Przeczytane w Q4 2014: Zelazny, Parker, Gemmell, Moorcock

Zdjęcie0009(1)Rozmaite głupoty, w rodzaju studiów podyplomowych, którym musiałem poświęcać czas w czwartym kwartale tego roku sprawiły, że niestety na wiele rzeczy owego czasu mi nie starczyło. Między innymi zabrakło go na comiesięczne sprawozdanie z frontu czytelniczego. Teraz pora to nadrobić.

W trakcie ostatniego kwartału udało mi się przeczytać 16 książek i napocząć trzy (z czego jedną skończyłem już w nowym roku). Jest to wynik o tyle dobry, że tym razem postanowiłem nie wliczać do niego książek kucharskich (co pozwalałoby go podbić jeszcze o kilka pozycji) za wyjątkiem Uczty Lodu i Ognia (która jest prawie fantastyką). Po drugie: w sporej części były to rzeczy co najmniej grube. Odnosi się to także do niedobitków, które prawdopodobnie nadgonię do końca kwartału.

Cytat kwartału:

„Obce ludy zawiązały na swych wyspach spisek. Nagle znikły kraje i zostały w walce rozbite. Żaden naród nie oparł się ich broni, począwszy od Hatti, Kode, Karkemisz, Arzawa i Alaszija, wszystkie zostały zniszczone. Rozbili obóz gdzieś w kraju Amurru. Zniszczyli jego lud, a państwo znikło, jakby go nigdy nie było. Szli na Egipt, a fala ognia szła wraz z nimi. Ich związek składał się z Peleszet, Zakara, Szekelesz, Danauna i Waszesz. Położyli ręce na państwach całego świata, a serca ich były pełne wiary i zadufania!”

Inskrypcja Ramzesa III opisująca najazd Ludów Morza. Jedyne pisane źródło wyjaśniające nagły upade kszeregu bliskowschodnich cywilizacji.

historia-polskiego-smaku_175680Historia polskiego smaku:

Ocena: 7/10

Jeden z moich najświetniejszych łupów: historię polskiego smaku udało mi się dorwać w Taniej Książce za mniej niż 30 złotych. Biorąc pod uwagę, że na rynku pierwotnym książka kosztuje 89 złotych był to dobry interes.

Pod względem czytelniczym jestem nieco zawiedziony: po wydawnictwie (PWN) spodziewałem się co najmniej twardego, akademickiego opracowania. Otrzymałem natomiast pozycję popularnonaukową, czyli coś, co czyta się, by polizać temat, a nie go zgłębić.

Nie zmienia to jednak faktu, że pozycja ta jest pięknie wydana, na kredowym papierze, oprawiona w twardą okładkę, mnóstwo w niej też ilustracji i ciekawostek. Czyta się ją więc bardzo przyjemnie, jak ciekawą bajkę, nawet mimo tego, że pozostawia po sobie pewien niedosyt.

Monroe-Cassel_Uczta lodu i ognia_mUczta Lodu i Ognia:

Ocena: 8/10

Czyli promowana jakiś czas temu książka kucharska ze świata Gry o Tron. Gadżet (inni wolą nazwę: artefakt) i rodzaj projekcji fanboizmu. Autorki, prowadzące blog poświęcony uniwersum Siedmiu Królestw In at the Crossrodads spędziły dużo czasu rozgrzebując twórczość Martina, wyciągając z niej sceny uczt, następnie wzięły dawne, angielskie książki kucharskie (nie średniowieczne, a XVI i XVII wieczne) i przygotowały po dwie wersje każdej, prezentowanej u tego pisarza potrawy: „średniowieczną” i uwspółcześnioną. Co ciekawe przepisy wyglądają nawet na zjadliwie. Będę musiał kiedyś wziąć tą książkę na jakiś zjazd, zlot lub inny konwent i się pobawić.

Wydanie jest ładne i solidne. Książkę chroni twarda oprawa, w środku co jakiś czas znajdują się ilustracje, zarówno w postaci dużych, pełnostronicowych fotografii jak i niewielkich obrazków. Pozycję podzielono na sekcje, z których każda poświęcona jest innemu z Siedmiu Królestw oraz zaznaczona innym kolorem.

Najśmieszniejsze jest, że książka ta mogłaby całkiem nieźle sprawdzić się jako codzienna książka kucharska. Jeśli pominąć liczne przepisy z baraniny (która, umówmy się nie jest najpopularniejszym mięsem w polskich sklepach) większość dań można bez większego problemu przygotować i włączyć do normalnego jadłospisu.

europa-wczesnego-sredniowiecza,7314Europa Wczesnego Średniowiecza

Ocena: 4/10 (+4 dla licealistów)

„Podręcznik przeznaczony dla studentów wydziałów humanistycznych” jak głosi okładkę, napisany przez kierowniczkę sekcji Archeologia Chrześcijańska na Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie.

Uczelnia ta może nie należy do cieszących się najwyższą renomą, jednak nie spodziewałem się, że publikacja ta będzie aż tak zła. Po pierwsze: nazywanie jej „podręcznikiem akademickim” jest grubą przesadą. Pozycja napisana jest po łebkach, bardzo płytko i tak naprawdę liże każdy temat. Nie wyobrażam sobie, bym mógł po jej lekturze pójść na egzamin i go zaliczyć. Informacje są bardzo szczątkowe, w żaden sposób nie wyczerpują zagadnienia. Przeciwnie: ślizga się po zagadnieniach jak pozycja popularnonaukowa pisana dla młodzieży szkolnej.

Baza wiedzowa stojąca za książką jest jeszcze gorsza niż treść. Bibliografia jest gorzej niż skąpa, powiedzieć można wręcz, że króciutka. Autorka powołuje się na zaledwie sześć tekstów źródłowych, z których aż pięć traktuje o ziemiach Słowian (ciekawy wybór, jak na książkę, która omawia między innymi życie Franków, Anglików, Wikingów czy Galo-Rzymian), również opracowania na których bazuje w większości składają się z literatury polskojęzycznej (co niestety skłania mnie do ponowienia zarzutu wyrażonego wcześniej). Autorka chętniej niż na badaczy mogących w swoim kraju badać źródła dotyczące ludów germańskich czy wikingów chętniej powołuje się na Portal Wiedzy Onetu, co jest ciekawym, jak na podręcznik akademicki (czyli książkę służącą do kształcenia przyszłych naukowców) wyborem.

Ogromną zaletą podręcznika, która sprawia, że mimo wszystko z książki będę często korzystał jest ogromna ilość ilustracji, co w połączeniu z łatwym i przystępnym językiem oraz brakiem jakichś większych błędów merytorycznych czyni ją lekturą przydatną. Jeśli ktoś interesujecie się tematem, a nie czuje się na siłach czytać twardych opracowań, przygotowujecie się do sesji RPG, a być może nawet matury rozszerzonej z historii, to książka powinna mu się spodobać.

Jeśli poszukujecie poważnego źródła wiedzy, to niestety nie jest to pozycja dla was.

historia-starozytna-b-iext8950559Historia Starożytna

Ocena: 9/10

Czyli stare, pełne zła „trojaczki”. Necronomicon studentów historii i nauk pokrewnych, książka, przez którą o mało co nie skończyłem studiów po pierwszym roku. I prawdę mówiąc dziś, po dziesięciu latach i powrocie do lektury wcale mnie to nie dziwi. Pomijając wartość treściową dzieła, która jest ogromna: podręcznik niestety jest źle napisany. W szczególność pierwsza jej część, napisana przez profesora Marka Stępnia woła o ponowną, bardziej przemyślaną redakcję.

Problem z częścią pierwszą polega na tym, że autor dzieli ją na sekcje typu Egipt, Palestyna, Asyria, Państwo Mitanii etc. Następnie omawia dzieje każdego z tych regionów nie starając się przedstawić ich w postaci jakiegoś, konkretnego systemu. Tak więc uzyskujemy opowieść o kilkunastu oderwanych od siebie organizmach, toczących wojny z innymi organizmami, o które przedstawione nam zostaną dopiero za kilkadziesiąt stron. Prawdę mówiąc jedyny powód, dzięki któremu udało mi się zrozumieć cokolwiek z tych rozdziałów był taki, że – gdy tylko natykałem się na obco brzmiącą nazwę – sięgałem po telefon komórkowy i Wikipedię.

Pozostałe dwa segmenty, tworzone przez innych autorów są dużo czytelniejsze. Nie zmienia to faktu, że nadal jest to lektura ciężka, kipiąca wręcz od szczegółów. Pytanie brzmi: po co to więc czytać? Bo książka ta stanowi podstawową bazę wiedzową znacznej większości wyedukowanych w Polsce historyków. Czasem trzeba odświeżyć wiedzę. Zresztą, Władcy Pierścieni do pracy nie wezmę.

100-tyranow-dyktatorow-i-despotow-b-iext3794038100 Tyranów, Despotów i Dyktatorów

Ocena: 5/10

Książkę kupiłem na wypadek, gdybym jakimś dziwnym zrządzeniem losu nabawił się żony i dzieci, jako zbiór wzorców wychowawczych. Skoro już leżała dwa lata na mojej półce, to należało ją przeczytać. Zawiera krótkie sylwetki setki autokratów, których wybór niestety jest dość przypadkowy. Z jednej strony mamy tu bowiem sylwetki prawdziwych potworów, z drugiej: osób tak naprawdę zagubionych, jak faraon Enchaton czy zwykli ekscentrycy, jak Ludwik II Wittelsbach, który jako żywo niczego złego nie zrobił. No chyba, że na poczet zbrodni poczytać mu zbudowanie prototypu zamku Disneya, sponsorował Wagnera i zadłużył się w burdelach na grube miliony (co nawiasem mówiąc też robił na własny, a nie państwowy rachunek). Długo natomiast stawiał opór pruskim planom imperialistycznym.

Wszystkie osoby otrzymują krótką notkę biograficzną, traktującą o ich dokonaniach, zwykle dość po łebkach. Ogólnie rzecz biorąc jakość pozycji jest naskórkowa. Więcej przeczytać można na Wikipedii, najczęściej zresztą napisane też z większą werwą.

11311388Barbarzyńska Europa

Ocena: 9/10

Klasyk. Książka jest zestawieniem relacji o zwyczajach ludów zamieszkujących Europę w okresie wczesnego średniowiecza, z których to relacji (często pochodzących z różnych epok) autor stara się odtworzyć życie i zwyczaje ludów średniowiecznego „barbaricum”. Pod wieloma względami pozycja ta nie jest typowym opracowaniem historycznym, korzysta momentami bardziej z narzędzi pracy etnologa, niż historyka czy archeologa. Co nawiasem mówiąc czyni ją tym ciekawszą.

W tym długim i fascynującym śledztwie stopniowo zapoznajemy się z zasadami funkcjonowania dawnych państw, ich prawem, działaniem wieców, zinstytucjalizowanym prawem gościny, zbiorowej odpowiedzialności mieszkańców danych regionów, zarządzania gruntami, niewolnikami i pół-wolnymi. Pozycja fascynująca i warta polecenia każdemu miłośnikowi historii.

Ps. Nie zmienia to faktu, że jedna rzecz mi w lekturze tej książki przeszkadzała. Była to umieszczona na okładce fotografia mumii torfowej, która gapiła się na mnie pustym wzrokiem, gdy tylko brałem książkę do rąk. Szkaradzieństwo.

e8519f9f4252bce6f490fc9e8cb71e2cHistoria Życia Prywatnego T3. Od renesansu do oświecenia

Ocena: 10/10

Powiem uczciwie: renesans i oświecenie nie są moimi ulubionymi epokami. Przeciwnie: wraz z nastaniem XVII wieku w historii dla mnie robi się coraz nudniej, sztuczniej, zamordystyczniej i nieprzyjemniej. Zaczyna się bowiem „szlachetna epoka rozumu” wraz z nadejściem której długość życia skraca się, nadchodzi okres absolutyzmu i polowań na czarownice, a ludzie uchodzący za bogaczy zaczynają jadać gorzej, niż średniowieczni chłopi. Dopiero II Wojna Światowa i post-nowoczesność przynoszą przewartościowanie.

Jednak ponownie: stało sobie na półce. Więc wypadało przeczytać. I co ciekawe; okazało się dużo ciekawsze od poprzedniego tomu, traktującego o średniowieczu.

O ile dwa poprzednie tomy miały dość luźną strukturę, co niestety stanowiło poważną wadę tomu drugiego (gdzie obok skoków geograficznych i czasowych mieliśmy też skoki tematyczne, czego rezultatem był np. rozbudowany rozdział o występujących w pieśniach rycerskich motywach literackich, wepchnięty między opowieść o życiu codziennym), tak tym razem otrzymujemy skoncentrowany i skupiony, systematycznie analizujący dawne dzieje krok po kroku.

Otrzymujemy więc rozdziały poświęcone życiu na każdym szczeblu społeczeństwa i jego organizacji, edukacji i karierze. Dowiadujemy się jaki był zasięg czytelnictwa (jak się okazuje: bardzo duży) i zdolności posługiwania się pismem. Poznajemy typowe modele rodzinne i czytamy o wielu innych rzeczach. Zwyczajnie fascynująca pozycja.

Warte odnotowania ciekawostki:

Filipo di Strata: Bardzo interesująca postać. Wenecki dominikanin, który poświęcił swoje życie zwalczaniu wynalazku druku. Zdaniem di Straty pismo drukowane było niebezpieczne dla chrześcijan albowiem rozpowszechniało błędy. Ponadto kopie wykonywane są przez nisko wykwalifikowanych drukarzy, a nie wysoko wykształconych skrybów i kopistów, w efekcie czego wypuszczane przez nie edycje są płytkie, a ich autorzy nie są zdolni zauważyć owych błędów. Co jeszcze gorsze książki drukowane są wyłącznie dla pieniędzy, przez co nakłaniają do rozpusty i psuje umysły. Już zupełnie strasznie brakuje mu kontroli duchownych, a już najgorsze jest to, że druk psuje wiedzę poprzez udostępnianie jej ignorantom i trywializację. Ponadto zdaniem di Straty nadmiar lektury prowadzić może do pomieszania zmysłów.

Wesołkowiezwani też „młodzieżą swawolną” czyli coś na kształt młodzieżowych gangów (przy czym ta młodzież czasem miała nawet i 40-50 lat) działających w małych miasteczkach Włoch i południowej Francji. Podobne zjawisko występowało nawiasem mówiąc także w Starożytności, a często portretowane jest też i we współczesnych filmach pochodzących z tego regionu. „Wesołkowie” zajmowali się głównie chodzeniem na dziwki i piciem wina. Fundusze organizowali na dwa sposoby: kradnąc i poprzez wymuszenia. Przy czym na swe ofiary wybierali zwykle osoby znane z jakiegoś, podejrzanego działania: panny wątpliwej cnoty, sutenerów, bigamistów, starców żeniących się ze zbyt młodymi dziewczętami ale też rogaczy i innowierców, którym robili „dowcipy” (przybierające często postać uciążliwego, nieprzyjemnego nękania) tak długo, aż wykupili się uiszczając haracz.

viper-pilot-f-16-b-iext21251399Viper: Pilot F-16

Ocena: 7/10

Przechodzimy teraz ku pozycjom lżejszym. Na początek biografia Dana Hamptona, pilota, który latał F-16 i ponoć wychodziło mu to bardzo dobrze. Biografii osób, które miały ciekawe zawody zrobił się ostatnio modny, książki te może nie są szczególnie modne, ale – jeśli uda się trafić odpowiednią – czyta je się ciekawie i zawierają masę anegdot.

Jeśli się nie uda, to trafiamy na zbiór wspomnień emerytowanego nudziarza.

Ta akurat pozycja należy na szczęście do pierwszej kategorii. Poznajemy więc szczegóły życia człowieka, który zrzucał bomby na trzech, różnych kontynentach, okraszone różnymi, śmiesznymi przygodami, jakie zdarzały mu się w trakcie lotów, ćwiczeń i obozowania w bazach wojskowych. Czyli wszystko, co konieczne do zapewnienia świetnej lektury dla prawdziwych mężczyzn. Przy okazji owych anegdot poznajemy dodatkowo szczegóły szkolenia, codziennego życia i służby amerykańskich pilotów bojowych.

Na mnie największe wrażenie wywarł chyba opis pierwszego lotu bojowego w trakcie I Wojny w Iraku, podczas którego, szkoleni przez wiele lat piloci ruszają do prawdziwej walki. I kilkukrotnie niemal nie dochodzi do tragedii, bo zwyczajnie rzeczywistość różni się od poligonu, a niedoświadczeni żołnierze wroga widzą za każdą chmurą…

Wadą książki są natomiast dość powtarzalne opisy walk i poszczególnych zadań, którym autor trochę nie potrafi nadać napięcia i głębi. W jego wykonaniu składają się więc niestety z wykrzykiwania kolejnych nazw kodowych i proszenia o potwierdzenie.

rycerzRycerz Mrocznej Chwały

Ocena: 8/10

Pisałem to już przy okazji lektury innych powieści tego autora, ale należy powtórzyć to ponownie: David Gemmell napisał tylko jedną książkę, za to w stu wcieleniach. Opowiada ona zawsze o grupie niedobranych ludzi, z których co najmniej jeden jest wielkim osiłkiem, jeden wchodzącym w życie młodzieńcem, jeden wielkim herosem, kolejny dźwiga na barkach ciężar sławy, inny szuka odkupienia za dawne grzechy, ciążą mu nadprzyrodzone moce, kolejny jest do bólu prawy, a ostatni jest skończonym skurczysynem, który jednak stoi po właściwej stronie barykady, dzięki czemu jego skurczybyctwa posmakować mogą wrogowie. Wszyscy oni spotykają się w jednym miejscu, a następnie bronią jakiejś twierdzy, pokonując własne słabości i uprzedzenia, a połowa z nich umiera. Motywy te przeplatają się ze sobą, czasem niektóre postacie różnią się od siebie odrobinę, ale najczęściej są to kolejne wariacje na te same tematy. Tym razem np. nadprzyrodzonymi mocami obdarzony jest osiłek.

Także i ta książka powiela schematy twórczości autora. Jej zaletą jest w prawdzie wartka akcja i fabuła, jednakże dla mnie, osoby, która wcześniej przeczytała całą sagę Drenajów jej lektura była dość męcząca.

31596101073KSMroczny Księżyc

Ocena: 8/10

Czyli: kelner! Jeszcze raz to samo! Tym razem przenosimy się do dość genericowego świata fantasy. Świat ten zamieszkiwały ongiś cztery rasy. Pierwszą byli władający potężną magią nieśmiertelni nadludzie, drugą: prawi, również władający potężną magią, lecz nie aż tak bardzo nieśmiertlni nadludzie, trzecią: wredne, kanibalistyczne jaszczurki, a czwartą, najmłodszą ludzie. Jaszczurki, jak już wspomagałem były wyjątkowo wredne, w efekcie czego toczyły wojny z pierwszą i drugą rasą w celach konsumpcyjnych. Wojowanie szło im ze zmniennym szczęściem i o ile pierwszą ze starożytnych ras wybiły do szczętu, tak na skutek wojny z drugą zostały zamknięte w innym wymiarze.

Niestety do zwycięskich magików dobrali się ludzie, w efekcie czego ci także znikli z tego świata. W rezultacie uwolniły się i tym razem to je trzeba nauczyć moresu.

Prócz tego, że zmieniają się przeciwnicy mamy do czynienia z kolejną książką Davida Gemmellna. Oznacza to, że ponownie będziemy mieć do czynienia z heroicznymi bohaterami i desperackim oblężeniem, w trakcie którego połowa obsady zginie, wszyscy łotrzy własną krwią odkupią winy, a wróg na końcu okaże się honorowy.

zwiastun_burzyZwiastun Burzy

Ocena: 5/10

Wykreowana przez Michaela Moorcocka postać Elryka z Melnibone należy do jednych z najważniejszych i najbardziej wpływowych bohaterów fantasy. Prawdę mówiąc trochę tego wpływu nie rozumiem. Z jednej strony sama postać jest fajną antytezą Conana, gdzie Conan jest wielkim mięśniakiem i barbarzyńcą, Elryk: uzależnionym od leków albinosem, Conan zdobywa królestwo, Elryk je traci, Conan jest bohaterem, Elryka ludzie albo boją się, albo mają w pogardzie, Conan polega na sile, Elryk na czarach, Conan żyje z miecza, Elryk: dzięki pożerającemu dusze, demonicznemu, wampirycznemu mieczowi imieniem Zwiastun Burzy…

Z drugiej strony: historie te są dosyć proste i tak naprawdę słabo napisane. Przypominają trochę bardzo schematyczne komiksy, choć często mają nieprzewidywalne, okrutne puenty. Co gorsze odbiór cyklu dość mocno traci za sprawą samego autora, który po zakończeniu oryginalnej historii napisał liczne spin-offy, prequele i crossovery Elryka wraz z innymi swoimi dziełami, w efekcie czego w Sadze panuje ogromny chaos. W zasadzie to do czytania nadają się tylko najstarsze opowiadania zebrane w tomach „Śpiące Miasto”, „Kronika Czarnego Miecza” i „Zwiastun Burzy” (uzupełnione może o „Żeglarza Mórz Przeznaczenia” i „Śpiącą Czarodziejkę”). Pozostałe można świadomie porzucić. Tym bardziej, że tłumaczenie jest do luftu, pełne „patetycznych żebraków” i „rogatych (od „horny” czyli „napalona”) ladacznic”.

Tym razem na świat przybywają hordy Chaosu wiedzione przez czarnoksiężników z Pan Tengu, z którymi Elryk już wcześniej miał na pieńku. Nasz bohater organizuje rozpaczliwą obronę, kolejne miasta padają przed napierającymi legionami zguby, świat umiera, a przeznaczenie Elryka i Zwiastuna Burzy powoli się wypełnia.

Zakończenie książki jest fajne i nawet jak na współczesne fantasy dość nietypowe.

16321632

Ocena: 8/10

Na skutek niewyjaśnionego zjawiska kosmicznego amerykańskie miasteczko górnicze zamieszkane przez Rednecków przenosi się w okres Wojny Trzydziestoletniej. Redneckowie, czyli biedni, biali farmerzy z centralnych stanów znanii z zamiłowania do awantur i broni palnej wyciągają co kto miał w stodole i zabierają się do uzdrawiania świata na amerykańską modłę.

Szczerze mówiąc kocham tego typu książki. Prosta fabuła, barwne, budzące sympatię postacie pozytywne, równie barwne, charyzmatyczne postacie negatywne, dużo akcji, proste rozwiązania przeplatające się z MacGyveryzmem oraz bohaterskie walki o uniwersalną sprawę i równie bohaterskie zgony sprawiają, że książkę czyta się z zapartym tchem.

Fakt, że udało mi się ją nabyć za pięć złotych w taniej książce jest dodatkowym bonusem.

16331633

Ocena: 8/10

Drugi tom poprzedniczki. Na okładce samolot skonstruowany z użyciem silnika od Diesla. Po pokonaniu Tillyego i Wallensteina oraz zawarciu sojuszu z Gustawem Adolfem nasi dzielni Rednecy przygotowują się do starcia z nowym zagrożeniem: chorobami zakaźnymi, które jak wiadomo zbierały obfite żniwo w dawnych czasach. Postęp demokracji napotyka opór także ze strony innego wroga. Tym jest kardynał Armand Jean Richelieu, twórcy francuskiego absolutyzmu.

Akcja w tym tomie nieco zwalnia i nie ma w nim aż tyle brawury, jednak warsztat pisarza wyraźnie się wyostrza. Czas antenowy otrzymują inne postacie, w tym kilku pomniejszych bohaterów negatywnych, którzy teraz otrzymują możliwość zrehabilitowania się. Książka kończy się jednak jak to zwykle w tego typu pozycjach bitwą. Oraz niestety ogromnym cliffhangerem zapowiadającym konflikt na ogromną skalę.

młotMłot

Ocena: 9/10

Parker w mojej ocenie marnuje się trochę pisząc literaturę fantasy. IMHO dobrze zrobiłby przechodząc w stronę mainstreamu, tym bardziej, że z fantasy te jego książki mają tylko tyle wspólnego, że ich akcja nie jest umieszczona w prawdziwym świecie. Co nie zmienia faktu, że są dobre. Nawet bardzo dobre.

Któryś z recenzentów napisał o tej książce, że jest to tragedia grecka i faktycznie „Młot” ma dużo z tym gatunkiem wspólnego. Opowiada on o zemście, ale też ambicji i konflikcie. Poszukiwaniu wolności, w szczególności od zdziwaczałej i dość opresyjnej rodziny, hołdującej ideałom, które do prawdziwego życia nijak nie pasują. Oraz o tym, że tak naprawdę niedaleko pada jabłko od jabłoni, oraz jak trudno zerwać z życiowymi nawykami, nawet jeśli wiemy, że są one błędne.

Opowiada też o sile ambicji. Oraz o koszcie, jaki niosą za sobą plany, marzenia i próby wcielania ich w życie.

europa-na-peryferiach_175853Europa na peryferiach

Ocena: 11/10

Do książki tej przyciągnął mnie tytuł i obco brzmiące nazwisko autorki. Spodziewałem się jakiegoś rodzaju, arabskiej wizji historii pisanej ku pokrzepieniu serc, zawierającej głównie wywarzanie otwartych drzwi, która jednak pozwoli mi spojrzeć na pewne zagadnienia z innej perspektywy.

Bardzo poważnie się pomyliłem.

Pomijając tytuł, który jest nie ma nic wspólnego z zawartością (oryginalny brzmi: „Before European Hegemony: The World System A.D. 1250-1350”) na kartach tej książki odbywamy podróż przez ogarniający cały, znany wówczas świat system wymiany towarów i idei, który istniał w XIII wieku. Podróżujemy więc od jarmarków Szampanii aż po targowiska Pekinu i Malaki na wybrzeżach Pacyfiku. Przy okazji poznajemy sposoby organizacji produkcji i wymiany towarów, jakimi na tych obszarach handlowano, szczegóły działania kupców, rzeczywistość prawną, w jakiej funkcjonowały firmy czy specyficzne uwarunkowania naturalne, jakimi rządziła się wymiana.

Autorka zabiera nas w fascynującą i pełną szczegółów podróż przez świat, który zniknął setki lat temu. Rysuje też zarys niezwykłej krainy, która istniała całe stulecia temu, różniąc się zasadami swego funkcjonowania w sposób diametralny od rzeczywistości, jaką znamy dzisiaj.

Powiem krótko: prawdopodobnie jest to najlepsza książka, jaką przeczytałem w zeszłym roku.

krainaKraina Przemian

Ocena: 7/10

Kontynuacja i zamknięcie cyklu opowiadań o Dilvishu Przeklętym. Dosiadający magicznego rumaka imieniem Black (inne wersje tłumaczenia: Kary) półelf zdąża do zemsty na swym, odwiecznym wrogu czarnoksiężniku Jaleraku. Ta wydaje się być na wyciągnięcie ręki, do pokonania pozostaje mu już tylko niebezpieczna Kraina Przemian.

Opowiadania o Dilvishu miały kilka zalet. Do najważniejszych należała ich prostota. Nie były to skomplikowane historie, a krótkie opowieści o czarach, mieczach, niebezpieczeństwie i niezwykłości. Kraina przemian też nie jest jakoś szczególnie skomplikowana, jednak, w porównaniu z poprzedniczkami jest też niestety dużo bardziej wydumana. To nadal jest dobra książka, którą polecić można każdemu miłośnikowi rozrywkowego fantasy, jednakże mi opowiadania podobały się znacznie bardziej.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s