nie wykorzystuje haseł dostępu.

Nawiasem mówiąc nie tylko im się to zdarza. W moim mieście działała kiedyś legendarnie zła „radiówka” która pewnego roku zapomniała zabezpieczyć swoje usługi. W efekcie tego kto chciał ten mógł korzystać z darmowego internetu przez dobre pół roku…

Cudzy Internet

Kolejnym związanym z tematem zjawiskiem jest korzystanie z cudzego internetu. Współcześnie wiele hoteli, hosteli, barów i jadłodajni świadczy swoim klientom dostęp do darmowej sieci. Jest to bardzo przyjemny dodatek do oczekiwania na kawę lub pizzę.

Jednak prawdę mówiąc dwa razy bym się zastanowił zanim skorzystałbym tam z jakiejkolwiek usługi wymagającej logowania. Powiedzmy sobie szczerze: wątpię, by Mac Donaldsowi, Kleopatrze czy innemu Domowi Studenta Zaocznego chciałoby się okradać swoich klientów. Niemniej jednak: skąd macie pewność kto dla nich pracuje? Oraz czy naprawdę zna się na swojej robocie?

Bo powiedzmy sobie szczerze: to, że ktoś zna się na prowadzeniu hostelu lub lokalu małej gastronomii i jest na tyle pomysłowy, by wymyślić, że darmowe WiFi pozwoli mu zwiększyć obroty nie musi jednocześnie znać się na obsługiwaniu routerów. Nie zdziwiłbym się więc, gdyby spora część z nich chroniona była hasłami w rodzaju „AdminAdmin”.

Nie wiadomo też, jak wielu klientów takiego lokalu jest bardziej rozgarniętych. A wystarczy tylko jeden o złej woli, by dany sprzęt zaroił się od wszelkich możliwych spywarów, adwarów i innego diabelstwa.

Oszustwa

1437_c1b6_500Kolejna rzecz: sieć jest pełna oszustów, którzy z różnych powodów chcą nas naciągnąć na zakup różnego rodzaju produktów i usług, których nie mają zamiaru dostarczyć / świadczyć. W prawdzie w dzisiejszych czasach sieć dość mocno się pod tym względem ucywilizowała, niemniej jednak nadal jest w niej masa różnego rodzaju cwaniaczków.

Generalnie więc należy wystrzegać się trzech typów ludzi. Po pierwsze: są to osoby wystawiające do sprzedaży produkty, zwłaszcza elektronikę, o których nic nie wiedzą. Typowy tekst oszusta to „kupiłem mieszkanie / sklep w środku znalazłem taki i taki sprzęt pozostawiony przez poprzedniego właściciela, nie wiem, co to jest, nie sprawdzałem, czy jest sprawny, wystawiam w bardzo atrakcyjnej cenie”. Otóż: na 99 procent sprzęt ten jest niesprawny lub jest to sprzęt przestarzały, niezgodny z opisem. Istnieją niestety „biznesmani” którzy specjalizują się w zbieraniu złomów i wystawianiu ich na sprzedaż korzystając z tego, że np. telefon sprawny i niesprawny albo pendrive o pojemności 128 megabajtów i gigabajtów wyglądają dokładnie tak samo.

Po drugie: ludzi, którzy sprzedają bardzo atrakcyjny, markowy towar w bardzo atrakcyjnych cenach. W internecie można znaleźć naprawdę ciekawe promocje, jednak towar rzadko schodzi poniżej 30-40% swej sklepowej ceny (około 60% cen to narzut marż dla sprzedawców i dostawców, który da się obciąć). Mając do czynienia z osobami, które wystawiają jakieś bardzo atrakcyjne towary poniżej tej ceny należy trzymać się na baczności. To prawie zawsze jakiegoś rodzaju naciągacze, którzy próbują wcisnąć nam podróbki.

Wariantem tej grupy są ludzie, którzy zawyżają ceny za zwykłe, dostępne w normalnym handlu produkty, twierdząc, że to jakiegoś rodzaju unikaty, nowości lub białe kruki.

Po trzecie: istniejące krócej niż jeden rok sklepy z bardzo atrakcyjnymi promocjami. Tego typu sklepy to niekiedy przedsiębiorstwa oszustów działających wobec drugiego wzorca, tylko na większą skalę. Chodzi im tylko o to, by przyciągnąć jak najwięcej klientów, otrzymać duże zamówienia, a następnie zniknąć razem z pieniędzmi w niebycie.

Utrata komfortu pracy

Najważniejsze na ostatek. Tym, czym naprawdę może skończyć się niezbyt rozważne serfowanie po sieci to utrata komfortu pracy. Czyli mówiąc potocznie: zasyfienie komputera różnymi programami typu reklamiarzy, spybotów, dodatkowych pasków w przeglądarce, wirusów-zombie i tysięcy innych robaków, które sprawią, że nasza kochana zabawka zamiast pracować szybko i wydajnie zwyczajnie będzie mulić.

Popularny mit twierdzi, że najczęstrzym miejscem infekcji są strony z pornografią, choć osobiście mam wrażenie, że w czasach współczesnych za więcej infekcji odpowiadają różne, amatorskie stronki, strony z pirackimi filmami, domorosłe blogi etc. Sposobów na zaradzenie sobie z tym problemem jej kilka. Po pierwsze: należy mieć antywirusa. Po drugie: należy czytać w co się klika. Po trzecie: jeśli tylko inne działanie nie jest niezbędne, to należy klikać w „Nie”.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Komputery, Wredni ludzie i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „Prawdziwe niebezpieczeństwa netu

  1. Shockwave pisze:

    Z tego co pamiętam, to pan Andrzej nigdy nie wrzucił do neta zdjęcia z głupią miną. Ten facet to policjant z jakiejś małej miejscowości i to było zdjęcie ze strony komisariatu, przedstawiające całą grupę funkcjonariuszy. Ktoś je po prostu znalazł, uznał za zabawne i rozpowszechnił bez jego wiedzy i zgody, czym przysporzył mu w życiu trochę smutku i cierpienia. Ten facet nie zrobił nic złego, po prostu padł ofiarą internetowego idioty i galopującej mody na Januszów Cebulaków.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s