Przeczytane styczeń 2015: Martin, Zelazny, Cook, Totman

styczen2015

W styczniu udało mi się utrzymać poziom czytelnictwa na stałym, wysokim poziomie wyrabiając kilkaset procent narodowej normy. Dokładniej: przeczytałem cztery książki, co jest wynikiem IMHO dobrym, zważywszy na to, że a) do statystyki nie wliczam książek kucharskich b) miałem zapalenie krtani, które wyjęło mi z życiorysu dwa tygodnie, albowiem siły nie mając oddychać spałem całe dnie. Wynik byłby prawdopodobnie też dużo lepszy, gdyby nie fakt, że sporą część reszty miesiąca znęcałem się nad Historią Japonii, która była lekturą dość długą. Prócz tego udało mi się napocząć jedną książkę, której lekturę ukończyłem jednak już 4 lutego… Cały czas męczę się z kolejnym, napoczętym i niemożebnie trudnym do zjedzenia posiłkiem, to jest z Fionnowarskim Gobelinem.

Tak więc w tym miesiącu moją ofiarą padły następujące pozycje:

Historia Japonii

Ocena 8/10

historia_japoniiKsiążka, której czytanie pochłonęło mi sporą część grudnia i drugie tyle stycznia. Lektura dość ciężka, zarówno wagomiarem (ponad 2 kilo) jak i ciężaru gatunkowego. Tylna okładka reklamuje ją jako „obszerny i nowoczesny podręcznik akademicki, cechujący się atrakcyjnością merytorycznego wykładu i przystępnością języka”. I nie powiem, pozycja ta dokładnie taka jest. Choć prawdę mówiąc jest to dość specyficzna lektura.

Po pierwsze: nie polecałbym tej książki komuś, kto interesuje się historią polityczną Japonii. Powiem uczciwie: trochę nawet się pod tym względem zawiodłem. Wyraźnie po niej niestety widać, że będę potrzebował nabyć jakieś inne opracowanie na ten temat, albowiem podręcznik skupia się raczej na warstwie społecznej i gospodarczej Kraju Kwitnącej Wiśni oraz zmian w jego środowisku naturalnym. Z mojego punktu widzenia to nawet lepiej, bowiem ten aspekt historii zawsze bardziej mnie interesował, niż polityka, kucie na pamięć imion królów i dat kolejnych bitew. Z drugiej strony: moja wiedza na temat historii japońskiej jest zwyczajnie niewielka. I niestety Totman nie poszerzył jej w takim stopniu, na jaki liczyłem.

Po drugie: książka skupia się głównie na czasach nowożytnych i im epoka bliższa teraźniejszości, tym więcej autor czasu jej poświęca. Oznacza to, że prawie połowa lektury skupiona jest na dwóch ostatnich stuleciach. Co nie musi niestety trafiać w gusta każdego czytelnika. Ja prawdę mówiąc wolałbym proporcje odwrotne.

Z drugiej strony dowiedziałem się wiele o Japonii innej, niż ta zwykle pokazywana, w tym także o rzeczach, o których nie wiedziałem, lub których istnienie tylko przeczuwałem, jak korupcja polityków i biznesmanów, różne rodzaje dyskryminacji mniejszości, walki między sektami buddyjskimi, czy bardzo prozaiczna w gruncie rzeczy historia ceremonii herbacianej.

Szalony różdżkarz

Ocena: 5/10

rozdzkarzKontynuacja „Odmieńca”, książki, która kilka lat temu bardzo mi się spodobała (głównie dzięki swej prostocie i bezpretensjonalności). Pol Detson, dziedzic smoczego władcy i złego czarnoksiężnika Lorda Det-a, po pokonaniu swego przyrodniego brata całkowicie zadomawia się w świecie magii. Rozpoczyna też poszukiwania źródeł swej mocy.

O ile „Odmieniec” był powieścią fajną, choć nieszczególnie ambitną, tak niestety „Szalony Różdżkarz” cierpi na tak zwany „Syndrom Drugiego Tomu”. Fabuła w nim wyraźnie spowalnia i niestety mętnieje, wyraźnie dążąc do kulminacji i rozwinięcia w tomach następnych. Nie byłoby to wadą, gdyby Zelazny takie napisał, faktycznie jednak dalsze części nigdy nie powstały, a pomysł serii został zarzucony. W efekcie czego zostajemy zawieszeni nad wiecznym cliffhangerem.

Ogólnie sprawia to, że czytanie tej książki, mimo dość intrygującego zawiązania akcji, ciekawego stylu i interesujących pomysłów mija się z celem. Ja ją kupiłem jedynie dla celów kolekcjonerskich.

Rycerz Siedmiu Królestw

Ocena: 8/10

rycerz_siedmiuCzyli zbiór opowiadań, których akcję osadzono w świecie Pieśni Lodu I Ognia, w czasach gdy u władzy znajdowali się Targerynowie. Opowiada o losach wędrownego „rycerza” Dunca Wysokiego i jego giermka Jajo, wędrujących razem po tytułowych Siedmiu Królestwach.

Rycerz Siedmiu Królestw jest typowym (jeśli można to tak nazwać) dziełem George R. R. Martina, podejmującym podobne tematy, jak Pieśń Lodu I Ognia. Między obydwoma książkami jest jednak kilka różnic. Po pierwsze: Rycerz nie jest aż tak okrutny i nieprzewidywalny jak oryginał, aczkolwiek fabuła nadal daleka jest od utartych schematów. No, chyba, że za taki uznać stwierdzenie, że „każdy dobry uczynek zostanie surowo ukarany”.

Po drugie tym razem autor nie skupia się też na najwyższych warstwach społeczeństwa: królach, namiestnikach prowincji i najwyższych rodach Westeros, ale na znacznie niższym poziomie: wędrownych rycerzach i pomniejszych lordach, dużo bliższych pospólstwu i nie aż tak wyniosłych jak tamci. Rzuca więc zupełnie inny obraz na znane już nam uniwersum.

W okowach mroku

Ocena: 8/10

w_okowachMam trochę mieszane uczucia odnośnie cyklu „Delegatury Nocy”. Gleen Cook niestety trochę nie potrafi wyjść poza ramy „Czarnej Kompanii”, odnoszę też wrażenie, że porwał się nieco z motyką na słońce. Przenosimy się więc do nawiedzonego przez złe moce, przypominającego Europę epoki walk z heretykami i schyłkowych krucjat świata. Przyjdzie nam tam śledzić zmagania ze starożytnymi, mrocznymi bogami, czary oraz rozgrywki polityczne toczące się zarówno na lokalnym dworze papieskim, jak i wśród lokalnych pseudo-muzułmanów.

Prawdę powiedziawszy odnoszę wrażenie, że autor przesadził nieco z settingiem oraz jego rozmachem, w efekcie czego książka pełna jest chaosu, a poszczególne wątki niekoniecznie się splatają (wręcz przeciwnie, z tomu na tom robi się ich coraz więcej), przez co lektura jest ciężka i momentami nudnawa.

Z drugiej strony nadal mamy do czynienia z całkiem udaną powieścią military-fiction, co ma swoje wady i zalety. Bohaterowie przypominają swoich odpowiedników z tamtego cyklu, towarzyszy im też zdrowy sceptycyzm, cynizm i kpina oraz wisielczy humor. Czyli wszystko, za co cenię tego autora.

Advertisements
Ten wpis został opublikowany w kategorii Fantasy, Japonia, Książki i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

3 odpowiedzi na „Przeczytane styczeń 2015: Martin, Zelazny, Cook, Totman

  1. Nie jest ich wiele, ale biorąc pod uwagę liczbę stron, jest to całkiem sporo 🙂
    Zapraszam do mnie: http://chcecosznaczyc.blogspot.com/

  2. Nika pisze:

    Mój styczeń też nie był specjalnie imponujący czytelniczo, ale w końcu nie liczy się ilość przeczytanych książek tylko to żeby trafiać na naprawdę dobre 🙂

    ksiazowy-swiat-niki.blogspot.com

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s