Moje top 10 anime fantasy

lodossMiesiąc się kończy (a raczej: skończył) nadeszła więc pora na kolejny odcinek cyklu o japońszczyźnie. Tym razem zajmiemy się niezwykle palącym pytaniem, które redakcji Tanuki.pl zadawane jest średnio co trzy godziny: „polećcie jakieś dobre anime fantasy”.

O ile do pytań „polećcie mi jakieś coś” tak naprawdę już przywykliśmy, to niestety ten wariant sprawia nam poważny problem. Polecenie jakiegokolwiek anime fantasy jest bardzo trudne: zwyczajnie nie jest to popularny gatunek. Jeśli już jest kręcony, to najczęściej są to adaptacje gier jRPG lub, jeszcze gorzej gier hentai-RPG. A cytując Johna Carmacka: „fabuła w grach komputerowych jest jak fabuła w filmach porno: niby jakaś jest, ale nie jest ona na pierwszym planie”. Tak więc trudno się dziwić, że zwłaszcza z tych ostatnich wychodzą kiepskie filmy.

Co oczywiście nie znaczy, że wartego polecenia anime osadzonego w konwencji fantasy nie ma. Przeciwnie, jest ich wystarczająco dużo, by przygotować całą Top Listę. Tak więc:

10) Vampire Hunter D: Bloodlust

Jak widzicie top-listę tą stworzyłem jednak nieco oszukując, zaczyna się ona bowiem od filmu, który trudno nazwać klasycznym fantasy. Przenosimy się w dziwaczny świat, ni to westernu, ni to postapokalipsy, ni science fiction ni gotyckiego horroru, by obserwować łowy na wampira (a raczej pogoń za nim). Naszym bohaterem jest natomiast D, milczący półwampir i łowca wszelkiego, nieczystego tałatajstwa.

Film wprawdzie nie jest już pierwszej młodości (data premiery: 2000) jednak nadal zachwyca swoim wyglądem, w szczególności mroczną atmosferą oraz charakterystyczną, wizyjną, bardzo dopracowaną grafiką, która, nawet jeśli się zestarzała, to tylko w niewielkim stopniu.

9) Log Horizon

Ponownie lekkie oszustwo. Fabuła Log Horizon, podobnie jak fabuła innej, popularnej obecnie serii: Sword Art Online przenosi nas do wnętrza sieciowej gry MMO do której wessani zostali jej uczestnicy. Tym razem ich rola nie będzie jednak polegać na emoceniu się na przemian z wzajemnym mordowaniem się. Bohaterowie nie mogąc za wrócić do prawdziwego świata muszą zwyczajnie nauczyć nim żyć w nowym i co więcej ponownie ustawić swoją egzystencje. Co więcej: spora część z nich wydaje się być z takiej przeprowadzki zadowolona.

Oczywiście pojawiają się też i problemy: Bohaterowie Niezależni i potwory nie są już dłużej zlepkami pikseli, a eventów i fabuły nie da się już dłużej olewać. Opowieść skupia się natomiast głównie na tym, co w grach MMO jest najatrakcyjniejsze: interakcje między gildiami i ze światem gry.

Oprawa Log Horizon nie jest szczytem współczesnych możliwości technicznych, niemniej jednak uważam, że warto się przemóc, bowiem seria jest naprawdę dobra.

8) Scapped Princess

scrapped princess_74_1280

Anime to trudno nazwać genialnym czy przełomowym, odnoszę też wrażenie, że nawet w swoich czasach przeszło trochę bez większego echa. Mimo to jest ono solidną historią fantasy. Fabuła osnuta jest wokół przepowiedni dotyczącej pewnej dziewczyny, która to w dzień swoich szesnastych urodzin ma rzekomo zniszczyć świat. W efekcie zostaje ona uznana zagrożeniem i staje się głównym celem inkwizycji. Nie trudno też się dziwić, że jej najbliżsi, a w szczególności jej brat-wojownik i siostra-czarodziejka nie chcą patrzeć, jak ich siostrzyczka zostaje sfajczona się na stosie. Rozpoczyna się więc długa ucieczka, podczas której bohaterowie będą musieli spotkać nie tylko ludzkich wrogów, ale też zmierzyć się wysłannikami niebios i piekieł.

Jak pisałem: anime to posiada bardzo rzetelną fabułę, oraz niestety dość średnią oprawę audiowizualną. Grafika tak naprawdę nawet w swoich czasach nie była najwyższych lotów. A te upłynęły równe 10 lat temu…

7) Slayers

slayers

Starożytny klasyk. Lina Inverse, młodociana i genialna czarodziejka przemierza świat zabijając smoki, napadając na bandytów, by przywłaszczyć sobie kosztowności, które ci zrabowali wcześniej komuś innemu i nieodpowiedzialnie rzucając ultradestrukcyjne zaklęcia na lewo i prawo.

Slayersi największe triumfy święcili w drugiej połowie lat 90-tych, w efekcie dziś już raczej trącą myszą. Potem miały miejsce dwie próby przypomnienia widzom serii oraz jej „ulepszenia”, o których jednak lepiej zapomnieć. Dziś w oryginalnych seriach w szczególności razi kiepska jak na dzisiejsze czasy animacja.

Niemniej jednak najsilniejszy element serii: dobry humor nie zestarzał się po dziś dzień. Postacie ze Slayersów zachowują się prawie, jak gracze RPG (obojętnie: prawdziwi, czy komputerowi), naszych dzielnych bohaterów motywują głównie pieniądze, grindują co się da, niemalże farmią złoto, a mając do wyboru iść albo w lewo albo w prawo zawsze wybiorą drogę po skosie. Jest to świetna, lekka, napisana z jajem i inteligentna komedia.

6) Vision of Escaflowne

Dziewczyna z Ziemi zostaje przeniesiona na obcą planetę o nazwie Gaja, gdzie zostaje wplątana w lokalną wojnę. Fantasy jest to dość dziwne: z jednej strony mamy więc smoki, magię, siły nadprzyrodzone, miecze i kilka obcych ras, z drugiej: latające statki i mechy (napędzane kamieniami pozyskanymi z zabitych smoków).

Vision of Escaflowne zostało zekranizowane dwukrotnie, pod postacią serii telewizyjnej i filmu kinowego. Prawdę powiedziawszy nie mają one ze sobą wiele wspólnego, poza kilkoma motywami i częścią imion bohaterów. Obydwie są dość typowymi opowieściami awanturniczo-przygodowymi. Fabuła jest niezła, choć, przynajmniej w wersji telewizyjnej należy uzbroić się w odporność na Deus ex Machina.

Mimo wieku i rażąco ostrych nosów, w jakie graficy wyposażyli postacie zestarzała się niewiele (w odróżnieniu od tych klipów na Youtube), a seria ciągle wygląda nienajgożej i oglądać można ją nadal z ciekawością. Muzyka jest fajna, chóralna i (ciekawostka) nagrywano ją w warszawskiej filharmonii.

5) Inuyasha

inuyasha-29373-1680x1050

Jedno z moich ulubionych anime.

Japońska uczennica, za pomocą magicznej, świątynnej studni przenosi się w czasie, w okres feudalnej Japonii. Świat ten różni się od znanego nam, a ludzie dzielą go z demonami. Na skutek szeregu nieszczęśliwych zbiegów okoliczności zostaje zmuszona do wzięcia udziału w poszukiwaniu bardzo niebezpiecznego, magicznego klejnotu (a raczej jego fragmentów) u boku równie niebezpiecznego półdemona.

Inuyasha należy do tak zwanych „tasiemców” jednak jest całkiem niezgorszą opowieścią fantasy, w której występuje całkiem niezgorsza gromada ciekawych bohaterów i relacjami między nimi skomplikowanymi, jak w brazyliskim serialu. Otrzymujemy też niezłe walki z całkiem fajnymi potworami i odpowiednio dramatyczną fabułą.

4) Kemono no Souja Erin

erin

Dziesiecioletnia Erin żyje w takiej specjalnej wiosce, zamieszkanej przez hodowców takich specjalnych, bojowych jaszczurek, używanych przez pewno pseudo-azjatyckie królestwo do toczenia wojen. Jako, że jaszczurki są surowcem strategicznym mieszkańcy owej wioski obarczeni są bardzo dużą odpowiedzialnością, a matka Erin jest kimś w rodzaju weterynarza zajmującego się leczeniem jaszczurów.

Prócz jaszczurów w świecie tym żyją też potężne, latające istoty nazywane Ouju, które również mają swoich opiekunów, na których ciąży jeszcze większa odpowiedzialność. Nie będzie wielkim spoilerem, że w pewnym momencie Erin stanie się opiekunką jednego z tego typu stworów.

Kemono no Souja Erin jest anime o niezłej jak na swoje czasy (rok 2009) grafice oraz dość powolnej, nastawionej raczej na budowę postaci, niż walki i szybką akcję fabule. Jest raczej realistycznym studiem świata, niż przygodówką, dlatego też dla typowego miłośnika magii i miecza może być rozczarowujące. Nie zmienia to faktu, że mimo to jest to anime godne obejrzenia.

3) Seirei no Moribito

Przenosimy się do kolejnego, pseudo-azjatyckiego cesarstwa, założonego według legend przez herosa, który, z pomocą ośmiu, wiernych towarzyszy pokonał wodnego potwora nękającego ludzkość. Anime opowiada natomiast o losach Balsy, wędrownej wojowniczki, pod której opiekę trafia małoletni następca tronu owego państwa. Opieka ta jest konieczna, albowiem nad cesarstwem gromadzą się czarne chmury. Zagraża mu nie tylko przepowiedziana przez astrologów susza, ale też złe duchy z innego wymiaru.

Podobnie jak w wypadku Kemono no Souja Erin także i tym razem mamy do czynienia z rozbudowaną warstwą obyczajową spychającą nieco na dalszy plan . Tym razem jednak akcja jest szybsza, a fabuła, mimo dużego rozbudowania bliższa kanonom fantasy. Poważną zaletą anime jest bardzo dobra grafika, która w prawdzie trochę już się postarzała (anime pochodzi z roku 2007) jednak nadal pozostaje na bardzo wysokim poziomie.

2) Juuni Kokki

Juuni-Kokki-the-twelve-kingdoms-17320165-440-301

Pewien świat fantasy podzielony jest na dwanaście królestw (od których pochodzi tytuł serii). Każde z tych królestw posiada zarówno władcę, jak i kirina (kirin to taka magiczna istota z chińskich legend, podobna do jednorożca, stanowi ona ducha opiekuńczego dynastii cesarskiej, ). Władcy wybierani są przez właśnie owe kiriny, a jeśli rządzą w sposób bezmyślny lub niesprawiedliwy kirin choruje, a nawet umiera, kraina natomiast cierpi nękana przez klęski i demony.

W przeciwnym razie kraj opływa w obfitość, a władca i jego kirin żyć mogą nawet w nieskończoność. Oczywiście mądre i sprawiedliwe rządy nie zawsze idą w parze z byciem człowiekiem czy potrzebą chwili. Cała fabuła krąży więc wokół postaci królów, ich kirinów oraz silnych i słabych stron charakterów obydwu.

Prawdę mówiąc Juuni Kokki jest jednym z najlepszych fantasy, z jakim miałem do czynienia. Mimo średniej oprawy wizualnej umieściłbym je na pierwszym miejscu, gdyby nie fakt, że seria została w pewnym momencie przerwana, w efekcie czego urywa się w pewnym momencie bez puenty.

Goście specjalni:

Record of Lodoss War

Tak naprawdę trudno nazwać Record of Lodoss War zarówno dobrym anime jak i dobrym fantasy, a z drugiej strony: trudno pisać o omawianej tematyce bez powoływania się na ten tytuł, mimo, że seria ta potwornie wręcz się postarzała.

Przełom lat 80-tych i 90-tych XX wieku jest tak naprawdę momentem największej mody na tolkienowską, dziś powiedzielibyśmy: generyczną fantasy i drużyny złożone z elfów, krasnoludów, wojowników i magów. Moda ta ogarnia cały świat, w tym okresie więc w USA wychodzą Kroniki Smoczej Lancy, we Francji Kroniki Czarnego Księżyca, w Wielkiej Brytanii: Warhammer, w Niemczech: Das Schwarze Auge, w Polsce: Wiedźmin i Kryształy Czasu, w Japonii Lodoss właśnie (oparty na grze fabularnej będącej klonem Advanced Dungeons and Dragons).

Fabuła: światu zagraża wojna. Powstrzymać ją może jedynie drużyna złożona z wojownika, kapłana, czarodzieja (nie mówiłem?), złodzieja, krasnoluda i elfki. Wtedy to jeszcze nie było tak strasznie oklepane.

Grafika w swoim czasie była dość dobra, jeśli nie bardzo dobra, przy czym od tamtych czasów (1990) wiele już wody upłynęło w Zatoce Tokijskiej i dziś wygląd Record of Lodoss War pozostawia wiele do życzenia. Nie tak wiele jednak, co nakręcona pod koniec lat 90-tych wersja telewizyjna, która już w momencie premiery była bardzo źle animowana, bardzo źle rysowana i niestety głupawa.

Berserk

Kolejny klasyk i pozycja obowiązkowa, a jednocześnie anime, które mógłbym zaliczyć do największych rozczarowań. O Berserku naczytałem się bowiem bardzo dużo, zarówno w sieci jak i prasie na kilka lat zanim miałem okazję go obejrzeć. A każdy z tych tekstów chwalił go, jaka to seria jest mroczna, głęboka oraz zdradzająca prawdy o ludziach i życiu.

A potem dostałem dość typową japońską kreskówkę, z pewną ilością przemocy, pewną ilością nudy, pewną liczbą japońskich głupot i tak naprawdę przerwaną w najlepszym momencie. Mimo całej legendy, którą jest owiany dla mnie był przykładem typowego anime drugiej połowy lat 90-tych. A był to akurat okres, gdy cały świat ogarnęła moda na mrok i antybohaterów.

Mimo to o Berserku należy wspomnieć właśnie z powodu jego legendy. I popularności, jaką cieszy się w zasadzie do dnia dzisiejszego.

Avatar: The Last Airbender

Pseudoazjatycki świat władających mocą żywiołów karatektów podbijany jest przez karateków ognistych. W dawnych czasach spory między karatekami regulowane były przez Awatara, który (jako jedyny) posiadał zdolność posługiwania się wszystkimi czterema stylami karate (oraz kilka innych zdolności w zestawie), jednak sto lat temu cykl reinkarnacyjny awatarów został przerwany. I wydaje się, że nic nie jest już w stanie uchronić świata przed dominacją władców ognia, gdy pewnego dnia rodzeństwo młodych karateków wody przypadkowo odnajduje Awatara.

W zasadzie jedyną przyczyną, dla której Avatar: The Last Airbender nie został umieszczony na miejscu nr. 2 tej listy jest fakt, że nie jest to anime, a amerykańska kreskówka. Oprócz tego, nawet przy wszystkich grzechach pierworodnych amerykańskich kreskówek (np. polityczna poprawność i to, że pewnych rzeczy zwyczajnie się nie pokazuje) zarówno fabułą jak i animacją oraz jakością grafiki (nawet mimo upływu lat) moim zdaniem bije on na głowę większość japońskich kreskówek (w szczególności serie 2 i 3, pierwsza bowiem jest w porównaniu do nich dużo słabsza) po dziś dzień.

1) Mononoke Hime

Wielokrotnie nagradzana opowieść o konflikcie między duchami lasu, a ekspansywną, ludzką osadą oraz jednocześnie film ekologiczny. Fabuła nie jest skomplikowana, jednak jak na film o Ratingu 13 zdumiewająco poważna. I zdumiewająco przepełniona urywanymi rączkami oraz ucinanymi główkami.

Bardzo mocną stroną tego anime jest natomiast jego oprawa wizualna. W prawdzie od momentu, gdy nakręcono ten film minęło już kilkanaście lat, nadal jednak nie ma on sobie równych. Owszem, jakość grafiki jest obecnie wyższa, ale tego stopnia wysmakowania i tak dobrych kompozycji nie da się powtórzyć zwyczajnie zwiększając zakres dostępnych możliwości technicznych. Efekt jest taki, że anime po dziś dzień jest piękne i robi wrażenie.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Anime, Fantasy, Filmy, Japonia, Top listy. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „Moje top 10 anime fantasy

  1. DoktorNo pisze:

    ATLAB jest wielkim żywym hołdem złożonym anime przez zachodnią animacje. Twórcy moim zdaniem wiele razy ograniczani przez kategorię wiekową tego serialu, ale i tak odwalili kawał dobrej roboty:

    http://doktorno.vot.pl/content/avatar-legenda-aanga

    Niestety, „Legenda Korry”, a w szczególności pierwszy sezon, ugrzęzła fabularnie z powodu braku należytej koncentracji na głównym konflikcie oraz rozbiła się o mur ograniczeń wiekowych (mówiąc wprost: fabuła zdecydowanie bardziej nadawała się do serialu dla dorosłych niż dla dzieci, więc uległa spłyceniu).

  2. ZOKO pisze:

    Smuteczek, chociaż to było nieuniknione, że nie został Orphen. Seria raczej niedoceniana, moim zdaniem.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s