Przeczytane w kwietniu 2015: Moorcock, Anderson, Szymański

IMG_1214Kwiecień był dla mnie dość udanym miesiącem jeśli chodzi o czytelnictwo. Nie tylko udało mi się przeczytać aż 7 książek i 0 komiksów (przyczyna: Pillars of Eternity), to także zdołałem pokonać Stosik Popularnonaukowy radząc sobie z ostatnią, zalegającą w nim pozycją (Naukami pomocniczymi historii). Od tego momentu książki popularnonaukowe czytać będę na bieżąco, co oznacza, że pilnie trzeba ich dokupić. Chwilowo z racji braku takowych zająłem się jednak lekturą zastępczą, czyli zająłem się stosikiem anglojęzycznym. Rezultaty powinny być widoczne w przyszłym miesiącu. Na razie jednak moimi ofiarami padły następujące pozycje:

nauki-pomocnicze-historii_4867Nauki pomocnicze historii:

Ocena: 8/10

Podręcznik Szymańskiego jest jedną z tych książek, których znajomość różni historyka od fascynata. Umożliwia ona bowiem prowadzenie badań źródłowych oraz faktyczne zajęcie się dziejami, a nie jedynie wyszukiwanie sensacyjnych ciekawostek. Jednocześnie jest to dzieło praktycznie rzecz biorąc ezoteryczne, bowiem skupia się na tak nudnych szczegółach, za które zwykły laik nigdy by się nie zabrał. Czytanie tego to czysty masochizm i nie będę nawet udawał, że zrobiłem to w całości. Powiem uczciwie: nic mnie nie obchodzi to, jaki krój miały litery w dokumentach za Karolingów, a jaki za Merowingów, jak wyglądały pieczęcie poszczególnych królów, jak rozróżniać znaki wodne jednego władcy od drugiego, jak ewoluowała pisownia cyfr arabskich albo jakie były typy średniowiecznych dokumentów oraz kiedy się pojawiły…

Skąd więc pomysł, żeby tą książkę kupić i czytać osiem lat po studiach?

Bo laicy tego nie robią. Ba! Laicy nie wiedzą nawet, że coś takiego istnieje. Tymczasem wśród tego natłoku nud jest całkiem sporo takich rzeczy, których gdzie indziej trudno szukać, a dla laików mogą być ciekawe. Przykładowo:

  • Historia książek, księgarstwa i bibliotek
  • Historia cenzury
  • Sposoby kształtowania się imion i nazw własnych w języku polskim czyli rozwiązanie odwiecznego problemu pisarzy i RPG-owców
  • Opis dawnych więzień i szubienic
  • Dawny system monetarny, miary i wagi (niestety, cenników, na które miałem nadzieję tu nie znalazłem)
  • Techniki fałszowania monet
  • Różne ciekawostki związane ze starymi księgami, dokumentami i pracą bibliotekarzy
  • Metody datowania ksiąg, dokumentów i rękopisów

Czyli rzeczy, którymi będę bombardował książkowe grupy Facebookowe przez następny rok.

coverbigBrudne ulice nieba:

Ocena: 8/10

Urban Fantasy o aniołach. Niebianin o imieniu Doloriel (które jego przyjaciele skracają do „Dolar”) pełniący funkcję adwokata umarłych zostaje zaplątany w bardzo paskudną aferę. Otóż niektóre dusze, miast trafiać na sąd znikają… Jako, że pierwszy raz przydarza to się właśnie w trakcie jego pracy sytuacja szybko staje się dlań nieprzyjemna…

Wokół urban fantasy było w ostatnich latach dość gorąco, gatunek zrobił się bowiem popularny, a nie mieszkalibyśmy w Polsce, gdyby nie znaleźli się ludzie, którym to przeszkadzało. Ja osobiście bardzo go jednak lubię, bowiem łączy ze sobą dwie, szalenie interesujące konwencje: klasyczną magię i miecz oraz detektywistyczno-kryminalno-sensacyjną. Jako, że na warsztat bierze równie interesujące tematy, jak przestępczość, miejskie legendy, pracę służb mundurowych oraz znajdujące się w zasięgu ręki tajemnice, jest ono równie atrakcyjny zarówno dla pisarzy jak i czytelników.

Nie da się ukryć, że Tad Williams doskonale się w nim odnalazł. Stworzył więc wciągającą lekturę, pełną barwnych postaci, ciekawych miejsc oraz zawiłych tajemnic, którą pochłonąłem w zaledwie kilka dni. Jeśli ktoś poszukuje inteligentnej rozrywki na wysokim poziomie, to powinien sięgnąć właśnie po tą pozycję.

zakazane-imperium-b-iext23371629Zakazane Imperium:

Ocena: 8/10

Mimo serialowej okładki nie jest to powieść sensacyjna, a pozycja popularnonaukowa opisująca dzieje Atlantic City od założenia miasta po czasy w zasadzie współczesne. Posłużyła ona jako inspiracja do sławnego serialu pod tym samym tytułem. Książka nie traktuje jednak wyłącznie o przedstawionej w nim epoce prohibicji i dwudziestolecia międzywojennego, ale o szerszym okresie dziejów. Poznajemy więc założycieli miasta, ludzi, dzięki którym z mało istotnego kurortu dla gruźlików stało się stolicą występku, jego czasy świetności w okresie prohibicji, powojenny upadek, a wreszcie też odrodzenie dzięki legalizacji hazardu w latach 80-tych.

Prawdę mówiąc serial nie oddaje treści książki nawet w połowie. Owszem, widać w nim dekadencję i moralne zakłamanie epoki, jednak nie czuć pełni tej obłudy. Ktoś, kto nie zna historii społecznej Ameryki nie domyśli się jaka była prawda, a okazuje się, że Atlantic City było miastem-burdelem, gdzie otwarcie lekceważono federalne i stanowe prawo, politycy byli bandytami, gangsterzy dbającymi o rozwój lokalnej społeczności wizjonerami, stróże prawa usiłujący zatrzymać przemytnika byli oskarżani o napaść (i skazywany przez sąd), natomiast groźby wysłania milicji stanowej (czyli de facto wojska) odpierano przygotowując miasto do oblężenia…

Piękne w swej grotesce.

Wadą książki są natomiast liczne wtręty o charakterze literackim, otwierające w zasadzie każdy rozdział. Coś takiego w literaturze historycznej nie powinno się zdarzać. Historia zajmuje się faktami, literatura piękna: fikcją. Tych rzeczy mieszać nie wolno.

Zaklety-miecz-bn19422Zaklęty miecz:

Ocena: 10/10

Książka o której pisałem już wielokrotnie. Urządziłem sobie do niej powrót z okazji pokonana Wielkiej Przeszkody w zeszłym miesiącu. Jak zwykle przy powtórnym czytaniu powieść wiele straciła, jednak nadal dawała dużo radości.

Podoba mi się barwny, minimalistyczny styl tej książki oraz jej zwięzłość. Autor posiadł niezwykłą zdolność przekazywania informacji bez lania wody, w efekcie czego na tych ledwie 250 stronach zmieścił tyle, że wielu współczesnym pisarzom nie wystarczyłoby na to nawet kilku tomów.

„Zaklęty miecz” opowiada wielowątkową historię Skafloka, wychowanego przez elfy młodzieńca uwikłanego w nieszczęśliwą miłość, ponurą, wojenną zawieruchę oraz konflikty między bogami. Poulowi Andersowi udało się tu utrzymać niezwykłą atmosferę nordyckich mitów, a jednocześnie uczynić z książki doskonały, świetnie czytający się i niestarzejący się utwór fantasy. Ogólnie tego autora widziałbym wśród jednych z najlepszych pisarzy fantastyki, a ten utwór nazwałbym jednym z najlepszych w jego twórczości.

200px-Krolowa_mieczyKrólowa mieczy:

Ocena: 6/10

Wiecie co? Nie lubię Moorcocka. Napisał z milion książek, połowa z nich to kanon fantasy i science fiction, ale co z tego, jeśli wszystkie są na jedno kopyto?

Po całkiem niezłym poprzednim tomie Corum zostaje uwikłany w kolejny gambit między bogami Ładu i Chaosu. Ponownie musi stawić więc czoła jednemu z tych ostatnich oraz podjąć podróż do rządzonego przezeń wymiaru, by znów ocalić swój świat.

Fabuła powieści nie porywa: po prostu jadą i walczą, czasem wygrywając dzięki mieczom, czasem czarom, a czasem dzięki podstępowi. Nieco lepiej jest z akcją, ta bowiem jest dużo ciekawsza, zdolność autora do wymyślania kolejnych lokacji i przeciwników należy docenić. Ogólnie rzecz biorąc czyta się to trochę jak zapis z sesji RPG lub grę komputerową: komnata – potwór, komnata – potwor, komnata – potwór. Ma to pewien urok, jednak obawiam się, że formula ta dość mocno została wyeksploatowana już przez autorów gier i ich literackich adaptacji, nie cieszy więc już tak jak kiedyś.

Szkoda też, że utwór ten jest dość ciężki w czytaniu z uwagi na ciągłe odnośniki do stworzonego przez autora multiwersum. O ile poprzedni tom pod tym względem był dość czysty, to tym razem autor znów namieszał, przez co lektura nie jest do końca zrozumiała.

Jak wspominałem: na pochwałę zasługuje natomiast bogata wyobraźnia pisarza. W książce tej znaleźć można wiele, zapadających w pamięć motywów. Mi osobiście najbardziej podobało się koszmarne Jezioro Głosów…

pyszne-chwasty-b-iext25497636Pyszne chwasty:

Ocena: 7/10

Książka kucharska, którą nabyłem (podobnie jak „Zapomniane Warzywa” i „Dziką Kuchnię”) raczej jako czytanki, niż faktyczne poradniki kulinarne, bowiem powiedzmy sobie szczerze, mam lepsze rzeczy do jedzenia, niż pokrzywy i tasznik (zresztą: te pierwsze smakują jak szpinak, tylko z nutą kwasu mrówkowego). Jako taka spełniła swe zadanie w sposób umiarkowany.

Jak większość książek kucharskich także i ta podzielona jest na dwa segmenty. Pierwszy to teoria, czyli opis poszczególnych, pospolicie spotykanych i uważanych za chwasty roślin, które zastosować można w kuchni. Część ta jest całkiem niezła, posiada silną podbudowę merytoryczną i stanowi zdecydowanie najlepszy element książki. Można się z niej dowiedzieć co i jak można bezpiecznie zjeść. Prawdę mówiąc właściwości kilku roślin nie były mi znane.

Część druga czyli przepisy jest już mim zdaniem gorsza. Owszem jest ich dużo, ale większość z nich, w szczególności biorąc pod uwagę tematykę tej pozycji jest bardzo konwencjonalna. Brakuje tu trochę iskry. Otrzymujemy więc ileś tam, dość typowych przepisów, które tym tylko różnią się od swoich kuzynów, że zamiast sałaty, szpinaku lub innej zieleniny użyto w nich liści pokrzyw albo mniszka lekarskiego tudzież posypano je fiołkami. Trochę mnie to rozczarowało. Widzicie: książki kucharskie mają swoją specyfikę. Owszem, zwykle dobre 80 procent zawartych weń przepisów to zwykłe dania obiadowe, śniadaniowe lub deserowe, jednak pozostałe dwadzieścia procent to prawie zawsze jakieś dania specjalne, które mają na celu nauczyć czytelnika, jak popisać się w kuchni lub też olśnić go i zachęcić do dalszej lektury. Tu takich właśnie trochę brakuje.

200px-Krol_mieczyKról mieczy:

Ocena: 5/10

Ciąg dalszy przygód Coruma. W tym odcinku nasz bohater będzie musiał stawić czoła następnemu bóstwu chaosu, by raz jeszcze uratować swój lud oraz oczywiście ocalić świat. Rozwiąże się też tajemnica dzierżonych przezeń artefaktów.

Muszę powiedzieć, że w tomie tym autor już zupełnie pojechał po bandzie. Nie tylko przesadził z wprowadzeniem elementów swojego multiwersum i ponownie dokonać wykładu na temat jego wizji wszechrzeczy, to jeszcze dodatkowo otrzymujemy crossover z jego innymi dziełami, a dokładniej cyklami o Wiecznym Wojowniku i Elryku z Melnibone.

Nie dość, że jak zwykle w takim wypadku dzieło jest niezrozumiałe, bez znajomości poprzednich części (czy też raczej: kompletu bibliografii Moorcocka, bo z tego, co przeczytałem wynika jasno, że wpakowano do niego także elementy cyklu o Złodziejach Snów oraz cyklu Glorianny, naszpikowany jest też odniesieniami do cyklu Hawkmoona), to dodatkowo jest jeszcze nudne. Wynika to z faktu, że stanowi retelling opowieści o Znikającej Wieży, przy czym napisany tym razem z punktu widzenia Coruma (oprócz tego opowieść ma też swoją wersję widzianą oczami Elryka i Erokese).

Ogólnie rzecz biorąc wygląda to jakby Moorcock w pewnym momencie zaczął pisać fanficki do samego siebie. Kiepsko to wygląda, więc nie polecam.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Książki, Przeczytane i oznaczony tagami , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „Przeczytane w kwietniu 2015: Moorcock, Anderson, Szymański

  1. Nika pisze:

    Od dawna chciałam przeczytać „Brudne ulice nieba”, ale jeszcze nie trafiłam w bibliotece na tę książkę. Koniecznie muszę to nadrobić 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s