Pięć smaków fantasy

Lord-Of-The-Rings_o_134220Po poprzednim wpisie o fantasy zwrócono mi uwagę, że strasznie narzekam. Oraz poproszono mnie, żebym dla odmiany napisał, co moim zdaniem powoduje, że fantasy jest dobre. Nic na to nie poradzę: strasznie lubię narzekać i mógłbym robić to godzinami, tym bardziej, że jest na co. W gospodarce kryzys, w świecie książek kryzys, gier fabularnych już się prawie nie wydaje, podobnie jak gazet komputerowych. W filmie i grach komputerowych najciekawsze rzeczy dzieją się tak naprawdę z boku głównego nurtu (czyli w serialach i wśród indyków), a w planszówki nie mam z kim grać…

Jednak prośba czytelnika to świętość. Tak więc postaram się napisać coś konstruktywnego. Tym razem będzie o tym, co moim zdaniem czyni fantasy dobrym?

Boże, już trudniejszego pytania wymyślić się nie dało?

Otóż: moim zdaniem z fantasy jest jak z chińską kuchnią. Chińscy kucharze uważają, że aby przygotować dobrą potrawę należy uzyskać harmonijne połączenie pięciu głównych smaków (bo chińska kuchnia tyle ich wyróżnia). Smaki te to: słodki, słony, gorzki, kwaśny i piekący (a nie umami, które generalnie jest pomysłem Japończyków). Myślę, że podobnie jest w fantasy, a powodzenie w tym gatunku wymaga uzyskania harmonii między pięcioma elementami.

Smaki te to: Barbarzyński, Cywilizowany, Koszmarny, Marzycielski oraz (ostatni, lecz nie najmniej ważny) Realistyczny. Omówmy je więc po kolei. Jednak, aby do tego przejść zacznijmy od dwóch uściśleń. Mianowicie, czym fantasy powinno być i czym nie powinno być.

1) Barbarzyństwo i Cywilizacja czyli wielka, howardowska dychotomia

Klasyczne powieści fantasy pisane przez takich autorów jak J. R. R. Tolkien, Jack Vance, Roger Zelazny, Lord Dunsandy, Ursula le Guin czy Poul Anderson częstokroć przeciwstawiały stan pierwotny człowieka: naturę, mitologizowaną przeszłość, tradycję i dawne wierzenia postępowi, cywilizacji i współczesności. Osobą, w której twórczości chyba najsilniej zaznaczona była ta myśl był oczywiście Robert E. Howard, dla którego cywilizacja była tylko krótkotrwałą abominacją w świecie zdominowanym przez barbarzyńców, skazaną na to, by ponownie się w barbarzyństwie pogrążyć, a bariera dzieląca te dwa stany rzeczy jest bardzo cienka.

Oczywiście Howard żył na początku naszego XX wieku, gdy antropologia dopiero raczkowała, a badacze faktycznie dzielili ludy na cywilizowane i barbarzyńskie. Niemniej jednak jego intuicja była bardzo cienka. Tak cienka, że badacze nie dzielą dziś świata na cywilizacje i barbarzyńców. Nie zmienia to faktu, że ludy zamieszkujące naszą planetę różnią się (i różniły) od współczesnych ludzi zachodu pod względem:

  • poziomu technicznego, ilości i jakości używanych udogodnień cywilizacyjnych
  • stopnia opanowania sił natury, zagospodarowania zamieszkiwanych terenów, ilości użytków rolnych i poziomu urbanizacji (lub jej braku)
  • stopnia mechanizacji pracy
  • organizacji życia publicznego
  • ilości i siły wykształconych instytucji (system władzy, system prawny, siły policyjne, wojskowość, system bankowy, system podatkowy, zdolność do organizowania i przeprowadzania złożonych prac na wielką skalę)
  • organizacji kultu rola wierzeń religijnych i magicznych w tłumaczeniu świata
  • poziomu akceptacji użycia przemocy w życiu publicznym, prywatnym, w rozrywce oraz jako narzędzia wymuszania posłuchu (np. kary cielesne), sposobu rozstrzygania sporów politycznych, ekonomicznych, człowiek vs. człowiek (np. prawo zemsty, pojedynek sądowy) oraz człowiek vs. władza.
    kosztów cywilizacji (ilość i poziom zagrożeń, chorób, patologii i problemów cywilizacyjnych nękających ludzi) oraz jej braku (np. głód).

W prawdzie współcześnie fantasy jest raczej odległa od tego zagadnienia, przeciwnie, najczęściej skupia się na głupawych intrygach dworskich lub opowieściach o akceptacji i jej braku w stylu „Trylogii Czarnego Maga” Trudi Canavan (jedne i drugie parodiował Gambit Mocy) jednak uważam dychotomię Barbarzyństwo vs. Cywilizacja za jeden, z dwóch najważniejszych elementów gatunku fantasy. Wynika to z następujących faktów:

– potencjał fabularny: fantasy, dzięki swojej stylistyce jak żaden inny gatunek nadaje się do roztrząsania wad, zalet i konsekwencji dawnego życia, tym bardziej, że (w odróżnieniu od np. powieści historycznej) nie jest skrępowane rzeczywistością. Nie da się ukryć, że tematy takie, jak cena postępu, walka człowiek vs. natura, zderzenia kultur i cywilizacji, sposób życia, prowadzenia wojen, organizacji państw etc. są zagadnieniami zarówno ważnymi jak i ciekawymi. Doskonale też nadaje się do eksploracji wad i zalet życia na rożnych poziomach rozwoju. Oraz konfrontacji różnych światów. Dobrze też nadaje się do pytań o naturę człowieka, religii i wiary.

Nie da się też ukryć, że takie zagadnienia jak niewolnictwo, napady piratów i bandytów, najazdy prymitywnych koczowników i technicznie wyrafinowanych konkwistadorów, wendetta, walki gladiatorów, aranżowane małżeństwa, zwyczaje dawnych, nierzadko bardzo okrutnych cywilizacji, dawne sztuki walki i wierzenia, prześladowania czarownic i heretyków czy wojny religijne również mają ogromny potencjał i stanowią świetny temat na książkę.

– potencjał poznawczy: jak wspominałem przy okazji innego tekstu, dla mnie fantasy jest rodzajem baśni i jak baśń powinno mieć morał. O ile pytania o naszą cywilizację, jej przyszłość, kierunek do którego zmierza i jej stan należą raczej do arsenału Science Fiction, tak gatunek ten doskonale nadaje się do eksploracji konfliktu „Człowiek vs. Natura” wszelkiego rodzaju Zderzeń Cywilizacji, dyskusji na temat kosztów postępu, wartości tradycji oraz eksploatowania tęsknoty za bliskością z przyrodą.

Kwestie te są o tyle ważne, że są ponadczasowe. Cobyśmy nie zrobili: środowisko naturalne i takie katastrofy towarzyszyć będą ludzkości zawsze, w mniejszym lub większym natężeniu. We współczesnym, coraz bardziej zglobalizującym się świecie już zawsze będziemy też musieli wchodzić w interakcję z przedstawicielami odmiennych cywilizacji i kultur. Nauczymy się z nimi żyć w pokoju, czy będziemy toczyć wojny, zostaną naszymi partnerami, czy też jedni z nas będą panami, a inni sługami: nie robi to żadnej różnicy. Dyskusja o spotkaniu różnych kultur zawsze pozostanie aktualna.

– siły magiczne i mitologiczne: wbrew przyzwyczajeniu części fanów, wiążących (na wzór Advanced Dungeons and Dragons) magię z inteligencją, a wiarę z mądrością (Wisdom) siły te mają niewiele wspólnego z rozumem. Przeciwnie, jak powiedział jeden z pionierów badań nad tematyką James George Frazer: są jego bękarcimi siostrami. Społeczeństwa tłumaczące sobie świat za pomocą działań bogów i czarów są społeczeństwami bardzo prymitywnymi. Dla Frazera wyjaśnianie świata przez magię było typowe dla dzikich, a przez religię: dla barbarzyńców. Dopiero kierująca się intelektem cywilizacja wyjaśnia go przez naukę. Tak więc magia i mitologia jak najbardziej współgrają ze smakiem barbarzyńskim (choć IMHO strasznie gryzą się z cywilizowanym).

– wiara (i magia) vs. rozum: początkowo nie planowałem umieszczać tego punktu, niestety lektura babskich gazet, które przyniosły do pracy koleżanki (a dokładniej wywiadu z pewnym profesorem PAN-u, który habilitował się na żywotach świętych, rozwodzącym się nad naukowością homeopatii) uświadomiła mi, że wciąż jest to bardzo ważny, a być może nawet ponadczasowy temat, który literatura fantasy jak najbardziej może (a nawet powinna) poruszać. Otóż: o ile do pytań o granicę nauki oraz o to, jak daleko możemy posunąć się w trakcie badań ponownie raczej należą do repertuaru Science Fiction, tak konflikt Nauka – Wierzenia jak najbardziej do fantasy pasuje.

– patologie wiary: kolejny temat, który jest niestety ponadczasowy to wypaczenia oraz zbrodnie, do których ludzie są w stanie posunąć się w imię Boga. Niestety nie da się ukryć, że wyznawcy różnych religii miłosierdzia i pokoju mają całkiem sporo brudu pod paznokciami, a aktualne wydarzenia na świecie pokazują jasno, że nie trzeba jechać daleko, by trafić w krainę ucinania głów i kamienowania cudzołożnic. Tak więc ponownie: jest to temat, do którego omawiania fantasy, ze względu na swoją konwencję doskonale się nadaje.

– duchowość: życie religijne oczywiście nie składa się wyłącznie z palenia czarownic na przemian z książkami i ich autorami. Przeciwnie: często jest potężnym bodźcem do czynienia dobra oraz siłą napędową człowieka. Z drugiej strony: nawet czynienie dobra nie zawsze musi się podobać. Przeciwnie: może wręcz oznaczać życie ciężkie, trudne i zakończone przedwcześnie. Jest to kolejny temat, który fantasy (ze względu na swoją stylistykę) może z łatwością podjąć. Podobnych ofiar wymagać może też oczywiście nauka, jednak akurat ten wariant łatwiej będzie chyba udźwignąć Science Fiction.

– władza: ponownie ponadczasowy temat. Z uwagi na nakierowanie na dawne czasy, monarchistyczne systemy władzy oraz mniejszą kontrolę obywatelską nad władcami fantasy jest idealnie skrojone do analizy problemu władzy, jej zakresu, zdolności do psucia ludzi, odpowiedzialności i tak zwanego „ciężaru korony” (czyli obowiązku podejmowania decyzji koniecznych, a niechcianych).

– barbarzyńskie cywilizacje: po ostatnie wiele społeczeństw, które dziś uznalibyśmy za dobrze zorganizowane i warte podziwu praktykowało zwyczaje, które dziś uznalibyśmy za barbarzyńskie. Przykładem mogą być tu walki gladiatorów w starożytnym Rzymie czy też użycie ogromnych rzesz przymusowej siły roboczej, praktykowane w zasadzie wszędzie na świecie, które dziś potraktowano by zapewne jako zbrodnie przeciwko ludzkości. Stanowią one ciekawy temat do analizy i omówienia. Przykładem tego typu cywilizacji w Fantasy może być Siedem Królestw z prozy George R. R. Martina. Owszem, jest to twór niewątpliwie posiadający rozwiniętą kulturę i wiele zdobyczy, jednak także na swój sposób barbarzyński, w którym wzajemne wojny, rozwiązywanie konfliktów za pomocą miecza, skrytobójstwa i ruchanie własnych sióstr jest na porządku dziennym.

2) Równie wielka Trychotomia

Niezależnie od dualizmu Barbarzyństwo-Cywilizacja w fantasy istnieje drugi problem. Jest nim konieczność zachowania równowagi między trzema rodzajami fikcji. Rodzaje te to: Koszmarny, Marzycielski i Realistyczny.

Koszmarny

Słowo „bajkowy” w języku polskim oznacza między innymi „coś wspaniałego, niezwykłego” i mające zwykle pozytywne znaczenie. Mówi się na przykład „bajkowy krajobraz” lub „życie jak z bajki”. Określenia te nie do końca odnoszą się do uniwersów fantasy (przeciwnie: te ostatnie to bardzo często tzw. „Crapsacki”). Owszem, w tego typu twórczości eksploatowane są wątki fantastyczne, jednakże ich rola nie polega na podzieleniu się z kimś swoim światem marzeń. Przeciwnie: zjawiska fantastyczne są bardzo często w twórczości tego rodzaju źródłem zagrożenia.

Dlatego też dobre światy fantasy bardzo rzadko są miejscami cudownymi, a znacznie częściej krainami bardzo niebezpiecznymi. Żyją w nich potwory i dzikie bestie, prześladowane mniejszości, a wojna jest jednym z częstszych tematów tego typu twórczości. Ich mieszkańcy muszą też zmagać się z całym szeregiem katastrof naturalnych i zagrożeń nieistniejących na Ziemi lub dawno na niej już zażegnanych.

Pod wieloma względami (dobre) fantasy rządzi się zbliżonymi regułami, jak jego krewniak horror. Polega on „na budowaniu świata przedstawione na wzór rzeczywistości i praw nią rządzących po to, by wprowadzić w jego obręb zjawiska kwestionujące te prawa i nie dające się wytłumaczyć bez odwoływania się do zjawisk nadprzyrodzonych celem wywołania u widza poczucia grozy, niepokoju, obrzydzenia lub szoku”.

Marzycielski

Fantasy jednakże horrorem nie jest. W odróżnieniu od tego gatunku niezwykłe zjawiska nie są jedynie siłami wrogimi bohaterom. Przeciwnie: mogą być także przyjazne lub używane w charakterze narzędzi. Tak więc bohaterowie fantasy posługują się magią i magicznymi przedmiotami, mają niesamowitych przyjaciół i sojuszników (a nie tylko wrogów), wsparcie od boskich sił oraz niesamowite rumaki. Świat w którym żyją także przesycony jest tego typu zjawiskami.

I tym sposobem docieramy do miejsca w którym wielu poległo. Moim zdaniem element marzycielski jest chyba najmniej stabilnym elementem konwencji. O ile uzbrojenie bohaterów w niezwykłe moce, magiczne miecze i wsadzenie ich na smoki oraz zaprzyjaźnienie z elfami i orkami jest całkiem fajnym elementem dramatycznym, tak niestety smak Marzycielski wiąże się z pewnym ryzykiem. Mianowicie częstokroć się zdarza, że twórcy, zamiast skupić się na pisaniu mądrej książki o wciągającej intrydze koncentrują się na stworzeniu albo bardziej i bardziej przekombinowanych światów, albo odwrotnie: krain marzeń, w których wszystko jest dobre, ładne i wszyscy żyliby długo i szczęśliwie gdyby nie np. demoniczny Czarny Lord.

O ile z poprzednimi smakami przesadzić jest raczej trudno, tak niestety ten jest czymś w rodzaju soli w prawdziwej kuchni. O ile bez soli gotować jest raczej trudno, tak w odróżnieniu od innych podstawowych smaków jest raczej niebezpieczna: przesolić łatwo, a jej nadmiar może uszkodzić nam nerki.

Tak samo jest z marzycielstwem. O ile inne smaki generują konflikt, a konflikt jest podstawą każdej, dobrej literatury, tak niestety smak marzycielski go uśmierza. Owszem, jest to atrakcyjne, a nawet konieczne: czytelnicy też bowiem mają ograniczoną wytrzymałość i w pewnym momencie mają dość nadmiernego podnoszenia temperatury. Jednakże marzycielstwo niestety w zbyt dużych ilościach szybko psuje wszelkie, dramatyczne efekty.

Jest to więc element, z którym należy bardzo mocno uważać.

Realistyczny

Po trzecie: w odróżnieniu od wcześniejszych (tzn.  XIX wieku i wcześniejszej) gatunków literackich, które posługiwały się fikcją, by podkreślić nierzeczywisty charakter twórczości i jej oderwanie od owej rzeczywistości współczesna fantastyka (niezależnie od podgatunku) jest realistyczna. Nawet jeśli pokazuje się ewidentnie baśniowe istoty, to przedstawione są w sposób realistyczny (przynajmniej pod względem psychologicznym).

Oczywiście występują w niej, a nawet dominują jako główne motywy i tematy zjawiska fantastyczne, jednakże zjawiska te nie są traktowane jako przeciwieństwo rzeczywistości, ale bardziej jak jej element. Jest to oczywiście element realizmu wewnętrznego, polegającego na przestrzeganiu reguł prawdziwego świata wzbogaconych o nowe elementy.

Fantasy jest, a przynajmniej powinna być realistyczna przedewszystkim na poziomie psychologicznym, budowy postaci oraz społecznym: zachowania ludzi i całych grup ludzkich.

Pod tym względem przypomina nieco science fiction. O ile to drugie zastanawia się jak wyglądałby świat gdyby pojawiły się nowe rozwiązania techniczne, tak fantasy zastanawia się jakby wyglądał świat, gdyby pojawiły się w nim zjawiska magiczne. Albo też – dzięki zastosowaniu zjawisk magicznym, służących jako narzędzie do kontroli fabuły – zyskuje lepszą możliwość przyjrzenie się rzeczywistości.

Rzadko natomiast korzysta z takich środków wyrazu, jak symbolizm i groteska.

3) Harmonia:

Jak pisałem na początku: do napisania porządnej książki fantasy konieczna jest harmonia wszystkich pięciu elementów. Tak więc:

  • dychotomia Barbarzyństwo-Cywilizacja, mimo, że (moim zdaniem) dla fantasy kluczowa jest tak naprawdę tylko (i aż) pytaniem o naturę człowieka i człowieczeństwa. Sama w sobie tego gatunku nie tworzy.
  • tworzywem gatunku jest natomiast Marzycielstwo, jednak w czystej postaci jest ono mało stawne. Wizje zbyt odjechane lub zbyt cukierkowe nie niosą nic (albo niewiele) ciekawego i wartościowego dla czytelnika, nie ucząc go też o prawdziwym życiu. Marzycielstwo musi być więc uzupełnione innymi elementami.
  • jednym z elementów uzupełniających (obok Barbarzyństwa i Cywilizacji) jest właśnie Koszmar, czyli zagrożenie płynące z niezwykłych zjawisk. Ponownie jednak sam Koszmar w fantasy, w odróżnieniu od Horroru nie jest celem samym w sobie. Fantasy nie ma na celu wywołania strachu, obrzydzenia, szoku etc. tylko zaciekawienie wizją autora. Tak więc stanowi on jedynie dodatek do Marzycielstwa, choć niewątpliwie w wielu przypadkach (jak w podgatunku Dark Fantasy) jest on elementem bardzo silnym.
  • Drugim elementem równoważącym Marzycielstwo jest Realizm, który powoduje, że dobre powieści fantasy mogą (do pewnego stopnia) odpowiadać na pytania dotyczące człowiek i społeczeństwa oraz pokazywać nam jak żyć.
    Realizm też (w sensie literackim) powoduje natomiast, że fantasy jest gatunkiem samym w sobie, pozwalającym analizować faktyczne problemy i zjawiska umieszczone jednak fikcyjnym świecie, nie stanowiąc jednocześnie ich satyry lub powieści symbolicznej, a twór autonomiczny.
  • Ponownie Marzycielstwo umożliwia twórcy analizę problemów, które go interesują bez skupiania się na kwestiach pozamerytorycznych, z większą swobodą (np. jeśli chcę napisać powieść o wojnie, to mogę sobie wymyślić taką wojnę jaka mi odpowiada, a nie przejmować się faktami historycznymi). Jest to nawiasem mówiąc cecha całej fantastyki, a nie tylko fantasy.
  • Marzycielstwo pomaga też ubrać problem w atrakcyjną dla czytelnika formę, tak jak robi to np. Terry Pratchett w „Świecie Dysku” czy T. J. Parker w „Składanym Nożu”.

4) Ostatni problem: Bo gotować trzeba umieć!

Podobnie jak w wypadku kuchni chińskiej do stworzenia czegoś dobrego w fantasy nie wystarczy niestety tylko osiągnięcie harmonii smaków, ale też pewne umiejętności warsztatowe. Niestety nasza powieść nie będzie dobra, jeśli schrzaniamy dialogi, bohaterów, postacie, fabułę i całą resztą.

To jednak jest problem na zupełnie inną notkę.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Fantasy, Pisanina. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s