Przeczytane luty 2015: Graves, Aaronovitch, Moorcock

luty2015Luty był miesiącem nieco lepszym niż styczeń. W prawdzie był krótszy, jednak tym razem byłem zdrowy. Uzyskany tym sposobem czas wykorzystałem czytając aż jedną książkę więcej. Napocząłem dwie, przy czym jedna to niestety problem dyżurny, czyli Fionnowarski Gobelin, z którym zmagam się najmniej od października, z postępami nieznacznymi. Drugą były Wyprawy Wikingów, które prawie udało mi się skończyć na czas (książka padła ostatecznie 1 marca).

Prócz tego wystartowałem z akcją czytania komiksów. „Fables” czyli „Baśnie na wygnaniu” mam w swoich zbiorach już od jakiegoś czasu i czytam obecnie trzeci raz. Powód ku temu jest podwójny. Mianowicie: na początku miesiąca przyszła do mnie paczka z brakującymi mi do kolekcji tomami i postanowiłem sobie odświeżyć lekturę. Po drugie: w tym roku mają wyjść dwa ostatnie zeszyty serii. Trzeba więc przypomnieć sobie o co w niej chodziło, by móc ją godnie pożegnać.

Niewolnictwo

niewolnictwoOcena: 8/10 (+1 jeśli olewacie nowożytność)

Czyli pierwsza w tym miesiącu książka (popularno)naukowa, napisana przez wybitne małżeństwo historyków. Tym razem bierzemy na tapetę wymarły już zwyczaj, który towarzyszył ludzkości od jej zarania: niewolnictwo oraz zmiany jakim podlegał na przestrzeni wieków.

Naszą przygodę z tym systemem rozpoczynamy w czasach starożytnych, a dokładnie w jego największym momencie rozkwitu: w czasach Cesarstwa Rzymskiego. Następnie przechodzimy do średniowiecza, gdy niewolnictwo rzekomo przeżywało swój schyłek (co, jak okazuje się z książki nie jest do końca prawdą), oraz czasów nowożytnych i niesławnego niewolnictwo amerykańskiego. Poznajemy też społeczne i ekonomiczne zmiany, jakie zaszły w postrzeganiu procederu.

Okresom tym poświęcono nierówną ilość uwagi. Tak więc niewolnictwo starożytne i średniowieczne otrzymują po około 40% objętości książki. Proceder nowożytny natomiast został potraktowany po macoszemu. Może to wydawać się dziwne, jednak patrząc na specjalizacje autorów (Izabela Małowist była starożytniczką, a jej małżonek mediewistą) nie dziwi. Zwyczajnie nie musieli przecież znać się na wszystkim.

Mi osobiście to nie przeszkadza. Dla mnie historia kończy się bowiem w XVI wieku, by zacząć ponownie po I wojnie światowej. Tak więc książka poruszała najważniejsze w moich oczach aspekty zjawiska.

Negocjator

negocjatorOcena: 8/10

Kolejna biografia faceta, który wsławił się posiadaniem oryginalnego, niebezpiecznego zawodu dostępnego wyłącznie dla nielicznych twardzieli. Tym razem naszym bohaterem jest lekarz-psychiatra, który jednocześnie zawodowo zajmuje się negocjacjami z porywaczami.

Książki tego typu bywają różne: czasem trafiamy na człowieka, który rzeczywiście ma wiele do opowiedzenia i potrafi to w zajmujący sposób zrobić. Czasem natomiast na gościa, który, mimo, że spędził życie na niebezpieczeństwach potrafi jedynie nudzić. Tym razem trafia się nam pracoholik, który z jednej strony sypie anegdotami o swojej pracy jak z rękawa, co czyni tą książkę jedną z ciekawszych przedstawicielek swojego gatunku.

Z drugiej natomiast jest to bardziej maszyna do rozwiązywania cudzych problemów, niż osoba żyjąca na własny rachunek. Bardzo niewiele dowiadujemy się o jego życiu prywatnym. Tylko czasem z jego ust padają pojedyncze urywki o tym temacie. Żona, dzieci, rozwód: te kwestie praktycznie dla niego nie istnieją.

Cóż, widać, że są różni ludzie…

Dla tego akurat faceta całym życiem jest negocjowanie z terrorystami.

Rzeki Londynu

rzeki-londynuOcena: 7/10

Urban Fantasy czas jakiś temu zrobiło się popularnym gatunkiem, czemu nie powinniśmy się dziwić, łączy w sobie bowiem stylistykę i najlepsze cechy przynajmniej trzech, bardzo nośnych gatunków: fantasy, powieści kryminalnej (lub sensacyjnej, zależnie od wydania) oraz miejskich legend. Jest więc zarówno czym zainteresować czytelnika, jak i o czym pisać.

Tym razem przenosimy się do Londynu, gdzie poznajemy młodego, ambitnego policjanta, który odkrywa w sobie magiczne moce. Pod opieką czarodzieja-mentora musi on poznać nadprzyrodzone sekrety brytyjskiej stolicy i rozwiązać tajemnice brutalnych zbrodni.

Ogólnie rzecz biorąc książka ta jest takimi Aktami Dresdena, w wersji o ton słabszej, o ton mniej zabawnej i o tyle samo mniej fatalistycznej. Daleko jej od literackiego geniuszu, jednak żywe pióro i lekki styl sprawiają, że bez większych oporów przyswajałem akcje, a całą książkę niemal pochłonąłem. Jeśli więc lubicie urban fantasy, to polecam wam tą pozycję z całego serca.

Biała bogini

Biala-BoginiOcena: 8/10

Słynny esej Gravesa dotyczący dawnych wierzeń na terenie Europy i lansowanego przez niego, prehistorycznego kultu bogini-matki. Książka, którą trudno nazwać naukową, ale dla wielu neopogan, rodzimowierców i Wiccan jest czymś w rodzaju Biblii. Ja osobiście zaliczyłbym ją do gatunku fantasy i tak będę ją oceniać.

Otóż: zarówno rozważania, jak i metody pracy (może poza tym rozdziałem, w którym autor przyznaje, że się naćpał) oraz wnioski, jakie wysnuwa z nich Graves są jak najbardziej interesujące. W szczególności trafne wydają mi się jego spostrzeżenia dotyczące kultury Morza Śródziemnego, Rzymu, Grecji, Syrii i Palestyny oraz ślady wspólnych wątków w ukształtowanych w nich religiach. Oraz obserwacja trwania tych wątków w religii chrześcijańskiej.

Z punktu widzenia historyka oczywiście dywagacje Gravesa na ten temat są niemożliwe do przyjęcia, bowiem brakuje im oparcia w źródłach i innych świadectwach materialnych. Niemniej jednak: wierzenia faktycznie MOGŁY wyglądać tak, jak on pisze. Wiele wskazuje na to, że religia starożytnej Grecji, Lidii i Syrii jest spokrewniona. Z całą pewnością religia hebrajska początkowo była politeizmem, nawet biblia potwierdza też, że przenikała się z ościennymi kultami, a droga do monoteizmu zajęła jej stulecia. Kulty Rzymskie również na równe sposoby znalazły się pod jej wpływem.

Samo współczesne chrześcijaństwo również różni się od chrześcijaństwa apostołów. Jedno i drugie pełne było wszelkich ruchów synkretycznych, prób oczyszczenia go oraz naleciałości obcych wartości.

Badania lingwistyczne nad przytaczanymi przez niego, staroirlandzkimi poematami wydają się równie interesujące, podobnie jak próby ich rozszyfrowania oraz dotarcia do ukrytej za nimi, tajemnej symboliki również są bardzo ciekawe. Wyłania się z nich system, który faktycznie wydaje się mieć sens i układać w spójną postać. Stanowi on całkiem interesującą propozycję i w odróżnieniu od typowej, mechanicznej magii fantasy rzeczywiście wygląda on tak, jakby w środku było coś mitycznego sensowego oraz mającego ręce i nogi.

IMHO najsłabszym elementem wywodu Gravesa jest założenie prehistoryczności i wszecheuropejskości kultu Bogini. Fakt, że przetrwał on w legendach irlandzikich (o ile faktycznie przetrwał) i łączy się z kultami greckimi, a nawet egipskimi wcale nie jest dowodem jego uniwersalnego, dalekiego zasięgu. Wręcz przeciwnie, jestem w stanie wskazać jego znacznie mniej karkołomne, potencjalne źródło w postaci kultu Izydy. Izyda jak wiadomo była boginią egipską, którą w epoce hellenistycznej utożsamiono z wieloma boginiami greckimi. Jej kult rozpowszechniony został na całe Cesarstwo Rzymskie, w którym stała się jedną z najpopularniejszych religii. Jej sanktuaria znajdowały się między innymi na Wyspach Brytyjskich i Północnej Francji. Sam kult przetrwał jawnie natomiast do VI wieku naszej ery.

Tak więc wspomnienia Bogini-Matki obecne w irlandzkich legendach wcale nie muszą mieć pochodzenia prehistorycznego.

Kawaler mieczy

kawaler-mieczyOcena: 7/10

Pierwszy tom cyklu Corum. Przenosimy się do świata zamieszkanego przez trzy rasy o tak skomplikowanych nazwach, że ani przepisać się tego nie da, ani wymówić, przy czym jedna jest odpowiednikiem ludzi, a dwie pozostałe to tajemnicze, nieśmiertelne istoty.

Jak to zwykle u Moorcocka bywa historia opowiada o walce między kosmicznymi siłami Chaosu, Prawa i Równowagi oraz losach reprezentującego tą ostatnią Wybrańca. Tym razem rola ta przypada księciu Corumowi W Czerwonym Płaszczu, ostatniemu z przedstawicieli jednej z wymienionych ras. Opowieść w wielu miejscach przypomina historię Elryka, przy czym tym razem to ludzie są czynnikiem Chaosu, a dawne rasy agentami Prawa, w odróżnieniu od dekadenckich i nieokiełznanych przodków owego bohatera nadmiernie racjonalnymi.

Corum jest też przykładem staroszkolnego fantasy, otrzymujemy więc potężnego bohatera uzbrojonego w magiczne artefakty, który podróżuje przez świat (a raczej światy) walczy z potworami, mierzy się z bogami i jednocześnie przeżywa różnego rodzaju cierpienia i upokorzenia. Książkę trudno nazwać genialną, jej styl jest bardzo oszczędny, ale jednocześnie czystszy niż w miejscami trudnym do zrozumienia Elryku (albo też może po prostu książka ta jest lepiej przetłumaczona). Wydaje mi się też lepiej napisana od wymienionego.

Fables 1: In Exile

Fables1Ocena: 7/10

Powody by zabrać się za ponowną lekturę Fables miałem trzy: po pierwsze kolega zaczął mnie namawiać na grę „Wolf Among Us!” (fajna, jeśli macie Tablet / Smartphona możecie ściągnąć „pierwszy rozdział” ze sklepu Google Play za darmo) o dwóch pozostałych już pisałem. Tak więc postanowiłem sobie przypomnieć ten, jakże świetny komiks.

Fables nie zaczyna się zbyt obiecująco. Przeciwnie, pierwsze trzy tomy są skrajnie typowym, choć dość fatalistycznym Urban Fantasy, akcja nabiera rumieńców dopiero w tomie czwartym, przez wielu uważanym zresztą za najlepszy.

Fabuła: w jednej z dzielnic Nowego Jorku żyją sobie bohaterowie baśni, wygnani ze świata (a raczej: światów) magii przez złowrogiego Adwersarza. Książęta i chłopi, potwory i ludzie, czarodzieje i cieśle tworzą społeczność uchodźców, jak tysiąc innych, egzystujących sobie spokojnie, gdzieś w cieniu owego miasta. Spokój ów pryska za sprawą krwawej zbrodni. Pełniący rolę stróża prawa Wielki Zły Wilk wraz z królewną Śnieżką rozpoczynają śledztwo…

Fables 2: Animal Farm

fables2Ocena: 7/10

Tom drugi Fables przenosi nas na tytułową Farmę, czyli ukrytą za zasłoną zaklęć enklawę, w której ukrywają się nieludzcy zbiegowie ze świata baśni: olbrzymy i karzełki, gobliny, trolle, smoki i mówiące zwierzęta. Izolacja i brak kontaktu ze światem nie wpływa dobrze na ich morale i zwierzęta przygotowują się do zrzucenia władzy ludzkich baśni…

Prawdę mówiąc tom ten, mimo, że pojawiają się w nim koncepcje i informacje kluczowe dla przyszłych zeszytów ponownie nie urwał mi głowy. Niestety należy potraktować go jak nudny prolog do wiele lepszej całości.

Fables 3: Storybook of Love

fables3Ocena: 6/10

Trzeci zeszyt Baśni jest jednocześnie najsłabszym ze wszystkich. Wielki Zły Wilk i Królewna Śnieżka, wspomagani przez kilka innych, pomniejszych postaci muszą stawić czoła spiskowi Złotowłosej i Sinobrodego. Jednocześnie swoją własną grę prowadzi egoista, wieczny narcyz, uwodziciel i wielokrotny rozwodnik imieniem Książę Uroczy.

Tom ten trudno nazwać porywającym, stanowi raczej konsekwentne zamknięcie wydarzeń z poprzednich dwóch i rozpoczyna sekwencję zdarzeń mającą otworzyć dwa kolejne. Do jaśniejszych jego stron należy natomiast opowieść o liliputach i jęczmiennych pannach.

Advertisements
Ten wpis został opublikowany w kategorii Książki, Przeczytane. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s