Przeczytane marzec 2015: Musashi, Zelazny, Platon

marzecMarzec był całkiem udanym miesiącem pod względem przeczytanych książek. Planowałem zakończyć go z dużo lepszym wynikiem: dziwięciu przeczytanych pozycji, niestety tradycyjnie już zaklinowałem się na Fionawarskim Gobelinie, co niestety zmusiło mnie do rezygnacji z co ambitniejszych planów. Podobnie czytanie jednej z książek popularnonaukowych okazało się niemożliwe z przyczyn zewnętrznych w czasie tak szybkim, jak miałem nadzieję. Tą zakończę prawdopodobnie po wielkanocy. Mimo to udało mi się pochłonąć aż siedem pozycji, z których znaczna część była dość gruba oraz jeden komiks. Pozostałe komiksy jakie miałem nadzieję zmęczyć również zginęły w walce z Fionawarem. Na szczęście jednak ich ofiara nie poszła na darmo i „Wielka Przeszkoda” została sforsowana.

Tym razem moimi ofiarami były:

7e1242c0730cf7dafdcd3d19eebc1f53eb5dWyprawy wikingów:

Ocena: 6/10

Powiem uczciwie: kupiłem tą książkę, bo A) kosztowała mniej niż 10 złotych B) po opisach w Internecie byłem przekonany, że będzie to pozycja o najazdach wikingów i podbijaniu, czyli, że tak powiem ich działalności statutowej. Niestety po jej bliższym przyjrzeniu okazała się ona pozycją o odkrywaniu Ameryki przez owych. Czyli tak naprawdę o epizodzie w dziejach, który pozostał dla świata zupełnie bez znaczenia. Książka ta leżała więc u mnie prawie dwa lata nim zabrałem się za jej lekturę.

I powiem szczerze: miałem rację zwlekając. Niestety Wyprawy Wikingów są po prostu próbą rozebrania na drobne bardzo mało znaczącego wydarzenia, w której autor de facto analizuje linijkę po linijkę każdy ustęp Sagi o Grenladczykach. Efekty tego nie są porywające.

Tak naprawdę najciekawszymi elementami książki są dodatki, choć i to nie wszystkie. Obok bowiem geograficznej analizy wybrzeża (nudnej jak diabli) otrzymujemy bowiem rozdział o normańskich statkach oraz metodach nawigacji, które rzucają jakieś tam światło na okres. Niemniej jednak nie wystarczy to, by uczynić lekturę pasjonującą.

Może dla nie-historyków szukających sensacji w rodzaju „to nie Kolumb odkrył Amerykę” będzie to lektura ciekawa. Mnie osobiście wynudziła.

ksiega-pieciu-kregow-b-iext11084657Księga pięciu kręgów:

Ocena: 6/10

Cytując notę redakcyjną: „Zachodni wydawcy Gorin-no sho nie przepuścili żadnej okazji, by przyciągnąć uwagę możliwie szerokiego grona odbiorców. Na obwlucie pojawiło się nowe hasło skierowane do biznesmenów, twierdzące, jakoby „Księga pięciu kręgów” była „japońską odpowiedzią na harwardzkie podręczniki biznesowe dla amerykańskich elit korporacyjnych”. Kanoniczny charakter dzieła potwierdza tekst z tylnej okładki mówiący, iż „japoński przedsiębiorca nie korzysta z azjatyckiego odpowiednika Harwardzkiej Szkoły Biznesu, tylko uczy się, pracuje i żyje według wskazań zawartych w mitycznej niemal książce napisanej w 1645 roku przez wielkiego samuraja, Miyamoto Musashiego”. To śmiałe zdanie, niewątpliwie godne nagrody w dziedzinie twórczości przejaskrawionej, każe nam wierzyć, że Gorin-no sho to co najmniej japoński odpowiednik „Czerwonej książeczki” przewodniczącego Mao.”

Faktycznie „Księga pięciu kręgów” stała się popularna w Japonii kilka lat po tym, jak zyskała sławę na zachodzie. Nie trudno się temu dziwić wiedząc jakiego rodzaju jest wynalazkiem. To tajny testament pragmatycznego samotnika przeznaczony wyłącznie dla uczniów. Nie zawiera niczego odkrywczego ani nowego, a tym bardziej sekretnego. To po prostu przesłanie dla uczniów, uzupełnione o krótki regulamin szkoły walki i zupełnie bazowy elementarz szermierki. Lektura tego nie urzeka. Mimo to była ciekawym doświadczeniem.

Powoduje to główny morał książki, zupełnie inny od narosłych wokół niej legend. Głosi on „sztuki walki pełne są ezoterycznego bełkotu, a spora część nauczycieli to hochsztaplerzy próbujący sprzedawać Wam kit. Zachowajcie sceptycyzm i nie dajcie sobie robić wody z mózgu.”

Jak widać po pierwszym akapicie tej opinii: przesłanie to nie zdezaktualizowało się od czasów Musashiego ani o jotę. Niewątpliwie mądrość ta może być przydatna zarówno w biznesie jak i w każdym innym aspekcie życia.

ksiezyc_nad_soho_dKsiężyc nad Socho:

Ocena: 8/10

Kontynuacja bardzo przyjemnych „Rzek Londynu”. Ponownie przyjdzie nam śledzić losy służącego w brytyjskiej policji czarodzieja. Tym razem okazja ku temu trafi się w związku z trwającym w tytułowym Socho śledztwem dotyczącym serii tajemniczych, nie do końca naturalnych zgonów muzyków jazzowych.

O ile w wypadku pierwszego tomu miałem mieszane uczucia, bowiem styl, w jakim był napisany był odrobinę nierówny, mimo, że sama powieść była wyjątkowo wciągająca, tak w tym tomie autor rozwija w pełni swoje zdolności, a śledzenie fabuły pozbawione jest zgrzytów. Sama akcja książki staje się bardziej wielowątkowa i przy tym gęstsza, atmosfera nabiera powoli owego mrocznego charakteru typowego dla czarnych kryminałów (choć nadal pozostajemy w kolorowym świecie urban fantasy rodem z Harrego Pottera). Wielkim atutem ksiąski są też barwne postacie i atmosfera Londynu: miasta w którym historia i tradycja splatają się w jedno z nowoczesnością i nurtami wielu kultur.

O ile poprzedni tom wydawał mi się godnym, lecz mimo wszystko słabszym konkurentem cyklu o Harrym Dresdenie, tak ten moim zdaniem jest dlań równym przeciwnikiem. Z niecierpliwością czekam więc na kolejne części.

jack1Widmowy Jack

Ocena: 8/10

Stara, ale ważna dla gatunku powieść Rogera Zelaznego, klasyfikowana zwykle jako fantasy, lecz faktycznie nie dająca się łatwo zaszufladkować. Głównym bohaterem jest tytułowy Widmowy Jack, Pan Cieni, złodziej, oszust i egoista. Trudno powiedzieć: człowiek czy istota demoniczna.

Już za życia autora powieść ta budziła kontrowersję. Z jednej strony inspirowała wielu innych pisarzy i zdobyła szereg nagród. Z drugiej: była mocno krytykowana, autora bowiem trudno nazwać geniuszem gatunku, a co najwyższej (bardzo) sprawnym rzemieślnikiem, sama książka posiada też niestety wiele niedociągnięć.

Jak wiele postaci Zelaznego także i Jack jest triksterem oraz Szekspirowskim łotrem, a przy okazji reprezentuje wysoki poziom mocy, mogący być sklasyfikowany jako boski. O ile jednak większość z jego postaci było raczej pozytywnych, tak on, mimo, że początkowo z nim sympatyzujemy okazuje się wyjątkowo antypatycznym. Książka stanowi niemal studium egoizmu i bezduszności.

W efekcie tego powieść okazuje się wyjątkowo ponura i mroczna. W moim odczuciu brakuje w niej nieco puenty, a zakończenie w najlepszym razie średnie. Jest to dość zaskakujące, tym bardziej, że sam Jack rozwijany jest co najmniej konsekwentnie, a jego działania są jak najbardziej odbiciami jego natury, która po prostu zyskuje z czasem coraz większe możliwości realizowania siebie. Jack przebywa drogę identyczną, jaką musiał przebyć Sauron od Wojny Gniewu do stworzenia Jedynego Pierścienia.

Warto zwrócić też uwagę na bardzo ciekawą konstrukcję świata, łączącego w sobie cechy zarówno science fiction i fantasy.

panstwo-a,pd,212073Państwo

Ocena: (książka poza klasyfikacją)

Genialna książka… Nic nie zrozumiałem…

A tak na serio, to nie wiem, co mi strzeliło do głowy tą książkę kupować. Jeszcze dziwniejsze jest, że zrobiłem to całkiem na trzeźwo. Jednak skoro już było, to trzeba to było przeczytać, zwłaszcza, że w kolejce popularnonaukowej pozostały już tylko dwie pozycje.

O treści „Państwa” słyszał chyba każdy. Dla przypomnienia: po śmierci swego mistrza Sokratesa filozof ten, ciągle będąc pod wpływem szoku zaczął snuć swoje rozważania o idealnym państwie rządzonym przez cnotę. Na długie wieki zdefiniowały one nauki polityczne.

Z dzisiejszego punktu widzenia tezy Platona są całkiem nie do przyjęcia, bardziej typowe są dla totalitaryzmu, niż społeczeństwa obywatelskiego o liberalno-demokratycznym nawet nie wspominając. Niemniej jednak w opinii tej nie ma niczego odkrywczego, natomiast sam projekt Platona jest ogólnie znany. Wydaje się, że autor rozumie konsekwencje swego myślenia, bowiem w wielu miejscach ucieka od swej wizji, zaznaczając, że nie ma na myśli realnego programu politycznego, tylko wizję państwa, które każdy „powinien zbudować w swym sercu”.

Sama książka, nawet jak na traktat filozoficzny jest bardzo trudna w czytaniu. W dużej mierze wynika to ze sposobu, w jaki została spisana. Jest to dialog, a nie wykład, tak więc autor swoje poglądy wrzuca w usta wielu postaci, często, dla dodania sobie powagi posiłkując się postacią swego mistrza Sokratesa. Liczne stylizacje, wtrącenia oraz liczne ochy i achy „Jakie to było głębokie Sokratesie” lub „Jakiś ty mądry i przenikliwy Sokratesie” jakie podnoszą postacie po co ważniejszych wypowiedzieć dodatkowo komplikują lekturę.

117805Erystyka:

Ocena: 8/10

Słynna i kontrowersyjna książka Schopenhauera stanowiąca przewodnik po technikach wygrywania dyskusji, bez względu na to, czy ma się rację, czy nie. Zawiera 38 zawsze pewnych sposobów i metod zwycięstwa.

Książka ta jest co najmniej niepozorna, posiadane przeze mnie wydanie liczy około 150 stron, z których 40 to przedmowa i przypisy. Ta pierwsza została niezmieniona od momentu opracowania książki w latach 70-tych i jest rażąco anachroniczna. Liczne w niej odwołania do dialektyki marksistowskiej sprawiają, że trudno uwierzyć iż ma się do czynienia z pozycją wydaną po roku 2000.

Sama lektura jest niezwykle ciężka, widać, że jedynym odbiorcą, jaki interesuje autora byli akademicy. Pełno jest w niej łacińskich i greckich wtrętów, tak więc przeczytanie jej jest swego rodzaju wyzwaniem.

Mimo to uważam, że warto to zrobić, gdyż książka ta jest zwyczajnie pomocna w życiu. Ułatwia zrozumienie technik manipulacji i nieuczciwej argumentacji, co zwyczajnie umożliwia obronę przed nimi, zmniejszając podatność na reklamową, polityczną czy światopoglądową indoktrynację.

Brakuje w niej w prawdzie moim zdaniem jednego, ważnego wybiegu (tzn. „odwrót pod osłoną wyższej sprawy” na zasadzie np. „Ja chciałem / chciałam zadbać o porządek na forum, ale brudasy i syfiarze mnie pokonali”), niemniej jednak osobiście umieściłbym tą książkę na liście lektur obowiązkowych w liceum. To pozycja, która naprawdę poszerza świadomość.

13e0fe819cFionawarski gobelin

Ocena: 5/10

Znacie to uczucie, gdy czytanie dobrą, wciągającą książkę i gdy zarywacie noc, bo chcecie przeczytać jeszcze jedną stronę i zobaczyć co jest dalej? Cóż… Fionawarski gobelin mi tego uczucia nie dostarczył. Przeciwnie wręcz, główną przyczyną z której męczyłem się z tym „dziełem” od października zeszłego roku był efekt zgoła odwrotny: mając do wyboru czytać tą książkę lub pospać piętnaście minut dłużej zwykle wybierałem to drugie. Guy Gavriel Kay okazał się bowiem nieprzeciętnym nudziarzem.

Powieść tą można streścić jako „Władca pierścieni” Tolkiena spotyka „Białą boginię” Gravesa. Oto gromada młodych ludzi zostaje przeniesiona do obcego świata, w którym zostają wciągnięci w wojnę ze złem typu „Buhahaha” mimo, że (poza Jennifer) nie mają do tego żadnego, osobistego powodu.

Walka ta szczególnie ekscytująca nie jest, polega głównie na tym, że postacie podróżują z punktu w punkt i tu odprawia rytuał, tam odprawią rytuał… Wszystko to w towarzystwie dętych problemów, cudzych romansów z przed tysięcy lat oraz bełkotu. Ogromną wadą książki są bardzo słabo nakreślone postacie, które de facto nie maja celów w udziale w konflikcie innych niż „bo mój ojciec wysadzał mosty na wojnie” albo „bo sto inkarnacji temu byłem dzieciobójcą”. Nawet Maugrim wypada blado, tak naprawdę nie czuć jego zła i wcale nie jest przedstawiany w gorszym świetle niż cała gromada wymagających ludzkich ofiar i samookaleczeń, jakoby dobrych bóstw. Ot zwykły narcyz na placu zabaw dla sadystów.

Bardzo niepotrzebnie też moim zdaniem do tego dzieła wpleciono też wątek arturiański. Tym bardziej, że Artur jest tutaj chyba najmniej atrakcyjną postacią. Łazi tylko z kąta w kąt i powtarza „Ach! Jaki ja jestem przeklęty!” oraz „Oj, zaraz coś mnie zabije!”. Nawiasem mówiąc narzekanie na różne klątwy, brzemiona i trudy przeznaczenia. Już nawet Elryk mniej marudził. Najgorszymi męczybułami w tym towarzystwie są chyba Kimberly i Galadan.

Słabe jest też zakończenie. Znaczy się: jest ono typowo Tolkienowskie i wykończenie Wielkiego Zła polega ponownie na dostarczeniu odpowiednich artefaktów we właściwe miejsce. Artefakt pojawia się na perwszych stu stronach i na pewno domyślicie się, o który chodzi. Na wypadek gdybyście się nie domyślili na końcu tekstu zostawiłem spojler.

Pozycja raczej słaba, nie warta poświęconego czasu.

51XM3dDtcAL._SY344_BO1,204,203,200_Fables vol.4 March of the Wooden Soldiers

Ocena: 10/10

Jedyny komiks który udało mi się przeczytać w tym miesiącu. Oraz prawdopodobnie najlepszy tom „Baśni na wygnaniu”, który wydano (choć osobiście kocham też „Homeland”,
„Sons of Empire” oraz „War and Pieces”).

Pierwsze strony albumu wypełnia historia zatytułowana „Last Castle” opowiadająca historię obrony tytułowego Ostatniego Zamku przed siłami Adwersarza. Była to pierwsza historia z uniwersum Fables In Exile, jaką przeczytałem, niemniej jednak urzekła mnie ona od samego początku. Dużo tu dynamicznych scen akcji, smoków, potworów, bohaterstwa, poświęcenia, tragedii i emocji. Już za sam ten rozdział wystawiłbym komiksowi bardzo wysoką notę.

Gdy tylko obrona Ostatniego Zamku kończy się do Fabletown przybywają niespodziewani goście, a wraz z nimi nowa fala chaosu, groźniejsza od którejkolwiek wcześniejszej. Opowieść zmienia też konwencję i z dość typowego urban fantasy typu „nieznany świat obok nas” zmienia się w inteligentną i na swój sposób epicką, a na pewno pomyślaną z wielkim rozmachem fantasy.

Po trzecie w tomie tym swój prawdziwy debiut przeżywa wiele ważnych i częstokroć naprawdę świetnych postaci: Babcia Totenkinder lepiej znana światu jako Zła Czarownica, Adwersarz (którego samego nie widzimy, ale po raz pierwszy naprawdę czujemy jego obecność) czy tytułowi Drewniani Żołnierze.

Naprawdę świetny tom.

A niżej, by oddzielić spoiler od normalnego tekstu przykładowa plansza z komiksu:

lastfables2

* Emosztylet.

Advertisements
Ten wpis został opublikowany w kategorii Książki, Przeczytane. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „Przeczytane marzec 2015: Musashi, Zelazny, Platon

  1. Wiktor pisze:

    Fionawarski gobelin
    5/10
    Po przeczytaniu opinii zastanawia mnie czemu aż tyle?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s