Czy popkultura zjada nasze dusze?

0032_4c2aDziś będzie mętnie, bo mam gorączkę i zażywam antybiotyk. Niedawno na blogu Pochodne Kofeiny publikującym (IMHO) dość ciekawe teksty o mikrobiologii i genetyce, które (IMHO) niestety trzeba odsiewać z kinder-antyklerykalizmu rzucił mi się w oczy interesujący fragment wywiadu (pochodzącego nota-bene z Polityki). Fragment ten pozwolę sobie przytoczyć:

Pochodzę z Emiratów Arabskich i przez 13 lat byłam mężatką. Potem zaczęłam jednak oglądać tureckie seriale” – tak zaczyna się film dokumentalny „Kismet” (Przeznaczenie) na temat tureckich oper mydlanych. Kobieta opowiada, że rozwiodła się z mężem, który znęcał się nad nią fizycznie oraz psychicznie, pod wpływem serialu „Noor”, w którym młody mąż wspiera swoją żonę w karierze, zaprasza na romantyczne kolacje i kupuje kwiaty. „Zobaczyłam, jak mogą wyglądać relacje damsko-męskie, i powiedziałam: dość tego” – mówi.
Seriale to śmiertelnie poważna sprawa – tak myśli też saudyjski duchowny Saleh Al-Luhaidan, który już kilka lat temu wzywał do zgładzenia dyrektorów stacji telewizyjnych, pokazujących „niecne” opery mydlane. Rozsierdził go właśnie „Noor”, opowieść o dziewczynie wydanej za mąż za dziedzica bogatej stambulskiej rodziny, w której bohaterowie popijają do kolacji wino, uprawiają przedmałżeński seks, a kuzynka głównego bohatera dopuściła się nawet aborcji.

Prawdę mówiąc nie wiem, o czym był artykuł w Polityce, tekst na Pochodnych Kofeiny natomiast był typowym „O! Lol! Patrzcie, co fajnego znalazłem / am w Internecie”, natomiast lektura samego fragmentu skłoniła mnie do postawienia sobie pytania: skoro seriale są w stanie zmienić do tego stopnia życie arabskich kobiet, to czy współczesna popkultura (w szczególności gry komputerowe) nie zmieniają czasem życia obywateli polski? Oraz: czy to dobrze, czy źle? Tyle bowiem słyszy się złego o ich wpływie na młodzież. Może faktycznie zmieniam się w mordercę?

Pojęcie socjalizacji:

Proces kształtowania się człowieka oraz zachowań, które uznaje on za stosowne podejmować ogólnie nazywany jest „Socjalizacją”. Za Wikipedią: Socjalizacja (łac. socialis = społeczny)proces (oraz rezultat tego procesu) nabywania przez jednostkę systemu wartości, norm oraz wzorców zachowań, obowiązujących w danej zbiorowości. Socjalizacja trwa przez całe życie człowieka, lecz w największym nasileniu występuje, gdy dziecko rozpoczyna życie w społeczeństwie. Największą rolę na tym etapie odgrywają jego rodzice, później także wychowawcy i rówieśnicy oraz instytucje (takie jak szkoła czy Kościół). Na drodze socjalizacji człowiek uczy się podstaw interakcji społecznych, poznaje społeczne normy postępowania, wartości, nabywa umiejętność posługiwania się przedmiotami i kształtuje swoją osobowość.

Nie da się ukryć, że kultura i jej nośniki, takie jak książki, gry, seriale, muzyka czy teatr są składnikami procesu socjalizacji. Między innymi na tym zresztą polega ich wartość: uczą nas jak żyć. Nie da się od tego uciec. Tak naprawdę elementem socjalizacji jest każdy obiekt i zachowanie w otaczającym nas świecie, podobnie jak każda myśl i idea rodząca się w naszym świecie wewnętrznym. Każdy z nas może bowiem siąść, przemyśleć swoje życie i dojść do wniosku „A diabli! Od dziś zachowuję się inaczej!”.

Czy kultura popularna socjalizuje?

0355_90b5_500W myśl powyższej logiki: nie ma sensu udawać, że gry pozostają neutralne dla naszego procesu socjalizacji. Należy raczej przyjrzeć się temu, w jaki sposób gry pomagają lub przeszkadzają nam w nabywaniu cenionych przez społeczeństwo wartości, norm i wzorców zachowań. Tak więc:

Wartości: czyli „powszechnie pożądane w społeczeństwie przedmioty o symbolicznym charakterze oraz powszechnie akceptowane sądy egzystencjonalno-normatywne”. Osobiście skłaniałbym się ku tezie, że właśnie odpowiedni system Wartości ma decydujące znaczenie w procesie dalszej socjalizacji. To on decyduje, czy uznamy coś za dobre lub złe, mądre lub głupie, pożyteczne lub uciążliwe, warte naśladowania i wdrożenie w życie czy też nie warte.

Z całą pewnością współczesna kultura popularna przenosi Wartości. Co więcej powiedziałbym, że stawiane przez nią wzorce są raczej dość pozytywne, a przynajmniej w cywilizacji zachodu społecznie akceptowane. Wręcz przeciwnie: kultura popularna raczej ucieka od trudnych tematów i rzeczy, które ewentualnemu konsumentowi mogłyby się nie spodobać. Tak naprawdę jednak nawet w tytułach, które zahaczają o działalność typowo antyspołeczną, obrazujących np. życie kryminalistów jak serie GTA czy Mafia wśród gier, filmy w rodzaju „Żądła” czy seriale typu Rodziny Soprano raczej nie nawołują do popełniania zbrodni. Podobnie nie spotyka się też raczej gloryfikacji wojny napastniczej czy nawoływania do nienawiści. Przeciwnie: najczęściej nawet, jeśli w jakimś dziele popełniana jest zbrodnia, to rzadko jest to celem samym w sobie. Bohaterowie nie kradną i nie mordują po to, by mieć łatwe życie, lecz zwykle celem uzyskania wyższego dobra: by ocalić świat albo przywrócić sprawiedliwość, odzyskanie utraconej miłości lub przynajmniej słusznie należnego majątku… Dzieła jawnie nawołujące do przestępstw, nienawiści czy wojny owszem, zdarzają się, ale bardzo rzadko są one elementami kultury popularnej. Jak już, to najczęściej są one wytworem jakiegoś rodzaju subkultur, czasem o przestępczym charakterze, albo wytworami sponsorowanej przez państwo lub wpływowe instytucje propagandy.

Oczywiście nic nie jest doskonałe, tak więc także kulturze popularnej zdarza się promować różnego rodzaju, moim zdaniem niezbyt pożytecznych wartości. Te różnią się w zależności od dzieła i gatunku. Po pierwsze: często jest bardzo konsumpcjonistyczne nastawienie, nadmierny kult cech fizycznych, materialnych przejawów statusu społecznego i dobrobytu oraz rozrzutności. Amerykańskie filmy uwielbiają też promować wzorzec człowieka nieodpowiedzialnego, który chce dobrze więc lekceważy wszelkie reguły i zasady działania, bo czuje, że może mieć rację. Odczuwalny jest też (a może to ja, po sezonie filmów świątecznych dostałem mentalnej wysypki) nacisk na ocenę jakości zabawy i spotkania rodzinnego ilością przepalonych w jego trakcie pieniędzy.

O to jakoś nikt jednak się nie czepia.

Inni krytycy mogliby wskazać takie cechy, jak neutralność światopoglądowa (którą można interpretować jako ucieczkę od problemów lub promocję bezbożności), indywidualizm, brak promocji wartości patriotycznych, czy eurocentryzm. Nie pod wszystkimi z tych zarzutów bym się podpisał.

Normy: czyli „trwałe, przyjęte w danej grupie wzorce zachowania” lub „wskazówka właściwego zachowania w danej sytuacji”. Z normami moim przynajmniej zdaniem w kulturze popularnej jest już trochę gorzej. Z jednej strony w dużej mierze są one społecznie akceptowalne przez ogół społeczeństwa: nie należy kraść, nie należy krzywdzić, nie należy zabijać (przynajmniej członków rodziny Głównego Bohatera), nie należy kłamać. Należy natomiast być odważnym i zawsze bronić słabszych oraz dochowywać lojalności przyjaciołom i towarzyszom broni…

Z drugiej strony… Część propagowanych przez kulturę popularną norm można uznać za, jeśli nie szkodliwe, to przynajmniej wysoce nieadekwatne do prawdziwego życia. Przykład stanowić może wskazanie przemocy, zemsty prywatnej i dróg (nazwijmy to) pozasądowych jako preferowanych sposobów rozwiązywania konfliktów i dochodzenia sprawiedliwości. No niestety, zarówno w grach, jak i filmach oraz sporej ilości książek króluje myślenie „Jeśli on zabił mi psa, to ja mam prawo spalić mu mieszkanie”.

Przykłady tego typu można mnożyć. Pojawiają się w każdym gatunku i niezależnie od miejsca pochodzenia. Amerykanie żywiąc kult broni, strzelanin i pogardę dla reguł, Japończycy czują dziwny pociąg do czternastoletnich dziewcząt, Francuzi i Skandynawowie chętnie paliliby kościoły, podobnie jak Anglicy (ale ci ostatni wyłącznie katolickie, żadną miarą natomiast protestanckie). Ponownie: wymieniać można długo.

Wzorce zachowań: czyli to, co zapewne spędza najwięcej snu z powiek psychologów i wychowawców. Wzorce zachowań to zapisane głęboko w naszym umyśle gotowe scenariusze reakcji na różne wydarzenia. Przykładowo: my podchodząc w sklepie do lady ustawiamy się w kolejce, a Arabowie zaczynają się targować. Pod tym względem ogromna część wzorców zachowań promowanych przez popkulturę, przynajmniej pozornie jest skrajnie destruktywna. Bo, jeśli by się przyjrzeć fabułom gier i filmów: wzorcową reakcją na każde złe słowo powinien być co najmniej prawy prosty.

Problem w tym, że moim zdaniem jest to robienie igieł z wideł. Po pierwsze: nasz mózg sam z siebie dzieli materiał, który sobie przyswaja na pożyteczny i niepożyteczny i na pewnych etapach rozwoju psychicznego wzorce dla nas nieprzydatne trafiają do tego drugiego worka. Po drugie: ogromna większość prezentowanych w tego typu dziełach zachowań jest tak naprawdę bardzo egzotyczna. No niestety: nie wiem, jak wam, ale mi bardzo rzadko zdarza się się trafiać w sytuacje konfliktowe, grożące bójką lub strzelaniną…

Po trzecie: niestety obawiam się, że większość wzorców zachowań, jakich uczy nas popkultura streścić można do „jeśli wraży piksel rzuca w ciebie kulą ognia powinieneś szybko nacisnąć Blokuj”. Owszem, jestem pewien, że po wybuchu wojny atomowej wszyscy, którzy grali w Fallouta rzucą się szukać broni. Niemniej jednak tak długo, aż taki konflikt nie nastąpi utrwalone przez kulturę popularną wzorce zachowań pozostaną uśpione. Kiedy natomiast nastąpi, będziemy mieli większe problemy, niż niedobitki geeków przeszukujące ruiny w poszukiwaniu pistoletów.

Luki w tym myśleniu:

Moim zdaniem powyższe myślenie to ma kilka, poważnych wad. Otóż:

3458_ec7c_500Oderwanie od rzeczywistości: mogę się zgodzić, że część kreowanych przez kulturę popularną Norm i Wzorców Zachowań jest społecznie nieakceptowalna. Problem polega na tym, że ogromna część z tych pozornie najbardziej zgubnych jednocześnie zwyczajnie nie przystaje do rzeczywistości. I przez to nie są one jakoś szczególnie niebezpieczne.

Przykładowo: jako osoba wychowana na grach komputerowych mam prawo wierzyć, że w momencie, gdy ktoś (na przykład) zamorduje mojego kolegę najlepszym sposobem postępowania jest osobista zemsta (norma), powinienem więc w takim wypadku zacząć prywatne śledztwo, a następnie wymordować sprawców za pomocą broni palnej (wzorzec zachowania). Problem polega na tym, że szanse, żeby któryś z moich przyjaciół faktycznie został kiedykolwiek zamordowany są nader niewielkie. Tak więc moich przekonań nie zdołam nigdy wcielić w życie.

Najgorsze, co mogę zrobić to kupić broń na wszelki wypadek. Albo stać się zwolennikiem kary śmierci. Nie jest to jednak jednoznaczne z udziałem w wendettcie.

Społeczne mechanizmy kontroli: Po drugie: istnieją też duże szanse, że moje działania spowodowane posiadaniem Wartości, Norm i Wzorców Zachowań zaczerpniętych z gier komputerowych spotkają się z różnymi formami przeciwdziałania społeczeństwa, jeśli tylko okaże się, że ogół ich nie podziela. Przeciwdziałania te mogą być różne: począwszy od narażenia się na śmieszność i ostracyzm społeczny, przez kłopoty w szkole lub pracy na odpowiedzialności karnej kończąc. Prawdopodobnie więc większość ludzi nie wcieli negatywnych nauk w życie z obawy przed konsekwencjami właśnie.

Założenie społecznej pustki: Trzecim problemem tego typu myślenia jest założenie, że miłośnicy kultury popularnej żyją w społecznej pustce, w której jedynym, a przynajmniej najsilniejszym elementem, z jakim się stykają jest owa kultura popularna. Zupełnie, jakby pozbawieni byli wpływu:

  • rodziny i środowiska
  • czynników społecznych, geograficznych i ekonomicznych
  • religii
  • grup rówieśniczych i towarzyskich
  •  systemu edukacyjnego
  • ideologii, propagandy i marketingu
  • partii politycznych, instytucji państwowych i organizacji społecznych

Wszystkie te elementy stanowią co najmniej media konkurencyjne dla kultury, a w wielu przypadkach posiadają nawet silniejszy arsenał środków oddziaływania. Przykładowo: Scorpion i Sub Zero nie wyjdą z ekranu, żeby obić mi buzie, jeśli stwierdzą, że chcieliby, abym zachowywał się podobnie do nich. Nie poklepią mi też z aprobatą główki. Członek ONR albo innej Akcji Antyfaszystowskiej jak najbardziej może to zrobić.

Ciemne strony mocy

Podsumowując: jak każdy w miarę rozsądny zdążył już się na własną rękę domyślić gry, filmy i książki z nikogo mordercy nie powinny zrobić, choćby dlatego, że promowany w nich obraz jest raczej pozytywny i nie odbiega w istotnych kwestiach od wartości wyznawanych przez samo państwo. Istnieje jednak moim zdaniem pewien margines niebezpieczeństwa, nad którym warto się zastanowić. Należą do niego trzy elementy:

Dzieci: wszystko co wyżej napisałem o przenoszeniu się wzorców zachowań, norm i wartości nie dotyczy dzieci, w szczególności małych. Opierając się na pracach jednego z twórców pojęcia „socjalizacji” oraz jednego z najważniejszych, współczesnych pedagogów: Erika Eriksona należy stwierdzić, że małe dzieci są bardzo wrażliwe na niepożądane wzorce kulturowe. Spowodowane jest to tym, że dzieci w wieku 4 do 6 lat dzieci uczą się poprzez naśladowanie podpatrzonych zachowań. I nie jest powiedziane, że te zachowania będą szczególnie rozsądne (np. znajoma przedszkolanka lubi opowiadać o dzieciaku, który skakał po ławkach, a nagabywany, czy nie boi się upadku odpowiedział, że „On ma jeszcze trzy życia”).

Na szczęście jednak faza ta dość szybko mija. Dzieci w wieku 7 do 12 lat przechodzą przez fazę frustracji, w trakcie której stopniowo uczą się oceniać pozytywnie i negatywnie efekty swoich zachowań oraz rozwija zdolności do oceny możliwości sukcesu. W skrócie: prawidłowo rozwijający się dzieciak w tym wieku powinien zdawać sobie sprawę z tego, że nie jest Scorpionem z Mortal Kombat. I raczej nie wyjdzie na ulicę rzucać sznurowadłami.

Jeśli natomiast dziecko jest opóźnione w rozwoju, to mamy do czynienia z problemem samym w sobie, a nie związanym z kulturą popularną.

0412_0435_500 Kontekst środowiskowy: po drugie jak pisałem wzorce zachowań z gier, filmów sensacyjnych czy książek najczęściej są wzorcami „pustymi” bowiem w życiu codziennym nie zdarza się nam spotykać z przedstawionymi w nich sytuacjami. Zwyczajnie: w normalnym życiu bardzo rzadko konfrontujemy się z przemocą. No, chyba, że ktoś mieszka w dzielnicy gangów albo na obszarze działań wojennych. Wówczas faktycznie, popkulturowe wzorce zachowań mogą wydawać mu się kuszące.

Przy czym ponownie: zjawiska te stanowią problem same w sobie, zupełnie niezależny od tego, czy ktoś grał w Mortal Kombat czy nie. Owszem, popkultura może podpowiadać nam, że rocket jump może być skuteczną taktyką przetrwania na polu walki. Jednak tak długo, jak długo na polu walki się nie znajdziemy, nikomu raczej nie przyjdzie do głowy z tej techniki skorzystać, bo po co?

– Fragmenty stylów życia: trzeci problem stanowią wzorce, wartości i normy łatwe do wcielenia w życie. Najczęściej są to więc elementy stylu owego życia, takie jak moda, sposoby spędzania wolnego czasu, potrzeby estetyczne i intelektualne, podział ról w rodzinie czy pracy czy stosunek wobec polityki i religii. Moim zdaniem zjawisko to może mieć zarówno pozytywne, jak i negatywne.

Niewątpliwie pozytywnym przykładem może być przemiana, jaka zaszła w bohaterce fragmentu, który cytowałem na początku. Znalezienie negatywnego przykładu jest dla mnie trudniejsze (z tej przyczyny, że boję się wyjść na moralfaga). Dobrym przykładem może być mój kuzyn z Elbląga i studia historyczne. Otóż: mojemu kuzynowi z Elbląga od studiów historycznych odpierdoliło. Facet tak bardzo zainteresował się XVII wiekiem i jego stylem życia, że przesiąkł nim do reszty. Zaczął golić się na szlachcica, zapuścił wąsiska i nosić ryngraf z Matką Boską (IMHO dobrze, że nie szablę). Byłoby to może niegroźne dziwactwo, gdyby nie fakt, że poglądy też zmieniły mu się na niedzisiejsze. W szczególności zaś te dotyczące przestrzegania postów. Powiem krótko: lepiej, żeby was nie złapał z szynką w piątek.

Tego typu przypadki zdarzają się co jakiś czas i to nie tylko wśród historyków. Wniosek z tego taki, że ze wszystkim można przesadzić. Także i z nauką. Raczej nie sądzę, by był to powód, by przestać chodzić do szkoły. Tak samo, jak zagrożenie stworzenia wyborcy Korwina nie jest powodem, by nie czytać Pratchetta.

Gdzie (jeśli już) tak naprawdę mieszka Szatan?

4927_e217_500Jeśli jednak miałbym faktycznie wskazać źródła treści, które naprawdę mogą nam zaszkodzić, to jednak nie skupiałbym się nie na grach komputerowych, filmach akcji czy książkach sensacyjnych, a wskazałbym seriale. I to też: nie seriale kryminalne, ale komedie typu „Przyjaciół” albo „Rancza” lub też obyczajowe jak „M jak Miłość” albo inna „Moda na sukces”. Serio.

Spójrzmy: fabuła koncentruje się na życiu codziennym, przez co przedstawione w nich sytuacje mogą z łatwością dotknąć każdego z nas. W efekcie utrwalane w nich wzorce zachowań łatwo skopiować bowiem spotkać mogą każdego z nas. Problem polega na tym, że spora część z tego, to (nawet nieświadomie) umieszczane wzorce negatywne, lub tworzące wypaczony obraz rzeczywistości.

Seriale amerykańskie generalnie kreują obraz beztroski. Ich bohaterowie gonią od przyjemności do przyjemności, ich życie wypełniają randki, imprezy i zabawa, pieniądze sypią się z nieba, zdrowie zawsze dopisuje, a wizyta w pracy to okazja do kolejnego, miłosnego podboju. Taki obraz rzeczywistości jest zwyczajnie atrakcyjny, ale też kłamliwy. Każdy chciałby wieść takie życie. Problem w tym, że po pierwsze życie to nie serial… Po drugie: na dłuższą metę (bez wspomagania się kokainą) pewnie by nie wytrzymał jego tempa i intensywności.

Seriale polskie, nawet te „wysokobudżetowe” to totalna siermięga, w szczególności na poziomie scenariusza. Również przedstawiają sytuacje co najmniej odrealnione, przy czym bardzo często dlatego, że ich twórcy zwyczajnie nie potrafią nadać zarówno postaciom jak i scenom realizmu. A znam ludzi, którzy wierzą, że „Ranczo” przedstawia prawdziwe życie. I potem wieżą, że zwyczajnego studenta w Warszawie stać na wynajmowanie własnego mieszkania.

Do tego dochodzi ogromna dawka permisywizmu wymieszanego z przynajmniej kontrowersyjnymi wzorcami zachowań. W jednym odcinku podziwiamy wielką miłość bohaterki, w drugim: jak zdradza męża z inną postacią. W trzecim: jej rozwód, w czwartym: trójką, w piątym czworokąt, w szóstym: związek lesbijski. W Siódmym: ponowne małżeństwo. Co więcej wiele bardzo negatywnych postaci, mimo, że podejmuje działania nie dające się zaakceptować jest za to bezrefleksyjnie wynagradzana (jest to zmora w szczególności polskich seriali). Zresztą, amerykańskie też są wcale nie lepsze. Zamiast tego uwielbiają katować nas konsumpcjonizmem i przekonaniem, że – jeśli nie masz najmodniejszej sukienki, butów i samochodu – to jesteś nikim. W szczególności celuje w tym Disney Channel. Polskie seriale dodatkowo uwielbiają nagradzać bohaterów nawet, jeśli ci wykonują działania społecznie nieakceptowalne. Przykładowo, w serialu, którego nie cierpię szczególnie wójt Wilkowyj kandydujący do Sejmu upija się i zostaje sfilmowany przez dziennikarzy. W efekcie jego poparcie wzrasta, bowiem zostaje uznany za „swojego człowieka”. Paskudne.

Nie podoba mi się też fakt, że tak naprawdę nie próbują się one mierzyć z polskim życiem społecznym, mimo, iż udają, że przedstawiają życie wsi, plebanii czy szpitala… Przykładem może np. częsty motyw rodzinnej firmy. Zdaniem twórców scenariusza wystarczy wziąć się w garść, założyć firmę i już człowiek zmienia przynależność do klasy społecznej. I faktycznie ZUS sprawia, że tak to w Polsce działa. Przy czym niestety nie w tą stronę, co chcieliby twórcy.

Wymieniać można w nieskończoność.

Problem krajów arabskich

4675_d258To, że obcowanie z dziełami kultury (nawet tymi tandetnymi) zmienia nasze zachowanie nie jest żadną tajemnicą. Przeciwnie: podawane jest to jako jedna z największych zalet tych ostatnich ( http://www.mbp-plonsk.pl/pagedet/index/id/68/17_zalet_czytania_ksiazki.html ). Zmiany w zachowaniu mogą mieć bardzo istotny wpływ także na świat realny. Przykładowo: każdy, rozsądny podręcznik akademicki wskazuje, przy okazji omawiania przyczyn upadku Związku Radzieckiego na takie zjawisko, jak import do krajów komunistycznych magnetowidów i kaset wideo z zachodnimi filmami.

Filmy te nie były ambitne. Nie zawierały też instrukcji jak obalać komunizm. Ich widzowie nie nauczyli się oczywiście z „Rambo” i „Wejścia Smoka” walczyć. Nie zmienili się też w psychopatycznych zabójców, którzy wyładowali swój gniew na komunistach. Niemniej jednak doprowadziły do upadku owego systemu. Spowodowane to było faktem, że na filmach tych widać było nie tylko strzelaniny, ale także życie codzienne. To, że ludzie mogą wejść do sklepu i zrobić zakupy w dobrze zaopatrzonych sklepach. To, że nie trzeba czekać latami na przydział, by kupić samochód lub mieszkanie. To, że papier toaletowy nie jest dobrem trudno dostępnym…

Innymi słowy: pokazywały normalność.

Podejrzewam, że dokładnie to samo dzieje się w świecie arabskim. Baba ogląda serial telewizyjny i widzi, że gdzieś tam, daleko istnieje normalny świat, w którym kobieta może pocałować mężczyznę i nie zostać ukamienowana. To musi być szokujące doświadczenie dla każdego, kto do tej pory żył w świecie rządzącym się zgoła odmienna regułą.

Podsumowując:

Z tego wywodu płyną w zasadzie trzy wnioski. Tak więc:

  •  gry komputerowe / filmy / książki / anime / RPG czy co tam lubisz raczej nie zmienią cię w mordercę
  • oglądając głupie seriale w rodzaju „Klanu” faktycznie możesz zgłupieć.
  •  co nie zmienia faktu, że także z nich możesz nauczyć się czegoś mądrego. Warto też korzystać z dzieł kultury popularnej choćby po to, by upewnić się, że nikt nie robi nam wody z mózgu.
Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Anime, Filmy, Gry komputerowe, Komputery, Telewizja, Wredni ludzie. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

3 odpowiedzi na „Czy popkultura zjada nasze dusze?

  1. Kasztelan pisze:

    Trochę nie rozumiem konkluzji, bowiem skąd wiadomo który serial pokazuje normalność? Każdy serial jest fikcyjny więc idąc tym tokiem rozumowania mam prawo wierzyć w Klan tak samo jak Pani z Emiratów Arabskich w turecki serial, albo nie wierzyć.

    Ogólnie jestem zdania że człowiek wybiera popkulture, czyli czyta/ogląda/słucha co lubi i jedynie w swoich gustach może się utwierdzać i tak też podejrzewam było z Panią jak i obywatelami PRL im już coś nie pasowało a serial był tylko kolejną cegiełką.

    Ciekawym obecnie zjawiskiem w popkulturze jest co raz większa różnorodność etniczna i różnoraka reakcja na nią (Czarny Bond, pierwsza pokazana postać w trailerze Star Wars, nowy spider man, latynoski ghost rider).

    PS Wójt w Ranczu jest przedstawiany jako negatywna postać (i reakcją reszty postaci na ten incydent było złapanie się za głowę), ale rozumiem że nie lubisz nagradzania zła w mediach.

  2. „pogardę dla regół” – jakże trafne

  3. DoktorNo pisze:

    Co do tego, że złe filmy na VHS obaliły komunizm, to ja bym takiej tezy nie postawił. Raczej były elementem większej układanki: od RWE, przez dolary od cioci z Greenpointu po Akt Końcowy OBWE z Helsinek, każdy z tych elementów wyłamywał cegłę z muru:

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s