Lewandowski (znowu) pokazuje co potrafi

D0376_8b92_500ziś będzie o jednym z „moich ulubionych” polskich pisarzy fantastyki, czyli o Konradzie T. Lewandowskim. Człowiek ten znany jest w fandomie z dość krótkiej cierpliwości, gwałtownego temperamentu, wysokiej samooceny i niskiego krytycyzmu. Oraz przesadnych reakcji na negatywne recenzje swoich książek.

Jak dowiedziałem się dzięki (jak zwykle nieocenionej) Małgorzacie negatywna recenzja opublikowana została tym razem na blogu Sylwii Węgielewskiej i dotyczyła książki Ksin: Początek. Autor zareagował na nią w sposób następujący:

Naprawdę trzeba posiadać jakieś rudymentarne kwalifikacje, kiedy się dotyka literatury! Nie uznaję kategorii recenzentów-grafomanów na specjalnych prawach. Krytyk ma być krytykiem! Ma mieć kompetencje. Bo od krytyka oczekuję cennej informacji zwrotnej – co poprawić, w którą stronę dalej iść. Jeżeli można czegoś oczekiwać od autorów, to i od krytyków też!

W obronie recenzentki stanęła inna blogerka: Tetii Sheri, która panu Lewandowskiemu wytknęła brak kultury. Ten słuszność opinii niemal natychmiast potwierdził słowami:

„Kultura wymaga, aby najpierw się przedstawić z imienia, nazwiska i pokazać twarz. Ty jesteś nikim, więc wypierdalaj. Żadna kultura ci nie przysługuje!”

A potem było już z górki. Temat podejmowali kolejni blogerzy, Autor im pyskował, oni pyskowali jemu, do zabawy dołączyli się użytkownicy i wybuchł shitstorm na tyle duży, że temat podjęły media literackie.

Samobójstwo za pomocą Bloga?

Powiedzmy sobie szczerze: o ile recenzje blogowe mają niestety słabe przełożenie na sprzedaż książki, to niestety Internet jest bardzo ważną platformą marketingową. Narażanie się jego użytkownikom jest bardzo złym pomysłem. Tym bardziej, że Internauci są bardzo wyczuleni na punkcie własnej niezależności, wszelkich form cenzury i reagują na nie w sposób skrajny.

Próba ataku lub ingerencji w treść recenzji zwykle odbijają się więc znacznie szerszym echem, niż sama recenzja, przynosząc cenzorowi samą ujmę. Po kilku medialnych aferach tego rodzaju, jak na przykład zeszłoroczna ruchawka wokół tatara z Sokołowa wydawać by się mogło, że tylko szaleniec zdecydowałby się na taki manewr. Zyski z tego są minimalne, straty ogromne.

Autor jednak to robi. I to nie byle jaki autor. Nie przesiąknięta pychą korporacja, jak Sokołów, pewna, że zmiażdży małego żuczka swymi trybami, lecz wyga z blisko trzydziestoletnim stażem. Oszalał? Być może. Jednakże…

Metoda w szaleństwie:

Zanim zaczniemy oceniać Konrada Lewandowskiego należy wziąć pod uwagę specyfikę jego twórczości oraz otoczenia medialnego. Po pierwsze: cykl o Ksinie należy do dość charakterystycznego gatunku, jakim jest Porno-Fantasy z elementami sado-masochizmu i zoofilii. Jako taki nie ma raczej szans na pozytywne recenzje w „normalnej” części Internetu, jednak – powiedzmy sobie szczerze – jego odbiorców nie będzie to interesować. Blogerzy wytykając rozliczne wady książki natomiast mają ogromne szanse niechcący wskazać elementy, które dla odbiorców autora będą potencjalną zaletą. Po drugie: bitwę o popularność na blogach Lewandowski przegrał na starcie. Nie traci więc nic celowo się potykając.

Po trzecie: otoczenie medialne, czyli specyfika Internetu. Nie wiem czy wiecie, ale istnieje szereg technicznych oraz socjologicznych sztuczek pozwalających (przynajmniej do pewnego stopnia) manipulować wynikami oglądalności strony. Zbiorowo określa się je „technikami pozycjonowania”. Jedna z tych metod nosi nazwę „Ustawki”.

W klasycznej wersji „Ustawka” wymyślona została na Youtube. Polega na tym, że dwóch bloggerów umawia się, po czym jeden atakuje werbalnie drugiego, a tamten się broni, również nie przebierając w słowach. Obaj mają nadzieje, że ich użytkownicy i przyjaciele włączą się do walki, wywołując duży shitstorm. Gdy osiągnie on odpowiedni poziom obydwie strony wyciszają go i rozchodzą się w swoje strony. Zwykle kończy się to znaczącym wzrostem subskrybcji. Nadużywanie techniki jest niebezpieczne, powoduje bowiem że userzy uznają uczestnika za awanturnika, panującą na jego kanale atmosferę za niesympatyczną i pójdą sobie. Lewandowski jednak przez następny rok książki nowej nie wyda, tak więc odpowiednia przerwa będzie.

„Ustawka” w omawianej wersji została nieco zmodyfikowana, polega na tym, że najpierw chodzi on po sieci, wywołując hejt na siebie, a gdy zgromadzi wystarczająco duży broni się, posługując się takimi argumentami jak:

Klika grafomanek i grafomanów próbowała ustanowić swoją niekompetencję normą powszechną. Nie udało się, znaleźli się w izolacji. Teraz miotają się parskając zarzutami chamstwa i braku kultury. Tylko to im pozostało. Brak Kultury, którą niszczą.

Oraz:

Ta strona jeszcze nigdy nie miała takiej dynamiki polubień jak dziś. Dziękuję i witam wszystkich nowoprzybyłych!
W głębi osi czasu powinniście znaleźć dużo ciekawych linków i wiadomości, zapraszam!

I zwłaszcza w ostatnim mówi prawdę.

Ja nie będę rozstrzygał, czy autor idzie na spontan, robi to cynicznie, czy poprostu taki ma charakter, ale z całej tej awantury to on wyjdzie zwycięsko. Omawiana technika wykorzystuje bowiem dość ciekawy szablon działania użytkowników. Otóż: blisko 50% z nich rezygnuje z czytania tematu po dokładnie 5 sekundach. Ludzie dostają link, klikają w niego, widzą, że zawartość jednak ich nie interesuje i szukają czegoś ciekawszego. Jeśli z boku widzą inny, atrakcyjny link (a na prowadzonym od 4 lat profilu Facebookowym, jak ten Lewandowskiego jest ich od groma) klikają weń. Jeśli tym razem zawartość ich zadowoli: klikają w Like, zapewniając sobie tym sposobem stały dopływ newsów ze strony.

Tego typu użytkownik zwykle nie będzie pamiętał o awanturze już po kilku godzinach.

Jednocześnie zawsze w takiej sytuacji pojawia się grupa bulwersów, którzy z jakiegoś powodu stają po którejś ze stron konfliktu, pisząc o nim na własnych blogach. W mediach takich jak Facebook czy Youtube, polegających na budowaniu klik znajomych i fanów kończy się to podawaniem pałeczki. Lewandowski coś napisze, Muszyński to skomentuje, ktoś da linka, ktoś go powieli. Powoduje to stały napływ kolejnych, niezorientowanych czytelników, z których większość o aferze zapomni do końca dnia.

Lajki jednak zostaną.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Komputery, Książki, Pisanina, Wredni ludzie i oznaczony tagami . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

18 odpowiedzi na „Lewandowski (znowu) pokazuje co potrafi

  1. Lewandowski pisze:

    Gratuluję tupetu i bezczelności. Poziom Monty Pythona!

  2. tomakon pisze:

    Lewandowski robi lepsze flejmy niż książki.

  3. palazi pisze:

    ten „Lewandowski” to prawdziwy Lewandowski czy nabijasz sobie punkty?

  4. NK pisze:

    A ja przyznam, że – choć posiadam „rudymentarne kwalifikacje” – i lubię tego typu książki, to po „Ksina” nie sięgnę. Autor mnie zniechęcił. Nie mam ochoty czytać książek prostaka. Tak, jak każdy może pisać książki, tak każdy może je recenzować.

    • KTL pisze:

      Skoro jesteś tak głupi/głupia by pisać to serio, tym lepiej dla mnie – kolejna bzdurna recenzja nie ukaże się….

    • KTL pisze:

      Rudymentarne kwalifikacje wymagają umiejętności oddzielenia autora od dzieła.

    • KTL pisze:

      Gdybyś miało „rudymentarne kwalifikacje” to byś takich głupot nie wygadywało, bo byś wiedziało, że oddzielenie autora od dzieła to podstawa kompetencji krytycznych. O jedną głupią recenzję mniej.
      Pozdrawiam cenzora!

      • Muszę powiedzieć, że z każdą Pana nową wypowiedzią rośnie we mnie ochota, by Pana książkę kupić i dokładnie zrecenzować.

      • NK pisze:

        Panie Konradzie,

        czy teraz zwyzywa mnie Pan, bo podpisuję się inicjałami, a nie pełnym imieniem i nazwiskiem? Cóż, prawda jest taka, że autor jest poniekąd „reklamą” swojego dzieła. Rośnie we mnie bunt, który po prostu nie chce dać zarobić osobie, która obraża ludzi. Znam wielu autorów, niektórzy są mili, inni mniej, ale wobec czytelników, nawet (a może zwłaszcza) krytycznych, są merytoryczni i – najzwyczajniej w świecie – mili. Pan nie jest. Tyle w tym temacie.

        Aha, jeszcze taka uwaga. Interpretacje i krytyka literacka bywają wielowarstwowe, niektóre zakładają branie pod uwagę np. czasy historyczne itd. Gerhard Pasternack w „Interpretation” pisał o tym, że autor jest integralną częścią dzieła! A Umberto Eco jest zwolennikiem teorii, która mówi o całkowitej wolności interpretacji („ile odczytań – tyle interpretacji” – nie ma czegoś takiego jak nadinterpretacja, bo KAŻDY ma prawo interpretować jak chce). Do tego zalicza się także krytyka literacka przez pryzmat osoby autora. Ale – cóż – ci panowie zapewne także nie posiadają „rudymentarnych kwalifikacji”.

      • KTL pisze:

        Poproszę o jeszcze kilka wyjętych z kontekstu wypowiedzi Wszystkich Świętych, chciałbym mieć lepszy przegląd tych „kawalifikacji” pod tezę.

  5. nimdil pisze:

    Ksina znam tylko z opowiadania w MiM sprzed strasznie wielu lat i wspominam je raczej dobrze. Stąd się wziął zresztą Xin.
    Kryminały międzywojenne tego autora lubię, może nawet bardzo.
    Sama postać autora mnie jakoś szczególnie nie interesuje, podobnie jak nie jestem szczególnie zainteresowany Jackiem Dukajem – raczej jego twórczością. Tak samo jak nie śledzę jakoś szczególnie życiorysu Rogera Federera mimo że jego styl gry uwielbiam.

    • Czym innym jest zainteresowanie osobą autora książki gdy on sam wcale z żadnych szczególnych wyskoków nie słynie. A czym innym jest wyciągnięcie konsekwencji finansowych poprzez niekupowanie książek aroganckiego chama, który promuje się głównie poprzez wyzywanie ludzi w internecie.

      Jest coś takiego jak „kultura konsumencka”. Nie akceptuję postępowania firmy, więc nie robię z tą firmą interesów i nie kupuję jej produktów. Nie akceptuję zachowania autora jakiegoś dzieła – nie kupuję tego dzieła ani żadnych innych dzieł tego konkretnego autora.

      Wbrew debilizmom jakie wypisuje tu Lewandowski to właśnie kupowanie dzieł człowieka zasługującego na pogardę jest dowodem całkowitej ignorancji i braku obycia.

      Kupując u złodzieja jesteś współodpowiedzialny za jego kradzieże. Robiąc interesy z kłamcą bierzesz na siebie winę za wszystkie jego kłamstwa. A mając na półce książki aroganckiego chama i trolla masz na rękach wszystkie krzywdy jakie ten osobnik wyrządził niesłusznie wyzywając ludzi. I nie ma w tym wszystkim nic dziwnego.

      Polska jest takim krajem, jakim jest między innymi dlatego, że dana firma może deptać prawo i nagminnie znęcać się nad pracownikami – a klienci mają to w dupie i dalej tam kupują.

  6. Nie ma to jak kolejny cham z „elit”, wyzywający zwyczajnych ludzi za to, że śmią mieć swoje zdanie. Powinien zacząć się promować w „Gazecie Wyborczej” o TVNie – dobrze by jego bluzgi wyglądały obok wypowiedzi Palikota i Niesiołowskiego.

    Lewandowski najwyraźniej nie zauważył, że miażdżąca większość ludzi sra na recenzje zawodowych krytyków „posiadających rudymentarne kwalifikacje”. Bo tak się dziwnie składa, że ci krytycy najczęściej piszą do reżimowych szmatławców, których porządny człowiek nie bierze do ręki. Jaka książka jest dobra i warta przeczytania, o tym się ludzie dowiadują z komentarzy w Necie, opinii znajomych – albo po prostu z autopsji po ściągnięciu pirata.

    A przynajmniej takie podejście mają praktycznie wszystkie osoby z mojego otoczenia.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s